Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Aaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Aaron. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 listopada 2020

#2442 - Conan Barbarzyńca. Życie i śmierć Conana - tom 2

Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o komiksach i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm Popkulturowy. Zachęcam także do subskrypcji kanału Mistycyzm Popkulturowy na YouTube.

Conan to specyficzny bohater. Większości twórców wydaje się, że łatwo jest pisać postać barbarzyńskiego osiłka i najemnika, który wszystkie swoje problemy rozwiązuje mieczem, pięścią albo maczugą, nie ma żadnych konkretniejszych ambicji, skomplikowanego życia wewnętrznego czy głębokich przemyśleń. I podejrzewam, że to jest prawda – nie jest trudno pisać taką postać. Problem polega jednak na tym, że Conan taką postacią nie jest. Nigdy nią, przynajmniej u Roberta E. Howarda, nie był i wystarczy wrócić do klasycznych opowiadań o Cymmeryjczyku, by przekonać się, jak ordynarnie uproszczona jest to interpretacja tego bohatera.


poniedziałek, 10 czerwca 2019

#2501 - Doktor Strange - tom 1


Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o kulturze popularnej i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm popkulturowy.


Zawsze bardzo lubiłem komiksy z Doktorem Strange w roli głównej. Z kilku względów. Przede wszystkim magia i mistycyzm w świecie Marvela to narracyjne obszary, które zawsze były eksplorowane znacznie mniej chętnie niż chociażby kosmos (Strażnicy Galaktyki, Nova, Kapitan Marvel, Silver Surfer i inni), mutanci (X-Men, X-Factor, X-Force i inne) czy nowojorska subkultura ulicznych superbohaterów i antybohaterów (Daredevil, Elektra, Punisher, Spider-Man i inni). 



niedziela, 8 kwietnia 2018

#2413 - Thor: Gromowładna tom 1

Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o kulturze popularnej i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm popkulturowy.

Stosunkowo niedawno skończył się (?) w wydawnictwie Marvel pozornie specyficzny okres, w czasie którego ikoniczne postaci wydawnictwa były zastępowane innymi, noszącymi jednak te same pseudonimy oraz władającymi podobnymi mocami. Z najbardziej jaskrawych przykładów – Tony Stark zastąpiony został na przykład czarnoskórą nastolatką imieniem Riri, Kapitanów Ameryka było co najmniej dwóch, w tym jeden czarnoskóry, a Thor stracił swój młot na rzecz osoby płci żeńskiej.


czwartek, 2 lutego 2017

#2297 - Thor Gromowładny #2: Boża bomba

W zapowiedzi zamieszczonej w drugim tomie serii "Thor Gromowładny" możemy przeczytać następujący ustęp: bardzo możliwe, że Jason Aaron urodził się, by tworzyć przygody Thora. Wątpliwe, jeśli zestawimy recenzowany komiks z autorskimi pozycjami Aarona, jak "Skalp" czy "Bękarty z Południa". Cytowany tekst brzmi trochę, jak opłacone z góry lokowanie produktu, ale wiadomo - marketing! Wielu czytelników, a sam się do nich zaliczam, zainteresowało się jednym z ostatnich seriali z udziałem Thora nie tylko ze względu na nazwisko scenarzysty, ale i rysownika, bo oryginalny styl Esada Ribicia wybija się ponad przeciętność.

wtorek, 6 września 2016

#2223 - Thor Gromowładny #1 Bogobójca

Jason Aaron zgarnął w tym roku nagrodę Eisnera w kategorii najlepszy scenarzysta. Zasłużenie? Być może, jeśli brać pod uwagę produkcję "Skalp" (recenzja tomu pierwszego tutaj, a drugiego tutaj) ale przecież to stare dzieje – seria wystartowała w Vertigo w 2007 roku. Wspomniane wyróżnienie spłynęło na niego głównie za sprawą serii "Bękarty z Południa" (sprawdźcie ten link i ten link) i bieżących produkcji dla stajni Marvela. 

