sobota, 12 lutego 2011

#695 - Komix-Express 75

Zapewne jeszcze nie umilkły brawa rozbrzmiewające w krakowskiej Galerii Pauza na cześć tegorocznego zdobywcy polskiego Alpha'Artu. Dzięki wtykom Kolorowych w jury możemy już teraz ogłosić, który z nominowanych komiksów został uhonorowany przez polskich licealistów. A zatem - "Nagrodę dla najlepszego komiksu francuskojęzycznego Festiwalu w Angouleme: Polski Wybór 2011" otrzymał album "La Parenthese" autorstwa Elodie Durand. Autobiograficzna opowieść o zmaganiach z ciężką chorobą dosłownie o jeden głos wygrała z "La Marche du Crabe" Arthura de Pins. Licealiści z całej Polski nad lekką, absurdalną i grubo podszytą ironią opowieścią o krabach, które znalazły się na zakręcie swojego życia, przedłożyli poruszającą, angażującą emocjonalnie i bardzo sugestywną historię młodej dziewczyny. Komiks Durand to bardzo trudna lektura, nie tylko ze względu na jego antyestetyczną, wręcz prymitywną oprawę graficzną, ale głównie poprzez problem, który porusza. W ostatecznym starciu liczył się jeszcze album "La Mort de Stalin", natomiast dwa pozostałe komiksy - "Arzak" Moebiusa i "Gaugin" autorstwa Li-An i Laurence Croix zostały bardzo szybko przez młodych czytelników skreślone. Zwyciężczyni oczywiście gratulujemy i czekamy na jej przyszłoroczną wizytę w Polsce. (KO)

W drugiej połowie maja (17-19) pracującą nad swoim albumowym debiutem Olgę Wróbel czeka wyprawa do Izraela, gdzie odbędą się warsztaty taktujące o komiksie w polityce. Na konferencji organizowanej przez The Centre for the Study of European Politics and Society (CSEPS; na Uniwersytecie Ben Gurion), tamtejszy Wydział Nauk Politycznych jak również Israeli Cartoon Museum, uczestnicy będą się zastanawiali między innymi nad problemem cenzury w komiksie czy też wolnością wypowiedzi w kadrach i dymkach. Na panelu dotyczącym komiksu queerowego, nasza reprezentantka wygłosi referat "Zakazane słowo: gender w polskim komiksie i jego odbiorze" jak również będzie miała okazję zaprezentować swój dorobek artystyczny. Ciekaw jestem czy przybyła na konferencję publiczność będzie miała okazję zobaczyć gotowe pierwsze plansze z szykowanego na 2012 rok autobiograficznego komiksu "Silva rerum", których autorka postanowiła nie pokazywać przed premierą albumu. Ekipa Kolorowych życzy Oldze udanej wyprawy, a po powrocie czekamy na obszerną relację! (ŁM)

W zapowiedziach wydawnictwa Kultury Gniewu pojawiły się dwie nowe pozycje. "Miasto dymu" to długo oczekiwana kontynuacji trylogii "Berlin". Na jej łamach Jason Lutes opowiada historię schyłku Republiki Weimarskiej. Pokazuje jak rośnie mur niechęci między komunistami i nacjonalistami, Żydami i resztą społeczeństwa. Zaprasza również do najbardziej dekadenckich klubów nocnych w Berlinie. Kres akcji wyznaczają wybory do Reichstagu we wrześniu 1930 roku. Drugim komiksem jest "Bez końca" Romana Lipczyńskiego i Pawła Garwola, któremu mocno kibicuje magazyn "Ziniol". O tej polskiej produkcji, przygotowanej przez dwóch debiutantów na razie zbyt wiele nie wiadomo, ale skoro Kultura zdecydowała się firmować swoim logo ten projekt, coś w nim ciekawego musi być. (KO)

Po sporym sukcesie "Braku Zrozumienia Dla Realizmu" ich autor, Jakub "Dem" Dębski, bardzo szybko zabrał się za przygotowywanie sequela. Już 1 marca swoją premierę będzie miał drugi album "prawdopodobnie najpopularniejszego komiksu w polskich internetach", a tytuł jego to "Niepojmowanie mangi". Komiks będzie liczył 48 stron formatu B5 i kosztował 10 złotych. W sprzedaży będzie wyłącznie w sklepie Demlandu. W drugim zbiorze znajdą się zarówno znane, jak i premierowe prace Dębskiego, a także nowy odcinek przygód robotów D19 i B20, przygotowany wraz z Robertem Sienickim. Swoje przysłowiowe dwa grosze dorzucili również Tomasz Grządziela, Piotr Bartosiak i Ewa Zaręba-Śmietańska, a wisienką na torcie ma być plakat z ulubioną postacią/aktorem/piosenkarzem/reżyserem! (KO)

W ostatnich godzinach Marek Turek, autor takich komiksów jak "Bajabongo" czy "Fastnachtspiel" uruchomił swojego drugiego bloga, Bazgrolnik. Zgodnie z tym co napisał na Piktogramach - swoim publicystycznym miejscu w sieci - na nowej witrynie prezentowane będą "(...) starocie (te opublikowane i premierowe)" i nieco kokieteryjnie zapowiedział je jako "nieudolne bazgroły". W pierwszych dwóch wpisach można zobaczyć m.in. sześcioplanszowego "Matadora", który w 1998 roku pojawił się w "Krakersie" czy bardzo sympatyczną grafikę z Sędzią Dreddem. W oczekiwaniu na nowy album Marka Turka zachęcamy do częstych odwiedzin i komentowania starszych dzieł! (ŁM)

Druga edycja Festiwalu Kultury Komiksowej "Ligatura" odbędzie się 1-4 czerwca 2011 roku. Organizatorzy imprezy przedstawili już wstępny program imprezy, w której nie braknie na takich atrakcji, jak: Ligatura Pitching (jedyne komiksowe pitchingi w Europie), Abecedex (międzynarodowy konkurs na komiks dla dzieci i młodzieży), Silence (międzynarodowy konkurs na komiks bez słów), Checpoints (filmy kultury komiksowej), Ligatura Forum 2011 (traktująca o komiksie historycznym), Ligatura Zoom (komiksografia serbska), East Cover (prezentacja środkowoeuropejskich inicjatyw komiksowych), Krótkie Historie (międzynarodowe targi komiksu artystycznego), Show Me Your Frame (pokaz mody komiksowej), Cookbook (wizualne przepisy na dania kuchni środkowoeuropejskiej) jak również 8 międzynarodowych wystaw komiksowych i 4 polskie. (KO)

piątek, 11 lutego 2011

#694 - The Batmans: Track 76 - Piotr Bartosiak

Twórcą, którego praca sprawiła tyle problemów uczestnikom zabawy okazał się Piotr Bartosiak, znany również jako Canty. Należący do nowej młodej siły komiksiarz publikował swoje prace w czwartym i piątym numerze "Kolektywu" (historie "Żyć, nie umierać" oraz "Morowe Melodie"), wystąpił gościnnie w "The Movie" Roberta Sienickiego oraz jest jednym z twórców, którzy dodali swe trzy grosze do "Niepojmowania mangi" Jakuba Dębskiego. Oprócz tego, jego pasek komiksowy w pomorskich klimatach (do scenariusza Jacka Jastrzębskiego) zdobył wyróżnienie na ubiegłorocznym BFK. Prace Piotrka można podziwiać na jego blogu, deviantart'cie oraz portfolio! (ŁM)
Z prawidłową odpowiedzią przybył wspomniany już w powyższych zdaniach Jacek "Ystad" Jastrzębski, który drogą dedukcji doszedł do tego, kto stoi za najnowszym Bat-Muzykantem! Serdecznie gratulujemy!

PODPOWIEDŻ#2: prace nadal nieznanego twórcy najnowszego muzykanta, można było podziwiać w dwóch numerach periodyku ukazującego się dwa razy do roku na warszawskim i łódzkim festiwalu.

PODPOWIEDŻ#1
: autor dzisiejszego Batmana pracuje obecnie przy komiksowym projekcie, do którego jakiś czas temu trafił z "ławki rezerwowych".

Jak co piątek zapraszamy do batmaniej zabawy, w której chodzi o to aby odgadnąć twórcę stojącego za fragmentem prezentowanej grafiki. Jego tożsamość zostanie ujawniona w dniu jutrzejszym, plus minus 24. godziny po rozpoczęciu kolejnej edycji zgadywanki. Przy okazji przypominamy również o trwającej aukcji charytatywnej w której można wylicytować wydzierającego się do mikrofonu Batmana stworzonego przez Wojciecha Stefańca, którego można było u nas zobaczyć na początku marca ubiegłego roku! Zachęcamy i do wzięcia udziału w dzisiejszej zagadce, jak również i do licytacji! (ŁM)

czwartek, 10 lutego 2011

#693 - Wywiadówka: "Przygoda na rok lub dwa" - rozmowa z Dennisem Wojdą

W drugiej części rozmowy z Tomka Kontnego z Dennisem Wojdą, jednym z najciekawszych rodzimy scenarzystów, a także niezgorszym rysowniku, autor "Miasteczka Mikropolis" opowiada o swoich szwedzkich doświadczeniach, niemieckich impresjonizmie i pracy nad webkomiksem "366 kadrów". Zapraszamy do lektury!
Tomek Kontny: Przez blisko dwadzieścia lat mieszkałeś w Szwecji, dopiero później przeprowadziłeś się do Polski. Jak tuż po przeprowadzce postrzegałeś Polaków? Jakie różnice w mentalności Szwedów i Polaków zaskoczyły Cię najbardziej?
Dennis Wojda: Ja już wcześniej Polskę i Warszawę poznałem. Często tu przyjeżdżałem w dzieciństwie, do rodziny albo na wakacje. Różnicę pomiędzy wolną Szwecją a komunistyczną Polską widziałem na własne oczy. Różnica w mentalności też była. Jednak najważniejsze wtedy było to, że przyjeżdżam do dziadków i kuzynów. Wchłaniałem wtedy fajne strony PRL'u; piłem soki z torebek, jadłem ciepłe lody, żułem Donaldy, zwiedzałem Pałac Kultury i Żelazową Wolę. Fajne było to, że wszystko było tutaj tanie w porównaniu z Zachodem. Chodziłem do Europejskiego i Victorii na gigantyczne desery lodowe, kupowałem płyty winylowe i książki na kopę. Jak już się przeprowadziłem do Warszawy, by rozpocząć studia na ASP, traktowałem to jak przygodę na rok lub dwa. Potem poznałem miłość swojego życia i... zostałem!

W "Mikropolis" zgrabnie punktujesz ludzkie dziwactwa i śmiesznostki, pozostając przy tym chłodny i zdystansowany. Podwójne obywatelstwo zmienia sposób postrzegania?
Ja tak naprawdę nie mam podwójnego obywatelstwa. Ale fakt, że wychowały mnie dwa narody o różnych temperamentach i mentalnościach z pewnością ułatwia wymyślanie komiksów takich jak Mikropolis. To widać najbardziej w pierwszej książce. W niej skupiałem się głównie na kontrastach i dziwactwach.

Dlaczego Odkrywcy Mikropolis tak rzadko dzielą się relacjami z tego, co dzieje się w miasteczku, z resztą świata? Innymi słowy, dlaczego Mikropolis nie poszło śladem Jeża Jerzego i zamiast dziesięciu albumów wydane zostały zaledwie dwa?

A co my możemy jeszcze opisać? Niewiele się dzieje w Mikropolis. Czas się tu zatrzymał.

Niemiecki ekspresjonizm w różnej formie gości w Twoich komiksach. Co kręci cię w tej poetyce?
Niemiecki ekspresjonizm to bardzo szerokie pojęcie. Jest to estetyka, która była wyjątkowo mało modna jak byłem nastolatkiem. Mnie jednak kręciły czarnobiałe filmy o wampirach i starych zamczyskach. Zbierałem filmy i książki o tej tematyce, a moimi idolami byli Max Schreck i Klaus Kiński w roli Nosferatu. Fakt, że Gawron też uwielbia te klimaty, stanowił dobry punkt wyjścia dla naszej twórczości.

Na "366 kadrach" opowiadasz o osobistych, rodzinnych sprawach. Taki ekshibicjonizm stanowi formę terapii? Wolałeś się otworzyć zamiast machnąć codzienny komiks o zakupach i chodzeniu do pracy?
Jakoś tak wyszło, że ten komiks jest o mojej rodzinie. Nie jest to stricte komiks biograficzny, bo opieram historię na fragmentach wspomnień o tym, co dziadkowie albo rodzice mi opowiadali. Staram się jakoś te kawałki połączyć w jeden ciąg. Jest to na pewno forma terapii (jak każdy proces twórczy), dzięki której dużo myślę o sobie i o swoich przodkach. Przy okazji rozwijam się też jako rysownik.

Za nami już 1/3 projektu "366 kadrów". Masz jakieś szersze plany na wydanie albumowe, przedłużenie całości na kolejny rok, czy może po prostu chcesz utrzymać tempo rysowania do zaplanowanego końca?
Muszę przyznać, że robienie tego komiksu bywa chwilami męczące, ale do planowanego końca na pewno dotrwam. Nie skończę jednak w terminie, bo muszę zrobić małą przerwę na wakacje. Jak już komiks będzie gotowy fajnie byłoby go wydać np. jako kalendarz z odrywanymi kartkami. Kontynuacji raczej nie planuję, ale kto wie? Może zrobię coś zupełnie innego?

Co z "Tabula Rasa" – czy zobaczymy zbiorcze, albumowe wydanie?
Tak, zobaczymy. Teraz jesteśmy zajęci innymi projektami, więc musieliśmy odłożyć projekt "Tabula Rasa" na półkę. Gawron planuje narysować cały komiks od początku, w czerni i bieli. Trochę wytniemy, przemontujemy i wyjdzie z tego całkiem fajny album. Będzie miał dwa rożne zakończenia.

Uważasz sny za bardzo inspirujące, ale co zrobić, jeśli przez dłuższy czas nie przychodzą? Masz jakieś sprawdzone sposoby na kreatywne śnienie?
Ja najczęściej śnię na jawie.

Czym zajmujesz się jako retrofuturysta?
To moja słodka tajemnica.

środa, 9 lutego 2011

#692 - Wywiadówka: Jazda obowiązkowa z Dennisem Wojdą

Aby umilić nieco oczekiwanie na premierową odsłonę Wywiadówki i zmobilizować Tomka Kontnego by doprowadził rozmowę z Michałem Gałkiem do końca, przenosimy się w czasie i wracamy do lipca 2010 roku, kiedy w roli odpytywanego wystąpił Dennis Wojda. Drogi czytelniku, zanim zaczniesz narzekać, że "publikujemy odgrzewane kotlety" pamiętaj, że część składu Kolorowych Zeszytów musi przetrwać sesję w przerwach między pisaniem kolejnych tekstów!
Tomek Kontny: Jak zaczęła się Twoja przygoda z komiksem? Co pchnęło cię do pisania scenariuszy komiksowych? I dlaczego akurat komiksowych, a nie filmowych czy teatralnych?
Dennis Wojda: Jako dziecko dużo czytałem, zarówno książek, jak i komiksów. Pewnie marzyłem o tym, by móc samemu wymyślać historie. Świat wyobraźni jest mi bardzo bliski i zawsze pchało mnie do pracy twórczej. Jak Gawron mnie poprosił o scenariusz nie mogłem odmówić. Było to konkretne zamówienie wydawnictwa Pol-Nordica na stworzenie nowej serii w piśmie "Kelwin & Celsjusz". I tak powstało miasteczko Mikropolis.

Jeśli chodzi o scenariusze filmowe i teatralne mam kilka pomysłów – zarówno na film animowany, jak i na sztukę. Czas pokaże, co z tego wyniknie.

Które dzieła wywarły na Ciebie największy wpływ, kto jest Twoim pisarskim wzorem? Opowiedz o swoich inspiracjach, również tych pozakomiksowych.
Jako dziecko uwielbiałem przygody Tintina. Powinienem powiedzieć, że nadal uwielbiam. Ostatnio czytam Tintiny swojemu synkowi i większość albumów nadal trzyma poziom. Jako nastolatek czytałem bardziej ambitne komiksy – głównie europejski underground. Pochłaniałem wszystko, co było dostępne na rynku szwedzkim. W tym samym czasie odkryłem kino studyjne Szwedzkiego Instytutu Filmowego (SFI), gdzie poznałem filmy Murnaua i Langa, francuską nową falę, neorealizm włoski. Oglądałem głównie filmy z lat 50. i 60. Z polskich twórców najbardziej cenię sobie Polańskiego i świętej pamięci Stawińskiego. Chyba jestem strasznie retro, jeśli chodzi o gust.

Trzy najlepsze komiksy, które przychodzą Ci do głowy zawsze, kiedy ktoś budzi Cię w nocy i zadaje takie głupie pytanie?
Tintin "Kierunek Księżyc"/"Spacer po Księżycu" (koniecznie razem!), "Jimmy Corrigan" Chrisa Ware'a i dylogia "Maus".

Pamiętasz swój pierwszy scenariusz? O czym był, jak oceniasz go z perspektywy czasu?
Pierwszy prawdziwy scenariusz, jaki napisałem, to pierwszy odcinek serii "Mikropolis". Pamiętam, że miałem spore kłopoty z tekstem. Najpierw pisałem po szwedzku, następnie tłumaczyłem na angielski i na koniec moja dziewczyna pomagała z tłumaczeniem na polski. Uf! Z kolejnymi odcinkami było tak samo! A jak oceniam ten pierwszy odcinek? Podoba mi się, mimo, że tam nie ma żadnych postaci. Nie mieliśmy czasu na wymyślenie bohaterów – była tylko koncepcja na miasteczko.

Pierwsze scenariusze pisałeś intuicyjnie, czy opierając się o teoretyczną, książkową wiedzę?
Zdecydowanie intuicyjnie! Wiedziałem jak mają wyglądać listy dialogowe (grałem w teatrzyku szkolnym) i dodałem opisy scen. Jednak ważniejsze od techniki jest to, o czym się pisze.

