środa, 21 maja 2025
#2493 - Produkt powraca. Po raz kolejny
wtorek, 21 kwietnia 2020
#2432 - Osiedle Swoboda
wtorek, 1 czerwca 2010
#468 - Osiedle Swoboda
Pisząc o "Osiedlu Swoboda" nie sposób nie wspomnieć właśnie o "Produkcie". Z kolei o magazynie komiksowym redagowanym przez Michała Śledzińskiego trudno mi pisać inaczej, niż przez pryzmat sentymentu. Jego pojawienie się w kioskach wypadło w czasie, gdy wchodziłem w młodzieńczy okres burzy i naporu. Utrzymane w undergroundowej estetyce, pełne przekleństw i mocno zakorzenione w polskiej-swojskiej rzeczywistości korespondowały z moim zbuntowanym nastrojem i robiły wielkie wrażenie. Czy dziś, komiks sprzed ponad dziesięciu lat, broni się równie skutecznie, co wtedy?Komiks Śledzia towarzyszył "Produktowi" od samego początku. Obecna w pierwszym "Matka Boska Extra Mocna" to jeden z najlepszych epizodów serii. Obscenicznie zabawny, napisany żywym, choć wulgarnym językiem, pełen charakterystycznych dla całego cyklu elementów (playlista na murach) i tego leniwego, letniego mikroklimatu, kiedy cały świat zaprasza do korzystania ze swoich uroków. Dla mnie "Osiedle Swoboda" stanowił komiksowy pean na cześć afirmacji życia takiego, jakim jest. To opowieść o piątce kumpli, którzy po swojemu dają się ponieść "elan vital" własnej egzystencji. Mieszkańcy osiedla stylizowanego na między innymi bydgoskie Szwederowo, Smutny, Dżwiedziu, Kundzio, Szopa i Wiraż, korzystają ze swojej młodości, jak tylko mogą, ścierając się przy tym z lokalnym elementem.
Jak przyznaje autor, praca nad "Osiedlem" była czystą improwizacją. Poszczególne odcinki często łączyły się w większe całości ("Ballada o Bystrym"), ale pozostawały w luźnej strukturze. Każdy z nich stanowił autonomiczną całość. Wiadomo, zdarzały się epizody lepsze i gorsze, jak to zwykle bywa w przypadku serii, co szczególnie dobrze widać w lekturze wydania zbiorczego. Dla Śledzia "OS" było znakomitym poligonem doświadczalnym. Na zakazanych rejonach Swobody eksperymentował z różnymi gatunkami (opowieść grozy), motywami (numer świąteczny), kombinował z narracją (pojawienie się Bystrego) i wykuwał swój własny, unikalny styl graficzny. Przeglądając kolejne strony widzimy, jak kształtowała się kreska jednego z najciekawszych polskich twórców komiksowych. Od pierwszych wprawek, po wyraźne inspiracje innymi (Frank Miller), aż po pełnokrwisty i dojrzały śledziowy styl."Osiedle Swoboda" to jeden z najważniejszych współczesnych polskich komiksów, a "Produkt" okazał się prawdziwym fenomenem naszego rynku. Przed premierą "P" komiks polski tułał się po niskonakładowych magazynach, kserowanych pół-zinach wydawanych własnym sumptem. Kiedy w 1999 roku pojawił się na kioskach, pozbawiony właściwie jakiejkolwiek reklamy, udało mu się trafić do ludzi, którzy z komiksem często mieli nie po drodze. Sprzedając się na poziomie nieosiągalnym obecnie dla wielu rodzimych tytułów (średnio 7-8 tysięcy sztuk każdego numeru) trafił w gusta szerokiej publiczności, nie tylko tej z wielkich blokowisk, dla których przygody Smutnego i ekipy były bardzo bliskie. Na łamach "Produktu" z czasem drukowano komiksy traktujące o innej tematyce (sensacyjne, fantastyczne, humorystyczne i inne), utrzymane w najróżniejszych stylistykach.
