niedziela, 13 października 2013

#1391 - Trans-Atlantyk 221: NYCC Special 02

New York Comic Con ma moim zdaniem dwóch największych zwycięzców. Są nimi wydawnictwa Dark Horse oraz Dynamite, które ogłosiły najwięcej nowych, interesujących projektów. I mało tego, niektóre z nich powstaną w ramach kooperacji obu wydawców. W poprzednim wydaniu Trans-Atlantyku padło kilka słów o mini-serii „Grendel/The Shadow”, natomiast dziś wypada wspomnieć o dwóch kolejnych, które nosić będą tytuły: „Conan/Red Sonja” oraz... „Red Sonja/Conan”. W obu przypadkach, za scenariusz odpowiadać będą aktualni scenarzyści on-goingów z tymi popularnymi postaciami, a więc Gail Simone oraz Brian Wood. Pomysł wydaje się być niezwykle trafiony, ponieważ najnowsze serie ich autorstwa przyciągnęły sporą liczbę czytelników i logicznym wydaje się, by właśnie teraz wydać wspólną przygodę obojga bohaterów. Niestety, na razie nie padła konkretna data wydania mini-serii, lecz wydaje się, że będzie to hit wydawniczy zarówno dla Dark Horse jak i Dynamite. (KT)

To jednak nie wszystkie wieści od Dark Horse, które w Nowym Jorku ujawniło jeszcze sporo interesujących informacji. Zacznę jednak od tej, której obawiam się najbardziej. Osobiście bardzo sobie cenię run Briana Wooda w „Conan the Barbarian” i chociaż już od jakiegoś czasu wiadomym było, iż scenarzysta ten zakończy swoją pracę na numerze 25, to jednak ogłoszenie nazwiska jego następcy sprawiło, że o los serii zacząłem się poważnie martwić. Od zeszytu oznaczonego numerem 26 za on-going odpowiedzialni będą Fred Van Lente (scenariusz) oraz Ariel Olivetti (rysunki), a więc twórcy, których ciężko uznać za pierwszą ligę komiksowych wyrobników. Zwłaszcza ten drugi wsławił się dotąd jedynie tym, że jest mistrzem świata w przesadzaniu z komputerowymi efektami w swoich pracach, a po za tym z hukiem wyleciał zarówno z Marvela, jak i z DC. Czy będą godnie adaptować kolejne historie z Conanem, dowiemy się już w przyszłym roku. (KT)

Podano także kolejne informacje na temat odświeżenia dwóch klasycznych licencji: Alienów oraz Predatora. Scenarzystą nowej serii on-going skupiającej się na walce pomiędzy tymi dwiema rasami zabójców został Chris Sabela, który jednocześnie koordynować ma całą linię związaną z tymi licencjami. Jak się okazało, to właśnie on namówił Joshuę Williamsona do zajęcia się scenariuszem do zapowiedzianej jakiś czas temu serii „Predators”. Dowiadujemy się także, że oprócz dwóch już zapowiedzianych pozycji, Dark Horse planuje także serie poświęcone Alienom oraz załodze Prometeusza. Pozostaje nam mieć nadzieję, że twórcy potraktują swoją pracę poważniej niż ci, którzy z miernym skutkiem odświeżali te nieco zapomniane licencje parę lat temu. Część ówczesnego chłamu wydał w Polsce Egmont pod szyldem „Komiksowe Hity”. (KT)

Czas na newsa, który powinien szczególnie nas zainteresować. Pierwszym efektem współpracy Dark Horse z naszym rodzimym studiem CD Project Red będzie komiksowa wersja Wiedźmina. Nie chodzi jednak o niedawno opublikowaną przez Egmont dwuczęściową historię, a o zupełnie nową fabułę, która osadzona będzie w realiach gry komputerowej. Jej scenarzystą został Paul Tobin, który ostatnio zanotował całkiem udane „Colder” oraz, dla równowagi, kiepskie „Plants vs Zombie”. Ponieważ ta druga pozycja osadzona jest w świecie gry komputerowej o tym samym tytule, możemy już zacząć się obawiać. Tobin zarzeka się jednak, że grał we wszystkie części gry i jest w stałym kontakcie z przedstawicielami CD Projectu, by jego komiks nie odbiegał od ich wizji. Szkoda tylko, że słowem nie zająknął się o książkach Sapkowskiego... (KT)

Frank Barbiere i Greg Rucka to dwaj scenarzyści, którzy dołączają do szeregów Dark Horse Comics i w barwach tego wydawnictwa opublikują aż trzy mini-serie. Barbiere, który odniósł niespodziewany sukces w Image Comics dzięki autorskiej serii „Five Ghosts”, opublikuje kilkuczęściowe historie pod tytułami „Blackout” oraz „The Black Suits”. Pierwsza z nich opowiadać ma o superbohaterze potrafiącym podróżować między wymiarami, natomiast druga skupi się na grupie morderców działającej już od czasów drugiej wojny światowej. Mimo to i tak znacznie bardziej elektryzująco na wyobraźnie czytelnika działa nazwisko Grega Rucki, który w swoim debiucie u Dark Horse stworzy pięcioczęściową mini-serię „Veil”. Nikogo nie powinno dziwić to, że jej główną bohaterką będzie kobieta. Jak możemy dowiedzieć się z krótkiej notatki prasowej, obudzi się ona na stacji metra, nie będzie wiedzieć kim jest w rzeczywistości, a próbujących ją napaść mężczyzn bez trudu zabije. Kim okaże się tytułowa Veil będziemy mogli przekonać się od marca przyszłego roku. (KT)

Coraz więcej wiadomo o nowym, komiksowym projekcie, który George A. Romero przygotowuje dla Domu Pomysłów. Rzecz ma nazywać się „Empire of the Dead”. Fabuła, przysposobiona do komiksowych wymagań na podstawie 300-stronnicowego skryptu filmowego Romero ma zamknąć się w 15 zeszytów, a premiera pierwszego będzie miała miejsce w styczniu przyszłego roku. Oprawą graficzną ma zająć się Alex Maleev, co wydaje się naprawdę świetnym wyborem. Historia ma rozgrywać się w Nowym Jorku zniszczonym przez zombie-apokalipsę. W „Empire of the Dead” zobaczymy świat zamieszkały przez nie tylko niedobitki ludzkiej rasy, ale również inteligentne zombiaki. Czy żywi i nieumarli mogą razem koegzystować? Obok pytań o to, czy żywi i nieumarli mogą koegzystować, Romero zamierza wpleść w komiks sporo komentarzy do bieżącej sytuacji polityczno-społecznej. (KO) 

#1390 - Trans-Atlantyk 220: NYCC Special 01

Razem z Krzyśkiem Tymczyńskim ruszamy z relacją z drugiego największego amerykańskiego konwentu komiksowego. Organizowany w Jacob K. Javits Convention Center New York Comic Con rokrocznie gromadzi ponad dobrze ponad 100 tysięcy fanów komiksów, gier, mangi, kolekcjonerskich figurek, filmów, seriali i innych popkulturowych używek, a więc nieco mniej niż jego odpowiednik z San Diego. Dla amerykańskiego przemysłu komiksowego to ostatni dzwonek przed końcem roku, aby przedstawić swoje najbardziej ekscytujące zapowiedzi. W tym roku do Wielkiego Jabłka zawitali między innymi Jim Steranko, Stan Lee, Chris Claremont, George Peraz, Neal Adams (z klasyków), Scott Snyder, Jonathan Hickman, Esad Ribic, Ivan Reis, Greg Capullo (z luminarzy współczesnego mainstreamu), Greg Rucka, Darwyn Cooke, Paul Pope, J. Micheal Straczynski i wielu, wielu innych... Nasz przegląd najważniejszych wydarzeń rozpoczynamy od największego amerykańskiego wydawnictwa, czyli od Marvela...

Kierunek, w jakim zmierza Dom Pomysłów pod przewodnictwem Axela Alonso i Toma Brevoorta coraz mniej mi odpowiada. Obaj redaktorzy zapatrzyli się w to, co było złe za rządów Joego Quesady i bezmyślnie naśladują politykę "od eventu do eventu". Konwent w Nowym Jorku jak w soczewce skupił i pokazał wszystko to, co najgorsze w mainstreamowym komiksie superbohaterskim. Dom Pomysłów wpadł w amok mnożenia serii wokół marki, która obecnie jest na topie (czyli wokół Mścicieli), poszczególne tytuły ciągle są restartowane, a ich numeracja jest kompletnie zwariowana (dla przykładu 24. zeszyt „Avengers” nie tylko będzie oznaczona, jako 24.NOW, ale również jako „Avengers” #1 All-New Marvel NOW!). Sami twórcy narzekają, że się w niej gubią (Jonathan Hickman mówi, że jest okropna), ale specjaliści od sprzedaży, którzy mają coraz więcej do powiedzenia w Marvelu, zapewniają, że dzięki niej sprzeda się kilka zeszytów więcej. Bo przecież to jest w tym biznesie najważniejsze...