piątek, 22 kwietnia 2016

#2128 - Skalp. Tom 1

Gdy jakoś pod koniec ubiegłego roku Egmont ogłosił, że będzie wydawał serię "Skalp", pomyślałem sobie: „super fajnie, w końcu!”. Istotnie się ucieszyłem. Już kilka lat temu planowałem zakup oryginału po angielsku, teraz już nie pamiętam, dlaczego wtedy tego nie zrobiłem. Co do polskiej edycji miałem niejakie wątpliwości. Przypuszczałem, że z racji spóźnienia (o jakieś dziesięć lat) komiks będzie miał mniejszą siłę rażenia, będzie dużo mniej znaczył. Teraz, po lekturze, wiem, jak mocno się pomyliłem. "Skalp" to rzecz świetna, wręcz genialna!


czwartek, 10 grudnia 2015

#2021 - Star Wars #1: Skywalker atakuje!

Wraz z przejęciem Lucasfilmu przez Disney`a w dziejach „Gwiezdnych Wojen” rozpoczęła się zupełnie nowa era. Przy okazji tej transakcji prawa do publikacji komiksów na podstawie największej popkulturowej marki na świecie wróciły do Marvela. Budowane przez lata w Dark Horse Comics komiksowe expanded universe przestało być kanoniczne (czytaj – dla wielu fanów po prostu wylądowało w koszu) i niemal od zera rozpoczęto budowanie nowej starwarsowej mitologii.


środa, 10 czerwca 2015

#1874 - Southern Bastards #2: Gridiron

Autorem poniższego tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.

Jakiś czas temu określiłem „Southern Bastards” jedną z najlepszych premier Image Comics 2014 roku. Dziś idę nieco dalej, ponieważ jeśli twórcy nie zejdą z prezentowanego w drugim tomie poziomu, ich komiks z pewnością zajmie wysokie miejsce w moim top 5 za 2015 rok. Jason Aaron i Jason Latour odwalają kawał tak porządnej roboty, że trudno jej nie docenić.


sobota, 25 października 2014

#1768 - Southern Bastards #1: Here Was a Man

Autorem poniższego tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a został on pierwotnie opublikowany na łamach bloga poświęconego Image Comics.

Są takie komiksy z Image, o których wiem, że będę je kupował, jak tylko pojawia się ich pierwsza zapowiedz. Do innych tytułów muszę dojrzeć, przeczytać pierwszy numer lub nawet dwa. Tak właśnie było przypadku serii „Southern Bastards”. Jasona Aarona uważam bowiem za scenarzystę nieobliczalnego. Z jednej strony potrafi on stworzyć coś tak wspaniałego, jak wydawane jeszcze jakiś czas temu przez DC Vertigo „Scalped”, a z drugiej przytrafiają mu się takie porażki, jak „Original Sin” dla Marvela. Pierwszy rozdział recenzowanego dzisiaj komiksu do końca mnie nie przekonał, zrobił to dopiero drugi. Ostatecznie kupiłem wydanie zbiorcze i jestem... tego dowiecie się w dalszej części tekstu.




wtorek, 18 października 2011

#881 - Scalped #2: Casino Boogie

To od tego tomu rozpoczyna się prawdziwy popis scenopisarskiego rzemiosła i talentu Jasona Aarona. Konstrukcja scenariusza nie jest już świetna, lecz mistrzowska, podobnie jak dramaturgia, na którą określenie "mocna" będzie tym razem zdecydowanie zbyt delikatne. Społeczno-obyczajowe tło wzbogaca historię już niemalże na każdym kroku, ale co ważniejsze - znacznemu pogłębieniu uległy psychologiczne rysy bohaterów, od tego momentu stając się najwyrazistszym atutem komiksu. Tym samym na jaw wychodzi, że sama fabuła jest do pewnego stopnia tylko pretekstowa, a gatunek jest jedynie narzędziem w rękach twórców. Ciągle ważnym, ale cel znajduje się wyżej.


