środa, 28 maja 2008

# 34 - "Tytus, Romek i A'Tomek" księga XXXI

Zbliżające się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej czy też Igrzyska Olimpijskie to świetna okazja dla marketingowców firm wszelakich, aby przyozdobić swe produkty w różnego rodzaju piłkarsko-sportowe motywy, wypuścić na rynek i liczyć, że sprzedadzą się jak świeże bułeczki. Tak więc w McDonaldzie możemy się spodziewać EuroKanapki, a w gazetach kobiecych nowych kolekcji w stylu "Ulubione potrawy Ebiego i spółki". Nie inaczej jest w przypadku prasy codziennej - jakiś czas temu Gazeta Wyborcza ruszyła z cyklem komiksów "Słynni Polscy Olimpijczycy", a parę dni temu Dziennik wypuścił kolejny księgę Tytusa - XXXI - pt. 'Tytus Kibicem'. W przeciwieństwie do komiksów z Gazety Wyborczej twór H.J Chmielewskiego ujrzał światło dzienne bez większej kampanii / promocji, więc całe przedsięwzięcie może przejść bez większego echa. Z korzyścią dla serii i Papcia..
Z przygodami małpy i przyjaciół nie miałem styczności od dobrych paru lat. Tzn. do starszych tomów, z początku lat 90-tych i wcześniejszych. Raz na jakiś czas do nich wracałem, ale przygód z przełomu wieków i dalszych nie znałem. Cena zachęcająca (9,90zł), więc najnowszą księgę TRiA nabyłem przy pierwszej lepszej okazji, żeby się przekonać jak to wszystko po tylu latach wygląda.

I ciężko to przyznać, ale nie wygląda zupełnie. Historia od czapy, a tytułowe kibicowanie to jako taki pretekst do dalszej fabuły. Kibicowski klimat mamy tylko na początku i na końcu tej 48-stronicowej historii. To znaczy 'kibicowski' - chuliganerka jak wiadomo nie jest synonimem kibicowania. Środek wypełnia więc próba nawrócenia Tytusa na dobrą drogę poprzez kontakt z naturą. Co ma jedno do drugiego? Nie wiem. H. J. Chmielewski założę się, że też za bardzo nie wie, ale żeby wywiązać się z umowy coś trzeba było narysować. Byle jak, byle o czym, ale trzeba było. Więc powstał oto taki bubelek, który nie śmieszy, nie bawi, ale za to niszczy mit Wspaniałego Tytusa (przynajmniej w moich oczach) z lat dziecinnych. Przypadkowość wątków najlepiej ilustruje kadr na jednej z ostatnich stron - kiedy ostatecznie Tytus zostaje już dobrym kibicem, Profesor T.Alent - pomimo zdziwienia tytułowej trójki, odbiera mu zwierzę którym się opiekował mówiąc że "żadne zwierzątko Tytusowi nie będzie już potrzebne". Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Oprócz bzdurnej fabuły przeszkadzał mi również dziwny język jakim operuje Tytus, ale zakładam, że to tak miało być, że taka konwencja. Sam album sprawia wrażenie zrobionego na szybko i tym samym niechlujnie - na niektórych kadrach prześwituje ołówek, natomiast teksty powklejane w dymki pozostawiają wiele do życzenia. Wisienką na torcie jest (wiel)błąd ortograficzny ze strony 35-tej - zamiast "siedź" mamy "sieć". Brafo. Ogólnie rzecz biorąc - katastrofa.

Co jedynie cieszy w tej całej sytuacji (ale też i zastanawia) to promowanie komiksu przez największe gazety w Polsce w ostatnim czasie (chociaż to promowanie nie do końca jest takie jakie być powinno). Parę tygodni temu dodatkiem do Super Expressu były kolejne części do Kapitana Żbika (domyślam się, że chodziło raczej o pozbycie się zalegających w magazynach egzemplarzy), wspomniana na początku Wyborcza wydaje serię o rodakach olimpijczykach (chociaż poziom scenariuszy i grafiki jest bardzo różny w zależności od poszczególnych tomów i oscyluje w rejonach ledwo średnich), a teraz Dziennik wypuszcza kolejną księgę Tytusa. Niby fajnie, ale można by się do tego bardziej przyłożyć.

Wzorem niech będzie Przekrój z grudnia 2006, którego dodatkiem był okazjonalny komiks Jacka Frąsia "Stan". Niebanalne podejście do tematu, fantastyczna grafika i dziwnym nie jest, że przez wielu został uznany za rodzimy komiks roku.

Czyli można? Można.

Wracając do nieszczęsnej księgi XXXI. Najlepszym jej podsumowaniem jest cytat z niej samej:
Śmiech pod wąsem – brak
Śmiech całą gębą – brak
Wskaźnik chichotu ujemny


*pow*

czwartek, 22 maja 2008

# 33 - w pośpiechu.

Nawiązując jeszcze do poprzedniego wpisu. Ciekawostka z ostatniego Lying In The Gutters, pt. 'znajdź jedną różnicę na załączonym obrazku'.
Ok, nie było to trudne. Wersja z lewej strony to z zeszytów, ta z prawej z wydań zbiorczych. Fragment pochodzi z końcowych stron opowieści. Cenzurą bym tego nie nazwał, raczej niedopatrzeniem. Oby w wersji Absolute to poprawili. Polska edycja oczywiście bez tej linii dialogowej, co łatwo można nadrobić przy pomocy cienkopisu. DIY!

Kultura Gniewu podała ceny czerwcowego pakieciku - "Na Szybko Spisane 1990-2000" za 29.90zł, a nowy Ott "Numer 73304-23-4153-6-96-8" to wydatek rzędu 42,34zł. Fajny zabieg z ceną, która ładnie wpisuje się w tytuł. Dodatkowo trzy zapowiedzi trzech wydanych już kiedyś przez KG autorów - Clowes i "Niczym Jedwabna Rękawiczka Odlana z Żelaza", Delisle i "Kroniki Birmańskie" oraz Crumb i "Pan Naturalny". Pamiętając o "Arrival", "Klezmerach" czy "Exit Wounds", można przypuszczać, że kolejny rok będzie pewnie należał do Kultury. Przy całym szacunku dla Egmontu.

Wkurzał Cię chaos na ostatnich Warszawskich Spotkaniach Komiksowych? Irytował brak jakiejkolwiek reklamy? A może z politowaniem słuchałeś pytań z dupy na spotkaniu z wydawcami? Jeśli tak, to inicjatywa Daniela Chmielewskiego ("Zostawiając Powidok Wibrującej Czerni") powinna Ci się wydać interesująca. Chodzi o spotkanie w sprawie WSK2009 - w dwóch słowach 'burza mózgów'. Wszelkie sugestie, pomysły i ręce chętne do roboty mile widziane. Szczegóły o tu.

I jeszcze jedna ciekawostka - tym razem z rzeczy nadchodzących z Marvela. Milo Manara pracuje z Chrisem Claremontem nad nie zatytułowanym projektem dotyczącym X-Men. Tutaj szkic jednej strony.
Kiedy to wyjdzie? Nie wiem.
Czy będzie golizna? Wątpię.