Na dobrą sprawę w Nowym Jorku brakowało tylko zapowiedzi kolejnego eventu, który zmieni Ziemie-616 na zawsze (ta pojawi się pewnie pod koniec roku). Na najważniejszą zapowiedz Marvela wygląda „Avengers World”. Scenariuszem nowego tytuł zajmie się duet Jonathan Hickman-Nick Spencer, a o rysunki zadba Stefano Casseli. „Go bigger” - takie hasło pojawiło się w pierwszym numerze „Mścicieli” w wykonaniu Hickmana i nowy on-going będzie kolejnym etapem w realizacji tej idei. W praktyce seria ma być pisana przez Spencera według wskazówek scenarzysty „New Avengers” i „Avengers”, z którymi „Avengers World” ma się zgrabnie uzupełniać. Akcja komiksu będzie rozgrywać się nie tylko w Nowym Jorku, ale, zgodnie z tytułem, na całym świecie. Skala przedstawionych wydarzeń ma być doprawdy epicka. Avengers zmieniają się w połączenie JLA i S.H.I.E.L.D. stając się potężną organizacją stojąca na straży Ziemi. Już w pierwszej historii zespół dowodzony przez Kapitana Amerykę będzie musiał stawić wielkiemu zagrożeniu, a żeby skutecznie je unieszkodliwić konieczny będzie sojusz z Marią Hill. Spencer radzi, aby mieć oko na AIM i nowego Scientist Supreme, ponieważ mają odegrać ważną rolę na kartach „Avengers World”.


Restart w ramach Marvel NOW! Nie wyszedł na zdrowie Fantastycznej Czwórce. Po odejściu Jonathana Hickaman, który jak jeden z niewielu scenarzystów na przestrzeni kilku, a może i kilkunastu lat miał pomysł na pisanie przygód Pierwszej Rodziny Marveal, Reed, Sue, Johnny i Ben znaleźli się na bocznicy. Dwa on-goingi - „FF” Mike Allreada i „Fanstastic Four” Matta Fractiona - zostaną skasowane i zastąpione jednym tytułem. Kolejne, piąta już seria „Fantastic Four” pisana będzie przez Jamesa Robinsona, a oprawą graficzną zajmie się Leonard Kirk. Na razie nic o niej nie wiadomo, ale przypuszczam, że już wkrótce pojawią się jakieś dodatkowe informacje.

Black Widow startuje w styczniu ze swoim solowym tytułem. Kto byłby lepszym kandydatem do napisania skryptu o przygodach byłego superszpiega na usługach KGB, jeśli nie Nathan Edmondson, który błysnął na rynku takimi komiksami, jak „Dancer” i „Who is Jake Ellis?”? Cieszą zapowiedzi, że przygody Natashy Romanoff będą tak realistyczne, jak to tylko możliwie w serii rozgrywającej się w uniwersum Marvela. Edmondson zapowiada wypełnioną akcją po brzegi, skupioną na głównej bohaterce sensacyjną opowieść. Jak najmniej promieni z dupy, jak najmniej peleryn. Cieszy, że oprawą graficzną zajmie się Phil Noto, który wyczynia prawdziwe cuda w „Thunderboltsach”. Może tej dwójce uda się powtórzyć sukces „Hawkeye`a” Fractiona i Aji?

Seria „Secret Avengers” ukazuje się od 2010 roku i właśnie doczeka się swojego trzeciego (!!!) restartu. Stery w on-goingu przejmie Ales Kot, który ostatnio pomagał Nickowi Spencerowi w pisaniu drugiej inkarnacji tego tytuły, rysunkami zajmie się Micheal Walsh. Do obsady natomiast dołączy Spider-Woman, a także ktos, kogo tożsamości nie razie zdradzić nie można. Wygląda na to, że „Secret Avengers” będzie podobne do „Blacki Widow”. Agenci, tajne misje, rozgrywki pomiędzy S.H.I.E.L.D., a A.I.M. Tajni Mściciele według Kota będą mieszanką Jamesa Bonda, „Breaking Bad” i „ Arrested Development” w superbohaterskich klimatach.

W Nowym Jorku Marvel zaprezentował także kilka serii, które uzupełnią ofertę Marvel NOW! Teaser „Defend” promował nowy on-going z Jamesem Rhodesem, czyli „Iron Patriot”. Jego autorami będą Ales Kot (scenariusz) i Garry Brown (rysunki). Tytuł startuje w marcu 2014, a jego ogłoszenie spotkało się z bardzo żywiołową reakcją zgromadzonej w sali publiczności. Swój solowy tytuł otrzyma również Ghost Rider (marzec 2014). Scenarzysta Felipe Smith i rysownik Tradd Moore obiecuje, że zobaczymy zupełnie nowe nowe ujęcie Ducha Zemsty. Wreszcie, na wielką scenę powróci Silver Surfer, dzięki talentom Dana Slotta (scenariusz) i Mike`a Allreda (rysunki). Jedna z klasycznych kreacji Stana Lee powróci w kosmicznej historii, którą narysuje ktoś, kto rzeczywiście jest surferem. Z nowym wcieleniem "X-Factor" wystartuje również Peter David, a szerzej o niej będzie można przeczytać w kolejnej części naszego podsumowania...

sobota, 12 października 2013

#1389 - Komix-Express 205

Dark Horse Comics oficjalnie zapowiedziało nowego, komiksowego "Wiedźmina". Amerykański "Witcher" powstanie przy współpracy ze studiem CD Projekt RED , a jego autorami będą Paul Tobin (scenariusz) i Joe Querio (rysunki), natomiast okładki przygotuje (między innymi, jak sądzę) Dave Johnson. Nie są to twórcy z pierwszej ligi, niestety. Tobin to weteran amerykańskiego przemysłu, w Domu Pomysłów piszący serie z cyklu "Marvel Adventures", które przeznaczone dla młodszych odbiorców, a jego bardziej autorskie projekty, takie jak "Colder", "Bionic Women" czy "Falling Skies" przechodziły raczej bez echa. Natomiast Querio jest młodym rysownikiem, który dopiero startuje do wielkiej kariery. "Historia jest niemal całkowicie mojego autorstwa" - mówi Tobin. "Podczas spotkania z CD Projekt stworzyliśmy ogólny zarys klimatu nowej serii i dyskutowaliśmy o kierunku, w jakim ma zmierzać seria. Podrzuciłem też kilka pomysłów. CD Projekt oddało Geralta w moje ręce i pozwoliło mi z nim zrobić to, w czym jestem najlepszy". Premierowy zeszyt serii ukaże się 19 marca. Jego opis brzmi (mniej więcej) tak:

Podróżując na obrzeżach Czarnego Lasu, w kraju Angren, wiedźmin Geralt spotyka owdowiałego mężczyznę, którego nie do końca martwa żona nawiedza upiorną rezydencję zwaną Domem Szkła. To miejsce gdzie w tysiącu pokoi groza czai się za każdym rogiem. Aby rozwiązać zagadkę posiadłości i przetrwać Geralt będzie musiał wysilić wszystkie swoje umiejętności. 

Brzmi to niezbyt zachęcająco, a okładki też dupy nie urywają. (KO)




Już 19 i 20 października w Nysie odbędzie się polsko-czeski Festiwal Komiksu i trzeba powiedzieć, że zapowiada się bardzo interesująco. Wśród gości - Agata Wawryniuk, Grzegorz Janusz, Igor Wolski, Michał Słomka, Paweł Wojciechowicz, Lucie Lomova i Tomas Kucerovsky, wśród atrakcji - pokazy filmowe ("Alois Nebel" i "Jeż Jerzy"), warsztaty komiksowe, spotkania i dyskusje. Impreza zlokalizowana będzie w Bastionie św. Jadwigi, będącym kulturowym centrum miasta. Pełny plan imprezy możecie znaleźć pod tym linkiem. Jeśli więc kochacie komiksy, chcecie dowiedzieć się, jak napisać scenariusz i jak narysować własną historię, ciekawi was co u naszych południowo-zachodnich sąsiadów albo szukacie fajnego pomysłu na spędzenie weekendu - zapraszamy do Nysy... (KO)

... albo do Opola. Lokalna Miejska Biblioteka Publiczna znów postara się przekształcić stolicę polskiej piosenki w stolicę komiksu. Od października do grudnia 2013 r. sala konferencyjna MBP przy ul. Minorytów 4 zamieni się w prawdziwy komiksowy blok operacyjny. Program tego cyklu zapowiada się doprawdy frapująco - spotkanie z Maciejem Sieńczykiem, dwa bloki poświęcone mandze i anime oraz spotkanie z Agatą Wawryniuk. Jako mieszkaniec Krakowa, w którego miejskiej (i wojewódzkiej!) też coś komiksowego się dzieje, z zazdrością patrze na to, co będzie działo się w Opolu. (KO)

Dzieje się również w Poznaniu, jak donosi Rafał Wójcik. Już w poniedziałek, 14 października, o godzinie 12.00 w holu głównym Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu przy ulicy Ratajczaka 38/40 odbędzie się wernisaż wystawy "Derwich À propos". Dla tych, którzy nie wychowywali się w Poznaniu i Wielkopolsce, Henryk Derwich był jedną z najbardziej rozpoznawalnych medialnych postaci okresu PRL-u. Tak jak wszyscy czytający “Świat Młodych” rozpoczynali jego lekturę od ostatniej strony z komiksami, tak wielu czytających “Express Poznański” najpierw zerkało, co też obśmiał Derwich w swych satyrycznych i uwielbianych przez wszystkich poznaniaków rysunkach. Warto przypomnieć, iż spuścizna po poznańskim artyście znajduje się w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu.