Po swoim upadku "Produkt" zostawił wspaniałe dziedzictwo. Na jego łamach wybił się "Wilq" braci Minkiewiczów, jeden z najpopularniejszych i najciekawszych polskich komiksów ubiegłej dekady. W "P" debiutowali Marek Lachowicz ("Gang Wąsaczy – Ruchome Paski", "Człowiek-Paroovka vs. Grand Banda"), Karol Kalinowski ("Łauma", "Liga Obrońców Planety Ziemia"), Clarence Weatherspoon ("Josephine: Tchnienie Czarnego Lądu"), Filip Myszkowski ("Eryk – Ostatni Szrama", "Solidarność 25 lat: Nadzieja zwykłych ludzi") żeby wymienić tylko kilku, którzy najmocniej zapadli w moją pamięć. W magazynie przewijały się nazwiska Andrzeja Janickiego, Rafała Skarżyckiego, Tomasza Lwa Leśniaka, Ryszarda Dąbrowskiego i wielu, wielu innych. Bez mała można powiedzieć, że "Produkt" był prawdziwą szkołą komiksu dla nowego pokolenia rodzimych twórców. I to właśnie oni przywrócili do łask polskie opowiastki obrazkowe po wielkiej smucie lat dziewięćdziesiątych.
czwartek, 4 marca 2010
#389 - Wąsy, kultura i gniew
Jednak główną atrakcją wczorajszego spotkania był tematyczny cosplay związany z albumem Marka Lachowicza i jego Wąsaczami. Od jakiegoś czasu w różnych miejscach w sieci można było obserwować postępy komiksiarzy nad zapuszczaniem zarostu, który wczorajszego dnia ograniczać miał się jedynie do efektownego wąsa. I trzeba przyznać, że sporo osób wywiązało się z tego zadania wzorowo i dumnie paradowało z najprawdziwszym wąsem, zazwyczaj wzbudzając podziw u pozostałych komiksiarzy (a osoby postronne/przypadkowe ze sporym zdziwieniem patrzyły na to wesołe zgromadzenie). Jednak zarost to nie wszystko - kilku wąsaczy przybyłych na Chłodną 25 zaopatrzyło się również w t-shirty z nazwami kultowych zespołów uwielbianych przez członków Gangu (Bajm, Budka Suflera), tureckie swetry czy gangsterskie maski uniemożliwiające identyfikację przybyłych. Co więcej - wąsy miały również przedstawicielki płci pięknej! W dwóch słowach: było wesoło. W trzech: było bardzo wesoło. Wczorajszego wieczora nie zabrakło oczywiście spotkań z autorami, których komiksy miały swoją premierę, czyli Michała Śledzińskiego, Marka Lachowicza i Jakuba Rebelki, jak również z kolektywną ekipą. Pogawędka założycieli magazynu odbyła się jako pierwsza i niestety zniechęciła mnie do następujących po niej rozmów z twórcami Kultury Gniewu (czego teraz żałuję). Rozumiem, że nie była ona wcześniej zaplanowana, przez co wszystko było bardzo spontaniczne, ale od spotkania autorów z czytelnikami wymagam jednak pewnej dawki profesjonalizmu, nawet jeśli większość na sali stanowią znajomi. Na spotkania z Rebelką (prowadzący Sztybor), Lachowiczem (Hildebrand) i Śledzińskim (Babiel) nie miałem już siły, chociaż z tego co przynajmniej chwilami udało mi się zobaczyć było już tak jak powinno być (czyt. profesjonalnie, bez przekleństw i porn tube'a). Po oficjalnej części imprezy, w miejscu gdzie wcześniej przepytywano autorów, rozpoczęło się YouTube Party z ulubionymi utworami Gangu Wąsaczy na którym swoje taneczne umiejętności pokazywała brać komiksowa (jak zawsze było co podziwiać). A w części barowej jak zawsze trwały nocne komiksiarzy rozmowy.
Wąsate Spotkanie Komiksowe, do którego od jakiegoś czasu odliczało się kolejne dni, było bardzo sympatyczną imprezą, która w jakimś stopniu wynagrodziła brak marcowych Warszawskich Spotkań Komiksowych i dała przedsmak tego co może się dziać przy okazji kwietniowego festiwalu Komiksowa Warszawa. Dla organizatorów i pomysłodawców jej tematyczności należą się długie brawa! Oby więcej takich spotkań!
Teleport do fotorelacji z Chłodnej 25 znajduje się pod wąsem, na początku tej relacji. Jednak proszę się nie nastawiać na zdjęcia inne, niż te typowo towarzyskie, z głupimi minami i kompromitującymi pozami.
* Tytuł wpisu pochodzi z artykułu Dominiki Węcławek "Pójdzie z dymkiem" (Życie Warszawy), zapowiadającego wczorajsze wąs-party.
