niedziela, 15 września 2013

#1369 - Trans-Atlantyk 217: DC Comics w grudniu

W grudniu w DC będzie jeszcze rządziło zło. Wraz z trwającym w najlepsze „Forever Evil”, w którym villaini rozgoszczę się na łamach wszystkich tytułów, pojawią się nowe serie i dojdzie do kilku przetasowań wśród rysowników i scenarzystów. DC przyzwyczaiło nas, że nieustanne zmiany artystów, często zaskakujące, niekiedy wynikające z konfliktu pomiędzy twórcą, a redaktorem, są nieodłączną częścią Nowej 52. O zamieszaniu przy „Batwoman” pisaliśmy już w zeszłym tygodniu, ale to dopiero początek. Brian Buccellato i Francis Manapul autorzy on-goinga „Flash” rezygnują z tworzenia przygód najszybszego człowieka świata. Ich ostatnim numerem będzie ten jubileuszowy, 25, który będzie jednocześnie tie-inem do „Batman: Zero Year”. Obaj rozpoczęli swoją przygodę z Barry`m Allenem jeszcze w 2010 roku, kiedy Geoff Johns przywrócił go do życia w „Brightest Day”. Po 3 latach i 30 zeszytach zdecydowali się ruszyć dalej. Nie odchodzą jednak z DC Comics, bo już w marcu 2014 roku ma zadebiutować całkowicie nowa seria ich autorstwa. Słuzbę przy "Flashu" przejmą Christos Gage (nie tak dawno związany ekskluzywnym kontraktem z Marvelem) i Neil Googe.

Geoff Johns zostawia jedno z swoich ulubionych „dzieci” New 52 – Aquaman przechodzi w ręce innego kojarzonego z Domem Pomysłów scenarzysty, Jeffa Parkera. Wraz z Paulem Pellatierem otworzy on nowy rozdział w życiu władcy oceanów. Kiedy ziemia wstrząsana jest kolejnymi wybuchami wulkanów, atakują ją dziwne stworzenia z najmroczniejszych głębin, ludzkość obwinia oczywiście Atlantydę. A jej król ma własne kłopoty, bo okładka może wskazywać na konflikt z królową – czy Mera rzeczywiście opuści Arthura Curry`ego? A tymczasem do Jeffa Lemire`a piszącego „Animal Mana” dołącza Cully Hamner, który odpowiadał za projekty postaci w Nowej 52, a Aaron Lopresti pojawi się na pokładzie „Detective Comics”.

Zasadnicze zmiany czekają również serie z rodziny komiksów Supermana. On-going „Supergirl” zostanie przejęty przez Tony`ego Bedarda (scenariusz) i Yildiraya Cinara (oprawa graficzna), a na okładce #26 widzimy nowego Lobo. Tego samego, co to Kenneth Rocafort przygotował tylko projekt. „Superboy” dostanie się w ręce Franka Hannah i Marva Wolfmana (scenariusz) oraz Andresa Guinaldo (rysunki). Wolfman to jeden z najbardziej dla DC zasłużonych twórców, autor „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” czy kultowego runu w „Teen Titans”. Jestem wielce ciekaw, jak wypadnie jego come-back do regularnego pisania komiksów.

Wbrew zapowiedzi finału „Injustice: Gods Among Us” bestsellerowa seria towarzysząca grze video wcale nie dobiega swojego końca. Komiks Toma Taylora i Mike`a S. Millera, który najpierw ukazuje się w formie cyfrowej, a potem drukowanej, z pewnością będzie publikowany dalej, bo w komiksowym świecie koniec zawsze jest początkiem a złotych kur, na których można zarobić jeszcze kilka dolarów więcej, nie zarzyna się ot tak. Natomiast wśród grudniowych premier znajdą się cztery nowe pozycje. „Justice League 3000” miało pierwotnie ukazać się w listopadzie, ale z powodu zastąpienia Kevina Maguire przez Howarda Portera na stanowisku rysownika nie udało się dotrzymać terminu. Pisany przez Keitha Giffena i J.M. DeMatteisa komiks zabierze czytelnika w daleką przyszłość, a „Harley Quinn” Amandy Conner, Jimmy`ego Palmiottiego i Chada Hardina trzymał się będzie nasze teraźniejszości. O spin-offie „Sandmana”, czyli „Dead Boy Detectives” pisałem całkiem niedawno, przy okazji Trans-Atlantyka poświęconego Vertigo, a stawkę uzupełnia „Teen Titans Go!”, czyli komiksowa adaptacja kreskówki znanej z anteny Cartoon Network.

Okładka „ Forever Evil: Arkham War” #3 zapowiada walkę pomiędzy Bane`m i Killer Crockiem (rewanż za „Knightfall”?), ale opis samego komiksu kryje coś jeszcze. Zagadkowe hasło „nowy obrońca powstanie” może wskazywać na to, że prawdopodobnie w uniwersum, w którym wygrało zło, pojawi się ktoś, kto przejmie pelerynę Mrocznego Rycerza, zakładając, że po „Forever Evil” #4 nie będzie to Bruce Wayne. Ale może owym obrońcą będzie zupełnie inna postać, a nie Batman? Chyba jednak nie, bo jeśli spojrzymy na okładkę „Rogues Rebellion” zobaczymy właśnie kogoś w stroju Gacka walczącego z Lexem Luthorem. Pozostając jeszcze przy strażniku Gotham – bardzo ciekawie zapowiada się 26. numer „Batman: The Dark Knight”. Pisany przez Grega Hurwitza z rysunkami Alexa Maleeva komiks ma nawiązywać do tradycji komiksów niemych, które ukazywały się zwykle z etykietą „nuff said” na okładce. Zgodnie z zapowiedzią komiks opowie historię zapomnianych mieszkańców Gotham City, sponiewieranych i pozbawionych głosy.

A na zakończenie, mała ciekawostka. Można powiedzieć, że w grudniu dojdzie do niewielkiego crossover między DC Comics, a Marvel Studios. Cobie Smulders, czyli agent Maria Hill z „Avengers” i nadchodzącego „Captain America: The Winter Soldier” napisała wraz ze swoim mężem, Taranem Killiamem z „ Saturday Night Live”, wstęp do „Fables Deluxe Edition Book Eight”. Prywatnie Robin Scherbatsky jest wielką fanką serii Billa Willinghama i co jeszcze ciekawsze – nie jest jej to pierwszy „występ” w komiksie! W 2010 roku dołożyła swoją cegiełkę do jubileuszowego, setnego wydania „Baśni”. W sekcji dodatków zadała pytanie, wokół którego osnute zostało jedno z krótkich opowiadań umiejscowione w basniouniwersum..

sobota, 14 września 2013

#1368 - Komix-Express 201

Jak będziecie w Warszawie 27 września i lubicie komiksy to musicie wpaść do KosmosuKosmosu, gdzie odbędzie się prapremiera szóstego (już?) numeru zina „Biceps”. Poświęcono w nim wiele miejsca na obchody 10-lecia twórczości PiotraJaszcza” Nowackiego. Z tej okazji właśnie Jaszczu będzie gościem honorowym imprezy. Będzie tort urodzinowy, świeczki, uroczysta akademia, życzenia od prezesów, podziękowania od załogi, prezenty i upominki, a całość zwieńczy z pewnością skromna uroczystość na cześć szanownego jubilata. Z tego miejsca Kolorowe przyłączają się do celebracji Piotrka, a oprócz „Bicepsa” na MFKa dostaniemy również inne premiery sygnowane logiem wydawnictwa ATY. Do „Szkicownika Tomasza Leśniaka” i trzeciego „Szybkiego Lestera” (jeśli nic się nie zmieniło) dołączyła „Uowca”. Na razie nic więcej o nowej serii Łukasza Muniowskiego oraz Anny Heleny Szymborskiej nie wiadomo.

Kultura Gniewu aktualizując swoje zapowiedzi ujawniło dwie kolejne pozycje, które ukażą się nakładem warszawskiego wydawnictwo. Na dniach swoją premierę powinno mieć „Fugazi Music Club” Marcina Podolca (na Gildii album pojawi się w sprzedaży 17 września), którego pojawienie się na w harmonogramie KG było rzeczą spodziewaną od jakiegoś czasu. Natomiast obecność „Prawdziwej bajki” to już pewnego rodzaju niespodzianka. Komiks Mikołaja Łozińskiego (scenariusz) i Marty Ignerskiej (rysunki) będzie kolejnym komiksem, który ukaże się w imprincie Krótkie Gatki. Znane są szczegóły wydania (64 kolorowe strony w twardej oprawie, cena - 49,90 zł) oraz opis:

Dwójka młodych ludzi podróżuje przez Europę. Czarnym volvo przemieszczają się między większymi i mniejszymi turystycznymi atrakcjami, ciesząc się wolnym czasem i pięknym latem. I podróż ta pewnie zakończyłaby się zupełnie zwyczajnie, gdyby pewnego dnia nie odkryli, że towarzyszy im tajemniczy pasażer na gapę...

„Prawdziwa bajka” to najnowsza książka Marty Ignerskiej, znakomitej polskiej ilustratorki, której prace nagradzane były na całym świecie, oraz Mikołaja Łozińskiego, jednego z najzdolniejszych młodych pisarzy, wyróżnionego m.in. Paszportem Polityki za powieść „Książka”.

Centrala ujawniła spis treści najnowszego wydania „Zeszytów Komiksowych”. Magazyn Michała Błażejczyka i Michala Traczyka poświęcony będzie komiksowi polskiemu w latach 90., jak anonsowano wcześniej, ale na jego łamach znajdzie się również miejsce na szerokie omówienie najnowszej książki Jerzego Szyłaka. O ostatniej dekadzie XX wieku piszą między innymi Kamil Śmiałkowski, Jerzy Szyłak, Piotr Kasiński, Adam Rusek, Dominik Szcześniak czy Marek Turek, a nad „Komiksem w szponach miernoty” pochylają się Rafał Wójcik, Magdalena Lachman, Michał Siromski i Michał Błażejczyk. Pełen spis treści znajdziecie na tej stronie. „Zeszyty Komiksowe”, które zostały wydane z pomocą Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, ukażą się w Łodzi na 24. Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier.

Również w październiku, ale nie na MFKa, swoją premierę będzie miała powieść graficzna „Błąd”. Album stworzony przez czeskich artystów Vojtěcha Mašeka, Matěja Lipavský'ego oraz Pure Beauty na podstawie powieści Marka Šindelki pod tym samym tytułem ukaże się nakładem krakowskiego wydawnictwa Ha!Art. Rzecz zapowiada się ciekawie, choć nigdzie nie mogę znaleźć informacji o szczegółach edycji (ilość stron, format, cen) oraz choć kilku przykładowych plansz (choć przyznam, że nie miałem siły, żeby przebijać się przez czeskie strony). Jest za to opis dostarczony przez wydawcę:

Praga niszczona powodzią. Dworce pełne narkomanów, pijaków, „lumpów”. Brudne wnętrza pociągu pospiesznego relacji Praga – Wrocław. Szpital psychiatryczny. Kaleki i niedoskonały świat przedstawiony Błędu i jego mieszkańcy: postaci o złamanych życiorysach i traumatycznych doświadczeniach. Główny bohater, Krzysztof (o polsko brzmiącym nazwisku Warjak), botanik-amator i hodowca orchidei, jest również przemytnikiem cennych i zagrożonych gatunków kwiatów. W ramach ostatniego zlecenia otrzymuje zadanie przetransportowania z Japonii do Europy szczególnej rośliny...

„Błąd” (cz. „Chyba”), wydany w 2011 r. przez praskie wydawnictwo Lipnik, powstał na kanwie powieści Marka Šindelki. W stosunku do literackiego pierwowzoru znacznie zmodyfikowano tu strukturę czasową, zrezygnowano z pewnych wątków, wprowadzono nowe postaci. Komiks, podobnie jak powieść, rozwija się nielinearnie, łącząc ze sobą różne warstwy czasowe, z których stopniowo czytelnik składa przebieg fabularny całości.

„Błąd” oferuje jednak coś jeszcze ponad trzymający w napięciu horror (nawiązujący do japońskich opowieści grozy z epoki Edo). Autorzy stawiają nam również pytania o status ontologiczny rzeczywistości, stosunek między trzeźwością i psychodelicznym transem, snem a realnością, świadomością i nieświadomością. Granice między owymi kategoriami zostają sproblematyzowane także dzięki niezwykłej grze kontrastem i onirycznym motywom fabularnym.

W warstwie graficznej, za którą odpowiadali Matěj Lipavský i Pure Beauty, Błąd inspiruje się street artową techniką czarno-białego, „szablonowego” graffiti. Krytycy czescy wskazują również na powiązania z twórczością Jaromíra 99 (autor komiksów o Aloisym Neblu), Franka Millera („Batman”, „Sin City”) i malarstwem Michala Singera.

Drugim tytułem w ofercie Smart Comis będzie kolejny komiks autorstwa Macieja Prożalskiego, a mianowicie „TopSzop”. Pierwotnie komiks był publikowany w sieci i reklamował... sklep internetowy ze sprzętem RTV i AGD. Przygody sympatycznych zwierzaków i tytułowy szop, specjalista od marketingu, jako główny bohater? Hmmm... Rzecz jest więc co najmniej kuriozalna i w traktowałbym ją raczej jako wydawniczą ciekawostkę. Za 32-stronnicowy zeszyt w kolorze z logiem Smart na okładce trzeba będzie zapłacić niecałe 10 złotych, co nie wydaje się zbyt wygórowaną ceną. W przyszłym tygodniu rusza przedsprzedaż, a kolejną pozycja, która może znaleźć się w katalogu Smart Comics będzie „Projekt Warsaw”.

Hanami ogłosiło, że startuje z serią „Monster”. Zamknięta w 9 tomach manga Naokiego Urasawy ma ukazywać się w albumach zbierających po dwa epizody, co trzy miesiące. Cena za jeden tom – 65 złotych. Pierwotnie komiks ukazywał się na łamach magazynu „Big Comic Original” w latach 1994-2001, a w 2004 roku doczekał się swojej animowanej wersji. Obecnie trwają prace nad przeniesieniem „Monster” na kinowe ekrany, a reżyserem, który podjął się tego zadania jest sam Guillermo del Toro. Pierwszy tom na polskim rynku ma zadebiutować już w listopadzie lub dopiero w lutym. Nie znam, nie wiem o czym rzecz traktuje, ale wystarczającą rekomendacją jest nazwisko Urasawy na okładce.

Obowiązkowy news filmowy – Marvel Studios ustaliło 31 lipca 2015, jako datę premiery „Ant-mana” Edgara Wrighta. Pierwotnie film miał pojawić się w kinach nieco później, bo w listopadzie, dzięki czemu nie musiałby rywalizować między innymi z „Superman/Batman” Zacka Snydera. Teraz, o widza będzie musiał bić się z nowym Bondem A tymczasem Joss Whedon przymierza do roli Ultrona w sequelu „Avengers” Jamesa Spadera i wydaje się, że to właśnie gwiazda „Seksu, kłamstw i kaset wideo” czy „Wall Street” wcieli się w zabójczego robota. Dom Pomysłów ma swojego villaina, a DC – herosa. Grant Gustin został zakontraktowany do roli Barry`ego Allena w „Green Arrow” i naturalnym wydaje się, że to właśnie on odegra główną rolę w nadchodzącym pilocie „Flasha”.

piątek, 13 września 2013

#1367 - The Strange Talent of Luthor Strode

Od zera do bohatera, a potem na samo dno dzięki cudotwórczemu poradnikowi „Metoda Herkulesa”! W latach 90-tych, zarówno w Polsce jak i USA, w zeszytówkach normą było publikowanie wszelkiej maści reklam, począwszy od morskich małpek, poprzez latające spodki, a na poradnikach sztuk walki i suplementach diety kończąc. Nierzadko stanowiły one dodatkową treść (oczywiście w oderwaniu od treści komiksu), przyjmowały formę mini-komiksów, foto-story czy komiksowych dymków. 

Były one nieodłącznym elementem, który przez wiele lat utrwalał się w pamięci i niszczył psychiki ówczesnych dzieciaków. Jedną z takich ofiar był scenarzysta Justin Jordan. Zafascynowały go kulturystyczne kursy Charlesa Atlasa (bez większego trudu można je znaleźć w Internecie), opowiadające o tym jak bezlitośnie gnębiony kujon zamawia poradnik, po czym natychmiast przybywa mu mięśni, mści się na oprawcy i odbija jego dziewczynę. Jordan postanowił zadać sobie pytanie: co by było gdyby ten kurs faktycznie przynosił prawdziwe efekty? Gdyby chuderlawy nerd w kilka dni pojął techniki, których przyswojenie innym zajmowały lata? Gdyby mógł łoić tyłki łobuzom? Odpowiedzią jest „The Strange Talent of Luther Strode”.

Tytułowy Luther to wychudzony nastolatek, skrycie zakochany w koleżance z ławki. Oczywiście fan komiksów i popkultury (co jest zaznaczone bardzo subtelnie), nad którym znęca się osiłek z drużyny footballowej. Typowe. Po otrzymaniu "Metody Herkulesa" przechodzi metamorfozę. Poprawia mu się refleks, wyostrzają zmysły, dostrzega słabe punkty w strukturze ludzkiego ciała i oczywiście przybiera na masie i staje się nadludzko silny. Zaraz też zdobywa ukochaną i daje nauczkę drabowi. To tyle, jeśli chodzi o fabułę pierwszego z sześciu zeszytów. Dalej pojawiają się konsekwencje dokonanego zakupu. Okazuje się, że rzeczona "Metoda" to przedruk prastarych manuskryptów spisanych ludzką krwią, ukazujących morderstwo jako coś naturalnego dla człowieka, - drogę do samodoskonalenia, stania się silniejszym, potężniejszym (co ciekawe, jako użytkowników tej metody przedstawiono m.in. Kaina, Samsona czy Kubę Rozpruwacza). Tę wiedzę mogą wykorzystać tylko nieliczne, obdarzone niezwykłymi talentami osoby, których werbunkiem zajmuje się równie tajemniczy co przerażający, psychotyczny Bibliotekarz. Rzecz w tym, że Strode nie ma zamiaru przyłączać się do „klubu” maniakalnych zabójców.

Lutherowi wydaje się, że skoro ma mięśnie i potrafi skopać tyłek, to wszystkie jego problemy znikną. W rzeczywistości jest jednak inaczej, i to, co było spełnieniem marzeń (oferowanych w cukierkowej reklamie z komiksu) zaczyna przeradzać się w prawdziwy koszmar. Próby superbohaterskich wyczynów stają się drogą do coraz bardziej krwawych rajdów, które apogeum osiągną w nad wyraz dramatycznym finale. „Luther Strode” to najbardziej brutalny album z jakim miałem przyjemność obcować. Scenarzysta nie korzysta z półśrodków, idzie na całość. Doskonale rozumie estetykę splattera i slashera i z wdziękiem ją wykorzystuje przeszczepiając na grunt konwencji superbohaterskiej. Rzeki krwi, latające wnętrzności i ultraprzemoc są tutaj ważnym elementem opowieści: uzasadnionym, potrzebnym i usprawiedliwionym.

Bohaterowie również stanowią ciekawą galerię. Luther – na początku przypominający nieco Petera Parkera czy Dave’a Lizewskiego – to chłopaczek po przejściach, ukrywający się z matką przed sadystycznym ojcem, dobroduszny i mocno stąpający po ziemi. Pete – przyjaciel i sidekick Strode – lekkoduch, trochę tchórzliwy, ale jak się okazuje, potrafiący zdobyć się na akt wielkiego poświęcenia. Petra – wspomniana „zdobycz” Luthera – niezależna, chadzająca własnymi ścieżkami, twarda dziewczyna. No i Bibliotekarz – sadystyczny, wyrafinowany i bezwzględny werbownik dążący, dosłownie, po trupach do celu. Wszyscy mają spory bagaż doświadczeń i emocji, są wzorowo poprowadzeni i świetnie ze sobą współgrają bądź kontrastują.

Jordan, jak na debiutanta, sprawdził się wyśmienicie. Inspiracje zaczerpnął z tradycji klasycznych komiksów superbohaterskich i wymieszał ją z elementami kultowych filmowych horrorów (zwróćcie uwagę na maskę Luthera, która jest analogią do Jasona czy Leatherface’a), dzięki czemu otrzymaliśmy zupełnie inne spojrzenie na zagadnienia związane z mocami i wielką odpowiedzialnością. Stworzył efektowny dramat skąpany we krwi i flakach, zilustrowany przez – również debiutanta – genialnego Tradda Moore’a, którego kreska jest tak dynamiczna, a zarazem przejrzysta i dosłowna, że aż przechodzą ciarki. Strona wizualna przykuwa uwagę od pierwszych plansz i hipnotyzuje aż do samego końca opowieści. Styl Moore’a można porównać do Johna Romity Jr., ale bardziej dojrzałego, zupgradeowanego, z większym pazurem i błyskiem w oku.

„The Strange Talent of Luther Strode”, jak na komiks niezależny, spoza wielkiej dwójki, odniósł spory sukces na rynku amerykańskim. Docenili go czytelnicy, krytycy (pozytywne recenzje, a także nominacje do nagród Eagle, Stan Lee i Expocomic) i włodarze innych wydawnictw, którzy zwerbowali obu twórców. Jordan pisze scenariusze do „Shadowmana” z reaktywowanego wydawnictwa Valiant, a Moore tworzy już dla Marvela i DC). Dzięki temu wsparciu, mogą kontynuować dalsze losy utalentowanego mocarza na łamach „The Legend of Luther Strode”, którego sequel na początku wcale nie był tak oczywisty.

środa, 11 września 2013

#1366 - Trans-Atlantyk 216

Na konwencie w Baltimore przyznano tegoroczne Nagrody Harvey`a. Deszcz wyróżnień, którymi obsypywana jest Saga nie ustaje. Po sukcesie odniesionym podczas rozdania tegorocznych Eisnerów, bestseller z wydawnictwa Image nagrodzony został sześcioma statuetkami Harvey`a (w kategoriach Best Writer, Best Artist, Best New Series, Best Colorist, Best Single Issue or Story oraz Best Continuing or Limited Series). Wśród innych wygranych gali BCC warto wspomnieć o serii „Adventure Time” (dwie statuetki - Special Award for Humor in Comics oraz Best Original Graphic Publication for Younger Readers), Jaime`m Hernandezie (laur Best Cartoonist za „Love nad Rockets: New Stories”), czy albumie „Richard Parker: The Score (triumfował w kategorii dla najlepszej powieści graficznej) A wracając jeszcze do  „Sagi” - znakomita seria Briana K. Vaughan i Fiony Staples zdobyła także statuetkę Hugo za najlepszą powieść graficzną. pokonała między innymi piąty tom „Locke and Key” z wydawnictwa IDW czy pierwszą odsłonę „Saucer Country” – skasowanej już serii Paula Cornella, której publikowaniem zajmowało się Vertigo. Innym okołokomiksowym akcentem podczas rozdania nagród Hugo było zwycięstwo filmowych „Avengers” w kategorii Best Dramatic Presentation, Long Form. (KO/KT)

Domowi Pomysłów bardzo opornie idzie ruszanie z drugą fala tytułów, jakie mają ukazywać się pod szyldem Marvel NOW! Wiadomo na razie, że drugie uderzenia będzie miało miejsce w okresie świątecznym i rozpocznie się 24 grudnia. Pierwszym tytułem ma być Inhuman”, o którym wiedzieliśmy już wcześniej, a drugim -  All-New Invaders. Podobnie, jak nowa seria Matta Fraction i Joe Madureiry, także tytuł Jamesa Robinsona i Steve`a Pugha (obaj artyści podebrani zostali z DC) będzie wynikiem tego, jak skończy się event  Infinity i swoje początki ma mieć w  Avengers. Nowy zespół Invaders będzie musiał zmierzyć się z kosmicznym zagrożeniem ze strony Kree. W tym celu Kapitan Ameryka sprzymierzy się ze swoimi kompanami z czasów II Wojny Światowej, Namorem, oryginalnym Human Torchem oraz Bucky`m. Oprócz tego Axel Alonso mówi, że wśród postaci, które znajdą się w świetle reflektorów drugiej fali będą między innymi Silver Surfer i Black Widow. Czekam na więcej zapowiedzi. (KO)

Niezbyt długo trwała przygoda Freda Van Lente z pisaniem przygód grupy G.I. Joe. Scenarzysta ten zajął się trzecią regularną serią „G.I. Joe” w barwach IDW i właśnie ogłosił, że swoją przygodę z tym tytułem zakończy na jedenastym numerze cyklu. Van Lente stworzy przed swoim odejściem jeszcze jeden story-arc, natomiast nazwisko jego następcy nie jest jeszcze znane. Twórca uważa, że w ciągu tych jedenastu zeszytów dokończy wszystko to, co zaplanował sobie zgadzając się na zajęcie posady scenarzysty serii. Z drugiej strony ciężko w to uwierzyć, ponieważ „G.I. Joe  v.3 spotkało się z wyjątkowo chłodnym przyjęciem ze strony zarówno krytyków, jak i fanów. Scenarzyście zarzuca się niepotrzebne upublicznienie istnienia grupy oraz zbyt częste chwalenie się swoją wiedzą wojskową, przez co często fabuła osiadała na niepotrzebnych mieliznach. Jako potencjalnego następcę Van Lente wymienia się Mike’a Costę, który stworzył już wiele interesujących przygód z udziałem Jonesów, lecz nigdy nie było mu dane pisać głównej serii. (KT)

Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów pojawiła się nadzieja na to, że wydawnictwo Avatar Press opublikuje drugi już komiks, którego opis nie będzie ograniczać się do: krew, flaki i cycki. Pierwszym z nich jest nienajgorszy „Uber” Kierona Gillena. Wszystko za sprawą Jonathana Hickmana, który właśnie dzięki temu wydawcy postanowił przedstawić światu sześcioczęściową miniserię „God is Dead”. Komiks opowiadać ma o mężczyźnie, który otrzymuje zadanie polegające na znalezieniu sposobu na zabicie boga. Skąd wzięła się taka potrzeba? Otóż świat w którym żyje główny bohater ogarnięty jest chaosem z powodu pojawienia się niemal wszystkich znanych ludzkości bóstw. Jeśli więc chcecie zobaczyć team-upy Zeusa z Odynem czy też Ra z Quetzalcoatlem (jedno z bóstw Azteckich), walkę ludzkości o przetrwanie tego chaosu, a także obejrzeć sporo scen mocnego gore, możecie już rozglądać się w sklepach internetowych, ponieważ pierwszy numer „God is Dead” jest już dostępny. (KT)

Strzał w stopę zalicza DC Comics. Kolejny raz w ostatnim czasie, zresztą. Wydawnictwo zabroniło J.H. Williamsowi oraz W. Haden Blackmanowi przedstawić na łamach „Batwoman” ślubu Kate Kane oraz jej dziewczyny Maggie Sawyer. Efektem tego kroku jest odejście obu twórców z serii po numerze #26, który ukaże się w grudniu. Sytuacja jest o tyle dziwna, że obaj autorzy zgodnie twierdzą, że planowali dla pisanych przez siebie bohaterek kompletnie normalny ślub, a nie manifestację poparcia lub sprzeciwu wobec legalnych w niektórych stanach związków homoseksualnych. Williams III nie kryje swojego rozczarowania zaistniałą sytuacją, ale zapewnia, że odejście z „Batwoman” nie wpłynie na jego pracę przy „The Sandman: Overture”. Niespodziewanie sporo zamieszania pojawiało się przy ogłaszaniu twórców, którzy mają przejąć serię. Najpierw DC Comis oficjalnie potwierdziło, że Batwoman zostanie przejęta przez Marca Andreyko i Jeremy`ego Hauna (co oznaczałoby również, że Trevor McCarthy opuści posadę rysownika). Mieli przejąć schedę po swoich poprzednikach już w numerze 25., ale później, przy okazji prezentacji zapowiedzi na grudzień okazało się, że Williams i Blackman dokończą swoją historię, a ich następca zadebiutują w numerze z liczbą 26 na okładce. Jednak wydawnictwa znowu zmieniło zdanie i zapowiedz, wracając do wersji z Andreyko i Haunem. Sam się w tym wszystkim pogubiłem, ale na chwilę obecną tak chyba to wszystko wygląda. DC powoli zaczyna przypominać Azyl Arkham - zupełnie (nie)poważny dom pełen waria... tzn. redaktorów, którzy nie potrafią porozumieć się z zatrudnionymi artystami. (KT/KO)

Niemniej dziwna sytuacja zdarzyła się niedawno J. Michaelowi Straczynskiemu. Nie mogąc przez miesiąc nawiązać żadnego kontaktu z Benem Templesmithem, postanowił zwolnić go z funkcji artysty serii „Ten Grand” wydawanej przez Image Comics. Jego następcą został nieznany szerzej rysownik CP Smith, który pierwsze stronnice narysuej już w piątym numerze cyklu. Gdy informacja ta ukazała się na amerykańskich serwisach komiksowych, Templesmith przypomniał sobie o swoich zobowiązaniach. Według doniesień z Twittera JMS-a, obaj twórcy już dyskutowali o możliwości współpracy w przyszłości nad innymi tytułami. (KT)


Spór pomiędzy Marvel Comics, a Gary`m Friedrichem dobiegł końca. Sądowa bitwa o prawa do postaci Ghost Ridera ciągnęła się od dobrych sześciu lat. Friedrich twierdził, że w 2001 roku prawa do bohatera, którego wymyślił w 1972 roku należały już do niego. Sąd w pierwszej instancji zawyrokował jednak inaczej i uznał, że Ghost Rider, podobnie, jak wielu innych herosów, "należy" do Domu Pomysłów. Tym samym jakiekolwiek roszczenia finansowe, które Friedrich zgłaszał wobec dwóch kinowych ekranizacji "jego" bohatera są bezpodstawne. Oczywiście, artysta odwoływał się dalej, ale skończyło się na ugodzie. Jej warunki nie są (oczywiście) znane, ale przypuszczam, że Friedrich po prostu sobie odpuścił. To nie pierwsza sprawa tego typu i do tej pory nie zdarzyło się raczej, aby z sali sądowej to twórca, a nie wydawnictwo, wychodziło z glorii zwycięzcy.

