sobota, 20 lutego 2010

#378 - Komix-Express 27

Zgodnie z zapowiedziami Tomasza Kołodziejczaka z ubiegłorocznej MFKi, w najbliższym czasie do sklepów zawita nowa polska seria komiksowa. Będzie nią "Miś Misza" autorstwa Pawła Kłudkiewicza, którego tytuł pierwszego tomu brzmi "Oxygenesis" i którego premiera planowana jest na kwietniowy Festiwal Komiksowa Warszawa (o którym nieco więcej w dalszej części wpisu). Tytułowy miś, to (cytując zapowiedź komiksu) "ostatnia nadzieja dla tej planety". Dla naszej planety! Klimat serii ma być mieszaniną cyberpunka i przygód Jamesa Bonda, przyprawioną sporą dawką humoru rodem z francuskojęzycznych serii humorystycznych. Dla autora "Misia Miszy" seria ta jest pierwszym poważnym sprawdzianem jeśli chodzi o materię komiksową, jednak nie debiutem - pierwsza jego praca o tytule "Maarraadonna!" pojawiła się przy okazji antologii "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o piłce..." (Kultura Gniewu, 2006). Natomiast samego Misia można poznać dzięki krótkiemu komiksowi, który Paweł przygotował z okazji jednego z konkursów na krótką formę komiksową Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi, z którym można się zapoznać pod tym adresem. Pierwszy album liczyć sobie będzie 48 stron "na twardo" i w kolorze, za które trzeba będzie zapłacić 35zł. (ŁM)

Pierwszy tom komiksu "Billy Brouillard" zatytułowany "Le don de trouble vue" autorstwa Guillaume’a Blanco zwyciężył w plebiscycie na najlepszy album Festiwalu w Angoulême: Polski Wybór 2010. Tytuł pozostawił na pobitym polu innych kandydatów do tego wyróżnienia "Tea Party" Nancy Pena, "Maniokę" Nicolasa Granda, "L'Homme-Bonsai" Freda Bernarda i "Le réveil de Zelphire" Karima Friha. Wynik burzliwych ponoć obrad jury pod przewodnictwem Adama Gawędy ogłoszono 13 lutego 2010 roku w krakowskim Śródmiejskim Ośrodku Kultury. Do tej pory, zwycięskie komiksy były wydawane na polskim rynku przez Post ("Niebieskie Pigułki", pierwszy "Kot Rabina", pierwszy "Lupus", "Kurczak ze Śliwkami", "Rozkosz", "Pod prąd") i Kulturę Gniewu ("Trzy Cienie") z jednym wyjątkiem, wciąż czekającym na publikacją ("Les damnés de Nanterre" Chantal Montellier). Nagroda Instytutu Francuskiego w Krakowie przyznawana jest od 2002 roku. (KO)

"Avengers: Disassembled" od Mucha Comics trafiło na komiksowe półki, co potwierdzają wieści z Komikslandii. W sklepie Gildii komiks ma pojawić się 22 lutego. Jeśli chodzi o szczegóły polskiego wydania, album ma mieć 160 stron, twardą okładkę i kosztować 65 złotych. Na historię będą składały się cztery zeszyty serii regularnej (500-503) i wydanie specjalne ("Avengers: Finale"). Rodzima edycja liczy nieco mniej stron niż oryginał (192), więc można przypuszczać, że Mucha wycięła jakieś dodatki. Historia autorstwa scenarzysty Briana M. Bendisa i rysownika Davida Fincha była pierwszym etapem przebudowy świata Mścicieli, który będzie trwał do końca "Siege". "Disassembled" był sporej wielkości crossoverem, który dotknął wiele ważnych tytułów z oferty Marvela ("Fantastic Four", "Iron-Man", "Captain America", "Spectacular Spider-Man"). Wydarzenia z ostatnich numerów serii "Avengers" bezpośrednio prowadziły do narodzin "New Avengers" i innego crossa - "House of M". Jak tylko położę nim łapy, możecie spodziewać się recenzji. (KO)

Kultura Gniewu oficjalnie ogłosiła, że przymierza się do wydania "Jimmiego Corrigana". Od pewnego czasu KG nie zaprzeczała pogłoskom, że za dzieło Chrisa Ware'a może się wziąć, a na swoim blogu co jakiś czas wrzucała informacje, czy to o Jimmy'm, czy to o jego ojcu. "Jimmy Corrigan, the Smartest Kid on Earth" (bo tak brzmi pełen tytuł komiksu) jest jedną z najważniejszych, najsłynniejszych i najszerzej komentowanych powieści graficznych ostatnich lat. Pierwotnie ukazywał się w odcinkach na łamach "Acme Novelty Library", magazynu komiksowego Ware'a. Wydanie zbiorcze zostało wydane w 2000 roku przez Pantheon Books. Komiks był wielokrotnie nagradzany nie tylko wyróżnieniami typowo komiksowymi (zgarnął statuetki Eisnera, Harvey'a i laur w Angouleme), ale również nagrodami przeznaczonymi raczej dla "zwykłych" książek (American Book Award, Guardian First Book Award). Przed Kulturą stoi trudna zadanie edytorskie, gdyż "Jimmy Corrigan" uchodzi za pracę bardzo trudną w przekładzie na inne języki. Szczegóły dotyczące wydania, czyli ilość stron, cena i termin wydania (2011?) nie są jeszcze znane. (KO)

Ostatnio ukazał się ostatni, dwudziesty piąty tom przygód "Tytusa Romka i A'Tomka" z serii wznowień wydawnictwa Prószyński Media, a nieco niespodziewanie Papcio Chmiel ogłosił, że nowy album z "TRieM" jest już gotów. Po udziale w Powstaniu Warszawskim, dzielni harcerze i nie do końca uczłowieczona małpa cofną się jeszcze bardziej w czasie, bo do roku 1920 i wezmę udział w Bitwie Warszawskiej. Bili Niemca, teraz będą bić Ruska w wojnie polsko-bolszewickiej. Może następnym razem Tytus z ekipą wylądują zakuci w zbroje na polach Grunwaldu, żeby bić Krzyżaka? Na razie wiadomo kiedy nowy album się ukaże, ile będzie kosztował i jaki będzie jego ostateczny tytuł, znana jest jedynie jego objętość - 40 stron. Chmielewskiemu wypada pogratulować zdrowia i zapału w tworzeniu kolejnych przygód Tytusa. (KO)

Lada moment marzec, a wraz z nim prawdziwe zatrzęsienie komiksów. Nic więc dziwnego, że ostatnio posypało się od plansz nadchodzących premier, które mogą pomóc w podjęciu ostatecznych decyzji zakupowych. Zacznijmy od akcji promocyjnej zorganizowanej przez Motyw Drogi, który (jeszcze do niedzieli) raczy nas planszami z "Gangu Wąsaczy" Marka Lachowicza. Dla porządku, choć wiadomość już leciwa, należy również wspomnieć o przykładowych stronach ze zbiorczego "Osiedla Swoboda", które wyjaśniły zagadkowe 60 tysięcy znaków Śledzia. Jednak nie tylko Kultura Gniewu dała nam wgląd w swoje zamiary. Dolna Półka ujawniła małe co nieco z szóstego numeru "Kolektywu" podając także szczegółowy spis treści. Premiera tych trzech tytułów będzie miała miejsce 3 marca o 18:00 na Chłodnej 25 w Warszawie, a z przeróżnych miejsc dochodzą informację, że z okazji tej imprezy do lokalu ściągną tabuny wąsatych młodzieńców. (JT)

Ostatnio bardzo często na łamach Komix-Expressu wspominany jest, z różnych powodów, Ziniol i Dominik Szcześniak. I nic w tym dziwnego skoro wiele dobrego dzieje się w tym temacie. Półtora tygodnia temu rozstrzygnięto konkurs na nowe logo magazynu, które (co nikogo chyba nie dziwi) jest dyskusyjne, ale moim skromnym zdaniem jest krokiem w dobrą stronę. Zapowiadają się jednak gruntowniejsze zmiany, aniżeli wspomniane logo. Aleja Komiksu przeprowadziła ostatnio wywiad z Dominikiem, w którym zdradził on, że już niedługo charakter pisma prawdopodobnie zostanie gruntownie zmieniony. "Ziniol" ma zostać "odchudzony" a co za tym idzie cena stać się niższa, dzięki czemu magazyn powinien otworzyć się na większą ilość kupujących. Jest również spora szansa, że ten kwartalnik kultury komiksowej stanie się dwumiesięcznikiem. Na ostateczne decyzje pozostanie nam niestety poczekać jeszcze kilka tygodni, ale miejmy nadzieję, że redakcja nie dojdzie do wniosku, że mają już dosyć "walenia głową w mur”, co skutkowałoby najpewniej zamknięciem pisma. Tym bardziej, że naczelny plany ma i niegroźne jest tej inicjatywie "koncepcyjne dryfowanie". (JT)