środa, 11 lutego 2009
#126 - Wartości rodzinne - Nie wszyscy są zadowoleni
Pamiętam jak Szymon Holcman na którymś z komiksowych konwentów, dobre kilka lat temu, w kuluarach wspominał o linii on-goingów z Kultury Gniewu, pisanych i rysowanych przez polskich autorów. Właściwie sama, wypowiedziana jedynie półgębkiem koncepcja, pozbawiona jakichkolwiek konkretnych ustaleń typu „kto?”, „jak?”, „kiedy?” i „za ile?” wystarczyła żebym się tym projektem strasznie podjarał. Wyobrażacie sobie? Regularne zeszytówki za (przysłowiowego) piątaka krajowych komiksiarzy w każdym kiosku!Przyznam, że puściłem trochę wodzę fantazji. W grudniu ubiegłego roku pojawiła się być może pierwsza jaskółka tego projektu. Swoją premierę miały bowiem „Wartości rodzinne”, trzecie już podejście Śledzia, po kiepskim/niekiepskim „Osiedlu Swoboda” i niesławnym „Komisarzu Żbiku” do esencji komiksowego medium – kolorowego zeszytu.
Niestety, rozczarowałem się trochę pierwszym tomem serii zatytułowanym „Nie wszyscy są zadowoleni”. To komiks bardzo śledziowy, ze wszystkimi tego wadami i zaletami. Narysowany w charakterystycznym dla komiksiarza swobodnym stylu, znamionującą talent poparty warsztatem, okraszony dynamicznymi, mięsiście napisanymi dialogami. Zawsze ceniłem Śledzia za jego celną obserwację polskiej-swojskiej rzeczywistości, niestroniącej od złośliwej ironii i za galerię interesujących charakterów z niestroniącą od kieliszka pani K. i ciotką Maszą na czele. Te dwa elementy są mocnymi atutami komiksu, które niestety giną w plątaninie wątków, postaci i gagów, bo z ich nadmiarem autor chyba trochę przedobrzył. Według mnie w tym komiksie za dużo jest wszystkiego, a brakuje jakiegoś motywu przewodniego, wybijającego się ponad inne, który rozwijałby się w kolejnych odcinkach. Bo na tym chyba polega idea serialu, prawda?
Bardzo trafnie ujął to Konrad Hildebrand, pisząc, że w „Wartościach rodzinnych” spotykają się „Simpsonowie” z „Family Guy`em” i na dokładkę idą w odwiedziny do „Kiepskich”. I wydaje mi się, że Śledziu chciał, aby wszyscy czytelnicy byli zadowoleni, a tak niestety się nie da. Jedni będą chcieli więcej Tucholskiego Patrolu, drudzy rozwinięcia wątków familijnych, a inni Jezusa. I koniec końców nie wszyscy jednak będą zadowoleni.I jeszcze jedno. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę specyfikę rynku, nakładów, odnosząc się z pełnym zrozumieniem do wydawcy, etc etc – przy sięganiu do portfela komiks kosztuje drogo. Na poziomie standardowego, amerykańskiego zeszytu po ostatniej podwyżce (3.99 $). A to dużo, jak na mój skromny budżet.
arcz: O "Wartościach Rodzinnych" chciałem napisać najwcześniej, gdy ukaże się ostatni e-pizod do części pierwszej, ale skorzystam z wpisu Julka i dopiszę tutaj parę słów od siebie. "Nie wszyscy są zadowoleni" to bardzo sympatyczne wprowadzenie do całej serii - na 32 stronach Śledziu zapoznaje czytelników z głównymi bohaterami i wprowadza kilka niezłych wątków o których mam nadzieję nie zapomni w przyszłych częściach. Znaczy się z zadania autor się wywiązał - wiem na czym stoję i czekam na więcej. Co do nadmiaru postaci, o której wspomniał Julek, to w tym przypadku ilość idzie w jakość i gdzieś tam w przyszłości fajnie było by zobaczyć pełnometrażowego spin-offa z przygodami Tucholskiego Patrolu, Mima Poroża czy nawet wiecznie leżącego psa rodziny Królów. Pod względem grafiki i samego scenariusza to jest jak zawsze na śledziowym poziomie - dla mnie znaczy to tyle, że jest bardzo dobrze, dla innych mam nadzieję też (polecam zwracać uwagę na drugi plan bo tam też często ciekawe rzeczy się dzieją).