Nieoficjalne, ale godne zaufania źródła podają kolejną partie komiksów, która ukaże się w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. A będą nimi kolejno - "Superbohaterowie Marvela: Tajne Wojny cz.1" (tom 26), "Thor: W poszukiwaniu Bogów" (27), "Astonishing X-Men: Niebezpieczni" (28) i "Iron Man: Demon w butelce" (29), "Planeta Hulka 2" (30). Dwa marvelowskie klasyki, jedna starsza i dwie nowsze opowieści, z których jedna już kiedyś na polskim rynku się ukazała.

"Secret Wars" Jima Shootera (scen.), Mike`a Zecka i Boba Laytona (rys.) uchodzi za pierwszy, marvelowski crossover. Składająca się z dwunastu zeszytów maxi-seria, która zadebiutowała w maju 1984 roku miała pomóc w promocji nowej linii marvelowskich figurek. Dziś historia epickiego starcia superbohaterów i superłotrów na planecie Battleworld uchodzi za mocno archaiczną, choć wciąż istotną dla continuity Ziemie-616. Zakup obowiązkowy dla każdego szanującego się Marvel-fana. W pierwszym tomie zostanie opublikowane pierwsze sześć zeszytów.

"Mighty Thor: In Search of the Gods" Dana Jurgensa (scen.) i Johna Romity Jra (rys.) to restart serii z jasnowłosym bogiem piorunów po zamieszaniu związanym z eventem "Heroes Reborn". Historia może być nieco podobna do tej, która pojawiał się na kartach "Thora" J. Micheal Straczynskiego, z wyjątkime tego, że utrzymana jest w stylistyce lat dziewięćdziesiątych.

 "Astonishing X-Men: Dangerous" Jossa Whedona (scen.) i Johna Cassaday`a (rys.) jest kontynuacją jednego z najlepszych mutanckich historii ostatniej dekady. Nie jest to mój ulubiony tom z runu Whedona, ale w porównaniu z tym, co dzieje się u mutantów teraz to absolutny "musiszmieć".

"Demon in a Bottle" Davida Micheline`a, Boba Layotna (scen.), Johna Romity Jra, Carmine Infantino (rys.), czyli jedna z najbardziej znanych historii w dziejach Tony`ego Starka. Dziewięcioczęściowa saga z 1979 roku wbrew tytułowi (który zresztą pierwotnie był inny) o problemu alkoholizmu głównego bohatera traktuje tylko w ostatnim zeszycie. Resztę wypełnia nawalanka z kolorowymi superłotrami, ale miłośnicy trykotu w bardziej oldskulowym stylu będą zadowoleni.

"Planet Hulk" część 2 Grega Paka (scen.), Carlo Pagluyan, Aaron Lopresti, Gary Frank i inni (rys.) - dokończenie jednej z najlepszych historii z Hulkiem. Wypełnione akcją po brzegi, sprawnie napisane i porządnie narysowane. (KO)

Chyba każdy kto chociaż trochę interesuje się nieco ambitniejszym komiksem kojarzy panią Rutu Modan. Jedno z jej ostatnich dzieł, a więc wydane w Polsce przez Kulturę Gniewu „Zaduszki”, doczekały się pewnego rodzaju uznania także i w USA. Nie chodzi tu jednak o zdobyte nagrody czy chociażby nominacje, ale o wywiad. Jeden z największych Amerykańskich serwisów poświęconych komiksom, konkretnie Comic Book Resources, przeprowadził rozmowę z Modan, by przy okazji rozreklamować nieco wspomniane już „Zaduszki” (w Stanach wydane oryginalnie jako „The Property”). Jeśli zastanawiacie się co jest w tym tak niezwykłego, już śpieszę z wyjaśnieniami. CBR to strona ciesząca się całkiem dobrą opinią, ponieważ jako jedna z niewielu informuje także o komiksach wydawanych niezależnie lub przez najmniejsze spośród wydawnictw. I tym razem poświęcili czas na przedstawienie świetnego komiksu, którego akcja osadzona jest w powojennej Polsce, co raczej nieczęsto się zdarza. Oby dzięki temu Rutu Modan doczekała się jeszcze większego uznania po drugiej stronie Atlantyku, a jeśli jeszcze nie znacie „Zaduszek”, to bez problemu możecie kupić egzemplarz w polskiej wersji językowej. Warto! (KT)

Jedną z ciekawszych zapowiedzi ostatnich tygodni jest informacja o wydaniu trzyczęściowej mini-serii „Grendel vs Shadow”, która będzie efektem kooperacji wydawnictw Dark Horse Comics oraz Dynamite Entertainment. Twórcą scenariusza do komiksu będzie oczywiście Matt Wagner – twórca postaci Grendela, obecnie także z powodzeniem odświeżający origin Cienia. Czy pomysł ten może się nie udać? Doświadczenia minionych lat pokazują, że międzywydawnicze crossovery z udziałem wydawnictwa Dynamite są, delikatnie pisząc, kiepskie. Wystarczy przypomnieć tu takie „arcydzieła” jak „Spider-Man/Red Sonja” czy „Danger Girl and the Army of Darkness”, za którymi także stały duże nazwiska przemysłu komiksowego. Ale może tym razem będzie inaczej... (KT)

Wiele osób wieszczyło ogromną porażkę i mnóstwo zwrotów, ale stało się zupełnie inaczej i DC Comics może ogłosić gigantyczny sukces swojego Villains Month. Praktycznie wszystkie wyniki jakie osiągnęło wydawnictwo Dana DiDio robią ogromne wrażenie. We wrześniu DC sprzedało 4.3 miliona komiksów i zarobiło ponad 30 milionów dolarów, co jest wynikiem lepszym nawet od pierwszego miesiąca relaunchu uniwersum. Dodatkowo, wydawca pobił jeszcze kilka innych, chociaż mniej ważnych rekordów, jak na przykład, cytuję, „najlepiej sprzedający się komiks z 300 miejsca na liście”. Żeby jednak nie było zbyt różowo – swój wynik DC zawdzięcza temu, że w zasadzie każdy ich komiks znajduje się na liście w dwóch wersjach: z okładką w 3D oraz standardową, a i pamiętać trzeba o tym, że wydawnictwo już jakiś czas temu przyznało, że na wersjach trójwymiarowych nie tylko nie zarabia, a wręcz traci. Bardzo miłym akcentem była obecność dość dużej ilości komiksów spoza Marvela i DC w pierwszej setce rankingu. We wrześniu było ich aż dziewięć: pięć z Image oraz po dwa z Dark Horse oraz IDW. (KT)

Nowy miesięcznik sygnowany nazwiskiem Roberta Kirkmana pojawi się w ofercie Image Comics. Autor obecnie wydawanych „The Walking Dead”, „Invincible”, „Super-Dinosaur” oraz „Thief of Thieves” do tej listy dorzuci także i horror „Outcast”. Jego oprawą graficzną zajmie się Paul Azaceta. Kirkman dość odważnie stwierdza, że chciałby tym komiksem sięgnąć po wątki związane z opętaniem przez demony i odświeżyć nieco ten motyw. I wiecie co? Naprawdę wierzę że mu się to uda! Do tej pory przecież wszystko, co wychodziło spod jego ręki i sygnowane było logiem z Image wnosiła pewien powiew świeżości do komiksu maintreamowego. O samym „Outcast” wiemy na razie tylko tyle, że ukazywać zacznie się w przyszłym roku, a historia ma być znacznie mniej brutalna i krwawa niż „Żywe Trupy”. Co ciekawe, projektem już zainteresowało się FOX International i jest możliwe, że historia pojawi się także pod postacią serialu telewizyjnego. Tyle tylko, że to samo mówiono o „Thief of Thieves” i od jakiegoś czasu temat ten ucichł. (KT)

#1388 - Uowca

Tydzień temu z soboty na niedzielę śniły mi się różne bzdury, m.in. że rozdanie nagród komiksowych ma Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Geir za ubiegły rok miało miejsce w betonowym bunkrze „Arena”, który zakopany był w brzozowym lesie, jedynie kapelusz kopuły wystawał ponad ziemię. Kopuła obsadzona była trawą, która chyba nie chciała rosnąć, bo dodatkowo nad nią rozpięta była siatka maskująca. Byłem wewnątrz. Cały czas trwał ostrzał „Areny”. Słyszałem wybuchające gdzieś w pobliżu bomby. Konferansjer, który przebrany był za lisa (bez jednej ręki i nogi), nerwowo chodził wokół małego ołtarza. Krzyczał do mikrofonu, starając się przebić przez hałas, „Uwaga! Uwaga! Nadchodzi! Koma dwa! Przeszedł!”. I wówczas na scenę wszedł Piotr Kasiński, złapał za mikrofon i wykrzyczał: „Muszę się z Wami podzielić radosną nowiną – nagrodę dla najlepszego wydawcy otrzymuje oficyna ATY”.

Tak mi się śniło, jedynie. Choć przyznaję, że w minioną sobotę bardzo kibicowałem chłopakom z ATY i po cichu liczyłem, że to oni zgarną nagrodę. To tyle tytułem przydługiego, wstępu. Przechodząc do meritum – pierwszy zeszyt "Uowcy" to pilotażowy odcinek serialu Łukasza Muniowskiego (scenariusz) i Anny Heleny Szymborskiej (rysunki), który zaczyna się pościgiem i kończy pościgiem (ładna klamra). Ci sami kolesie, wielbiciele podręcznych piesków i zwolennicy teorii „Trawniki nie są dla ludzi. Trawinki są dla psich kupek”, gonią główną bohaterkę, która w wyniku eksperymentu przeszła transpozycję.

