sobota, 28 listopada 2020

#2442 - Conan Barbarzyńca. Życie i śmierć Conana - tom 2

Autorem poniższego tekstu jest Michał Ochnik, który o komiksach i nie tylko pisze na blogu Mistycyzm Popkulturowy. Zachęcam także do subskrypcji kanału Mistycyzm Popkulturowy na YouTube.

Conan to specyficzny bohater. Większości twórców wydaje się, że łatwo jest pisać postać barbarzyńskiego osiłka i najemnika, który wszystkie swoje problemy rozwiązuje mieczem, pięścią albo maczugą, nie ma żadnych konkretniejszych ambicji, skomplikowanego życia wewnętrznego czy głębokich przemyśleń. I podejrzewam, że to jest prawda – nie jest trudno pisać taką postać. Problem polega jednak na tym, że Conan taką postacią nie jest. Nigdy nią, przynajmniej u Roberta E. Howarda, nie był i wystarczy wrócić do klasycznych opowiadań o Cymmeryjczyku, by przekonać się, jak ordynarnie uproszczona jest to interpretacja tego bohatera.


Bo Conan ma w sobie zaskakująco wiele subtelności. To prawda, że większość swoich problemów rozwiązuje siłowo, ale prawie zawsze za tą siłą stoi zmysł taktyczny, bez którego barbarzyńca już dawno temu rozstałby się z życiem. To prawda, że przez większość czasu Conan żyje z dnia na dzień i zajmuje się wyłącznie ściganiem horyzontu w poszukiwaniu kolejnej okazji do zarobku, ale jego ambicje rządzenia własnym państwem przewijają się przez kolejne opowiadania regularnie i w końcu znajdują swoją realizację na aquilońskim tronie. To prawda, że relacje Conana z innymi postaciami bywają powierzchowne, a większość istotnych bohaterów i bohaterek drugoplanowych pojawia się w co najwyżej dwóch opowiadaniach, ale nie jest to regułą bez wyjątków. 

Wielu kontynuatorów Howarda albo o tym nie pamięta albo pamięta, ale ma radykalnie inną interpretację Conana, przez co rozmaity adaptacje (oraz parodie) zwykły spłaszczać postać Cymmeryjczyka, ograbiając go z subtelności i wzmacniając przekonanie, że za masywnym czołem Conana znajduje się jedynie pusta przestrzeń. Dlatego tak bardzo ucieszył mnie fakt, iż scenarzysta Jason Aaron zdaje się doskonale rozumieć, na czym polega fenomen Cymmeryjczyka i w swojej serii komiksowej dla wydawnictwa Marvel nie tylko fantastycznie odtwarza dynamikę i klimat oryginalnych historii, ale też mądrze, znacząco rozwija tę postać.

W mojej recenzji pierwszego tomu bardzo chwaliłem dekonstrukcję rasizmu Howarda, który wpłynął na konstrukcję świata przedstawionego oraz charakter zamieszkujących go cywilizacji. W tym tomie autor robi coś podobnego z właściwą historiom tamtego okresu mizoginią. Co ciekawe, sam Howard był kimś na kształt proto-feministy i w swoich towarzyskich kręgach dość zaciekle walczył z przekonaniem, że kobiety są głupsze z natury, wskazując na fakt, iż kobietom przez wieki odmawiano prawa do edukacji i możliwości wykazania się na polu innym niż domowe. 

W historii otwierającej ten tom Conan wykupuje z niewoli grupkę prostytutek, które ma zamiar wykorzystać w charakterze transakcyjnym. Wszystko to po to, by dobrać się do zbira, na którym chce się zemścić za (bardzo niebezpośrednie) doprowadzenie do śmierci jego ukochanej Belit. Z czasem Conan nawiązuje pewną relację z towarzyszącymi mu kobietami, poznaje je oraz zaczyna im ufać i – co ciekawe – słuchać ich rad. Historia cały czas balansuje na granicy seksualnej eksploatacji oraz kilku bardzo problematycznych toposów kulturowych z literatury pulp, ale nie wydaje mi się, by w którymkolwiek momencie przekraczała te granice. Co jest godne podziwu, biorąc pod uwagę jak bardzo wierny duchowi oryginału jest komiks i jednocześnie jak wiele zmieniło się od czasów oryginalnych opowiadań o Conanie.