Masz jakieś własne, specyficzne metody pracy nad scenariuszem? Opowiedz o kolejnych etapach pisania.
1. Etap zgłębiania: Czytam, oglądam, wczuwam się w temat. 2. Etap wymyślania: Przed zaśnięciem układam sobie w głowie historię. 3. Etap drabinki: Zapisuję historię w formie drabinki scenariuszowej (w punktach), co przypomina układanie puzzli. 4. Etap dialogów: Dodaję dialogi do drabinki. 5. Etap testowy: Proszę znajomych o opinię. Dobrze jest odłożyć scenariusz na pewien czas i potem do niego powrócić świeżym okiem.
Masz jakieś ulubione cechy, którymi zwykłeś obdarzać wymyślone postacie, ulubione motywy, do których wracasz w kolejnych scenariuszach?
Mam tendencję do przedstawiania relacji dziecka z dziadkiem lub babcią. Dzieci inaczej patrzą na świat. Staruszkowie pewnie też... Lubię też pisać historie osadzone w Warszawie.

Piszesz scenariusze w postaci luźniejszych opowiadań czy precyzyjnie rozpisanych kadrów? Opracowujesz storyboardy czy tylko sugerujesz rozmiar kadrów?
Ostatnio piszę "Mikropolis" w formie opowiadań. Właściwie są to tylko dialogi z krótkimi opisami. Gawron tak woli, bo daje mu to większe pole do interpretacji. Jeśli współpracuję z innym rysownikiem daję oczywiście więcej opisów. Takie scenariusze są bardziej precyzyjne. Czasami robię dokumentację fotograficzną.

Częściej planujesz całą historię w głowie, a dopiero potem siadasz do rozpisywania jej na kadry, czy pozwalasz jej żyć, rozwijać się wraz z każdą kolejną stroną bez całościowego planu?
Historia układa się w głowie. Często nie mam pomysłu na zakończenie historii i muszę sprawdzić różne rozwiązania w trakcie pisania. W moim projekcie "366 kadrów" nie mam scenariusza, ale mimo tego staram się układać wszystko w logiczną całość.

Jakie rozwiązania scenopisarskie – w stylu bohatera budzącego się na ostatniej stronie i stwierdzający, że wszystko było snem - wyjątkowo grają Ci na nerwach?
Sny są bardzo inspirujące! Czasami chciałbym się tak obudzić i odkryć, że to wszystko było snem. W komiksach nudzi mnie rozwiązanie z zapętleniem historii. Trzeba mieć na to dobry pomysł. Nie może to być jedyny powód powstania historii.

Ciężko określić ilość czasu, którą spędza się pracując nad scenariuszem. Pamiętasz jakieś ekstremalne sytuacje, kiedy pisanie tekstu trwało bardzo krótko lub wyjątkowo długo?
Jak robiłem komiks "Tabula Rasa" pisałem jeden odcinek tygodniowo dla Gazety Wyborczej. Tak samo było z paskami w albumie "Przewodnik turystyczny". Często pisałem je w pracy, jak tylko miałem wolną chwilę. Powiedziałbym, że to jest szybkie pisanie – mało czasu na wymyślanie i jeszcze mniej na napisanie. Długo pisałem komiks "Telefon" dla Ostrowskiego. Musiałem sporo książek przeczytać na temat powstania warszawskiego. Ale najdłużej powstaje scenariusz do albumu "Terra Incognita" o miasteczku Mikropolis. Piszę go już kilka lat i od czasu do czasu coś poprawiam albo dodaję. Moje założenie komiksu "366 kadrów" było takie, że będę poświęcał maks 20 minut dziennie na wymyślenie i narysowanie jednego kadru. Odkąd mam dwójkę dzieci jestem strasznie zabiegany i nie mam prawie wolnego czasu. Zdarza się, że rysuję kadr danego dnia o 5 rano albo w czasie przerwy w pracy, jak jem kanapkę.

Czas leci, a scenariusz się nie klei – co robisz? Masz jakieś sposoby na radzenie sobie z pisarską blokadą?
Trzeba zjeść dobrą kolację, wypić wino i... pójść spać. Następnego dnia pójdzie lepiej! Czasami pomagają kąpiele albo jazda na rowerze.

Gotowy scenariusz starasz się traktować jako zamkniętą całość, czy raczej poprawiasz go do samego końca prac nad komiksem?
Jak już oddaję scenariusz w ręce rysownika nie mam powodu by do niego wracać. Czasami mam szansę zobaczyć jak praca rysownika postępuje i wtedy zdarza się, że coś zmieniam w dialogach. Ale samej historii już raczej nie zmieniam.

Który moment komiksowej kariery wspominasz najlepiej?
Jak już wiedzieliśmy, że Siedmioróg wyda "Przewodnik turystyczny" to poczułem ogromną satysfakcję. To było coś niesamowitego! Ze smutnych rzeczy najbardziej pamiętam jak zgubiłem oryginalną planszę Mikropolis. Odebrałem ją w siedzibie Gazety i poszedłem do supermarketu kupić coś do jedzenia. Planszę zostawiłem w wózku na zakupy. Osoba, która ją znalazła, zostanie kiedyś milionerem.

Jakie masz plany na przyszłość?
W najbliższym czasie wakacje nad morzem. Przeczytam zaległości książkowe. Mam też na głowie projekty, o których wcześniej wspominałem. Postaram się też dotrwać do końca projektu "366".

wtorek, 8 lutego 2011

#691 - Star Wars Komiks: Wydanie Specjalne nr. 04/2010

Kolejny raz gościmy na naszych łamach Michała Ochnika, który zgodnie z nową, świecką tradycją, zajmuje się na Kolorowych komiksami spod znaku "Star Wars", opisując kolejne numery serii "SW Komiks: Wydanie Specjalne". Zapraszamy do lektury!
Rebeliancki rozdział gwiezdnowojennej sagi został udokumentowany nie gorzej, niż ten przedstawiający kulisy Wojen Klonów. O ile jednak ten drugi reprezentowany jest głównie przez medium komiksowe i telewizyjne, o tyle ten pierwszy poznawaliśmy głównie za pośrednictwem pozycji książkowych. Pomiędzy mniej lub bardziej udanymi powieściami rozwijającymi poboczne wątki partyzanckiej walki Rebelii z Imperium zaplątała się też jedna seria komiksowa "Rebellion". Nie przetrwała ona jednak zbyt długo – po szesnastu numerach zdecydowano o zamknięciu tytułu. Najnowszy numer wydania specjalnego magazynu "Star Wars Komiks" zawiera historię, która pierwotnie ukazała się na łamach "Rebelliona" właśnie.

Główną bohaterką "Drobnych zwycięstw" jest Deena Shan, członkini ruchu oporu cierpiąca na wibrujący kompleks niższości. Dziewczyna, mimo kilku dość spektakularnych akcji na koncie, wciąż czuje, że nie dorasta do pięt ludziom, u boku których walczy – Luke'owi Skywalkerowi, Leii Organie czy Hanowi Solo. Niestety, pora na wizytę u psychoterapeuty nie jest zbyt sprzyjająca, bowiem okręt flagowy sojuszu, na którym obecnie znajduje się Deena jest w trakcie wariackiej ucieczki przed siłami Imperium. Traf chce, że okręt całkowicie przypadkowo ląduje w samym sercu stacji Bannistar, jednego z najważniejszych imperialnych pit-stopów w galaktyce. Rebelianci postanawiają wykorzystać tę niepowtarzalną okazję, by zadać wrogowi znaczący cios, niszcząc strategiczny punkt zaopatrzenia. Robią to ze świadomością, że misja jest niemal na pewno samobójcza…

Fabułę obserwujemy z perspektywy wyżej wspomnianej Deeny, która podczas tej akcji musi udowodnić sobie swoją wartość, uwierzyć w siebie, by ocalić przyjaciół… Słowem – zwykły, amerykański banał, do tego irytująco schematyczny. Trzecioosobowa narracja w komiksie nieco razi – trzeba mieć naprawdę dużo talentu i wyczucia, by taki zabieg nie wydawał się sztuczny i pompatyczny, a scenarzyście "Drobnych zwycięstw", Jeremy'emu Barlowowi, tego talentu i wyczucia wyraźnie brakuje. Fabuła leci jak po sznurku, możemy niemal odhaczać kolejne sztandarowe elementy. Niespodziewany dar od losu – jest. Bohaterskie poświęcenie w imię strawy – jest. Paskudny zły – jest. Niespodziewane ocalenie – jest. Na szczęście opowieść prowadzona jest na tyle sprawnie, by takie rażące uproszczenia fabularne przestały irytować, gdzieś tak w połowie lektury. Jak na komiks do przeczytania na kibelku czy przy porannej kawie – jest w porządku.