Zdradzę, że eksperyment się nie powiódł . Z atrakcyjnej laski przeistoczyła się w tytułową Uowcę, czyli skrzyżowanie owcy i łowcy. Gagi Łukasza Muniowskiego są grubymi nićmi szyte, domyślam się, że nie wszystkim przypadną do gustu. Miejscami obsceniczne i niesmaczne (strzelanie psim kałem), miejscami luzackie (blancik pokoju). Wyobrażam sobie, że niektórzy czytelnicy mogą uznać je za ordynarne, ale to przecież tylko "punkowa" zgrywa.

Pilotażowy odcinek to przede wszystkim popis Anny Heleny Szymborskiej. Rysowniczka (która niedawno przejęła, po Michałe Lasocie, serię "Szybki Lester", a wkrótce rysować będzie także "Białego Orła") dała się poznać z dobrej strony. Uważam, że rozplanowanie kadrów na planszy jest niezłe, dzięki zbliżeniom na postaci sprawnie przenoszona jest akcja, ma odpowiednią dynamikę. Zresztą "ruch" uzyskiwany jest także poprzez nagłą zmianę punktu spojrzenia i ukośne linie perspektywy (plansza piąta). Na plus należy zanotować, że główna bohaterka jest atrakcyjna, choć (na szczęście!) niema długich blond włosów i dużych piersi. 

Dodatkowo postaci nie są do siebie podobne, nawet zgraja wikingów ma indywidualne rysy twarzy. Dopracować można ręce (brak łokci á la Agata Wawryniuk, przez co sprawiają wrażenie „prostowanych na okręgu”) oraz skróty kończyn (plansza trzecia, kadr drugi). Pod rozwagę poddaję, czy nie zastosować cieńszej kreski, ponieważ przy zeszytowym formacie szczegóły w małych kadrach zlewają się, zamazują. Uważam, że najsłabsza są plansze ósma i dziewiąta, nie podobają mi się – bez specjalnego uzasadnienia.

Po przeczytaniu, a czyta się szybko, ponieważ to tylko 28 stron, pomyślałem sobie: "Fajnie, tylko co dalej?". Liczę, że w drugim zeszycie scenarzysta bardziej zaskoczy, że będzie coś więcej niż kilka gagów połączonych razem (na siłę?) postacią głównej bohaterki, że wykorzystany zostanie koncepty "łowcy"… Zobaczy się.

piątek, 11 października 2013

#1387 - Komix-Express 204 - Łódzki łącznik

Na Kolorowych nie będzie w tym roku, podobnie jak w poprzednim, pełnowartościowej relacji z MFKiG. Dlaczego? Bo nie widzę sensu w płodzeniu tekstu na podstawie bardzo wybiórczego udziału w imprezie, którą w dodatku pomagałem organizować. Napisze tylko jedno - Atlas Arena to dobra lokalizacja dla komiksowych targów i growych turniejów, ale niekonieczne fajne miejsce na konwent. Nie ukrywam, że na MFKiG najbardziej interesują mnie nie same komiksiki (które potem spokojnie można kupić w internetach), nie polowanie na autografy (którego kompletnie nie rozumiem), ale twórcy i to, co mają ciekawego do powiedzenia i pokazania. Oni są najważniejsi na tej imprezie. I niestety obiekt, na którym w tym roku zorganizowano największa komiksową imprezę w Polsce nie sprzyjał spotkaniom z artystami. Problemem duże sali (A) było koszmarnie nagłośnienie - kiedy Rosiński, Rosa albo Gravett próbowali coś mówić byli skutecznie zagłuszani przez odgłosy dochodząc z głównej płyty, ale też jej wygląd. Powiedzieć, że nie była najpiękniejsza, to nic nie powiedzieć. Pozostałe, mniejsze sale (B i C) bardzo szybko prześmierdły słodkim zapaszkiem potu uczestników, ale daleki jestem od wniosków, że polski fan komiksu się nie myje. Były po prostu ciasne i duszne, często brakowało miejsca dla chętnych, a ilość dostępnego powietrza była doprawdy symboliczna. Ja rozumiem, że Łódzki Dom Kultury stał się zbyt mały w stosunku do ambicji organizatorów, ale atuty Atlas Areny mnie nijak nie przekonują. To nie jest dobre miejsce na konwent i nie chciałbym, żeby 25. MFKiG tam miał miejsce. Tyle ode mnie.

Największym wygranym 24. edycji MFKiG została niewątpliwie Kultura Gniewu. Warszawska oficyna zgarnęła nagrodę dla najlepszego wydawcy roku za "wydawanie znakomitych tytułów zagranicznych, za nieustające publikowanie dużej liczby albumów polskich autorów oraz za bardzo atrakcyjną nowość, czyli Krótkie Gatki." To już chyba druga wygrana KG, prawda? Założyciel i współwłaściciel tego wydawnictwa, Jarosław Składanek, otrzymał natomiast Doktorat Humoris Causa, czyli Nagroda im. Papcia Chmiela - za zasługi dla polskiego komiksu. Ten hattrick uzupełnia nagroda łódzkiej publiczności dla "Rozmówek polsko-angielskich" Agaty Wawryniuk, albumu który został uznany za najlepszy polski komiks sezonu 2012/2013. Gratulacje!


Z kronikarskiego obowiązku trzeba wspomnieć o innych, którzy z Łodzi przywieźli nagrody. Tym razem konkursów było całkiem sporo, to i zwycięzców jest niemało. W tym najważniejszym - na krótką formę komiksową, który w tym roku odbył się pod hasłem "Prawdy i mity o obrocie bezgotówkowym" -   jury w składzie: Krystyna Łukasiewicz, Wojciech Birek (przewodniczący), Piotr Kasiński, Paweł Kwiatkowski i Witold Tkaczyk, obradujące w dniach 19-26 września 2013 r., po zapoznaniu się z nadesłanymi na konkurs pracami oceniło je i przyznało następujące nagrody i wyróżnienia:

Pięć równorzędnych wyróżnień w wysokości 3000 zł (brutto) otrzymali:

Dominik Szcześniak (scen.) i Katarzyna Babis (rys.) za pracę "Pan tu nie stał";  
Radosław Ruciński (scen. i rys.) za pracę "Cieplej";  
Magda Kożyczkowska (scen.) i Kajetan Wykurz (rys.) za pracę "Traf";   
Michał Chojnacki (scen.) i Jakub Grochola (rys.) za pracę "Propozycja nie do odrzucenia";   
Maciej Jasiński (scen.) i Krzysztof Trystuła (rys.) za pracę "Rodzinka.  

III. nagroda wysokości 5000 zł brutto dla  Krystiana Żelazo (scen. i rys.) za pracę "Spryciarz".

II. nagroda w wysokości 10000 zł brutto dla  Dennisa Wojdy (scen.) i Sebastiana Skrobola (rys.) za pracę "Bicie serca".

I. nagroda w wysokości 15000 zł brutto dla Jana Mazura (scen.) i Unki Odyi (rys) za pracę "Prawdziwa historia Syzyfa".

Cytując - jury stwierdza, że nadesłane na konkurs prace w większości w bardzo różnorodny i pomysłowy sposób zrealizowały określoną w regulaminie tematykę. Oprócz licznych prób przedstawienia zalet i obalania mitów o obrocie bezgotówkowym w formie komiksowego instruktażu nie zabrakło prac opartych na zaskakujących i oryginalnych skojarzeniach, co znalazło też wyraz w werdykcie. Cieszy też udział wśród laureatów zarówno doświadczonych, jak i młodych twórców.

Wyniki konkursu na krótką formę komiksową związaną z postacią Juliana Tuwima są następujące. Sześć równorzędnych wyróżnień otrzymali:

Grzegorz Janusz (scen.) i Tomasz Niewiadomski (rys.) za pracę "Abecadło";
Oktawia Ogniew (scen. i rys.) za pracę "Julek";
Magdalena Chojnowska (scen. i rys.) za pracę "Ptasie radio";
Dorota Świderska (scen. i rys.) za pracę "Rozmówki";
Katarzyna Kruszyńskiej(scen. i rys.) za pracę "Samolot";
Krzysztof Chalik (scen.) i Mateusz Wiśniewski (rys.) za pracę "Ubique Daemon".

I. nagrodę przyznano Sebastianowi Skrobolowi oraz Dennisowi Wojdzie za pracę "Poeta" (każdy z autorów pracy otrzymuje po 2000 zł);

II. nagrodę – Monice Sojce z Kobióra za pracę "Pewnego razu na bankiecie";

III. nagrodę – Agnieszce Świętek z Wojkowic Kościelnych za pracę "Tuwim i jego ławeczka".

Wreszcie - w konkursie Fundacji FOR Leszka Balcerowicza na komiks o tematyce ekonomicznej przyznano następujące laury:
I Miejsce – Nagroda Michała Ogórka, Marka Raczkiewicza i Tomasza Leśnika dla Jacka Świdzińskiego za "Przywileje dla wybranych koszty dla nabranych!"