Widziałem Iron Mana! W końcu! Wrażenia ogólnie bardzo dobre, chociaż początkowe chwile z agitką odnośnie wspaniałej armii "US and A" i inne bzdurne motywy nie zapowiadały aż tak dobrej zabawy. Ale im dalej tym lepiej. Dużo humoru, dużo akcji, świetny Mark 2 w wersji żółto-czerwonej, świetny Downey Jr jako Stark. Razem z kokiem zgodnie stwierdziliśmy, że to najlepsza dotychczasowa ekranizacja Marvela. Spider-Man nudził, Hulk nudził, X-mani też nudzili (chociaż mniej niż poprzednicy), a tutaj obyło się bez ziewania i patrzenia na zegarek. Początki Żeleźniaka przeniesione zostały w teraźniejszość, więc mamy złych terrorystów z Bliskiego Wschodu, superszybkie samochody i inne tego typu wynalazki. Dla fanów tematu, znających losy Irona i ogólnie Marvela, kilka smaczków jak np. świetny moment zapowiadający War Machine w przyszłości, wirtualny Jarvis, Stan Lee grający innego sławnego staruszka, czy też Ultimate Nick Fury i zapowiedź powstania Avengers (po napisach końcowych). Dobry film na długi weekend majowy vol2, jeśli ktoś jeszcze nie widział.

Pociąg do Olsztyna zaraz ucieka. Więc kończę.

*pow*

niedziela, 18 maja 2008

# 32 - Ronin


O 'Roninie' Franka Millera pierwszy raz usłyszałem mając nieco ponad 10 wiosen. Gdzieś tak w połowie lat 90-tych wybrałem się swój pierwszy Międzynarodowy Festiwal Komiksu (pod eskortą rodzicielki, w końcu to nie byle jaka wyprawa). Powody były dwa - fascynacja komiksami oraz stworzenie swojego pierwszego gniota i tym samym wysłanie go na MFK'owy konkurs. Komiks nazywał się 'Lobo: Życie za dwa centy' i jak tylko wrócił w moje ręce wylądował w koszu. Teraz żałuję, ale wtedy wszelkie marzenia o byciu najlepszym rysownikiem komiksów na świecie (co najmniej!) odeszły w siną dal. Rozgoryczony, rozczarowany rzeczywistością i rozżalony z powodu niedoceniania talentu postanowiłem bla bla bla bla bla bla bla..

MFK to same dobre wspomnienia - latałem od stoiska do stoiska, przeglądałem ORYGINALNE KOMIKSY Z USA (szpan!), naciągałem rodzicielkę na coraz to nowsze zakupy (nie ważne, że nie wiedziałem co kupuję, ważne ze amerykańskie) i ogólnie czułem się jak ryba w wodzie. Wtedy to pierwszy raz miałem okazję poznać Jeża Jerzego (praca konkursowa, wydrukowana w katalogu MFK), Spawna (#32 - kupiony w ciemno, bez przeglądania. Wtedy to był w końcu najlepszy komiks USA - a przynajmniej takie ploty ocierały do Polszy) i dostałem jeszcze parę Marvelovskich badzików (w tym np. głowa Spider-Mana w czapce Św. Mikołaja - dostępne na stoisku TM Semica [']). Nie ma co, byłem królem świata.

Oprócz giełdy trafiłem na prelekcję dotyczącą komiksów, gdzie Mądry Pan opowiadał co za wielką wodą się działo / dzieje, a o czym szara polska komiksowa rzeczywistość pojęcia nie ma. I jedną z opowieści była ta o 'Roninie' - samuraju, który walczył ze złem. Mądry Pan opowiadał, a ja chłonąłem każde jego słowo i całą akcję komiksu rozgrywałem u siebie w głowie, nie widząc żadnego kadru ani nic co zawierało wnętrze komiksu. Same słowa wystarczyły, aby uznać 'Ronina' za komiks genialny. Wtedy też pierwszy raz usłyszałem określenie 'ronin' i od tamtej pory, przez długie lata sądziłem, że termin ten powstał specjalnie na potrzeby tego właśnie komiksu, a film o tym samym tytule (z De Niro) wydawał mi się jego ekranizacją. I nawet kiedy już wiedziałem, co ono oznacza, to pierwsze co pojawiało się w głowie na dźwięk tego słowa to właśnie komiks Millera i chwile spędzone w Łodzi.

Kilkanaście lat później za sprawą Egmontu, komiks ten trafił w końcu w moje łapy. Solidna cegła wyszła w ramach Mistrzów Komiksu, a tutaj wiadomo - twarda oprawa i wysoka cena (99zł). Autora - Franka Millera - nie trzeba nikomu przedstawiać, więc o samym komiksie słów kilka. Pozbawiony swojego pana ronin musi walczyć z demonem Agatem, który odpowiada za jego śmierć. Mniej więcej w połowie pierwszej części udaje mu się pomścić mistrza (przez kilkanaście lat żyłem w przeświadczeniu, że to jest generalnie koniec historii i po tej chwili zapada kurtyna). Dalsza część opowiada o walce owej dwójki, tyle że w XXI wieku. I tam spotykamy już to co w twórczości Franka M. jest charakterystyczne - nazioli, gangi, zdeformowanych ludzi i tak dalej i tak dalej. Historia to standardowa walka dobra ze złem, podczas której rodzi się wielka miłość. Jak to się zakończy nie trudno się domyśleć. Ale to akurat nie jest minusem, czyta się dobrze, a dzięki grafikom Millera, kadrowaniu i niezłej kolorystyce jest i na czym oko zawiesić. Wrażenie robi pokazywanie co jakiś czas jak wchłaniane jest miasto oraz ostatnia część, ta ze stopniowym odzyskiwaniem elektryczności. Finał stanowi scena obejmująca cztery strony w formie rozkładówki - taka ciekawostka.

'Ronin' powstał w 1983 roku, czyli na 3 lata przed znaczącym dla komiksów rokiem '86. U nas ukazało się zaledwie 24 lata później - dobrze że w ogóle. Wydanie - jak już wspominałem - ekskluzywne, z przedmową Jeffa Rovina, ale bez oryginalnych okładek - za to minus. Egmont pospieszył się również z informacją na ostatniej stronie okładki o dwóch powstałych już ekranizacjach Sin City (Miasta Grzechu 2 chyba do dzisiaj nie zaczęli kręcić). Z tego co pamiętam, to na forach było trochę negatywnych opinii apropo tego wydania, ale co jeszcze jest spieprzone nie wiem. Tłumaczenie jak dla mnie w porządku, chociaż styczności z oryginałem nie miałem (niedługo Absolute Ronin, więc może wtedy). Ogólnie na plus. Duży. Chociażby dlatego, że miiło po tych kilkunastu latach od pierwszej w życiu MFKi było zmierzyć się samemu z 'Roninem'.

*pow*

niedziela, 11 maja 2008

# 31 - graficznie rzecz biorąc

O proszę, Matt Groening (Simpsonowie, Futurama) popełnił swoją wersję Hellboya i B.P.R.D. Ta mała grafika pochodzi z czegoś takiego jak ‘Hellboy: Free Comic Book Day 2008’. Większy skan wrzuciłem tutaj.

Jako że jestem wzrokowcem, to grafikę przedkładam nad scenariusz. I choćby nie wiem jak słaby by on był, to jeśli towarzyszą mu bazgroły Leinila Yu, młodszego Romity, Ramosa, Corbena, Mignoli (popełnił on coś słabego?), Coipela, McNivena i dziesiątek innych (jak widać sami mainstreamowcy, ale że głównie w tym rejonie się poruszam to nie dziwota), to będę raczej zadowolony. Tyle tytułem wstępu, podlinkuję parę cieszących oka grafik.