Zgodnie z informacją, która dawno temu pojawiła się na WRAKu, równo za trzy tygodnie do Warszawy powinni zjeżdżać się fani komiksów z całej Polski, aby uczestniczyć w jubileuszowych dziesiątych Warszawskich Spotkań Komiksowych. Tradycyjna już cisza ze strony organizatorów, do której wszyscy powinni się przez te kilka lat przyzwyczaić, w tym roku jest wyjątkowo niepokojąca - oprócz rzekomego terminu imprezy (13-14 marca) nie wiadomo nic i prawdopodobnie tak już pozostanie. Od jakiegoś czasu przebąkuje się o braku imprezy. Powody takiego stanu nie są dokładnie znane, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... Tym samym jedyną imprezą w Stolicy Polski będzie Komiksowa Warszawa, organizowana przez Polskie Stowarzyszenie Komiksowe, która będzie miała miejsce w Centralnym Basenie Artystycznym 17 i 18 kwietnia. Wydaje się więc, że w walce WSK vs. KW walkowerem wygrała już ta druga impreza. (ŁM)

O ile do tej pory 2010 rok obchodził się z moim portfelem dosyć delikatnie, o tyle ostatni tydzień lutego przyniesie spore jego odchudzenie. W poniedziałek premierę będzie mieć egmontowe "Sky Doll" wchodzące w skład kolekcji Science-Fiction, które niedawno wydawane było przez Marvel. Oprócz tej pozycji, w pierwszy dzień tygodnia w ramach lutowego pakietu Egmontu do sprzedaży trafi również "Czyściec" i "Blueberry 2" z Plansz Europy. To jednak nie koniec dobrych wiadomości, bowiem w piątek premierę będzie mieć "Super Pan Owoc" Nicolaca De Crecy (Timof), "Profesor Bell" Joanna Sfara (Mroja Press), kolejny tom "Żywych Trupów" (Taurusa), który mam nadzieję będzie przynajmniej w połowie tak dobry jak poprzednik, oraz druga część mangi "Solanin" Inio Asano (Hanami), która w ubiegłym roku była jedną z sympatyczniejszych niespodzianek. Pamiętać też trzeba o artbooku "Element Chaosu" z pracami Jakuba Rebelki, który został jakiś czas temu zapowiedziany przez Kulturę Gniewu właśnie na luty i który można już zamawiać na stronie wydawnictwa. Końcówka tego miesiąca będzie iście zabójcza. (ŁM)

piątek, 19 lutego 2010

#377 - The Batmans: Track 28 - Kajetan Wykurz

Za dostarczenie dwudziestego ósmego Batmana odpowiedzialny jest Kajetan Wykurz, komiksowy rysownik i scenarzysta pochodzący z Łodzi. Swój komiksowy debiut zaliczył w marcu 2006 roku przygotowując oprawę graficzną do zeszytu "Strzały pod Arsenałem". O ile produkcja Print Partnera przeszła raczej bez echa, o tyle następny komiks popularnego Kajmana zwrócił na siebie zdecydowanie większą uwagę. "Demoniczny Detektyw" do scenariusza Michała Lebiody pierwotnie ukazywał się on-line na portalu fabrykancka.pl. W wersji papierowej, wydanej przez Dom Wydawniczy "Księży Młyn" podczas zeszłorocznego festiwalu w Łodzi dodano zakończenie i dodatkową, niewykorzystaną poprzednio scenę pościgu. Chodzą głosy, że powoli i bez pośpiechu Michał i Kajetan zabierają się do drugiej części "Detektywa". Na razie nowa praca Wykurza pojawi się w najnowszym "Kolektywie". W sieci do znalezienia są trzy blogi jego autorstwa - kajmanowy, kino-kajmanowy i kajman-artowy. (KO)Zwycięzcą ponownie został Jarek Kozłowski, który podobnie jak tydzień temu jako pierwszy uczestnik zabawy odgadł, kto stoi za Muzycznym Batmanem. I podobnie jak tydzień temu pobił rekord, jeśli chodzi o szybkość udzielenia prawidłowej odpowiedzi. Poprzedni wynosił 5 minut, obecny to... zaledwie 180 sekund. Pełni podziwu gratulujemy!

Błyskawiczne rozwiązanie zagadki z zeszłego tygodnia i niezwykła zgodność wszystkich uczestników zabawy po dziś dzień wspominane są w najpodlejszych spelunach Gotham City, ale czas najwyższy na kolejne zadanie Pana Zagadki! Dzisiaj, podobnie jak w większości przypadków, twórca pochodzi z naszego kraju - i to tyle podpowiedzi na tę chwilę. Kolejnych nie przewiduję, bo 24h wydają się wystarczającym czasem na odgadnięcie kto dzisiaj stoi za Bat-grafiką, której zajawkę można podziwiać po prawej stronie. Do boju! (ŁM)

czwartek, 18 lutego 2010

#376 - Sentymentalnie o TM-Semicu, cz. 2

W zeszłym tygodniu powspominałem najlepsze zeszyty czasów TM-Semica. Dzisiaj przyszła kolej na odpowiednik trejdów z lat dziewięćdziesiątych, czyli kwartalnik Mega Marvel. Zamierzenie tego tytułu było ambitne i na początku nawet wychodziło z tego obronną ręką. Marcin Rustecki zaczął ofensywę od komiksu "Spider-Man: Torment", który szybko zyskał status "klasyka" a jeszcze szybciej stał się białym krukiem. I trzeba przyznać, że na początku kwartalnik prezentował naprawdę niezły poziom ("Ghost Rider", "Weapon X"), choć zdarzały się i gorsze historie (strasznie pocięty "Fantastic Four: Infinity War" czy "The Incredible Hulk"). Niestety bardzo szybko poziom historii w Mega Marvel spadł poniżej oczekiwań nawet ówczesnego - wyposzczonego i spragnionego każdego komiksu z USA - czytelnika. Po sześciu latach, dwudziestu numerach i naprawdę słabej końcówce, inicjatywa zakończyła żywot (podobnie jak i wydawca).

Starczy jednak tej amatorskiej historii. Dzisiaj skupie się na moim ulubionym numerze Mega Marvel, a jest nim komiks duetu Frank Miller/John Romita Jr., czyli "Daredevil: The Man Without Fear".

Pisząc o tym komiksie i emocjach jakie wzbudził w zamierzchłym 95 roku, muszę wspomnieć o tym, że nazwisko Miller nie mówiło mi wtedy właściwie nic. I choć dla komiksiarzy z "inkwizycyjnym" zapałem może to być rzecz nie do pomyślenia, to właśnie dzięki temu podszedłem do tego komiksu "na świeżo". Nie doszukiwałem się w nim millerowskich motywów, i przez to ta historia mnie tak bardzo urzekła. Jest ona o wiele subtelniejsza niż "standardowe" historie Millera, w których pełno testosteronu i męsko-damskich stereotypów. Matt nie dojrzewa tutaj, dlatego że przekracza granice swojego "ułomnego" organizmu, lecz ponieważ uświadamia sobie, iż nawet jego ojciec popełnia błędy. Historia bardzo często skupia się na detalach - pałce policyjnej, worku bokserskim czy czapce Mickey - dzięki którym staje się bardziej wiarygodna, intymniejsza. Najlepsze w tej opowieści jest jednak to, że tego "trykociarskiego" komiksu nie czyta się jak historii o superbohaterze, co piętnaście lat temu była dla mnie prawdziwą nowością. Miller już na samym początku ujawnia nam specjalne zdolności Matta Murdocka, jednak są one tylko tłem do opowiadania o tym co dzieje się w sercu bohatera. Podobnie rzecz ma się z kostiumem, który jest tylko konsekwencją wydarzeń, nie czołowym elementem fabuły. Wszystko to sprawia, że "The Man Without Fear" jest najpierw świetną historią, a dopiero później komiksem superbohaterskim jakiego można było się spodziewać po Mega Marvel.

Po powyższym akapicie mogę śmiało napisać, że ten komiks nawet kiepsko zilustrowany byłby świetną lekturą. Jednak nic takiego nie może mieć tu miejsca, ponieważ rysunki Romity są fantastyczne. Narysowane przez niego twarze, tak doskonale oddają charakter postaci, że nawet oglądając tylko poszczególne kadry bez problemu można by się rozeznać, kto w tej historii jest bohaterem, a kto czarnym charakterem. Równie sprawnie Romita rozrysowuje dynamiczne akcje, a tych w "Daredevilu" nie brakuje. Jego sceny pojedynków bokserskich, treningów Matta ze Stickiem czy walk ulicznych ogląda się jak najlepiej zmontowany film. A na koniec zostawiłem sobie najlepsze, czyli genialne splash page. Matt na balkonie z Bramą Piekieł w tle, jego twarz z opatrunkami na oczach, która przekazuje więcej emocji niż tekst na obu stronach, czy rysunek zamykający komiks ukazujący już w pełni wykreowanego Daredevila. Wszystko to sprawia, że "The Man Without Fear" ogląda się równie dobrze co czyta.

Pamiętam doskonale, że czytając ten komiks po raz pierwszy byłem chory i uziemiony w domu, dlatego kupił i przyniósł mi go mój przyjaciel. Nie pamiętam tego ponieważ męczyła mnie jakaś ciężka choroba, lecz dlatego, że ten komiks utkwił mi tak mocno w głowie te piętnaście lat temu. I nic się przez ten czas nie zmieniło. Niech ten fakt posłuży za najlepszą rekomendację z mojej strony....

wtorek, 16 lutego 2010

#375 - Historie Okupacyjne (część pierwsza)

Jeśli idzie o utwory autobiograficznie, to artyści komiksowi w tej materii mogą pochwalić się sporymi osiągnięciami. Tak się złożyło, że w gronie powieści graficznych, w których autorzy opowiadają o sobie i swoim życiu, trafiło się kilka wybitnych i przełomowych prac dla całego komiksowego medium. "Persepolis" Marjane Satrapi, "Blankets" Craiga Thomsona, "Fun Home" Alison Bechdel, żeby wymienić tylko kilka, które znane są także polskim czytelnikom. Niestety, osiągnięcia rodzimych twórców na tej niwie nie są tak spektakularne.

W Polsce prace tego typu można policzyć na palcach dosłownie jednej ręki. Prawdziwe pionierska praca "Życie codzienne w Polsce" Wilhelma Sasnala ginie w pomroce początku lat dziewięćdziesiątych, a za najbardziej udaną komiksową autobiografię uchodzi trylogia (jeszcze powstająca) "Na Szybko Spisane" Michała Śledzińskiego. Zresztą porównanie "Historii okupacyjnych" Zygmunta Similaka do komiksu Śledzia z pozoru wydaje się karkołomne, lecz po prawdzie jest bardzo trafne. Similak, podobnie jak Śledziu, przywołuje z pamięci nie tylko wspomnienia, które później zostaną zrekonstruowane na kadrach, ale również ówczesną, szeroko pojętą obyczajowość. W "NSS" jest to sentymentalny koloryt schyłku PRLu, z rozrzewnieniem wspominany przez dzisiejszych trzydziestolatków. W "Historiach okupacyjnych", jak sam tytuł wskazuje, czasy niemieckiej okupacji lat czterdziestych ubiegłego wieku. Porównując oba tytuły nie można zapominać, że Śledziu stworzył jeden z najwybitniejszych komiksów wolnej Polski, a pracę Similaka, przy odrobinie dobrych chęci, można uznać za utwór najwyżej przeciętny.

Także struktura obu komiksów wydaje się być podobna. Narracja została rozbita na mniejsze, powiązane ze sobą epizody, w których oglądamy wojnę oczami dziecka. Okupacyjna rzeczywistość splata się z podwórkowymi wybrykami i wyobrażeniami kilkulatka o wojnie, która trwa gdzieś w tle, na drugim planie. Mogę jedynie przypuszczać, opierając się na opracowaniach Adama Ruska, że "Historie okupacyjne" utrzymane są w tonie prasowych "filmów rysunkowych" w stylu "Wicka i Wacka" Wacława Drozdowskiego. Zresztą sam autor w wywiadzie dołączonym do albumu przyznaje się do fascynacji przygodami "dwóch honorowych cwaniaków z łódzkiego Widzewa".

Niestety, Similak ma problemy ze spójnością swojej historii, z łączeniem poszczególnych epizodów w całość, bardzo topornie idzie mu prowadzenie fabuły. Z całą pewnością autor jest świetnym karykaturzystą i satyrykiem, mającym w swoim dorobku setki, jeśli nie tysiące rysunkowych dowcipów, lecz narracja obrazkowa to inna para kaloszy, stawiająca twórcy nieco inne wymagania. Kompozycji brak przestrzeni, jego kadry "nie oddychają", są źle skompresowane, przez co komiks wizualnie staje się mniej czytelny. Niekiedy drugi plan jest dopracowany równie szczegółowo, jak pierwszy, przez co kadry stają się niewyraźne. Da się zauważyć tendencję do stosowania tylko jednego ujęcia perspektywicznego, charakterystycznego właśnie dla ilustracji satyrycznej, przez co niektóre sceny są potwornie sztucznie. Oprócz tego, gdy Similak próbuje zastosować inne ujęcia (jak na stronie osiemnastej), w pełni obnaża swoje braki w komiksowym elementarzu – anatomii, skrócie i perspektywie. Oddając jednak sprawiedliwość autorowi "Historii okupacyjnych", trzeba przyznać, że ma świetną rękę do cartoonowej stylistyki, utrzymanej w starym, dobrym stylu.

Gdyby w pierwszej części "Historii okupacyjnych" było coś, co mnie poruszyło, wzruszyło albo rozśmieszyło, przymknąłbym oko na warsztatowe niedoróbki Zygmunta Similaka. Ba, pewnie jeszcze doceniłbym stylizację na oldschoolową oprawę graficzną i dowcip. Ale niestety, podczas lektury komiksu przechodzi się niejako obok historii, dramatów i życia autora, który odważył się opowiadać o nie zawsze przyjemnych momentach ze swojego dzieciństwa.

poniedziałek, 15 lutego 2010

#374 - Komiksowa dekada za Oceanem, cz.1: 2000 - 2002

Dobrych kilka tygodni temu redaktorzy serwisu Comic Book Resources opublikowali podsumowanie pierwszej dekady XXI wieku w komiksowym światku za Oceanem. Sięgając pamięcią do tych minionych dziesięciu lat próbowali przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia i najciekawsze komiksy. Lektura tych tekstów okazała się na tyle ciekawa, że postanowiłem zaadaptować ich obszerne fragmenty. Nie tyle przetłumaczyć, co raczej skomentować po swojemu, niekiedy tylko posiłkując się opiniami CBR'owców. Niektóre rzeczy ominąłem, niekiedy dodawałem coś od siebie, a wszystkie skaziłem swoim subiektywnym sądem. Tutaj można zapoznać się z pierwszym z kolei podsumowaniem, obejmującym lata 2000-2002. W podsumowaniu wzięli udział redaktorzy CBR: Tim Callahan, Shaun Manning, Kiel Phegley, Dave Richards, Steve Sunu, George Tramountanas i Josh Wigler.

Pomyślałem również, że warto byłoby przygotować podobny bilans dotyczące naszego rodzimego rynku, ale na dobrą sprawę, w moim retro-cyklu podsumowałem prawie cały omawiany okres (2002, 2003, 2004, 2005, 2006 i 2007 z dzisiejszej perspektywy), a lata 2008 i 2009 na bieżąco, dlatego trochę głupio byłoby się powtarzać. Ale nie wykluczam, że jeszcze w tym roku do tego pomysłu powrócę, lecz na razie, przenosimy się do krainy tuszem i farbą drukarską płynącej, by przyjrzeć się o ciekawego wydarzyło się w pierwszej dekadzie XXI wieku.

2000-2002

1. Joe Quesada zostaje Redaktorem Naczelnym, a Bill Jemas Głównym Wydawcą w Marvelu

Zajęcie przez Joe'go Quesadę, scenarzystę i rysownika komiksowego, jednego z najważniejszych stołków w największym wydawnictwie za Oceanem wydawało się posunięciem cokolwiek ryzykownym. A przynajmniej wtedy, na początku nowego wieku. Jak się okazało później, zatrudnienie go, jako nowego EIC okazało się początkiem nowej ery w Domu Pomysłów. "Quesada był najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła się Marvelowi od czasów Stana Lee", jak pisze George Tramountanas i trudno się z nim nie zgodzić. Skończyły się rządy redaktorów prowadzących konkretne serie i rodziny tytułów, rysownicy i, przede wszystkim, scenarzyści odzyskali pełną władzę nad komiksami, które rysowali i pisali. Więcej – wiedzieli, że tam, na górze pracował jeden z nich, twórca, który doskonale rozumiał, na czym polega ich praca.

Quesada wyznaczył Marvelowi kierunek, którym wydawnictwo podążą do dzisiaj. To on wymyślił imprint MAX, kontynuował cieszącą się sporym powodzeniem linię Marvel Knights, której był współtwórcą, to on podpisał ekskluzywne kontrakty z najlepszymi pisarzami w branży. Mutantów oddał Grantowi Morrisonowi, Człowieka-Pająka – J.M. Straczynskiemu, a autorowi kryminałów z Cleveland, Brianowi M. Bendisowi kazał pisać "Ultimate Spider-Mana". Za jego kadencji tpb'y stały się stałym elementem procesu wydawaniu komiksów, to dzięki jego zarządzaniu filmowymi licencjami Marvel stał się wkrótce liczącą się siłą w Hollywood. Te oraz inne wydarzenie, które pojawią się jeszcze w podsumowaniu, doskonale ilustruje jak wielką rolę Joe odegrał w komiksowym przemyśle.

Oczywiście, Quesada ma na swoim koncie kilka nieudanych i błędnych decyzji. Nie wszystkim podoba się polityka wydawnicza od jednego wielkiego (i najczęściej rozczarowującego) eventu, do drugiego, kiedy twórcy muszą podporządkować się wytycznym swojego pryncypała. Z powodu tego, co zrobił "Spider-Manowi" w "One More Day" i "Brand New Day" narobił sobie dozgonnych wrogów wśród miłośników Człowieka-Pająka. Nie mogą oni jednak w niczym zaszkodzić pozycji człowieka, który rządzi komiksowym imperium i z wielkimi nadziejami (Disney! Digital Comics Unlimited! Filmowi "Avengers"!) patrzy w przyszłość.

2. Narodziny imprintu Ultimate i premiera "Ultimate Spider-Mana"

Niewielu wróżyło imprintowi Ultimate sukces, a pomysł na opowiedzenie losów jednego z najpopularniejszych super-bohaterów kojarzył się głównie z nieudaną historią Johna Byrne'a "Spider-Man: Chapter One". Ale Marvel zaryzykował i zgarnął całą pulę. "Ultimate Spider-Man" po dziesięciu latach i ponad stu zeszytach na stałe zadomowił się na amerykańskim rynku, nigdy nie schodząc poniżej niezłego poziomu, głównie za sprawą Briana M. Bendisa trzymającego pieczę nad serią. W dużej mierze dzięki jego sukcesowi, wystartowały kolejne unowocześnione wcielenia "Fantastic Four" Warrena Ellisa, "X-Men" Marka Millara czy "Ultimates" tegoż.

W pierwszej dekadzie XXI wieku serie spod szyldu U-universe bardzo długo należały do tytułów godnych czytelniczej uwagi, wyróżniających się na tle super-bohaterskiej papki. Dopiero całkiem niedawno, segment "Ultimate" nieco się załamał z dość prostego powodu – brakło nowych pomysłów, a co bardziej uznani twórcy skupili swe siły na kanonicznych seriach i bohaterach. Po zrestartowaniu pod nieco innym nagłówkiem ("Ultimate Comics") Człowiek-Pająk, jako jedyny, obok zreformowanych Mścicieli, przetrwał loebowskie Ultimatum i wciąż może cieszyć się dobrą sprzedażą i czytelniczym powodzeniem.

3. Prawdziwe życie Rosomaka

Przez te ostatnie kilka lat Wolverine stał się jednym z najpopularniejszych herosów ze stajni Marvela, na stałe dołączając do panteonu ikon Domu Pomysłów. Jednym z najbardziej intrygujących cech uzbrojonego w adamantowe szpony mutanta, było jego pochodzenie, które redaktorzy Marvela bardzo długo utrzymywali w tajemnicy. Fani przez 25 lat głowili się nad jego originem, aż w końcu Quesada i Jemas postanowili pozbawić Rosomaka jego tajemniczej przeszłości na łamach mini-serii "Origin". Co ciekawe, kiedy białe plamy w biografii Wolverine'a stopniowo były zapełnianie, bohater nic nie stracił na swojej popularności, czego najlepszym dowodem było pojawianie się równolegle w kilku seriach na raz.

Dla Tim Callahan zdradzenie przeszłości było złym pomysłem, a praca Paula Jenkinsa, Andy'ego Kuberta i Richarda Isanove była złym komiksem. Ja bym jednak nie był taki surowy dla "Originu", który doczekał się wydania na polskim rynku nakładem Mandragory i zrobił na mnie pozytywne wrażenie. O wiele gorsze zdanie mam o serii "Origins" Daniela Way'a, która wyzyskuje pomysł opowiadania o przeszłości Jamesa Howletta, prowadząc do straszliwych konsekwencji, jakim było popsucie całkiem ciekawego konceptu syna Wolverine'a Dakenem.

4. Rusza „Y: Ostatni człowiek”

Wielka szkoda, że Manzoku spaliło "Y: Ostatniego z mężczyzn" na polskim rynku, bo przypuszczam, że seria autorstwa Briana K. Vaughana mogła stać się przebojem na miarę "Baśni", "Żywych Trupów" albo nawet "Sandmana". Za Oceanem bowiem tytuł odniósł porównywalny sukces, przywracając blask nieco przykurzonemu imprintowi Vertigo. Przepis Vaughana był bardzo prosty – weź fajny pomysł (tytułowy bohater, jako prawie ostatni żyjący samiec na naszej planecie), dobrze rozpisz fabułę (jeśli już raz się wpadło w "Ygreka", to trzeba go doczytać do ostatniej strony) i dopraw popkulturowymi smaczkami według uznania.

Wyszło naprawdę świetnie, czego najlepszym dowodem byli nowi czytelnicy, którzy wkręcali się do komiksu właśnie poprzez "Y: The Last Man". Tim Callahan jest zdania, że seria Vaughana i Guerry była jedną z pierwszym komiksowych pozycji, które imitowały sposób budowania historii znany z telewizyjnych seriali w typie "Lostów" czy "Prison Break", powielany później na niwie komiksowej w "Żywych Trupach" czy "Baśniach".

5. Premiera filmowego "Spider-Mana"

Pierwszy kinowy "Spider-Man" Sama Raimiego z Tobey'em McGuire w roli tytułowej zaliczył najlepsze otwarcie w historii celuloidowych adaptacji komiksów… przynajmniej do premiery "Spider-Mana 3" i "Mrocznego Rycerza". W pierwszej dekadzie XXI wieku możliwości technologiczne pozwoliły w zadowalającym stopniu odwzorować przygody komiksowych herosów. Myślę, że to właśnie Człowiek Pająk pokazał, że filmowe adaptacje komiksowym mogą stać się prawdziwymi blockbusterami i przynosić krociowe zyski wydawcom i wytwórniom. Shaunowi Manningowi film się podobał, ale wiedział, że jego sukces pozwoli na realizację kolejnych, jeszcze bardzie kosztownych i epickich projektów.

A sam "Spider-Man" był naprawdę dobrym filmem. Świetnie dobrana obsada (choć Mary Jane może być dyskusyjnym wyjątkiem od tej reguły, ale moim zdaniem, jako piękność z przedmieścia sprawdziła się dobrze), kilka naprawdę mocnych momentów, niegłupi i trzymający się oryginalnej wersji scenariusz, Nawet zmiany w originie Pajęczaka uznaje ze trafne, bo nigdy nie byłem przekonany do siecio-miotaczy, będących genialnym wynalazkiem Petera. "Jasne, było wiele rzeczy, które nie do końca były dopracowane, ale jako całość film doskonale uchwycił charakter i ducha Spider-Mana". Amen.

6. Pierwszy Free Comic Book Day

U założeń Dnia Darmowego Komiksu legło przekonanie, że rozdając komiksy za darmo można dotrzeć do nowych czytelników, którzy do tej pory po historyjki obrazkowe nie sięgali. Sprawą dyskusyjną jest czy udało się to rzeczywiście osiągnąć. Z pewnością udało się osiągnąć coś innego – FBCD stał się prawdziwym świętem dla czytelników, siedzących w komiksach bardzo głęboko. Tim Callahan co roku jedzie ze swoimi dzieciakami do najbliższego sklepu, uczestniczącego w akcji, co zabiera mu dobrą godzinę, żeby móc przebierać w ofercie darmowych zeszytów. To jedynie taki dzień w roku, w którym można opuścić sklep z siatą pełną komiksów i pełnym… portfelem.

"Największym problemem FBCD jest to, że stanowi wielkie wydarzenie dla stałych czytelników, które kompletnie nie interesuje tych, którzy z komiksem nie mają nic wspólnego. Jeśli tylko wydawcy wpadliby na pomysł, jak dotrzeć z imprezą do mas, wszystkim wyszłoby to na zdrowie" – trafnie podsumował Josh Wigler. Pomysł rozdawania komiksów za darmo na polskim gruncie zaszczepiło wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi w 2007 roku. Z roku na rok coraz większa liczba wydawców bierze udział w tej akcji, ale w porównaniu ze swoim amerykańskim odpowiednikiem, Polski Dzień Darmowego Komiksu ma lokalny i jeszcze bardziej fanowski charakter.

niedziela, 14 lutego 2010

#373 - Trans-Atlantyk 76

Kilka tygodni temu, przy okazji marcowych zapowiedzi wydawnictwa Image Comics, na łamach Komix-Espressu z radością informowaliśmy, że w 201 numerze serii "Spawn" za rysunki odpowiadać będzie nasz rodak, Szymon Kudrański. Przy okazji zapowiedzi kwietniowych wyszło na jaw, że i przy kolejnym zeszycie swojego talentu użyczy rysownik m.in. "Zombie Cop", a jak zostało to ostatnio ogłoszone, Szymon należy już oficjalnie do nowej ekipy twórców, która przez kolejne numery będzie przedstawiać losy znanego dobrze u nas bohatera! Szukając następcy Whilce'a Portacio, który przez dłuższy czas był regularnym rysownikiem serii, Todd McFarlane ogłosił na swoim Twitterze konkurs na nowego artystę. Twórca Spawna szukał prawdziwego diamentu, który wprowadziłby nieco więcej realistycznej kreski do serii, zaraz po jubileuszowym dwusetnym numerze. Taką osobą okazał się właśnie Szymon Kudrański, którego zgłoszenie sprawiło, że McFarlane stwierdził iż, "to jest gość, który robi to o co mi właśnie chodzi!". Tym samym Szymon, wraz z nowym scenarzystą Willem Carltonem, przejmie "Spawna" od 201 numeru i niech rysuje jego przygody tak długo jak tylko się da! Jednak na debiut rodaka na łamach serii trzeba będzie nieco poczekać - 3 marca, czyli w miesiącu w którym owy 201 numer miał się pojawić w sklepach, do sprzedaży trafi dopiero 196 zeszyt serii, więc z podziwianiem rysunków Szymona trzeba będzie poczekać do drugiej połowy roku. Na pocieszenie fantastyczna grafika artysty przedstawiająca właśnie Spawna! (ŁM)

The Super F*ckers to młodzieżowa grupa superbohaterów, do której wszyscy chcą dołączyć - a przynajmniej jest tak według opisu jaki widnieje na stronie Top Shelf, wydawcy przygód tej super drużyny. W marcu do sklepów zawita pierwsze wydanie zbiorcze tej serii, zbierające odcinki #271-279 (a tak na prawdę zeszyty #1-4) oraz pierwszy numer przygód jednego z członków drużyny - Jacka Kraka. Twórcą tego komiksu jest James Kochalka, znany z takich dzieł jak "American Elf", "Cute Manifesto", "Johnny Boo" czy "Pinky & Stinky" w których występują kosmici, elfy czy astro-prosiaki. Jednak "The Super F*ckers" to pierwszy komiks, w którym Kochalka bierze się za klimaty superhero. Jak sam wspomina, w dzieciństwie wolał on raczej komiksy o Casperze, przyjaznym duszku, a nie o Hulku, którego wszystkie komiksy z jego udziałem oddał koledze, kiedy odkrył, że bohater Dom Pomysłów jest w rzeczywistości olbrzymim potworem. I dopiero po dłuższym czasie zaczął on czytać superbohaterskie historie. Seria ta - jak przyznaje autor - jest efektem wieloletnich rozmyślań na temat natury świata i tego jak każda zamieszkująca go żywa istota egzystuje tylko dzięki konfliktom z innymi. Zdaniem Kochalki wszyscy ludzie są mordercami - łącznie z wegetarianami, którzy każdego dnia zabijają niezliczoną ilość wirusów i bakterii. Co prawda nieświadomie, ale morderstwo jest jednak morderstwem. Te spostrzeżenia doprowadziły do powstania Teorii Złego Świata, która podczas tworzenia komiksu znacząco wpłynęła na jego ostateczny kształt. Można by jeszcze długo pisać, cytować i namawiać do kupna, ale może po prostu podlinkuję kilka rzeczy, aby każdy sam zdecydował czy warto sięgnąć po ten komiks: zapowiedź wydania zbiorczego, kilka słów od twórcy oraz animacja z hymnem supergrupy, jego tekstem i możliwością ściągnięcia go w postaci pliku muzycznego.. Super F*ckers! (ŁM)

* z okazji 75 urodzin "New Yorkera" Françoise Mouly zaprosiła Ivana Brunettiego, Chrisa Ware'a, Adriana Tomine i Daniela Clowesa do przygotowania cudownych okładek. Nerdgasm! *

Jeśli chodzi o komiksy spod szyldu Dark Horse, to interesują mnie głównie dwaj bohaterowie - Zbir i Hellboy. I patrząc na majowe zapowiedzi tego wydawnictwa, mogę śmiało powiedzieć, że jestem zadowolony. Do sprzedaży trafi bowiem zbiorcze wydanie dwunastu numerów serii "Goon" (#20-31), na łamach których w 2008 roku (i jednym na samym początku 2009) rozegrała się najdłuższa i najpoważniejsza historia, w której zza grobu powrócił Labrazzio i namieszał nieco w życiu Zbira i jego przyjaciół. Lekturę "Goon Year: The Return of Labrazzio" mam już co prawda dawno za sobą, ale z przyjemnością odświeżę sobie tę historię przy okazji tego ekskluzywnego wydania, które z radością powitam na mojej półce. Oprócz dwunastu numerów HaCek zawierać będzie przygotowaną specjalnie na tę okazję ilustrację Erica Powella, której każdy egzemplarz zostanie podpisany przez autora. "The Goon: Fancy Pants Edition Volume 3 - Goon Year" znajduje się co prawda w zapowiedziach majowych, ale data jego premiery to 7 lipca. Prawie trzysta stron tej fantastycznej historii kosztować będzie 35 dolarów bez jednego centa, i przyznam szczerze, że patrząc na tą cenę byłem szczerze zadowolony, bo spodziewałem się raczej czegoś w okolicach pięćdziesięciu zielonych (które swoją drogą i tak bym zapłacił). Po stokroć warto! (ŁM)

* od 606 numeru serii "Captain America" scenariusze Eda Brubakera będzie ilustrował Butch Guice, znany z rysunków do "CA: Who will wield the shield" *

Jak już wspomniałem wyżej, Dark Horse to dla mnie przede wszystkim Zbir i Hellboy. A skoro pisałem też, że z oferty majowej jestem zadowolony i napisałem już o tym pierwszym, to muszę jeszcze w kilku słowach wspomnieć o komiksie, w którym pojawi się Piekielny Chłopiec. "Hellboy in Mexico (or, a drunken blur)" będzie kolejnym łanszotem autorstwa Mike'a Mignoli i Richarda Corbena. Na łamach mającego swoją premierę piątego maja zeszytu, przedstawiona zostanie historia z lat 50-tych w której Hellboy styka się z tamtejszymi wampirami-zapaśnikami (którzy w Meksyku określani są jako "luchadores"), żywymi trupami, opętanymi przez zło indykami oraz nietoperzastym bóstwem - a wszystko to w oparach wysokoprocentowej tequili. Zapowiada się na kawał(ek) solidnej i bezpretensjonalnej jazdy bez trzymanki. One-shot posiadać będzie dwie okładki - jedną autorstwa Corbena, i drugą Mignoli. I jak dla mnie ten pierwszy mógłby zostać mianowany jedynym rysownikiem przygód Czerwonego, bo w tej roli spisuje się wyśmienicie. (ŁM)

*Tony Bedard zastąpi Petera Tomassiego na stanowisku scenarzysty "Green Lantern Corps" w maju 2010 roku *