wtorek, 10 września 2013

#1365 - Komix-Express 200

Odliczanie do Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi trwa. Do największej komiksowej imprezy w Polsce, na którą się czeka się cały rok i na której trzeba się pokazać, jeśli chce się zachować twarz w komiksowym fandomie, został już niespełna miesiąc. 24. edycja MFKiG będzie jednak wyjątkowa – po raz pierwszy nie odbędzie się w ŁDK`u. Przyznam, że po tylu latach mocno zżyłem się z tym obiektem i trochę mi szkoda, że organizatorzy opuszczają niegościnne ponoć mury lokalnego Domu Kultury i przenoszą się do Atlas Areny. Zobaczymy, czy obiekt zlokalizowany przy Al. Bandurskiego 7 spełni oczekiwania fanów komiksowych. Wciąż czekam na program imprezy, który zgodnie z niepisaną tradycją pojawi się w ostatniej chwili. Mam również nadzieję, że lista gości (zagranicznych) nie jest jeszcze zamknięta i oprócz Dona Rosy, Davida B., Stephena Desberga, Grzegorza Rosińskiego i Guy Delisle`a (który podobno odwołał swój przyjazd do Miasta Włókniarzy) jeszcze jakieś ciekawe nazwiska się pojawią.

Znamy pierwszą pozycję, która ukaż się nakładem oficyny Smart Comics. „Kapitan Pixel” pierwotnie ukazywał się cyklicznie na łamach jednego z tygodników poświęconych grafice komputerowej. Później, w roku 2012 amerykańskie wydawnictwo Arcana zebrała poszczególne epizody i wydała je w oddzielnym zeszycie, który teraz zawita nad Wisłę. Pierwszy epizod przygód „Kapitana Pixela” zatytułowany będzie „IP 23.178.05.001”. Autorem scenariusza i rysunków jest jednocześnie szef Smart Comics, czyli Maciej Prożalski. Za 32 strony zapłacić będzie trzeba 10 złotych. Tak przedstawia się opis tego komiksu:

Kapitan Pixel to historia tajemniczej istoty jaką jest tytuły Kapitan, która wraz z Miśkiem Polarnym i jeszcze bardziej tajemniczym Adobusem próbuje opuścić krainę, w której wszystko powoli znika. To wyścig z czasem, w którym stawką jest życie trójki bohaterów. Czy uda im się uciec przed wszechogarniającą pustką? Sprawdźcie sami!

Dość niespodziewanie w ofercie wydawnictwa Ongrys pojawiła się zapowiedz pierwszego tomu „Sagi Valtów” (jak podpowiada Jakub Syty komiks zostanie wydany pod tytułem "Saga Valty" lub "Saga z Valty"). Komiks autorstwa Jeana Dufauxa (scenariusz) i Mohameda Aouamri (rysunek) nijak nie pasuje do dotychczasowego profilu oficyny Leszka Kaczanowskiego, która specjalizowała się w reedycji nieco zapomnianych, polskich klasyków „z tamtych lat”. „Saga Valtów” to całkiem świeża pozycja z gatunku heroic fantasy, która na rynku frankofońskim ukazała się w zeszłym roku nakładem wydawnictwa Lombard. Szczegóły polskiej edycji nie są jeszcze znane, ale wiadomo, że album ma być wydany w podobnej formie, co komiksy z serii „Tajfun”, zarówno pod względem cenowym, jak i formatowym.

Pojawiła się oficjalna zapowiedz „Niezwykłej historii Marvel Comics”. Książka Seana Howe`a odsłaniająca kulisy dziejów największego amerykańskiego wydawnictwa komiksowego to dla mnie jedna z najciekawszych pozycji tego roku. Będę musiał jeszcze trochę wytrzymać do listopada, na kiedy zaplanowana została premiera, ale mam nadzieję, że będzie warto. Polskim wydawcą „Niezwykłej historii Marvel Comics” jest Sine Qua Non. Tłumaczeniem zajął się Bartosz Czartoryski, a za liczącą około 500 stron pozycję trzeba będzie zapłacić 60 złotych. Przelicznik literka na grosz wydaje się więc dobry. Oto oficjalny opis:

Historia Marvela spisana przez Seana Howe’a to burzliwa i bolesna wersja mojej ulubionej opowieści o bandzie dziwaków, która zmieniła świat. Fakt, że to wszystko jest prawdą, to wisienka na torcie

Operująca w maleńkim biurze na Madison Avenue firma Marvel Comics na początku lat sześćdziesiątych przedstawiła światu szereg postaci w jaskrawych kostiumach. Prace wydawnictwa wyróżniały się inteligentnym dowcipem i bezlitośnie obnażały zwyczajne ludzkie wady. Spider-Man, Fantastyczna Czwórka, Kapitan Ameryka, Hulk, Iron Man, Thor, X-Men i Daredevil szybko zdobyli serca nastoletnich czytelników i rozpalili wyobraźnię artystów, intelektualistów i kulturowych buntowników. Epickie Uniwersum Marvela stało się najbardziej wyszukanym z fikcyjnych światów i zyskało rangę współczesnej amerykańskiej mitologii.

Droga Marvela na szczyt była niezwykle wyboista. Firma startowała ze straconej pozycji. Dzisiaj ma status niepokonanej korporacyjnej bestii. Przetrwała machinacje Wall Street, porażki Hollywood i upadek rynku komiksowego. Postaci ze świata Marvela przechodziły przez ręce kolejnych pokoleń genialnych redaktorów, rysowników i scenarzystów. Ludzie, którym powierzono opiekę nad tradycją – zubożałe cudowne dzieci, czarujący pacyfiści i najemni karierowicze – zmuszeni byli zmagać się z komercjalizacją, kapryśnymi czytelnikami oraz biurową codziennością.

Sean Howe podpatruje nietypowe osobowości zza kulis. Stan Lee, Frank Miller, Todd McFarlane, Jim Shooter i Jack Kirby to przykłady twórców, których sylwetki autor przybliża w tym niesamowitym kompendium wiedzy o wydawnictwie Marvel.

Oparta na ponad stu oryginalnych wywiadach Niezwykła historia Marvel Comics to opowieść o urodzajnej wyobraźni, przyjaźni na śmierć i życie, pełnych dynamicznej akcji walkach na pięści, nawróconych grzesznikach, nieprawdopodobnych sojuszach i niespodziewanych zdradach. Sean Howe przedstawia jeden z najbardziej niezwykłych i uwielbianych popkulturowych symboli w historii Ameryki.

Niezwykła historia Marvel Comics otrzymała w 2013 roku prestiżową Nagrodę Eisnera w kategorii najlepsza książka o tematyce komiksowej.


Znane są szczegóły polskiego wydania „Długiego Halloween”. Mucha Comics sięgnęła po jeden z najlepszych komiksów z Mrocznym Rycerzem, co do tego nie ma wątpliwości Ale za liczący sobie 374 strony album Jepha Loeba i Tima Sale wydawnictwo każe sobie zapłacić 149 złotych. I tutaj, w przeciwieństwie do opisywanej powyżej pozycji, mam już pewne wątpliwości, czy jest to taka dobra cena. W oryginalnej wersji językowej ten sam komiks można kupić w pewnym sklepie internetowym za nieco ponad 83 złotych (w promocji – nawet za 73). Nawet doliczając ewentualne zniżki polska wersja wychodzi sporo drożej. Nie jest to co prawda wersja w twardej okładce i przypuszczam, że papier może być gorszy, ale wersja amerykańska liczy sobie... więcej, bo 384, strony. W tym miejscu absolutnie nie przypuszczam, żeby Mucha coś z komiksu wycięła, ale co się z tymi 12 10 brakującymi stronami? Opis polskiej wersji prezentuje się tak:

Zamaskowany bohater, który uczy się, że nie może nikomu ufać.
Seryjny morderca uderzający tylko w święta.
Król zbrodni, który próbuje utrzymać rozpadające się imperium.
Miasto osaczone przez gangsterów, które staje się przystanią dla dziwolągów.
Uczciwy prokurator ukrywający przerażającą tajemnicę.
Tajemnicza kobieta kusząca Mrocznego Detektywa.
I przyjaźń, która zostanie zniszczona na wieki.

Oto fragmenty zagadki kryminalnej znanej jako: „Długie Halloween”.

Gdy Mroczny Rycerz stara się odnaleźć nieuchwytnego, tajemniczego seryjnego mordercę, uderzającego tylko w święta, odkrywa, że nie brakuje mu podejrzanych. W Gotham City, mieście nękanym przez gangsterów i przestępców w dziwacznych kostiumach, każdy może stać się ofiarą. Laureaci nagrody Willa Eisnera, Jeph Loeb i Tim Sale (autorzy albumów: „Batman: Nawiedzony Rycerz” oraz „Superman: Na wszystkie pory roku”) przedstawiają wciągającą opowieść z początków kariery zamaskowanego obrońcy Gotham, w której występują najwięksi wrogowie Batmana.

Już wkrótce w sieci pojawi się kolejny, polski superbohater - w październiku komiksowo nawiedzi  „Polski duch”. Autorzy wrzesień przeznaczyli na rozruch i na stronie projektu można na razie znaleźć szkice, projekty postaci, okładkę (?) i pierwsze trzy strony. Planowo komiks ma być aktualizowany w każdy poniedziałek, a tworzony będzie przez kilku, a w przyszłości może nawet kilkunastu twórców. Nie wiadomo jeszcze jakie nazwiska pojawią się w stopce, oprócz Tomasza Kleszcza, który niemal na pewno jest autorem większości ilustracji, które można znaleźć na stronie.

Karol to typowy sfrustrowany inteligent przed trzydziestką. Mieszka z rodzicami, ma beznadziejną pracę i w ogóle ciężko mu żyć w jego ukochanym, aczkolwiek do szpiku kości absurdalnym kraju. Kiedy wydaje się, że w jego życiu nic już się nie zmieni, zostaje wciągnięty w kryminalną intrygę na wielką skalę. Byłoby to jeszcze do przyjęcia, gdyby nie pojawiający się gdzieś w oddali cień niezwykłej postaci, którą z Karolem łączy nadzwyczajna więź…

Obowiązkowy news filmowy - "chętnie sprzedałabym swoje pierworodne dziecko, byle tylko zagrać Harley Quinn" - taką chwytliwą sentencją Katee Sackhoff zakończyła swoją wypowiedz w sprawie swojej wymarzonej roli. Pierwsza dama fandomu, gwiazda serialu "Battlestar: Galactica" i spełnienie marzeń każdego geeka, nie ukrywa, że chętnie wykorzystałaby swój potencjał, żeby stać się gwiazdą którejś adaptacji komiksowej. Oczywiście, jej wypowiedz można by włożyć między gwiazdorskie bajania, gdyby nie plotki o tym, że o Sackhoff pytali się w Marvel Studios, sondując jej dostępność w pierwszym kwartale przyszłego roku. Wraz z wypowiedzią Louisa D’Esposito o tym, że w Domu Pomysłów myśli się o filmie z żeńską protagonistką w roli głównej wszystkie te kawałki układają się w jedno - obraz z Ms. Marvel w roli głównej!

sobota, 7 września 2013

#1364 - Chew vol. 1: Tasters Choice

Zdawać by się mogło, że tematyka kulinarna nijak ma się do wątków związanych z zabójstwami, kosmitami, rządowymi spiskami czy dynamiczną akcją. A jednak.

Tony Chu jest cybopatą. Co oznacza, że po ugryzieniu np. jabłka, w jego głowie pojawiają się obrazy drzewa, na którym dojrzewało, jakich pestycydów użyto i kiedy zostało zerwane. Może także wziąć kęs hamburgera i zobaczyć cały proces jego powstawania. A jako, że pracuje w policji, swoje niezwykłe umiejętności wykorzystuje do rozwiązywania spraw kryminalnych. I nie, nie lubi gdy nazywa się go kanibalem. Tony Chu nie jest jedynym, który posiada zadziwiające zdolności związane z żywnością. Bardzo wąskie grono „dziwaków” – jak zwykło się ich nazywać – uzupełniają saboscrivnerzy, czyli osoby potrafiące opisywać dania z ogromną precyzją, tak barwnie, że ludzie czytając bądź słuchając ich, czują jakby fizycznie je spożywali; cybolokutorzy potrafiący komunikować się poprzez jedzenie i przekładać poematy czy prozę na język potraw; veresopherzy, którzy im więcej zjedzą tym mądrzejsi się stają; oraz inni z równie zdumiewającymi zdolnościami.

Wszystkim przyszło żyć w czasach drobiowej prohibicji, będącej następstwem pandemii ptasiej grypy, która pochłonęła 23 mln amerykańskich obywateli oraz 116 mln w pozostałych częściach świata. Handel nielegalnym mięsem, czarny rynek jaj i rozkwit podziemnych restauracji to sprawy, którym czoło stawia Tony oraz jego wspomagany bionicznymi wszczepami partner, John Colby. Obaj ekspresowo zostają wcieleni w szeregi Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), będącej obecnie najpotężniejszą rządową komórką. Równie szybko okazuje się, że powyższe sprawy to tylko mało istotny czubek góry lodowej, gdyż na światło dzienne wypływają coraz bardziej zadziwiające fakty i zdarzenia. W ich centrum znajduje się malutka, polinezyjska wyspa Yamapalu, gdzie wysiały się kosmiczne ziarna owocu, po ugotowaniu smakującego identycznie jak kurczak. Kurjagoda szybko staje sie obiektem zainteresowań nie tylko FDA, ale też biznesmena próbującego wprowadzić na rynek zmodyfikowane genetycznie żaby, w wyglądzie jak i w smaku przypominające drób, o nazwie Chogs (chicken frogs). To wszystko to zaledwie promil pomysłów, jakimi obdarza nas scenarzysta John Layman.

Pierwszy numer serii „Chew” zadebiutował w 2009 r. i z miejsca stał się bestsellerem Image Comics (goszczącym m.in. na listach New York Timesa). Utrzymująca się wysoka sprzedaż i liczne nagrody (Eisner, Harvey, Eagle) potwierdziły tylko, że Layman do spółki z rysownikiem Robem Guillorym są wyśmienitymi kucharzami, potrafiącymi przyrządzić potrawę na długo zapadającą w pamięć. Zasługa tutaj licznych składników, wydawać by się mogło zupełnie od siebie nie pasujących: wypaczony czarny humor, uroczy sarkazm, niecodzienne moce, rządowe spiski, kosmiczne oddziaływania, kryminalne zagadki, wyśmiewanie społecznych obyczajów, gore, kanibalizm, szczypta love story. Danie główne zdaje się być kuchennym koszmarem, ale w rzeczywistości to oryginalny, smakowity, choć szalony posiłek. Na przystawkę scenarzysta podaje Poyo – krwiożerczego i zabójczego koguta (który uzyskał już status kultowego), oraz kuriozalne organizacje – Kościół Wyznawców Jajca, antyprohibicyjni radykałowie z E.G.G., a jako deser mamy tu niewyobrażalne zagrożenie o kosmicznej skali oraz tajemniczego i wpływowego wampira, z ukrycia wdrażającego swój równie zagadkowy plan. Całość, choć upichcona z przeróżnych gatunków, smakuje wręcz kapitalnie.

„Chew” prócz powyższych pomysłowych chwytów posługuje się niecodzienną narracją, często wykorzystując prologi, epilogi oraz retrospekcje, które w skali całej serii doskonale łączą się w całość. Uzupełnieniem są fantastycznie skrojone, mięsiste, żywe postacie oraz iskrzące relacje między nimi, dodające opowieści niebywałego kolorytu.

Mówiąc o „Chew” nie można pominąć Roba Guillory’a, który jest równoprawną gwiazdą serii. Jego cartoonowy, pełen szaleńczego dynamizmu i energii styl wymyka się wszelkim porównaniom. Bogaty w detale drugi plan dostarcza dodatkowych fal śmiechu, a kadry z powykręcaną twarzą Tony’ego konsumującego ludzką padlinę, niejednemu zapadną w pamięć. Kreska Guillory’a pasuje do opowieści jak białe wino do koziego sera, czyli idealnie.

Uwielbiam ten komiks. Jest niezwykle zabawny, oryginalny, świetnie narysowany i pozostawia po sobie słodki posmak genialności. Tak pięknie podanego, świetnie przyrządzonego i doprawionego posiłku nie powstydziłby się nawet Gordon Ramsey. Szkoda jedynie, że Circle of Confusion porzuciło plany adaptacji opowieści na serial telewizyjny, który mógłby okazać się hitem porównywalnym do „The Walking Dead”. Całe szczęście znajduje się ona dopiero na półmetku (zaplanowana jest na 60 zeszytów), więc przynajmniej jeszcze przez kilka lat, będzie można delektować się jej wybornością.

Autorem tekstu jest Paweł Deptuch 

środa, 4 września 2013

#1363 - Komix-Express 199

Znakomite wieści dochodzą z obozu ekranizacji Diplodoka. Studio Human Ark został wsparte sumą 80 000 euro, która wspomoże projekt stworzenia pełnometrażowego filmu animowanego będącego adaptacja kultowych komiksów Tadeusza Baranowskiego. Kwota, którą twórcy otrzymali w ramach europejskiego programu Media Programme to najwyższe możliwe dofinansowanie, o jakie można się starać. Miejmy nadzieję, że pozwoli ruszyć projektowi z kopyta. Przypomnijmy, scenariusz filmu przygotowuje Wojtek Wawszczyk wraz z Rafałem Skarżyckim, a na reżyserski stołku siądzie ten pierwszy. Produkcja ma ruszyć w przyszłym roku, a premiera zaplanowana jest na 2016. Inną dobra wiadomością jest to, że dystrybucja filmu wsparta będzie także reedycją komiksów Tadeusza Baranowskiego. Czekam z niecierpliwością na pierwsze efekty pracy! (KO)

MaciekEmproProżalski wraca do gry... przynajmniej w pewien sposób. Nie jako autor, ale jako wydawca – pod szyldem Smart Comics ma zamiar wkroczyć na polski „ryneczek” podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Zadebiutować ma dwoma tytułami, o których więcej dowiemy się w nadchodzącym tygodniu. Smart Comics celuje w zeszyty komiksowe w niewielkich nakładach (do 500 egzemplarzy), publikowanych głównie podczas konwentów, więc inicjatywa Prożalskiego to raczej fanowska zabawa w wydawnictwo, niż pojawienie się kogoś, kto zagra o pełną pulę. Empro ma przygotowane kilka tytułów na start, ale zaprasza również do współpracy innych twórców, którzy chcieliby publikować w jego barwach. (KO)

Bardzo ciekawe wieści płyną z Sine Qua Non. W zapowiedziach krakowskiego wydawnictwa w dziale komiks figurują dwie pozycje, które swoją premierę mają mieć na łódzkim Festiwalu Komiksu i Gier. O komiksowym spin-offie książkowej serii „Odd Thomas” pióra Deana Koontza było już wiadomo od jakiegoś czasu, ale chyba nigdzie wcześniej nie pojawiła się informacja o pierwszym tomie „Noego”. A rzecz to o tyle ciekawa, że współscenarzystą jest sam Darren Aronofsky, który równocześnie z realizacją komiksu pracuje nad filmową wersją opowieści o budowniczym Arki. Współautorem komiksowego skryptu jest Ari Handel, rysunki wykonał Niko Henrichon znany z serii „Baśnie” i powieści graficznej „Lwy z Bagdadu”, a oryginalnie rzecz ukazała się nakładem Lombardu. Polski przekład przygotowała Marta Duda-Gryc. Za liczący sobie 72 strony album będzie trzeba zapłacić 37 złotych, a tak przedstawia się jego opis: (KO)

"Bóg nie istnieje. A jeśli istnieje, odwrócił się od ludzkości."

Świat bez nadziei, świat bez deszczu i upraw, rządzony przez okrutnych władców i ich barbarzyńskie hordy. W tej przerażającej rzeczywistości przyszło żyć Noemu – żołnierzowi, lecz również magowi i uzdrowicielowi, którego jedynym pragnieniem jest spokój własnej rodziny. Każdej nocy Noego niepokoją senne wizje niekończącej się powodzi. Powoli dociera do niego znaczenie wiadomości zesłanej mu przez Stwórcę, który zdecydował się straszliwie ukarać ludzkość. Dał jednak Noemu ostatnią szansę na ocalenie życia na Ziemi.


25 września w Warszawie odsłonięty zostanie pomnik Rene Goscinnego. Podobizna jednego z najważniejszych europejskich twórców komiksowych pojawi się w naszej stolicy nie tylko z powodu tego, że urodził się w rodzinie polskich imigrantów żydowskiego pochodzenia. Gościem honorowym tego wydarzenia będzie córka ojca Mikołajka i Asteriksa, Anna Gościnny. To również ona jest autorką książki „Tato”, która ukaże się na polskim rynku na początku września, oczywiście nakładem wydawnictwa Znak. Za liczący 180 stron tomik zapłacić będzie trzeba 24,90 zł. Oto jego opis: (KO)

Anne Goscinny opowiada wzruszającą historię ojca, który jednocześnie jest i go nie ma – odszedł, ale żyje w świecie swoich postaci. Zatroszczył się o rodzinę książkowego Mikołajka, a osierocił własną. Autorka pisze o tym, jak próbowała poradzić sobie z utratą taty, odkrywając po drodze bolesne rodzinne tajemnice. Prawdziwe wspomnienia mieszają się z fikcją. Tylko tęsknota zostaje taka sama. Nieznane oblicze René Goscinny’ego, najsłynniejszego francuskiego humorysty.

Obowiązkowy news filmowy – Marvel oficjalnie potwierdził, że w roli Rocket Racoona „wystąpi” Bradley Cooper. Aktor znany z trylogii „Kac Vegas” i nominoway do Oskara za występ w „Poradniku pozytywnego myślenia” na planie „Guardians of the Galaxy” podłoży głos szopowi z wielką spluwą. Jego kosmicznym partnerem jest Groot – wielkie, gadającego (choć niewiele) drzewo – a razem stanowią jeden z najbarwniejszych duetów Domu Pomysłów. Kto zagra Groota? Vin Diesel już nie raz anonsował swój udział w produkcjach Marvel Studios, ale tym plotki o jego wcieleniu się w tą postać wydają się być bliżej prawdy, niż w przypadku spekulacji odnośnie Visiona. A tymczasem zdjęcia do filmu Jamesa Gunna już trwają w Londynie. Na ekranie zobaczymy między innymi Chrisa Pratta, Zoe Saldanę, Dave`a Bautista, Benicio del Toro czy Glenn Close. (KO)

Co może stać się, gdy jedna komiksowa legenda zacznie opowiadać o drugiej? Tego dowiemy się już w przyszłym roku, gdy ukaże się książka „Will Eisner: The Dreamer and the Dream” autorstwa Paula Levitza. Twórca ten szczyci się trwającą ponad 30 lat przyjaźnią z niezapomnianym autorem „Spirita” i w wydanej wkrótce przez Abrams ComicArts pozycji chce ujawnić nie tylko wcześniej nieznane szczegóły tej znajomości, ale także wiele nowych i interesujących informacji o Willu Eisnerze. Wypełniona ilustracjami książka powinna ukazać się jesienią 2014 i kontynuować będzie cykl wydawnictwa Abrams, które wcześniej opublikowało już podobne pozycje o Jacku Kirbym oraz Harvey’u Kurtzmannie. (KT)

Gdy w jednym zdaniu padają słowa „Spartanie” oraz „komiks”, niemal odruchowo każdy z nas pomyśli o „300” Franka Millera. W tym roku może ulec to zmianie, ponieważ Image Comics zapowiedziało na październik start pięcioczęściowej miniiserii „Three”, której autorem został Kieron Gillen. Scenarzysta ten znany jest obecnie najbardziej ze swojej bardzo przyzwoitej pracy dla Marvel Comics, lecz mało kto obecnie pamięta, że to właśnie dzięki wydanemu przez Image „Phonogram” trafił do Domu Pomysłów. Czy „Three” przebije ten sukces? Na razie znacznie bardziej interesująca od samego komiksu, wydaje się być geneza jego powstania. Otóż Gillen przyznaje się, że na pomysł stworzenia historii o trzech niewolnikach uciekających przed oddziałami Spartan, wpadł podczas... czytania „300” będąc pod wpływem alkoholu. Oby tylko scenariusz komiksu powstawał już bez różnego typu wspomagania. (KT)

Do ciekawej sytuacji dojdzie wkrótce w Valiant Comics. Parę lat temu jedną z ciekawszych pozycji Marvela była seria „Incredible Hercules” autorstwa duetu scenarzystów Greg Pak/Fred Van Lente. Teraz, obaj ci twórcy z osobna będą się zajmować dwoma seriami z uniwersum Valiant, lecz opowiadającymi o rodzonych braciach. To od razu dało okazję do zapytania Grega Paka, czy startujący wkrótce „Eternal Warrior” nie będzie okazją do kolejnego połączenia sił z jego dawnym współpracownikiem, który od ponad roku pisze scenariusze do „Archer & Armstrong”. Niestety, fani muszą obejść się smakiem, ponieważ Pak przyznaje iż nie planuje zbyt prędkiego crossoveru z jakąkolwiek inną serią i skupi się na budowaniu wokół Gilada jego własnej galerii łotrów oraz sojuszników. Ta informacja, nowa fala tytułów oraz ekskluzywny kontrakt dla Douga Braithwaite’a pokazują, że wydawnictwo Valiant nie rzucało słów na wiatr zapowiadając mocny atak na kieszenie czytelników w drugim roku swojego istnienia. (KT)

Obowiązkowy news od DC, uwaga - zawiera spoilery! Chociaż start nowego uniwersum DC spotkał się z różnymi opiniami, także i na Kolorowych Zeszytach, to jednak trudno znaleźć osobę, która nie doceniałaby pracy Briana Azzarello przy „Wonder Woman”. Scenarzysta ten niedawno znów zaszokował czytelników, ponieważ w dwudziestym trzecim zeszycie swojej serii, Diana zabija Wojnę. Na pierwszy rzut oka, nie byłoby w tym nic dziwnego, ostatnio w DC praktycznie co moment herosi przekraczają tę granicę, za przykład niech świadczą komiksowy Superman czy w pewnym sensie Batgirl. Jednak Wonder Woman zabijając postać z wyglądu przypominającą Briana Azzarello, sama stała się bogiem wojny. Scenarzysta obiecuje, że kolejne numery skupią się na tym, jak bohaterka będzie próbować odnaleźć się w nowej roli i zapowiada się kilka ekscytujących miesięcy, ponieważ nie wszystko co widzieliśmy w #23 jest tak oczywiste. Po dość radykalnej zmianie originu Diany i wprowadzeniu do serii postaci New Gods, to kolejny fabularny twist, który utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że właśnie „Wonder Woman” jest najciekawszą serią nowego uniwersum DC. (KT)

sobota, 31 sierpnia 2013

#1362 - Do Androids Dream of Electric Sheep: Dust to Dust

Po długiej przerwie witamy na naszych łamach Pawła Deptucha. Od dziś, w każdą sobotę w ramach cyklu "Chmurki za miedzą" będziemy publikować jego teksty o interesujących z różnych powodów pozycjach, które nie ukazały się nakładem wielkiej dwójki. Teksty, pierwotnie publikowane był na łamach "Nowej Fantastyki". Zapraszamy do lektury! 

Czy Phillip K. Dick śnił o prequelu do swojej powieści, którego by się nie powstydził?

Amerykański pisarz odcisnął olbrzymie piętno na literaturze, a swoimi utworami zainspirował dziesiątki twórców z przeróżnych dziedzin sztuki. Jedną z najsłynniejszych powieści jest nagrodzona Nebulą i Locusem „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”, która doczekała się znakomitej ekranizacji w wykonaniu Ridleya Scotta (uchodzącej za jedno z najciekawszych dokonań kina science-fiction), adaptacji teatralnej, komiksowej, gry komputerowej, planszowej a także trzech autoryzowanych książkowych sequeli K.W. Jetera (w Polsce wydano dwa: „Dzień rozliczenia” i „Noc replikantów”). Ta mieszanka sensacji i filozofii, osadzona w realiach futurystycznego San Francisco rozpala umysły do dziś i pozostaje jedną z najlepszych książek w dorobku Dicka. W 2010 roku wydawnictwo Boom! Studios, z błogosławieństwem Electric Shepherd Productions (należącej do córek autora firmy zajmującej się adaptacjami dzieł Dicka na inne media) rozpoczęło publikację komiksowego prequela, odpowiadającego na pytanie kto polował na androidy przed Rickiem Decardem.

„Do Androids Dream of Electric Sheep: Dust to Dust” rozgrywa się tuż po ostatniej wojnie światowej, której efektem było zanieczyszczenie radioaktywnym pyłem. Zwierzęta zaczynają masowo wymierać, ludzie emigrują do pozaziemskich kolonii, a programator nastroju Penfielda, przyjacielski Buster i Merceryzm dopiero zagnieżdżają się w masowej świadomości. Z kolei łowcy androidów mogą jedynie pomarzyć o testach empatycznych identyfikujących zbuntowane maszyny. A modele C-V (efekt prac korporacji Grozzi) są znacznie groźniejsze niż znane z powieści Nexusy-6. Podczas, gdy te drugie chciały być wolne i traktowane na równi z ludźmi, wyposażone w moduły bojowe i zaprawione na polu walki C-V za cel postawiły sobie całkowitą eksterminację „brudnej i spoconej” ludzkości. Jedenaście takich egzemplarzy ukrywa się w San Francisco i wdraża swój okrutny plan. Charlie Victor (również C-V) zostaje przydzielony do ich eliminacji, a jedyną osobą, która może mu pomóc, jest Malcolm Reed, „specjal” posiadający gruczoł empatyczny wykształcony na skutek oddziaływania pyłu.