Pozostając przy Hellboyu - Dark Horse wypuściło zapowiedzi na sierpień 2008. Uwagę zwraca Corbenowy Hellboy z drugiej okładki mini 'Hellboy: The Crooked Man' . Oprócz tego w sierpniu wyjdą inne komiksy z universum Dużego Czerwonego z okładkami w wykonaniu Mignoli, ale specjalnie nie zaskakują. Inna rzecz to świetna okładka do Goon'a #27 - tym razem nie autorstwa Erica Powella, a Grisa Grimly'ego. I w przeciwieństwie do wielu grafik ze Zbirem w wykonaniu innych artystów (którzy niby nie chcą naśladować stylu Powella, ale im nie wychodzi) ta jest świeżutka i wnosi coś nowego do tematu. Jakiś one shot pełen grafik Grisa byłby mile widziany. Pozostając chwilę przy tym Panu - wcześniej jego prace kończyły jako okładki płyt różnego rodzaju zespołów, bądź też jako ilustracje do co bardziej pokręconych bajek dla dzieci. Jego najbardziej znanym dziełem nie jest jednak nic związanego z grafiką, a z filmem. Grimly to jeden z głównych twórców krótkometrażowego 'Cannibal Flesh Riot', które określane jest gdzie niegdzie jako 'Clerks' w wersji zombie. Brzmi ciekawie. Filmu nie widzialem, ale w planach jest.

Grafika zwraca uwagę również w nadchodzącym 'X-Force Special: Ain't No Dog' - skrybą jest Charlie Huston, a za warstwę graficzną odpowiada Jefte Palo. Wcześniej o tym panu nie słyszałem, ale trzeba zwrócić uwagę na to co robi, bo wygląda mi to na taki mix Mignoli, Millera i Risso. Czyli całkiem niezłe towarzystwo. W niedalekiej przyszłości kolejna rzecz z Marvela z jego udziałem - one shot 'Punisher Max: Little Black Book' oraz 3 numery Black Panther (#39-41) z historią jak Wakanda odparła atak Skrulli.

Na chwilę Polska. Ostatni tydzień przyniósł nam dwa trailery. Pierwszy spod ręki KRL'a, czyli wspominana już tu kilka razy 'Ostatnia Kronika'. Drugi to długo oczekiwany, od dawna zapowiadany, wielokrotnie przekładany drugi tom 'Na Szybko Spisane'. Śledziu w końcu skończył i w czerwcu wyjdzie to nakładem Kultury Gniewu (razem z nowym Ott'em!). A tak w ogóle to coś tak czuje, że każdy kto to będzie miał w swoich łapach szybko zapomni o długim czasie oczekiwania. Dodatkowo świeżutkie plansze tego wydawnictwa wprost ze Śledziowego bloga.

Finiszując. Tim Townsend - inker, głównie rzeczy szkicowanych przez Chrisa Bachalo, ma rozpoznawalny styl i odwala kawał dobrej roboty. Na swoim deviancie co rusz wrzuca prace z teraźniejszości oraz z przeszłości - ostatnio duuuużo dobrych plansz z Kapitana Ameryki a.d. 2003. Warto popatrzeć i pocmokać.

A jako, że Hellboyem zacząłęm to i Hellboyem zakończę. Czarno-biały art autorstwa - a jakże - Chrisa Bachalo i Tima Townsenda: Batman & Hellboy pin-up! Smacznego!

*pow*

środa, 7 maja 2008

# 30 - Hulk Smash Puny H&M

Dzisiaj ciekawostka pod tytułem 'Bielizna męska a Marvel'.

Hulk z frontu, Iron Man na tyłach.

Do nabycia w H&M za 39.90zl.

Wcześniej można było tam spotkać Capa Amerykę, X-Men, Spider-Mana, Mr. Fantastica, F4 i pewnie parę innych. Dla prawdziwych fanbojów obowiązkowo do noszenia na spodniach.

Jako wzór posłużyła okładka do Iron Man #305.

*pow*

poniedziałek, 5 maja 2008

# 29 - z ostatnich i nie-tak-ostatnich chwil

Weekend majowy za mną. Całe szczęście - na Iron Manie nie byłem, występ The Computers i Black Tapes mnie ominął, do Nocy z Grindhousem nie doszło, a licencjat nie ruszony. Ale przynajmniej podszkoliłem się w malowaniu kolumn, ścian oraz sufitów. Zawsze są jakieś plusy.

Ignite wraca! Ponad rok temu wystąpili w Warszawie i wyglądało to tak:


..a teraz wracają na dwa koncerty. Pierwszy w Krakowie (8 maj) i drugi - dzień później - w Stolycy. Na trasie towarzyszą im taftgaje z Death Before Dishonor oraz Burn the 8 Track, dodatkowo w Wawie naszym akcentem będzie stołeczne DeathRow. Warto się przejść, bo o ile trzy rozgrzewcze średnio mi podchodzą, albo nawet w ogóle, to Ignite pozamiata. I to pomimo marnego klubu (Progresja), kiepskiego dojazdu i zerowego klimatu na miejscu. Bilety do kupienia za 4 dyszki w przedsprzedaży, albo pół bańki w dniu koncertu. Szczegóły o tu.

N o i s e N a t i o n ruszyło z akcją charytatywną dla Kamila Majdczaka . Na allegro do zdobycia prace ludzi działających w ramach NN, płyty Nomad i Sweet Noise, czy też bluza Glacy - cały dochód z aukcji idzie na Kamilka. A jeśli nie licytacja, to kasę można wpłacić na nr konta podany o tu.

Komikslandia - zwana też tu i tam Bucami z Metra, a sama chcąca być bardziej tru i przechrzcić się na Pojebów z Metra (proponuję kompromis - niech będzie mniej wulgarnie a bardziej uroczo - Krejzolki z Metra) - wprowadza w życie program lojalnościowy. Każde 10 zł to 1 punkt. Im więcej punktów, tym większa szansa na nagrodę, proste. A zresztą - tutaj info od samych Buców / Pojebów. I mimo, że tam nie kupuję i kupować nie będę to informacja godna uwagi.
Mimo wszystko zniżek 25% na nowości w Centrum Komiksu to nie przebije.

[EDIT: a jednak taka różowa ta promocja nie jest. Szczegóły od pjp w komantarzach (na porzednim blogu!)]

Na Motywie Drogi konkurs. Zasady są dosyć proste - zaprojektuj logo / logotyp i zdobądź sławę. I coś też wygraj. Jakieś pomysły mam i jeśli dojdzie do ich realizacji to pewnie na 5 minut przed końcem. Aha, bez penisów ma być. Taki haczyk i utrudnienie.



Wczoraj przetrawiłem wydany przez Kulturę Gniewu komiks Igorta '5 to liczba doskonała'. Tytuł fajny, komiks również. Głównie ze względu na fenomenalną oprawę graficzną, bo fabuła mimo że dobra, nawet bardzo, to za serce nie chwyciła i wątpię, żebym szybko do tego wrócił. No chyba, żeby popatrzeć na obrazki. Bom wzrokowiec. W każdym razie kasy wydanej nie żałuję - lektura w sam raz na niedzielne popołudnie.

No i na koniec - przegrałem całą kasę na bet-at-home. Nie było tego dużo, ale zawsze by się dało za to kupić parę komiksów. Jak się okazuje Lechia Gdańsk (lider 2 ligi) niekoniecznie musi wygrać z ostatnim w tabeli Pelikanem Łowicz, czy też Juventus ze Sieną - że tak tylko podam przykłady z ostatniego weekendu, bo było tego znacznie więcej. Postawiłem 41 zakładów, 13 wygrałem a reszta w plecy. A skoro trener Piechniczek mawiał: "Nie da się drugi raz wykorzystać niewykorzystanej sytuacji" to więcej się w to nie bawię.

*pow*

środa, 30 kwietnia 2008

# 28 - tytułu brak

Apokalipsa się zbliża, a przynajmniej jej Pierwszy Jeździec. Manzoku zaprezentowało przykładowe plansze z pierwszego tomu 'Mrocznych Miast', czyli komiksu zapowiadanego w 2006 roku, na które były już przyjmowane przedpłaty. Fakt - komiksu jeszcze w sklepach nie ma (a ma być na początku maja), ale jest to znak, że nie daj Boże się pojawi. Co dalej? Pomyślmy. Drugim Jeźdźcem niech będzie Śledziu i drugi tom 'Na Szybko Spisane'. 'Mr Punch' z Taurusa niech będzie Trzecim, a tym co zniszczy wszystko niech będzie cokolwiek z Czwartego Jeźdźca - Mandragory. Brakka-Ba-Doom!

Kultura Gniewu wypuści niedługo dwie rzeczy - 'Kobiety' Yoshihiro Tatsumiego oraz 'Bajabongo' Marka Turka. O pierwszej pozycji wiem niewiele, ale pewnie i tak wyląduje na półce. O drugiej wiem nieco więcej - na przykład to, że ma fantastyczną okładkę. Ale tym się popodniecam, jak już będę miał w rękach swych.

Egmont dał głos i na forum Alei Komiksu odpowiedział na pytania czytelników. Będzie kolejny Gaiman (ciekawe kiedy w PL wyjdzie 100% jego komiksów) - tym razem padło na ubiegłoroczne 'Eternals' z Marvela, gdzie za ołówek chwycił Romita Jr. Graficznie prezentuje się to świetnie (lepiej niż 'World War Hulk' czy obecny 'Kick-Ass' w wykonaniu JRJR), a jak z fabułą to nie wiem. Niby mam to u siebie, ale od miesięcy czeka na swoją kolej.

Teraz muzycznie. Ostatnia sobota kwietnia uczczona była wypadem do Radia Luxembourg, gdzie zagrały 3 rodzime kapele - Burst In, Slip i Pain Runs Deep. Dwie godziny minęły dosyć szybko, a najlepiej zaprezentowała się kapela środkowa, zresztą debiutująca tego wieczora. Secik króciutki, bo zaledwie 3 kawałki, ale było do przodu. Dodatkowo można było się zaopatrzyć w MCD Daymares 'Toothless & Fanged' o którym było we wpisie nr 25. Płytka przyjemna, szybsza niż debiut. A okładkę, podobnie jak 'Bajabongo', ma rewelacyjną.

Długi weekend majowy niestety w stolicy. Na osłodę piątkowy koncert The Computers (UK) i Black Tapes (PL) w Jadłodajni Filozoficznej. Wjazd za 5zł. Myślę że warto.

Oi!

piątek, 25 kwietnia 2008

# 27 - Objawienia

Z Humberto Ramosem spotkałem się po raz pierwszy przy okazji historii 'Return Of The Goblin" z serii Peter Parker: Spider-Man. I co by nie mówić w tym cartoonowym stylu zakochałem się od pierwszego wejrzenia i widząc nazwisko 'Ramos' przy jakimś komiksie serce biło mi mocniej a ręka sama sięgała do portfela. A że styl fajny, to pojawili się i naśladowcy (tak mi się przynajmniej wydaje że Ramos był jakby prekursorem..) jak np. Francisco Herrera czy Skottie Young.

Po swoim udziale w przygodach Parkera (['] Dobry Komiks [']), Ramos wraca do nas z 'Objawieniami' (dzięki Mucha Comics).

(prawie jak Mulder i Scully)

Sześcioczęsciowa historia opowiada o detektywie Charliem Northernie - cynicznym brytolu z niewyparzoną gębą, który na prośbę kolegi z dawnych lat, wyrusza w podróż do Watykanu, aby wyjaśnić tajemniczą śmierć następcy papieża. Akcja dzieje się na przestrzeni 10-ciu dni podczas których stykamy się z niesympatycznymi zakonnikami, Wielką Tajemnicą, sporą ilością krwi, dużymi 'balonami' (jak to u Ramosa) i dziesiątkami papierosów. Jak widać jest całkiem nieźle.

Za scenariusz odpowiada Paul Jenkins, czyli człowiek który na rzeczy się raczej zna (Incredible Hulk, Hellblazer, Wolverine: The End i jeszcze dużo dużo więcej). Historia nie jest fajerwerkiem, ale daje radę. Czyta się to lekko, przyjemnie i jest się ciekawym co dalej i jak to w końcu rozwiążą. Dialogi natomiast są już powyżej średniej - parę razy podczas lektury można się uśmiechnąć.

Parę rzeczy jednak mi 'zgrzytało’, jak np. ostatnie parę stron, jakby na siłę mające zszokować kto za tym wszystkim stał oraz tragiczne wydarzenie z dzieciństwa głównego bohatera stawiające go na równi, jak nie wyżej, z Brucem Waynem (mogą sobie chłopaki przybić po piątce). Bogu dziękować, że obyło się bez sceny z rozerwanym sznurem pereł..

Ramos natomiast spisał się bez zarzutów i pokazał swoje nieco inne oblicze od tego co pokazuje przy okazji przygód trykociarzy. Cały etap powstawania grafiki, odbywa się z pominięciem fazy tuszowania i konturowania, a kolory nakładane są bezpośrednio na szkic, co sprawia, że mamy do czynienia z rzeczą bardziej 'malarską'. A tak poza tym to stary dobry Humberto – duże oczy, duże cycki, zło jest złem, a jak pada to mamy opady stulecia.
Moim skromnym zdaniem klasa światowa.

Na osobny akapit zasługuje kwestia wydania - całość zebrana jest w jednym tomie (jeśli wyszłoby to spod skrzydeł Manzoku, pewnie byłyby 2), wraz ze wstępem Boba Harrisa i 9-cioma stronami szkiców Ramosa na końcu. Co równie ważne i nie tak powszechnie praktykowane, każda część historii poprzedzona jest okładką, która była w wydaniu zeszytowym. Natomiast nasze polskie wydanie, posiada oprawę ze skrzydełkami i mały bajer w postaci lakierowanych elementów na froncie. Można fajnie wydać? Można. Cena to 45zl, czyli nie aż tak źle. Chociaż mało to to też nie jest.

Komiks kwietnia jak mniemam.

*pow*

sobota, 19 kwietnia 2008

# 26 - zeszyty USA (3)

Zanim napiszę parę słów o nowościach zeszytowych to jedna informacja.

Na trwającym właśnie New York Comic Con, Marvel przedstawił młodych zdolnych z całego świata, którzy dostaną szansę i zaprezentują swoje umiejętności pod skrzydłami wydawnictwa (sporo w tym towarzystwie przedstawicieli Italii). Będą oni na razie pracować nad 2 ligowymi komiksami, jak chociażby serie spod szyldu Marvel Adventures, czy też nad specialami (X-Force, Ms Marvel). Oprócz tego, powstanie antologia prac młodych artystów 'House of Ideas’, która ujrzy światło dzienne pod koniec tego roku. I tutaj najciekawsza informacja - jedną z okładek wykona rodak - Piotr Cieśliński! Tutaj małe bio, a pod tym adresem galeria prac. Gratulacje!
Nowości:
New Avengers # 39 - wydarzenia z tego numeru nawiązują do rozpoczętego crossa Secret Invasion. Za scenariusz niezmiennie odpowiada Bendis, natomiast za grafikę wziął się David Mack. I o ile do scenara nie ma co się czepiać (chociaż w porównaniu z poprzednimi numerami nie dzieje się tu nic wartego odnotowania), o tyle rysunki są koszmarne. Nie mówię już o tym, o czym było wszędzie, czyli że Mack zerżnął z pół numeru jak nie więcej od Adama Hugeus'a, ale o tym jak pocisnął niejaką Echo. A konkretnie jej twarz i nochala z profilu. Co kadr to gorszy. Pomyśleć, że ta sama osoba była odpowiedzialna za taki graficzny fajerwerk jak Daredevil: Wake Up.

Kick-Ass # 2 – czyli Dave Lizewski wraca na ulicę. Co z tego, że ostatnio nieźle dostał, spędził szmat czasu w szpitalu i na rehabilitacji. Co z tego, że sobie obiecywał, że już tego nigdy nie zrobi. Hej, on chce być superbohaterem, a to dopiero drugi numer jego komiksu! Pół numeru zajmuje gadanie o tym, że z kostiumem koniec, a drugie pół kolejna bijatyka (całkiem brutalna zresztą). Tym razem Dave wychodzi z niej zwycięsko (chociaż nadal mocno poobijany - ciekawe jak tym razem wytłumaczy się ojcu..), ktoś go nagrywa na komórkę i zapowiada umieszczenie tego na youtube. Konsekwencje są jasne – miliony odsłon i armia młodych superbohaterów. Romita Jr troszkę obniżył loty, ale nadal ok.

Savage Dragon # 135 - Dragon podróżując po uniwersum szuka swojej zaginionej żony, ewentualnie próbuje się dowiedzieć czegoś o jej życiu. Spokojny to numer, wielkich rewelacji nie przynosi. Na jedną stronę wraca Mr Glum - znaczy się, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i nadal będzie próbował skrócić o głowę Zielonego z Płetwą. Gościnny występ zalicza też niejaki Prism i jego banda. Co ciekawe został on wymyślony przez Ala Harrisa i debiutował razem z Dragonem w Graphic Fantasy #1 (1982), którego reprint znajduje się w tym numerze. Bez retuszów, w czerni i bieli, tak jak to było wydane 26 lat temu. Klawo.

Na koniec mój faworyt - The Goon # 22. Dzieje się, oj dzieje. Mocno humorystyczny klimat z początku serii zszedł na drugi plan. Teraz jest bardziej.. hmmm.. nieprzyjemnie i ‘gęsto’. Ktoś morduje matkę Nortona i tym kimś wydaje się być.. Labrazzio. Tak to się przynajmniej wydaje Zbirowi, mimo że w trumnie w której sam pochował Labrazzia lata temu nadal znajduje się jego ciało. O co chodzi wyjaśni się zapewne w następnym numerze, w każdym razie jest mocno intrygująco. Trzeba jeszcze o czymś powiedzieć - robota którą wykonuje Eric Powell to światowa klasa. Facet z każdym numerem podnosi poprzeczkę coraz wyżej. Nie! Sa! Mo! Wi! Te!

I tyle. Zeszytów było więcej, ale nie ma nad czym się rozpisywać.
Przeczytane - zapomniane.

*pow*

piątek, 18 kwietnia 2008

# 25 - jubileuszowy pytong

Dwadzieścia pięć notek strzeliło. Tzn. teraz strzeli w zasadzie. Będzie długa i nudna, ale będzie!

Piękny miesiąc maj zapowiada się ciekawie pod względem koncertów - na samym początku (+ samym końcu kwietnia) w trasę po PL ruszy The Computers (UK) i Black Tapes (Wawa). Obie kapele warte zobaczenia na żywo, a jako dodatkowa zachęta - BT będzie prezentować całkowicie nowy materiał. Rozpiska trasy o tu. Dziewiątego maja zagra Ignite (rok temu pozamiatali i to w nędznej Progresji!) wraz z Death Before Dishonor, Burn The 8 Track oraz Deathrow - miejsce to samo co w zeszłym roku, cena: 40zl przedsprzedaż / 50zł dzień koncertu. Dwa dni później (9 + 2= 11 maj) w Filharmonii Narodowej wystąpi Jaromir Nohavica - czeski bard, którego możemy podziwiać w fenomenalnym filmie 'Rok Diabła'.
Pozostając przy dźwiękach - Daymares wydało split z Moenster całkiem niedawno, a już 1 maja ma być premiera ich MCD 'Toothless & Fanged' (wydawca Get By Records) na którym nowe kawałki + cover Neurosis 'Life on Your Knees'. Raport ze studia na youtube.

Cool Kids of Death wydało dziś nową pły... wydało książkę z płytą pt. 'Afterparty'. Taka konfiguracja jest ostatnio dosyć popularna i sprytnie unika płacenia podatku - na książki VAT jest zerowy. Niestety taki mamy kraj, że trzeba kombinować ze wszystkim. Wydanie tego w takim kształcie umniejsza wartości tej płyty. Bo jak samo sformułowanie wskazuje, muzyka jest tu tylko dodatkiem, treść główną stanowi tzw. 'książka', chociaż wiadomo jak jest naprawdę. Szkoda. Szkoda, że takie mamy prawo i szkoda, że zespół poszedł w tę stronę dla większej kasy i promocji, bo w końcu książko-płytę wydaną pod skrzydłami Agory mocno reklamuje Wyborcza.

Samo wydanie za to bardzo przyjemne dla oka. Świetna okładka, w środku na kilkunastu stronach historia zespołu, krótkie bio członków, zdjęcia, teksty. Za projekt graficzny odpowiada Krzysiek Ostrowski, więc wiadomo czego się spodziewać. Nie ma do czego się przyczepić. Samą płytę przesłuchałem dopiero raz, więc na razie nie powiem więcej ponad to, że się podoba. Chociaż niesmak po tej nieszczęsnej książce z płytą w bonusie pozostaje.

Pozostając przy temacie CKOD. Parę dni temu w Empiku na Marszałkowskiej przyuważyłem, że można sobie nabyć u nich obraz na ścianę. Ale nie jakieś monalizy czy jelenie na rykowisku, a sztukę młodych, awangardowych rodzimych twórców. W tym rzeczy od Jacka Frąsia (pałker CKOD, komiksiarz: Glinno, Stan). Może nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie to, że jeden z rzeczonych obrazów to grafika z wydanej dwa lata temu antologii 'Wszystko co chcielibyście wiedzieć o piłce...' (Kultura Gniewu). A dokładnie to co znalazło się na stronie 17, czyli początek historii 'Dobra Rada Trenera'. Z krótkiego opisu zacnej inicjatywy można się dowiedzieć, że reprodukcji każdej grafiki jest tylko 100 egzemplarzy, a każdy z nich jest numerowany. Po wyczerpaniu nakładu nie będzie dodruków. To co widziałem miało wymiary (na oko) 30x50cm i kosztowało 130zł bez paru groszy.
Strona z całą galerią (chociaż powyższego wzoru nie mogłem znaleźć na www) tutaj. Oprócz prac Jacka Frąsia, można się zaopatrzyć również w grafiki innego komiksiarza - Rafała Szłapy. Tu galeria Jacka, a tu Rafała.

Parę dni temu WRAK umieścił info o zbliżającym się kolejnym wydawnictwie KG. 'Bajabongo' Marka Turka objawić ma się ludzkości na przełomie kwietnia i maja, czyli już całkiem niedługo. Czerń i biel zagości na 84 stronach, a okładkę, mimo że widziałem tylko jej miniaturkę (minia_Turkę - taki żart!), z chęcią bym powiesił sobie nad łóżkiem.

Wcześniej zaś będzie można się zaopatrzyć w albumową wersję 'Wyprawy na ciemną stronę słońca' Tomasza Minkiewicza (cena 24zł). Wcześniej ukazała się ona w 10 częściach, przy okazji kolejnych albumów WilQa, teraz zremasterowana wraca jako oddzielny twór. Z tego co pamiętam, kolejne części niespecjalnie wciągały, ale może siła tego komiksu tkwi w przetrawieniu tego na raz, od początku do końca. Pod tym adresem, klimatyczna strona poświęcona wydawnictwu. Może się skuszę.

Parę dni temu na blogu traktującym o nowym komiksie KRL'a 'Ostatnia Kronika' pojawił się mini wywiad. KRL zadał sobie trzy pytania, trzykrotnie też odpowiedział. Wywiad zniknął (zgodnie z zapowiedzią) następnego dnia, ale parę rzeczy zapamiętałem, więc się podzielę z tymi którzy nie mieli okazji przeczytać. Więc tak - 'Ostatnia Kronika' to rezultat miłości Karola do sajensfikszyn i Philipa K. Dicka (który wydaje się być poprzednim wcieleniem twórcy Yoela ;)) i jeśli uda się ją skończyć i wydać to z komiksami koniec na jakiś czas. Po nich czas na powrót KRLowego pisania opowiadań.

Na Alei Komiksu dobiega końca plebiscyt NASTów 2007, czyli podsumowanie ubiegłego roku w świecie komiksowym. Sam konkurs ma sporo wad, ale ważne że jest i jakby nie patrzeć ciekawe jakim wynikiem się skończy każda z 14 kategorii. Sam jeszcze nie głosowałem, zostawiam sobie tę przyjemność na weekend. Swoimi typami podzielę się tutaj.

Mało ostatnio piszę, bo ciężko idzie mi wchłanianie komiksów, czy też innych przejawów kultury. Marazm jakiś cholera. A kolejka do 'wchłonięcia' długa i ciągle się powiększa. Wczorajsza paczka z nowościami z USA nie cieszy jak to zwykle było, nabyte nowości od radu lądują na półce. I tak. Obiecuje poprawę. Co prawda 'Salę prób' czy też 'Dziadka Leona' (na kolana!) mam za sobą, ale napisanie czegoś więcej ponad fajne / nie fajne mnie przerasta na razie.

I tu bym skończył. Pytong może nie wyszedł taki jak zamierzałem, ale jest. I jeśli już przy słowie na 'p' jesteśmy to jeszcze jeden link, który przynajmniej na jakiś czas wyjaśnia kto ma dłuższego.

*pow*

niedziela, 13 kwietnia 2008

# 24 - koko ist ein falafel

Ze 3x próbowałem już napisać tę notkę, ale nie wychodziło. Może tym razem się uda.

Weekend w Berlinie bardzo pozytywny. Główny cel wyjazdu - koncert Dropkick Murphys. Columbiahalle pękało w szwach (obecnych było kilkudziesięciu rodaków), nagłośnienie było takie jak być powinno, a Niemcy pokazali, że jak chcą to potrafią się bawić. Oprócz DK grali również:
+ Deadly Sins - taki sobie punkowy zespolik z laską na wokalu. Kojarzyło mi się to z naszym CF98. Pitu pitu.
+ Against Me! - wraz z ostatnią płytą zagościli na listach przebojów i różnych muzycznych telewizjach. I więcej niż połowa koncertu to były właśnie numery z "New Wave". O ile na płycie średnio bawią, tak na koncertach sprawdzają się wyśmienicie. Oprócz tego było min "Pints of Guinness Make You Strong" czy "Touch". I mimo znikomej ilości starszych hitów podeszli mi bardziej niż w ubiegłym roku w Wawie.

Po dwóch 'rozgrzewaczach' na scenę weszli Dropkiki i zamietli. Półtorej godziny grania, mnóstwo hiciorów (drugie mnóstwo nie zagranych), zabawa z zapraszaniem fanów na scenę podczas bisów. Kozak! Zaczęli od "Famous for Nothing" a skończyli "Citizen CIA". Oby o PL zahaczyli przy najbliższej okazji.

Kolejny Berliński punkt programu to komiksy. Wcześniej wyguglałem sobie co i jak, wypytałem i odwiedziłem Modern Graphics na Oranienstrasse 22. Ogrom asortymentu na chwilę mnie ogłuszył. Trzy salki - w jednej to co wychodzi po niemiecku (sporo Marveli aktualnych), w drugiej Europa + Niemcy, w ostatniej USA (nowości na bieżąco) i komiksowy merch. Do kolekcji trafiły: "Skin Deep" Burnsa, trzy rzeczy Lewisa Trondheima "Nein, Nein, Nein" , "Mr I" oraz "Die Fliege" (ciekawostka: "Mr I" i "Die Fliege" drukowane w Kielcach) oraz nowość z Marvela - pierwszy numer Secret Invasion.

Poniżej trzy fotki - MG z zewnątrz i dwie foty z sali z USA.

Parę słów o samym mieście. Berlin zadziwił mnie i koka swoją czystością, ilością rowerów na ulicach, klimatycznymi kafejkami poza centrum (np. takie Cafe Zapata) czy też zajebistymi falaflami. W pojedynku Warszawa vs Berlin, nasza stolica przegrywa w 1 rundzie przez nokaut techniczny. Zachęcam władze Wawy, żeby przejechały się do Berlina (tanie bilety! za 70zl da radę!) i zobaczyły jak mogą wyglądać dworce kolejowe, czy też promocja miasta w postaci różniastych gadżetów. Uczyć się!

Na pożegnanie strzeliliśmy sobie po Guinnessie w kozackim Irish Pubie i obejrzeliśmy Kubicę tamże. Sześć godzin później wysiedliśmy na Centralnym.

Z nowości u nas:
- Śledziu zaprezentował u siebie okładkę do długo wyczekiwanego 'Na Szybko Spisane 1990-2000'. Premiera niedługo.
- po paru miesiącach komiksowego milczenia KRL uderza z nowym projektem pt. 'Ostatnia Kronika' i prezentuje się to całkiem, całkiem!

