W wyniku machinacji Bliźniąt Apokalipsy doszło do całkowitego zniszczenia Ziemi. Kat Celestian wykonał wyrok: ludzkość została zgładzona. Ocaleli jedynie nosiciele genu X, których Scarlet Witch przeniosła na statek-arkę zmierzającą na Planetę X. Akcja czwartej odsłony cyklu "Uncnny X-Men" rozgrywa się w kilka lat po eksterminacji homo sapiens. Homo superior żyją sobie w dostatku, rozwijając utopijne społeczeństwo pod wodzą Eimin.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick Remender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick Remender. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 lipca 2017
środa, 31 maja 2017
#2316 - Uncanny Avengers #3: Czas na Ragnarok
W albumie "Czas na Ragnarok" Uriel i Eimin, czyli Bliźnięta Apokalipsy, kontynuują realizację pokrętnego planu, który ma ocalić mutantów przed przerażającą przyszłością. Dla przypomnienia: potomstwo Warrena Worthingtona i Zarazy dobrze zna przyszłość i wie, że prezydent Red Skull zamknie wszystkich nosicieli genu X w obozach internowania, które właściwie są obozami koncentracyjnymi. Rodzeństwo miało okazję doświadczyć na własnej skórze. Komiks zaczyna się od retrospekcji, w której widzimy nieudaną próbę ucieczki.
Etykiety:
Ameryka,
Avengers,
Daniel Acuna,
Egmont,
lokalne,
mainstream,
Marvel,
recenzja,
Rick Remender,
Salvador Larocca,
Steve McNiven,
super-hero,
X-Men
poniedziałek, 28 listopada 2016
#2266 - Low #3: Shore of the Dying Light
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, który o komiksach pisze na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Przed rozpoczęciem pisania poniższego tekstu, rzuciłem najpierw okiem na recenzję drugiego tomu "Low", który generalnie mocno skrytykowałem, ponieważ oprócz fantastycznych rysunków Grega Tocchiniego, nie oferował on właściwie niczego nadzwyczajnego. Wspomniałem w niej, że całość prezentuje się trochę jak niezbyt smaczna przystawka przed daniem głównym i wówczas nie spodziewałem się tego, jak interesująco zostanie ono zaserwowane.
czwartek, 21 kwietnia 2016
#2126 - Black Science #3: Niejednoznaczność wzorca
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, który o komiksach pisze na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Stereotypowy czytelnik komiksów, który dotąd siedział wyłącznie w superbohaterskiej papce, nabiera z czasem odrobiny ogłady i chce sięgnąć po coś innego, warto zasugerować mu sięgnięcie po coś, co nie wywoła u niego szoku. "Black Science" zdaje się być komiksem, który idealnie się do tego nadaje. Z jednej strony to pozycja przystępna, z dynamiczną akcją i choć pozbawiony trykotów, to czuć w niej ducha komiksowej przygody. Poza tym to dobrze napisany i narysowany mainstream, który powiela większość błędów powszechnie obecnych w typowym superhero. Czy zatem jest to pozycja godna polecenia?
sobota, 26 grudnia 2015
#2028 - Low #2: Before the Dawn Burns Us
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Pierwszy tom "Low" oceniłem stosunkowo wysoko doceniając przede wszystkim pracę jednego z moich ulubionych rysowników. W przypadku "Before the Dawn Burns Us" sytuacja ma się podobnie - scenarzysta nadal nie sprawił, bym
przewracał strony tego komiksu z jakimś ogromnym zainteresowaniem, ale oprawa wizualna stoi na najwyższym poziomie.
środa, 14 października 2015
#1975 - Black Science #2: Teraz, nigdzie
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Czy Wy także czasami macie tak, że pojawiające się polecanki na przedniej lub tylnej stronie okładki danego komiksu po prostu Was śmieszą? "Teraz, nigdzie" jest dla mnie właśnie przykładem pozycji zawierającej takie właśnie opisy. Sean Murphy zapewniający, że przez Mateo Scalerę chciałby rzucić rysowanie czy Kieron Gillen nazywający Ricka Remendera wielkim wizjonerem wcale nie sprawiają, że chciałbym owy komiks przeczytać jeszcze bardziej, niż dotychczas. Właściwie to po czymś takim znacznie mocniej spodziewam się rozczarowania i nie ukrywam, że drugi tom "Black Science" nie spełnił do końca moich oczekiwań.
Czy Wy także czasami macie tak, że pojawiające się polecanki na przedniej lub tylnej stronie okładki danego komiksu po prostu Was śmieszą? "Teraz, nigdzie" jest dla mnie właśnie przykładem pozycji zawierającej takie właśnie opisy. Sean Murphy zapewniający, że przez Mateo Scalerę chciałby rzucić rysowanie czy Kieron Gillen nazywający Ricka Remendera wielkim wizjonerem wcale nie sprawiają, że chciałbym owy komiks przeczytać jeszcze bardziej, niż dotychczas. Właściwie to po czymś takim znacznie mocniej spodziewam się rozczarowania i nie ukrywam, że drugi tom "Black Science" nie spełnił do końca moich oczekiwań.
wtorek, 7 lipca 2015
#1908 - Deadly Class #2: Kids of the Black Hole
Autorem poniższego tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Po zachwycie jaki wywołała we mnie premierowa odsłona cyklu "Deadly Class", która z miejsca zdobyła moje serce, "Kids of the Black Hole" okazuje się lekturą znacznie ciekawszą i pod wieloma względami jeszcze lepszą, niż jej poprzednik. "Reagan Youth" służyło przede wszystkim wprowadzeniu czytelnika w zwariowany świat wykreowany przez Ricka Remendera oraz Wesley’a Craiga. Drugi tom z kolei nie tylko kontynuuje wątki wcześniej rozpoczęte, ale także dodaje nowe i rozwija poszczególne postacie poprzez ujawnienie pewnych szczegółów z ich przeszłości.
Po zachwycie jaki wywołała we mnie premierowa odsłona cyklu "Deadly Class", która z miejsca zdobyła moje serce, "Kids of the Black Hole" okazuje się lekturą znacznie ciekawszą i pod wieloma względami jeszcze lepszą, niż jej poprzednik. "Reagan Youth" służyło przede wszystkim wprowadzeniu czytelnika w zwariowany świat wykreowany przez Ricka Remendera oraz Wesley’a Craiga. Drugi tom z kolei nie tylko kontynuuje wątki wcześniej rozpoczęte, ale także dodaje nowe i rozwija poszczególne postacie poprzez ujawnienie pewnych szczegółów z ich przeszłości.
czwartek, 21 maja 2015
#1867 - Deadly Class #1: Reagan Youth
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Rick Remender jest dla mnie scenarzystą bardzo nierównym. Poznałem go nieco lepiej w czasach, gdy czytałem jeszcze komiksy Marvela. Gdy zapowiedział start aż trzech serii w barwach Image Comics byłem do nich dość sceptycznie nastawiony. Na początku nie sięgnąłem po żaden z jego komiksów. Wszystko zmieniło się wraz z premierą "Low", które przypadło mi do gustu, a następnie dałem się skusić wydawnictwu Taurus, które opublikowało "Black Science". Wreszcie dałem szansę "Deadly Class", które powszechnie uchodzi za najlepszy spośród obecnie publikowanych komiksów Remendera.
Rick Remender jest dla mnie scenarzystą bardzo nierównym. Poznałem go nieco lepiej w czasach, gdy czytałem jeszcze komiksy Marvela. Gdy zapowiedział start aż trzech serii w barwach Image Comics byłem do nich dość sceptycznie nastawiony. Na początku nie sięgnąłem po żaden z jego komiksów. Wszystko zmieniło się wraz z premierą "Low", które przypadło mi do gustu, a następnie dałem się skusić wydawnictwu Taurus, które opublikowało "Black Science". Wreszcie dałem szansę "Deadly Class", które powszechnie uchodzi za najlepszy spośród obecnie publikowanych komiksów Remendera.
sobota, 2 maja 2015
#1853 - Low #1: Delirium of Hope
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Rick Remender w Image Comics popuścił wodze swojej wyobraźni. Najpierw zafundował nam międzywymiarową jazdę bez trzymanki w "Black Science" (moja recenzja tutaj), a następnie dołożył do tego fenomenalne "Deadly Class". Teraz, pora na "Low", które dodałem do swojej listy zakupów, jak tylko pojawiły się jego pierwsze zapowiedzi. Nie do końca z powodu nazwiska scenarzysty, bo jako autora oprawy graficznej anonsowano Grega Tochiniego, etatowego bywalca rubryki "Okładka tygodnia".
poniedziałek, 23 marca 2015
#1830 - Black Science #1: Zasada nieskończonego spadania
Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
Anarchistyczny naukowiec Grant McKay wraz ze swoim zespołem stworzył urządzenie umożliwiające podróże do alternatywnych rzeczywistości, nazwane z czasem "Latarnią". Okazuje się jednak, że podróże przez równoległe światy bywają niebezpieczne, o czym na własnej skórze przekonuje się bohater ścigany przez żabopodobne stworzenia. Jakby tego było mało "Latarnia" ulega uszkodzeniu i grupa Granta, aby wrócić do domu musi znaleźć sposób na jej naprawienie.
