środa, 16 czerwca 2010

#479 - Strefa komiksu: Artur Chochowski

Już od początkowych kadrów pierwszej historii ("W pogoni z Amy") widać, że Artur Chochowski jest niezwykle sprawnym komiksiarzem. Pewna, dynamiczna kreska, skróty perspektywiczne, które nie przynoszą wstydu swojemu autorowi i prawie wzorowe kadrowanie znamionują solidny warsztat, godny twórcy z krajowej pierwszej ligi. Ale zaraz – kim tak w ogóle ten Chochowski jest? Gdzie, na naszym stosunkowo małym rynku uchował się taki klejnocik?Jestem pewien, że dla wielu miłośników komiksu nazwisko Chochowskiego nic nie mówi. I nie ma im się co dziwić, bowiem nie jest to twórca szczególnie znany. Jego nazwiska próżno szukać na liście płac rodzimych zinów czy antologii wszelakiej maści. Do tej pory w bibliografii artysty, którego można kojarzyć z niszowym "Magazynem Fantastycznym", znajduje się niewiele pozycji. Kilka okładek ("Triumwirat: Mag", "Tod Robot: Re-animacja", "Antologia Science-Fiction"), parę krótszych historii (w "Likwidatorze" i "Antologii Komiksu Polskiego"). Na dobrą sprawę przekrojowe wydanie "Strefy Komiksu" poświęcone jego twórczości to pierwsza, poważna publikacja na jego koncie. To naprawdę bardzo niewiele, jak na twórcę z takim potencjałem.

Prace zebrane w tym tomiku stanowią naprawdę świetną wizytówkę dla swojego autora, którego wypada uznać za jednego z najciekawszych, rodzimych rysowników komiksowych. Rysunki Chochowskiego przypominają mi dokonania Śledzia z okresu pracy nad "Osiedlem Swoboda", tylko bardziej dojrzałe i dopracowane. W zależności od danej historii i jej entourage'u, artysta odpowiednio dostosowuje i modyfikuje swoją kreskę. W "Życiowej roli" i "Likwidatorze vs. siły inwazyjne", fabułach do skryptu Roberta Zaręby, jego styl jest bardziej drapieżny, satyryczny i zdeformowany, choć momentami przynoszący na myśl prace Tomasza Lwa Leśniaka, znanego z oprawy wizualnej do "Jeża Jerzego". W "Drągalu" (w roli scenarzysty znów występuje Zaręba) Chochowski zmierzył się z konwencją realistyczną i wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką, momentami bardzo sprytnie maskując swoje braki.

Znacznie większe pole do popisu zapewnia mu bardziej "komiksowa" stylistyka, obecna w innym krótkim metrażu z uśmiechniętym eko-terrorystą w roli głównej. "Likwidatora i wykluczonych" Chochowski pociągnął wyczyszczoną kreską w odcieniach szarości, ciążącą ku klasycznemu, komiksowemu przerysowaniu. Efekt jest naprawdę piorunujący! Dla odmiany bardzo starannie wycieniowany i delikatnie pociągnięty tuszem "Krąg" (napisany przez Konrada Mizerę) prezentuje się tylko solidnie. Co ciekawe, Chochowski radzi sobie również z kolorem. Wśród takich prac najsłabiej prezentuje się "Stacja" (strasznie płaska), ale już "Anioły i potwory" oraz "Zajebiste" wyglądają bardzo fajnie.
Jak widać całkiem spory rozrzut stylistyczny udowadnia, że Artur Chochowski jest bardzo sprawnym i wszechstronnym rysownikiem. Niestety, z oprawą wizualną na wysokim poziomie nie idzie w parze jakość scenariuszy. Obok dwóch, typowych fabuł z "Likwidatorem", mamy bowiem "Drągala" pochodzącego z antologii "11/11 = Niepodległość". Dość miernie napisaną opowieść o Aleksandrze Młyńskim, akowskim bohaterze walczącym z radzieckim okupantem w okolicach Radomia. "Życiowa rola" to całkiem sympatyczny szorciak, choć nieco na siłę rozciągnięty, a resztę stanowią typowe wypełniacze będące albo zabawami z formą ("Zajebiste", "Krąg"), albo komiksowymi wprawkami, opartymi na jakimś koncepcie ("Stacja", "Anioły i potwory", "Superniezawodny Sześciostrzałowiec"). Tak naprawdę żadna z prac obecnych w antologii nie wyróżnia się niczym na tle innych. Irytują również drobne wpadki, jak znikająca bransoletka czy jedno niepotrzebne "warto" w pewnym dialogu. Takich niedopatrzeń jest całkiem sporo.

Antologia komiksów Artura Chochowskiego sprawdza się, jako znakomite portfolio dla swojego twórcy. Wypada go uznać, za jednego z najciekawszych rodzimych rysowników komiksowych, konsekwentnie promowanego przez Roberta Zarębę. To twórca, który ma wszystkie dane, aby błysnąć na rodzimej scenie i wypada tylko czekać, aż wpadnie w jego ręce jakiś solidny scenariusz. Natomiast jeśli idzie o "Strefę Komiksu" poświęconą jego twórczości, to jako zbiór komiksowych historyjek, wypada bardzo blado. Delikatnie mówiąc. Ci, którzy nastawiają się na ciekawą lekturę, mogą poczuć się srodze zawiedzeni.

wtorek, 15 czerwca 2010

#478 - Samotnik

Po opowieści o "Henri Desire Landru", francuskim seryjnym mordercy z przełomu XIX i XX wieku i Benjaminie Tartouche'u, któremu przytrafiła się wizyta w "Czyśćcu", przyszła kolej na tajemniczego mieszkańca pewnej latarni morskiej. W swoim ostatnim wydanym w Polsce komiksie pochodzący z Alzacji Christophe Chaboute opowiada historię "Samotnika"Na łamach swojego komiksu Chaboute udowodnił, że komiksiarzem jest znakomitym. Jego warsztatu i umiejętności mogą zazdrościć najlepsi twórcy w branży. Komiksowy kunszt opanowany ma w każdym jego aspekcie. Wzorowo stopniuje napięcie u swojego czytelnika, przez pierwszych kilkanaście stron trzymając go w niepewności. Nie wiadomo, co stanie się za chwil parę, w którą stronę skręci fabuła, jak rozwinie akcja. Narracja zbudowana za pomocą bardzo drobno pociętych ujęć snuje się niespiesznie. Filmowe kadry są nakreślone z rozmachem i na tyle sugestywne, że pozwalają swojemu odbiorcy mocno "wczuć się" w akcje. Wraz z mewami krążymy wokół latarni, a morskie fale kołyszą nas na małym rybackim kutrze. Chaboute ma świetne oko do detalu, sprawnie operuje komiksową kamerą, błądząc po wspomnieniach tytułowego bohatera. Fabuła zbudowana jest bardzo umiejętnie, a szczególne wrażenie robi przeplatanie drugiego planu (rozmowy dwóch marynarzy dostarczających tajemnicze skrzynki do latarni) z głównym wątkiem "Samotnika".

W parze z biegłością komiksową Chaboute'a, nie idzie niestety intelektualne wyrafinowanie. Co w gruncie rzeczy nie jest niczym złym – "Samotnik" to po prostu dość zwyczajna historia o losie zdeformowanego latarnika. Polskiemu odbiorcy będzie się pewnie kojarzyła z "Latarnikiem", nowelą Henryka Sienkiewicza straszącą z wykazu szkolnych lektur obowiązkowych. Całkiem słusznie - scenografia opowieści jest taka sama, a w fabule ważną rolę odgrywa pewna książka.

Czytelników o nieco bardziej sentymentalnym usposobieniu, opowieść o tajemniczym mieszkańcu latarni może rozczulić. "Samotnik" to dość ckliwa rzecz o usilnej chęci poznawania świata, ludzkiej dobroci tkwiącej w każdym człowieku i przezwyciężaniu własnych ograniczeń i słabości. Historia jest tak bardzo optymistyczna i pełna pozytywnych wartości, że sprawia wrażenie baśniowej nieprawdziwości. Dla mnie było to dość niemiłe uczucie, odbierające nutkę tragiczności i autentyczności opowieści Chaboute'a. Choć w pewnym momencie można się rzeczywiście wzruszyć (fragment z rybką), ale generalnie całość trąca nieco melodramatyzmem. Od strony formalnej (grafika, narracja, struktura całej historii i wszystkie inne elementy komiksowego rzemiosła) zrobiona naprawdę znakomicie, ale jednak trącająca banałem. Na szczęście nie aż tak kiczowata i moralizatorska, jak "Czyściec".

W mniej niż rok ukazały się trzy komiksy autorstwa Christophe'a Chaboute'a. W naszych warunkach częstotliwość niespotykana, tym bardziej zadziwiająca, że wielu, znacznie bardziej cenionych twórców czeka na swoją kolej. Wciąż nie wiem, dlaczego Egmont tak uparcie promuje twórczość tego artysty. Po przeczytaniu frapującego "Henri Desire Landru" i fatalnego "Czyśćca", na tle, którego lektura "Samotnika" z pewnością nie rozczarowuje. Bo to zły album nie jest, ale zachwycać też się nie ma czym.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

#477 - Lucyfer #5: Inferno

"Lucyfer" może pochwalić się bardzo dobrą prasą. Przyznam, że kompletnie nie mogę pojąć tego fenomenu – komiks to dość przeciętny, może i sprawnie napisany, ale nie grzeszący ani oryginalnością, ani niczym innym. Piąty album serii, "Inferno", spotkał się z bardzo pochlebnym przyjęciem rodzimej krytyki komiksowej. Robię wielkie oczy ze zdziwienia, kiedy czytam, jaka to świetna opowieść – doskonale narysowana, z misternie skomponowaną fabułą, pełna wielowymiarowych, intrygujących postaci – i zastanawiam się czy aby na pewno czytaliśmy ten sam komiks…
Całą zasługą scenarzysty Mike'a Careya jest bardzo uważne przeczytanie "Sandmana", którego "Lucyfer" jest odpryskiem. Carey skrzętnie powiela schemat i rozwiązania fabularne Neila Gaimana, konstruując w gruncie rzeczy bardzo podobną historię, w tylko nieco innych dekoracjach. A że nie jest pisarzem choćby w połowie tak utalentowanym jak Gaiman, efekt jego pracy jest co najwyżej średni.

Połowę wartości "Lucyfera" stanowi jego główny bohater. Gwiazda Zaranna, były władca piekła, obecnie na emeryturze pomostowej, to charakter nakreślony efektownie i z rozmachem. Bezwzględny, ale honorowy, charyzmatyczny, umiejący porywać tłumy, ale chodzący własnymi ścieżkami. Do swoich celów zmierzający po trupach. Z przebiegłością i cwaniactwem godnym Johna Constantine'a, wychodzi obronną ręką ze wszystkich spisków knutych przeciwko niemu przez anielsko-piekielne koalicje. Trochę to już nudne, bo jak pułapka nie byłaby zmyślna, Lucek zawsze znajdzie sposób, żeby przechytrzyć swoich antagonistów. "To Lucyfer. On nie przegrywa". W istocie. Na kartach "Inferno" przekona się o tym anioł Amenadiel na równinach Effrul.

Inni bohaterowie wyglądają natomiast jakby byli wycięci z kartonu – bezbarwni, płascy, mogą służyć co najwyżej za tło gwieździe serii. Czyżby to, że nie zostali wymyśleni przez Neila Gaimana (tak, jak Lucyfer), miało jakieś znaczenie? Poczynania Susano-O-No-Mikoto są nudne i przewidywalne. Idę o zakład, że japońskie bóstwo burzy powróci akurat w finale. Wątek męża Mazikeen, kreowanej na jedną z najciekawszych postaci w Vertigo, swoim skomplikowaniem przypomina poboczny quest w jakiejś kiepskiej grze rpg.

Przepełzanie wątków z tomu na tom, to jedna z najbardziej irytujących rzeczy w komiksie Careya. Pierwsza historia domyka pewien wątek związany z sytuacją w Piekle i ogólnym położeniem głównego bohatera. Kolejna historia, "Niosąc dary", to 24-stronicowy one-shot, w którym los przeciętnych ludzi krzyżuje się z istotami z innych światów. Natomiast w "I zostaną osądzeni" powraca wątek półanielicy Ellaine Belloc, który będzie kontynuowany w kolejnym tomie zatytułowanym "Dworce Ciszy".Oprawa graficzna "Lucyfera" od pewnego czasu przygotowywana jest przez stały zespół rysowników. Peter Gross, Ryan Kelly, Dean Ormston i Craig Hamilton do wirtuozów komiksowej grafiki się niestety nie zaliczają, a ich prace do efektownych nie należą. Bezbarwne, mocno uproszczone, pociągnięte bardzo luźną, a momentami niechlujną kreską nie zachwycają, ale też nie przeszkadzają zbytnio w lekturze.

Głoszenie, że to jedna z najciekawszych serii w ofercie Vertigo, posiadająca pełno intrygujących postaci, świadczy o tym, że niewiele serii z tego imprintu się czytało. "Lucyferowi" jest bliżej do tłoczonych seryjne opowiastek o superherosach lub prostych fabułek snutych przez mistrzów gry podczas sesji RPG, niż do pełnokrwistego i finezyjnego komiksu, jakim był "Sandman". Nic dziwnego, że Carey o wiele lepiej radzi sobie z prostymi komiksami nurtu superhero ("X-Men", "X-Men: Legacy", "Ultimate Fantastic Four"), niż z literaturą ciut ambitniejsza.

niedziela, 13 czerwca 2010

#476 - Trans-Atlantyk 92

"Swamp Thing" w wersji Alana Moore'a był jedną z najważniejszych i najciekawszych serii komiksowych lat osiemdziesiątych. Sukces znakomitego scenarzysty próbowali później powtórzyć między innymi Brian K. Vaughan czy Andy Diggle, niestety bez większego powodzenia. Może udałoby się to China Mievillowi, nagradzanemu pisarzowi science-fiction? W zeszłym tygodniu pojawiły się plotki, że twórca, który ma na swoim koncie krótką historię z Johnem Constantinem z jubileuszowego, 250. numeru "Hellblazera", pracuje nad skryptem do nowego komiksu z Potworem z Bagien w roli głównej. Na dniach miało pojawić się oficjalne stanowisko DC Comics, potwierdzające czy chodzi o pięcioczęściową mini-serię, czy o serię regularną. Więcej - Swamp Thing miał być pierwszą z wielu postaci "starego Vertigo", które powróciłyby do regularnego uniwersum DC. W kuluarach mówiło się o takich herosach, jak Prez, Black Orchid, czy Shade. Dawniej, podziały między królestwem Dana DiDio, a strefami wpływów Karen Berger nie były tak wyraźne, jak teraz, a w vertigo-świecie przewijali się herosi z DCU. Pojawił się pomysł powrotu do tego konceptu. Niestety, projekt Mievilla został skasowany i prawdopodobnie nigdy (w takiej formie) nie trafi na sklepowe półki. Ale dosłownie kilka dni później pojawiły się kolejne pogłoski. Tym razem postać stworzona przez Lena Weina i Berniego Wrightsona ma pojawić się na kartach "Plactic Mana", kolejnego jeszcze-nie-zapowiedzianego tytułu znakomitego Ethana Van Scivera. Coś czuje, że epopeja ze Swamp Thingiem w roli głównej się nie skończyła... (KO)

Dzięki swoim politycznym i militarnym talentom Juliusza Cezara Cesarstwo Rzymskie zjednoczyło pod berłem prawie cały antyczny świat. Niestety, podręczniki historii milczą o sile, która wydatnie pomogła mu zrealizować swoje plany. A są nią wampiry, na które rzymskie legiony trafiły w Transylwanii i jako nieśmiertelni niewolnicy pracowali na chwałę imperium. W sierpniu, nakładem Wildstrom Comics ukaże się sześcioczęściowa mini-seria odkłamująca historię z przełomu wieków. Autorami "Ides of Blood" będą debiutujący scenarzysta Stuart C. Paul oraz rysownik Christian Duce. Historia rozgrywa się 44 roku p.n.e., kiedy Cezar ma paść ofiarą zamachu swojego przybranego syna, Brutusa. Dzięki obecności Valensa, wyzwolonego wampira pochodzącego z Dacji bieg historii ulega zmianie i upadek twórcy potęgi antycznego Rzymu wcale nie musi być nieunikniony, kiedy na politycznej szachownicy pojawia się seryjny zabójca mordujący prominentnych patrycjuszy. (KO)

W sierpniu dojdzie do pierwszego crossovera w ramach "Heroic Age". Studenci z "Avengers Academy" udadzą się na szkolną wycieczkę do The Raft. Z więzienia dla superprzestępców, z którego rekrutowani są członkowie nowej formacji Thunderbolts, dowodzonej obecnie przez Luke'a Cage'a, ucieknie kilku osadzonych i jeszcze zieloni w trykociarskim fachu młodzi Mściciele będę musieli sobie z nimi poradzić. Całość ma zamknąć się w zaledwie trzech zeszytach. Historia zacznie się w trzecim numerze "Avengers Academy", druga część ukaże się w "Thunderbolts" #147, a finał ukaże się w "AA" #4. Fabułą "Scared Straight" zajmą się regularni scenarzyści obu serii - Christos Gage i Jeff Parker, a rysunkami - Mike McKone, Kev Walker i Frank Martin. (KO)

A jak już przy crossoverach jesteśmy... jedno ćwierknięcie Geoffa Johnsa wystarcza, aby rozgrzać komiksowego geeka do czerwoności. Scenarzysta "Green Lanterna" i "Flasha" na swoim twitterze pół żartem, pół serio zapytał co był było gdyby Mandarin, jeden z przeciwników Iron-Mana, przymierzany do roli głównego villaina w trzecim filmie, założył pierścień Zielonej Latarni. Scenarzysta on-goinga z Zelażniakiem, Matt Fraction odpowiedział, że z taką mocą mógłby uratować rynek amerykańskich zeszytówek. A chwilę potem pojawił się rys scenariusza spotkania dwóch, znajdujących się w szczytowym momencie swoich komiksowych karier herosów - Hala Jordana i Tony'ego Starka. Crossover "Green Lantern/Iron-Man" znalazł się na ustach wszystkich komiksowych fanów, którzy ślinią się na myśl o tak niesamowitym projekcie. Z pewnością byłby to prawdziwy hit, dzięki któremu zarówno DC, jak i Marvel zarobiłoby mnóstwo zielonych banknotów. (KO)

Matt Fraction dość długo zwlekał z przejęciem posady regularnego scenarzysty "Thora", pozwalając Kieronowi Gillenowi zdobyć serca czytelników serii. Jeśli nie pojawią się żadne przeszkody, Fraction rozpocznie swoją przygodę z nordyckim bogiem piorunów już we wrześniu, wraz z numerem #615. Scenarzysta zapowiada, że będzie się działo naprawdę dużo i co więcej, będzie to świetny moment dla nowych czytelników, by rozpoczęli swoją przygodę z Thorem. O ile jakość skryptów Fractiona to rzecz bardzo dyskusyjna, o tyle pod względem wizualnym komiks zapowiada się świetnie - Pasqual Ferry stanął na wysokości zadania. (KO)

Wielkimi krokami zbliża się jubileusz "Fantastic Four" - prawdopodobnie już w 2011 roku, Pierwsza Rodzina Marvela będzie świętowała sześćsetny numer swojej regularnej serii i pięćdziesiąte urodziny. Ale gruntowne zmiany dotkną Reeda, Sue, Johnny'ego i Bena już wcześniej, bo jeszcze w lecie tego roku. Scenarzysta Jonathan Hickman zapowiada, że historia z numerów #583 - 588 wstrząśnie status quo "Fantastycznej Czwórki". Tytuł "Three" jest wystarczająco wymowny - kogoś z zespołu czeka tragiczny los. Historię zilustruje znany z pracy nad "Marvels Project" i "Captain Americą" Steve Epting. Tymczasem do sieci trafiły cztery teasery (pierwszy, drugi, trzeci, czwarty), przedstawiające możliwy skład FF, po tych wydarzeniach. Jak widać, nikt nie może czuć się bezpieczny. Pojawiły się spekulacje, że tym, kto zginie może być Mr. Fantastic (w runie Millara "zginęła" już Invisible Woman, więc teraz czas na jej męża). Całkiem możliwe jest również opuszczenie drużyny przez Thinga, który został anonsowany jako członek nowych New Avengers. (KO)

O potencjalnej kontynuacji "300" zaczęły chodzić słuchy w momencie, kiedy okazało się, że film Zacka Snydera na podstawie powieści graficznej Franka Millera zarobił krocie. Plotki głosiły, że równolegle powstanie zarówno komiks, jak i film. Dwa tygodnie temu Dark Horse Comics ogłosiło, że prequel opowieści o obronie wąwozu termopilskiego pojawi się na półkach w 2011 roku i będzie nosił tytuł "Xerxes". "Ich było trzystu. On był jeden" – taki zgrabny zwrot musi na razie starczyć za streszczenie fabuły. A póki co w październiku tego roku, w ramach promowania nowego komiksu Millera, zostanie wydana litografia przedstawiająca głównego bohatera. W ogromnym formacie 24'' na 36'' (czyli 60 na 90 centymetrów) i w dwóch wersjach - regularnej, kosztującej 25 dolarów oraz specjalnej, limitowanej do zaledwie stu egzemplarzy, za którą będzie trzeba zapłacić 100 dolarów. (KO)

"Geek Honey of the Week"
(niestety dzisiaj wszystkie "farbowane" superbohaterki są ZAGRANICO!)

sobota, 12 czerwca 2010

#475 - Komix-Express 42

Już za dwa tygodnie gdańska Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego (Targ Rakowy 5/6) wypełni się fanami komiksów. A to za sprawą trzeciej edycji Bałtyckiego Festiwalu Komiksu, który będzie mieć miejsce w dniach 25-27 czerwca. Ubiegłoroczna edycja BFKi była dla mnie (jak i dla większości uczestników!) bardzo pozytywnym zaskoczeniem, tak więc do tej tegorocznej odliczam już dni i godziny. Chwilę temu do sieci trafił pełny plan imprezy - podobnie jak w zeszłym roku festiwalowe atrakcje rozdzielone zostały pomiędzy dwie sale, tak więc czasami trzeba będzie dokonywać ciężkich wyborów co do równolegle odbywających się atrakcji. A trochę się jednak będzie dziać. Do Gdańska przybędzie trójka zagranicznych gości - Rutu Modan ("Rany wylotowe"), Olivier Schrauwen ("Mój syn") i znany z ubiegłorocznej edycji Yoshimasa Mizuo (producent "Ghost in the Shell"), jak również sporo z naszych rodzimych twórców (autorzy komiksów wydawanych przez Kulturę Gniewu, ekipa "Kartonu"). Bogato będzie również pod względem warsztatów - tutaj mistrzem będzie m.in. Bartek Kuczyński, Daniel Chmielewski czy Karol Kalinowski. Wszystkich zainteresowanych zapraszam serdecznie na spotkanie z dwójką najbardziej widocznych w środowisku kolekcjonerów - Mateuszem "TeO" Trąbińskim i Jackiem "Ystadem" Jastrzębskim, które będę miał okazję poprowadzić. Zanim jednak przestrzeń biblioteki zapełni się komiksiarzami to dzień wcześniej (25 czerwca) odbędzie się wernisaż wystawy Jacka Frąsia "Pusty Komiks", gdzie "każdy, kto przyjdzie (...), stanie się automatycznie uczestnikiem twórczego happeningu" - start o godzinie 19 w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia (ul. Jaskółcza 1). To co, za dwa tygodnie widzimy się w Gdańsku? (ŁM)

Pierwszy, wakacyjny pakiet Egmontu będzie miał swoją premierę 21 czerwca. Tuż przed gdańską BeeFKą do sklepów trafi długo przekładana powieść graficzna "Incognegro" (Mat Johnson i Warren Pleace, kolekcja XX wiek. Wiek XXI). Ukaże się również nowy album "Hellblazera" pod tytułem "Łajdak u piekła bram", napisany przez Gartha Ennisa i narysowany przez Steve'a Dillona oraz wznowienie piątego tomu "Miasta Grzechu" Franka Millera. Fani gwiezdno-wojennej sagi będą zapewne ukontentowani drugą częścią "Rycerzy Starej Republiki". Dla fanów komiksu europejskiego pozostaje jedynie wznowienie "Zemsty Hrabiego Skarbka" i jedenasty "Titeuf", a miłośnicy japońszczyzny będą musieli się zadowolić 28. tomem "Ranmy". Jak co miesiąc ukażą się również publikacje "kioskowe" Egmontu - "Star Wars Komiks" 6/2010 (17 czerwiec) i "Fantasy Komiks" #04 (2 lipiec). Natomiast 24 czerwca swoją premierę będą miały "Komiksowe Hity", a w nich "Mass Effect. Odkupienie". Przykładowe plansze wszystkich zapowiadanych na czerwiec komiksów można obejrzeć na Wraku. (KO)

Jedną z premier gdańskiej imprezy będzie kolejny, ósmy już numer magazynu "Ziniol" Dominika Szcześniaka. Od czasu premiery "siódemki" nieco wody upłynęło, więc dla stęsknionych fanów tego periodyku końcówka czerwca przyniesie ulgę. Nowy numer "Ziniola" przyniesie również szereg zmian od miesięcy zapowiadanych na jego "cybersferycznym uzupełnieniu" papierowej wersji: przede wszystkim magazyn zostanie nieco odchudzony - 100 stron kosztować będzie 20 zł (co w porównaniu z ostatnim numerem oznacza prawie 30 stron i 10 zł mniej), jak również zmianie ulegnie sam design pisma i logo. W środku numeru natomiast jak zawsze solidna porcja komiksów (m.in. Abadzis, Rebelka, Baranko) oraz publicystyki (m.in. Kuby Jankowskiego, Pawła Timofiejuka czy rednacza Szcześniaka). Okładka (autorstwa Benedykta Szneidera), pełny spis treści oraz przykładowe strony z komiksów dostępne są do wglądu na blogu "Ziniola". (ŁM)

Marjane Satrapi, jedna z najbardziej znanych u nas twórczyń komiksowych, odwiedzi Polskę z okazji 2. Krakowskiego Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada. Impreza ta odbędzie się w dniach 2-7 listopada pod hasłem "Inne światy, inne języki". Satrapi najbardziej znana jest ze swojego autobiograficznego komiksu "Persepolis", który doczekał się również chwalonej przez krytyków i samych fanów ekranizacji. Dwa tomy tego dzieła, jak również dwa inne jej komiksy - "Wyszywanki" i "Kurczak ze śliwkami", ukazały się u nas za sprawą nie dającego od dłuższego czasu znaku życia wydawnictwa Post. Oprócz pochodzącej z Iranu twórczyni, krakowski festiwal odwiedzi także Amos Oz, Claude Lanzmann czy Jurij Andruchowycz. (ŁM)

Kolejną z BFKowych premier będzie dziesiąty już tom hitowej serii Roberta Kirkmana "Żywe Trupy" (o podtytule "Czym się staliśmy"), wydawanej u nas przez Taurus Media. Po niesamowicie intensywnym numerze ósmym i nieco spokojniejszej "dziewiątce" przyszedł czas na kolejny tom przedstawiający losy Ricka Grimesa i jego ferajny w zniszczonej przez zombie Ameryce, gdzie jedynym ratunkiem wydaje się dotarcie do Waszyngtonu. Tam przecież "musi" być ład i porządek. Znając nieco pióro Kirkmana, jak i samą serię, to droga ta pełna będzie "niespodzianek", a sama stolica Stanów Zjednoczonych też nie musi się okazać takim rajem na Ziemi. Graficzna strona "Czym się staliśmy" bez zmian należy do Charliego Adlarda, zmianie uległa jedynie cena, która jest wyższa w porównaniu z ostatnimi tomami o 2zł. (ŁM)

W ramach krakowskiego Festiwalu Kultury Żydowskiej, który trwał będzie w byłej stolicy Polski od 25 czerwca do 4 lipca, pojawią się atrakcje związane ze sztuką komiksową. Zajmie się nimi Arie Kaplan, pisarz i komik, związany z legendarnym magazynem "MAD". Ma on na swoim koncie zarówno książki traktujące o komiksie ("From Krakow to Krypton: The history of Jews in Comics" i "Masters of the Comic Book Universe Revealed!"), jak i same komiksy ("Speed Racer: The Chronicle of the Racer" dla IDW Entertainment). W Krakowie poprowadzi dwa spotkania warsztatowe (29 czerwca, od 16:30 do 18:00 oraz 30 czerwca, od 16:30 do 18:00, oba w Żydowskim Muzeum Galicja) oraz jeden wykład (Z Krakowa na Krypton: Historia Żydów i komiksu w Synagodze Kupa 30 czerwca o 14:00). Wstęp na warsztaty - 10 złotych, a na wykład- prawdopodobnie wolny. (KO)

24 maja 2010 roku w oratorium Księży Salezjanów przy ul. Wronieckiej 9 w Poznaniu odbyła się oficjalna premiera komiksu "Piątka". Byli na niej obecni twórcy komiksu Tomasz Nowak (scenariusz) i Wojciech Nawrot (rysunek) oraz wydawca Artur Piotrowski. Termin premiery wybrano nieprzypadkowo, bowiem na 24 maja przypada uroczystość Najświętszej Marii Panny Wspomożycielki Wiernych, która patronuje kościołowi na Wronieckiej. "Piątka" to opowieść o losach pięciu młodych przyjaciół, wychowanków poznańskiego oratorium Księży Salezjanów, w których zwyczajne, codzienne życie brutalnie wkroczyła wojna. Pod niemiecką okupacją rozpoczęli działalność konspiracyjną, przez co zostali aresztowani, trafili do więzienia i wreszcie, w 1942 roku zginęli. (KO)

piątek, 11 czerwca 2010

#474 - The Batmans: Track 44 - Rafał Szłapa

Autorem dzisiejszego Mrocznego Rycerza jest Rafał Szłapa, kolejny z klubu komiksowych tatuśków. Mieszkający w Krakowie, ale pochodzący z Bielska-Białej. Jego kariera zaczęła się od prasy fanzinowej - na swoim koncie ma występy w "Czerwony Karle", "AQQ", "Lekarstwie", "Komiks Forum", a później także w "KKK". Wystąpił w egmontowej antologii "Najlepsi młodzi rysownicy", a wraz z żoną pracował nad edycją "Janosika" Jerzego Skarżyńskiego. Wśród pełnometrażowych projektów jego autorstwa warto wymienić "Pozdrowienia z Interstrefy", "Benedykta Dampca: Prywatnego Detektywa" oraz "Pielgrzymkę do Polski 1979". Ostatnio, do jego komiksowej bibliografii dołączył występ w "Komiksowym Przewodniku po Warszawie". Natomiast "Bler" to trzyczęściowa mini-seria, nad którą Szłapa pracuje od dłuższego czasu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wkrótce komiks powstanie i ujrzy światło dzienne na rynku. Wkrótce. Naprawdę. (KO)
W błyskawicznym tempie z prawidłową odpowiedzią przybył Szymon Holcman i dzięki temu do jego konta możemy z czystym sumieniem dopisać trzeci punkcik! Szymonie - serdeczne gratulacje!

Każda okazja do pokazania przynajmniej odrobiny nagości jest dobra, a że staramy się ich nie marnować to dzisiejsza zajawka jest taka jaka jest - czyli jedna z najlepszych jakie dotychczas się u nas pojawiły! Ich twórcą jest tradycyjnie twórca z Polski i również tradycyjnie czas na odgadnięcie jego imienia i nazwiska czy też ksywy wynosi dwadzieścia cztery godziny. A pytanie numer jeden na dziś to czy Maciej Pałka dobije do 10 zwycięstw, czy może ktoś ze ścisłej grupy pościgowej zdobędzie punkt numer pięć? (ŁM)

środa, 9 czerwca 2010

#473 - Anagram

Satsuki Miyamoto w dorosłym życiu nie potrafi zbudować trwałego związku. Kiedy jej romanse zaczynają stawać się czymś poważniejszym, kiedy wymagają coraz większego zaangażowania, oddania i miłości, ona rezygnuje. Poddaje się. Kiedy tylko pojawia się wzmianka o zakładaniu rodziny, Satsuki ucieka. Nie potrafi obdarzyć głębszym uczuciem żadnego z mężczyzn, którzy przewijają się w jej życiu.
Boi się, że powieli błędy swoich rodziców. Jej własna rodzina nigdy nie należała do najszczęśliwszych. Ona sama starała się być jak najlepszą córką i siostrą. Niestety, jej rodzice rozwiedli się. Została rozdzielona z małym braciszkiem i matką, pozostając pod opieką ojca. Do dziś czuje się winna rozpadu swojej rodziny, mimo że nie powinna. Nie wie, jak powinna wyglądać szczęśliwa i kochająca się rodzina, bez przemocy i cierpienia. Boi się, że nie będzie potrafiła zbudować związku, który nie byłby tylko wariacją modelu, jaki pamięta z dzieciństwa. Nie chce, aby z jej winy ktoś cierpiał.