I tyle.
*pow*

wtorek, 1 kwietnia 2008

# 23 - Menu na kwiecień

Szef kuchni poleca:

- 02 kwietnia (środa) - komiks - Secret Invasion #1 (Marvel)
Rozpoczyna się największe wydarzenie Marvela w 2008 roku. Sekretna Inwazja, czyli od lat knuty spisek Skrulli przeciwko ludzkości. Na ich drodze stanie tradycyjnie pierwsza liga superhero. Pytanie tylko, którzy z nich są prawdziwi, a pod których podszyły się 'pomarszczone brody'? Za scenariusz odpowiada Brian Michael Bendis, a za ołówek Leinil Francis Yu. Zapowiada się nieźle. Aha, po wszystkim (koniec jakoś w grudniu, całość liczy 8 numerów) już "nic nie będzie takie jak przedtem". Czyli tradycyjna śpiewka.

- 03 kwietnia (czwartek) - TV (NBC) - My Name Is Earl /seria 03 epizod 14/
Po prawie 3 miesięcznej przerwie Earl i jego przyjaciele wracają na ekrany TV - w końcu! To ten odcinek w którym pojawi się niejaka Paris Hilton. Ciekawi jak scenarzyści rozwiązali sprawę szokującego jakby nie patrzeć cliffhangera z poprzedniego odcinka. A kolejne części w każdy następny czwartek (czyli 3go, 17go i 24go). Oglądać!

- 04 kwietnia (piątek) - film - Vantage Point (8 części prawdy)
Całkiem nieźle zapowiadający się thriller. W rolach głównych Dennis Quaid, Forest Whitaker (Ostatni Król Szkocji) czy Matthew Fox (Lost). W skrócie: próba rozwikłania zagadki zamachu na prezydenta, widziana oczami różnych uczestników zdarzenia. Na trailerze wyglądało obiecująco.

- 04 kwietnia (piątek) - muzyka - Dropkick Murphys - Berlin, Columbiahalle
Irlandczycy z Bostonu pewnie do Polski nie zawitają jeszcze dłuuugo, więc trzeba ruszyć się samemu. Na dodatek jako support Against Me! I pierwsza okazja, żeby zobaczyć tę słynną niemiecką publikę. LET'S GO BOSTON!

- 12 kwietnia (sobota) - muzyka - Misery Signals (USA), Against Burns Red (USA) i inni - Warszawa, Progresja
Kolejny hc gig organizowany przez This Is Warsaw. Oprócz wyżej wymienionych zagrają jeszcze Emmure (USA), Faust Again (PL), Born Anew (PL). Czyli 3xUSA vs 2xPL. Może być ciekawie. Cena 35zl do przełknięcia, ale już klub nie bardzo. Progresja - miejscówka na końcu świata i jak to dotychczas bywało bez klimatu. Więcej info o tu.

- 18 kwietnia (piątek) - muzyka - Cool Kids Of Death 'Afterparty'
Czwarty album łódzkiej formacji. Można lubić, można nie lubić, ale warto chociażby znać, żeby bluzgać. Na majspejsie zespołu od jakiegoś czasu do posłuchania jeden numer z albumu. Na razie podchodzi mi średnio. Za to okładkę łykam na zimno.

- 21 kwietnia (poniedziałek) - komiks - pakiet Egmontu
Kwietniowy pakiet Egmontu to m.in. drugi tom Lucyfera oraz Sin City: Ten Żółty Drań. Powrót do Miasta Grzechu, po chyba półtora roku nieobecności. Co cieszy. Pełne zapowiedzi.

- 21 kwietnia (poniedziałek) - muzyka - No Turning Back (HOL), Down To Nothing (USA) i inni - Warszawa, Radio Luxembourg
Zaledwie kilka dni po koncercie w Progresji This Is Warsaw organizuje kolejny koncert. Tym razem bardziej międzynarodowo - Holandia i No Turning Back, Stany i Down To Nothing, Portugalia i All Against World, oraz nasz rodzimy Street Terror. Miejsce znacznie przyjemniejsze od Progresji, a i cena bardziej przystępna - dyszkę mniej - 25zl. Plakat, linki do majspejsów i tym podobne tutaj.

- 24 kwietnia (czwartek) - TV (ABC) - Lost /seria 04 epizod 09/
Powrót na tajemniczą wyspę po niecałym miesiącu nieobecności. Sezon jakby cały czas się rozkręca, mimo że już prawie 2/3 za nami. I co? I nic. Oglądać trzeba. Bo fajne.

- 30 kwietnia (środa) - film - Iron Man
Kolejna ekranizacja przygód bohatera z Marvela. Tym razem blaszany Tony Stark. Trailery, które od dłuższego czasu można obejrzeć chociażby tu, cieszą oko i zapowiadają niezła zabawę. Oby lepszą niż chociażby którakolwiek część Spider-Mana.

Oprócz tego na dniach powinien być do kupienia od dawna zapowiadany przez Kulturę Gniewu album "5 to liczba doskonała". I możliwe, że pod koniec miesiąca (lub na początku przyszłego) będzie można się zaopatrzyć w równie długo oczekiwany drugi tom Na Szybko Spisane (1990-2000).

Wystarczy tego. Kwiecień i tak zapowiada się obiecująco.

niedziela, 30 marca 2008

# 22 - Who Wants To Be A Superhero?

Przeczesując internet w poszukiwaniu informacji nt. najbardziej zasłużonego człowieka dla Marvela - Stana Lee, natknąłem się na taki link. Wyguglałem sobie 'co i jak', zaciekawiło jeszcze bardziej, więc na kolejne dwa wieczory rozrywkę miałem zapewnioną.

'Who Wants To Be A Superhero' to reality show, które ma wyłonić superbohatera naszych czasów. Z 11 uczestników, których poznajemy w pierwszym odcinku zostanie ten jeden jedyny, który będzie bohaterem kolejnego komiksu Stana Lee (dla Dark Horse'a). Oprócz tego, jego przygody zostaną zekranizowane i pokazane przez Sci-Fi Channel. Jednym słowem sława, pieniądze i koks. Na pięć minut zapewne, ale zawsze to coś.


'Wielkim Bratem' jest tu sam Stan Lee, który o wszystkim informuje pocieszną jedenastkę (drużyna piłkarska z samych superbohaterów - to by było coś!) z ekranu telewizora. A żeby wszyscy poczuli klimat znany z komiksu, to siedziba w której mieszkają jest oczywiście supertajna i z zewnątrz niepozorna. Wołają do siebie używając ksyw które sami sobie nadali (Cell Phone Girl jest na przykład) i cały czas chodzą w swoich kostiumach. Ogólnie rzecz biorąc wygląda to zabawnie.

Odcinków pierwszej serii jest sześć, w każdym mamy po dwa zadania, które eliminują kolejnych uczestników. Ale, ale, wiadomo że supermocy nie posiadają, więc nie są to zadania w stylu "kto ma mocniejszy laser w dupie", lecz sprawdzające ogólne predyspozycje do bycia herosem nad herosy. Czyli tak: odwaga, prawdomówność, zdolność do poświęcenia własnego dobra dla dobra ogółu, spostrzegawczość itp. Aha! Co najważniejsze! Zawsze, ale to zawsze, należy przestrzegać pierwszej zasady superbohatera:

! NIGDY NIE ZDADZAJ SWOJEJ PRAWDZIWEJ TOŻSAMOŚCI !