Pozostałe historie są już nieco mniej interesujące. W drugim tomie seria po kilku rozdziałach odchodzi od swojej antologicznej formuły i skupia się na – do tej pory mało znaczącym – wątku przewodnim, czyli historii dzieci potężnej wiedźmy, którą przed laty ukatrupił Conan. Przyznam, że to odejście od ustalonej poetyki serii, choć spodziewane, niekoniecznie mi się spodobało. Nie zrozumcie mnie źle, ten finałowy fragment serii nadal jest fantastyczną, klimatyczną opowieścią o satysfakcjonującym (choć przewidywalnym) zakończeniu i wieloma scenami, które pozostaną ze mną na dłużej – jak choćby fenomenalna konfrontacja Conana z jego bogiem, Cromem – ale… Conan zawsze przemawiał do mnie najlepiej w krótkich formach, zarówno w komiksie jak i prozie. To jest po prostu tego typu postać, która sprawdza się w zwięzłych, skompresowanych narracjach i "Conan Barbarzyńca" Aarona jest tego najlepszym dowodem. 

Graficznie seria utrzymuje fantastycznie wysoki poziom. Główny rysownik serii, Mahmud Asrar nadal fantastycznie sprawdza się w swojej roli, idealnie równoważąc estetykę Ery Hyboryjskiej z bardziej współczesną wrażliwością dzisiejszego odbiorcy. Wszystko jest precyzyjne, czytelne i jednocześnie bardzo dynamiczne oraz przyjemne dla oka, w czym pomagają kolory – na tyle brudne, by "robiły klimat" a zarazem na tyle przyjemne dla oka i wyraziste, by pomagały oku wyłapywać wszystkie detale. Ósmy numer serii, który pojawił się w tym tomie wydania zbiorczego, zilustrował natomiast inny artysta, Gerardo Zaffino. Kreska tego artysty jest zdecydowanie bardziej surowa i umowna, co jednak doskonale pasuje do stosunkowo ponurej fabuły tego komiksu, rozgrywającego się w rodzimej wiosce głównego bohatera, położonej w głębi ośnieżonej Cymmerii.

Polskie wydanie jest – jak zwykle w Egmoncie – bardzo dobrze przygotowane. Tłumaczenie bawi się lekką archaizacją języka, ale bez zbytniego zbaczania w nieadekwatną w tym przypadku staropolszczyznę. Komiks wydany jest bardzo estetycznie (miękka oprawa ze skrzydełkami) i posiada sympatyczny dodatek w postaci skromnej, ale mimo wszystko obecnej galerii alternatywnych okładek wydania zeszytowego serii. Innych dodatków niestety brak. Po cichu liczyłem na publikację opowiadania o Conanie napisanego specjalnie na potrzeby tej serii i publikowanego w wydaniu zeszytowym w odcinkach, na ostatnich stronach każdego zeszytu, ale domyślam się, że wymagałoby to uzyskania oddzielnej licencji, bo to opowiadanie zostało przez Marvela zamówione u podwykonawców oraz – z tego co mi wiadomo – nie ukazało się w zbiorczym wydaniu w USA, więc to z mojej strony trochę czepialstwo.

Seria "Conan Barbarzyńca" od Marvela to fantastyczna rzecz. Piszę to zarówno jako fan postaci i prozy Roberta E. Howarda, jak i fan komiksów. Polecam każdej osobie, która ma ochotę na chwilę przyjemnej, niezobowiązującej rozrywki w pulpowej estetyce. A dla fanów Conana to pozycja właściwie obowiązkowa.

