poniedziałek, 24 maja 2010

#462 - Pub pod Picadorem

W dniu dzisiejszym oddajemy klawiaturę w ręce Daniela Chmielewskiego, autora "Zostawiając powidok wibrującej czerni" - jednego z najlepszych polskich komiksów ostatnich lat. Odcięty ostatnio od świata Daniel przedstawi kulisy powstawania jego kolejnego komiksu, "Zapętlenia", którego pierwszych kilkadziesiąt stron jest jednocześnie jego pracą dyplomową na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Od dzisiaj można je już podziwiać na wystawie w warszawskiej Kawangardzie, natomiast wernisaż wystawy będzie mieć miejsce w najbliższą środę o godzinie 19.00, w dniu obrony dyplomu przez Daniela. Oprócz gotowych plansz czy procesu ich powstawania, do zobaczenia będzie również makieta Pubu pod Picadorem - miejsca w którym króluje Cynik i które czytelnicy znają już z albumowego debiutu Chmielewskiego. Danielu, klawiatura jest Twoja!
W "Zapętleniu" powraca znany z mojego debiutu albumowego kelner Cynik i jego Pub pod Picadorem.
W "Powidoku" Cynik przeszedł drogę od transcendencji (od bycia aniołem stróżem) do immanencji (do bycia wytworem podświadomości głównej bohaterki, Anny). Zresztą na tej płaszczyźnie cały "Powidok" jest opisem wędrówki od chrześcijańskiego idealizmu do ateistycznego materializmu, jaką sam odbyłem.

Pub pod Picadorem stał się tym samym wyjątkową przestrzenią i bardzo przydatnym narzędziem literackim. W "Zapętleniu" niektóre postacie w Pubie żyją swoim fikcyjnym życiem, inne odgrywają fikcyjne role, będąc jednocześnie świadome swojej fikcji i gdzieś tam przewijam się ja, zależnie od płaszczyzny czasowej świadomy bądź nieświadomy jako postać komiksowa.

Kiedy skończyłem "Powidok", szybko zacząłem być niezadowolony z undergroundowego stylu, w jakim go narysowałem. Zwłaszcza, że bardzo mało uwagi poświęciłem aspektom anatomii i perspektywy. Jeśli spojrzeć na Pub w "Powidoku", nic tam nie jest właściwie narysowane. W zeszłym roku spotkałem się z Christophem Heuerem, który opowiadał o tym, że na potrzebę swojego komiksu, "Pierwszej Wiosny", skonstruował proste makiety kilku newralgicznych miejsc. Pozwoliło mu to na lepszy ogląd sytuacji.

Przy "Zapętleniu", rysowanym w zupełnie innym stylu i chciałem uniknąć dowolności w ukazywaniu ważnych miejsc. Postanowiłem więc zrobić to samo co Heuer i skonstruowałem makietę Pubu z grubej tektury, modeliny i kilku pudełek po płatkach śniadaniowych. Zajęło to kilka godzin, a okazało się ogromnie pomocne. Już przy samym projektowaniu budynku okazało się np., że Cynik ze swoim wzrostem nie mógłby się tak wychylać nad blatem, jak to robi w "Powidoku". Zbudowałem mu więc podwyższenie. Zauważyłem też, że w Pubie nie było toalety, przynajmniej dla gości. Teraz to wszystko jest.Pub stoi w komiksie wciśnięty między dwie kamienice na Nowym Świecie. W jednej z nich istniała oryginalna Kawiarnia pod Picadorem. Sam wygląd i fasady i wnętrza budynku nie ma nic wspólnego z tym, jak wyglądał lokal z dwudziestolecia międzywojennego. Kiedy rysowałem pierwsze komiksy z Cynikiem w liceum, nie myślałem o takich kwestiach. Trawestacja ta wydała mi się po prostu zabawna, zwłaszcza, że akurat przerabialiśmy Skamandrytów na lekcjach języka polskiego. I tak wygląd i nazwa zostały, oderwane od pierwowzoru pod względem treściowym, będące prostym, popkulturowym symulakrem.Wracając do makiety – dzięki niej i prostym wycinankowym figurkom mogę ustawiać sobie naturalne scenki i je fotografować. Za statystów posłużyli mi Łukasz Babiel, Bartosz Sztybor i dwie niezidentyfikowane kobiety ze zdjęcia z zeszłorocznej BFKi (dobrze ukazujące ruch ludzi idących).W tym miejscu chciałbym podziękować swoim nieświadomym pomagierom.Następnie kalkuję kontury zdjęcia i odpowiednio je dostosowuję do realiów komiksowych, dorabiając sąsiednie budynki i inne szczegóły i zmieniając fizjonomię modeli, by stali się anonimowymi przechodniami. Może kalkowanie jest uznawane za mało etyczne, ale kiedy mam przed sobą czterystustronicowy projekt, bardziej etyczne jest skończenie go w jakimś rozsądnym czasie, niż bawienie się w każdym kadrze z liniami perspektywicznymi (choć w poniższym kadrze spędziłem pewnie ponad pół dnia rysując wszystkie linie sąsiednich budynków). Zresztą jest kalkowanie dosłowne, widoczne np. w "Ranach wylotowych" i "Anna chce skoczyć", gdzie postacie są w bardzo nierysunkowych pozach (ze skrótami perspektywicznymi, które w rysunku wyglądają dość zabawnie*) i jest kalkowanie pomocnicze, które jest tylko pierwszym etapem do dalszej pracy.

* W żadnym wypadku nie neguję takiej praktyki – jest duży urok w rysunku wyglądającym jak z broszurki lotniczej, jeśli dobrze się to zrobi, a zwłaszcza Rutu Modan robi to dobrze.Kiedy rysuje się sceny grupowe w realistycznej manierze, bardzo istotne staje się rozmieszczenie postaci w kadrze. Można oczywiście improwizować i naginać fizykę rzeczywistości, ale mnie takie rozwiązanie nie zadowala. Wielokrotnie rysowałem jakiś układ na etapie szkiców, by potem się okazało, że postać, która wypowiada się pierwsza, jest tak schowana za drugą, że ich dymki musiały by się krzyżować. Można w takim wypadku po prostu odwrócić postacie, ale ma to dalsze konsekwencje w montażu. Nie lubię sytuacji, w których montuje się kadry ze sobą, zupełnie nie zważając na takie czynniki, jak oś między postaciami. Komiks jest bardziej tolerancyjnym pod tym względem medium, niż film, bo jak coś jest źle zmontowane, możemy cofnąć się o kilka kadrów wzrokiem i zobaczyć co jest z czym połączone. Nie znaczy to jednak, że nie warto odrobić lekcji z montażu filmowego.

Poniżej jest kilka przykładów szkicu, zdjęcia i finalne rysunki, żeby lepiej zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.Ostatnia rzecz, o której nie powiedziałem. Żeby łatwiej robiło się zdjęcia, ściany makiety są rozkładane, a całe umeblowanie ruchome. Nie ma więc problemu w zrobieniu zdjęcia zza pleców Cynika, mimo że stoi przy regale. Z tego też względu skonstruowałem druciane ludziki. Jeśli w rysunku chcę zmienić pozycję danej postaci, nie muszę robić nowego zdjęcia z właściwą pozą. I tak widzę tło przez druciane głowy i tułowia.

Tyle, jeśli chodzi o robienie makiety i czynienie z niej użytku. Jeśli chcecie zobaczyć ją na żywo, będzie stała na wystawie w warszawskiej Kawangardzie (Wilcza 32) w dniach 24. maja do 4. czerwca. Zapraszam.

6 komentarzy:

Trreker pisze...

hm... czy robienie takiej makiety to nie trochę "sztuka dla sztuki"? a modele 3d? zrobienie czegos takiego w sketchupie jest prostsze i szybsze;P. Sam robie sporo makiet na studia swe i choc nawet lubie ten proces, to majac do wyboru druciki i model w 3d nie walczyłbym z tym pierwszym:D.
http://goodcomics.comicbookresources.com/2007/04/03/stuart-immonen-on-computers-and-art/

wonder pisze...

Nie wiem jak powszechną umiejętnością jest robienie modeli 3D, ja np. nie potrafię (Daniel pewnie wysrałby takie modele w trzy minuty).

A pytanie "czemu makieta a nie modele 3d", jest dla mnie wyciągnięte z tego samego worka, co "czemu cienkopis a nie tablet". Makieta ma duszę. No i ile zabawy musiał mieć Daniel z rozkładanym domkiem dla małego Łukasza i Bartka, i ich dwóch koleżanek.

wonder pisze...

A swoją drogą, czy tylko mi się wydaje, że na ostatnim kadrze Cynik jest mega-wielki w porównaniu do siedzącego Daniela? :)

Trreker pisze...

wierze, ze zabawy z tym miał sporo, o duszy nie pomyslałem, bo makiety od jakiegos czasu to dla mnie raczej smutna koniecznosc, niz zabawa w projektowanie:).
Co do powszechnosci 3d.
Mysle, ze przy aktualnych narzedziach (darmowych) do zrobienia makiety 3d wystarcza dwa tutoriale;) i z 4 godziny wolnego czasu...

tO mY: pisze...

a ja pewnie niestety na wernisażowe piwo nie wpadnę. Szlag by to.

kav pisze...

przepraszam, ze sié wtrácé, ale te zdjécia makiet wygladajá genialnie. Mozna by zrobic album z nich tylko samych (z dymkami)