II Miejsce – Nagroda Rafała Skarżyckiego dla Michała Chojnackiego i Jakuba Grochola za komiks pt. "Z kamerą wśród…"

III Miejsce – Nagroda Antoniego Rodowicza dla Piotra Kraski, Marcina Luzińskiego i Agaty Komas za "Królewnę śnieżkę i siedmiu opiekuńczych krasnoludków"

Wyróżnienie – Nagrodę Adama Radonia otrzymała Paulina Wryt za komiks pt. "Urząd"

czwartek, 10 października 2013

#1386 - Fugazi Music Club

Fugazi Music Club jak mało co zasługuje na przymiotnik „kultowy”. Warszawski klub mieszczący się w dawnym kinie WZ przy ulicy Leszno 19 stał się szybko centrum kultury alternatywnej. Nie tylko dzięki założycielom - Waldkowi Czapskiemu i jego przyjaciołom - ale przede wszystkim dzięki stałym bywalcom, którzy wierni etosowi DIY współtworzyli legendę Fugazi.


Za darmo (albo za wejściówki) pomagali w organizacji koncertów i imprez. Rozklejali plakaty i roznosili ulotki, redagowali zina „Fugazigaz”, pomagali w remoncie. Otwarty przez 24 godziny na dobę klub dosłownie pulsował rockową energią. W ciągu niecałego roku działalności (od 10 stycznia do grudnia 1992 roku) odbyło się ponad 300 koncertów. Na scenie pojawiały się takie zespoły, jak Acid Drinkers, Dezerter, Armia, Oddział Zamknięty, Lech Janerka, Maanam, Dżem, TSA, Houk, KSU, Closterkeller i wiele innych. Do wielkiej kariery startowały tam zespoły Hey i Wilki. Kult zagrał po raz pierwszy piosenki z (kultowego!) „Taty Kazika” z piętnastominutową wersją „Celiny”. W Fugazi odbyła się pierwsza impreza z muzyką techno. W tłumie można było spotkać Czesława Niemena, Tadeusza Nalepę, Tomasza Beksińskiego. Kuba Wojewódzki zdobywał pierwsze dziennikarskie szlify, Grzegorz Miecugow występował w roli konferansjera, a Jurek Owisak polewał publiczność wodą. To był miejsce jedyne w swoim rodzaju. Dziś, taki klub nie miałby racji bytu. Ale wtedy? Wtedy „wszystko uchodziło”, jak trafnie podsumowuje historię Fugazi Czapski.

Na kartach komiksu doskonale uchwycono klimat tamtych czasów i tamtego miejsca, zamykając w nim mnóstwo, pozytywnej, muzycznej energii i radości. Podolec dał się porwać opowieści Czapskiego. Rytm narracji jest taki, jakie były losy Fugazi – rwany, chaotyczny, rozsadzający komiksowe ramki. Kreślona oszczędną, szkicową kreską historia momentami jednak zwalnia, choćby wtedy, gdy trzeba posprzątać klub po wielodniowej często imprezie. Wtedy tempo staje się mniej dynamiczne, o oprawa graficzna staje się silniej zmetaforyzowana, oszczędniejsza, niedopowiedziana. Kolejny raz autor „Czasem” i „Wszystko zajęte” udowadnia, że jest komiksiarzem na najwyższym, światowym poziomie.

Ale „Fugazi Music Club” jest nie tylko komiksem o grupce przyjaciół, których spontaniczny pomysł na otwarcie klubu muzycznego stał się początkiem niesamowitej, młodzieńczej przygody. Podolcowi udało się to, co według mnie nie wyszło Agacie Wawryniuk w „Rozmówkach polsko-angielskich” - opowiedział nie tylko jednostkową historię o losach Fugazi - opowiedział o Polsce po transformacji. O kraju, który już nie był komunistyczny, ale jeszcze nie dorósł do wolności. To niesamowite, w jaki sposób twórca urodzony w 1991 roku potrafił oddać nastrój tamtych czasów.

Losy założonego przez Czapskiego "biznesu" to przecież historia naszego dzikiego kapitalizmu w pigułce. Z szalonymi pomysłem realizowanym na wariackich papierach, z przekrętami, z mafią w tle i bez happy endu. Zrobiona elegancko - nienachalnie, a bardzo sugestywnie. Bez wikłania się w politykę. Można powiedzieć, że Podolec zrobił komiks na wskroś historyczny, ale jakże inny od sponsorowanych przez IPN czy Muzeum Powstania Warszawskiego produkcji. Zresztą, podobny kierunek poszukiwań obrał sobie Paweł Płóciennik. Wydaje mi się, że obu artystów nie interesują tyle fakty, co duch epoki ich rodziców. Mechanizmy, jakie nim rządziły, lokalne narracje, miejskie legendy, dziwne zjawiska, ludzie, muzyka.

Pierwotnie Kultura Gniewu planowała zaprosić 22 komiksiarzy, którzy mieli opowiedzieć historię klubu w kilkunastu szortach. Publikacja miała uświetnić Festiwal Fugazi, który ostatecznie nie doszedł do skutku. Pomysł na zrobienie komiksu o najgłośniejszym klubie na świecie trafił na biurko Marcina Podolca. Na szczęście, bo dzięki temu powstał jeden z najlepszych albumów tego roku.

#1385 - Saga Valty t.01

„Saga Valty” to rzecz stosunkowo świeża. Na rynku frankofońskim ukazała się w połowie 2012 roku nakładem wydawnictwa Le Lombard. Całość ma zamknąć się w dwóch tomach, ale w razie sukcesu z pewnością powstaną kolejne. Oprawę graficzną przygotował Mohamed Aouamri, kolorami zajął się Benoît Bekaert, natomiast scenariusz napisał Jean Dufaux. 

Polscy wydawcy znajdują się chyba pod wpływem jakiegoś uroku urodzonego w belgijskim Ninove twórcy i wydają jak leci komiksy jego autorstwa. Zupełnie nie rozumiem tego fenomenu – czy we Francji albo Belgii naprawdę nie ma innych scenarzystów? Żeby jeszcze spod jego ręki wychodziły wyłącznie rzeczy godne uwagi, to może i zrozumiałbym ten afekt, ale przecież tak nie jest. Na każdą„Murenę”, przypada przynajmniej jedna „Krucjata”. I choć opisywanemu komiksowi bliżej jest tej pierwszej pozycji, to nie jest to żadne arcydzieło

„Saga Valty” to utrzymana w konwencji heroic fantasy opowieść przygodowa. Jej akcja rozgrywa się w komiksowo przerysowanej krainie przypominającej skandynawskie fiordy z epoki wikingów. I nie tylko scenografia nasuwa skojarzenia z „Thorgalem”. Główny bohater Valgar syn Holgerra z Valty to wypisz wymaluje pewien szlachetny i dzielny wojownik, który ze względu na swoje bękarcie pochodzenie nie może być razem ze swoją ukochaną. Ten romansowy wątek Romea i Julii może kojarzyć się ze „Zdradzoną czarodziejką”, na co w swojej recenzji zwrócił uwagę Jakub Syty. Ukochana Valgara, Astridr, jest córką okrutnego Thorgerra, który nie dopuszcza do myśli, że byle przybłęda wżeni się do jego klanu. W tym momencie pojawia się motyw tajemniczej przeszłości głównego bohatera (brzmi znajomo?), magiczny artefakt (brzmi znajomo?), a kilka stron dalej na scenę wkracza następna kobieca protagonistka. Blondwłosej Hildegirrd (pochodzącej z Polski, nawiasem mówiąc) od razu w oko wpada pewien przystojny przybysz, który prosi jej męża o gościnę. Hildegirrd nie zawaha się przed niczym, aby zaciągnąć go do łóżka – brzmi znajomo?

Akcja, zgodnie z wymogami gatunku, prowadzona jest bardzo dynamicznie. Fabuła pełna jest pościgów, bitew i pojedynków, nie brakuje krwi, a zawiązana przez Dufauxa intryga jest całkiem zgrabna. Muszę przyznać, że spodobał mi się sposób, w jaki losy pewnego trójkąta miłosnego zostały splecione z konfliktem pomiędzy dwoma klanami. Kreacje bohaterów - choć schematyczne - są przekonujące, podobnie, jak ich motywacje. Do tego dochodzi jeszcze kilka innych, tajemniczych wątków, a całość umiejętnie pomieszczona została w jednym, standardowej pojemności albumie. Widać, że Dufaux to solidny fachura. „Krucjata” to typowy wypadek przy pracy.

Solidny fachura - to samo właściwie można powiedzieć o autorze oprawy graficznej. Mohameda Aouamriego polski czytelnik może kojarzyć z trzeciej części prequela do znakomitej serii „W poszukiwaniu Ptaka Czasu”. Może to dlatego jego klasyczna, realistyczna kreska tylko momentami ciąży ku Loiselowi?  „Saga” narysowana jest poprawnie, ale zachwycać się nie ma czym.

Bardzo zmartwił mnie Leszek Kaczanowski, który powiedział, że wydaje „Sagę Valty”, aby móc wreszcie na komiksie zarobić. Samo w sobie nie jest to niczym złym oczywiście, ale oznacza, że polski czytelnik nie jest zupełnie zainteresowany mniej znaną klasyką polskiego komiksu. Komiks Dufaux i Aouamriego niczym specjalnym nie wyróżnia się pośród innych, podobnych jemu tytułów, które ostatnio w sporej ilości ukazują się na naszym rynku,. Mogę polecić tylko zagorzałym frankofilom. 

wtorek, 8 października 2013

#1384 - Biały Orzeł #05

Warszawa zostaje uratowana, złe zło wypełzające z morskich głębin ostatecznie pokonane, a bohater otrzymuje swoją zasłużoną nagrodę. Nie popsuje chyba nikomu zabawy, jeśli napisze, że ostatnia przygoda "Białego Orła", czyli "Wielka draka w stolicy" kończy się typowym dla superbohaterskich produkcji happy endem, na którym cieniem kładzie się jednak zapowiedzi przyszłego, jeszcze potężniejszego zagrożenia. Stara śpiewka...


