czwartek, 11 lutego 2010

#370 - Sentymentalnie o TM-Semicu, cz. 1

Ostatnio odwiedził mnie Kuba. A ponieważ była to jego pierwsza wizyta w moich skromnych progach, chciał zobaczyć to, co jeden komiksiarz chce zobaczyć u innego komiksiarza. Półkę z komiksami. I muszę szczerze napisać, że zawód na Jego twarzy był tak przejmujący, że i mi się on udzielił. Skutek tego był taki, że po raz pierwszy od dawna przejrzałem gruntownie swoją "kolekcję" komiksów i mając w rękach tych kilka starych, "doświadczonych" TM-Semiców, które mi się uchowały, przypomniałem sobie, że kiedyś nie miałem gdzie tego trzymać. A jednak pozbyłem się większości tych komiksów i to wcale nie z powodu, że "byłem na to za stary". Po prostu tamte historie przestały mnie bawić. Ale co z tymi wyjątkami, które uchowały się u mnie do dnia dzisiejszego zapytacie? No właśnie. Przeglądając je teraz, byłem pod wrażeniem, że te kilkanaście lat temu robiąc porządki w mojej szafie, zostawiłem sobie (nie zawsze świadomie) te komiksy, które dzisiaj moim zdaniem są najlepsze z czasów monopolu Marcina Rusteckiego.

Tak więc, po tym przydługawym wstępie, zapraszam na subiektywny TOP komiksów TM-Semica....

Na pierwszy ogień wybrałem kwintesencje tamtych komiksowych lat, czyli zeszyty. A konkretniej te z Batmanem w roli głównej, moim ulubionym "trykociarzu". Nie zaprzeczę, że na fakt posiadania części tych komiksów w swojej kolekcji, ma wpływ fakt, że są one w stanie "agonalnym". Ale w tym przypadku cieszę się, że papier jest tak delikatny. Gdyby nie to zapewne nie miałbym tych zeszytów, które należą do mojego kanonu historii o Batmanie.

Zabójczy Żart (Batman 1/91)
scenariusz: Allan Moore
rysunek: Brian Bolland


Jak można pisząc o Batmanie wydanym w Polsce nie wspomnieć o "Zabójczym Żarcie"? I choć zaczynać od tego komiksu jest strasznym banałem, to pozwolę sobie na to tylko z powodu, że na jego okładce widnieje "Nr 1/91", tak więc chronologia mnie ratuje. Zazwyczaj mówi się o tym komiksie w kontekście scenariusza, który ustalił pewien standard postrzegania Jokera. Jednak dla mnie bardziej "zapadające" w pamięć okazały się rysunki, które są integralną częścią mojego wyobrażenie tej postaci. Smukła, wysportowana sylwetka z żółtym znakiem na piersi oraz długą, "masywną" peleryną to elementy, które do dnia dzisiejszego kojarzą mi się z "Zabójczym Żartem". Dość powiedzieć, że ostatni kadr z szóstej strony polskiego wydania do dnia dzisiejszego uważam za jeden z najlepszych rysunków Batmana. No i nie sposób nie wspomnieć o "staromodnym" Batmobilu, który w dobie wozów bojowych Nolana, urzeka swoją bezpretensjonalnością. A scenariusz? Zachwyca narracja, która małymi kroczkami nakręca spiralę szaleństwa mieszając przeszłość z teraźniejszością. No i nie sposób nie wspomnieć o specyficznym "związku", który istnieje między Batmanem i Jokerem. Relacji, która była i jest omawiana przez wielu autorów, a którą Moore tak sprawnie zawarł w klamrze kompozycyjnej "Było raz dwóch szaleńców w domu wariatów...". Do dnia dzisiejszego zadziwia mnie, że właśnie ta historia została wybrana na "debiut" Batmana w TM-Semicu. Nazwisko Moore'a nie było wtedy tak znane jak dziś, a historia choć naprawdę rewelacyjna nie jest kwintesencją przygód Batmana. Zaskakujący wybór, ale bardzo pozytywny.

Anarch w Gotham (Batman 4/91)
scenariusz: Alan Grant
rysunek: Norm Breyfogle, Steve Mitchell


Batman z "Zabójczego Żartu" zbudował fundament mojej wizji tego bohatera, ale to Norm Breyfogle jest moim zdaniem dla Batmana tym, czym Jerzy Wróblewski dla kapitana Żbika. To właśnie on pokazał mi nie Bruce'a Wayne'a przebranego w kostium, lecz Batmana, który nad ranem musiał się "przebierać". Ciężko tak naprawdę napisać coś o samym "Anarchu w Gotham" nie wspominając o innych zeszytach duetu Grant/Breyfogle, które traktują o gangach motocyklowych czy bezdusznym kapitalizmie. Te historie są świetną ilustracją czym zajmuje się Batman między złamanym kręgosłupem a kolejnym "ratowaniem świata" z resztą "trykociarzy" z DC. Alan Grant fantastycznie opisuje "przeciętne" - na miarę komiksowych realiów oczywiście - problemy i wplata w nie Batmana. Dodajmy do tego rysunki Breyfogle'a, który opowiada dynamicznie i mrocznie, a otrzymujemy komiksy do których powrót jest prawdziwą przyjemnością. Proste historie, które jak mało co przetrwały próbę czasu.

Idiota (Batman 7/93,8/93)
senariusz: Peter Milligan
rysunek: Norm Breyfogle, Jim Aparo


Przyznam się, że dopiero teraz przeglądając ten komiks zorientowałem się, że napisał go Peter Milligan. Nie zmieniło to co prawda mojego podejścia do samego komiksu, ale wyjaśniło mi jego abstrakcyjność. Właśnie ten świat absurdu zafascynował mnie już podczas pierwszej lektury. "Korzeń idioty", "strefa idioty" - ta opowieść jest w zabawny sposób monotematyczna, i właśnie to sprawia, że komiks ten czyta się tak dobrze. Człowiek czuje się "jak idiota", że czyta taką abstrakcje i o to w tej historii chodzi. Całość na dodatek jest narysowana ponownie przez Breyfogle'a i komiksową legendę - Jima Aparo. I choć jego rysunki nigdy mnie nie urzekły to zwyczajnie należy znać jego kreskę. "Idiota" w 1993 roku był dla mnie czymś nowym. Nie była to "kolejna" historia o Batmanie skaczącym z dachów, lecz przemyślana koncepcja świata, w której postaci grały drugoplanowe role.

10 komentarzy:

amsterdream pisze...

U mnie TM-Semici to oczko mojej kolekcji. Dmucham na nie i chucham ;). Ostatnio znalazłem na allegro świetne folie ochronne i zacząłem sobie nawet obkładać całą kolekcję (jeśli mowa o foliach ochronnych na komiksy to pod żadnym pozorem nie kupujcie tych od lacrimaeluciferi, koleś sprzedaje totalne buble, są inne zdecydowanie lepsze ;>)

Łukasz Mazur pisze...

"Idiota" to mój absolutny numer jeden jeśli chodzi o Batmana w Polsce. Muszę go wygrzebać w jakimś antykwariacie, bo mój egzemplarz dawno gdzieś zaginął. A i coś takiego jak "Pchła" bodajże, mocno mnie urzekła swego czasu.

Kuba Oleksak pisze...

Kurcze, czy rzeczywiście wyglądałem na takiego zawiedzionego :/ Wybacz Januszu, kompletnie nie chciałem żeby tak wyszło... wybacz!

A pozostając przy batmańskich "szorciakach" sporo tego było! Dołożę do puli "Czarnego Pająka" i hisorię o imigranckich dzieciach z Jean Paull Valley`em (tytułu nie pomnę - "Dziecko Rosemary"?)

Maciej pisze...

Vince Giarrano ilustrował zarówno zeszyt o dzieciach jak też ten o ludzkiej pchle. Był wtedy chyba w życiowej formie.

Janusz Topolnicki pisze...

Kubo nie przejmuj się, aż tak źle nie było. Przyznaję, że ten akapit był po części (znowu) "licentia poetica".

Jak się teraz zastanowić to powinienem jeszcze na liście umieścić "Machiny" McKeevera, bo też jako nieliczny komiks przetrwał moje dawne "czyszczenie półek". Ale powiedzmy, że już miałem sposobność wyrazić swoją pozytywną opinię na ten temat.

@ Vince Giarrano - oj tak, jego kreska była pociśnięta.

Ziomisław pisze...

Gdzie można dostać lepsze folie ? Chciałem już kupować od lacrimaluciferi ;)

amsterdream pisze...

@Ziomisław - allegro, użytkownik masterjack

Ziomisław pisze...

Tak znalazłem go jakiś czas temu, ma trochę mylący tytuł aukcji więc ciężko trafić go w wyszukiwarce ;)

Kuba Oleksak pisze...

Vince Giarrano, właśnie! Norm Breyfolge póżnych Batmanów.

Misio141 pisze...

moim ulubionym Batmanem z Semiców był Batman Sanctum (12/94) :)