Komiks ratuje nieco bardzo dobra oprawa graficzna autorstwa Colina Wilsona. Postaci rysowane są w sposób realistyczny, emocje na twarzach bohaterów oddane są całkiem przyzwoicie (nie licząc jednej czy dwóch spektakularnych wpadek), bohaterowie znani z filmowej sagi też na ogół przypominają swoje ekranowe odpowiedniki. Sceny batalistyczne są świetnie narysowane, kolory dobrze podłożone, słowem – solidna rzemieślnicza robota.

"Drobne zwycięstwa" są zatem kolejnym czysto rozrywkowym komiksem w serii "Star Wars Komiks: Wydanie Specjalne". Jak na razie wszystko wskazuje na to, że kwartalnik nie podzieli losu "Fantasy Komiksu" i wciąż umożliwiać będzie zeszytówkowym miłośnikom regularne pielgrzymki do kiosków.

poniedziałek, 7 lutego 2011

#690 - The Batmans Special Edition!: Komiks4WOŚP

Jest nam bardzo miło poinformować o radosnym fakcie dołączenia jednego z Muzycznych Batmanów do charytatywnych aukcji Komiks4WOŚP! Grafika, którą można licytować przedstawia wydzierającego się do mikrofonu Człowieka Nietoperza, którego przepięknie zmalował i w ostatnim czasie przekazał na ten szczytny cel Wojciech Stefaniec ("Alveum", "Szanowny")! Serdecznie dziękujemy i mamy nadzieję, że aukcja spotka się ze sporym zainteresowaniem ze strony licytujących!
Zgodnie z zasadami batmaniej zgadywanki, fragment pracy pod tytułem "Never heard the man speak like this man before..." pojawił się u nas piątego marca ubiegłego roku i w niecałe pół godziny później została odgadnięta tożsamość autora stojącego za powyższym dziełem. Trzydziesty z kolei Batman wykonany jest przy pomocy ołówka oraz akwareli i akryli. Rozmiar samego obrazka to 40x27,5cm, natomiast z ramką (wykonaną specjalnie na ten cel przez Wojciecha Stefańca) jest to 60x48cm. Na ścianie szczęśliwego zwycięzcy z pewnością będzie się prezentował wyśmienicie!

I tak jak już pisaliśmy w kilku miejscach - DO LICYTOMOBILÓW!

niedziela, 6 lutego 2011

#689 - Trans-Atlantyk 124

W tym roku po raz pierwszy zostaną przyznane nagrody imienia Stana Lee. Wręczenie statuetek odbędzie się na brytyjskim konwnecie Kapow! Comic Con, 9 i 10 kwietnia 2011 roku. Czytelnicy będą mogli głosować na jednego z czterech kandydatów, wybranych przez komiksowych reporterów, sprzedawców i krytyków, w aż dwunastu kategoriach. Do tytułu najlepszego scenarzysty nominowano Briana M. Bendisa, Roberta Kirkmana, Granta Morrisona i Gartha Ennisa, wśród rysowników – J.H. Williamsa III, Steve'a McNivena, Duncana Fegredo, Johna Romitę Jra, a najlepszym debiutantem może zostać ktoś z grona Nick Spencer, Rob Guillory, Kieron Gillen i Jonathan Ross. Jeśli idzie o komiksy to typowano "Walking Dead", "Batman & Robin", "Batman Inc. ", "Avengers" (najlepsza seria), "Sweet Tooth" vol.1, "Dark X-Men", "Fantastic Four: Solve Everything", "Blackest Night" (najlepszy trade) oraz "Avengers Prime", "Batman & Robin Must Die", "Dr. Strange", "Blackest Night" (najlepsza historia albo mini-seria). Głosowanie potrwa do 4 marca. (KO)

Na marzec ubiegłego roku zaplanowany był mały przerywnik związany z przerażającymi wydarzeniami w świecie Image Comics, które rozgrywają się nadal na łamach mini-serii "Image United". "Image United: Interlude" miał być one-shotem prezentującym to co działo się z innymi bohaterami uniwersum, niezwiązanymi z główną serią - Invinciblem, Pittem, Jackiem Stuffem i innymi. I podobnie jak przy "IU" twórca danego herosa sam miał zajmować się jego wrysowaniem w kolejne kadry. Czas przeszły użyty w ostatnich zdaniach nie jest oczywiście przypadkiem - wczorajszego dnia Ryan Ottley, twórca jedynej grafiki jaka została zaprezentowana jeśli chodzi o "IUI", potwierdził słowa Erica Stephensona jakoby zeszyt ten został anulowany. Prace nad nim jeszcze nawet się nie rozpoczęły, a ze względu na skomplikowany proces powstawania każdej planszy i napięty grafik artystów, którzy musieliby nad nimi siedzieć, ciężko byłoby się spodziewać, aby te kilkanaście stron mogło zostać skończone w ciągu kilku miesięcy. Wielka szkoda. Pytanie tylko czy śladem tego one-shota nie podążą zeszyty 4-6 "Image United". Zeszyt trzeci pojawił się w sklepach w sierpniu roku ubiegłego i od tego czasu w sprawie kolejnych części zapadła właściwie cisza, przerywana co jakiś czas doniesieniami kto ile jeszcze ma do zrobienia... A pamiętam te szumne zapowiedzi głównodowodzących projektem, jaki to on nie miał być wielki, szokujący i tak dalej i tym podobne... (ŁM)

Team-up komiksowych gwiazd. Jeden z najciekawszych reprezentantów sceny niezależnej Scott Morse i mistrz mainstreamowego horroru Steve Niles łączą swoje siły na łamach "Crime and Terror". Plany dotyczące tego miesięcznika są nad wyraz ambitne. Oprócz wiodącej opowieści o detektywie Mike'u Fallonie, pisanej przez Nilesa i rysowanej przez Morse'a, w komiksie znajdą się również krótkie, pulpowe opowiastki oraz prozatorskie nowelki pióra Nilesa, z ilustracjami Morse'a. Projekt zapowiada się o tyle ciekawie, że pomysł na "Crime and Terror" narodził się spontanicznie, zupełnie przypadkowo, a jak zapewnia Niles współpraca z autorem "Barefoot Serpent", "Visitations" czy "Elektra: Glimpse & Echo" układa się znakomicie. (KO)

"Crime and Terror" to nie jedyny projekt, nad którym obecnie pracuje autor "30 Dni Nocy" i "Abra Makabry". Steve Niles ma odświeżyć "Wulfa". To dość mało znana seria spod znaku fantasy, która w latach siedemdziesiątych ukazywała się nakładem Atlas Comics. Teraz powróci za sprawą wydawnictwa Ardden, a zostanie przygotowana przez scenarzystę, który doskonale ją pamięta. Niles obiecuje, że komiks zadowoli współczesnego czytelnika, a z pozoru absurdalny pomysł przeniesienie rządnego krwi barbarzyńcy do Nowego Jorku XXI wieku da się ciekawie rozegrać. Oprawą graficzną zajmie się Nat Jones, z którym Niles pracował już przy okazji "Spawn: The Dark Ages". (KO)

Kolejny tydzień i kolejny teaser ze strony Marvela. Tym razem padło na pierwszą zapowiedź kolejnej, szóstej już serii z przygodami "Moon Knighta". Bohater ten nie miał ostatnio zbyt dużo szczęścia i dwie ostatnie odsłony jego przygód zakończyły się po trzydziestu ("Moon Kinght" vol 4) czy nawet dziesięciu numerach ("Vengeance of the Moon Knight" vol 5). Marc Spector wchodzi obecnie w skład grupy Secret Avengers, ale nie będzie mu to raczej przeszkadzać w solowej serii, reklamowanej hasłem "Wszyscy Mściciele jakich kiedykolwiek potrzebowałeś" (czy to oznacza, że nie ma co sobie zajmować głowy np. "New Avengers"?). Za powrót w glorii i chwale herosa, który pojawił się w Marvelu w 1975 roku, odpowiadać będzie superduet - Brian Bendis (scenariusz) oraz Alex Maleev (grafika). Chociaż jak to się mówi w przypadku tzw. piłkarskich dream-teamów: "Nazwiska nie grają". (ŁM)

Tuż po wydarzeniach przedstawionych w "Chaos War" i zaraz przed "Fear Itself" na łamy własnego tytułu wraca Hercules. Bohater, który w ostatnich latach z trzecioligowego herosa, robiącego za tło w "Avengers", stał się aktorem pierwszego planu, w kwietniu wystartuje z nowym solowym miesięcznikiem zatytułowanym po prostu "Herc". Skryptem serii zajmie się duet Greg Pak - Fred Van Lente, który wielokrotnie udowadniał, że zna się na swojej robocie, a grafikę przygotuje Neil Edwards. Zdradzając jak najmniej z zakończenia "Chaos War" napiszę tylko tyle, że Hercules nie będzie rezydował na Olimpie, ani wygrzewał starych kości w bazie Mścicieli, tylko wdawał się w bijatyki z villainami na Brooklynie. W fabule znajdzie się również miejsce dla Amadeusa Cho, który towarzyszył synowi Dzeusa w jego poprzednich przygodach. (KO)

W ramach marvelowej konferencji prasowej pod szyldem "Next Big Thing" scenarzysta Rick Remender opowiadał o swoim najnowszym projekcie. Chodzi rzecz jasna o startujący w marcu on-going "Venom". Symbiot, który do tej pory noszony był przez Eddiego Brocka i Skorpiona, połączy się z nowym nosicielem na łamach "Amazing Spider-Mana" #654.1. Bohater, doskonale ponoć rozpoznawalny w otoczeniu Petera Parkera, ma pracować dla amerykańskiego rządu, jako specjalista od brudnej roboty. Kosmiczny pasożyt wykorzystywany do walki z wrogami Ojczyzny Wolności? Koncept dość odważny i mocno odbiegający od dotychczasowych pomysłów na Venoma, szczególnie tych z lat dziewięćdziesiątych. Na spotkaniu Remender zdradził, że nowym nosicielem ma być Flash Thompson, lecz bardzo szybko starał się zamienić tą wypowiedz w żart. Bez względu na to, kto ostatecznie przywdzieje czarny kostium, seria będzie utrzymana w modnej ostatnio w Domu Pomysłów szpiegowsko-sensacyjnej konwencji. Brzmi dziwacznie? Być może, ale liczę na Remendera, który licznymi pochwałami za robotę przy "Uncanny X-Force", zwrócił na siebie moją uwagę. (KO)

W najbliższych miesiącach zarówno w DC Comics jak i Marvelu wystartują crossovery, które mają namieszać i w uniwersach i w portfelach czytelników. W piątek najpierw pojawiła się okładka do pierwszego numeru "Fear Itself" (autorstwa Steve'a McNivena), a półtorej godziny później DC "odwdzięczyło" się konkurentowi grafiką na przód pierwszego numeru "Flashpoint" (autorstwa Andy'ego Kuberta). Ta druga nie była wielkim zaskoczeniem, bowiem tydzień temu przy okazji ogłaszania serii pobocznych, DC zaprezentowało jej szkic. Zupełną nowością jest natomiast front "FA"#1 na którym widać pokonanego Thora i stojącą nad nim tajemniczą postać dzierżącą w dłoni Mjolnir, oraz czwórkę herosów gotowych do walki. Przy okazji warto zauważyć, że "Fear Itself" będzie kolejnym (po "Civil War" i "Siege") eventem w którym zdecydowano się na nieco inny design okładek, niż ma to się w przypadku regularnych serii. (ŁM)

Kiedy komiksowi kinomaniacy odliczają tygodnie do premier filmowych wersji "Thora" i "Kapitana Ameryki", szefowie DC Comics nie mają zamiaru zasypywać gruszek w popiele. Praca nad przenoszeniem największych komiksowych ikon na taśmę celuloidową nabiera rozpędu. Do obsady "Dark Knight Rises" dołączyli Anne Hathaway, która wcieli się w rolę ponętnej Catwoman oraz Tom Hardy, jako Bane. Być może w filmie pojawi się również Joseph Gordon-Levitt, znany z "Incepcji" w reżyserii Christopher Nolana. Natomiast w Supermana w "Man of Steel" Zacka Snydera wcieli się brytyjski aktor Henry Cavill. Wśród kandydatek do roli Lois Lane wymieniane są Dianna Agron, Olivia Wilde, Jessica Biel, Rachel McAdams, Malin Akerman, Kristen Stewart, a faworytką Snydera miała być Hathaway, które jednak zdecydowała się zagrać w "DKR". Co więcej, o inną kobiecą rolę w filmie (Supergirl? Cat Grant? Ursa?) ubiegają się podobno Diane Kruger, Rosamund Pike i Alice Eve. (KO)

"Geek Honey of the Week"
(dwa słowa: Mary Jane)

sobota, 5 lutego 2011

#688 - Komix-Express 74

Od 2001 roku z inicjatywy Instytutu Francuskiego w Krakowie, przy wsparciu Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Angoulême oraz Narodowego Centrum Komiksu i Obrazu, polscy uczniowie liceów dwujęzycznych przyznają wyróżnienie "Alph'Art: Polski Wybór". Na tydzień przed największym komiksowym festiwalem w Europie, licealiści wybierają najlepszy ich zdaniem album z oficjalnej listy komiksów nominowanych do nagrody "Najlepszego albumu Festiwalu Komiksu w Angoulême". Do tej pory wykazywali się dobrym gustem. W kolejnych edycjach nagrodzili "Niebieskie Pigułki" Frederika Peetersa (2002), "Kota Rabina: Bar Micwa" Joanna Sfara (2003), pierwszy tom "Lupusa" Peetersa (2004), "Kurczaka ze śliwkami" Marjane Satrapi (2005), "Les damnés de Nanterre" Chantal Montellier (2006), "Rozkosz" Blutcha (2007), "Trzy Cienie" Cyrila Pedrosy (2008), "Pod Prąd" Sebastiena Chrisostome'a (2009) i "Billy Brouillard" Guillaume'a Bianco (2010). Ta ostatnia pozycja już wkrótce ukaże się na polskim rynku nakładem wydawnictwa Post i tym samym jedynie "Les damnés de Nanterre" pozostaną nagrodzony tytułem, którego nie będzie można przeczytać w języku Adama Mickiewicza. Do finału tegorocznego "Alph'Artu" nominowano pięć albumów: "Arzak" Moebiusa, "La Parenthese" Elodie Durand, "Le Marche du Crabe" Arthura du Pins, "Gauguin" Li An i Laurence Croix oraz "La Mort de Stalin" Fabiena Nury'ego i Thierry'ego Robina. Zwycięzcę poznamy w sobotę, 12 lutego w krakowskiej Galerii Pauza. Oprócz tego, tradycyjnie odbędzie się spotkanie ze zwycięzcą poprzedniej edycji, Guillaumem Bianco, a także wernisaż wystawy "10 lat Nagrody Angoulême: Polski Wybór" oraz pokaz filmów animowanych ("Persepolis" i "Trio z Belleville"). (KO)

W minionym tygodniu wystartowała od dawna zapowiadana nowa strona magazynu "Karton". A tam oprócz znanego z poprzedniej witryny plotkarskiego działu "Pudełek" oczywiście "aktualności", działy w których można się zapoznać z autorami oraz seriami komiksowymi publikowanymi na łamach magazynu oraz miejsce w którym można zadać magistrowi Łazowskiemu pytania, które dręczyły nas od lat. Sklepik póki co jeszcze nie działa, ale jak tylko ruszy, to będzie można w nim zapewne nabyć kolejny po "Ratmanie" albumik okołokartonowy. Tym razem będą to przygody pieska Moe, za którymi stoi Piotr Nowacki. Czworonożny bohater już od jakiegoś czasu pojawiał się na grafikach autorstwa Jaszcza (kiedyś figurował jako Zybert), aż w końcu doczeka(ł) się albumiku z własnymi perypetiami. Więcej szczegółów na temat tego projektu brak, ale jak tylko się pojawią, to przedstawimy je w ramach sobotnich wieści z naszego komiksowego poletka. A sam "Karton" warto lubić - nie tylko w głębi serca, ale i oficjalnie na facebooku, bo do wygrania są takie oto wspaniałości! (ŁM)

Trochę pozmieniało się również w przypadku cyfrowej odsłony Ziniola. Magazyn, który wraz z dziesiątym numerem dokonał żywota, odświeżył swój internetowy wizerunek - zmianie uległ nagłówek, a tym samym również i logo (zaprojektowane przez Rafała Tomczaka), rewitalizacji doczekało się menu, zawierające obecnie graficzne odnośniki do poszczególnych działów, ze strony zniknęło logo timofa - wydawcy ostatnich dziesięciu numerów, a na samym dole można podziwiać miniatury wszystkich pięćdziesięciu okładek magazynu ukazującego się od września 1998 roku. Kilka słów na temat wprowadzonych zmian i przyszłości cyfrowego Ziniola można przeczytać w tym miejscu. A na samą stronę warto zaglądać dzień w dzień, bo co chwila pojawia się tam coś nowego - oprócz akcji kibicowania, jak zawsze recenzje, relacje z imprez i wystaw czy kącik Marcina Rusteckiego, który wystartował dnia dzisiejszego. (ŁM)

Na Avalonie ruszyła kolejna Arena. Tym razem w forumowe szranki stają najbardziej złowieszcze łotrzyce z uniwersum Marvela, walczące o laur najpodlejszej, najokrutniejszej i najgroźniejszej z nich wszystkich. Przy okazji Vixens Vertigo, bo tak ów plebiscyt się nazywa, zmieniono nieco formułę rozgrywek. Zrezygnowano z tradycyjnej pucharowej drabinki, zwyczajowo budzącej wiele emocji i kontrowersji. Aby uniknąć sytuacji, w której niektórym postaciom będzie wyraźnie pod górkę, a innym łatwiej, wprowadzono rozgrywki grupowe. Z czterech grup liczących po osiem szelm do drugiej rundy awansują trzy pierwsze z każdej oraz cztery, który zyskały największą ilość głosów. Moją faworytką w całym konkursie jest oczywiście Dark Phoenix, a w czołówce powinny namieszać Scarlet Witch i Mystique. (KO)

