Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Lemire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Lemire. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2020

#2438 - Moon Knight

Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o komiksach i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm Popkulturowy.

Moon Knight zawsze był bohaterem, który z tych czy innych powodów wymykał się z radaru moich zainteresowań. W sumie sam nie wiem czemu – to przecież jedna z tych nieco bardziej niszowych, mniej popularnych postaci wydawnictwa Marvel, a do takowych miałem i nadal mam ogromny sentyment. Dlatego gdy tylko Egmont zapowiedział publikację zbiorczego wydania serii z tym bohaterem, od razu zaklepałem sobie egzemplarz do recenzji, by w końcu nadrobić tę zaległość.



poniedziałek, 17 czerwca 2019

#2503 - Bloodshot Odrodzenie tom 2: Polowanie

O ile w pierwszym tomie przygód trupiobladej maszyny do zabijania Jeff Lemire na pierwszy plan wysunął samą postać głównego bohatera, jego rozterki i emocje, o tyle w drugim zdecydowanie postawił na akcję. Jak wyszedł mu ten zwrot? Czy "Bloodshot: Odrodzenie" jest w ogóle wart waszej uwagi?


niedziela, 13 stycznia 2019

#2474 - Bloodshot Odrodzenie tom 1: Kolorado

Punktem wyjścia fabuły "Bloodshot: Odrodzenie" jest to, co stało się w finale "Walecznych". Ray`owi Garrisonowi zostały odebrane nanity, które czyniły go perfekcyjną maszyną do mordowania, zabójczo skuteczną i pozbawioną jakichkolwiek skrupułów. Teraz, po odzyskaniu swojego człowieczeństwa będzie musiał z jednej strony poradzić sobie ze swoją przeszłością, a z drugiej - odnaleźć w trudnej rzeczywistości. 


piątek, 4 stycznia 2019

#2469 - Waleczni

Szykując się do lektury "Walecznych" poczułem się znowu jak ten kilkunastoletni dzieciak, który każdego miesiąca wydawał w pobliskim kiosku swoje całe kieszonkowe na komiksy Semika. Człowiek po latach liczonych w dekadach wmawia sobie, że zdążył wyrosnąć z "promieni z dupy", że teraz to już tylko ambitne, wyrafinowane, czarno-białe powieści graficzne o przysłowiowych pasterzach kóz w Iranie.



niedziela, 5 sierpnia 2018

#2444 - Łasuch tom pierwszy

Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o kulturze popularnej i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm popkulturowy.

Na "Łasucha" apetyt (nomen omen) miałem już od bardzo dawna, bo komiks ten regularnie przewijał się we wszelkiej maści topkach i polecajkach na stronach i blogach komiksowych, które czytam, i z opiniami których się liczę. Charakterystyczna grafika z trzymającym w rękach procę chłopcem o drobnym porożu, stojącym na tle leśnej gęstwiny rzucała mi się w oczy regularnie, ale jakoś nigdy nie miałem nastroju do sprawdzenia, o co ten cały hałas – dlatego bardzo się ucieszyłem, gdy Egmont postanowił wydać ten komiks, bo dało mi to szansę na nadrobienie zaległości. 


piątek, 27 lipca 2018

#2440 - Czarny Młot: Sherlock Frankenstein i Legion Zła

Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o kulturze popularnej i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm popkulturowy.

"Sherlock Frankenstein i Legion Zła" jest spin-offem wydawanej przez Dark Horse Comics serii komiksowej "Black Hammer" (w naszym kraju komiks ukazuje się nakładem wydawnictwa Egmont pod tytułem "Czarny Młot"), co uświadomiłem sobie dopiero po tym, gdy wziąłem go do ręki i przeczytałem, co konkretnie napisane jest na okładce. 


poniedziałek, 5 września 2016

#2222 - Descender vol.2: Machine Moon

Autorem poniższego tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.

Pierwszy tom serii "Descender" oceniłem bardzo wysoko, jednocześnie zaznaczając, że jestem ogromnym fanem twórczości zarówno scenarzysty Jeffa Lemire, jak i rysownika Dustina Nguyena. Wiele oczekiwałem po kontynuacji bardzo dobrego, otwierającego cykl story-arcu zatytułowanego "Tin stars". Niestety, jego kontynuacja ("Machine Moon") nie do końca jednak spełniło moje zachcianki. Czy oznacza to, że mamy do czynienia ze słabym komiksem?

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

#2199 - Plutona vol. 1

Autorem poniższego tekstu jest Krzysztof Tymczyński, który o komiksach pisze łamach bloga poświęconego Image Comics, na który serdecznie zapraszam.

W zasadzie Jeff Lemire to ten sam przypadek, co Greg Ruck - podobnie, jak w przypadku autora "Black Magick" niemal ślepo wierzę w jego talent i jestem w stanie kupić każdy jego autorski projekt. Autorski, podkreślam, bo oprócz niesamowitego "Animal Mana" z DC, żaden jego mainstreamowy komiks dla któregoś z dwóch największych wydawnictw w USA jakoś mnie nie przekonał. "Sweet Tooth" to klasa sama w sobie, podobnie jak "Opowieści z Hrabstwa Essex" czy "Underwater Wielder". 

piątek, 4 września 2015

#1944 - Descender #1: Tin Stars

Autorem poniższego tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.
  
Decyzja o zainwestowaniu w zeszytową wersję "Descendera" podjęta została bardzo szybko. Już kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi serii Jeffa Lemire`a i Dustina Nguyena (którzy są jednymi z moich ulubionych twórców komiksowych) i przykładowe plansze, które niebywale mi się spodobały, byłem kupiony.

czwartek, 20 listopada 2014

#1783 - The Underwater Welder

"One day, Jackie… One day, you and me are gonna go down there and strike it rich!

Yeah, well, you need a hobby or some shit like that. Your dedication to the job ain’t healthy, man."

Tym razem, walcząc heroicznie z przyrodzonymi ciągotami, przejdę do rzeczy bez żadnych wstępów, rozgrzewek czy rysów historycznych. Otóż – "Underwater Welder" to najlepszy komiks z kategorii tych, o których prawdopodobnie niewiele dotychczas wiedzieliście. Więcej nawet – to generalnie jeden z lepszych utworów fabularnych z jakim miałem okazję zetknąć się w ostatnim czasie.


Autorem tekstu jest Grzegorz Olszewski, który o filmach, komiksach i innych rzeczach, które skracają codzienną dawką snu pisze na swoim blogu.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

#1120 - Rzut za 3: Aneksja Vertigo

Powrót „synów marnotrawnych” do regularnego uniwersum DC był bardzo odważnym posunięciem. Bohaterowi, tacy jak Swamp Thing czy Animal Man fantastycznie odnaleźli się w świecie Vertigo – czy przenosiny z ich naturalnego środowiska okazały się udane? Jeff Lemire i Scott Snyder podjęli się niebywale ambitnego zadania. Musieli sprostać dokonaniom swoich poprzedników, Granta Morrisona i Alana Moore`a, którzy przy „Animal Manie” i „Swamp Thingu” ciężko pracowali na miano mistrzów komiksu. Jak się im udało? O tym za chwilę, najpierw przyjrzę się mrocznemu wcieleniu Ligi Sprawiedliwości.

„Justice League Dark vol.1 – In the Dark” (Peter Milligan i Mikel Janin, Daniel Sampere)

Pomysł wydawał się absolutnie znakomity. Wziąć śmietankę bohaterów z przeszłością w Vertigo, z Johnem Constantine`m, Shade`m i Madame Xanadu na czele, dołożyć do tego przedstawicieli mistycznej części uniwersum DC (Zatannę i Deadmana) i stworzyć komiks o przygodach zespołu antybohaterów zajmujący się problemami, z którymi zwyczajni, bardziej kolorowi bohaterowi nie potrafią sobie poradzić. Przecież to samograj, który w rękach przyzwoitego scenarzysty mógłby stać się prawdziwym przebojem. Skoro zadziałało w „Trenchcoat Brigade” czemu miałoby się nie udać w Nowej 52? Szkoda, że za „JL Dark” zabrał się Peter Milligan, który ostatnimi czasy kompletnie nie potrafi odnaleźć swojej pisarskiej formy. „In the Dark” to komiks żenująco słaby. Bohaterowie zachowują się kurczaki z poobcinanymi głowami, biegające bezsensownie tam i z powrotem. Intryga poprowadzona jest nieudolnie, zamiast fabuły dostajemy ciągłą retardację, tanie cliffhangery, przegadane dialogi. Atmosfery nie ma za grosz, a zakończeniu jest pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Na domiar złego Constantine zachowuje się jak ostatnia ciota. „JLD” nie ratuje fajnie poprowadzona postać Deadmana czy próba ucieczki od klisz charakterystycznych dla „komiksu drużynowego”. Nie udaje się to również rysownikom, Mikelowi Janinowi i Danielowi Sampere. Milligan – dostajesz ode mnie pierwsze ostrzeżenie.