To niesamowite, jak bracia Kmiołkowie blisko trzymają się trykociarskiej sztampy. "Biały Orzeł" to perfekcyjnie wycyzelowany komiksowych produkt, w którym tak surowo przestrzega się zasad obowiązujących w superbohaterskiej konwencji, jak to tylko możliwe. I wydaje się, że ten ciasny gorset wcale nie uciska obu autorów. W piątym zeszycie drugiej historii zestaw obowiązkowych chwytów uzupełniony zostaje o wątek kobiecy. W życie głównego bohatera wkraczają dwie kobiety, które pojawiły się już wcześniej na łamach serii. Syreną to typ nowoczesnej Wonder Woman, pewnej siebie, silnej, kobiecej osobowości, która nie potrzebuje rycerza w lśniącej zbroi i potrafi o siebie zadbać. Obowiązkowo jej strój odsłania więcej, niż zakrywa. Nieco bardziej skromnie prezentuje się Majka. Reporterka pracująca dla lokalnej stacji telewizyjnej to z kolei taka Lois Lane, która aby zdobyć dobry materiał nie zawaha się zrobić coś naprawdę głupiego. Obie te bohaterki odmalowane zostały w dość ograny sposób - to po prostu dwie kolejne klisze pośród innych, której pojawiają się w komiksie.

Jestem pod sporym wrażeniem postępów, jakie czyni Adam Kmiołek. Jeśli porównać pierwszy zeszyt z ostatnim to różnica w oprawie graficznej jest kolosalna. Rysownik w ekspresowym stylu pracuje nad swoją kreską. Jego pierwsze prace miały jeszcze to amatorskie piętno, widać było po nich debiutancką tremę. Kmiołkowi zdarzały się koszmarne błędy, które psuły ogólnie całkiem dobre, niezłe, niezgorsze wrażenie. Teraz nie ma o tym nawet mowy, bo oprawa graficzna prezentuje się naprawdę solidnie. I choć "szału nie ma", to gdyby "Biały Orzeł" jakimś przypadkiem wylądował w amerykańskim sklepie komiksowym to swoim poziomem nie odstawałaby od przeciętnej, mainstreamowej zeszytówki z mniejszego wydawnictwa. Z pewnością niemała w tym zasługa profesjonalnego kolorysty, Rexa Lokuas, który skutecznie potrafi zatuszować pewne niedociągnięcia Kmiołka i wyciągnąć z jego kreski tylko to, co najlepsze. Bardzo mnie ciekawi czy Lokus nakłada także tusz na szkice rysownika, czy Kmiołek robi to samodzielnie...

Podobnie, jak przy okazji poprzednich odcinków, muszę ponarzekać na scenariusz. W przeciwieństwie do swojego brata, Maciej Kmiołek nie poczynił należytych postępów i popełnia właściwie te same błędy, co w poprzednich zeszytach. Historia, nie dość, że jest mocno schematyczna i pretekstowa, to brakuje jej głębi. Kolejne wydarzenia potraktowane zostały po łebkach, wątki i postacie pojawiają się i znikają bez należytego rozwinięcia. Poprowadzona skrótowo opowieść zmierza od punktu A do punktu B z pominięciem jakiejkolwiek dramaturgii. Kompozycja nie istnieje. Po lekturze komiksu pozostaje to niemiłe uczucie niedosytu i aż chciałoby się spytać "to już koniec? Tylko tyle?".

Wydawca "Białego "Orła" przedstawił zapowiedzi na przyszłe czternaście miesięcy. W nadchodzącym roku ukażą się trzy nowe zeszyty, a ostatni z nich (dziewiąty) będzie rysowany przez Annę Helenę Szymborską. To roszada z gatunku "lepsze jest wrogiem dobrego" i choć miłe to urozmaicenie, to chętniej zobaczyłbym kogoś nowego na stanowisku scenarzysty. Może ktoś inny tchnąłby życie swoim piórem w tą serię?

piątek, 4 października 2013

#1383 - Sea Bear & Grizzly Shark

Rekin buszujący w lesie? Niedźwiedź jako drapieżnik głębinowy? Oto przed wami przykład komiksowego neosurrealizmu.

Niedźwiedź, jak wiadomo, to najgroźniejsza bestia polująca w morskich odmętach. Choć bardzo rzadko, ale zdarza się, że ten agresywny ssak pojawia się u wybrzeży lądów celem schwytania co lepszego, ludzkiego kąska. Rekin z kolei, to najniebezpieczniejsze stworzenie lądowe, najczęściej zamieszkujące gęste lasy. Ten idealny zabójca potrafi wyczuć krew z odległości nawet kilkunastu kilometrów, a ofiarę rozszarpać w mgnieniu oka. Oba te stworzenia zamieszkiwały Ziemię w czasach, kiedy czas nie był jeszcze czasem, a przestrzeń przestrzenią, gdzie lądy były oceanami, a oceany lądami. I nadeszło Wielkie Odwrócenie, które sprawiło, że nasza planeta wygląda tak jak dziś ją znamy i widzimy. Wtedy też wspaniałe morskie stworzenia jak słoń, wilk czy ptak musiały osiąść na lądzie, a równie wspaniałe stworzenia lądowe jak wieloryb, ryba czy delfin zostały zmuszone do życia w wodzie. Jednak jednemu pechowemu niedźwiedziowi i rekinowi… wszystko się pomieszało.

Tak we wstępie do mini-albumiku „Sea Bear and Grizzly Shark” Robert Kirkman opisuje świat, w którym rozgrywają się dwie niezależne od siebie opowieści. Pierwsza z nich, stworzona przez Jasona Howarda, traktuje o morskim niedźwiedziu zamieszkującym okolice Karaibów. Podczas wakacji morduje on całą rodzinę, a z pogromu uchodzi jedynie chłopiec, świadek wydarzeń. Po dwudziestu latach wraca na wyspę aby dokonać krwawej zemsty. Odkrywa, że jej mieszkańcy to niebezpieczni kultyści-hybrydy, potomkowie niedźwiedzicy, składający jej w ofierze turystów. Pete, mściciel, ma jednak w rękawie asa. Tak naprawdę jest zaawansowanym technicznie cyborgiem bojowym na usługach amerykańskiego rządu. Wykorzystał okazję i zbiegł z pola walki aby załatwić prywatne porachunki. W pościg za nim wyrusza jeszcze bardziej podrasowany robot… „Sea Bear” to feeria krwawych potyczek, bijatyk i wybuchów przyprawiona odrobiną absurdalnego humoru, patetycznych dialogów, z zacięciem mocno rozrywkowym. Prosta historyjka o wendetcie to w rzeczywistości pretekst do zabawy motywami science-fiction i schematami z horrorów znanymi z kina i literatury. Nie aspiruje do niczego więcej niż wystrzałowego blockbustera klasy B.

Natomiast opowieść Ryana Ottley’a o rekinie grizzly to prawdziwa jazda bez trzymanki. Kalejdoskop coraz bardziej niedorzecznych scen i sytuacji, którym bez wyjątku towarzyszy unikatowy czarny humor. Każda kolejna plansza to przykład słownego bądź sytuacyjnego żartu dodatkowo potęgowanego przez quasi-dramatyczne wydarzenia. Ojciec i syn biwakują w lesie. Ten drugi kaleczy się i w mgnieniu oka traci dolne kończyny na rzecz czujnego rekina. Ci dwaj wraz z dwoma kuzynami i wynajętym łowcą oraz ich próby ukrycia się/upolowania bestii stanowią trzon fabuły. Jednak jest ona tu najmniej ważna, czego autor jest nad wyraz świadom. Prym wiodą bowiem pojedyncze komediowe sceny i równie barwne co zabawne prostolinijne postacie. Próby ratowania syna poprzez wrzucenie go na ognisko celem przypieczenia ran, zostawienie go na pastwę drapieżnika i bohaterska ucieczka ojca oraz absurdalne dowcipy o braku nóg wywołują spazmy niepohamowanego rechotu. Nie zapomnijmy jednak o rekinie, w końcu on jest tu gwiazdą. Kadry z jego udziałem to prawdziwie perełki. Krew ofiar wyczuwa z bardzo daleka, a jego umiejętności poruszania się w przestrzeni są zadziwiające, toteż najdrobniejsza ranka to praktycznie wyrok śmierci. Po ułamku sekundy od pierwszej krwi dopada skałkowego wspinacza, by chwilę potem w głębi lasu zaatakować urządzającą piknik wielodzietną rodzinę, a następnie na jego obrzeżach pożera spacerującą kobietę z miesiączką. A to nie wszystko; pomysłów na dostarczenie groteskowych scen Ottley’owi naprawdę nie brakuje.