W maju, w uniwersum DC, rozpocznie się wojna pomiędzy Ziemią a Nowym Kryptonem, będąca efektem historii "World of New Krypton" i nadchodzącego "Last Stand of New Krypton" w którym mieszkańcy tej planety muszą bronić się przed inwazją armii dowodzonej przez Brainaca. Wojna naszych z Kryptończykami rozgrywać się będzie na kartach pięciu zeszytów (#0-4) wchodzących w skład mini-serii "War of the Supermen". Pierwszy z nich, numer zerowy, będzie darmowym zeszytem wydanym w ramach Free Comic Book Day 2010, wprowadzającym czytelników do tych wielkich wydarzeń. Natomiast sama walka zostanie zaprezentowana w kolejnych czterech zeszytach - cała wojna ma trwać równo 100 minut, a każda z części ma przedstawiać 1/4 tej potyczki. Wszystkie zeszyty tego blitzkriegu pojawią się w sklepach w maju i dzięki temu czytelnicy w stosunkowo krótkim czasie przekonają się kto wygra w wojnie pomiędzy setką tysięcy Kryptończyków, a Armią Planety Ziemia. Ciekawe jest również to po czyjej stronie opowie się sam Superman, jak i inne postaci z charakterystyczną eSką na piersi - Supergirl, Superboy czy Steel. Ale to wszystko w piątym miesiącu tego roku za sprawą Jamesa Robinsona i Sterlinga Gatesa (scenarzyści), oraz Eddy Barrowsa, który odpowiada za rysunek oraz okładki wszystkich wspomnianych zeszytów. (ŁM)

* promo poster serii "Nemesis" do zawieszenia w sklepach komiksowych - w zamian można liczyć na podanie adresu sklepu w pierwszym zeszycie nowej serii Millara i McNivena *

Z każdym kolejnym tygodniem Marvel odsłania coraz więcej informacji na temat Heroic Age - ery, która rozpocznie się wraz z ostatnią stroną ostatniego numeru "Siege". Póki co oznaczało to głównie nowości dotyczące wszelkich grup Avengers, ale z poniższych newsów można się dowiedzieć co nieco o planach dla innych bohaterów. W zeszłą niedzielę pisałem o składzie tych najważniejszych, bez przymiotnikowych Mścicielach, jednak jak się okazuje, piątka herosów zaprezentowanych na teaserach nie jest całym składem tej super grupy. Jak pokazuje (słaba) okładka do pierwszego numeru, w szeregach zespołu pozostanie Spider-Man i Wolverine. A nawet z nimi nie jest to pewnie cały skład drużyny. W ostatnich dniach, Dom Pomysłów wypuścił sześć grafik przedstawiających członków nowej grupy o nazwie Secret Avengers. Hmm.. "przedstawiających" to może jednak zbyt duże słowo, ponieważ na teaserach widniały jedynie czarne plamy po których to fani mieli się domyślić kto wejdzie w skład owych Sekretnych Mścicieli. Na dobrą sprawę można powiedzieć, że wśród tej szóstki znajdzie się jedna kobieta, najprawdopodobniej ktoś w pancerzu podobnym do Iron Mana oraz przynajmniej jedna jednostka latająca. Twórcy, którzy przedstawią losy tajemniczej szóstki to Ed Brubaker, który raczej nigdy dobrze sobie nie radził w pisaniu serii o superbohaterskich drużynach oraz Mike Deodato, który lubi nadawać rysowanym przez siebie postaciom twarze znanych osób. (ŁM)

* Paul Johnstone, czyli oryginalny ShadowHawk, powraca w maju! *

Wraz z prawdopodobną śmiercią Herculesa, seria "The Incredible Hercules" dobiegnie końca wraz z numerem 141, a pałeczkę bo tym bohaterze ma przejąć Amadeus Cho. Przygody szóstego, bądź siódmego najinteligentniejszego człowieka na planecie będą kontynuowane na łamach serii "Prince of Power", która startuje w maju, wraz z Heroic Age. Jej autorami będzie duet Greg Pak i Fred van Lente oraz rysownik Reilly Brown. Twórcy zapowiadają, że przygodowo-humorystyczny klimat zostanie utrzymany w nowej serii. Oprócz tego zamierzają wprowadzić pełnoetatowego arcy-wroga nastoletniego już Cho, którym ma być ktoś z otoczenia Hulka oraz zakumplować go z Thorem. Na dalsze występy może liczyć również Atena, a także szereg nowych bóstw wprost z mitologii egipskiej i indyjskiej. "Prince of Power" ma być on-goingiem, choć autorzy dosyć wykrętnie wypowiadali się o trybie wydawniczym nowego tytułu, jakby dając do zrozumienia, że prędzej czy później Herc wróci po swoje... (KO)

* wspominane ostatnio HeroClixy wkroczą latem tego roku do uniwersum.. Strażników! *

Jeff Parker w 2006 przywrócił uniwersum Marvela Agents of Atlas, zbieraninę dość dziwacznych herosów. Najpierw w mini-serii, potem w regularnym on-goingu. Teraz, po wydaniu jedenastu numerów, "Agents of Atlas" w ramach Heroic Age zostają przemianowani na bardziej chwytliwe "Atlas". I będą numerowani od #1, bo nie od dziś wiadomo, że nic tak nie nakręca sprzedaży jak reset numeracji. Do Parkera dołączą rysownicy Gabriel Hardman i Chris Samnee oraz Terry Dodson, który będzie zajmował się okładkami. Scenarzysta w wywiadzie udzielonym CBR nie zdradził zbyt wielu konkretnych informacji. Wiadomo, że galeria łotrów Agentów powiększy się o kilka dziwacznych postaci, a wątki rozpoczęte w poprzednich seriach, będą kontynuowane. Do ekipy dołączy również 3-D Man, heros znany z kart "Avengers: Initiative". Pierwszy numer "Atlas" ukaże się oczywiście w maju. (KO)

* w zeszłym tygodniu był Bat-jaskiniowiec, Bat-łowca czarownic, a teraz mamy Bat-pirata, Bat-kowboja, Bat-detektywa i Bat-Batmana? Wszystko to, to okładki sześcionumerowego "Batman: Return of Bruce Wayne" *

Wraz z 579. zeszytem on-going "Fantastic Four" wkracza w Heroic Age. Dla scenarzysty Jonathana Hickmana ten numer zdefiniuje kierunek, w którym jego seria będzie podążała przynajmniej do sześćsetnego numeru (kiedy, jak można przypuszczać, serię przejmie ktoś inny). Co ciekawe, w czasach kiedy fabuły są przykrajane tak, aby łatwo zbierać je w trejdy, Hickman zamierza zamknąć fabułę jedynie na 24 stronach. Majowy numer "FF" będzie opowiadał o reakcji Reeda Richardsa na "Siege", założeniu "Future Foundation" i skupi się jeszcze mocniej na relacjach pomiędzy dziećmi, a ich fantastycznymi rodzicami. Według Hickmana jego wersja Pierwszej Rodziny Marvela doskonale pasuje do koncepcji Heroic Age. Całość zilustruje Neil Edwards. (KO)

"Geek Honey of the Week"
(Catwoman jakiej nie znaliście)

sobota, 13 lutego 2010

#372 - Komix-Express 26

Dzisiejszy wstęp będzie na dwa głosy - Janusza i Kuby:

Wszystko zaczęło się od małej "prośby" Repka na Polterze, byśmy porozmawiali o komiksie. Wiele tematów w naszym środowisku jest regularnie wskrzeszanych na forach i serwisach, a jednym z nich jest właśnie kwestia braku merytorycznej rozmowy w sieci. I choć jedni "prośby" takie uważają za małe prowokacje, a drudzy (używając forumowej nomenklatury) za necroposting, to prawdą jest, że zazwyczaj skutkuje to pewnym ożywieniem dyskusji o kondycji komiksu i innych pochodnych tematów. I tym razem nie było inaczej, gdyż w mijającym tygodniu przez komiksową sieć przewinęły się rozmowy z Lisowym zapytaniem "co z tym komiksem?" Dominik Szcześniak w ziniolowej "Pigule" (polecam!) nie zgodził się z Repkiem, twierdząc, że rozmów o komiksach jest sporo, często nawet bardzo konstruktywnych, ale trzeba ich szukać poza internetem. Jednak i na te słowa znalazł się - jakby rykoszetem - kontrargument, tym razem ze strony forum Gildii, na którym od kilku dni trwa dyskusja o enigmatycznym tytule "polskiego czy zagranicznego?". I choć Śledziu prowokacyjną tezę, że Polacy wolą kupować komiksy zagraniczne aniżeli rodzime, skomentował krótko, to wątek rozwinął się w dywagacje o motywacjach naszych komiksowych zakupów, która bardzo odbiega od standardowych przepychanek miłośników twardych i miękkich okładek.
(JT)

Uderz w stół, a nożyce się odezwą, chciałoby się powiedzieć. Tuż po tym felietonie Repka i wypowiedzi Lucka w
sieci rozgorzała dyskusja na jeden z naszych dyżurnych tematów, czyli Kondycji Polskiego Komiksu i ogólnie pojętej Sytuacji Polskiego Komiksiarza. Podobnie, jak kilka innych wątków, także ten powraca z regularnością najtwardszych super-łotrów, traktujących grobową deskę, jak drzwi obrotowe. Niestety, często kolejna inkarnacja bywa o wiele mniej złowieszcza i groźna od poprzedniej. Trudno więc się dziwić, że taki "come back" spotyka się z drwiącym lekceważeniem części potencjalnych dyskutantów i milczącą obojętnością innych. Bo ile razy można truć o tym samym?