„Animal Man vol.1 – The Hunt” (Jeff Lemire i Travel Foreman, Victor Ibanez, Marco Rudy)

Wstyd się przyznać, ale niestety nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z przełomowym runem Granta Morrisona, który uchodzi za jeden najambitniejszych i najciekawszych projektów komiksowych. Na przestrzeni trzech trejdów Morrison w swojej najlepszej ponoć formie postmodernizuje na potęgę. Dekonstruuje koncepcję superbohatera, jak i cały gatunek super-hero, eksperymentuje z „czwartą ścianą”, sięga po wątki metafizyczne i społeczne zaangażowane, ze szczególnym uwzględnieniem praw zwierząt. W porównaniu z dokonaniami szalonego Szkota, Jeff Lemire, autor nowej inkarnacji „Animal Mana” jest bardzo konserwatywny, szczególnie pod względem formalnym. W nowej serii przedstawia Buddy Bakera, jako człowieka spełniającego się w roli ojca i męża, a nie młodzieniaszka ganiającego superłotrów po mieście. W przeciwieństwie do innych herosów na emeryturze nie tęskni obsesyjnie do trykotu, choć jak zachodzi potrzeba, wyjmuje go z szafy. To dość nieszablonowe podejście, co trzeba pochwalić. Lemire zdecydował się na dość realistyczną konwencją, rezygnując w typowego dla komiksu superbohaterskiego przygodowo-fantastycznego sztafażu stawiając na psychologiczną wiarygodność, ale nie oznacza to, że komiks cierpi na brak akcji. Wręcz przeciwnie! „The Hunt” to rasowy horror, który, co w przypadku komiksu nie zdarza się często, trzyma w napięciu, potrafi wzbudzić obrzydzenie, a nawet przestraszyć. Z pewnością wielka w tym zasługa rysownika Travela Foremana, który swoim ascetycznym, ale bardzo szczegółowym rysunkiem potrafi doskonale oddawać różne okropieństwa. Rodzinie Bakerów, jak i całemu świata zagraża wielkie niebezpieczeństwo – świat zwierząt (reprezentowany przez Animal Mana) i roślin (Swamp Thing) musi zmierzyć się z siłą, zwaną Rot. Pierwszy trejd stanowi ledwie wstęp do większej historii opowiadającej o starciu sił natury z siłami rozkładu.  Jeszcze nie wiem, jak ono się skończyło, ale on-going „Animal Mana” jest niewątpliwe jednym z najlepszych, jakie podarowała na Nowa 52.

„Swamp Thing vol.1 – Raise Them Bones” (Scott Snyder i Yanick Paquette, Marco Rudy, Sean Parsons, Micheal Lacombe)

Powrót Swamp Thinga do regularnego uniwersum DC był planowany od pewnego czasu. W 2010 Potwór z Bagien był ważnym elementem wielkiej sagi Geoffa Johnsa zawartej w „Blackest Night” i „Brightest Day”. Do pisania jego on-goinga przymierzany był literat China Mieville i szkoda, że z tego pomysłu nic nie wyszło, bowiem nowy on-going Potwora z Bagien prezentuje się co najwyżej przeciętnie. W przeciwieństwie do Jeffa Lemire`a, który gruntownie przemyślał koncepcję Animal Mana, Scott Snyder, jakby pochłonięty realizacją innych projektów („Amerykański Wampir”, „Batman”) nie przyłożył si odpowiednio. „Raise Them Bones” to dość konwencjonalne super-hero w klimatach grozy, pozbawione czegokolwiek, co mogłoby go wyróżnić wśród podobnych tytułów. Jedyne, za co warto go pochwalić to bardzo umiejętnie odnoszenie się do tradycji swoich wielkich poprzedników, głównie wspomnianego we wstępie Alana Moore`a. Snyder ze zręcznością i szacunkiem retconuje poplątane losy Aleca Hollanda tworząc w miarę spójną i przekonującą mitologię Potwora z Bagien. Poza tym to nieźle napisane czytadło, ze świetną oprawą wizualną, ale tylko wtedy, gdy ołówek dzierży Yanick Paquett. Jego wysmakowane, intensywne, bardzo plastyczne rysunki robią naprawdę dobrze. Kiedy jednak oddaje go któremuś ze swoich zastępców – Rudy`emu, Parsonsowi czy Lacombe`owi – mimo, że zachowują spójność stylistyczną, nie prezentują się już tak efektownie.