„Sea Bear and Grizzly Shark” można spokojnie utożsamić z coraz popularniejszym gatunkiem literackim jakim jest bizarro. Album (a przynajmniej jego druga połowa) zdecydowanie wyłamuje się ze znanych schematów. Atakuje czytelnika przede wszystkim wykręconym pomysłem, brutalnym czarnym humorem, groteskowymi scenami i kreatywnością. I choć fabuły są w nim jedynie pretekstowe, powalają bezpretensjonalnością i spontanicznością. A zrodziły się one podczas pewnej nocy w trakcie trwania pewnego konwentu. Jak za starych czasów, niczym skauci przy ognisku, Ottley i Howard w hotelowym zaciszu torpedowali się głupkowatymi historiami. Od słowa do słowa, na kompletnym luzie zasiali ziarna, które w kolejnych miesiącach urabiali na zdatny do spożycia produkt. Produkt, który się przyjął. Znalazł się w połowie TOP10 najlepszych zeszytów 2010 r. (jako najbardziej zaskakujący i najzabawniejszy tytuł) i został nominowany do prestiżowej Eagle Award w kategorii ulubiona pojedyncza opowieść. Również cały nakład, a także dodruk rozszedł się jak ciepłe bułeczki. Sequel pozostaje więc tylko kwestią czasu.

Oby autorom nic się nie pomieszało i byli w stanie dostarczyć satyrę przynajmniej na podobnym poziomie. A zapowiedź crossovera daje taką nadzieję.

czwartek, 3 października 2013

#1382 - Kto żyw - na Łódź!

Już za chwilkę, już za momencik startuje największa komiksowa impreza w Polsce - Międzynarodowy Festiwal Komiksu (i Gier!) w Łodzi. Komiksowych gości po raz pierwszy w historii ugości nie Łódzki Dom Kultury na spółkę z Textilimpexem, ale Atlas Arena. Czy ta zmiana wyjdzie Festiwalowi na dobre - przekonamy się już za kilkadziesiąt godzin!


Za każdym razem, gdy zbliża się kolejna edycja eMeFKi zastanawiam się na ilu łódzkich konwentach byłem i nigdy nie mogę się ich doliczyć. Tym razem wychodzi, że będzie to mój siódmy raz. Niektórzy pewnie już teraz przygotowują się do podróży do Miasta Włókniarzy (o, szczęśliwcy!). Ja, wraz z krakowską ekipą, wyruszam w sobotę, bladym świtem. Zostaje do niedzieli, więc jeśli będziecie mieli ochotę zamienić ze mnie dwa słowa, przybić piątkę albo napić się czegoś mocniejszego wieczorem - dajcie znać!

Jak zwykle przy okazji MFKiG będę prowadził kilka spotkań. Chętnych - bardzo serdecznie zapraszam!

UPDATE! Giera podesłał listę spotkań, które on będzie prowadził, więc publikujemy uzupełnioną listę:


SOBOTA (5 października 2013 r.)
Atlas Arena, sala B

12.30 – Spotkanie z Bereniką Kołomycką i "Tej nocy dzika paprotka"
Ilustratorką komiksu dla dzieci opowie o współpracy ze scenarzysktą Marzeną Sową oraz przedstawi prezentację „Tomek w szkicach, czyli ewolucję wizualną głównego bohatera komiksu”. (Giera)

19:00 – Nieznana historia Marvel Comics – wzloty i upadki komiksowego giganta
Poprowadzę panel dyskusyjny, na którym porozmawiamy o książce Seana Howe`a "Niezwykła historia Marvel". O trykociarzach, Stanie Lee, Królu i wpływie tych niepoważnych komiksików na naszą kulturę będę rozmawiał z Bartoszem Czartoryskim (tłumaczem książki), Radosławem Pisułą (konsultantem merytorycznym) i Dawidem Przywalnym (doktoranta amerykanistyki UJ). (Kuba)


NIEDZIELA (6 października 2013 r.)
Atlas Arena, sala B

10.30 – Tomasz Samojlik - Komiksy z puszczy
Nikt nie robi takich komiksów dla dzieciaków, jak Tomasz Samojlik. W Łodzi będzie miała miejsca premiera jego najnowszego albumu" zatytułowanego "Bartnik Ignat i skarb puszczy". (Giera)


11.45 – Spotkanie z Branko Jelinkiem
Pamiętacie jeszcze Branko Jelinka? Słowacki artysta zadebiutował na polskim rynku albumem "Oskar Ed", który ukazał się w 2009 roku, a już rok później zgarnął nagrodę Grand Prix w konkursie na krótką formę komiksową przy MFKiG. (Kuba)

13.45 – Marcin Podolec i "Fugazi Music Club"
Artysta, którego nie trzeba chyba przedstawiać. Najwyższy z polskich komiksiarzy, a może i najszybszy.  "Kapitan Sheer", "Czasem", "Wszystko zajęte", a teraz "Fugazi Music Club". Nie idźcie na Rosińskiego, chodźcie na Kolca. (Kuba)

15.15 – Szaweł Płóciennik "Pinki – bohater z Placu Zbawiciela"
W zeszłym roku z Szawłem gadaliśmy o "Mojej terapii", w tym będzie mówić o "Pinkim". Rok temu było bardzo sympatycznie, mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie. Duża porcja pozytywnej energii gwarantowana! (Kuba)

#1381 - Człowiek Paroovka. Gorące głowy

Po kilku latach oczekiwania Człowiek Paroovka powraca w trzecim komiksie ze swoimi przygodami, a wraz z nim reszta dziwacznej menażerii stworzonej w umysłach Marka Lachowicza (scenariusz i rysunek) i Tomasza Kuczmy (kolor). W przeciwieństwie do dwóch poprzednich zeszytów (Człowiek Paroovka vs. Grand Banda z 2006 oraz Człowiek Paroovka. Dorysuj mu wąsy z 2007), które były zbiorami krótszych historii, w Gorących głowach dostajemy pełny metraż zwariowanych perypetii garmażeryjnego herosa.

 Lachowicz jak mało który z dzisiejszych twórców komiksowych spłaca dług polskiej klasyce. Jego prace tryskające absurdalnym humorem i dziecinną niesamowitością, tak przecież charakterystyczną dla "sztuki" komiksu, wiele zawdzięczają mistrzom starej szkoły. Z jednej strony Papciowi Chmielowi i Tytusowi, któremu zresztą pod koniec Gorących głów ich autor składa wyraźny hołd, z drugiej Tadeuszowi Baranowskiemu z jego wszystkimi zabawami komiksową materią. W trzeciej Paroovce to właśnie one stają się klu programu. To fascynujące, jak daleką drogę przeszedł Lachowicz od pierwszych pastiszów amerykańskiego superhero czy satyrycznych ujęć przaśnej, polskiej rzeczywistości! Oczywiście, te elementy wciąż w jego najnowszej pracy są obecne, ale wyraźnie widać, że artysta zmierza w nowym kierunku, wyznaczonym już w poprzednim albumie przez Czopka-Piotrka, który stał się bohaterem staromodnej animacji pomieszczonej na marginesie strony.

Teraz, wprowadzając Czopka-konferansjera, Lachowicz łamie czwartą ścianę, a wraz z pojawieniem się Ludzkiego Ołówka (że tak nazwę tę postać będącą kolejną z fantastycznych lachowiczowskich kreacji) udaje mu się wprowadzić komiks w trzeci wymiar (i to dosłownie). Człowiek-Paroovka otrzymuje nowe fantastyczne zdolności, dzięki którym uda mu się uniknąć losu zgotowanego (dosłownie) przez złowieszczego magistra Szczuta. W jaki sposób? Tego musicie się już dowiedzieć sami, ale zapewniam, że autorzy bardzo pomysłowo bawią się dość zgranymi już kartami.

Ci, którzy martwią się, że natłok "eksperymentatorstwa" zabił garmażeryjnego ducha poprzednich epizodów, uspokajam - pomimo tych formalnych wygłupów to wciąż ten sam Człowiek-Paroovka, ten sam Gang Wąsaczy i Grand Banda (epizod z Kazią i Mirką, jak zwykle, mistrzowski, a pomysł na wykorzystanie kremu - obłędny, chyba najlepszy w całym albumie) z całą purenonsensownością, nabijaniem się z komiksowych (i nie tylko) konwencji, na wskroś nowoczesnym slapstickowym żartem i fantastycznymi rysunkami. Och, zapomniałbym o dowcipie językowym - też pierwsza klasa, tylko jakby go mniej. W Paroovce wciąż znajdują się składniki najwyższej klasy, pokombinowano tylko nieco z proporcjami poszczególnych ingrendiencji.

Oprawa graficzna prezentuje się (jak zwykle zresztą) znakomicie - bardzo duża w tym zasługa kolorysty, Tomka Kuczmy. Swoimi bardzo komiksowymi, jaskrawymi kolorami wydobywa wszystko, co najlepsze z kreski swojego partnera i sprawia, że Lachowicza trzeba bez wahania policzyć w poczet najsprawniejszych cartoonistów w naszym kraju. Czysta, komunikatywna, nasycona humorem konkretna kreska - czego chcieć więcej?

Ze swoim kolejnym albumem Marek Lachowicz i Tomasz Kuczma udowadniają, że Człowiek-Paroovka to jedna z najlepszych humorystycznych marek na naszym rynku. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych, czyli Wilq'a wymyślonego przez braci Minkewiczów i Jeża Jerzego wprowadzonego przez Tomasza Lwa Leśniaka i Rafała Skarżyckiego, albumy z udziałem Paroovki, zwłaszcza Gorące głowy, prezentują humor bardzo uniwersalny, wielopoziomowy i pozbawiony wulgaryzmów - dzięki temu świetnie nadają się dla małoletniego fana komiksu. Kto wie, być może dla młodszych pokoleń Paroovka stanie się tym, czym dla starej gwardii był Tytus czy Nerwosolek? Na ten temat możemy jedynie gdybać. Nie mam jednak wątpliwości, że Gorące głowy to najlepsze, co wyszło spod ręki Lachowicza i Kuczmy.