Całość składa się z sześciu epizodów, w których na plan pierwszy wychodzą zupełnie inne postaci. To ich charaktery owe epizody kształtują, a więc z racji odmienności bohaterów, dane historie wpisane zostają w różne stylistyki. Cała fabuła rozgrywa się, jak sam tytuł wskazuje, wokół długo oczekiwanego otwarcia kasyna należącego do bezwzględnego Red Crowa. Szybko jednak okazuje się, że ogromne znaczenie tego wydarzenia jest pozorne, bo wcale nie dochodzi do spodziewanego punktu kulminacyjnego z nim związanego. Widowiskowe otwarcie już na starcie staje się nie bardziej niezwykłe niż któryś z dni tygodnia. Wtorek, czwartek, sobota - co z tego? Oczekiwane odnośnie kasyna emocje porównać można do takiej oto hipotetycznej podróży na wakacje: docieramy do celu podróży, ale na miejscu okazuje się, że najciekawsze są książki, które akurat wzięliśmy ze sobą.

Ta neutralizacja spodziewanej atrakcyjności jest oczywiście zabiegiem jak najbardziej celowym, bezpośrednio związanym z pozostałymi elementami "Casino Boogie". Tyle, że tych nie można już nazwać tak zwyczajnymi. W tym miejscu należałoby wrócić do bohaterów. Pierwszą historia nie charakteryzuje się jeszcze narracją stricte subiektywną, jednakże opowiedziana jest głównie z punktu widzenia Dashiella Bad Horse'a. Jej zadaniem jest popchanie całej fabuły do przodu. Jest więc elementem bardziej klasycznym, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę jej mocno gatunkowy charakter. Celem kolejnych jest już pewna penetracja psychiki następnych postaci, a są nimi osoby o różnych statusach społecznych, reprezentujące skrajnie odmienne postawy. Są to: Red Crow, tradycjonalistyczny socjopata Diesel Engine (w jego przypadku mamy chwilowy zwrot w stronę gatunku), enigmatyczny szaman Catcher, rozmarzony nastolatek bez perspektyw imieniem Dino Poor Bear oraz pewna persona, o której lepiej zanadto nie wspominać, aby nie psuć ewentualnym przyszłym czytelnikom zabawy.

Część z tych epizodów stanowi zamkniętą całość, dobrze radząc sobie i bez pozostałych historii. Ale osobno nie miałyby oczywiście takiej siły rażenia. A ta jest ogromna. Wszystkie utrzymane są w duchu czarnego kryminału, charakteryzując się tym samym, co wcześniej pesymistycznym wydźwiękiem, mroczną atmosferą i wszechobecną brutalnością, jednak jeśli się im przyjrzeć, to każda zasługuje już na inną szufladkę - od dramatu gangsterskiego, przez dramat obyczajowy i sięgający po kino Sama Peckinpaha quasi-western, po dramat polityczny (sic!). Jedna wypełniona będzie nostalgicznymi retrospekcjami, inna częściowo wpisana zostanie w poetykę oniryzmu. W większości z nich pojawiają się te same wydarzenia, jednakże z racji odmiennych punktów widzenia, przedstawiane są, rzecz jasna, inaczej. Aaron bardzo inteligentnie bawi się tu narracją - pokazuje jedynie fragmenty danych scen, na ich stopniowe uzupełnianie każąc czekać do następnych historii. Tym samym nie tylko doskonale się one uzupełniają, ale obfitują również w ogromną dawkę suspensu. Postać X nie wie przecież tego, co wie postać Y, o czym czytelnik został poinformowany już wcześniej, a co odgrywa w danym momencie kluczową rolę, etc. Nie mam wątpliwości, że Alfred Hitchcock byłby dumny, choć napięcie w swoim kinie osiągał z reguły nieco innymi metodami.