Wspomnieć trzeba o e-pizodach, czyli krótkich historiach publikowanych w necie - o ile pierwsza czeka jeszcze na moje pompki i nie mogę za wiele o niej powiedzieć, o tyle druga, w której szokująca prawda o Miszy - półdarmowej ukraińskiej pomocy domowej - wychodzi na jaw, kopie zadki. Gdyby w naszym kraju wychodził np. Wizard, to w podsumowaniu 2009 roku rozbierana scena jak nic trafiła by do podsumowania "TOP 10 momentów mijającego roku".Julek poruszył kwestię ceny to ja się do tego odniosę - 15ziko (bez 10groszy) nie wydaje mi się zbyt wygórowaną kwotą (a tak poza tym to chyba coraz mniej ludzi kupuje komiksy po cenie okładkowej, czy się mylę?), szczególnie jeśli spojrzy się na jakość wydania - sztywniejsza niż w przypadku tradycyjnych kolorowych zeszytów okładka, elementy lakierowane, środek na grubym papierze, do nasycenia barw nie ma gdzie się czepić. Śledziu nazywał to broszurką, gdzieś tam określono to mianem zeszytu, ale najlepiej pasuje chyba po prostu nazwać to albumikiem. Przynajmniej dla mnie to najtrafniejsze określenie.
Tym samym jestem w pełni zadowolony. Czekam teraz na ostatni e-pizod, ćwiczę pompki i za miesiąc na WSK mam nadzieję odbiorę część drugą pt. "Małpa na przyjęciu". Dziękuję za uwagę.
poniedziałek, 4 sierpnia 2008
#42 - Dlaczego drugie "Na szybko spisane" mogło się nie spodobać?
Naturalnym jest, że oczekiwania wobec kontynuacji zdobywcy nagrody publiczności MFK 2007 sięgały sufitu. Byłem prawie pewny, że druga część opowieści o dziecięciu przełomu wieków i przełomu ustrojów w dziwnym kraju zwanym Polską nie będzie takim ciosem w krocze, jakim był pierwszy tom planowanej trylogii. Miałem jednak nadzieję, że Michałowi Śledzińskiemu uda się utrzymać poziom, że znowu pokaże się jako komiksiarz z najwyższej półki.
I właściwie się nie pomyliłem, bo formalnie „1990-2000” to nadal obrazkowa ekstraklasa. Swobodna, bardzo ekspresywna estetyka, doskonale pasująca do „szybko spisanej” opowieści, wciąż porywa, a Śledziu ponownie udowadnia, że świetnie posługuje się komiksowym esperanto. Gdybym był poważnym komiksologiem to cmokałbym nad wyrafinowaną narracją, spójnością ikoniczną słowa i obrazu osiągniętą najprostszymi środkami, celnością i pomysłowością w uchwyceniu obyczajowości i realiów Polski w momencie kapitalistycznego przełomu etc., etc. Trochę głupio pisać, wszak jestem od Śledzia sporo młodszy, ale pamiętam go z „młodzieńczych”, mniej lub bardziej udanych, poszukiwań własnego stylu z okresu produktywnego, kiedy nie bardzo wiedział, w którą stronę iść. Teraz ojciec „Osiedla Swoboda” to prawdziwy weteran ołówka, który po zarysowaniu ton papieru i wypisaniu setek japońskich cienkopisów (tych szpanerskich rzecz jasna), wie już, w którą stronę chce iść.
Dlaczego zatem drugi epizod „Na szybko spisane” może się nie podobać i dlaczego wielu (w tym i ja, po części) czytelników poczuło się rozczarowanych?
Poważnym zarzutem jest gwałtowne przejście od maleńkości do prawie dorosłości, które trafnie zauważył Karol Konwerski. Miałem bardzo podobne wrażenie. Początek albumu to jesień niewinności i nagle bach, już pierwsza impreza, pierwsza laska. Zbyt szybko, za mało papieru, niedokładnie.