Tekst opublikowany został pierwotnie na stronie Zeszytów Komiksowych.

środa, 2 października 2013

#1380 - Bler w paski (konkurs)

Z okazji premiery nowego-starego albumu z przygodami Blera  przygotowaliśmy z Rafałem Szłapą dla Was coś specjalnego - konkurs w którym można nie tylko wygrać pachnącą jeszcze świeżą farbą drukarską "Pierwszą wersję życia" ze specjalną dedykacją.


Zwykle to ludzie rysuje Blera, ale tym razem dostaniecie szanse, aby Rafał Szłapa narysował nowy komiks z krakowskim herosem do Waszego skryptu! Wszystkie chwyty dozwolone, punktowany będzie pomysł i kreatywne podejście do tematu.

Co zrobić, aby wygrać? To całkiem proste:

1. Jeśli jeszcze nimi nie jesteście, dołączcie do fanów Blera i Kolorowych Zeszytów na pewnym portalu społecznościowym.
2. Wymyślcie scenariusz szorta (krótkiej, komiksowej fabuły zamkniętej w maksymalnie czterech kadrach), opiszcie go w kilku zdaniach.
3. Prześlijcie go nam (Kolorowym Zeszytom lub Blerowi) za pośrednictwem pewnego portalu społecznościowego.
4. Czekajcie na werdykt - najlepszy scenariusz zostanie wybrany przeze mnie i Rafała, a wkrótce potem - zrealizowany!

Każda osoba może wysłać tylko jedną odpowiedz. W konkursie nie mogą brać osoby, które należą do redakcji Kolorowych. Odpowiedzi należy przesyłać do północy dnia 12 października 2013 roku. Zapraszamy do zabawy!

#1379 - Naleśniki z jagodami

Album „Naleśniki z jagodami” powstał na zlecenie Publikacji Kreatywnych w ramach akcji „Komiks – Amuletem Dziecięcej Fantazji”. Dzięki temu miał z łatwością dotrzeć do swoich docelowych odbiorców. Komiks Pawła Płóciennika był rozprowadzany za darmo w domach dziecka, szpitalach dziecięcych oraz innych placówkach dla najmłodszych, ale trafił również do szerokiej dystrybucji. I dobrze, bo to bardzo smakowita rzecz.

Naleśniki z jagodami” to kolejny krok w artystycznym rozwoju Pawła Płóciennika. Warszawski komiksiarz zaczynał od klozetowego humoru w stylu „Półki ZOO” i młodzieńczej „napinki” spod znaku „Hardkorporacji” czy „Pakierni”. Jego prace z tamtego czasu ginęły w morzu innych, równie przeciętnych zinowych publikacji.

... ciąg dalszy recenzji komiksu "Naleśniki z jagodami" Pawła Płóciennika do przeczytania na stronie magazynu ArtPapier

wtorek, 1 października 2013

#1378 - Batman i filozofia

Z dość dużym opóźnieniem na polskim rynku ukazała się książka „Batman i filozofia: Mroczny Rycerz nareszcie bez maski”. Pierwotnie miała swoją premierę w 2008 roku i próbowała przebić się na rynku korzystając z sukcesu filmowego „Mrocznego Rycerza”. Zresztą, nie tylko dedykacja (dla Heatha Ledgera), ale również treść świadczy o tym, że druga część trylogii Christophera Nolana jest w pewien sposób punktem odniesienia dla poszczególnych tekstów.

„Batman and Philosophy: The Dark Knight of the Soul” pod redakcją Marka D. White`a i Roberta Arpa stanowi część cyklu „The Blackwell Philosophy and Pop Culture Series”. Ma on na celu popularyzowanie filozofii poprzez opowiadanie o niej w kontekście kultury popularnej. Nie jest to pierwsza tego typu publikacja w Polsce, gdzie ukazały się podobne opracowania seriali „Lost”, „Herosi” czy „Dr. House”, ani też pierwsza naukowa publikacja poświęcona super-bohaterowi.

Naukowa? Raczej popularno-naukowa – nie da się ukryć, że „Batman i filozofia” to książka o charakterze edukacyjnym, która potencjalnym czytelnikom (komiksowym fanom Batmana) ma w bardzo prosty sposób tłumaczyć zawiłości filozoficznej myśli zachodu (i, w jednym tekście, wschodu również). Wskazuje na to język – bardzo przystępny, z pozoru nijak nie pasujący do poważnego, filozoficznego dyskursu, nie stroniący od humorystycznych wstawek. O ile przystępność można uznać za zaletę, to silenie się na zabawny ton niekiedy pasuje, ale zwykle wychodzi bardzo sucho.

White, Arp i reszta autorów przygotowali kurs filozofii dla opornych, używając Batmana, jako pomocy naukowej. Stanowi on jedynie przyczynek jakieś prostego ćwiczenia, do przybliżenia konkretnego problemu lub do prezentacji poglądów, któregoś z klasyków filozofii. Tym samym postać Gacka, wyraźnie podporządkowana narzuconej tezie, schodzi na margines. Zapewnienia poszczególnych autorów o tym, jaki to Batman jest wyjątkowy, interesujący i niezwykły, bo nie ma żadnych mocy, że jest najciekawszych z komiksowych herosów o kant tyłka można potłuc. W tym kontekście to zaledwie pretekst, dobry jak każdy inny. Oczywiście, trafiają się felietony (bo pomieszczonych w zbiorze tekstów esejami nazwać nie sposób), które poświęcone są rzeczywiście bohaterowi wymyślonemu przez Boba Kane`a i Billa Fingera, ale są to refleksje bardzo powierzchowne. Pomimo zapewnień autorów, że są wielkimi fanami Mrocznego Rycerza, to nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Wyjątków od tej reguły jest zaledwie garstka. Mark D. White w bardzo przekonujący sposób pisze o tym, dlaczego Batman nie może zabić Jokera, Brett Chandler Patterson porównuje historię zniszczenia Gotham z tragedią Nowego Orleanu, a David M. Hart fajnie czyta „Bycie i czas”.

Charakterystyczne jest to, że autorzy w swoich „badaniach” ograniczają się z reguły do kilku, najbardziej znanych, najwyżej cenionych pozycji z Batkiem, które dziś tworzą kanon. Wygląda na to, że czytali tylko „Powrót Mrocznego Rycerza”, „Rok pierwszy”, „A Death in A Family”, „Batman: Hush”, „Long Halloween” i nie zadali sobie trudu głębszego wgryzienia się w mniej oczywiste pozycje. Wymienione tytuły powracają wielokrotnie w różnych (choć często dość podobnych) kontekstach

Całość  „Batmana i filozofii”  podzielona jest na sześć części. Z grubsza można powiedzieć, że każda z nich odpowiada któremuś działów filozofii. Mamy zatem etykę, filozofię społeczną, coś na kształt bat-ontologii, ciut metafizyki i egzystencjalizm. O, znajdzie się również miejsce na logikę, w jej dość erystycznym wydaniu, ale zaskoczeniem jest brak jakiegokolwiek spojrzenie na przedmiot badań z punktu widzenia estetyki i dalej – teorii literatury. Dziwi to tym bardziej, że to przecież naturalny dla Batmana, jako bohatera komiksu, kontekst, który jest jednym z działów filozofii w jej najbardziej klasycznym ujęciu. O ile jestem w stanie (jakoś!) zrozumieć brak perspektyw psychoanalitycznych i mitograficznych (socjologicznych jest tyle, co kot napłakał, ale usprawiedliwiać się można tym, że nauki społeczne mają się nijak do filozofii, choć nie będzie to miało zbyt wiele wspólnego z prawdą), które przecież są równie bliskie Mrocznego Rycerza i przewijają się w badaniach nad postacią od kiedy są one prowadzone, o ile rozumiem, że dla wielu osób zajmujących się zawodowo filozofią gender studies, feminizm, dekonstrukcja, badania kulturowe i inne „ponowoczesne wynalazki” (wciąż!) nie zasługują na uwagę, o tyle nie potrafię wymyślić żadnego racjonalnego powodu, aby rezygnować z estetycznego ujęcia figury Mrocznego Rycerza i tekstów kultury (komiksów, seriali, filmów, gier etc etc), w których występuje. Nie wiem, może na amerykańskich uniwersytetach (bo tam właśnie większość autorów poszczególnych felietonów pracuje i wykłada) takich rzeczy nie wykładają w ramach zajęć na wydziałach filozoficznych?

Batman słynie z tego, że jest przygotowany na każdą ewentualność. Zawsze ma plan, nie ma takiego zagrożenia, którego nie potrafiłby unieszkodliwić. Nie ma villaina, którego nie potrafiłby przechytrzyć, ani zagadki, której nie sprostałby jego intelekt. W swojej karierze pokonał Jokera, Bane`a, Two-Face, Penguina i wielu innych łotrów, którzy terroryzowali mieszkańców Gotham. Ale w starciu z kulturą wysoką, z grupką niepozornych naukowców wychodzi pokonany. Jako postać infantylna, nieciekawa i niegodna poważnej refleksji filozoficznej. Szkoda, bo takie spotkanie mogłoby być ciekawe zarówno dla fanbojów, jak i wykształciuchów.