Jeszcze dumniejszy byłby jednak klasyk literatury amerykańskiej, William Faulkner, z którego Aaron czerpie pod tym kątem najwięcej. Oto właśnie owy pisarz zasłynął jako ten, który wzbogacił literacką narrację o niezwykłą elastyczność, poprzez częste retrospekcje, obiektywne skoki czasowe czy regularne zmiany punktów widzenia, co razem tworzyło mocno rozbudowaną całość. Aaron, który studiował przecież filologię angielską, sam przyznaje, iż Faulkner jest jednym z jego ulubieńców. I w "Casino Boogie" owocuje to nie tylko sporą różnorodnością, ale też niezwykle dopieszczoną dramaturgią. Warto też w tym miejscu zaznaczyć, że główny watek fabularny zostaje tu niejako zamrożony. Historia idzie do przodu bardzo leniwie, jednak w sposób tak ciekawy, iż słowo "nuda" ani razu nie przeszło mi przez myśl. Tempo to silnie za to działa na dramatyzm fabuły. W końcu pod koniec "Indian Country" jedna z najważniejszych postaci została zamordowana. I co w związku z tym? To samo co z kasynem. Z taką różnicą, że scenarzysta powoli, ale bardzo konsekwentnie (bardzo umiejętnie) podsyca towarzyszące naszym oczekiwaniom napięcie. Droczy się z czytelnikiem w taki sposób, że temu nie wypada nic innego, jak mu tylko za to dziękować.

W tym tomie oglądamy kolejne zakątki rezerwatu Prairie Rose, dobrze poznając też przeróżnych jego mieszkańców. W końcu co bohater, to inne otoczenie, za każdym razem tak samo wiarygodnie sportretowane. Twórcy bezkompromisowo przedstawiają patologie wyrosłe na beznadziejnych warunkach, w jakich żyje spora ilość współczesnych czerwonoskórych, zgrabnie kontrastują to jednak ze szczegółowym ukazaniem kultywowania przez niektórych z nich indiańskich tradycji. Tym samym wskazują na autentyczną, powszechną we współczesnych rezerwatach sytuację - tam, gdzie najgorsza oświata i opieka zdrowotna, a największy wskaźnik alkoholizmu, narkomanii, bezrobocia i przestępczości, tam też najbardziej pielęgnuje się indiańskie wartości. Paradoks z życia wzięty. Ale to też nie wszystko - komiks wzbogacony zostaje egzystencjalną wymową, wzorce czerpiąc z kontestującego filmu drogi lat 70., jak również ze wspomnianej wcześniej twórczości Peckinpaha. Kilka tytułów filmów zostaje tu nawet wymienionych wprost, aczkolwiek zupełnie nienachalnie (o postmodernistycznej żonglerce mowy nie ma, nawet w momencie cytatu).

Co już wcześniej było sugerowane - dobrze poznajemy tu motywacje kolejnych postaci, jak również wybrane epizody z ich życia, które je ukształtowały. Tym samym Red Crow nie jest już tylko bezlitosnym gangsterem, a Dino Poor Bear jakimś podlizującym się głównemu bohaterowi niedojdą. Każdy ma własne uczucia, każdy ma własne życie. Niemal wszyscy stają się tu ludźmi z krwi i kości, a wraz z nimi prawdziwą staje się ziemia, po której stąpają. "Casino Boogie" nie tylko znacznie wzmacnia plusy poprzedniego tomu, ale przynosi też serii nowy atut, od tej pory nieodłącznie z nią związany - szczerość.

poniedziałek, 10 października 2011

#874 - Scalped #1: Indian Country

Przyznam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem o "Scalped", seria ta nie wydała mi się jakoś szczególnie ciekawa. Inna sprawa, że jedyne, co wówczas o niej wiedziałem, to że nie należy do grzecznych, a opowiada o losach współczesnych Indian. Nacja ta zawsze wydawała mi się bardzo interesująca, jednak nie potrafiłem wyobrazić sobie komiksu, który posługując się gatunkami mógłby przedstawić jej dzisiejsze położenie z jednej strony w sposób szczery, z drugiej zaś z należytym dla niej szacunkiem. Jak sobie dzisiaj przypominam te obawy, to mam ochotę palnąć się w łeb.