6 komentarzy:

Wonder Woman 1984 pisze...

Bardzo ciekawy zeszyt - dla dzieciaka to idealna rozrywka. Uważam, że warto coś takiego kupić dla dzieci.

Kler cały film pisze...

Nie moje klimaty ale naprawdę fajnie się czytało ten post/artykuł :)

Anonimowy pisze...

Czy to jest obowiązujący standard aktualnego dyskursu akademickiego - jechać po całkiem dobrych historiach za wtórność i międlenie schematów (zdarza się najlepszym- np. w Mister Miracle), a doszukiwać się z kolei jakichś pereł i zwiastunów przełomu w historiach ewidentnie słabych? Czy to jest ten przypadek, przed którym ostrzegali mnie bardziej doświadczeni koledzy, zanim zaczynałem pracę nad jakimkolwiek tekstem do tej, czy innej antologii- nie doszukuj się na siłę, bo w ten sposób pokazujesz, że nie masz nic do powiedzenia na temat trudniejszych tekstów i idziesz na łatwiznę, analizując byle co? Weź słaby tekst, będziesz mógł pisać o wszystkim i jeszcze cię pochwalą za blyskotliwą analizę. Pokaż jeszcze kilka aktualnych trendów, udawaj, że właśnie to dostrzegłeś w tej miernocie i w ten sposób sprytnie ominiesz tekst. A tak naprawdę nie będziesz musiał pisać o tekście, tylko o sobie. Bo jeśli nie ma tam żadnej treści, będziesz mógł uwypuklić autora. W końcu czym lepiej zastąpić tę pustkę? Kto by nie skorzystał. A z kolei dobry tekst nie pozwala na uwypuklenie własnego narcyzmu i domaga się stuprocentowej uwagi. I chyba niektórzy są z tego powodu źli na dobre teksty - nie pozwalają im pisać o sobie. Czy naprawdę badanie popkultury polega na grzebaniu w śmieciach i lansowaniu się na wątpliwych znaleziskach? Tak, co do grzebania, ale tylko częściowo i tylko wtedy, kiedy potrafi się odróżnić śmieć od surowca do recyklingu. Mam wrażenie, że niektórzy ani nie potrafią odróżniać, ani nie chcą sie nauczyć. Bo nie interesuje ich nic poza łatwym grzebaniem. A to jest zwyczajnie nieuczciwe.

شركة تسليك مجاري بالدمام pisze...


شركة تسليك مجاري بالخبر
شركة تنظيف منازل بالخبر
شركة مكافحة حشرات بالخبر
شركة تسليك مجاري بالقطيف
شركة تنظيف منازل بالقطيف
شركة تنظيف منازل بالجبيل
شركة تنظيف سجاد بالجبيل
شركة مكافحة حشرات بالجبيل
شركة المثالية للتنظيف بالدمام
شركة المثالية للتنظيف بالخبر

ابتكار المثالية pisze...


شركة تنظيف مجالس بالقطيف
شركة مكافحة حشرات بالقطيف
شركة مكافحة الحمام بالقطيف
شركة مكافحة النمل الابيض بالقطيف
شركة تسليك مجارى بالقطيف

شركة تنظيف مجالس براس تنورة
شركة رش دفان بالقطيف
شركة تسليك مجارى بالاحساء
شركة تنظيف خزانات براس تنورة
شركة تعقيم بالخبر

ابتكار المثالية pisze...


شركة تسليك مجارى بالقطيف
شركة كشف تسربات المياه بالقطيف
شركة مكافحة حشرات بالقطيف
شركة كشف تسربات المياه بالخبر
شركة تسليك مجارى بالخبر

شركة مكافحة حشرات بالخبر
شركة مكافحة حشرات بالدمام
شركة كشف تسربات المياه بالدمام
شركة تنظيف مجالس وكنب بالدمام والخبر
شركة تسليك مجارى بالدمام