Przed nami pierwsza impreza komiksowa 2026. Tradycyjnie, rok rozpoczynamy festiwalem komiksu niezależnego w mieście Wrocławiu. Tym razem jednak nie są to Złote Kurczaki, jak miało to miejsce do tej pory, od wielu, wielu lat, ale Podziemne Kocury. Już w najbliższą sobotę, 21 lutego 2026 w BarBarze (ul. Świdnicka 8a) odbędzie się pierwsza edycja święta komiksowego niezalu pod nowym szyldem.
Już tylko kilkadziesiąt godzin zostało do rozpoczęcia Podziemnych Kocurów. Pod taką właśnie nazwą odbędzie się festiwal komiksu niezależnego, które przez ostatnie 13 lat i 12 edycji funkcjonował, jako Złote Kurczaki. Skąd ta zmiana? Ojciec całego przedsięwzięcia, czyli Filip „Fil” Wiśniowski tuż po zakończeniu 12. edycji imprezy, w dniu 17 marca 2025, ogłosił, że to koniec. Koniec Złotych Kurczaków i koniec jego zaangażowania w organizację najważniejszego niezalowego wydarzenia komiksowego w kraju, jak można było odczytywać jego zapowiedź odejścia na „festiwalową emeryturę”.
To jednak nie koniec festiwalu komiksu niezależnego odbywającego się we Wrocławiu. Już następnego dnia pojawiła się informacja, że ekipa odpowiedzialna za organizację ZK wcale nie składa broni. Na ich warcie impreza nadal będzie się odbywać. W tym samym miejscu, w tej samej formie, w tym samym terminie, ale już pod inną nazwą. Zmieniamy szyld i jedziemy dalej, parafrazując pewne piłkarskie powiedzenie.
Więcej o tym, jak Kurczaki stawały się Kocurami dowiedzieliśmy się na zeszłorocznym Krakowskim Festiwalu Komiksu. Tuż przed afterem, w sali Tokyo-3 Marta Falkowska, Jerzy Łanuszewski i Robert Sienicki ogłosili, że Podziemne Kocury będą następcami Złotych Kurczaków. Wszem i wobec ogłoszono, iż festiwal w obecnej formie będzie kontynuowany, tyle, że pod inną nazwą. Skoro wypracowana przez lata formuła po prostu działała, to po co ją zmieniać? Założono, że lepsze - przynajmniej na początku! - będzie wrogiem dobrego. Pozostanie przy tym, co sprawdzone, oznacza zachowanie pewnej ciągłości i pewności co do imprezy tak przecież istotnej dla wsparcia i funkcjonowania przedstawicieli niezależnej sceny komiksowej.
Kurczaki stały się Kocurami
W tym miejscu dodam, że w tamtym czasie na bieżąco starałem się być blisko tej sprawy. Pisałem o niej na łamach Komiksopedii. Rozmawiałem zarówno z orgami festiwalu pod nową nazwą, jak i z samym Filem. Zarówno na potrzeby tekstu, jak i „off the record”, całkiem prywatnie. Według mojej najlepszej wiedzy wszystko wskazywało na to, że do transformacji Kurczaków w Kocury doszło dość pokojowo, choć nie bezboleśnie. Wiem, że za kulisami toczyły się dyskusje i zakładam, że mogły one być dość burzliwe, natomiast ostatecznie udało się dojść do porozumienia.
Oczywiście, że byłoby idealnie, gdyby po odejściu Fila szyld pozostał ten sam i kurczakowa tradycja byłaby kontynuowana. Jednak pamiętajmy, że Niebezpieczny/Złoty Kurczak to postać którą on sam stworzył. Miał pełne prawo uznać, że skoro nie zajmuje się już organizacją imprezy, to nie będzie firmował jej swoim „dzieckiem”.
- Fil jasno zaznaczył, że cała jego autorska identyfikacja wizualna, z której do tamtej pory znana była wrocławska impreza, odchodzi razem z nim. Dodał, że nie chce, żeby „bazgrollowe” postacie były wykorzystywane w projektach, których nie jest częścią. Nie pozostało nam nic innego, jak uszanować jego decyzję - jak w wywiadzie dla „Dziennika Literackiego” wyjaśnia Marta Falkowska, członkini ekipy organizującej Podziemne Kocury.
Wydaje mi się, że nietrudno taką argumentację zrozumieć i naprawdę trudno dziwić się ostatecznej decyzji Fila, że zabrał ze sobą Kurczaka Radka i nie pozostawił go w dobrych, ale jednak obcych, rękach.
Pierwsza inba o Podziemne Kocury
Na przeszło dwa tygodnie przed imprezą, 5 lutego 2026 na profilu Słowobrazu pojawił się wpis dotyczący przemiany Złotych Kurczaków w Podziemne Kocury. Zwrócono w nim uwagę, że „nazwa jest praktycznie jedyną różnicą pomiędzy Kurczakami i Kocurami – miejsce festiwalu to samo, formuła praktycznie jeden do jednego, cały koncept(...)”. Zadano pytania o powody rebrandingu i rezygnacji z „nazwy, która miała już swoją tradycję, prestiż, niosła ze sobą mnóstwo pozytywnych emocji”. Wyrażono też zdziwienie „dlaczego nowy festiwal nie zdecydował się być rzeczywiście nowy”.
Wydaje mi się, że wszelkie wątpliwości w tej sprawie rozwiewa to, co napisałem powyżej. Co więcej, nie jest to przecież żadna wiedza tajemna, to nie żaden efekt dziennikarskiego śledztwa. W temacie zmian, a w zasadzie ich braku, w ramach wrocławskiego festiwalu komiksu niezalowego wszystko było oficjalne i jawne. Założenia edycji 2026 były znane od samego początku. Wszystko zostało odpowiednio zakomunikowane, nie było żadnych niedopowiedzeń i niejasności.