Rzecz dzieje się w fikcyjnym rezerwacie Prairie Rose, zamieszkanym głównie przez Indian Oglala Lakota, którzy jeszcze pod koniec XIX wieku uchodzili za jedno z najbardziej niebezpiecznych plemion. Przewodząc pozostałym grupom Siuksów sprawili białym sporo kłopotów, dopóki ci nie odwdzięczyli się za pomocą dział armatnich czy koców pełnych zarazków przywiezionych z Europy, na które czerwonoskórzy nie byli odporni. Dzisiaj ich potomkowie żyją w izolacji i zapomnieniu, ale przeważnie na własne życzenie. Mimo krytycznych warunków, pozostają dumni, niektórzy też ciągle niebezpieczni. Tyle, że część z nich - głównie młodzież - buntuje się dziś nie przeciwko białym, lecz przeciwko swojej kulturze i tradycji, które to w dobie mocno rozwiniętej technologii i wszechobecnej popkultury wydają się im, delikatnie mówiąc, staroświeckie. Marzeniem tego typu jednostek jest przede wszystkim wyrwanie się z zapomnianych przez świat rezerwatów, których część przypomina getto. Prairie Rose, charakteryzujące się wysokim bezrobociem czy też sporym wskaźnikiem alkoholizmu i przestępczości, jest dla niektórych istnym piekłem.

Głównym bohaterem jest wyjątkowo cwany i agresywny Dashiell Bad Horse, który z rodzinnych stron wyprowadził się mając ledwie naście lat. Teraz, przeżywszy prawie półtorej dekady na "obczyźnie", wraca. Powrót ten nie ma jednak nic wspólnego z jakimikolwiek sentymentami. Jedyne, co go interesuje, to picie alkoholu i wszczynanie knajpianych bójek. A przynajmniej tak to początkowo wygląda. Poznajemy go w momencie, kiedy zaskakująco chętnie rzuca wyzwanie kilkunastu lokalnym stróżom prawa. Efektem tego zostaje zaprowadzony przed oblicze Lincolna Red Crowa, nie tylko szefa policji, ale też lidera rady plemiennej, właściciela szykowanego właśnie do otwarcia kasyna, a przede wszystkim gangsterskiego bossa, którego władza obejmuje aż trzy najbliższe okręgi. Red Crow rozpoznaje w nim syna swojej ex-przyjaciółki, ale głównie interesuje go bezkompromisowość Dashiella. Bohater szybko otrzymuje od niego propozycję nie do odrzucenia - zasilenie szeregów skorumpowanej policji.

"Indian Country" to rzecz w głównej mierze bardzo gatunkowa, początkowo kojarząca mi się z amerykańskim kinem sensacyjnym lat 80., tyle że w wersji bardziej wulgarnej. Ale już samo nazwisko bohatera wskazuje na nieco inne rejony - nosi je w końcu na cześć Dashiella Hammetta. Z kolei jedna z postaci drugoplanowych nazwisko ma po Jamesie Ellroy'u. Obaj panowie to uznani pisarze specjalizujący się w powieści noir. Różnica polega na tym, że ten pierwszy tworzył podstawy konwencji w latach 20. i 30., ten drugi zaś zmodyfikował ją pół wieku później. Innymi słowy, nazwiska te wskazują na różne bieguny czarnego kryminału. I oboma scenarzysta komiksu posiłkuje się. Tyle, że w pierwszej części "Scalped" jest to tylko zaznaczone. To swego rodzaju wskazówka mówiąca odbiorcy, czego może się spodziewać później.