Anarchistyczny naukowiec Grant McKay wraz ze swoim zespołem stworzył urządzenie umożliwiające podróże do alternatywnych rzeczywistości, nazwane z czasem "Latarnią". Okazuje się jednak, że podróże przez równoległe światy bywają niebezpieczne, o czym na własnej skórze przekonuje się bohater ścigany przez żabopodobne stworzenia. Jakby tego było mało "Latarnia" ulega uszkodzeniu i grupa Granta, aby wrócić do domu musi znaleźć sposób na jej naprawienie.
piątek, 21 września 2012
#1134 - Uncanny X-Force vol. 3/4: The Dark Angel Saga
Pomysł na stworzenie mutanckiego zespołu do zadań specjalnych (czy też raczej – od brudnej roboty) pojawił się podczas crossovera „Messiah CompleX”. Decyzję o jego założeniu podjął Scott Summers, a zadanie dobrania odpowiednich ludzi powierzył najlepszemu w swoim fachu, Wolverine`owi. W lutym 2008 roku ten koncept stał się podstawą on-goinga pisanego przez Craiga Kyle`a i Christophera Yosta zatytułowanego „X-Force”, będącego trzecią inkarnacją serii o takim tytule.
Seria ta według fanów uchodzi za jedną z najlepszych wśród x-tytułów, choć mnie zraziło już pierwsze wydanie zbiorcze. Cóż – albo ja się nie znam, albo mutanckie komiksy osiągnęły taki poziom, że mocno średnia, ale nasycona brutalnością, „mrocznością” i szybką akcją, pozycja wybija się ponad bardzo mizerną przeciętność. „X-Force” dobiegło swojego kresu w 2010 roku wraz z eventem „Second Coming”, tylko po to, aby zostać zastąpioną przez swojego sukcesora zatytułowanego „Uncanny X-Force”. Tym razem Wolverine, w tajemnicy przed Cyclopsem, zakłada swój własny zespół uderzeniowy, którego celem jest rozwiązywanie problemów, zanim one zagrożą zmutowanej społeczności mieszkającej na Utopii. W skład jego ekipy wchodzą Psyclocke, Angel, Deadpool, Fantomex oraz E.V.A.
Czytając „U X-F” widać, Rick Remander dostał duży kredyt zaufania w Domu Pomysłów. Na dobrą sprawę dwie pierwsze historie, czyli „Apocalypse Solution” i „Deathlok Nation” stanowią swego rodzaju rozgrzewkę i zaledwie wstęp do głównego dania, jakim jest niewątpliwie „Dark Angel Saga”. Historia zawarta w dwóch tomach nazywana jest przez swoich entuzjastów najlepszym x-komiksem od czasów „New X-Men” Granta Morrisona, pamiętnej „Dark Phoenix Sagi”, czy opowieści z oryginalnymi X-Men Stana Lee i Jacka Kirby`ego (w zależności od stopnia ich zachwytu). Czy słusznie? Według mnie – nie. Ale zacznijmy od początku.
Zdradzając jak najmniej z fabuły – osobowość Warrena Worthingtona została podzielona na dwa aspekty – Angela, który jest w pełni przez niego kontrolowany oraz Archangela, będącego nasieniem Apocalypse`a. Pomimo nieustannej pomocy Betsy jego mroczna strona zaczyna wygrywać i dążyć do zrealizowania swojego mrocznego przeznaczenia. Ekipa Logana rusza do rzeczywistości Age of Apocalypse, aby zdobyć Ziarno Życia, które ma uratować duszę Warrena. Czy im się uda?