W sporze pomiędzy "Ziniolem", a komiksową dywizją Poltera na dobrą sprawę i Repek, i Lucek mają rację.

Tak, w sieci o komiksie się nie dyskutuje, tylko gada. Wrzuca jednolinijkowce, twittuje, trolluje, off-topuje. Nabija posty albo, często w dobrej wierze, wskrzesza tematy po wielokroć przerobione. I w sumie jest fajnie, nieco przaśnie, ale fajnie. Od zawsze merytoryczne, otwarte, zmierzające do jakiejś konkluzji, nie podszyte osobistymi urazami (będących solą każdego środowiska artystycznego!) dysputy są tylko pobożnym życzeniem tych, którzy chcieliby w taki właśnie sposób rozmawiać. Wiem, bo sam chciałbym. Często takie dyskusje odbywają się w kawiarnianych zaciszach, w pociągach zdążających na konwent, wśród, niekoniecznie komiksowych, kumpli przy pizzy. Od przypadku, do przypadku. W internecie też się trafiają, o ile dokładnie przeczesze się jego bebechy.

Inną kwestią stanowią współdyskutanci, bo prawda to znana od dawna, że zainteresowani komiksem, po zapoznaniu się z zawartością ostatniej paczki i nasyceniu się blogowo-serwisową publicystyką, mają zwyczajnie dość. To już nie te czasy, kiedy na rynku pojawiały się trzy komiksy na krzyż i każdemu z nich przyglądano się pod forumową lupą. Teraz kolorowe zeszyty i albumy w twardych oprawach przerabia się masowo, na akord, byle więcej. Nawet, jak już trafi się taki potencjalny interlokutor, spełniający wszelakie wymogi intelektualno-kulturalne, to dość szybko okazuje się, że nie ma gdzie podzielić się swoją opinią. Nie wiem czy epoka Web 2.0 nie przyniosła więcej szkody, niż pożytku, wprowadzając więcej chaosu niż demokracji. Dawniej, było jedno, lepsze lub gorsze, forko Gildii, a wcześniej Wraka, które zbierało w jednym miejscu sporą część środowiska. A teraz wszystko się porozbijało, zdecentralizowało, zburdelizowało, każdy dorobił się swojego obrządku i tylko czeka przy płocie na jakiegoś zbłąkanego dyskutanta. A rzeczone dyskusje nieregularnie rozlewające się po sieci, w często zaskakujących kierunkach, trudno opanować bez dobrze zorganizowanego czytnika RSS. (KO)

Konkurs na nowe logo "Ziniola" ogłoszony przedostatniego dnia grudnia (a nie stycznia, jak błędnie podaliśmy) przez Dominika Szcześniaka, w ostatnią środę został rozwiązany. Redakcji kwartalnika kultury komiksowej w składzie: Jakub Jankowski. Paweł Timofiejuk i wspomniany Lucek najbardziej do gustu przypadł projekt autorstwa grupy Bitter Lix. Elegancki, prosty i nowoczesny, choć mało komiksowy moim zdaniem. Większość nadesłanych propozycji można obejrzeć w na blogu. "Galeria odrzuconych", w której można zobaczyć prace między innymi Denisa Wojdy, Otoczaka czy Jarka Obważanka prezentuje się naprawdę zacnie. (KO)

Taurus Media zaprezentował swoje wstępne plany na obecny rok i w porządku chronologicznym mają to być następujące komiksy: "Żywe Trupy: Tu pozostaniemy" 9 (luty), "Torpedo" 2 (marzec), "Ostatni Muszkieter" Jasona (kwiecień), "Niczego nie ruszać" Beziana i Simsolo (kwiecień), pierwsza (z dwóch) część "Nocturno" Sandovala (maj), "Żywe Trupy" 10 (czerwiec), druga i trzecia część komiksu "Hector Umbra" zebrane w jednym albumie (sierpień), "Torpedo" 3 (październik), "Żywe Trupy" 11 i drugi w tym roku komiks Jasona (listopad) oraz czwarty i ostatni tom "Borgii" (prawdopodobnie na początku grudnia). Jak widać w powyższym zestawieniu tylko do stycznia, lipca i września nie przypisano żadnych komiksów, ale jako, że są to plany wstępne, to może i w tych miesiącach (naturalnie oprócz stycznia) pojawią się kolejne "bycze" albumy. Cieszy przede wszystkim duża ilość umarlaków, która pozwoli polskiemu czytelnikowi być na bieżąco z wydaniami zbiorczymi w porównaniu z USA (na dzień dzisiejszy), oraz kolejne rzeczy twórcy fenomenalnego "Stój...", które to wydają się być końmi pociągowymi wydawnictwa. I tylko "Mr Puncha" brak. (ŁM)

Obok zapowiedzi Taurus Media także inni edytorzy zaktualizowali swoje plany wydawnicze na początek 2010 roku. Nowym tytułem wśród zapowiedzi Hanami będzie "Morfina" autorstwa Kumiko Saiki. Z opisu wydawcy trudno coś konkretnego wyczytać na temat tego albumu. Komiks ukaże się w lipcu tego roku, a pierwotnie był publikowany w odcinkach na łamach magazynu "Feel Young". "Morfina" będzie liczyła 208 stron i kosztowała 29 złotych. Inny mangowy edytor, JPF, przedstawił ramowy terminarz wydawniczy na pierwszą połowę bieżącego roku. Wśród zapowiadanych tytułów znalazł się ostatni, dziesiąty tomik "Hellsinga" Kouty Hirano. Od marca seria "Bleach" Tite Kubo będzie wydawana w cyklu miesięcznym. Przebudził się także krakowski Post, podając konkretną datę wydania nowego albumu "Corto Maltese" zatytułowanego "Złoty dom w Samarkandzie" (tuż po Walentynkach, piętnastego lutego), a dzisiaj swoją premierę miało "Pod prąd" Sebastiena Chrisostome, polski wybór w Angouleme. Na swoją kolej wciąż czeka trzeci "Kot Rabina" ("Wygnanie") i prace Arta Spiegelmana (premierowe "Breakdowns" i zbiorcze wydanie "Mausa"). (KO)

W przeszłości kilkukrotnie informowałem na łamach Trans-Atlantyku o superbohaterskich wzorach i motywach widniejących głównie na koszulkach w różnych sklepach. Był H&M, była Zara, był Pull and Bear i przyszła również pora na Bershkę. Od jakiegoś czasu w sklepach tej sieci dostępne są t-shirty z bohaterami Marvela, w tym Wolverine autorstwa Bianchiego, Thor w wykonaniu Coipela, Hulk Davida Fincha czy Kapitan Ameryka i spółka w wykonaniu Michaela Turnera. Dodatkowo do nabycia jest również szara bluza z Ghost Riderem. W przeciwieństwie do tradycyjnych tego typu dewocjonaliów, nadruk nie jest kolorowy a czarno biały, więc przy okazji buszowania po sklepowych półkach warto mieć to na uwadze. Ceny za to tradycyjne - około 70 zł za koszulkę. Za bluzę więcej, ale o ile to już nie pamiętam. Chudy - dzięki za cynk! (ŁM)

Dosyć nagle i niespodziewanie na Ligaturze pojawił się drugi numer kwartalnika kultury cartoonowej "Karton". Do znanych już serii i twórców dołączyły gościnnie trzy osoby - Przemysław Truściński ze swoją "szczyptą realizmu", Mohamed Elsayed Tawfik z komiksem "Mój rower" oraz Katie Shanahan ze "Shrub Monkeys". Występ ostatniego gościa wiąże się z debiutem na łamach "Kartonu" nowej rubryki Kar://Net prowadzonej przez Zuzannę Kochańską i mającej za zadanie zaprezentowanie najlepszych web-komiksów. Przykładowe plansze i szczegółowy spis treści do wglądu na stronie kwartalnika, a całość, czyli 36 stron w czerni i bieli nieustannie za jedyne pięć złotych! (ŁM)

piątek, 12 lutego 2010

#371 - The Batmans: Track 27 - Mica

"Mica, komiksiarz-amator, dzielący drobiny wolnego czasu miedzy opiekę nad swoja dwuletnia księżniczka Ro (cmok!), oglądanie piłki nożnej w TV i okazjonalną działalność komiksową. W trzecim numerze tkachozowego Maszina okazała się jedyna opublikowana plansza jego autorstwa, "Sklep ze sztuką". W sieci z mniejszą lub większą regularnością ukazywały się krótkie serie pasków z cyklu "Żyrafy, świnie i ludzie" i jednoplanszówek z przygodami "Flupke i Gagarina", najsłynniejszych fenomenologów świata. Mica nie interesuje się muzyką, stąd jego ulubionym instrumentem jest instrument Supermana, ale wyciąganie z tego wniosków dotyczących orientacji seksualnej może okazać się chybione." Tak o samym sobie napisał autor dzisiejszego Batmana, którego to grafika jest nawiązaniem do okładki 44 numeru "World's Finest Comics"! Pięknie dziękujemy! (ŁM)
Nigdy jeszcze się nie zdarzyło, aby wszyscy biorący udział w zabawie byli tak zgodni w swoich odpowiedziach - nie ma więc powodu, aby przedłużać ogłoszenie i tak oczywistej jak widać informacji. Gratulacje dla Jarka Kozłowskiego, który nie dość, że przerwał świetną passę Wondera, to jeszcze zrobił to w błyskawicznym tempie 5 minut od zaprezentowania fragmentu grafiki! Brawo!

Po ostatnich trzech edycjach Muzycznych Batmanów ciśnie się na klawiaturę jedno pytanie: czy pojawi się jakiś śmiałek, który przerwie serię zwycięstw Mariusza Ciechońskiego? Po zliczeniu punktów ze wszystkich konkursowych edycji wyszło, że nadal koszulkę lidera posiada Maciej Pałka (5 wygranych), a tuż za nim czai się właśnie Wonder (4). Trzyosobowa grupa pościgowa - Piotrek Nowacki, Jacek Jastrzębski i Szymon Holcman - ma po dwa punkty, a dalej znajduje się pięć osób z jedną wygraną. Do końca naszej zabawy jeszcze minimum 23 grafiki, więc wszystko do tego czasu może się zmienić. Tym samym zapraszamy do zabawy wszystkich, którzy mają pomysł (albo nawet i nie) kim może być dzisiejszy twórca - powodzenia! (ŁM)

czwartek, 11 lutego 2010

#370 - Sentymentalnie o TM-Semicu, cz. 1

Ostatnio odwiedził mnie Kuba. A ponieważ była to jego pierwsza wizyta w moich skromnych progach, chciał zobaczyć to, co jeden komiksiarz chce zobaczyć u innego komiksiarza. Półkę z komiksami. I muszę szczerze napisać, że zawód na Jego twarzy był tak przejmujący, że i mi się on udzielił. Skutek tego był taki, że po raz pierwszy od dawna przejrzałem gruntownie swoją "kolekcję" komiksów i mając w rękach tych kilka starych, "doświadczonych" TM-Semiców, które mi się uchowały, przypomniałem sobie, że kiedyś nie miałem gdzie tego trzymać. A jednak pozbyłem się większości tych komiksów i to wcale nie z powodu, że "byłem na to za stary". Po prostu tamte historie przestały mnie bawić. Ale co z tymi wyjątkami, które uchowały się u mnie do dnia dzisiejszego zapytacie? No właśnie. Przeglądając je teraz, byłem pod wrażeniem, że te kilkanaście lat temu robiąc porządki w mojej szafie, zostawiłem sobie (nie zawsze świadomie) te komiksy, które dzisiaj moim zdaniem są najlepsze z czasów monopolu Marcina Rusteckiego.

Tak więc, po tym przydługawym wstępie, zapraszam na subiektywny TOP komiksów TM-Semica....

Na pierwszy ogień wybrałem kwintesencje tamtych komiksowych lat, czyli zeszyty. A konkretniej te z Batmanem w roli głównej, moim ulubionym "trykociarzu". Nie zaprzeczę, że na fakt posiadania części tych komiksów w swojej kolekcji, ma wpływ fakt, że są one w stanie "agonalnym". Ale w tym przypadku cieszę się, że papier jest tak delikatny. Gdyby nie to zapewne nie miałbym tych zeszytów, które należą do mojego kanonu historii o Batmanie.

Zabójczy Żart (Batman 1/91)
scenariusz: Allan Moore
rysunek: Brian Bolland


Jak można pisząc o Batmanie wydanym w Polsce nie wspomnieć o "Zabójczym Żarcie"? I choć zaczynać od tego komiksu jest strasznym banałem, to pozwolę sobie na to tylko z powodu, że na jego okładce widnieje "Nr 1/91", tak więc chronologia mnie ratuje. Zazwyczaj mówi się o tym komiksie w kontekście scenariusza, który ustalił pewien standard postrzegania Jokera. Jednak dla mnie bardziej "zapadające" w pamięć okazały się rysunki, które są integralną częścią mojego wyobrażenie tej postaci. Smukła, wysportowana sylwetka z żółtym znakiem na piersi oraz długą, "masywną" peleryną to elementy, które do dnia dzisiejszego kojarzą mi się z "Zabójczym Żartem". Dość powiedzieć, że ostatni kadr z szóstej strony polskiego wydania do dnia dzisiejszego uważam za jeden z najlepszych rysunków Batmana. No i nie sposób nie wspomnieć o "staromodnym" Batmobilu, który w dobie wozów bojowych Nolana, urzeka swoją bezpretensjonalnością. A scenariusz? Zachwyca narracja, która małymi kroczkami nakręca spiralę szaleństwa mieszając przeszłość z teraźniejszością. No i nie sposób nie wspomnieć o specyficznym "związku", który istnieje między Batmanem i Jokerem. Relacji, która była i jest omawiana przez wielu autorów, a którą Moore tak sprawnie zawarł w klamrze kompozycyjnej "Było raz dwóch szaleńców w domu wariatów...". Do dnia dzisiejszego zadziwia mnie, że właśnie ta historia została wybrana na "debiut" Batmana w TM-Semicu. Nazwisko Moore'a nie było wtedy tak znane jak dziś, a historia choć naprawdę rewelacyjna nie jest kwintesencją przygód Batmana. Zaskakujący wybór, ale bardzo pozytywny.

Anarch w Gotham (Batman 4/91)
scenariusz: Alan Grant
rysunek: Norm Breyfogle, Steve Mitchell


Batman z "Zabójczego Żartu" zbudował fundament mojej wizji tego bohatera, ale to Norm Breyfogle jest moim zdaniem dla Batmana tym, czym Jerzy Wróblewski dla kapitana Żbika. To właśnie on pokazał mi nie Bruce'a Wayne'a przebranego w kostium, lecz Batmana, który nad ranem musiał się "przebierać". Ciężko tak naprawdę napisać coś o samym "Anarchu w Gotham" nie wspominając o innych zeszytach duetu Grant/Breyfogle, które traktują o gangach motocyklowych czy bezdusznym kapitalizmie. Te historie są świetną ilustracją czym zajmuje się Batman między złamanym kręgosłupem a kolejnym "ratowaniem świata" z resztą "trykociarzy" z DC. Alan Grant fantastycznie opisuje "przeciętne" - na miarę komiksowych realiów oczywiście - problemy i wplata w nie Batmana. Dodajmy do tego rysunki Breyfogle'a, który opowiada dynamicznie i mrocznie, a otrzymujemy komiksy do których powrót jest prawdziwą przyjemnością. Proste historie, które jak mało co przetrwały próbę czasu.

Idiota (Batman 7/93,8/93)
senariusz: Peter Milligan
rysunek: Norm Breyfogle, Jim Aparo


Przyznam się, że dopiero teraz przeglądając ten komiks zorientowałem się, że napisał go Peter Milligan. Nie zmieniło to co prawda mojego podejścia do samego komiksu, ale wyjaśniło mi jego abstrakcyjność. Właśnie ten świat absurdu zafascynował mnie już podczas pierwszej lektury. "Korzeń idioty", "strefa idioty" - ta opowieść jest w zabawny sposób monotematyczna, i właśnie to sprawia, że komiks ten czyta się tak dobrze. Człowiek czuje się "jak idiota", że czyta taką abstrakcje i o to w tej historii chodzi. Całość na dodatek jest narysowana ponownie przez Breyfogle'a i komiksową legendę - Jima Aparo. I choć jego rysunki nigdy mnie nie urzekły to zwyczajnie należy znać jego kreskę. "Idiota" w 1993 roku był dla mnie czymś nowym. Nie była to "kolejna" historia o Batmanie skaczącym z dachów, lecz przemyślana koncepcja świata, w której postaci grały drugoplanowe role.