Śledziowi w pierwszym albumie wyszło coś, czego chyba nie planował – w wywiadzie dla Below Radars podkreślał, że chce napisać i narysować coś w rodzaju swojej alternatywnej biografii. Chciał opowiedzieć najsłabsze akcje ze swojego życia i spiąć je fikcyjną klamrą. Chciał stworzyć opowieść zupełnie nie o sobie wykorzystując jednak bez żenady materiał ze swojego życia. Wyszedł mu (chyba całkiem przypadkowo, choć mogę się mylić) obraz pewnego pokolenia, dzisiejszych trzydziestolatków, rówieśników Śledzia, które swoją drogą nie doczekało się jeszcze literackiej monografii i pewnie się już nie doczeka. Także pod tym kątem napaliłem się na kontynuację i czuję, że Mr. Herring również odczuwał to ciśnienie i trochę wbrew takim właśnie oczekiwaniem uniwersalnej historii wysmażył coś hermetycznego, coś, z czym niewiele osób będzie się w stanie się identyfikować. Jego niezbywalne, autorskie prawo.

sobota, 21 czerwca 2008
# 36 - Śledziu Party
niedziela, 13 kwietnia 2008
# 24 - koko ist ein falafel
Ze 3x próbowałem już napisać tę notkę, ale nie wychodziło. Może tym razem się uda.
Weekend w Berlinie bardzo pozytywny. Główny cel wyjazdu - koncert Dropkick Murphys. Columbiahalle pękało w szwach (obecnych było kilkudziesięciu rodaków), nagłośnienie było takie jak być powinno, a Niemcy pokazali, że jak chcą to potrafią się bawić. Oprócz DK grali również:
+ Deadly Sins - taki sobie punkowy zespolik z laską na wokalu. Kojarzyło mi się to z naszym CF98. Pitu pitu.
+ Against Me! - wraz z ostatnią płytą zagościli na listach przebojów i różnych muzycznych telewizjach. I więcej niż połowa koncertu to były właśnie numery z "New Wave". O ile na płycie średnio bawią, tak na koncertach sprawdzają się wyśmienicie. Oprócz tego było min "Pints of Guinness Make You Strong" czy "Touch". I mimo znikomej ilości starszych hitów podeszli mi bardziej niż w ubiegłym roku w Wawie.
Po dwóch 'rozgrzewaczach' na scenę weszli Dropkiki i zamietli. Półtorej godziny grania, mnóstwo hiciorów (drugie mnóstwo nie zagranych), zabawa z zapraszaniem fanów na scenę podczas bisów. Kozak! Zaczęli od "Famous for Nothing" a skończyli "Citizen CIA". Oby o PL zahaczyli przy najbliższej okazji.
Kolejny Berliński punkt programu to komiksy. Wcześniej wyguglałem sobie co i jak, wypytałem i odwiedziłem Modern Graphics na Oranienstrasse 22. Ogrom asortymentu na chwilę mnie ogłuszył. Trzy salki - w jednej to co wychodzi po niemiecku (sporo Marveli aktualnych), w drugiej Europa + Niemcy, w ostatniej USA (nowości na bieżąco) i komiksowy merch. Do kolekcji trafiły: "Skin Deep" Burnsa, trzy rzeczy Lewisa Trondheima "Nein, Nein, Nein" , "Mr I" oraz "Die Fliege" (ciekawostka: "Mr I" i "Die Fliege" drukowane w Kielcach) oraz nowość z Marvela - pierwszy numer Secret Invasion.
Poniżej trzy fotki - MG z zewnątrz i dwie foty z sali z USA.
Parę słów o samym mieście. Berlin zadziwił mnie i koka swoją czystością, ilością rowerów na ulicach, klimatycznymi kafejkami poza centrum (np. takie Cafe Zapata) czy też zajebistymi falaflami. W pojedynku Warszawa vs Berlin, nasza stolica przegrywa w 1 rundzie przez nokaut techniczny. Zachęcam władze Wawy, żeby przejechały się do Berlina (tanie bilety! za 70zl da radę!) i zobaczyły jak mogą wyglądać dworce kolejowe, czy też promocja miasta w postaci różniastych gadżetów. Uczyć się!
Na pożegnanie strzeliliśmy sobie po Guinnessie w kozackim Irish Pubie i obejrzeliśmy Kubicę tamże. Sześć godzin później wysiedliśmy na Centralnym.
Z nowości u nas:
- Śledziu zaprezentował u siebie okładkę do długo wyczekiwanego 'Na Szybko Spisane 1990-2000'. Premiera niedługo.
- po paru miesiącach komiksowego milczenia KRL uderza z nowym projektem pt. 'Ostatnia Kronika' i prezentuje się to całkiem, całkiem!
*pow*

