piątek, 30 września 2011

#868 - Black And White. Niepoprawny komiks i animacja - relacja z wystawy

Autorską poniższego tekstu jest Joanna Janowicz, literacko-komiksowa publicystka, znana z łam Kopca Kreta, Lektur Reportera, Przystani Literackiej, czy Archipelagu.

Na wystawie w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej Black and White. Niepoprawny komiks i animacja zaprezentowano eklektyczny zbiór prac polskich i zagranicznych artystów. Wśród nich znaleźli się m.in. Robert Crumb, Aya Ben Ron, Dan Perjovschi, William Kentridge, Phil Mulloy, Marek Raczkowski i Piotr Dumała. Ostre, kontrowersyjne, nie raz niesmaczne rysunki i filmy bawią, szokują i wywołują pytanie o skalę naszej tolerancji – czasem zbyt niskiej, czasem tak rozległej, że dziwnie przypomina niewrażliwość.

Pół-komiks, pół-graffiti Dana Perjovschiego, rumuńskiego komiksiarza, wypełnia całą ścianę przy wejściu. Kryzys w Grecji, upadek muru berlińskiego, śmierć projektanta mody – połączyć je może sąsiedztwo w tym komiksowym szkicowniku o niestandardowych wymiarach. Perjovschiego interesuje bowiem wszystko, co dzieje się na pograniczu kultury i polityki. Słynie z satyrycznych komentarzy do rzeczywistości, przeplatanych rysunkami budynków i wież o fallicznych kształtach. Może nie wszystkie kreski prowadzą do seksu – ale z łatwością by mogły.

Z sąsiednich ścian krzyczy do nas Robert Crumb. Hey, I am Dying Here!– imprezujący, szczerzący zęby tłum uzbrojony w kieliszki i cyniczny dystans nie zwraca jednak najmniejszej uwagi na mężczyznę przybitego do ściany. Nic nie widzący poza wyznaczonym sobie celem będą też mszczący się na białych czarnoskórzy Amerykanie, kiedy przejmą kontrolę nad USA (When the Niggers Take Over America!).

Zero współczucia dla innych ma również zgniły kapitalista – bohater animacji MineWilliama Kentridgea. Tęgi mężczyzna z wyniosłą, surową miną wyleguje się w łóżku. Służący przynosi mu do łóżka śniadanie. Kiedy on pije kawę podparty poduszkami, daleko poniżej szarpią się już z ciężką pracą jego robotnicy – ci, których rękoma i nogami porusza za pociągnięciem niewidzialnych, ekonomicznych sznurków. Jakby niechlujne, ale pełne mrocznej wymowy klisze rysowane węglem, potężną jak głos kapitalisty krechą, działają na wyobraźnię. Tym bardziej, że kawiarka staje się tu tunelem do podziemia, a kołdra – placem zabaw dla miniaturki nosorożca.

Przez życie jak przez plac zabaw idą też kowboje-kościotrupy, ożywione w cyklu animacji Phila Mulloya. Czarne gibkie postaci jak z makabreski jedzą, piją, kopulują rubasznie się śmiejąc z siebie nawzajem, zwłaszcza gdy się potkną. Realia saloonu, w których dreptają, przypominają pierwszy lepszy pub – z wesołkowatością jako rodzajem maski lub, co gorsza, jedyną dostępną, z dawna przyuczoną emocją.

Postaci Guernici Aya Ben Rona też wyglądają na zadowolone. Narysowane cienkimi i precyzyjnymi liniami, płynnie przyjmują do wiadomości, że stały się rozsypanymi puzzlami. W przeciwieństwie do Picassa, Izraelczyk ukazuje uśmiechnięte sylwetki z nogami w gipsie nijak mające się do wykrzywionych bólem czy strachem pierwszego obrazu. Czy wymiar cierpienia stał się bardziej płaski? Czy cierpienie, tak jak wiele innych słów, stało się stępiałym wytrychem? Może w czasach gdy co drugie zjawisko kwituje się masakra, Guernica maleje – do rozmiarów układanki, którą zakończy powszedni happy end bez wzruszeń.


Jest w tych czarno-białych rysunkach coś niepokojącego. Są jak brud za paznokciami, do którego nie chcemy się przyznać sami przed sobą.

Oprócz opisanych, na wystawie były jeszcze prace wielu innych artystów – przyznam jednak, że po upływie tego krótkiego czasu, jaki dzieli moją wizytę w muzeum od pisania tego tekstu, nie pamiętam ich zbyt dokładnie. Nie mam też zrobionych do nich notatek. Bez wrażeń.

Wystawa jako całokształt jednak bardzo mi sie podobała – nie tyle jako zbiór różnorodnych czarno-białych czy kontrowersyjnych prac, co jako mnogość spojrzeń na ogólną sflaczałość społeczeństw: ni to tolerancyjnych, ni to krytycznych, ni to siakich owakich. Wszystko można i nic nie wolno. Najbezpieczniej nie mieć poglądów, tylko spopielać się w codzienności.

-

Black and White. Niepoprawny komiks i animacja

Muzeum Sztuki Nowoczesnej

15 lipca – 18 września 2011

2 komentarze:

Marcin Zembrzuski pisze...

middle dreams rozbija bank

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Bardzo lubię teksty Joanny. Powinny się u nas częściej pojawiać.