Opowieść oryginalne zamknięta w zeszytach 8-13 (pierwszy tom) i 14-18 (drugi) regularnej serii uchodzi za opus magnum Ricka Remandera. Scenarzysty, który wymieniany jest w gronie nowej generacji architektów Domu Pomysłów, którzy będą kształtowali przyszłość Ziemi-616 w ramach Marvel NOW! Rzeczywiście, udało mu się stworzyć trzymającą w napięciu od początku do końca historię, której nie kompromitują rażące wpadki (choć do kilku kiksów dałoby się przyczepić). Bardzo sprawnie rozłożył akcenty pomiędzy akcję, a rozwijanie relacji interpersonalnych. Postać Archangela została poprowadzona naprawdę świetnie, a jego związek z Psylocke – co najmniej dobrze. Trzeba pochwalić, w jaki sposób Remander wkomponował Deadpoola w poważną serię. Znalazł wreszcie pomysł na Apocalypse`a, który od czasów „AoA” jest regularnie gwałcony przez kolejnych scenarzystów (strzeżcie się tego, co z nim zrobił Peter Milligan!). Jest kilka mocnych scen, ale całość nie wybija się ponad solidny poziom superbohaterskich nawalanek. No, może jest ciut lepsza. W myśl zasady na bezrybiu i rak ryba, czyli strasznej posuchy dobrych, rozrywkowych komiksów, nie tylko w świecie X-Men, „Dark Angel Saga” jest zwyczajnie przeceniane. W porównaniu choćby z tym, co wyprawiał Joss Wheadon na łamach „Astonishing X-Men” Remander wygląda biednie. Brakuje dramaturgii, nie ma tej epickości, znakomitego prowadzenia postaci, świeżości i wszystkiego, ale w jednym „Dark Angel Saga” jest lepsze. To oprawa wizualna.
Pierwszy tom to jeszcze praca zbiorowa artystów przeciętnych (Mark Brooks, Scott Eaton) lub wręcz słabych (Billy Tan, Rich Elson), drugi natomiast to prawdziwy popis Jeromego Openy. Wspólnym mianownikiem grafiki, oprócz znakomitych coverów Esada Ribica, są kolory Dean White`a. Nie znam drugiego takiego kolorysty pracującego w mainstreamie, który potrafiłby odcisnąć takie piętno na pracy rysownika. Który potrafiłby wydobyć wszystko, co najlepsze ze swojego partnera. Z jego pomocą Tan nie wygląda już na ostatniego patałacha, który w Marvelu pracuje przez znajomości, tylko na solidnego wyrobnika, a Brooks zaczyna aspirować do ligi Chrisa Bachalo. A Opena… Cóż myślę, że porównanie z Moebiusem będzie zbyt brawurowe, ale pod względem stylistyki jest naprawdę blisko. Oprawa wizualna drugiego tomu jest absolutnie zachwycająca – począwszy od zniewalającej scenografii, designu postaci, a skończywszy na malarskości i dynamice. Jerome Opena i Dean White to ścisła czołówka w swojej klasie – obok Francisa Manapula, J.H. Williamsa i Darwyna Cooke`a. Rzadko to mówię, ale warto kupić ten album tylko dla samych rysunków. Historia może was nie zachwyci, ale rozpłyniecie się nad wizualiami.
Seria ta według fanów uchodzi za jedną z najlepszych wśród x-tytułów, choć mnie zraziło już pierwsze wydanie zbiorcze. Cóż – albo ja się nie znam, albo mutanckie komiksy osiągnęły taki poziom, że mocno średnia, ale nasycona brutalnością, „mrocznością” i szybką akcją, pozycja wybija się ponad bardzo mizerną przeciętność. „X-Force” dobiegło swojego kresu w 2010 roku wraz z eventem „Second Coming”, tylko po to, aby zostać zastąpioną przez swojego sukcesora zatytułowanego „Uncanny X-Force”. Tym razem Wolverine, w tajemnicy przed Cyclopsem, zakłada swój własny zespół uderzeniowy, którego celem jest rozwiązywanie problemów, zanim one zagrożą zmutowanej społeczności mieszkającej na Utopii. W skład jego ekipy wchodzą Psyclocke, Angel, Deadpool, Fantomex oraz E.V.A.
Czytając „U X-F” widać, Rick Remander dostał duży kredyt zaufania w Domu Pomysłów. Na dobrą sprawę dwie pierwsze historie, czyli „Apocalypse Solution” i „Deathlok Nation” stanowią swego rodzaju rozgrzewkę i zaledwie wstęp do głównego dania, jakim jest niewątpliwie „Dark Angel Saga”. Historia zawarta w dwóch tomach nazywana jest przez swoich entuzjastów najlepszym x-komiksem od czasów „New X-Men” Granta Morrisona, pamiętnej „Dark Phoenix Sagi”, czy opowieści z oryginalnymi X-Men Stana Lee i Jacka Kirby`ego (w zależności od stopnia ich zachwytu). Czy słusznie? Według mnie – nie. Ale zacznijmy od początku.
Zdradzając jak najmniej z fabuły – osobowość Warrena Worthingtona została podzielona na dwa aspekty – Angela, który jest w pełni przez niego kontrolowany oraz Archangela, będącego nasieniem Apocalypse`a. Pomimo nieustannej pomocy Betsy jego mroczna strona zaczyna wygrywać i dążyć do zrealizowania swojego mrocznego przeznaczenia. Ekipa Logana rusza do rzeczywistości Age of Apocalypse, aby zdobyć Ziarno Życia, które ma uratować duszę Warrena. Czy im się uda?
Opowieść oryginalne zamknięta w zeszytach 8-13 (pierwszy tom) i 14-18 (drugi) regularnej serii uchodzi za opus magnum Ricka Remandera. Scenarzysty, który wymieniany jest w gronie nowej generacji architektów Domu Pomysłów, którzy będą kształtowali przyszłość Ziemi-616 w ramach Marvel NOW! Rzeczywiście, udało mu się stworzyć trzymającą w napięciu od początku do końca historię, której nie kompromitują rażące wpadki (choć do kilku kiksów dałoby się przyczepić). Bardzo sprawnie rozłożył akcenty pomiędzy akcję, a rozwijanie relacji interpersonalnych. Postać Archangela została poprowadzona naprawdę świetnie, a jego związek z Psylocke – co najmniej dobrze. Trzeba pochwalić, w jaki sposób Remander wkomponował Deadpoola w poważną serię. Znalazł wreszcie pomysł na Apocalypse`a, który od czasów „AoA” jest regularnie gwałcony przez kolejnych scenarzystów (strzeżcie się tego, co z nim zrobił Peter Milligan!). Jest kilka mocnych scen, ale całość nie wybija się ponad solidny poziom superbohaterskich nawalanek. No, może jest ciut lepsza. W myśl zasady na bezrybiu i rak ryba, czyli strasznej posuchy dobrych, rozrywkowych komiksów, nie tylko w świecie X-Men, „Dark Angel Saga” jest zwyczajnie przeceniane. W porównaniu choćby z tym, co wyprawiał Joss Wheadon na łamach „Astonishing X-Men” Remander wygląda biednie. Brakuje dramaturgii, nie ma tej epickości, znakomitego prowadzenia postaci, świeżości i wszystkiego, ale w jednym „Dark Angel Saga” jest lepsze. To oprawa wizualna.
Pierwszy tom to jeszcze praca zbiorowa artystów przeciętnych (Mark Brooks, Scott Eaton) lub wręcz słabych (Billy Tan, Rich Elson), drugi natomiast to prawdziwy popis Jeromego Openy. Wspólnym mianownikiem grafiki, oprócz znakomitych coverów Esada Ribica, są kolory Dean White`a. Nie znam drugiego takiego kolorysty pracującego w mainstreamie, który potrafiłby odcisnąć takie piętno na pracy rysownika. Który potrafiłby wydobyć wszystko, co najlepsze ze swojego partnera. Z jego pomocą Tan nie wygląda już na ostatniego patałacha, który w Marvelu pracuje przez znajomości, tylko na solidnego wyrobnika, a Brooks zaczyna aspirować do ligi Chrisa Bachalo. A Opena… Cóż myślę, że porównanie z Moebiusem będzie zbyt brawurowe, ale pod względem stylistyki jest naprawdę blisko. Oprawa wizualna drugiego tomu jest absolutnie zachwycająca – począwszy od zniewalającej scenografii, designu postaci, a skończywszy na malarskości i dynamice. Jerome Opena i Dean White to ścisła czołówka w swojej klasie – obok Francisa Manapula, J.H. Williamsa i Darwyna Cooke`a. Rzadko to mówię, ale warto kupić ten album tylko dla samych rysunków. Historia może was nie zachwyci, ale rozpłyniecie się nad wizualiami.
Etykiety:
Billy Tan,
importowane,
Jerome Opena,
mainstream,
Mark Brooks,
Marvel,
recenzja,
Rich Elson,
Rick Remender,
Scott Eaton,
super-hero,
X-Men
Subskrybuj:
Posty (Atom)









