czwartek, 6 maja 2010

#442 - Wujek Dobra Rada o Komiksowej Warszawie

To już ostatni tekst dotyczący pierwszej edycji Festiwalu Komiksowa Warszawa, jaki pojawi się na Kolorowych Zeszytach. Postanowiłem odejść nieco od formuły tradycyjnej relacji i zabawić się w wujka, sypiącego dobrymi radami. Być może organizatorzy imprezy, czyli kolejno (jak stoi na plakacie) Polskie Stowarzyszenie Komiksowe, Stowarzyszenie Twórców "Contur" i Cafe Spokojna wezmą je sobie do serca w przyszłym roku, kiedy będą zajmowali się przygotowaniami do drugiej edycji stołecznej imprezy.

Warszawskiemu debiutantowi na konwentowej mapie Polski wiele mogło ujść na sucho. Wszak pewne rzeczy były robione po raz pierwszy, więc pomyłki i niedopatrzenia musiały się zdarzyć. Niektóre wyszły w przysłowiowym praniu i nie dało się im zapobiec wcześniej. Na taryfę ulgową FKW (czy tak brzmi oficjalny skrót imprezy?) wielki wpływ miały również czynniki zewnętrzne – żałoba narodowa i Doktor Doom, który za pomocą swojej wyrafinowanej technologii zasnuł niebo nad Europą pyłem wulkanicznym, czym uniemożliwił przybycie Jeffa Lemire'a do naszego kraju. Chwała organizatorom, że imprezę niemal w całości udało się przenieść z tygodnia na tydzień. Oprócz autora "Opowieści z hrabstwa Essex" największą ofiarą przemian okazał się mecz koszykówki wydawców z resztą świata, który został bezsensownie przeniesiony na piątek. I nie mogłem się na nim pojawić!

Walenie w Basenie

Centralny Basen Artystyczny okazał się całkiem niezłym miejscem na komiksową imprezę. Zlokalizowany niemal w centrum Warszawy, blisko Dworca, zatem przybysze spoza stolicy nie powinni mieć problemów z dotarciem do celu. Budynek był słusznych rozmiarów, więc w jednym lokalu udało się pomieścić gości, giełdę, gastronomię, a także miejsce na wieczorne after party. Moim zdaniem miało to swoje dobre i złe strony. Z jednej strony mogłem sobie z piwkiem w ręku spokojnie słuchać, co do powiedzenia ma Piotr Kowalski, by zaraz wrócić do burzliwie debatującej braci zgromadzonej przy stoliku. Z drugiej natomiast widok lekko lub bardzo wstawionych komiksiarzy szwendających się po całym CBA nie był zbyt efektowny. Dla kogoś z boku mogło to wyglądać, co najmniej niefajnie.

Jeśli za rok FKW również odbędzie się w Basenie, warto poprawić kilka rzeczy. Przede wszystkim należałoby zadbać o odpowiednie oświetlenie – było ciemno, ponuro, depresyjnie. Szczególnie doskwierało to łowcom autografów i składającym podpisy artystom. Nie obraziłbym się również na mały remont, bo CBA sprawiało wrażenie raczej obskurnego i nie prezentowało się zbyt efektownie. Ale to tylko moje zdanie.

Goście, goście…

Program był tak ułożony, aby móc załapać się na większość, jeśli nie wszystkie atrakcje i mieć chwilę czasu na posilenie ciała, wizytę na giełdzie i pogaduchy ze znajomymi. Przeważały oczywiście spotkania autorskie, sporo było moderowanych paneli dyskusyjnych (komiks kobiecy, Polacy za granicą), brakło natomiast komiksowych warsztatów, które ostatnio cieszyły się sporą popularnością. Nie przypominam sobie żadnych wpadek i żenujących pytań. Prowadzący, jak i zaproszeni goście spisali się bardzo dobrze. Inną kwestią jest problem urozmaicenia tego typu atrakcji. W czasach, gdy autorzy za pomocą blogów na bieżąco informują o swojej pracy, a serwisy i magazyny komiksowe wyrywają sobie najciekawsze wieści i walczą o ekskluzywny kontent, trudno jest w napięciu oczekiwać na spotkanie ze swoim ulubionym twórcą…

Tutaj pojawia się również ciekawy paradoks – osoby otrzaskane na scenie nie usłyszą nic nowego, a dla ludzi kompletnie zielonych w temacie, spotkania mogą okazać się zwyczajnie nudne. Obawiam się, że ktoś "spoza" przy okazji festiwalu nie łyknie komiksowego bakcyla. Po prostu komiksowe (i nie tylko komiksowe!) imprezy organizowane są dla ludzi "z branży". Rysowników, scenarzystów, forumowiczów i wszelkiej maści "panów redaktorów". Dla nich Komiksowa Warszawa zapewne była bardzo udanym festiwalem. Bo w gruncie rzeczy niewiele nam trzeba – trochę premierowych albumów, w miarę czystych toalet, stałego dostępu do piwa i okazji do spotkania znajomych rozsianych po całej Polsce. Czy dla innych konwentowiczów, o ile tacy byli, impreza była udana – trudno mi powiedzieć.