Cały tom dzieli się na dwie historie. W pierwszej, trzyczęściowej, najważniejsza zdaje się być tzw. ostra akcja oraz prosta, ale bardzo interesująca intryga, dotycząca powodów powrotu Bad Horse'a do domu. Niektórych razić mogą pewne gatunkowe schematy, ale ich nieoryginalność neutralizowana jest przez tło społeczno-obyczajowe, dodające ogromnej egzotyki, a później też powagi. Szczególnie ważny jest tutaj konflikt, którego źródłem jest komercjalizacja rezerwatu poprzez otwarcie wielkiego kasyna. Buntują się przeciwko temu tradycjonaliści, a tej radykalniejszej ich części niebezpiecznie blisko już do grupy terrorystycznej. Nic jednak dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że za otwarciem owego przybytku stoją mafijne pieniądze, polityczna korupcja i wszelkiej maści gangsteryzm. Kiedy tradycyjne środki sprzeciwu zawodzą, niewiele brakuje do zaostrzenia konfliktu.


Z czasem ważniejsza od fabuły staje się charakterologia kolejnych postaci - a te przybywają w geometrycznym tempie. To, co początkowo wydaje się być jedynie standardowym zarysowaniem charakterów danych jednostek, już w drugiej opowieści, dwuczęściowej "Hoka Hey", zostaje niespodziewanie pogłębione. Ale i tu Jason Aaron nie ogranicza się do jednego, bo prócz pewnej penetracji psychiki bohaterów - trzeba też zaznaczyć, że drugi plan staje się stopniowo coraz ważniejszy - zaczynamy coraz częściej przenosić się w przeszłość. Są to zarówno obiektywne narracyjnie skoki czasowe, jak i klasyczne retrospekcje. Początkowo związane są tylko z głównym bohaterem, później jednak zaczynamy się od niego powoli oddalać, poprzez wspomnienia jego matki, Red Crowa i kogoś jeszcze... Tym sposobem cofamy się aż do lat 70., aby poznać historię indiańskich aktywistów zamieszanych w śmierć dwóch agentów FBI, co po dziś dzień ma w rezerwacie swoje reperkusje. Innymi słowy - im dłużej komiks trwa, tym bardziej się komplikuje. Poszerzony zostaje o elementy historii i polityki (wspomniany wątek morderstwa oparty jest na autentycznych wydarzeniach).

Dominuje mrok i pesymizm, co idealnie ilustrują rysunki Serba nazwiskiem R.M. Guerra. Z jednej strony trzyma się on realizmu, z drugiej zaś często przedstawia postaci brzydkie, co czasem ociera się wręcz o groteskę. Ale i ona ma swoje uzasadnienie - po pierwsze, pasuje do z natury przejaskrawionych elementów gatunkowych, których tu całkiem dużo, po drugie, w pewnym sensie uwypukla nieciekawą sytuacją współczesnych Indian. Największym atutem jego prac jest tu jednak mimika kolejnych postaci. Emocje bijące z ich twarzy często zdają się być tak szczere, jak to tylko możliwe. Czasem nawet do tego stopnia, że same dialogi okazują się zbędne.

Pierwszy tom "Scalped" z miejsca kopie dupę czytelnikowi. Tyle, że to, co początkowo wydaje się tylko drapieżną rozrywką (tylko lub aż - bo rozrywką przecież bardzo dobrą), później zaczyna robić się poważniejsze. Bardzo ciekawie rozpisane postaci, świetna konstrukcja scenariusza oraz mocna dramaturgia, wreszcie tło historii stale ją wzbogacające. No same plusy, pomijając gatunkowy schematyzm, czasem nieco zaniżający wysoki poziom. Ale najlepsze jest to, że "Indian Country", rzecz intrygująca i automatycznie wciągająca, to jedynie rozgrzewka przed kolejnymi tomami.