Historia Satsuki w "Anagram", obejmująca dobre kilka lat, pozszywana jest krótkich epizodów, przeplatanych reminiscencjami z jej tragicznego dzieciństwa. Taka kompozycja sprawia, że czytelnik towarzyszy głównej bohaterce w kilku najbardziej dramatycznych momentach z jej życia. W każdym z nich Satsuki zachowuje się tak samo. Z kręgu powtarzających się niepowodzeń próbuje wydostać się brat Yuya, którego losy przewijają się w tle głównego wątku. On również ma problemy ze stworzeniem rodziny, ale nie chce się poddawać.

Oglądając "Anagram" i mając w pamięci kilka innych komiksów o podobnej tematyce ze stajni Hanami, można dojść do wniosku, że w Japonii ukształtowała się specyficzna szkoła rysunku mang obyczajowych. Kirin Tendo rysuje bardzo elegancko, stylowo, czystą i oszczędną w formie kreską. Używa sporo rastrów i skupia się na pierwszym planie, drugi ledwo zaznaczając. Jej rysunki sprawiają wrażenie anonimowych, jakby nie chciała na nich odcisnąć swojego własnego, oryginalnego piętna.

Kirin Tendo do rodzinnego dramatu i ich implikacji w dorosłym życiu podeszła bardzo emocjonalnie. "Anagram" chce poruszyć czytelnika na poziomie uczuciowym, co może jej się udać, lub nie. Autorka dużo ryzykuje - jej praca może zostać uznana za łzawą, melodramatyczną i egzaltowaną. I ocena czy Tendo tę linię przekroczyła, czy też nie zawsze jest sprawą bardzo trudną, bo w grę zawsze wchodzi subiektywne odczucie danego czytelnika. Mnie na przykład "Anagram" nie przekonał i nie poruszył.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

#472 - Lupus

Dwaj kumple w starym, przerobionym kontenerowcu przemierzają kosmiczny bezkres. Lupus, świeżo upieczony absolwent uniwersytetu, wraz z Tonym, którego wyrzucili z woja, postanowili zrobić sobie roczne wakacje. Chcą maksymalnie oddalić nadejście chwili oznaczającej "resztę ich życia". Moment, kiedy będą musieli zastanowić się nad swoją przyszłością, porozglądać się za jakaś stałą i dobrze płatną pracą, a może i nawet jakąś miłą kandydatką na żonkę. Ale dopiero po powrocie, bo na razie spędzają całe tygodnie na eksperymentowaniu z egzotycznymi narkotykami i relaksują się łowiąc rzadkie okazy morskiej fauny. Lupus ("Gliny?! Jak to gliny?!") i Tony ("Zawsze uważaj na nawalone laski"!) znają się od zawsze. To ten typ dwóch kumpli z piaskownicy, z boiska, z podwórka, ze szkoły podstawowej, którzy wszystko robili razem. Nierozłączni na imprezach, w dwójkę kosztujący pierwsze dragi i alkohol, chodzący swoimi ścieżkami. Ale w pewnym momencie ich drogi rozeszły się. Czas Lupusa zaczęły wypełniać mikroskopy i próbówki, natomiast Tony trafił do wojska. Przez całe życie byli sobie bliscy, a teraz po zaledwie kilku latach/miesiącach (w komiksie nie jest to dokładnie określone), wkradł się między nich dystans, którego nie mogą pokonać. Coś się wydarzyło. Z czasem jest im coraz trudniej wytrzymać ze sobą, ale wciąż udają, że świetnie bawią się podczas swoich wakacji. Ich zażyła niegdyś przyjaźń, teraz stała się sztuczna. Kiedy w drodze spotykają kobietę, Saanę ("Ja w każdym razie jestem zadowolona…"), wydaje się, że znowu wszystko będzie w porządku. Ale tak naprawdę sprawy zaczynają się jeszcze bardziej komplikować.

Ten zarys stanowi zaledwie początek serii "Lupus", która w sumie zamyka się w czterech tomach. Każdy kolejny album skręca w niespodziewanym kierunku, za każdym razem zaskakując swojego czytelnika. A kiedy po przeczytaniu całości wraca się do pierwszego tomu, wszystko zaczyna układać się w przepiękną, przemyślaną od samego początku całość.

Utwór autorstwa znakomitego szwajcarskiego komiksiarza Frederika Peetersa nie jest klasyczną opowieścią science-fiction, choć kosmiczne pejzaże nie znalazły się w nim przypadkiem. Nie jest to również opowieść tylko o dojrzewaniu, temacie mocno ogranym przez twórców powieści graficznych. Motywu trójkąta miłosnego również nie należy się spodziewać – a przynajmniej nie w jego najbanalniejszym kształcie. Trójkąt się pojawi, ale zupełnie inny…

To, o czym ten "Lupus" jest? O życiu. Tak, to jedna z najgłupszych odpowiedzi, jakie mogą paść, ale tak właśnie jest. Peeters pisze o miłości, przyjaźni, rodzicielstwie, śmiertelnej chorobie, dojrzałości. O wolności, odpowiedzialności, starości, pasji. O strachu, niepewności, kruchości wszystkiego, i o bolesnej przeszłości. O konsekwencjach, błędach, grzechach i głupich decyzjach. O tym, że życie całkowicie niespodziewanie może zrobić się gówniane. Ale jakoś się podnosimy się i próbujemy żyć dalej.

Fabuła w "Lupusie" toczy się własnym, spokojnym rytmem. W czasach, kiedy autorzy prześcigają się w sposobach na olśnienie i zaskoczenie swojego czytelnika, Peeters zdecydował się na bezpretensjonalną i prostą strukturę dla swojej opowieści. I jego komiks trzeba czytać powoli. To nie schodzący z taśmy popkulturowy produkt, które pochłania się w ilościach hurtowych, tylko komiks któremu należy poświęcić trochę czasu, trochę uwagi i nie spieszyć się z wertowaniem kartek. Bo cała jego magia może gdzieś ulecieć.Strasznie spodobało mi się, co autor zrobił po pierwszym tomie, w którym zostawił mnóstwo pytań bez satysfakcjonujących odpowiedzi. W dwóch kolejnych częściach Lupus i Saana kontynuują podróż. Zwiedzają kolejne planety, poznają innych ludzi. Wspominają, poznają się, spacerują, podziwiają egzotyczne krajobrazy. Narracja snuje się leniwie, historia rozwija się niespiesznie. Narrator pozwala nam przyglądać się lokalnym okazom flory, aby wreszcie, w ostatnim, czwartym tomie gwałtownie skręcić i zaskoczyć niesamowitym finałem.