Uczestnicy są, hmmm, ciekawi. Fat Momma - puszysta murzynka, która moc czerpie ze zjadanych 'donatsów', czy też Major Victory - były striptizer, którego dewizą jest "Be a winner, not a wiener". Śmieszne to towarzystwo, ale brakowało mi wśród nich mojego faworyta z kastingów, czyliii.. hmm.. Człowieka Balona? Człowieka Kulki? Człowieka Skoczka? Nie przedstawił się, lecz wyglądał uroczo:

Jest jedna rzecz, która mnie zdziwiła / zaskoczyła - to z jakim szacunkiem kandydaci na herosów odnoszą się do nieomylnego Stana Lee. Każdą decyzję, nawet tą eliminującą ich z programu, przyjmują bez słowa sprzeciwu. Mr Lee tak zdecydował, Mr Lee wie co robi. I ciężko się dziwić, skoro to ekspert od superbohaterów właśnie. Decyzje które podejmuje są sprawiedliwe i mają na celu wyłonić tego najlepszego, a nie tego najsympatyczniejszego, więc wszystko gra. A komiksowy guru jest tu jak najbardziej na miejscu. Szacunek dla niego również.

Krwi w tym reality brak, potu trochę by się znalazło. Ale za to łez jest sporo - kiedy Wielki Stan gani za złe zachowanie, kiedy chwali za właściwe, kiedy dodaje otuchy. Ale nie tylko w oczach uczestników one się pojawiają, Mr Lee również miał chwilę słabości.

Ogólnie rzecz biorąc polecam. Sześć odcinków, po około 45 minut każdy to daje lekko ponad 4h oglądania. Więc nie ma tragedii. Zabawy przy tym trochę jest, no i herosi w obcisłych kostiumach. Ale gwiazdą jest tutaj Stan i dla niego i jego mądrości warto poświęcić jeden / dwa wieczory. Tak więc..

Excelsior!

PS1. Dla tych, co chcieli by zobaczyć program na własne oczy mam dobrą wiadomość. Nie trzeba łamać prawa - będzie i u nas. Co prawda na Sci Fi Channel PL, ale zawsze coś.
PS2. Powstała też seria druga. Były plotki o trzeciej, ale na razie "jest na to za wcześnie", jak powiedział jeden z producentów.

piątek, 28 marca 2008

# 21 - Świat według Millara (1)

Wspominałem już chyba kiedyś, że rok 2008 w Marvelu może należeć do Marka Millara. Może tak być, choćiaż Brian Bendis również sporo będzie miał do powiedzenia (głównie dzięki Secret Invasion). W każdym razie obstawiam Millara i śpieszę wyjaśnić dlaczego. Otóż są cztery powody: 'Fantastic Four', 'Kick-Ass', 'Wolverine: Old Man Logan' oraz '1985'. We wszystkich tych tytułach Millar macza palce. I o ile dwa pierwsze tytuły spod ręki MM już wyszły, o tyle dwa kolejne dopiero przed nami. I dziś o jednym z nich. Światła! Kamera! Akcja!

Ponad dwa temu na Newsaramie natknąłem się na artykuł zapowiadający mini-serię Marvela, która miała być trochę innym komiksem niż te, które wydawnictwo ma w swojej stajni. Jej odmienność miała polegać na tym, iż miał to być rodzaj komiksu który określa się mianem 'fumetti', bądź też bardziej zrozumiale: 'photo novels'. Po naszemu - rysunki zastąpione są zdjęciami, reszta bez zmian.

Kostiumy, ponad setka aktorów, lokacje, efekty specjalne, kaskaderzy - to wszystko miało kosztować miliony dolarów. Seria była już w realizacji, puszczono w świat kilka plansz i... słuch o tym projekcie zaginął. Zapowiadana na lato 2006 roku seria nie ukazała się i przez długi czas nie było wiadomo co dalej z tym ambitnym projektem. Do czasu.

Jak się okazało, cały projekt okazał się zbyt drogi nawet dla Marvela. Tak więc zrezygnowano z formy "photo novel" i skierowano się na w stronę tradycyjnych grafik. Mark Millar pozostał na stanowisku scenarzysty, a do rysunków zatrudniono Tommy'ego Lee Edwardsa (odpowiedzialny min. za mini-serie 'Bullet Points'). Cała mini seria ma liczyć 6 numerów, a jej pierwszy, wedle zapowiedzi, trafi do sklepów 14 maja.

Fabuła z grubsza wygląda tak: jest rok 1985 w naszej rzeczywistości. Nie ma super bohaterów, nie ma super złoczyńców. Jest za to jedenastoletni Toby, typ samotnika, który zaczytuje się w komiksach Marvela. I w jego małym miasteczku zaczynają pojawiać się ci źli, znani z kart komiksów. Ultron, Vulture i cała reszta, która widząc, że dotarła do świata bez super bohaterów, zaczyna wprowadzać swoje krwawe porządki. Wszystko to, brane z początku za chłopięcą wyobraźnię skażoną komiksami, okazuje się prawdą. Nasz świat staje naprzeciwko tych złych z Marvela. Ale tym razem nie ma Kapitana Ameryki, Iron Mana czy też Thora, żeby ich powstrzymać. Więc Toby próbuje znaleźć sposób, żeby sprowadzić ich do naszego świata (nie jest tajemnicą, że w końcu mu się to uda, ale jak zaznacza scenarzysta, herosi to tylko mała część tej historii). I tak to mniej więcej wygląda.. Dla smaku jeszcze kilka plansz i okładka do #1.

Na początku wspominałem o głównych projektach Millara na ten rok i jak się okazuje, wszystkie one są ze sobą połączone w pewien sposób. Cechą wspólną jest na przykład postać Clyeda Wynchama. W '1985' jest on właścicielem domu, który wydaje się być portalem pomiędzy naszym światem a światem Spider-Mana i spółki. Wystąpi on również w Fantastycznej Czwórce oraz 8-mio częściowej historii 'Old Man Logan', gdzie ma być jedną z głównych postaci. To wszystko? Nie. Elementem spajającym mają być również podróże w czasie / wymiarach. 'Kick-Ass' stoi jakby na uboczu w tym wszystkim, ale w jakiś pokrętny sposób również ma być powiązane. Jak to kreślił scenarzysta, te cztery serie to taki jego „One Man Event”.

Jak to wszystko naprawdę będzie wyglądać, zobaczymy za jakiś czas. W każdym razie, już same plany robią wrażenie. I jeśli nawet połowa zapowiedzi co do wyjątkowości '1985' się sprawdzi, to ta seria powinna być wysoko we wszelkich podsumowaniach obecnego roku. A pamiętając o pozostałych planach Millara oraz innych dużych projektach Marvela (jak choćby sto razy wspominane 'Secret Invasion') to i samo wydawnictwo ma duże szanse zdominować top-listy 2008.

"Poor DC. They're nice guys. It's almost unfair"

..jak to powiedział Pan Millar.

Na koniec jeden z bannerów reklamujących '1985'. A co, ja temu projektowi kibicuje!

PS. Na koniec jeszcze jeden link - [klik] - T. L. Edwards i jego studio.