Wyjście z komiksem do szerszej publiczności to głębszy problem, z którym borykają się właściwie wszystkie przedsięwzięcia tego typu. O ile dobrze pamiętam, Komiksowej Warszawie przyświecała idea wyjścia z komiksem na ulice, dotarcia do mas. Miały temu służyć komiksowe wystawy, zlokalizowane w popularnych warszawskich lokalach. Strzałem w dziesiątkę okazał się "Przewodnik" rozdawany zamiast opłaty za wstęp. Punkt informacyjny, chluba Olgi Wróbel, miał za zadanie oswajać niewtajemniczonych z festiwalowymi zwyczajami i służyć pomocą. Zaginione plakaty Tomka Pastuszki, rozwieszone po mieście, miały kierować przypadkowych przechodniów do CBA. Dla mnie to trochę mało, jak na imprezę masową. Przede wszystkim brakowało mi atrakcji dla dzieciaków. FKW sprawiała wrażenie imprezy wyłącznie dla dorosłych. Uważam, że świetnym pomysłem byłyby właśnie komiksowe warsztaty, prowadzone przez twórców, pokazujących młodzieży i dzieciakom, o co chodzi w narracji obrazkowej.

Trudniej byłoby zainteresować komiksem osoby starsze i tutaj widzę wielkie pole do popisu dla organizatorów – może jakieś multimedialne prezentacje w duchu McClouda albo Szyłaka, pokazujące jak komiks należy czytać, przybliżające jego możliwości i potencjał? Ciekawe konfrontacje z przedstawicielami innych sztuk, którzy z komiksem mają coś wspólnego (Żulczyk, Orbitowski)? Może warto skoordynować festiwal z jakąś komiksową ekranizacją i przy tej okazji pokazać ludziom pierwowzór, w jakiś ciekawy sposób? Zdaję sobie sprawę, że to tylko takie moje sobie gdybanie, które zapewne zostanie skwitowane "jak chcesz, to zrób sam", ale sądzę zwyczajnie, że warto urozmaicić program o coś nowego, coś atrakcyjnego dla ludzi z zewnątrz. W najlepszym interesie wszystkich, wydawców, artystów i członków stowarzyszenia, jest docieranie do potencjalnych czytelników i promowanie komiksu.

Narzekania ciąg dalszy

Na zakończenie chciałbym się przyczepić jeszcze kilku rzeczy. Przede wszystkim pierwsze rozdanie nagród Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego wypadło żenująco. Z całym szacunkiem dla Olgi i Asu – nie spodziewałem się gali godnej Oscarów czy ducha Tadeusza Knapika, ale czegoś na poziomie. Niekoniecznie musi to być czerwony dywan i smokingi, ale niech to nie będą przysłowiowe flanele wpuszczone w sprane dżinsy. Będę się również upierał, że kulała promocja festiwalu. Nie wiem, jak było w mediach mainstreamowych, ale w naszym piekiełku wyglądało to słabo. Myślę, że warto jak najwcześniej, wszelkimi możliwymi kanałami nakręcać hype i podgrzewać atmosferę przed imprezą. Oczywiście, nie porównuję w tym względzie eFKaWu do eMeFKi, która z wielkim wyprzedzeniem promuje swoje atrakcje. Ale już teraz wiadomo o kilku premierach zapowiadanych na BeeFKę i znana jest tożsamość pierwszych gości. W sieci wiele również powiedziano o Bitwie Komiksowej. Trafiło się tam również sporo niedoróbek (hostessy, prowadzący odwrócony tyłem, nietrafione tematy, forowanie pewnego zawodnika), które za rok się na pewno nie powtórzą, bo łatwo ich uniknąć.

Pod skryptem

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy na FKW chwalili Kolorowe Zeszyty i cenili robotę, jaką wykonuję z chłopakami. Przyznam, że nie spodziewałem się, że będzie Was aż tylu! Cholernie miło jest dostać tak potężny feedback. Przepraszam również tych, z którymi nie zdążyłem wymienić, choć kilku zdań albo udało mi się tylko przedstawić lub powiedzieć durne "cześć". Mam nadzieję nadrobić to na najbliższym konwencie.

Autor nie jest członkiem PSK, choć nie ukrywa, że jeśli finanse i tzw.: "sytuacja życiowa" pozwoli, będzie chciał wstąpić do GTW polskiego komiksu.

12 komentarzy:

kaerel pisze...

łyknąć bakcyla na imprezie komiksowej?

jak można pójść na imprezę komiksową bez bakcyla?

nie wyobrażam sobie tego. dla mnie komiks no numer jeden w życiu, a nie zawsze mogę być na komiksowych imprezach, a gdybym się nim nie interesował to bym miał w dupie jakieś festiwale.

na takie imprezy chodzą maniacy. w tym ludzie z "branży". a że u nas każdy maniak zaraz staje się tym z "branży" to już inna bajka.

pod tym względem jest normalnie. jest dobrze.

cholera - w naszym 40 milionowym kraju 3 tysiące ludzi kupuje komiksy, a wy chcecie, żeby na imprezy komiksowe przyjeżdżali ludzie z przypadku???????? WTF

Kuba Oleksak pisze...

Nie muszę być wybitnym koneserem filmowym, dla którego X muza jest numerem jeden w życiu, żeby iść na przegląd kina, nie wiem, powiedzmy czeskiego. Na festiwale, przeglądy i retrospekcje filmowe nie chodzą tylko die-hard fani, ale również ludzie mniej lub bardziej zainteresowani kulturą.

Czy takim ludziom nie warto "sprzedać" komiksu przy okazji festiwalu? Szerzej - czy festiwal z definicji jest imprezą "zamkniętą"?


"pod tym względem jest normalnie. jest dobrze."

Wyczuwam wewnętrzną sprzeczność w tym zdaniu. No jest jak jest i ja w sumie nie narzekam. Wydawcy też nie narzekają, bo okazało się, że za małe nakłady skalkulowali. Twórcy mają nieco gorzej, ale i tak chyba nieźle, bo ciągle ciskają nowe komiksy.

Jest dobrze, pytanie tylko czy "normalnie", czy tylko przywykliśmy do takiego stanu.

I tak, ja bym chciał, żeby na imprezy komiksowe przychodzili ludzie z dupy, z przypadku, ciekawi o co cały ten raban i festiwal, skoro komiksy to tylko Kaczor Donald i WITCH.

jaszczu pisze...

Ja się trochę z Karolem zgadzam. Trochę, bo uważam, że mimo wszystko trzeba próbować przyciągać ludzi do komiksu, również na takich imprezach jak KW. Tylko to jest takie trochę pitolenie i utopia, bo wydaje mi się, że na MFKiG pomimo dużej promocji i rozwieszania Tytusów na Piotrkowskiej też przybywają głównie "rysownicy, scenarzyści, forumowicze i wszelkiej maści "panowie redaktorowie".

OK, można zrobić prelekcje, na których w ciekawy sposób opowie się na czym polega komiksowa narracja, ale nie wydaje mi się, że tego typu atrakcje ściągną tłumy ludzi. Warto może jednak spróbować i się przekonać.

Co do atrakcji dla dzieci i warsztatów - pełna zgoda. Tego nigdy za wiele. I tu upatrywałbym ściągnięcia dodatkowo przypadkowych dorosłych - przyprowadzą pociechy a sami może przejdą się po giełdzie albo zajrzą na jakieś spotkanie. Co nie znaczy, że wszystkie spotkania trzeba "ustawiać" pod takich właśnie ludzi. Bo zawsze większość uczestników festiwalu to będą fani komiksu. Tak jak na konwentach fantastyki są głównie fani fantastyki, a nie pani Jadzia co przechodziła obok i wstąpiła z ciekawości.

Co do promocji. Asu był w telewizji - TVN Warszawa, był w popularnym w Warszawie studenckim Radio Kampus, w gazetach pisali, były plakaty, były ulotki. Większy hype w internecie? Pewnie można było zrobić większy. Sporo było o KW na Komiksomanii, a to jest chyba aktualnie najskuteczniej docierający do nie fanów komiksów portal.

Krzysiek (byłem) pisze...

Wszystkim komentującym Komiksową Warszawę chciałbym zadedykować tę oto piosenkę.

kaerel pisze...

Krzysiek - jak chcesz festiwalu z pompą to jedź do ameryki. tam są festiwale bo ludzie tam czytają komiksy.

jeżeli mi jako twórcy jest dobrze to dlaczego takim Krzyśkom (co byli) jest źle?

mamy zajebiste festiwale jak na tych trzech tysięcy czytelników w kraju.

ja po prostu jestem realistą - mamy takie czytelnictwo jakie mamy. więcej nie będzie - nawet gdybyśmy im w zębach do domu zanosili darmowe komiksy. bo to kraj analfabetów. tu schodzi tylko "dom nad rozlewiskiem" i "kod leonarda" ale i tak tego ludzie nie czytają tylko stawiają sobie na regał, żeby sąsiadka zobaczyła ,że oczytani.
jeżeli komuś nie pasuje niech napisze co zrobić zamiast linkować tę przechujową do obrzygania kapelę.

jaszczu pisze...

Tak jeszcze luźno dorzucę, że w moim odczuciu powinno się zupełnie odchodzić (nie tylko na KW, ale w ogóle na konwentach) od spotkań pt. spotkanie z Piotrem Kowalskim, spotkanie z Pawłem Kłudkiewiczem itd. w kierunku tematycznych paneli, co już po części działo się na KW. Jest to na pewno atrakcyjniejsze i dla fana i dla nie fana. Takie wywiady na żywo sprawdzają się tylko w przypadku zagranicznych gości, choć tu też czasem bywa nudno (ale to już zależy od autora, albo od prowadzącego).

Również brak równoległych spotkań w tzw. małych salach był moim zdaniem dobrym posunięciem. W Łodzi na tych spotkaniach są głównie znajomi autorów, co jest pewnie dla samych autorów czasem przykre. Trudno jednak oczekiwać, że ktoś pofatyguje się na spotkanie z debiutantem, kiedy w sali kinowej trwa spotkanie z Moebiusem czy inną gwiązdą. Dlatego chyba lepiej kiedy takich spotkań nie ma w ogóle, niż kiedy odbywają się w salach pełnych pustych krzesełek i przedstawiają smutny obrazek. Ze znajomymi to sobie autorzy mogą na fajku albo przy piwku pogadać.

Kuba Oleksak pisze...

Ja odcinam się od dwóch skrajności. Tej Krzyśka i tego realizmu KRLa odnośnie społeczeństwa. Bo to durne uproszczenie.

Ale Jaszczu, ja nie chcę NAM zabierać festiwalu, tylko zaczął robić jakieś małe kroczki, żeby powoli, sukcesywnie docierać z komiksem do ludzi, którzy na przykład za młodu nie mieli okazji czytać Tytusa. Którzy nie mają komiksu zapisanego genetycznie.

I uważam, że warto się tym zająć. Systematycznie, powolutku, na różne sposoby. Kropla drąży skałę!

Oj, zobaczcie jak ładnie wypłynął temat komiksu kobiecego. Nieco przypadkiem, tak chybcikiem komiks zaistniał sobie. Choć trochę. I dobrze!

Rob pisze...

@Jaszczu

To zależy, akurat spotkania z autorami świeżo wydanych komiksów mają sens, jak z Kowalskim czy Kłudkiewiczem. Prawda to jednak, że nie ma sensu zapraszać rodzimego twórcy, który w ostatnim czasie nic nie wydał.

Kingpin pisze...

Kuba, co to jest komiks kobiecy? (może w końcu ktoś mi odpowie na to pytanie)

jaszczu pisze...

@Rob

To, że takie spotkania mają sens, to nie podlega dyskusji. Choćby jako element promocji świeżo wydanego komiksu. Pytanie jest o atrakcyjność takich spotkań. Mam wrażenie, że publika na tych spotkaniach często patrzy na zegarek i czeka aż autor przestanie przynudzać i zacznie rozdawać autografy. O czym świadczy choćby stały element takich spotkań - milczenie publiczności kiedy prowadzący zapyta czy są jakieś pytania do autora. Takie spotkania są potrzebne, ale nie powinno się na nich opierać całego programu. Panele tematyczne są moim zdaniem atrakcyjniejsze.

Krzysiek pisze...

KRL - owszem, mamy przezajebiste festiwale jak na trzy tysiące czytelników w kraju... Odbywają się w Łodzi.

PS, tobie jako twórcy jest dobrze, a mnie jest niedobrze.

Kuba Oleksak pisze...

Spoko Kingpinie, o komiksie kobiecym jeszcze będzie :)

A na forku Gildii Witz Worx poruszył podobny temat, ale nieco z innej strony.