Wielka szkoda, że Post wydawał kolejne "Lupusy" tak nieregularnie, bo rytm w przypadku akurat tej pozycji jest bardzo ważny. W pewnym momencie zwątpiłem, że kiedykolwiek poznamy zakończenie tej historii. Koniec końców – udało się. I bardzo dobrze, bo Frederik Peeters napisał i narysował jeden z najwybitniejszych komiksów, jakie przyszło mi czytać.

niedziela, 6 czerwca 2010

#471 - Trans-Atlantyk 91

W minioną środę, za sprawą wydawnictwa WildStorm, do sklepów trafiła powieść graficzna o tytule "a god somewhere" za którą odpowiada scenarzysta John Arcudi ("B.B.P.O.") oraz rysownik Peter Snejberg ("Starman"). We wstępach do niedzielnych newsów rzadko kiedy piszemy o premierach komiksów innych niż te z DC czy Marvela, ale akurat ta pozycja przykuła moją uwagę i warto o niej wspomnieć na samym początku. Przyznam szczerze, że o komiksie tym nigdy wcześniej nie słyszałem, a do zainteresowania się nim skłoniły mnie słowa Mike'a Mignoli, który powiedział iż "a god somewhere" to "najbardziej ludzkie spojrzenie na kwestie superbohaterskie jakie kiedykolwiek widział". A jeśli dodać do tego słowa Denissa O'Neila, który określił komiks Arcudiego i spółki jako "pierwszą prawdziwą superbohaterską tragedię" to można się spodziewać czegoś nietuzinkowego. Historia zawarta na 200 stronach komiksu opowiada o Ericu, młodym chłopaku, który na skutek przedziwnych zdarzeń zyskuje superbohaterskie moce. Z początku stara się on pomagać potrzebującym, ale z czasem jego nadnaturalne zdolności sprawiają, że izoluje się on od zwykłych śmiertelników. Co ciekawe, narratorem powieści są bliscy znajomi Erica, w tym Sam - jego najlepszy przyjaciel, który obserwuje przemianę kolegi ze zwykłego człowieka w coś zupełnie innego. Możliwe, że tytułowego boga właśnie. Snejberg wyjaśnia, iż Erik tak naprawdę nie jest superbohaterem, tylko gościem, który początkowo tłumaczy sobie to co mu się przydarzyło na typowy komiksowy sposób. Przy czym, jak wiadomo, w komiksach nic nie jest proste. Opowieść Arcudiego o tragedii i cierpieniu dostępna jest w kolorze, "na miękko" i za 25$ bez jednego centa. Po kilku informacjach na jej temat i wywiadzie z twórcami szybko awansowała na szczyt mojej listy zakupów, więc mam nadzieję, że w swoim czasie jakiś tekst na jej temat pojawi się na naszych łamach. (ŁM)

Wampiry atakują uniwersum Marvela! Już niedługo długozębe monstra będą stanowić największe zagrożenie dla mutantów (począwszy od "X-Men" #1), a swojego one-shota dostanie również Książe Ciemności, czyli sam Pan Drakula. Jak widnieje w zapowiedzi owego zeszytu, wraz z "Death of Dracula" dla całego świata nadejdą zmiany porównywalne do tych jakie miały miejsce przy okazji "Civil War". W co oczywiście ciężko uwierzyć, ale warto zobaczyć czy Victor Gishler (scenarzysta) i Giuseppe Camuncoli (rysunek) spełnią te obietnice. Przykładowe plansze pokazują tytułową śmierć wampira, ale nie jest to żaden wielki spoiler, skoro sam Tom Breevort nie robi z tego żadnej tajemnicy, mówiąc, że jest to dopiero początek szokowania czytelników. Wygląda na to, że w erze "Zmierzchu" Marvel postanowił zrobić i u siebie porządek z tymi sympatycznymi krwiopijcami.

Sam Dracula po raz ostatni był widziany w kilku ostatnich zeszytach maxi-serii "Captain Britain and MI13" za której scenariusz odpowiadał Paul Cornell. Ten właśnie pan, raczej niedoceniany w Marvelu, podpisał niedawno ekskluzywny kontrakt z największym konkurentem Domu Pomysłów czyli DC Comics. Od jakiegoś czasu wiadomo było, że będzie on (wespół z rysownikiem Petem Woodsem i autorem okładek Davidem Finchem - swoją drogą innym ekskluzywnym nabytkiem DC) prowadził dla tego wydawnictwa serię "Action Comics", z czego oczywiście sam zainteresowany jest niezmiernie zadowolony. Za kulisami mówi się, że jest to dopiero jeden z pierwszych letnich transferów do DC - pytanie więc, kim będą następni twórcy? I czy będą oni podkupieni z Marvela czy z innych wydawnictw? I co na to Quesada i spółka?

Pozostając w dziale kadr - Joe Quesada, który od roku 2000 z powodzeniem pełni rolę redaktora naczelnego w Marvel Comics, awansował w strukturach swojej firmy. Tym samym przybyło mu również nieco nowych obowiązków. Od 2 czerwca twórca m.in. historii "One More Day" odpowiedzialny jest za prawidłowe wykorzystanie postaci i samego uniwersum w filmach czy grach komputerowych. Podążył on śladem Geoffa Johnsa, któremu kilka miesięcy temu dołożono podobnych obowiązków w DC Entertainment. Pomimo nowej roli, Quesada pozostał rednaczem Marvela. Można się jednak spodziewać, że teraz będzie jeszcze ciężej znaleźć komiksy z jego scenariuszami czy grafikami, niż to miało miejsce do tej pory. Ale dla dobra Marvela jest to fakt, z którym spokojnie można żyć w radości i pokoju.

Od jakiegoś czasu wiadome było, że obecnie jedna z najjaśniejszych świecących gwiazd komiksu superbohaterskiego, Mark Millar ("Kick-Ass", "Wanted", "Old Man Logan"), pracuje nad swoją kolejną autorską serią wraz z filipińskim artystą Leinilem Francisem Yu ("New Avengers", "Secret Invasion", a obecnie "Ultimate Comics Avengers 2"). Jednak dopiero teraz wiadomo za jaką mini-serię owy duet będzie odpowiedzialny. Chodzi o "Superior", której kilka teaserów można podejrzeć w tym miejscu. Wnioskując z haseł na nich zawartych, będzie to historia o mesjaszu, który przybędzie na naszą cudowną planetę. A znając Millara nie będzie on miał zapewne tak pokojowych zamiarów jak wszyscy by tego oczekiwali (zaznaczam, że są to jednak tylko i wyłącznie moje domysły). Seria startuje w październiku tego roku, czyli zapewne zaraz po tym jak zakończy się inny komiks twórcy "Kick-Ass", czyli "Nemesis" za którego warstwę graficzną odpowiada inna obok Yu gwiazda ołówka, czyli Steve McNiven.

Pozostając przy Millarze i wampirzych klimatach. W dwuczęściowym wywiadzie dla Newsaramy, szkocki scenarzysta uchylił rąbka tajemnicy na temat jego trzeciej historii w "Ultimate Comics Avengers". Po konfrontacji z Ghost Riderem, oddział specjalny Mścicieli będzie musiał się zmierzyć z wampirzą inwazją na świat ultimate. A kto w Marvelu radzi sobie najlepiej z krwiopijcami? Oczywiście, że Blade! Dołączy on więc do supergrupy i wraz z Kapitanem Ameryką i spółką będzie starał się (niczym ciotka Fru-Bęc) uratować świat od zagłady. Millar przyznał, że to właśnie Blade od samych początków jego przygody z komiksem jest jego ulubioną postacią w uniwersum Domu Pomysłów, dlatego też możliwość pisania jego przygód pod szyldem ultimate jest niesamowitym wyzwaniem. A jeśli dodać do tego fakt, że twórca "Wanted" uwielbia historie w których superbohaterskie klimaty łączy się z horrorem, to trzecia sześcionumerowa seria "Ultimate Comics Avengers" do której grafikę zrobi Steve Dillon ("Kaznodzieja") wydaje się spełnieniem marzeń dla szkockiego scenarzysty. Millar zdradził, że jego wampiry nie będą pięknymi chłopcami w rodzaju Roberta Pattisona ze "Zmierzchu", tylko okropnymi monstrami, czyli takimi jak wampiry być powinny. A co do ulubionej krwawej sagi milionów nastolatek jeszcze, to Mark Millar nawiąże do niej w dosyć osobliwym śnie Blade'a właśnie. Warto również wspomnieć, że w trzeciej serii pojawi się nowy 12-letni Daredevil, który zastąpi tym samym swój pierwowzór ubity przez Jepha Loeba w "Ultimatum". O czwartej serii Mścicieli nie powiedziano zbyt wiele - wiadomo jednak, że będzie to finał historii rozgrywającej się w tle, w której główną postacią jest brat bliźniak Tony'ego Starka. Kim on naprawdę jest i co go sprowadziło ponownie na amerykańską ziemię - na te pytania odpowie Mark Millar w finałowych zeszytach.

W ostatnich dniach sypnęło informacjami z filmowego uniwersum Marvela. Po pierwsze do obsady "Captain America: The First Avenger" dołączył już oficjalnie sam Tommy Lee Jones! Póki co jednak nie podano do publicznej wiadomości w jaką postać z uniwersum Marvela wcieli się ten niezwykle popularny aktor. Po drugie, pojawiły się plotki jakoby w filmowych przygodach supergrupy Mścicieli mieli pojawić się zmiennokształtne Skrulle, a wraz z nimi (być może) rasa Kree. Jest to o tyle prawdopodobna informacja, że od jakiegoś czasu słychać głosy jakoby w "Avengers" swoje kilka minut miał mieć Captain Marvel / Noh-Varr. Po trzecie jest wielce prawdopodobne, że w rolę Hawkeye'a wcieli się od dawna przymierzany do tej postaci Jeremy Renner, a Dum Dum Dugana zagra Neal McDonough. Po czwarte i chyba najważniejsze - do sieci trafiły projekty kostiumów Kapitana Ameryki i Thora! I trzeba przyznać, że prezentują się całkiem nieźle. Szczególnie ten należący do "pierwszego Mściciela", będący jakby nieco zmodyfikowaną wersją stroju z uniwersum ultimate (i na szczęście bez skrzydełek przy hełmie!). Zdjęcia do filmu ze Stevem Rogersem ruszają 28 czerwca, a jego premiera przewidziana jest na 22 lipca 2011 roku. Natomiast w maju 2012 roku, chwilę przed Mistrzostwami Europy w piłce nożnej, do sklepów zawitają już teraz niesamowicie zapowiadający się Mściciele.

"Geek Honey of the Week"
(dzisiaj ponownie witamy w naszych skromnych progach cosplayerkę Yaya Han, która tym razem przybyła w przebraniu Black Cat)

sobota, 5 czerwca 2010

#470 - Komix-Express 41

Dobiegły końca prace nad czwartym zeszytem "Wartości Rodzinnych", które zgodnie z planem powinny mieć premierę podczas Bałtyckiego Festiwalu Komiksu w Gdańsku. "Nie bądźmy leśne ludki" jest ostatnią częścią pierwszego sezonu serii Michała Śledzińskiego, której początki miały miejsce w grudniu 2008 roku. W tej finałowej części panowie odchodzą na drugi plan, a główne skrzypce grać będą kobiety - w rolach głównych pani domu Elżbieta Król oraz nie-taka-do-końca-pomoc-domowa Misza. Okładka jak i kilka kadrów ze środka do wglądu na blogu autora. Co z drugim sezonem, kiedy on wystartuje i czy za sterami nadal będzie siedział Śledziu - tego jeszcze nie wiadomo. Spragnieni jeszcze większej ilości rysunków twórcy m.in. "Na szybko spisane" powinni zaopatrzyć się w pierwszy numer (i kolejne również!) nowego magazynu "MC" w którym Michał Śledziński wraz z Arturem Kurasińskim rozpoczyna serię komiksową "Metronauci". Natomiast w "Playu" już niedługo będzie można zapoznać się z nową serią "Para gra", gdzie głównymi bohaterami będzie... para graczy. Jak widać u Śledzia jak zawsze sporo się dzieje. A ja z niecierpliwością czekam na jakiekolwiek informacje na temat ostatniej części "NSS". (ŁM)

A na Bałtyckim Festiwalu Komiksowym premiera nowej serii ze stajni Hanami - "Ikigami" autorstwa Motoro Mase. Ta intrygująca historia o doręczycielu tzw. "zawiadomień o śmierci" doczekała się międzynarodowego uznania i wyróżnień, m.in. na festiwalu w Angouleme. Fujimoto - główny bohater - jest właśnie owym posłańcem ze złymi wiadomościami, które oznaczają, że ich adresatom zostały jedynie 24 godziny życia. Dotychczas w Japonii ukazało się siedem tomów, a kolejne są wciąż publikowane. Pierwsza część w języku polskim zawarta będzie na 216 stronach w czerni i bieli i będzie wiązać się z wydatkiem dwudziestu dziewięciu złotych. (RW)

"Funky Koval" powraca! Wieść, która 28 maja pojawiła się na facebookowym profilu "Nowej Fantastyki", zelektryzowała komiksowo-fantastyczny fandom. Na razie jednak nie podano zbyt wielu szczegółów. Legendarny kosmiczny detektyw agencji Universs ma powrócić jesienią w nowych, premierowych odcinkach. Nie wiadomo czy przygodami kultowego herosa epoki PRLu zajmie się stara ekipa artystyczna - duet scenarzystów Maciej Parowski i Jacek Rodek oraz rysownik - Bogusław Polch. Napisałbym coś złośliwego, ale wstrzymam się, dopóki nie będę miał więcej informacji. (KO)

Jak podaje Komiksomania prawdopodobnie jeszcze w tym roku ukaże się "Bloody Strips. (Wo)Menstruation in Comix", reedycja undergroundowego wydawnictwa, które pierwotnie ukazało się w 2006 roku nakładem oficyny Revenge of the Nerds. Przyznam, że komiks był opublikowany w tak głębokim podziemiu, że do dziś nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Dodruk będzie wzbogacony o premierowy materiał autorstwa zarówno polskich, jak i zagranicznych autorek. Ukaże się pod egidą Comix Grrrlz i jak sama nazwa wskazuje będzie traktował o tematyce menstruacyjnej. Redaktorkami tomu będą Joanna Tomiak (pomysłodawczyni projektu) i Sylwia Kaźmierczak (redaktorka Comix Grrrlz). Co ciekawe, antologia będzie dostępna wyłącznie w języku angielskim... (KO)

11 czerwca w krakowskiej Fabryce Miraculum (ul. Zabłocie 23) będzie można oglądać wystawę "Krótkie Historie". Jak imprezę reklamują organizatorzy będą to pierwsze (w Polsce?) targi komiksu artystycznego i ilustracji. Będzie można zobaczyć prace znanych w środowisku twórców (Ada Buchholc, Kuba Woynarowski, Mikołaj Tkacz), jak i tych nieco mniej rozpoznawalnych (Agnieszka Piksa, Ania Brzozowska, Bolesław Chromry, Dominika Bobulska, Joanna Jurczak, Justyna Gryglewicz, Gili Gili, Helena Siemińska, Ola Woldańska - Płocińska). Wstęp (z tego, co się orientuje) wolny. Start - godzina 18. (KO)

W tym tygodniu głównodowodzący sztab ogłosił w krótkich żołnierskich słowach istotną zmianę personalną w zespole "Pierwszej Brygady", jednego z najlepiej przyjętych polskich komiksów ostatnich lat, którego pierwszy tom "Warszawski pacjent" zawitał do sklepów w grudniu 2007 roku. Na stanowisku rysowniczym Janusza Wyrzykowskiego zastępuje Rafał Bąkowicz. Pierwsze siedem stron nowej części serii, zatytułowanej "Tokijski łącznik", można przejrzeć na stronie "Pierwszej Brygady". Zmiana rysownika wywołała zaskoczenie wśród wielu komiksiarzy - wydaje się jednak, że Rafał zaprezentowanymi stronami zdołał zapewnić sobie kredyt ich zaufania. (RW)

Konkursów komiksowych ciąg dalszy. W ramach obchodów Roku Chopinowskiego poszukujący alternatywnych form promocji postaci wielkiego Fryderyka serwis chopinium.pl ogłosił konkurs na pasek komiksowy, na temat "A gdyby Chopin żył w naszych czasach?". Pasek ma liczyć do trzech kadrów, wybrane prace mają być opublikowane w pokonkursowym albumie. (RW)

piątek, 4 czerwca 2010

#469 - The Batmans: Track 43 - Mariusz Zawadzki

Dzisiejszy Batman przybył do nas prosto ze Śląska, ziemi bardzo urodzajnej w komiksiarzy. Jego autorem jest Mariusz Zawadzki, znany w środowisku, jako Mistrz Zagłady. To jeden z tych twórców, którzy w fandomie są już od bardzo dawna i mają na koncie sporo różnej maści publikacji. Był jednym z założycieli wydawnictwa Dom Komiksu, w połowie pierwszego dziesięciolecia nowe wieku. W jego barwach zostały wydane tytuły, które Mariusz współtworzył - "Morfium" (z rysunkami Dismasa), "Druga Liga" (do scenariusza Jerzego Szyłaka) oraz magazyn komiksowy "Demony Seksu" (którego był redaktorem naczelnym). Stały współpracownik "Ziniola", który zaliczył mnóstwo zinowych występów gościnnych ("Opowieści tramwajowe", "Komiks Forum", "KGB" i wiele, wiele innych). Obecnie pracuje nad zremasterowaną wersją "Agnologmatu" i spełnia się jako komiksowy felietonista na swoim blogu. (KO)
Kiedy wszystko wskazywało na to, że dwadzieścia cztery godziny nie starczą na rozwiązanie zagadki... kiedy najtęższe umysły tego świata pracowały nad kolejną podpowiedzią... wtedy na ratunek ludzkości przybył Piotrek Nowacki i celnym strzałem zakończył kolejną edycję batmaniej zabawy! Jaszczu - serdeczne gratulacje! A doping w postaci śmiejącej się pociechy jest jak najbardziej akceptowany :)

PODPOWIEDŹ: twórca najnowszego Batmana to osoba od lat działająca w środowisku - nie tylko rysująca, ale i często pisząca na tematy komiksowe na swoim blogu. Ma on również na swoim koncie współpracę (cały czas trwającą) z jednym z poprzednich Bat-twórców (pełna lista tutaj).

Tak mi właśnie przyszło do głowy, że od kilkudziesięciu tygodni trwa ten w pewnym sensie muzyczny konkurs/zabawa, a nie pojawił się w zasadzie żaden inny "grający" akcent ponad instrumenty Pana Nietoperza. W związku z tym proszę pięknie, żeby każda zgadująca osoba oprócz swojej odpowiedzi co do dzisiejszej zagadki (bez zmian jest to twórca z Polski) podała to czego aktualnie słucha. Ot, dla wzbogacenia zabawy. I może z ciekawości też. U mnie aktualnie The Ting Tings i "We Walk". (ŁM)

wtorek, 1 czerwca 2010

#468 - Osiedle Swoboda

Doskonale pamiętam, jakim pierdolnięciem, był dla mnie pierwszy "Produkt". Jak przez mgłę wspominam dwa poprzednie ciosy. Pierwsze numery "Spider-Mana", w których na kwestiach Hobgoblina (czy też raczej Złowieszczego Trolla) uczyłem się czytać, wprowadziły mnie w świat dymków i kadrów. Drugie uderzenie, zostało nieco słabiej wyprowadzone, bo wierną miłością do "Thorgala", znalezionego w pokoju starszego kuzyna, nigdy nie zapałałem. Choć i tak mocno zapisał się w mojej pamięci. Ale dopiero "Produkt" pokazał mi, że komiksy to nie tylko kolorowi superbohaterowie zza Oceanu.
Pisząc o "Osiedlu Swoboda" nie sposób nie wspomnieć właśnie o "Produkcie". Z kolei o magazynie komiksowym redagowanym przez Michała Śledzińskiego trudno mi pisać inaczej, niż przez pryzmat sentymentu. Jego pojawienie się w kioskach wypadło w czasie, gdy wchodziłem w młodzieńczy okres burzy i naporu. Utrzymane w undergroundowej estetyce, pełne przekleństw i mocno zakorzenione w polskiej-swojskiej rzeczywistości korespondowały z moim zbuntowanym nastrojem i robiły wielkie wrażenie. Czy dziś, komiks sprzed ponad dziesięciu lat, broni się równie skutecznie, co wtedy?

Komiks Śledzia towarzyszył "Produktowi" od samego początku. Obecna w pierwszym "Matka Boska Extra Mocna" to jeden z najlepszych epizodów serii. Obscenicznie zabawny, napisany żywym, choć wulgarnym językiem, pełen charakterystycznych dla całego cyklu elementów (playlista na murach) i tego leniwego, letniego mikroklimatu, kiedy cały świat zaprasza do korzystania ze swoich uroków. Dla mnie "Osiedle Swoboda" stanowił komiksowy pean na cześć afirmacji życia takiego, jakim jest. To opowieść o piątce kumpli, którzy po swojemu dają się ponieść "elan vital" własnej egzystencji. Mieszkańcy osiedla stylizowanego na między innymi bydgoskie Szwederowo, Smutny, Dżwiedziu, Kundzio, Szopa i Wiraż, korzystają ze swojej młodości, jak tylko mogą, ścierając się przy tym z lokalnym elementem.

Fajnie, że Śledziu nie cierpi na "syndrom Latkowskiego" i nie próbował dać uczonej, społecznej analizy zachowań młodzieży mieszkającej na rozsianych po całej Polsce osiedlach z wielkiej płyty. To nie żadne dyrdymały o polskiej generacji lat dziewięćdziesiątych, dresiarzach i ich zwyczajach, nagrane za pomocą kamery czy spisane piórem przez kogoś "z zewnątrz". To raport napisany przez autochtona, rozumiejącego zwyczaje i język miejskiej dżungli, ale potrafiącego się zdystansować od obiektu swojej pracy. Śledziu odbił blokowiska, a także modną obecnie tematykę miejską, z rąk różnej maści hochsztaplerów i sprawił, że stały się "nasze". Autentyczne, szczere, utrzymane w stylistyce specyficznego magicznego realizmu, naszpikowane odwołaniami do pop-kultury.
Jak przyznaje autor, praca nad "Osiedlem" była czystą improwizacją. Poszczególne odcinki często łączyły się w większe całości ("Ballada o Bystrym"), ale pozostawały w luźnej strukturze. Każdy z nich stanowił autonomiczną całość. Wiadomo, zdarzały się epizody lepsze i gorsze, jak to zwykle bywa w przypadku serii, co szczególnie dobrze widać w lekturze wydania zbiorczego. Dla Śledzia "OS" było znakomitym poligonem doświadczalnym. Na zakazanych rejonach Swobody eksperymentował z różnymi gatunkami (opowieść grozy), motywami (numer świąteczny), kombinował z narracją (pojawienie się Bystrego) i wykuwał swój własny, unikalny styl graficzny. Przeglądając kolejne strony widzimy, jak kształtowała się kreska jednego z najciekawszych polskich twórców komiksowych. Od pierwszych wprawek, po wyraźne inspiracje innymi (Frank Miller), aż po pełnokrwisty i dojrzały śledziowy styl.

"Osiedle Swoboda" to jeden z najważniejszych współczesnych polskich komiksów, a "Produkt" okazał się prawdziwym fenomenem naszego rynku. Przed premierą "P" komiks polski tułał się po niskonakładowych magazynach, kserowanych pół-zinach wydawanych własnym sumptem. Kiedy w 1999 roku pojawił się na kioskach, pozbawiony właściwie jakiejkolwiek reklamy, udało mu się trafić do ludzi, którzy z komiksem często mieli nie po drodze. Sprzedając się na poziomie nieosiągalnym obecnie dla wielu rodzimych tytułów (średnio 7-8 tysięcy sztuk każdego numeru) trafił w gusta szerokiej publiczności, nie tylko tej z wielkich blokowisk, dla których przygody Smutnego i ekipy były bardzo bliskie. Na łamach "Produktu" z czasem drukowano komiksy traktujące o innej tematyce (sensacyjne, fantastyczne, humorystyczne i inne), utrzymane w najróżniejszych stylistykach.

Po swoim upadku "Produkt" zostawił wspaniałe dziedzictwo. Na jego łamach wybił się "Wilq" braci Minkiewiczów, jeden z najpopularniejszych i najciekawszych polskich komiksów ubiegłej dekady. W "P" debiutowali Marek Lachowicz ("Gang Wąsaczy – Ruchome Paski", "Człowiek-Paroovka vs. Grand Banda"), Karol Kalinowski ("Łauma", "Liga Obrońców Planety Ziemia"), Clarence Weatherspoon ("Josephine: Tchnienie Czarnego Lądu"), Filip Myszkowski ("Eryk – Ostatni Szrama", "Solidarność 25 lat: Nadzieja zwykłych ludzi") żeby wymienić tylko kilku, którzy najmocniej zapadli w moją pamięć. W magazynie przewijały się nazwiska Andrzeja Janickiego, Rafała Skarżyckiego, Tomasza Lwa Leśniaka, Ryszarda Dąbrowskiego i wielu, wielu innych. Bez mała można powiedzieć, że "Produkt" był prawdziwą szkołą komiksu dla nowego pokolenia rodzimych twórców. I to właśnie oni przywrócili do łask polskie opowiastki obrazkowe po wielkiej smucie lat dziewięćdziesiątych.