Po skromnej ofercie z dwóch pierwszych miesięcy roku, Egmont zaczyna przyspieszać wraz z pakietem marcowym, z którego ponad połowa tytułów zadebiutuje już pod koniec lutego. Aż trzy tytuły dotyczyć będą Jerza Jerzego - o jednym z nich pisałem w ostatnim KX ("Jeż Jerzy na urwanym filmie"), a dwa pozostałe to twardookładkowe wznowienia starszych albumów ("Ścigany", "Ziom"). Na swoich półkach komiksiarze będą mogli również postawić wchodzący w skład kolekcji Mistrzowie Komiksu czwarty album z dziełami Willa Eisnera "Sprawa rodzinna i inne historie", ósmy tom "Baśni" o tytule "Wilki" (prawie 50 zł za 128 stron...) oraz twardookładkowe wznowienie "Sandman. Zabawa w ciebie". Oprócz tych sześciu tytułów Egmont na przestrzeni całego marca będzie również wypuszczać komiksy ze świata Gwiezdnych Wojen ("SW Komiks", "SW Wydanie Specjalne", "SW Komiks Extra") oraz dwa "Giganty" ("Drużyna K", "Zabójczy duet"). Teraz tylko czekać na jakiś potężny kwietniowy pakiet, którym raczyć się będziemy na Komiksowej Warszawie. (ŁM)

Wydawnictwo Mucha Comics zaprezentowało swoje wstępne zapowiedzi na rok 2011. W ramach duńsko-polskiej koprodukcji na półkach rodzimych sklepów mają wylądować trzy pierwsze tomy "New Avengers", "Wolverine: Enemy of the State" podzielony na dwie części oraz albumy "House of M" i "Thor: Vikings". Ten ostatni tytuł po raz pierwszy pojawił się w zapowiedziach wydawnictwa. Pięcioczęściowa mini-seria pierwotnie ukazała się w 2003 pod szyldem imprintu MAX, linii komiksów przeznaczonych wyłącznie dla dojrzałego czytelnika. Napisana przez Gartha Ennisa i zilustrowana przez Glenna Fabry'ego opowiada o ataku zombie-wikingów na Nowy Jork, którą tylko marvelowski bóg piorunów może zatrzymać. Jak widać wydawca chce wykorzystać premierę filmowej adaptacji "Thora". Oprócz tego Mucha rozważa wydanie jeszcze dwóch pozycji, a jedną z nich może być komiks o Supermanie. (KO)

W piątek, 11 lutego o godzinie 18:00 odbędzie się wernisaż wystawy "Co z tym komiksem?". W galerii Fundacji Nowej Sztuki "Znaczy się" w Krakowie przy ulicy Kościuszki 37 będzie miała miejsce prezentacja inicjatyw i projektów artystycznych związanych z komiksem alternatywnym i ilustracją. Zaprezentowano zostaną następujące projekty i przedsięwzięcia:
Orbis Pictus - prowadzenie: Kuba Woynarowski
Krótkie Historie - prowadzenie: Helena Siemińska i Damian Siemień
Centrala - prowadzenie: Michał Słomka
Ilustracja PL - prowadzenie: Agata "Endo" Nowicka i Przemysław Truściński
Hipopotam Studio - prowadzenie: Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Gili Gili - prowadzenie: Darek Vasina
Oprócz wystawy, którą będzie można oglądać do 26 lutego 2011 roku, przed wernisażem odbędzie się panel dyskusyjny pod tym samym szyldem. Od 12:30 do 14:30 o tym "Co z tym komiksem?" dyskutować będą twórcy komiksowi (Trust, Endo, Zalibarek, Kuba Woynarowski), krytycy literaccy (Piotr Marecki), graficy (Darek Vasina, Kuba Sowiński, Ewa Ciepielewska, Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Helena Siemińska i Damian Siemień). (KO)

Co prawda w zeszłym tygodniu informowaliśmy już o nowo otwartym blogu Śledzia, ale dzieje się wokół niego (i bloga i autora) tyle, że trzeba pisać dalej. Po pierwsze, Michał Śledziński w pierwszym komiksowym raporcie podzielił się z czytelnikami tym nad czym siedzi obecnie; najciekawiej zapowiada się tajemniczy kadr numer pięć - czyżby niebawem miał do sklepów trafić "Parish"? Oby! Wcześniej jednak można się spodziewać trzeciego i ostatniego albumu z serii "Na szybko spisane", którego premierę autor po cichu zapowiedział w komentarzach na Komiksową Warszawę (1-3 kwietnia). Po drugie, Śledziu miał okazję zapoznać się z filmowymi przygodami Jeża Jerzego (premiera - będziemy to pewnie powtarzać do znudzenia - już jedenastego marca!) i swoimi wrażeniami podzielił się w stosownym wpisie. A po trzecie, na Allegro pojawiło się kilka plansz z "NSS1", "Biegunki" i "Osiedla Swoboda", których sprzedaż ma pomóc w nabyciu nowego sprzętu, na którym powstawać będą kolejne komiksy Michała. Sporo tych informacji jak na jeden tydzień (chociaż to i tak nie wszystko!) - jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie pomyśleć o jakimś specjalnym śledziowym kąciku na łamach KX. (ŁM)

piątek, 4 lutego 2011

#687 - The Batmans: Track 75 - Jakub Grochola

Autor dzisiejszego muzykującego Batmana, czyli Jakub Grochola, na komiksowym firmamencie zabłysnął w 2010 roku, choć nieco wcześniej, bo w marcu 2009 roku jego prace pojawiły się w drugim numerze zina "RRY". Rysownik pochodzący z Krakowa zwrócił na siebie uwagę "Kuną", która trafiła do katalogu pokonkursowego na 21. Międzynarodowym Festiwalu Komiksu. Również w Łodzi miał swoją premierę debiutancki album Grocholi "Lody". Do listy osiągnięć wypada jeszcze dopisać trzecie miejsce w plebiscycie na komiks "Z Wawelu pod Grunwald", udział w antologii w hołdzie Januszowi Chriście i wygraną w konkursie na komiks zorganizowanym przez bank WBK. Prace Jakuba Grocholi można oglądać na jego blogu i digarcie. (KO)
Przy okazji tej edycji sporym refleksem popisał się Jacek Jastrzębski, który o sekundy dosłownie wyprzedził konkurencję. Kolejny punkt daje Ystadowi umocnienie się na miejscu trzecim w naszym plebiscycie - gratulujemy!

Dzisiaj w ramach wstępu mini-ciekawostka z batmaniego świata: jak donosi Brian Cronin, jeden z twórców Batmana, Bill Finger ma w świecie DC swojego odpowiednika, Williama Handa, który ostatnio znany jest bardziej jako Black Hand. Postać ta, której Geoff Johns napisał drugi origin sporo namieszała przy okazji "Blackest Night" i z poziomu łotra klacy C, awansowała do wyższej ligi. Więcej na ten temat można przeczytać w ostatniej odsłonie rubryki Comic Book Legends Revealed na CBR. Ale to najlepiej dopiero po tym ja zmierzycie się z dzisiejszym - póki co tajemniczym - twórcą i jego muzyczno-batmanią grafiką. Powodzenia! (ŁM)

czwartek, 3 lutego 2011

#686 - Rok 2010 okiem wydawców

Podobnie jak w roku ubiegłym do podsumowania ubiegłych dwunastu miesięcy zaprosiliśmy rodzimych wydawców. Swoje wrażenia przedstawił nam Radosław Bolałek z Hanami, Szymon Holcman z Kultury Gniewu, Tomasz Pastuszka zajmujący się magazynem Karton, Paweł Timofiejuk z timof comics/Mroja Press oraz Robert Zaręba ze Strefy Komiksu. I podobnie jak w roku ubiegłym chcieliśmy nieco pomóc naszym wydawcom i przedstawiliśmy kilka pytań/zagadnień/rejonów, które nas najbardziej interesowały:
1. Komiksowe wrażenia z roku 2010.
2. Jak wypadł miniony rok dla Twojego wydawnictwa, w porównaniu z planami na 2010?
3. Najlepszy komiks Twojego wydawnictwa w 2010 roku to...
4. Największe nadzieje na 2011 rok Twoje wydawnictwo wiąże z...
5. Jak to właściwie jest z tym kryzysem?
Oto jak odpowiadali nasi goście (kolejność alfabetyczna):
1. Pod względem wydawniczym rok nie był wyjątkowy, był zwyczajnie bardzo dobry. Od kilku lat my, wydawcy przyzwyczajamy polskiego odbiorcę do wysokiej jakości publikacji. Tu niestety pojawia się problem, bo tytuły, które zagranicą uznawane są za bardzo dobre, u nas to są "przeciętniaki" lub wręcz "słabizny". Powtarzam się (bo mówiłem o tym niejednokrotnie), ale w Polsce sporadycznie wydaje się tytuły mniej niż "dobre". Ostatnio pracowałem przy międzynarodowej publikacji "1001 komiksów, które musisz przeczytać przed śmiercią" i bardzo dużo z listy tych komiksów mamy już wydane w Polsce, co jest pewnego rodzaju świadectwem, że jest nieźle. Problem polega na tym, że część z tych pozycji została przez tak zwane "portale branżowe" uznana za tytuły słabe i niejednokrotnie łapałem się za głowę czytając recenzje (ale do tego już się chyba przyzwyczailiśmy). Pod względem imprez, kolejny rozwojowy rok. Tu nie ma co się rozpisywać - z roku na rok jest lepiej. Dla wydawców - kolejny trudny rok, ale o tym później...

2. Plan minimum wykonany. Udało się rozpocząć inwazję na Czechy. W sumie wydaliśmy więcej tytułów niż rok temu. Pod względem ilości wydanych tytułów utrzymaliśmy 4 pozycję w rankingu wydawnictw (po Egmoncie, JPFie i timof comics). Żałujemy, że w Polsce nie rozwinęliśmy się bardziej, ale nie nastawialiśmy się na to, więc niezgodności z planem nie ma.

3. Nie lubię tego pytania, bo nigdy nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Zawsze jest kilka obsypanych nagrodami tytułów, które nasuwają się jako pierwsze. Dla mnie jednym z wybitnych dzieł z naszej stajni jest "Pitu pitu". Wiele osób od razu pokochało ten dwutomowy zbiorek (druga część już w lutym) krótkich historii, inni ominęli go szerokim łukiem, ze względu na opinie, że nowele w nim zawarte są zbyt japońskie i hermetyczne. Nie jest to prawdą. Opowieści te są zwyczajnie oniryczne i naładowane abstrakcyjnym humorem. Fakt, bazują na japońskim folklorze, ale dla samych Japończyków większość z tych wierzeń jest nieznana, więc każdy może się nimi cieszyć. Sam autor nie zakładał, że do obioru będzie wymagana znajomość podań. Do tego dochodzi fenomenalna kreska, której próbki można było już zobaczyć w antologii "Japonia...".

4. Tym, że mimo podwyżek cen, ilość klientów nadal będzie rosła. A do tego ostatnie niedobitki, które twierdzą, że manga to zło i kicz, przekonają się, iż komiksy Made in Japan mogą być równie dobre (o ile nie lepsze) niż te zrobione w Europie czy w Stanach.

5. Kryzys jest, ale to nie jest coś, co pojawiło się znikąd. Może powiem, jak to było u nas... Pierwszy pełen rok - wiadomo, że jest trudno bo jest pierwszy. W drugim złoty poleciał na łeb, na szyję przez co koszty materiałów wzrosły niemożebnie (np. Jeny z poniżej 2 zł, skoczyły do prawie 4 zł!). W trzecim nagle skoczyły ceny papieru (ze względu na trzęsienie ziemi w Chile, gdzie są fabryki celulozy - to się nazywa globalizacja!). A teraz VAT... Co rok myślimy - "ten rok jest wyjątkowo trudny, za rok będzie już lżej", ale tak nie jest. W międzyczasie pojawiło się słowo klucz - "kryzys". Każde wydawnictwo komiksowe dostało w kość, gdy pojawiał się każdy z tych czynników, ale to ich kumulacja sprawiła, że dobrze nie jest. Do tego dwa odwieczne problemy - dystrybucja i piractwo. W wypadku pierwszego dwoimy się i troimy, żeby nasze pozycje były jak najszerzej dostępne, ale 90% nie jest zależne od nas. Natomiast piractwo jest inną kwestią. Tutaj nie wystarczy, żeby zniknęły nielegalne komiksy z sieci. To podniosłoby sprzedaż w stopniu minimalnym, ale wystarczającym do ustabilizowania się rynku. Część osób nastawiłoby się na inne formy rozrywki z nielegalnych źródeł. Dopiero całkowite zlikwidowanie piractwa (w co nie wierzę) lub znaczne jego ograniczenie spowodowałoby realną walkę o pieniądze, które ludzie wydają na kulturę lub po prostu na spędzanie wolnego czasu. Co więcej, dałoby to możliwość przyciągnięcia większej ilości osób na imprezy komiksowe.

1. Mieszane. A żeby się specjalnie nie rozpisywać – w 2010, a szczególnie jego drugiej połowie – czułem się, jak uczestnik balu na Titanicu. Pięknego balu. Ze znakomitą orkiestrą, w fantastycznym towarzystwie i drinkami gratis (no, tego elementu nie było niestety w nadmiarze; a może inaczej: tego elementu nigdy nie ma w nadmiarze). Ale poszycie statku już rozorane, woda wdziera się na pokład i za chwilę trzeba będzie się w popłochu ładować do szalup. I po tym wspaniałym balu, okazałym Titanicu zostaną właśnie te smutne pojedyncze szalupy ciskane morskimi wodami raz w tę, a raz w tę. Ale żeby było jasne – nie być na tym balu to grzech!

2. Zrobiliśmy mniej niż było w planach. A z części rzeczy musieliśmy zrezygnować, przełożyć, opóźnić, itp. Ale też zrobiliśmy tyle, że patrząc na to teraz, z pewnego niewielkiego czasowego dystansu, to jestem bardzo zadowolony. Mogło być naprawdę dużo gorzej.

3. Nienawidzę takich pytań. I z tej złości odpowiem, tak jak zawsze – kochamy wszystkie nasze komiksy. Naprawdę. Ślepą rodzicielską miłością. I tu wymieniam wszystkie tytuły, które wydaliśmy w 2010.

4. Z tym, że to zatonięcie Titanica, to tylko zły sen wynikający z potwornego przejedzenia się i opicia na cudownym balu. I zaraz wszystko wróci do normy. Komiksy będą wjeżdżały tysiącami do sklepów i wynoszone stamtąd będą przez szczęśliwych klientów (oczywiście po uregulowaniu rachunku przy kasie!). I będą to małe sklepy, duże sieci, komiksy kupione w e-handlu i ze "szczęk" pod dworcem oraz w kioskach. Bardzo byśmy sobie tego życzyli.

A tak poważnie, to mam taką nadzieję, że ta proza życia okaże się na tyle nieuciążliwa, że dalej będzie nam się chciało to wszystko robić. I że będziemy mogli to robić. Tyle i aż tyle.

5. Powyżej było trochę poezji. To teraz konkrety. Z tym kryzysem to jest tak, że od ponad roku hurtownia, która dostarcza nasze komiksy do Empiku albo wcale nam nie płaci za sprzedane egzemplarze, albo płaci w ratach. Ich dług wobec nas przekroczył już granicę przyzwoitości. Zostaliśmy postawieni przed dylematem, czy dawać im kolejne nasze pozycje i kredytować ich działalność, czy rozwiązać tę sprawę, licząc się z nieobecnością w największej sieci handlującej dobrami kultury.

Nie mamy teraz ani należących się nam pieniędzy, ani nowego komiksu w Empiku, ale też dług – który dopóki go nie odzyskamy jest dla nas pieniędzmi wyrzuconymi w błoto – nie rośnie. W pozostałych punktach sprzedaży wiele przez ostatnie lata się nie zmieniło. Jest w porządku. I jak na 38 milionowy kraj nie jest w porządku.

Co będzie dalej? Nie mam bladego pojęcia. Może się okazać, że bez Empiku cała ta zabawa w wydawanie komiksów nie ma sensu, nie kalkuluje się po prostu (byłoby to bardzo, bardzo smutne). Wtedy pewnie powiemy sobie "dość", bo nie bawi nas wydawanie w 300 egzemplarzach. Bo wtedy wydawnictwo przestaje być potrzebne, autorzy sami powinni sobie wydawać komiksy i sprzedawać je na rozmaitych imprezach i w sieci. A może jednak ta hurtownie zacznie z powrotem normalnie płacić i nie będzie strachu oddawać im komiksów?

1. Rok 2010 udowodnił, że chęci promowania i wydawania komiksów znacznie przerastają możliwości zaangażowania się w to ludzi zainteresowanych. Zdecydowana większość osób wychodzi z założenia, że krytykowanie działań tych nielicznych "coś robiących" jest wystarczającą pracą w kierunku poprawy sytuacji. Wizerunkowo najaktywniejsi okazują się ludzie, którzy nie potrafią wstać od komputera i przestać stukać przypadkowe klawisze. Skutecznie przesłaniają tych, którzy coś faktycznie robią. W tym miejscu chciałbym podkreślić "cichych bohaterów" minionego roku: Michała Słomkę, Bogdana Ruksztełło i Radka Bolałka (w duecie) oraz Andrzeja Janickiego, którzy aktywnie robią coś w temacie promocji komiksu. Jak i rysowników, którzy zazwyczaj skutecznie offline rysują komiksy. A to trochę ginący gatunek. Tu wskazanie moje pada na Januarego Misiaka, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył objawiając się z komiksem "Siedem tygodni".

2. Plany zawsze stawiamy przed sobą jak najbardziej optymistyczne i nie wszystkie udało się zrealizować niestety. Ale fakt pojawiania się kolejnych numerów i przezwyciężenie niezależnych od nas przeszkadzajek napawa optymizmem. Udało się wystartować z pierwszym zeszycikiem około-kartonowym ("Ratman") i okazał się to strzał w dziesiątkę.

3. Poza "Kartonem" wydaliśmy tylko "Ratmana". Na naszą niewielką skalę okazał się bestsellerem wymagającym dodruków. Jest to niebywały sukces, gdy udaje się ograniczonymi możliwościami dystrybucyjnymi upłynnić cały nakład dorównujący innym "profesjonalnym" wydawnictwom. Tym bardziej, że w związku z problemami jakie nas spotkały w drugiej połowie minionego roku, zeszyt ten nie trafił nawet do sklepiku na naszej stronie, gdzie zazwyczaj sprzedawaliśmy najwięcej naszych komiksów.
Oczywiście też dumą napawa nas każdy kolejny numer Kartonu. Bystre oko zauważy, że jakościowo jest tendencja zwyżkowa.

4. Nie mamy nadziei tylko plany. Plan, aby ożywić się w internecie, z czym ostatnio mieliśmy trochę problemów. Idąc za ciosem, planujemy odpalić porządny sklep z Kartonowymi publikacjami.

5. Dokładnie to jest tak, że kryzys ekonomiczny się kończy (chwilowe przyspieszenie jest zauważalne na rynku). Zwiększa się zatrudnienie i co raz więcej osób będzie pracować zamiast rysować, czy wydawać komiksy. To trochę tak autotematycznie. Od grudnia mój czas, jaki jestem w stanie poświęcić komiksowi, skurczył się do godzin między 22:00 a 7:00, gdy jestem w domu. Jeśli jeszcze kilku innych aktywnych komiksiarzy także "wchłonie babilon", kryzys komiksowy będziemy mieć pełną gębą. Brzmi trochę jak żart, ale tak nie jest. Ubiegły rok aktywnie starałem się udzielać w środowisku komiksowym i kończyłem go mocno pod kreską. Na szczęście w przypadku Kartonu jest sprawna ekipa, i nawet jeśli osobiście nie mam dostatecznie czasu i możliwości aktywnie się udzielać, ten projekt trwa i się rozwija (ukłony dla Piotrka Nowackiego).
Rysowanie komiksów to w większości przypadków duża frajda i to się raczej nie zmieni.
Wydawanie i promowanie komiksów to w większości przypadków męczący i niewdzięczny wolontariat.

1. Mijający rok w polskim komiksie zaznaczył się spadkiem ilości wydawanych tytułów. Ukazało się ich mniej więcej tyle ile w 2005 roku, ale nie jest to jeszcze zapewne koniec spadków, gdyż lata 2011 i 2012 przyniosą powrót rynku do stanu z lat 2006-2007. Oczywiście tylko jeśli największy wydawca – Egmont, postanowi dalej pozostać w tej piaskownicy. Tak, piaskownicy, bo właśnie takie wrażenia pozostawia po sobie rok 2010. Spada liczba tytułów, ukazują się głównie te lepsze, a coś wobec czego bezzasadnie używa się pojęcia "środowisko" wciąż pozostaje przy swoich przyzwyczajeniach – narzekania na wszystko w kółko bezustannie. Prowadzi to do postrzegania tego roku jako bardzo słabego. Pomimo wielu interesujących imprez i bardzo udanych komiksów, w dyskursie pozostało wrażenie, że rok jak to rok, był nijaki i minął nijako. Cóż wrażenie pozostanie po nim takie, co widać już po zachowaniach i wypowiedziach wielu osób zaangażowanych w działania na tym poletku, że może nie warto się wysilać. Ogólnie wygląda na to, że mamy rok przemęczenia komiksem.

2. Ubiegły rok odstaje tym od planów założonych przed nim, że nie udało się zrealizować tych projektów, które utknęły, albo z powodów nieukończenia komiksów przez autorów – "Wrota Alicji", "Dom żałoby 8", albo z powodów bardzo powolnych działań zagranicznych partnerów – "Lost Girls", "Strefa bezpieczeństwa Goražde". Na chwilę obecną jest szansa, że wszystkie te tytuły ukażą się w końcu w tym roku. Założeniem była realizacja około 20 pozycji i to się udało. Nie udało się jednak powiększyć oferty, gdyż widać wyraźne osłabienie dynamiki na rynku oraz zmalała docieralność z tytułami do czytelników niekomiksowych, w wyniku działań największej sieci sprzedaży Empiku, która uznała, że w supermarkecie kultury nie ma za wiele miejsca dla wielu dziedzin kultury (nie tylko komiksu).

3. To bardzo trudne pytanie. Bo naprawdę trudno wybrać ten jeden, czy też po jednym dla imprintu. Ale spróbujmy. "Dziennik podróżny", dlatego że nie jest to stricte komiks tylko travelogue i wydając go nie zakładałem sukcesu, właśnie z powodu odmienności od standardowego wyobrażenia o komiksie. Natomiast jest to rzecz, która w doskonały sposób pokazuje potencjał tkwiący w komiksie jako dziedzinie sztuki. W Mroji natomiast są to 5. "Rewolucje", gdyż doskonale ukazują to, że z polskim komiksem można pokazać się na świecie i znajdą się ludzie, którzy go kupią.

4. Jako że jesteśmy realistami to nie żyjemy nadziejami. Zakładamy jednak, że nastąpi w końcu stabilizacja i w tym roku uda się dotrzeć z komiksem do umysłów ludzi zarządzających w sieciach księgarskich, że jednak warto go mieć u siebie. Liczymy na to, że uda się nam zrealizować parę projektów komiksowych, w tym i kilka dosyć dużych m.in. "Lost Girls".

5. Kryzys na polskim rynku już raczej się skończył, to co obecnie obserwujemy to zbieranie się rynku po nim. Niestety czkawką kryzysu okazało się ograniczenie przez sieci handlowe sprzedające kulturę oferty, uprymitownienie jej i zawężenie głównie do dóbr środka. Do tego dochodzą zatory w płatnościach, które w 2010 roku znacznie urosły. Efektem tego jest zmniejszanie oferty przez wielu wydawców i producentów kultury, a to sprawia, że oferta ta kierowana jest coraz bardziej do zamkniętych środowisk fanowskich – w tym wypadku komiksu. A to oznacza, że jak się nie odwróci trendu, to kryzys nas dopiero czeka… za kilka lat.

W 2010 roku wydaliśmy 4 komiksy, co jest znacznym wzrostem w stosunku do 2009 roku, kiedy to w ramach "Strefy Komiksu" ukazały się tylko trzy albumy. W 2010 roku udało nam się utrzymać niskie ceny naszych komiksów, zaś ich średnia sprzedaż nie odbiegała od tej z lat poprzednich. Wygląda więc na to, że kryzys na rynku komiksowym szczęśliwie nas ominął (bądź też jest mocno przereklamowany), a to dzięki stałej liczbie czytelników, którzy w miarę regularnie kupują nasze komiksy. Jest ich wystarczająco dużo, byśmy dalej działali i wydawali komiksy czarno-białe, ale zbyt mało, aby opłacało się drukować albumy w full kolorze.

W ubiegłym roku wydaliśmy kilka wyjątkowych albumów. Mocnym otwarciem była antologia autorska Artura Chochowskiego, jednego z najzdolniejszych polskich rysowników, podsumowująca jego dotychczasowe twórcze dokonania na polu komiksu.

Kolejną pozycją była wzbogacona o dodatkowe plansze reedycja "Laleczek" Macieja Pałki, To klimatyczna, posapokaliptyczna opowieść będąca szczytowym komiksowym osiągnięciem lubelskiego twórcy.

Końcówka roku zaowocowała dwoma albumami narysowanymi przez Zygmunta Similaka: trzecią częścią "Triumwiratu" oraz drugą autobiografii, pt. "W ciemiu gwiazdy". Zarówno "Triumwirat" (pierwsza od wielu lat ukończona polska seria komiksowa) jak i "W cieniu gwiazdy" (najprawdopodobniej ostatnia część autobiografii Zygmunta Similaka) zamykają pewien etap w działalności łódzkiego twórcy.

Co nas czeka w tym roku?

Najważniejszym wydarzeniem nadchodzących miesięcy będzie zakończenie prac i wydanie na wiosnę dwóch pierwszych albumów wielotomowej sagi science-fiction "Exodus", komiksu rysowanego przez Jacka Brodnickiego na potrzeby "Magazynu Fantastycznego". Na Komiksową Warszawę planujemy druk drugiej części "Mroku", którego pierwszy tom autorstwa Nikodema Cabały, rozszedł się w rekordowym dla "Strefy Komiksu" nakładzie. Tym razem obok Nikodema w komiksie wystąpią: Artur Chochowski, Zygmunt Similak oraz Tomasz Kleszcz. Latem ukażą się dwa komiksy historyczne Zygmunta Similaka: "Zawisza Czarny" i "Bitwa pod Grunwaldem". Na jesień planujemy drugą część "Gwiezdnych bezdroży" (czytelnicy "Magazynu Fantastycznego" mieli już okazję zapoznać się z dwunastostronicowym shortem z tego albumu, pt.: "Jestem Błąd, James Błąd"). Tym razem w roli rysownika Ryszarda Dąbrowskiego zastąpi Zygmunt Similak.