Scenarzysta Chris Roberson (współpracujący m.in. z Billem Wilinghamem przy odpryskach „Baśni”, pisarz s-f, trzykrotny finalista World Fantasy Award i John W. Campbell Award) w przeciwieństwie do wspomnianego Jetera nie próbował na siłę zszywać różnic pomiędzy filmem a książką (co w przypadku sequeli spotkało się z ogromną krytyką), a skupił się jedynie na literackiej wizji Dicka. Opowiadając zupełnie nową historię, z innymi bohaterami, w nieco zmienionych realiach, zdołał w pełni przenieść ducha i atmosferę pierwowzoru. Zawarł w niej wszystkie pytania i bolączki towarzyszące Dickowi w jego twórczości. Decard odnalazł w ludziach cechy robotów, z kolei pozbawiony uczuć Victor, w robotach szuka ludzkich przymiotów. Snuje teorie na temat człowieczeństwa, wylicza różnice między żywymi a andkami, zadaje pytania o zasadność czynów. Prócz filozoficznych dywagacji, całość obfituje w sensacyjne, pełne akcji wydarzenia, przeplatane licznymi nawiązaniami do książki, poszerzającymi o niej wiedzę (np. mamy wgląd w realia wojny będącej przyczyną radioaktywnego opadu) i fabularnymi twistami, dostosowanymi do obecnych czasów. Są też bonusy, umiejętnie wplecione smaczki w postaci obecności Twitera czy iPhone’ów.

Całość zilustrował nasz rodak, Robert Adler - prywatnie fan twórczości Dicka - który świetnie czuje klimaty science-fiction i cyberpunk, co udowodnił w gorąco przyjętych przez rodzimą publikę albumach „Breakoff” i „Overload”. Zaprezentowana wizja futurystycznego (ale jednak nie do końca) San Francisco, doskonale koresponduje z tym co opisywał Dick. Przysadziste, wyniszczone budynki, latające hoovery, rozpoczynający swą ekspansję chłam, wszędobylski pył, depresyjna atmosfera – wszystko przedstawione wiernie i z oddaniem. Rysunki, choć momentami sprawiające wrażenie robionych w pośpiechu, uwiarygodniają intrygę, ożywiają miasto przyszłości i nadają odpowiedniej, wręcz filmowej dynamiki (odcinając się jednocześnie do adaptacji Scotta).

„Dust to Dust” zaplanowano na dziesięć zeszytów. Niestety niezadowalająca sprzedaż zmusiła autorów do skrócenia opowieści do ośmiu epizodów, przez co niektóre wątki zdają się być lekko przycięte. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to dzieło stojące na wysokim poziomie, z szacunkiem podchodzące do oryginału i przepełnione duchem Phillipa K. Dicka. Dzieło, które choć przeszło bez większego echa, podobnie jak filmowy „Blade Runner”, mające szanse na zdobycie dużego uznania dopiero za jakiś czas.

Autorem tekstu jest Paweł Deptuch 

czwartek, 29 sierpnia 2013

#1361 - Za oknem świeci słońce

"Wystawa Anji Wicki była jednym (z wielu) mocniejszych punktów Ligatury. W jej pracach widać prawdziwą miłość do rysowania. Na szczęście – odwzajemnioną. Logiczną konsekwencją zachwytu wystawą jest lektura wydanego przez Centralę albumu".


Mniej więcej w takim tonie Maciej Pałka pisał o twórczości szwajcarskiej artystki, której debiutancki album na polskim rynku wpadł mi w ręce. W nie mniej entuzjastycznym tonie wypowiada się Sebastian Frąckiewicz, a Maciej Gierszewski podpowiada, że to pozycja naprawdę godna uwaga. Tylko mnie jakoś „Za oknem świecie słońce” nie przekonuje. „Jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca”, że tak zacytuje pewnego klasyka. Nie zrozumcie mnie źle – to rzecz bardzo zgrabna. Formalnie dopięta na ostatni guzik, pokazująca, że Wicki na opowiadaniu obrazem się zna, a treściowo interesująca i ciekawa. Ale w żaden sposób mnie do siebie nie urzekł…

Mówiąc najprościej „Za oknem świecie słońce” jest historią o seksualnej inicjacji i przezwyciężaniu własnego wstydu. Wicki ze swoim bohaterem wraca do pewnego krępującego wspomnienia z przeszłości, kiedy do dziecięcego świata zaczyna wkradać się erotyka i cielesność. Pewnie każdy z nas te pełne zażenowania momenty różnych "pierwszych razów" zakopał głęboko w pamięci. Nierzadko (z różnych przyczyn) wypieramy je, nie chcemy o nich rozmawiać, nawet z najbliższymi. Niekiedy mamy ku temu dobre powody, a czasem nie. Zwyczajnie jest nam głupio i się wstydzimy. Z punktu widzenia osoby dojrzałej zabawy w doktora, pokątne macanki i zaglądanie pod spódnicę jawią się jak coś obscenicznego. Wulgarnego. Ale gdy dopuszczają się ich dzieci są one niewinne. To kolejny element rzeczywistości, który w swojej ciekawości chcą poznać, co czyni je naturalnymi i niemającymi żadnych znamion społecznego tabu. 

Fabuła komiksu rozwija się dwutorowo. Za sprawą jednego planu czasowego możemy śledzić dzieciństwo głównego bohatera, w drugim natomiast ujęto jego całkiem dojrzałe perypetie. Oba wątki przeplatają się w najmniej spodziewanych miejscach, tworząc bardzo interesującą, a precyzyjną kompozycję. Z tym zabiegiem koresponduje również balansowanie pomiędzy niemą narracją, a całkiem tradycyjnym łączeniem słów z obrazem. Podoba mi się sposób, w jaki Wicki zwraca uwagę na detal, w jaki sposób podkreśla rolę jakichś nieznaczących szczegółów rzeczywistości, które w wyniku jakichś wydarzeń nabierają różnych znaczeń.


Zresztą, umiejętne budowanie napięcie i odpowiednia doza dramatyzmu to nie jedyne zalety „Za oknem świeci słońce”. Autorka, jak już wspomniałem, świetnie posługuje się językiem komiksu. Opowiada w sposób przekonujący świadomie korzystając z komiksowych środków wyrazu. Jej narracja jest więcej, niż płynna, a minimalistyczna oprawa graficzna sprawia, że stylistyka albumu przypomina dziecięcej rysunku, co szczególnie podkreślone zostało przez dobór kolorów.



środa, 28 sierpnia 2013

#1360 - S/N

Nie zaryzykuje twierdzenia, że związani ze środowiskiem Maszina twórcy kroczący w awangardzie polskiego komiksu są najciekawszych zjawiskiem od czasów pojawiania się „Produktu” na rynku, bo w komentarzach pod tą recenzją zaraz rozpęta się trolliada z udziałem anonimów zakochanych w amerykańskich trykotach, zapatrzonych w plecy konia czy pałających miłością wyłącznie do rodzimej klasyki. Nie napiszę, ale taka jest prawda.

To właśnie ze stajni Mikołaja Tkacza wyszedł jeden z najlepszych komiksów tego roku, czyli „Maczużnik” albo frapujące „Przygody nikogo” wpisujące się w klasycznie awangardowe (jakkolwiek absurdalnie brzmi takie sformułowanie) tradycje. Nastawieni na eksperyment, dojrzali warsztatowo, szukający nowych form wyrazu, dekonstruujący komiksowe formy, ale również nastawieni na wygłup, sztubacki żart, dadaistyczne psoty czy bardziej tradycyjne rzeczy – a to tylko początek. Poszczególni twórcy związani w jakiś sposób z Maszinem mają wiele oblicz, angażują się w coraz to nowe przedsięwzięcia i coraz śmielej poczynają sobie w naszym komiksowie. Centrala w ramach serii „Kolekcja Maszina” prezentuje kolejne prace twórców związanych z tą grupą. „S/N” jest następną pozycją, która ukazała się pod tym szyldem.

Autorem scenariusza i rysunków jest Michał Rzecznik, ale część skryptów i grafik wyszła spod ręki innych związanych mniej lub bardziej z Maszinem twórców. W tym niewielkich rozmiarów albumie pojawia się plejada maszinowych gwiazd, a także szereg satelitów luźno związanych z grupą. Żeby wymienić tylko kilka nazwisk – Marcin Podolec, Daniel Gutowski, Jacek Świdzińki, Przemysław Surma – dziś to przecież nie żadni młodzi, zdolni i obiecujący, ale czołowi, wiodący i wyrobieni artyści.

Taki układ twórczych sił w pewien sposób koresponduje z formą komiksu. Zasadniczo „S/N” to zbiór jednoplanszowych pasków, ale trudno powiedzieć, aby była to antologia w zwyczajnej formie. To raczej zbiór różnorodnych, krótkich historii, które łączy nie tyle temat, nie tyle treść, ile koncept (oraz forma, co jest rzeczą oczywistą). Mazol wraz ze swoimi kompanami ucieka przed konwencjami, które wpisane są w paskową formułę. I chęć nie brakuje standardowych szortów, to w oczu rzuca się nie tylko unikanie „pędu ku puencie”, ale również klasycznej, czterokadrowej kompozycji. Poszczególne historie zlewają się ze sobą. Na jednej stronie mogą znajdować się trzy kadry pierwszej historii, która swój finał będzie miała za kilka stron, w towarzystwie zupełnie innej. Przenikają się również motywy (esenowcy szczególnie upodobali sobie np. telefon), które powracają w najbardziej nieoczekiwanych momentach, burząc często dramaturgię innego paska albo każąc czytelnikowi szukać zakończenia po całym zbiorku. Taka dekonstrukcja jakby spina cały album jedną, wielką meta-narracją powodując, że zamiast przyglądać się poszczególnym fragmentom pojedynczo, zaczyna śledzić całość, próbując nadać jej jakiś, przynajmniej ogólny, sens. To bardzo interesujący zabieg, który otwiera „S/N” na kolejne interpretacje. Ale nie bójcie się, komiks Rzecznika to nie tylko seria formalnych igraszek – w zbiorku jest sporo dobrego humoru, fajnego konceptualnego dowcipu i inteligentnego żartu w artystowsko-undergroundowym guście.

Dominik Szcześniak w swojej recenzji „S/N” z wielkim entuzjazmem podkreślił, że jest to jeden z najlepszych komiksów tego roku. Nie mam wątpliwości, że projekt Michała Rzecznika i kolegów to rzecz z pewnością interesująca i zdecydowanie godna uwagi – przynajmniej dla tych, którzy od komiksu oczekują czegoś więcej, niż tylko rozrywki i „ładnych”, czyli wykonanych zgodnie z zasadami anatomii i perspektywy, rysunków. Ale, żeby rozpatrywać „S/N” w kontekście komiksu roku? Nie jestem przekonany.



wtorek, 27 sierpnia 2013

#1359 - Trans-Atlantyk 215

Po tym, jak DC Comics zabrało majtki Supermanowi, z Batmana zrobiło tatusia, a z Aquaman – poważnego herosa – amerykańskie wydawnictwo planuje kolejny zamach na jedną ze swoich ikon. Z okazji „Villain`s Month” w Nowej 52 pojawi się nowy Lobo. Zdziwienie jest tu o tyle na miejscu, że w „Deathstroke`u” pisanym przez Roba Liefelda pojawił się już "stary" Lobo. Teraz, jego pojawienie się ma zostać zretconowane. Redaktor naczelny DC Bob Harras mówi, że Ważniak, którego widzieliśmy nie był tym, za kogo go wzięliśmy. Nowy natomiast w niczym nie przypomina tego Lobo, którego wszyscy znamy i lubimy. Postać zaprojektowana przez Kennetha Rocaforta nie przypomina kompletnie przerysowanego, naładowanego testosteronem i adrenaliną z nieodłącznym cygarem w ustach badassa. Ma więcej z mrocznego emo-nastoolatka, niż z budzącego grozę łowcę głów. Co więcej, autorzy one-shota z ostatnim Czarnianinem w roli głównej, Marguerite Bennett i Ben Olivier. zapowiadają zrobienie z Lobo bohatera znacznie bardziej wyrafinowanego i interesującego!

Ewolucja projektu postaci
Ostateczna wersja. Przynajmniej haczyk ma.
Długo oczekiwana interpretacja Wonder Woman w wykonaniu Granta Morrisona wreszcie zaczyna nabierać coraz bardziej konkretnych kształtów. Figura księżniczki Wyspy Amazonek z całym wachlarzem interesujących motywów, takich jak erotyka, bondage, matriarchat, o których Morrison opowiadał już przy niejednej okazji. ożyje przy okazji projektu realizowanego pod szyldem Earth One. Na łamach 120-stronnicowej powieści graficznej oderwanej od obowiązującej coontinuity Szalony Szkot ma skupić się na relacjach pomiędzy matką, Hippolita, a córką Dianą i zaprezentować zupełnie nowe ujęcie sztandarowej superbohaterki. Album ma nosić tytuł „Wonder Woman: The Trial of Diana Prince”. Oprawą graficzną ma zająć się Yannick Paquette. Pierwsze szkice wyglądało po prostu fenomenalnie – Kanadyjczyk już w „Swamp Thingu: zgłaszał akces do ekstraklasy rysowników za Oceanem, a jego obecne prace wydają się jeszcze lepsze.

Jaka przyszłość czeka Savage`a Dragona? Erik Larsen ostatnio wysłał swojego herosa do więzienia i pozostawił go na łasce swoich wrogów – a sytuacja w kolejnych numerach ma się jeszcze pogorszyć. Czyżby zbliżał się koniec Zielonopłetwego bohatera, a schedę po nim miałby przejąć jego syn, Malcolm? W 193. numerze on-goinga ma rozpocząć się nowa era w dziejach Dragona i Larsen potwierdza, że tak właśnie się stanie. Malcolm wydaje się być świetnym materiałem na nowego głównego bohatera serii. Młody, nieopierzony jeszcze bohaterem zmagający się z dziedzictwem swojego ojca. Próbujący pogodzić superbohaterskie obowiązki z uczęszczaniem do szkoły. Brzmi intereseująco. No i ciekaw jestem strasznie, co Larsen przygotował z okazji 200 numeru...

Adam Hughes, Darwyn Cooke, Sam Kieth, Tony Daniel, Paul Pope, Walter Simonson, Art Baltazar, Dave Johnson czy Bruce Timm - to zaledwie połowa z 18 rysowników, którzy zilustrują zerowy zeszyt serii „Harley Quinn”! Kochanka Jokera wyręcz Dana DiDio w przeprowadzeniu rozmów kwalifikacyjne z każdym z rysowników i sama spośród nich wybierze tego, który będzie regularnym ilustratorem jej solowego tytułu. Jego pierwszy numer ukaże się w grudniu. Przyznać trzeba, że autorzy scenariusza, czyli Jimmy Palmiotti i Amanda Conner wpadli na interesujący pomysł i już na wstępie dali do zrozumienia, że niedawno zapowiedziana seria od DC Comics, może okazać się interesującą pozycją Nie ulega żadnym wątpliwościom, że kilka z wymienionych nazwisk można już teraz skreślić, lecz już za samo zebranie tak dużej grupy topowych artystów, wypada zainteresować się wspomnianym numerem. Autorzy obiecują, że w „Harley Quinn” skupią się na podejmowanych przez dziewczynę próbach wiedzenia normalnego życia, co w jej przypadku może okazać się zarazem trudne jak i zabawne.

Jakiś czas temu wydawnictwo IDW zapowiedziało pojawienie się na kartach komiksów bohaterów legendarnych animacji stacji Cartoon Network i konsekwentnie wprowadza swój plan w życie. Już we wrześniu na półkach sklepowych pojawi się pierwszy numer mini-serii „Powerpuff Girls”, a w niecały miesiąc później on-going „Samurai Jack”. Twórcy obu tych tytułów zdradzili kilka szczegółów na temat tworzonych przez siebie historii. I tak Troy Little obiecuje, że na łamach pierwszego z wymienionych komiksów zobaczymy próbę resocjalizacji największego wroga dziewczynek, czyli samego Mojo Jojo. Z kolei Jim Zub, twórca świetnego „Skullkickers” dla Image Comics, postawi przed Jackiem sporą szansę na powrót do przeszłości, a także sprawi, że bohater ten zmierzy się z całą gromadą oryginalnych przeciwników. IDW jak dotąd z ogromnym szacunkiem podchodzi do każdej z posiadanych przez siebie licencji i teoretycznie nie ma powodów do większych obaw, lecz trudno nie zwrócić uwagi na jeden istotny szczegół. Zarówno Little jak i Zub otwarcie przyznają, że Craig McCraken oraz Genndy Tartakovsky, a więc twórcy wspomnianych animacji, nie brali udziału w powstawaniu tych komiksów.

Tydzień temu głośno było o „Harley Quinn”, a kilka dni temu pojawiło się więcej informacji na temat kolejnego, ciekawie zapowiadającego się komiksu od DC. Andy Kubert opowiedział nieco więcej o mini-serii „Damian: Son of Batman”. Chyba tylko najbardziej zagorzali fani wydawnictwa DC pamiętają, że blisko pół dekady temu pojawiły się pogłoski mówiące o tym, iż współtwórca postaci Damiana Wayne’a przygotowuje osobną historię poświęconą synowi Batmana. Kubert przyznaje, że mini-seria ta powstawać zaczęła w 2008 roku, po tym gdy Internet został przełamany na pół za sprawą „Batmana” #666. Widzieliśmy w nim „możliwą przyszłość” w której Bruce Wayne nie żyje, a Damian stał się nowym, o wiele mroczniejszym Batmanem. „Damian: Son of Batman” kontynuować będzie eksplorację tej alternatywnej przyszłości i udzieli odpowiedzi na pytanie o to, jaką ścieżkę obierze syn Mrocznego Rycerza. Poznawać ją będziemy mogli od października.

Obowiązkowy news filmowy (1) - przymiarki do filmowej adaptacji "Kaznodziei" Gartha Ennisa trwają już od dobrych kilkunastu lat. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych reżyserka Rachel Talalay, znana z "Tank Girl", myślała o tym jako pierwsza. Potem, projekt tułał się od studia do studia, przechodził przez ręce różnych producentów i twórców, którzy nie mogli się zdecydować, czy przygody Jessego Custera sprawdziłyby się lepiej na małym czy dużym ekranie. W końcu, w 2006 roku "Preacher" trafił do HBO i do realizacji zabrakło (chyba) bardzo niewiele. W 2008 miał powstać pilot, ale nic z tego nie wyszło. W kilka miesięcy później Columbia Pictures zaangażowała Sama Mendesa do zajęcia się tym "gorącym kartoflem", ale reżyser wolał zabrać się za "Skyfall". Od tamtego czasu w temacie panował cisza... aż do teraz. Od dobrych dwóch lat z adaptacją "Kaznodziei" związany jest DJ Caruso, a prawa do filmu są w posiadaniu Sony Pictures. Podobno skrypt jest już gotowy (napisał go Todd August) i wkrótce mamy doczekać się "dobrych wieści" w temacie. Cóż, czekamy...

Obowiązkowy news filmowy (2) - niewielki, ale jednak faktyczny kasowy sukces filmu „2 Guns” sprawił, że studio Universal zaczęło interesować się kolejnym komiksem wydawanym przez Boom! Studios. Wybór padł na „Day Men”. Stosunkowo świeża seria opowiada o istniejącym od pokoleń zakonie służących i ochroniarzy wampirzych rodów, a całość przypomina mieszankę „Ojca Chrzestnego” oraz „Draculi”. Co prawda zainteresowanie „Day Men” nie oznacza, że na pewno powstanie film oparty na tym komiksie, szczególnie, że stworzona przez Briana Stelfreeze’a seria doczekała się na razie... jednego numeru, który w dodatku nie został najwyżej oceniony przez najważniejsze portale tematyczne w Stanach. Czyżby zadziałała obecna od kilku lat moda na wampiry?