Mam wrażenie, że przyczynek Słowobrazu do rozmowy o Kocurach/Kurczakach miał też drugie dno. Wczytując się w dyskusję wydawało mi się, że doszukiwano się czegoś, do czego miało dojść na linii Fil-orgowie Kocurów. Czułem, że imputowana jest jakaś drama, że coś działo się za kulisami. Sugestie w stylu „może do czegoś doszło, może nie doszło, a może prawdy nie dowiemy się nigdy” mają posmak robienia inby dla samej radości z robienia inby. Wiadomo, przedfestiwalowe napięcie, najlepsze dramy w komiksowie wybuchają przed Łodzią, ale szukanie przysłowiowej dziury w całym na dwa, trzy tygodnie przed imprezą to krecia robota. Niczemu nie służy. Niewiele ma też wspólnego z rzetelnym podejściem do tematu.
Nie do końca widzę sens w snuciu publiczne dywagacji na ten temat, gdy można sprawę wyjaśnić uderzając bezpośrednio do zainteresowanych. Część w temacie i tak się wypowiedziała, a Fil - co wydaje mi się bardzo znamienne! - konsekwentnie milczy w tej kwestii. Być może gdyby przedstawił swój punkt widzenia, to można byłoby sensownie dyskutować, ale bez tego…
Definiowanie komiksowego niezalu
Drugi wątek w temacie kocurowym został poruszony na łamach ACAB`a. Łukasz Mazur podniósł kwestię podwójnej nominacji dla „Roślinnego Ogródka Działkowego” Roberta Sienickiego i Agaty Wawryniuk, a więc komiksu który powstał dzięki finansowaniu ze strony miasta Wrocławia. Jak zwraca uwagę Łazur, niezalowy etos stoi w oczywistej jego zdaniem sprzeczności z twórczością przy instytucjonalnym wsparciu.
„Więc co to za niezal? Co prawda publiczne środki zostały przyznane tylko rysownikowi na pociśnięcie dwóch zeszytów, no ale to nic w tej sytuacji nie zmienia - stypendium to stypendium i jak na moje powinno to automatycznie dyskwalifikować tytuł w nagrodach dla zinów i tego typu publikacji” - jak zaznacza.
Głównodowodzący ACAB`a przypomina też, że dwa lata temu odrzucono zgłoszenie Łukasza Kowalczuka i jego „To Hell and Galgenbeck” do Złotych Kurczaków. Powód? Seria była tworzona „na zamówienie”. Autor miał jednak pełną kontrolę kreatywną nad tym projektem, a zleceniodawca w żaden sposób nie ingerował w jego pracę. Z kolei w tym roku „Bzik” nie zmieścił się w kategorii zinowej, gdyż jest wydawany przez oficynę Diablaq. Jednoosobowe wydawnictwo zarządzane przez Dominika Kozaczko. Warto zwrócić uwagę, że „Roślinny Ogród Działkowy” też jest wydawany przez jednoosobowe wydawnictwo zarządzane przez rysownika komiksu.
Co więcej, Sienicki jest jednym z organizatorów imprezy. Co prawda nie zaangażowanym w proces selekcji i nagradzania komiksu swojego współautorstwa, ale firmującym całą imprezę i podpisującym się pod regulaminem konkursu. Ironii tej sytuacji dodaje fakt, że „Bzik”, który nie załapał się na nominację na Kocurach, takiej nominacji doczekał się w ramach festiwalu Le Grand Off w Angouleme i jest kandydatem do nagrody Prix du Fanzine.
Jak to się kończy?
„Główny problem jest taki, gdzie obecnie postawić ten wektor niezależności. Bo od czego publikacja jest/powinna być niezależna? I co o tej niezależności świadczy?” - trudno odmówić słuszności argumentom sformułowanym przez Łazura. Jednak dużo słuszności mają również głosy z drugiej strony barykady. „Myślę, że jeśli zaliczone są do niezalu komiksy z ISBN to tym bardziej powinny być takie, które były realizowane dzięki stypendium artystycznym. Właśnie dlatego, że to stypendia, które pozwalają na realizację procesu twórczego (...)” - zwraca uwagę Matylda Sęk-Iwanek, współorganizatorka Górnośląskiej Imprezy Komiksowej i komiksowa badaczka. To właśnie dzięki takiemu wsparciu artysta zyskuje twórczą autonomię do zrealizowania danego projektu. Nie musi być zależny od swojego wydawcy, czy choćby od uwarunkowań rynkowych.
„Sądzę, że więcej ograniczeń mają np. prace, które zostały stworzone jako prace zaliczeniowe, dyplomowe w szkołach plastycznych i ASP, a tego autorzy nie deklarują. Nie widzę w tym gronie stypendiów na stworzenie komiksu o określonej tematyce, narzuconej przez grantodawcę” - podsumowuje Sęk-Iwanek.
Zbliżając się już do końca, trzeba przyznać, że problemy z klarownym zdefiniowaniem tego, co niezależne jest, a co niezależne nie jest, występowały od zawsze. Zresztą, na samej imprezie odbędzie się panel dyskusji na ten temat. Wątpię, żeby udało się go wyczerpać. Dyskusje dyskusjami, ale mam nadzieję, że zarządzający Podziemnymi Kocurami wyciągną wnioski z zaistniałej sytuacji. Liczę, że za rok wszystko będzie bardziej klarowne i całkowicie jasne.
... a póki co od siebie nie mam nic więcej do dodania. Liczę, że widzimy się na pierwszej edycji Podziemnych Kocurów. Do zobaczenia we Wrocławiu!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz