W miniony weekend odbyła się czwarta edycja Małopolskiego Festiwalu Komiksu, "rodzinnej" imprezy komiksowej organizowanej przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną w Krakowie w przestrzeniach Arteteki. W tym roku event odbył się nie w okolicach Dnia Dziecka, na przełomie maja i czerwca (jak miało to miejsce choćby rok temu), co znakomicie wpisywało się w charakter wydarzenia, ale na początku września.
Skąd ta zmiana terminu? Organizatorzy Kraków Comics Festival mieli "dogadać się" z osobami stającymi za imprezą w bibliotece. W przeszłości doszło do sytuacji, w której te dwie krakowskie imprezy odbyły się w bardzo blisko siebie, co było rozwiązaniem dalekim od optymalnego. W związku z tym, że KCF, będące sukcesorem Krakowskiego Festiwalu Komiksu, w tym roku miało miejsce w czerwcu, termin MaFK został przeniesiony na miesiąc, w którym dzieciaki wracają do szkoły.
Warto zaznaczyć, że celowanie z terminem w okolice przełomu maja i czerwca współgrało z festiwalowym kalendarzem komiksowym. To był naprawdę dobry termin. A we wrześniu krakowska impreza nie tylko konkuruje (czy raczej "konkuruje", bo z Łódź żadnej konkurencji nie ma) z największym festiwalem komiksowym w naszym kraju, ale też z innymi, lokalnymi imprezami, które odbywają się w Gorlicach i Radomiu.
Koniec końców Radom został odwołany, zostały tylko Gorlice, kalendarz więc okazał się nieco luźniejszy, ale czy wrzesień jest dobrym terminem? Docelowy uczestnik tej imprezy - rodzic ze swoją pociechą - w tym miesiącu raczej nie zaprząta sobie głowy jakimś tam festiwalem komiksowym. Ma na głowie pierwsze wiadomości na Librusie, rozpoczęcie roku, szkolną wyprawkę i kupno nowych butów na przebranie. Z kolei hardkorowy komiksiarz, którzy tym docelowym uczestnikiem festiwalu w bibliotece niekoniecznie musi być, w tym miesiącu kalkuluje swój budżet pod kątem wyjazdu na MFKiG. Prawdopodobnie nie uśmiecha mu się dodatkowy wypad do "Miasta Królów Polskich"...
Tym samym MaFK staje się imprezą niejako skazaną na "lokalność" i na "dziecięcego" odbiorcę. I nie ma w tym absolutnie nic złego. Powiem więcej - potrzebujemy więcej lokalnych, nawet niewielkich inicjatyw, które do komiksu przyciągać będą nowych czytelników. Komiksiarze mają i Łódź, i Warszawę, i parę innych wydarzeń. Festiwali komiksowych robionych dla dzieci i młodzież nigdy dość. O ile oczywiście są zrobione dobrze...
Nie da się tego inaczej napisać, więc napiszę po prostu - powiedzieć, że program Małopolskiego Festiwalu Komiksu 2026 prezentował się biednie to jak nic nie napisać. Gości można było policzyć na palcach dwóch rąk, co w przypadku imprezy dwudniowej, ze stabilnym budżetem, z solidnym zapleczem i naprawdę fajną lokalizację, nie wygląda dobrze. Oceniając program mogę posłużyć się wyświechtaną analogię z serem szwajcarskim. I w jednym, i w drugim są dziury, W serze jest jednak więcej tego sera niż dziur. A w programie MaK jest więcej dziur niż programu. Co więcej, jego "dziurowacenie" postępują z roku na rok, a program jest okrajany coraz bardziej i bardziej...
... i podobnie rzecz ma się z giełdą, a więc drugą najważniejszą rzeczą na każdym festiwalu. Giełda w Artetece wyglądała po prostu biednie. Już w 2025 było słabo, zarówno pod kątem frekwencji, jak i liczby stoisk, a w 2026 było jeszcze gorzej. Awizowano 19 stoisk, ale realnie w trakcie festiwalu równocześnie nie było ich więcej, niż 15. Jeśli chcecie mieć jakąś skalę porównawczą, to dodam, że na ostatnim KFK w Klubie Studio stoisk było przeszło 80, a zgłoszeń - ponad sto.
Będąc uczciwym trzeba przyznać, że oferta warsztatowa w ramach MaFK prezentowała się dobrze. Było w czym wybierać. Lekcje japońskiego i rysunek "mangowy", malowanie figurek i robienie origami, Robert Trojanowski i Rafał Szłapa, ekipa z TuKomiks. Będą tak samo uczciwym trzeba przyznać, że był to w zasadzie jedyny mocny punkt programu. Ale cóż z tego, osoby zainteresowane tematem, chcące zapisać swoje dzieciaki na zajęcie, do ostatniej chwili na stronie wydarzenia, dopytywały się o program. Potwierdzenie zapisu na warsztaty przychodziło. Czasem dwa razy. Albo nie przychodziło. Albo przychodziło z błędami.
Pod względem komunikacyjnym MaFK prezentował się źle. Nagranie literalnie jednej rolki w socjalach w kwietniu, zrobienie wydarzenia na FB i posty w mediach społecznościowych w ilości szczątkowej trudno w ogóle nazwać "promocją". Tu i ówdzie pojawiły się informacje, który "szły" kanałami, które są podłączone pod WBP w Krakowie. W czasie imprezy, jak było się zainteresowanym tematem, to dało się trafić na rolkę, na jakieś zdjęcia, ale... no właśnie, W CZASIE imprezy. Tak się promocji nie robi.
Na ocenę tegorocznej edycji Małopolskiego Festiwalu Komiksu warto też spojrzeć w kontekście tego, że nie jest to impreza organizowana przez osoby ze środowiska komiksowego. Za "produkcję" eventu w całości odpowiada Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie. Do tej pory była ona wspierana w różnym stopniu przez niestrudzonego Michała Jankowskiego, a więc osobę, która wie co jest co w tematach komiksowych. Teraz już nie jest wspierana, bo w maju 2025 ogłosił on zakończenie współpracy z WBP. Obecnie MaFK jest robiony przez osoby "na etacie" bibliotecznym. Zakładam, że mogą mieć niewielkie pojęcie o tym, jak wyglądać powinien festiwal komiksowy, i to w dodatku taki, który jest zrobiony porządnie. Z jednak strony trudno kierować krytykę przynajmniej do części z nich. Ot, pewnie dostali służbowe polecenie zrobienia tego, a tego i starali się z niego z niego wywiązać jak najlepiej.
Z drugiej strony znamiennym wydaje się fakt, że MaFK w żaden sposób nie korzysta z lokalnego zasobu komiksowego. W dawnej stolicy Polski nie brakuje "działaczy", osób zaprawionych w ogarnianiu imprez komiksowych, z dużym doświadczeniem konwentowym. Takich, którzy działają od Wrocławia przez Warszawę po Łódź. Niezrozumiałym pozostaje dla mnie dlaczego osoby stojące za organizacją festiwalu w bibliotece nie chcą z nimi współpracować. W poprzednich latach korzystali z ich pomocy. Co zmieniło się w 2026? Nie mam pojęcia. A jeszcze większą zagadką jest całkowita nieobecność lokalnych, krakowskich twórców. W ex-stolicy Polski mieszkają naprawdę znakomici, rozpoznawali, utalentowani i nagradzani artyści i artystki. Tacy, którzy są zapraszani i jeżdżą po festiwalach po całym kraju. Ale z wyjątkiem Rafała Szłapy żaden krakus ani żadna krakuska nie zostali zaproszeni na event, który odbywał się w ich mieście. Nie pasowali do programu? Zabrakło na nich budżetu? Znów, nie mam pojęcia. Wasze odpowiedzi na te pytania są tak samo dobre, jak moje...
Nie wiem na ile zasadne w zakończeniu tego tekstu jest pytanie o przyszłość Małopolskiego Festiwalu Komiksu. Jeśli tylko będą znajdywać się pieniądze, jeśli tylko w dyrektorskich gabinetach będzie wola, to impreza będzie robiona i będzie się odbywać. W mniej więcej podobnym kształcie. W podobnej skali, z podobnymi, jeśli nie wręcz takimi samymi atrakcjami.
.gif)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz