niedziela, 12 września 2010

#558 - Trans-Atlantyk 104

Jak w każdy piątek Axel Alonso i Tom Brevoort z Marvela odpowiedzieli na kolejną serię pytań redaktorów i czytelników serwisu CBR. Zgodnie z nową polityką wydawniczą Domu Pomysłów, twórcy i edytorzy stronią od wielkich, wakacyjnych eventów, obrośniętych dziesiątkami zeszytów w stylu "Siege", skupiając się na mniejszych, bardziej lokalnych, wydarzeniach. Jako przykłady przywołują niedawno zakończone "Second Coming", trwający "Shadowland" i nadchodzące "Chaos War". A wkrótce będzie się sporo działa na łamach bezprzymiotnikowych "Avengers". Na kartach serii pojawi się Red Hulk, powrócą Illuminati i wreszcie zostanie wyjaśniona kwestia Kamieni Nieskończoności. Historia ruszy od siódmego numeru, w grudniu. Wielkie zmiany czekają również "Fantastic Four", ale o nich pisaliśmy już w zeszłym tygodniu, oraz Człowieka Pająka. "The Amazing Spider-Man" będzie ukazywał się tylko dwa razy w miesiącu, a jego regularnym scenarzystą będzie Dan Slott. Wśród rysowników wymienia się Humberto Ramosa, Marcosa Martina i Stefano Casseliego. Każdy z numerów będzie liczył nieco więcej niż standardowe 24 strony, bo wzbogacony będzie o dodatkowy materiał. Historią otwierająca nowy, pajęczy sezon ma być historia "Big Time". (KO)

Jeszcze w San Diego Dark Horse Comics zapowiedziało wydanie komiksów Milo Manary na amerykańskim rynku. Pierwsze, z dziewięciu zaplanowanych albumów ukażą się w przyszłym roku i będą to "Indiańskie Lato" i "El Gaucho". Angielskimi adaptacjami dzieł włoskiego mistrza komiksu erotycznego zajmie się Kim Thompson, który ma na swoim koncie prace nad komiksami Jasona, Davida B., i Jacquesa Tardiego dla Fantagraphics. Pomimo braku angielskich przekładów, Manara jest twórcą dość rozpoznawalnym w Ameryce, choćby dzięki jego współpracy z Chrisem Claremontem przy "X-Men", dzięki czemu ma większe szansę przebicia się na dość trudnym rynku. (KO)

O rysowniku Ethanie Van Sciverze było ostatnio cicho. Prócz kilku okładek ("JLA" #50, "Victorian Undead Special" #1) i skryptu do one-shotu "Untold Tales of Blackest Night", próżno szukać jego nazwiska w najbliższych zapowiedziach DC Comics. Artysta, który wdarł się do pierwszej ligi dzięki współpracy z Geoffem Johnsem przy "Green Lantern: Rebirth" i "Flash: Rebirth" pracuje nad tajnym projektem autorskim dla imprintu Wildstorm i szykuje powrót Cyberfroga - bohatera, którego wymyślił w latach dziewięćdziesiątych. Tajemniczy projekt zostanie zapowiedziany na nowojorskim Comic-Conie i będzie to pomieszanie horroru z komedią. Do mini-serii "Cyberfrog: Blood Honey" Van Sciver przygotuje okładki i scenariusz, a komiks ma zostać narysowany przez dużą gwiazdę przemysłu obrazkowego. Kiedy? Być może jeszcze w 2010 roku. I raczej nie ma szans na rychłe wznowienie poprzednich przygód Cyberfroga. (KO)

W pierwszym numerze ostatniej inkarnacji serii "Flash" pojawiła się zapowiedź wielkiego eventu, którego bohaterem będzie Barry Allen w 2011 roku. Historię zatytułowaną "Flashpoint" napisze Geoff Johns, a narysuje Andy Kubert. Prawdopodobnie pierwszy numer ukaże się w okolicach wakacji i na razie nie możemy liczyć na żadne przecieki na jego temat. Zajęty rozdawaniem autografów Kubert podczas Fan Expo w Toronto nawet nie zająknął się o swoim nadchodzącym projekcie. "W komiksie będzie występował Flash" – podsumował rysownik znany między innymi z pracy nad "X-Men", "1602" czy "Co stało się z Zamaskowanym Krzyżowcem?". Natomiast Dan DiDio, podczas panelu dyskusyjnego DC Nation zdradził, że Kubert będzie w przyszłości zamieszany w mini-serię z Damianem Wayne'm. Zainteresowany wypowiada się w samych superlatywach na temat syna Batmana i zapewnia, że chciałby do niego wrócić, ale nie składa żadnych deklaracji. (KO)

Fantagraphics udało się nabyć prawa do "Ah Pook Is Here", komiksu napisanego przez Williama S. Burroughsa. Tak, tego samego legendarnego pisarza epoki bitników, autora "Nagiego lunchu". Komiks, czy raczej "word/image novel", została narysowana przez brytyjskiego artystę Malcolma McNeila w latach siedemdziesiątych i jest prawdopodobnie ostatnim dziełem Burroughsa, które do tej pory nie zostało jeszcze opublikowane. W 2011 się to zmieni, gdyż Fanta wyda "Ah Pook Is Here" w dwóch tomach, z obszernym komentarzem i mnóstwem dodatkowych materiałów. (KO)

Kiedy Frank Castle spokojnie zajmował się "swoimi sprawami" (czyli bezlitosnym mordowaniem szumowin i przestępców) miał nieszczęście nadepnąć na odcisk Normanowi Osobornowi. Ówczesny szef H.A.M.M.E.R. wysłał swojego Wolverine'a, Dakena, aby rozwiązał problem Punishera. Udało się połowicznie, bo po swojej "śmierci" Pogromca został poskładany do kupy i wrócił, jako Frankencastle. Kiedy skończy już z Dakenem (mini-crossover "Punishment") powróci do swojego starego ciała w 21. numerze serii, w którym pojawi się również Elsa Bloodstone i Legion of Monsters. A w pięcioczęściowej mini-serii "Punisher: In the Blood" scenarzysta i autor tego całego zamieszania, Rick Remender, obiecuje powrót do korzeni. Komiks wypełni lukę pomiędzy "Punishment", a "Shadowland". Frank będzie musiał się zmierzyć nie z jednym, ale z dwoma Jigsawami, powróci Microchip, być może pojawią się Deadly Dozen i Hood. Oprawą graficzną tytułu zajmie się Roland Boschi. (KO)

DHC ma w swoich planach również wznowienie "Mighty Samson", dość mało znanego komiksu z lat sześćdziesiątych. Historia opowiadająca o postapokaliptycznej przyszłości i zamyka się w zaledwie trzydziestu dwóch zeszytów. Pierwsze sześć numerów zostało przygotowanych przez Otto Bindera ("Captain Marvel") i Franka Thorne'a ("Red Sonja"). Po odejściu tego drugiego, schedę rysownika przejął Jack Sparkling (na dwanaście zeszytów), a po nim Jose Delbo i Jack Abel. I właściwie nie mogę znaleźć dobrego uzasadnia dla reprintu esencji komiksowego kiczu, pełnego radioaktywnych fobii, zmutowanych bestii, okraszonego zapewne dość banalną i niespójną fabułą, pełną akcji i czerstwego humoru… Całość zamknie się w czterech tomach, wzbogaconych sporą ilością materiałów dodatkowych, w których znajdą się między innymi edukacyjne mini-komiksy z Samsonem pouczającym o historii Stanów Zjednoczonych. (KO)

Stephen King po napisaniu sześciu numerów zostawia "American Vampire" Scottowi Snyderowi i rysownikowi Rafaelowi Albuquerque. Druga historia przeniesie dwójkę głównych bohaterów, Skinner Sweeta i Pearl Jones, w lata trzydzieste ubiegłego wieku, do Las Vegas czasów Wielkiego Kryzysu. Snyder obiecuje, że jego seria nabierze rozmachu, będzie znacznie bardziej "epicka", jeszcze mocniej eksplorująca wampiryczną mitologię. Z większą dawką splash-page'ów i efektownej akcji. Scenarzyście zależy również na wiarygodnym obrazie społeczeństwa i obyczajów tamtych czasów. Ma ambicje pokazać, jak funkcjonował amerykański New Deal. Pojawią się również nowi bohaterowie, na czele z szeryfem Cashem McCoganem, próbującym utrzymać w ryzach przestępców w swoim mieście. (KO)

sobota, 11 września 2010

#557 - Komix-Express 54

Ten tydzień przyniósł kolejny epizod w walce przeciwko podniesieniu stawki VAT na książki. Polskie Stowarzyszenie Komiksowe zaprosiło komiksiarzy do wzięcia udziału w elektronicznej petycji, skierowanej do Prezydenta RP, premiera oraz ministra finansów. Petycję organizuje Inicjatywa Społeczna "TAK dla utrzymania zerowej stawki VAT na książki". Swoim talentem całą akcję wsparł również Tomek Pastuszka, plansza jego autorstwa pojawiła się w piątek na pierwszej stronie wysokonakładowego, darmowego dziennika "Metro". Jako, że osobiście wzrostu stawki VAT absolutnie nie popieram - przybyłem, zobaczyłem, podpisałem, mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku wobec Polskiej Kultury, ale... nie mogę powstrzymać lekkiego unoszenia brwi, ze względu na drobne szczegóły w formie protestu. Raz, że trochę histerycznie brzmią w tej petycji frazy takie jak "nieodwracalne cywilizacyjne skutki wprowadzenia tego podatku". Tudzież snucie kasandrycznych wizji na Facebooku, że wzrost cen książek (które i tak sukcesywnie rosną od kilkunastu lat) to rychła śmierć czytelnictwa w Polsce oraz brak dostępu do jakiejkolwiek kultury, informacji i intelektualnych prądów, co w konsekwencji doprowadzi do łatwej manipulacji społeczeństwem. To znaczy, Internet też zamkną, istniejące egzemplarze książek spłoną na stosach i nie będzie już dostępu do żadnego słowa drukowanego? Bez jaj - wiara, że w dzisiejszych czasach tylko papierowe książki są rzetelnym nośnikiem informacji oraz jedynym gwarantem wolności społeczeństwa trąci jakimś strasznym anachronizmem. Mam wrażenie, że ww. Inicjatywa Społeczna po części tylko określiła czynniki odpowiedzialne za spadek krajowego czytelnictwa. A i owszem, wzrost cen to istotny powód, ale przecież to właśnie postęp technologiczny, dynamiczny rozwój nowych mediów służących wiedzy i rozrywce oraz bajecznie łatwy dostęp do (przeważnie) darmowej informacji w cyfrowej formie w istotnym stopniu przyczyniły się do mniejszego zainteresowania tradycyjnym medium, jakim są papierowe książki i prasa - i to na całym świecie. Tego się nie zatrzyma, bez względu na cenę samych książek. Druga rzecz, której nie do końca rozumiem, to kolejna już docinka Asu wobec premiera Tuska, tym razem sugerująca, że to polski rząd bezpośrednio stoi za wzrostem stawki VAT na książki. Co, zgodnie z jednym kadrem z planszy z "Metra", jest już prostą drogą do totalitaryzmu, kultu jednostki i naukowej ciemnoty. Jasne, można to uznać za licentia poetica i humorystyczną hiperbolę; jasne, deklarowany przez PO liberalizm gospodarczy nie do końca ma pokrycie w rzeczywistości, być może polskie władze nie dość też lobbowały w kwestii VAT, ja to wszystko rozumiem, ale... Z jednej strony PSK cichymi i pokojowymi protestami pod Sejmem zwraca uwagę na problem i prosi o dalszą interwencję w Brukseli, w ramach przyjaznych i symbolicznych gestów wręcza premierowi "Esencję", chce być traktowane jako poważny partner. A z drugiej - na łamach szeroko dostępnego pisma wiceprzewodniczący Stowarzyszenia przy okazji nagłaśniania problemu uprawia wobec szefa rządu ciętą i mało dyplomatyczną satyrę, w stylu szczególnie miłym sercu opozycji (i mniej miłym reszcie obywateli). Tej właśnie opozycji, co to w ostatnich miesiącach często podnosi larum o spiskach, niecnych dążeniach i sowieckich konotacjach obecnie rządzących; bo nie oszukujmy się, w takie właśnie pisowskie paranoje idealnie, choć pewnie mimowolnie, wpisuje się komiks z "Metra". Satyra o tyleż w tym wypadku niesprawiedliwa, że wszak wzrost stawki to zalecenia unijne, a polskie władze konsekwentnie przez kilka lat odwlekały jej wprowadzenie, zaś minister finansów i tak podejmuje działanie w tej sprawie. Mimo tego całego mojego stękania i sarkania na formę przekazu jestem całym sercem za wywieraniem obywatelskich nacisków w tej sprawie i cieszę się, że PSK nagłośniło w środowisku tę petycję, zaś Tomek znalazł drogę do publikacji w "Metrze"; dodatkowy rozgłos dla tej akcji tylko cieszy. Warto bowiem pamiętać, że siedmioprocentowy VAT na książki to nie tylko droższe komiksy czy literatura piękna. To również droższe podręczniki szkolne - a to monstrualny obowiązkowy wydatek dla milionów polskich rodzin co roku, prawdopodobnie również w wielu przypadkach jedyna inwestycja w książki, jaką gospodarstwa domowe dokonują. Myślę, że to znacznie bardziej nośny argument, lepiej przemawiający do szerokich mas. Dlaczego organizatorzy petycji nie zwracają na niego uwagi? (RW)

Tymczasem, Polish Invasion na amerykański rynek komiksowy powoli acz konsekwentnie rozwija skrzydła. Po sukcesach Marka Oleksickiego i Pawła Sambora szykuje się kolejna premiera polskiego twórcy za oceanem. O "Mercy" Katarzyny Witerscheim mówiło się tu i ówdzie już od jakiegoś czasu, jednakże bez konkretnych szczegółów. Wczoraj sympatyczna i skromna autorka uchyliła rąbka tajemnicy, publikując na blogu garść informacji związanych z jej projektem, w tym i okładkę pierwszego zeszytu. "Mercy" to (przynajmniej) czteroodcinkowa steampunkowa historia o wampirach z lat 20. i 30. XX wieku. Scenarzystą jest doświadczony w komiksowej Steve Ahlquist, czterokrotnie nominowany do Harveya za PupHedz, publikacją zajmie się wydawnictwo SLG Publishing. Pierwsza część już ukończona, obecnie Panna N. pracuje nad drugim zeszytem. Kolorowe oczywiście kibicują. (RW)

My tu o Stanach, a tu Międzynarodowy Festiwal Komiksu (i Gier) już za trzy tygodnie. Zatem i coraz więcej szczegółów dotyczących tego wydarzenia zostaje podanych do wiadomości publicznej. Nie znamy jeszcze szczegółowego programu MFK, znam jednak liczne gwiazdy zagraniczne, które do Łodzi przybędą. Swoją obecność zapowiedzieli m.in.: Norm Breyfogle, Alex Robinson, Mawil, Sascha Hommer, Uli Oesterle, Yves Swolfs i Igor Baranko. Plus wiele polskich gwiazd większych i mniejszych, które, nawet bez oficjalnych spotkań z czytelnikami będą zdecydowanie uświetniać tę zacną imprezę... A skoro mowa o MFK, to oczywiście konkurs na krótką formę komiksową. A skoro konkurs, to i jurorzy. A skoro jurorzy, to jak co roku zasiądą w jury Wojciech Birek, Paweł Timofiejuk i Witold Tkaczyk. Skład ekipy uzupełnia dwójka debiutantów - twórca "Zeszytów Komiksowych" Michał Błażejczyk oraz dziennikarka "Życia Warszawy" i scenarzystka "Czwórki na pokładzie" Dominika Węcławek. Dominika będzie pierwszą kobietą-jurorem w historii emefkowego konkursu, zatem mamy nadzieje, że znikną oskarżenia o rozmyślne niedocenianie prac z gatunku komiksu kobiecego. Kolorowe gratulują tworzenia historii i życzą miłego jurorowania. (RW)

Miłośnicy publikacji spod znaku wydawnictwa Ongrys i tym razem powinni dostać coś dla siebie na najbliższym MFK. Mowa tutaj o komiksie "Planeta Robotów - sto twarzy Profesora Harsmana" Jacka Skrzydlewskiego i Macieja Parowskiego. Pierwsze cztery plansze zamieścił magazyn "Komiks" już w 1993 roku, całość do tej pory nie została opublikowana. Rysownik w tym tygodniu ujawnił projekt okładki tego albumu, zaś na stronie wydawnictwa pojawiła się wstępna zapowiedź. Podoba nam się ten ładny, oldskulowy cartoon. (RW)

Kilka lat temu Mikołaj Tkacz tworzył webkomiks LBDY, również w wieku 14 lat wydał własnym sumptem album oparty na tym komiksie, co uczyniło go prawdopodobnie najmłodszym albumowym debiutantem w historii polskiego komiksu. Obecnie LBDY powraca, tym razem w nowej wersji i bez Mikołaja, za to również pod postacią wydania własnego. Za losy bohaterów komiksu odpowiedzialność wzięli legendarny poemikser i performer Piotr Szreniawski (scenariusz) oraz zdolny debiutant Jakub Grochola (rysunki). Komiks "Lody" przedstawia losy wyprawy Pingwina, Karola i Kudłaczka na Antarktydę; całość składa się z 64 pasków duetu Grochola-Szreniawski, w bonusach natomiast gościnny udział wzięła plejada gwiazd polskiego komiksu. Kolorowe postarają się przyjrzeć temu tytułowi prędzej czy później. (RW)

A w sieci kolejny numer Kazetu. Tym razem temat przewodni poświęcono postaci niedawno zmarłego Harveya Pekara; ponadto można ekskluzywnie przeczytać pierwsze siedem stron "Blera" Rafała Szłapy oraz garść felietonów. To już drugi numer, w którym rytuje mnie brak w spisie treści recenzji komiksów ukazujących się na polskim rynku. Owszem, są one wrzucane na bieżąco i dostępne z boku strony, jestem jednak przyzwyczajony do tego, że kiedyś znajdowały się również w zamkniętych numerach magazynu, tak jak do edycji #60. No nic, miałem już dzisiaj nie stękać. (RW)

Żeby już tak nie zrzędzić, to na zakończenie przypomnę tylko o małym konkursie, który organizuje Paweł Deptuch na naszym spin-offowym blogu Invincible. Trzeba krótko uzasadnić, który z kolejnych komiksów Roberta Kirkmana powinien zostać zekranizowany i dlaczego. Zasady konkursu i nagrody podane są w notce. Ze swojej strony życzymy powodzenia. (RW)

piątek, 10 września 2010

#556 - The Batmans: Track 55 - Paweł Zych

Tym razem muzykującego Mrocznego Rycerza sprezentował nam Paweł Zych. Poznański rysownik najlepiej znany jest z autorskiego albumu "Kotlet i Zombi: Chomik Zagłady" wydanego w 2006 roku nakładem Taurus Media. Ostatnio, jego kreskę można było zobaczyć również w czwartym "Kartonie", gdzie zilustrował scenariusz Karola Konwerskiego. Oprócz tego, jego prace można było przeczytać w antologii piłkarskiej Kultury Gniewu "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o piłce..." i niezależnym wydawnictwie "Opowieści tramwajowe". Zych zawiązał również twórcza spółkę z Sebastianem Frąckiewiczem. Serie ich autorstwa ukazywały się najpierw w "Lampie", a później w "Focus Historia". W zeszłym roku próbował swoich sił w konkursie Zudy komiksem "Zamir". A dość dawno zapowiedział również historycznego "Infamisa". Wypada mieć nadzieję, że rzecz całą doprowadzi do końca.
Z prawidłową odpowiedzią przybył Piotrek Nowacki (którego w minionym tygodniu przepytał Kuba Oleksak) i dzięki temu powrócił na drugie miejsce w naszej zabawie. Jaszczu, gratulacje!

Po zeszłotygodniowej specjalnej edycji naszej zabawy, wracamy do tradycyjnej jej formy, czyli odgadywania tego który z rodzimych twórców odpowiedzialny jest za stworzenie batmaniej grafiki, której fragment widać obok. Spragnionych większej ilości zdjęć i przygód Bruce'a Wayne'a z zeszłego tygodnia zapraszam na stronę magazynu "Karton", gdzie przy okazji komiksowo-plotkarskiego "Pudełka" prezentowane są między innymi dokonania Pana Nietoperza właśnie. Tyle słowem wstępu - zapraszamy do zabawy! (ŁM)

czwartek, 9 września 2010

#555 - Urlop na Kolorowo #4 - Maksym Osa

Po krótkiej przerwie (to wszystko przez "zmęczenie" brazylijskimi plażami) wracamy z kolorowymi relacjami z wakacji. Po sporej dawce egzotyki, dzisiaj przyszła pora na bardziej swojskie klimaty. Zapraszamy więc na wycieczkę do naszych wschodnich sąsiadów - Ukrainy.... (JT)

Henryk Sienkiewicz i jego "Trylogia" trwale ukształtowała obraz Rzeczypospolitej szlacheckiej z XVII wieku. Wybitny, choć uchodzący za drugorzędnego, pisarz utrwalił w zbiorowej polskiej świadomości wzór rycerza-patrioty stojących na straży rubieży ojczyzny, goniącego Kozaka albo Tatara po Dzikich Polach, z lubością oddającego swoje życie w oblężeniu warownej twierdzy. Z podobnym materiałem historycznym, ale zupełnie inaczej poradził sobie komiksiarz Igor Baranko.

"Maksyma Osę" jego autorstwa z sienkiewiczowskim cyklem może łączyć jeszcze jedna rzecz. Obie lektury są wyborną rozrywką wciągającą swojego czytelnika od pierwszych stron. Historyczne realia siedemnastowiecznej Ukrainy posłużyły Barance za malowniczy kostium dla rasowej opowieści kryminalnej. Jej tytułowy bohater, Maksym Osa, wracający z kampanii przeciwko Turkom, w swoim rodzinnym domu zastają obcego mężczyznę zajmującego jego miejsce w małżeńskim łożu. Przegoniony na pobliski cmentarz trafia na grób z własnym imieniem i nazwiskiem. Prosty Kozak zaczyna mieć wątpliwości – co się wydarzyło? Może rzeczywiście poległ na polu bitwy i wrócił, jako duch? Jakby tajemnicy jego domniemanego zgonu było jeszcze mało, polski książę na tamtejszych włościach, Zenon Onufry Kryczewski chce, aby Osa odnalazł skarb ukryty przez jego kompana, atamana Matwieja Chwosta. W całą sprawę zamieszany jest również grasujący w okolicy wilkołak. W komiksie nie braknie również wątku romansowego, związanego z żoną i córką Kryczewskiego.

Jak widać wszystkie elementy kryminalnej układanki są na swoich miejscach. Maksym Osa, oprócz tego, że jak na Kozaka przystało, jest pierwszy i do szklanki, i do bójki, a kobiety nie mogą narzekać na jego męskość, sprawdza się również rozwiązując zagadki. Popisuje się przy tym analitycznym umysłem, a więc cechą niezbyt powszednią wśród jego sienkiewiczowskich pobratymców. To nie w ciemię bity ułomek, którego można łatwo wykorzystać do swoich celów, tylko szczwany lis, który z niejednego pieca chleb jadł.

Gdyby tylko zamienić kontusz na prochowiec, samogon na whisky, szablę i samopał na rewolwer, a fantazyjną kozacką fryzurę przyciąć zgodnie z żurnalami mody lat z połowy ubiegłego wieku, otrzymalibyśmy modelowego i chyba już nieco nudnego bohatera powieści spod znaku noir. A tak, w swojej ukraińskiej wersji, taka kreacja sprawia o wiele lepsze wrażenie. Zamiast betonowej, miejskiej dżungli wraz z Maksymem zwiedzimy bezkresne stepy, karczmy, w których nie sposób nie wdać się w bójkę i prawosławnego obrządku cmentarz. Sam Igor Baranko może uchodzić za obieżyświata, bowiem ma na swoim koncie publikacje, zarówno na rynku amerykańskim, jaki i frankofońskim. Pochodzący z Kijowa artysta lubi również wpaść do Polski, przy okazji konwentu komiksowego w Warszawie czy Łodzi (najbliższa emefka).

Postać głównego bohatera jest jednym z najjaśniejszych punktów komiksu, ale innym jego elementom też nie można zbyt wiele zarzucić. Reszta postaci prezentuje się ciekawie, z niosącym kaganem humanizmu na stepach Kryczewskim i nieco szalonym ojcem Silantijem na czele. Intryga kryminalna napisana jest całkiem sprawnie, a Baranko nie stroni od humoru i ma dobrą rękę do dialogów. Nie gorzej prezentuje się oprawa graficzna, w której można odnaleźć szlachetne, ale subtelne wpływy Moebiusa.

"Maksym Osa" wpisuje się w nurt kryminałów w oryginalnych dekoracjach, uciekających od utartych schematów i szablonowych rozwiązań. I wśród wielu pozycji wykorzystujących dobrą koniunkturę, komiks Igora Baranko jest lekturą na którą naprawdę warto zwrócić uwagę

środa, 8 września 2010

#554 - "Też chciałem ciskać takie fantastyczne rzeczy" - wywiad z Piotrem "Jaszczem" Nowackim

Piotrek Nowacki występuje w tym wywiadzie niejako w podwójnej roli – jako jeden z ojców-redaktorów magazynu kultury cartoonowej "Karton" i współautor albumu "Tainted". Rozmowa z popularnym Jaszczem była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Warszawski rysownik z rozrzewnieniem wspomina swoją młodzieńczą fascynacją komiksami, opowiada o pracy nad "Tainted” i współpracy z Bartoszem Sztyborem.
Kuba Oleksak: Zacznijmy od standardowego pytania – skąd komiksy wzięły się w życiu Piotrka Nowackiego?
Piotr Nowacki: To ja zacznę od podziękowania za zaproszenie mnie do tej rozmowy i serdecznego pozdrowienia wszystkich czytelników Kolorowych Zeszytów, do których sam się zaliczam.

Komiksy są obecne w moim życiu odkąd sięgam pamięcią. Nie potrafię sobie przypomnieć czy najpierw miałem dziecięcą zajawkę na rysowanie, czy zajawkę tę wywołały właśnie komiksy. Jedno jest pewne – pierwsze komiksy czytała mi starsza siostra i z jej relacji wiem, że pierwszym albumem, jaki mi kupiono było "Lądowanie w Andach", pierwsza część cyklu według Daenikena, rysowanego przez Bogusława Polcha. Mam ten album do dziś, choć okładka nie przetrwała próby czasu. Faktu podarowania mi "Lądowania…" nie pamiętam, bo miałem wtedy około 4-5 lat. Pamiętam za to kolejne zeszyty i albumy pojawiające się w mojej kolekcji. A były to "Tytusy", "Kajki i Kokosze", "Kleksy" i komiksy Baranowskiego. Do tego w każdy wtorek, czwartek i sobotę dochodziła plansza komiksu z ósmej strony "Świata Młodych". Piękne były to czasy wędrówek po kioskach i księgarniach, z nieśmiertelnym pytaniem "czy są jakieś nowe komiksy?" Kiedy w naszym domu pojawili się pierwsi absztyfikanci smarujący cholewy do mojej siostry, będącej ode mnie osiem lat starszej, w mojej kolekcji zaczęły pojawiać się komiksy, które zalotnicy wyciągali ze swoich półek i obdarowywali małolata w celu złapania plusów u obiektu swoich westchnień. W wyniku tego miałem możliwość poczytania "Relaxów" i innych starszych rzeczy, które ukazywały się zanim ja pojawiłem się na świecie.

W ogóle były to czasy, w których każdy jakoś tam, mniej lub więcej, czytał komiksy. Moi kumple z podwórka często pożyczali je ode mnie, a ja od nich, choć oczywiście nie każdy miał na tym punkcie takiego świra, jak ja. Pamiętam, jak jeden starszy cwaniak, znając moją słabość, wyciągnął ode mnie dwa super trójwymiarowe znaczki pocztowe z hokeistami, wymieniając się na marny zeszyt "Wieloryb z peryskopem" z serii o Żbiku. A mój egzemplarz "Szninkla" z Orbity cieszył się taką popularnością, że wrócił do mnie w opłakanym stanie. Szczególnie sterane były strony z wiadomymi scenami. Fajne to były czasy. Albo taki "Świat Młodych"… Widział ktoś dziś sześcio- czy siedmiolatka kupującego w kiosku samodzielnie gazetę? Ja dostawałem 10 zł z Prusem (z Sienkiewiczem chyba też były) i pomykałem do Ruchu po nowy numer ulubionej harcerskiej gazety, żeby po drodze do domu wchłonąć kolejny odcinek "Kleksa" lub "Binio Bila" z ósmej strony.

Pomimo że miałem ledwie sześć lat, całkiem spoko radziłem sobie z czytaniem. Wiesz dlaczego? Siostra mnie nauczyła zanim poszedłem do zerówki, żebym sam sobie mógł te komiksy czytać i nie zawracał jej gitary. Mój brat też dołożył swoją cegiełkę. Pamiętam, że kiedy wyjechał na studia do Wrocławia (ja miałem wtedy 8 lat), pisał do mnie listy i do każdego z nich dołączał odcinek komiksu, który sam rysował. Pamiętam, że była to jakaś szalona historia o Murzynach w Afryce, z których jeden był biały. Bardzo żałuję, że te listy się nie zachowały do dziś. No i tak to się mniej więcej u mnie z tymi komiksami zaczęło.

Współautor "Tainted", Bartosz Sztybor w wywiadzie dla Tomka Kontnego mówi komiksowej hibernacji. Kiedy komiks zniknął z osiedlowego kiosku, zniknął również z jego życia. Czy w Twoim przypadku było podobnie?
Tak, w moim życiu też miała miejsce taka komiksowa hibernacja. W moim przypadku wiązało się to również z tym, że nie tylko przestałem kupować i czytać komiksy, ale także porzuciłem zupełnie rysowanie. Przypadło to na czasy liceum, kiedy to maksymalnie zaangażowałem się w trenowanie koszykówki i zwyczajowe licealne akcje, jak imprezki, pierwsze miłości itd. Komiks powrócił na studiach wraz z pojawieniem się w kioskach "Produktu". To, co tam zobaczyłem tak mnie pacnęło, że dziecięce hobby wróciło ze zdwojoną siłą. Również w temacie rysunku, bo też chciałem ciskać takie fantastyczne rzeczy jak Śledziu i spółka.

Debiutowałeś w undergroundowym zinie "KGB". Pamiętasz jeszcze czasy kserowanych samizdatów, wysyłania swoich prac pocztą, kiedy nie było sieci specjalistycznych sklepów, regularnego rynku komiksowego i powszechnego dostępu do internetu. Powiedz, jak z Twojej perspektywy to wszystko wygląda dziś, jak się zmieniło?
Tak naprawdę debiutowałem na łamach "KGB", kiedy internet już hulał, a kserowane ziny wydawały swoje ostatnie tchnienia. Opublikowałem tam "Mutującą teczką", której pierwsze odcinki ukazywały się właśnie w sieci. Ale faktycznie plansze przesyłałem Hubertowi Ronkowi pocztą, a pierwszą teczkę z planszami "Mutującej" przekazałem mu na WSK w 2004, albo 2005 roku. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, dlaczego nie wysyłałem tych plansz mailem. Być może nie miałem jeszcze skanera, a może Hubert preferował taką właśnie drogę? W każdym razie nie mogę za dużo powiedzieć o tych zinowych czasach. Dodam tylko, że kupowałem wtedy ostatnie numery "Ziniola", bo mimo, że na półkach księgarń było już sporo różnych albumów z Egmontu i innych wydawnictw, ja najbardziej jarałem się pracami polskich komiksiarzy. Ziny były wtedy jedynym miejscem, w których mogłem je znaleźć.
Czyli można powiedzieć, że załapałeś się na czasy przełomu. Czy uważasz, że teraz, kiedy mamy kilka wydawnictw na całkiem sporych rozmiarów rynku, łatwiej jest się przebić młodemu komiksiarzowi, łatwiej jest dotrzeć ze swoją pracą do czytelnika?
Wydaje mi się, że pod tym względem nie dokonał się przez tych kilka lat jakiś straszny przełom. Jeśli ktoś jest dobry i zdeterminowany, to jest w stanie przebić się ze swoją twórczością w każdych okolicznościach. Jak zrobisz dobry komiks internetowy i zareklamujesz go w kilku miejscach, to nie ma opcji, żebyś nie został zauważony. A jak masz dobry materiał na album, to na pewno zainteresujesz nim jak nie Kulturę Gniewu, to Timofa czy chłopaków z Dolnej Półki. Ba, a jak jesteś bardzo dobry to wysyłasz materiał na Zachód, jak choćby Miras czy Irek Konior i walisz od razu z wysokiego C. Tak jak wspomniałem, ja zaczynałem bawić się w rysowanie w miarę podobnych czasach jak te obecne, czyli już powszechnego dostępu do internetu i praktycznie wszystkie wydawnictwa, które wydają debiutujących Polaków były wtedy na rynku.

Zawdzięczam również dużo paskowemu konkursowi na forum Wraka. Było to w moim odczuciu fantastyczne zjawisko, dzięki któremu poznałem całą masę kolegów po fachu, od których bardzo dużo się nauczyłem. Nabrałem też wiary w siebie czego wynikiem było wydanie własnym sumptem "Kwazia i turystek" (przy ogromnym wsparciu Asu, który ogarnął wtedy złożenie tego albumiku i jego druk) czy przekazanie Timofowi, którego zupełnie nie znałem, płytki z "Mutującą teczką". Z perspektywy czasu widzę, że nie były to może najlepsze komiksy, ale warto było się przebijać nawet z tak amatorskim materiałem, żeby dziś wydawać takie fajne rzeczy, jak "Karton" czy "Tainted". To są oczywiście w skali całego, nawet tak małego rynku, takie mikrosukcesiki, ale dla takiego amatora jak ja, to jest spełnienie marzeń i masa satysfakcji.

Jeśli Nowacki narysował ostatnio jakiś komiks, to z dużym prawdopodobieństwem jego scenariusz był przygotowany przez Sztybora… Razem z Bartkiem stworzyliście jeden z najbardziej rozpoznawalnych tandemów scenarzysta-rysownik w na polskim rynku. Pamiętasz może jak zaczęła się ta współpraca?
Pamiętam, że poznaliśmy się z Bartkiem na WSK w 2006 roku, kiedy odniosłem swój mały sukces wyprzedając cały nakład "Kwazia i turystek" w kilka godzin, w legendarnej salce potu. Ale to było tylko jakieś przybicie piątki i wymiana kilku zdań. Coś tam chyba napomknęliśmy, że mieszkamy w jednym mieście i fajnie byłoby walnąć czasem browarka i może coś wspólnie zadziałać w temacie komiksu. No i faktycznie spotkaliśmy się na jakimś jednym, drugim piwku, pogadaliśmy, polubiliśmy się i zaczęliśmy robić te komiksiki. Pierwszym owocem naszej kooperacji był szorciak "Ciacho kajmakowe", który ostatnio zaprezentowałem na moim blogu, a który na papierze znalazł się w antologii "Copyright".

Jak wygląda realizowanie scenariuszy Bartka od kuchni? Czy zdarzyły się jakieś pomysły Sztybora, których realizacji się nie podjąłeś? Czym różni się od pracy z innymi scenarzystami, z którymi realizowałeś inne projekty, między innymi Piotrem Szreniawskim czy Danielem Gizickim?
Realizowanie pomysłów Bartka to jest czysta przyjemność. Jego styl zapisu scenariusza bardzo mi odpowiada. Zawsze najpierw w kilku zdaniach opisuje wygląd postaci występujących w danej historii, później klasycznie idzie systemem pierwsza strona, kadr numer jeden, opis plus dialogi. Jego opisy są dosyć szczegółowe, bo Sztybor zwykle najpierw rysuje sobie storyboardy i dokładnie wie, co w jakiej części kadru, planszy ma się znajdować, w jakim kierunku idzie bohater itd. Czasem spotykamy się, żeby omówić jakiś projekt i oglądamy te bartkowe storyboardy, co jest bardzo pomocne, szczególnie przy realizacji niemych komiksów. Na przykład komiks, który w tym roku wysłaliśmy na konkurs MFK wymagał od nas kilku takich spotkań, bo po prostu jego struktura i cały pomysł wymagał czegoś więcej niż przesłanie pliku tekstowego i rysowania według spisanego skryptu.

Owszem zdarzyło mi się nie narysować chyba dwóch komiksów, które Bartek napisał. Jeden to był szorciak do jednego z numerów "Jeju", a drugi to pełnometrażowy projekt. Przy obu wymiękłem ze względu na moje ograniczone umiejętności, a nie chciałem marnować fajnych pomysłów kiepskim wykonaniem ich na siłę. Ale kto wie, być może wrócimy do nich kiedy poczuję, że jestem gotów, i mam patent na to, żeby się za nie zabrać.

A co odróżnia naszą współpracę od tej z innymi scenarzystami? Przede wszystkim to, że poza wspólnym robieniem komiksów jesteśmy również bardzo dobrymi kumplami. Z Piotrem i Danielem zrobiliśmy razem komiksy, ale nie mieliśmy okazji nawiązać takiej kumpelskiej relacji, która moim zdaniem jest bardzo istotnym elementem współpracy na linii scenarzysta-rysownik. Ale te rzeczy zrobione z chłopakami też były fajnym doświadczeniem. Cieszę się z tych wspólnych przedsięwzięć i bardzo je sobie cenię.
Album "Tainted" stanowi niejako podsumowanie Waszej współpracy. Jak Ty wspominasz te kilka, dobrych lat wspólnego robienia komiksów? Jaka przyszłość rysuje się przed spółką Sztybor-Nowacki?
Były to dla mnie ponad cztery lata realizowania w znakomitej atmosferze komiksowej zajawki, hektolitry wypitego piwa i długie godziny gadania o życiu, komiksach, hip hopie, filmach i wszystkim, co nam tylko przyszło do głowy. No i oczywiście masa zarysowanych plansz w różnych fajnych projektach. A przyszłość? Mam nadzieję, że będziemy się razem bawić tymi komiksami przez kilkadziesiąt najbliższych lat, powołując do życia całą plejadę bohaterów, którzy będą rozpoznawalni nie mniej niż Tytus czy Jeż Jerzy.

Na blogu "Ziniola" wspominałeś, że wydanie "Tainted" bardzo długo się przeciągało, a album miał szanse ukazać się w zeszłym roku. Dlaczego się nie ukazał? Co było powodem tego opóźnienia?
Powodów było kilka. Sam materiał w postaci komiksów był już gotowy ponad rok temu. Ale chcieliśmy dopracować jeszcze samą formę wydania, tak żeby była jak najbardziej atrakcyjna dla czytelnika. Zarówno wydawca, jak i my chcieliśmy, żeby album edytorsko był dopięty na tip top. Oznacza to, że trzeba było opracować takie elementy jak okładka, strona tytułowa, wyklejka i kilka innych elementów graficznych. W międzyczasie wystartowaliśmy z "Kartonem", a wydawca też realizował projekty, które już miał wcześniej zaplanowane. Cieszę się, że udało się to doprowadzić do szczęśliwego finału.

Twoje i Bartka prace na potrzeby zbiorczego wydania zostały pokolorowane. Jak podoba Ci się efekt? Czy miałeś jakiś wpływ na dobór kolorystów?
Oczywiście, że miałem wpływ! Jako odpowiedzialny za stronę graficzną naszych komiksów to ja ich wyszukiwałem, a później namawiałem do współpracy. Jestem niezmiernie zadowolony z tego jak wyglądają te nowelki po położeniu koloru. Barwy tchnęły w te historie życie i dodały im nową jakość. Każda z tych osób prezentuje swój własny, niepowtarzalny styl. Kolorowanie to niezwykle trudna sztuka. Trzeba mieć smak, opracowane różne patenty i oczywiście umiejętności poruszania się w różnych programach graficznych. Ja w tej dziedzinie nie czuję się najlepiej, dlatego wolę prosić o wsparcie ludzi, którzy osiągają fajne efekty. I tak było w przypadku "Tainted".

Spotkałem się z twierdzeniem, że "Tainted" to tylko odgrzewane kotlety. Jakbyś zareklamował swój komiks komuś, kto posiada większość zawartych w nim komiksów rozsianych po przeróżnych magazynach, obecnych w sieci czy katalogu eMeFKi?
Jeśli ktoś zjadł wcześniej ze smakiem kotleta, którego usmażyliśmy, to zapewniam, że po odgrzaniu będzie on smakował dużo lepiej. Bo został właściwie przyrządzony na nowo, ze złocistą panierką, podany na porcelanowym, ślicznie zdobionym talerzu. A do tego dokładamy świeżutkie ziemniaczki, surówkę, lody na deser i lampkę wina. Poza tym mamy nadzieję, zaserwować tego kotleta również osobom, które nie znały dotychczas naszej kuchni, bo nasz kotlet był podawany wcześniej wyłącznie w malutkich knajpkach gdzieś na obrzeżach miasta.

Brzmi smakowicie! Zostawiając już "Tainted", chciałbym porozmawiać o "Kartonie". Skąd wziął się pomysł na magazyn kultury cartoonowej, redagowany przez triumwirat Nowacki-Sztybor-Pastuszka?
Poruszając się po Warszawie komunikacją miejską mam sporo czasu na to, żeby słuchając sobie muzyczki rozmyślać o różnych sprawach. I tak pewnego razu przebiegła przez moją głowę taka myśl, że jest w Polsce sporo rysowników, którzy sprawnie poruszają się w stylistyce cartoonowej, których fajnie byłoby zebrać razem. Wtedy myślałem o czymś takim, jak mające się wkrótce ukazać "Sceny z życia murarza", a więc jakaś jedna spójna historia napisana przez jednego scenarzystę, której fragmenty rysują różni polscy cartoonowcy. Opowiedziałem o tym pomyśle Asu na warsztatach komiksowych w Muzeum Powstania Warszawskiego i jemu się ten pomysł spodobał, ale nie, jako antologia, tylko cyklicznie ukazujący się magazyn z różnymi historiami. I tak jakoś naturalnie wciągnęliśmy w całe zamieszanie Sztybora i zaczęliśmy dopracowywać pomysły na piwkowych spotkaniach, aż otrzymaliśmy efekt finalny.

W tym miejscu muszę napisać, że tytuł redaktora naczelnego przypadł mi przypadkiem, ale tak naprawdę "Karton" ogarnia w ogromnej części Asu. Wiesz, to jest taka opcja, jak Marcinkiewicz był premierem. Wiadomo, kto tak naprawdę kierował wtedy rządem. Oczywiście staramy się z Bartkiem, dawać od siebie jak najwięcej i wspierać Tomka w różnych działaniach. Ale bez Asu, który jest człowiekiem orkiestrą, fighterem, super organizatorem, menedżerem i co tam sobie jeszcze wymyślisz, ten wózek by nie pojechał. Czasem mam wrażenie, że koleś nie jest człowiekiem, tylko jakimś przybyszem z Matplanety albo cyborgiem stworzonym w laboratorium rządowym w tajnym projekcie o kryptonimie "KOMIKS". Muszę kiedyś podstępnie sprawdzić czy on odczuwa ból, wykorzystując patent z filmu "Żandarm i kosmici".
Jaka przyszłość rysuje się przed Waszym "dzieckiem"? Widzisz "Karton", jako wysokonakładowy magazyn za kilka złotych (niekoniecznie pięć) dostępny co dwa miesiące w każdym saloniku prasowym, docierający do szerszego, niż konwentowy fandom, odbiorcy?
Bardzo bym chciał, żebyśmy wypracowali taki system docierania do ludzi i przywiązali ich do bohaterów występujących na łamach "Kartonu", żeby można było zwiększać nakład magazynu, częstotliwość jego ukazywania się i objętość. I mimo całej beznadziejnej sytuacji komiksu w naszym kraju, po każdym spotkaniu z chłopakami i każdym nowym pomyśle Asu wierzę, że naprawdę można zdziałać sporo z tym naszym dzieckiem. Oby tylko starczyło nam sił, determinacji i wsparcia od różnych ludzi dobrej woli, jak choćby Karol i Mateusz z Pastelgames czy ekipa Kolorowych Zeszytów.

Myślę, że już teraz "Karton" dociera do szerszego grona odbiorców niż wspomniana przez Ciebie fandomowa ekipa. Spora część nakładu sprzedaje się bezpośrednio z naszej strony, a ostatnio nawiązaliśmy współpracę z otwierającym się właśnie klubem na warszawskiej Pradze. Będzie tam można nabyć Karton, a przestrzeń przed lokalem będzie ozdobiona postaciami z kartonowych komiksów (w tym miejscu pozdrówki dla Wondera, który skontaktował nas z właścicielem lokalu).

Mierzyłeś się już z paskiem, jednostronicówką, krótkim metrażem, średnim metrażem. Chciałbyś spróbować narysować coś dłuższego?
Kurczę, pewnie, że bym chciał i pewne jest, że kiedyś wyjdzie pełnometrażówka spod mojego ołówka. Nie ma to tamto! Mam na to straszną ochotę od dłuższego czasu. Nawet zagaduję o to Bartka, podsuwam mu pomysły i takie tam. Ostatnio spotkaliśmy się w składzie kartonowej redakcji i od słowa do słowa pojawił się zalążek świetnego pomysłu na album. Ale zdradzę też, że być może powstanie coś dłuższego z moimi rysunkami w kooperacji z innym scenarzystą. Bądźcie czujni.

Narysowałeś kilka komiksów będących wspomnieniem dzieciństwa i według mnie należą do Twoich najlepszych osiągnięć. Czy można spodziewać się więcej prac w takim stylu?
Zdecydowanie tak. To jest sprawa, która chodzi za mną od dawna. Początkowo chciałem robić te komiksy sam, ale po zrobieniu pierwszego stwierdziłem, że nie do końca radzę sobie ze sprawnym poprowadzeniem historii. No i poprosiłem o fachowe wsparcie niezawodnego Sztybora. Drugi epizod powstał już w kooperacji. Teraz mam już na tapecie trzeci, którego pierwszą planszę kilka dni temu narysowałem. A praca nad tym komiksem wygląda tak, że ja opisuję Bartkowi jakieś moje wspomnienie z dzieciństwa, a on przekuwa to na skrypt, nadając historyjce właściwy rytm i profesjonalny szlif. Bardzo bym chciał natrzaskać tego jak najwięcej, bo praca nad tymi komiksami sprawia mi wyjątkową frajdę. Jestem strasznie sentymentalnym typem, bardzo przywiązanym do korzeni i do dziecięcych lat często sobie myślami chętnie wracam. Dodatkowo do tworzenia tych komiksów namawiają mnie moi przyjaciele "z podwórka". Z kilkoma z nich łączy mnie naprawdę szczera przyjaźń, niemal od kołyski. Mimo, że nasze życiowe drogi totalnie się rozjechały, staramy się utrzymywać kontakt i spotykać, co jakiś czas.

Jakie są Twoje plany na przyszłość? Nad czym obecnie pracujesz? Jest szansa na trzeciego "Kwazia", kontynuację lub powrót do "Mutującej Teczki"?
Planów i pomysłów to jest cała masa. Jednak odkąd zostałem szczęśliwym tatusiem doba jeszcze bardziej się skurczyła i na realizację wszystkiego zwyczajnie nie starcza czasu. Pewniaki to "Karton" i tworzenie kolejnych odcinków "Byle do piątku trzynastego" (historia nabiera tempa i fajnie się rozkręca), "Kapitana Minety", który właśnie znalazł stały przyczółek na łamach magazynu "Kolektyw" i komiksów wspominkowych, które będą się ukazywać w "Ziniolu".

Dodatkowo robimy z Asu komiks dla dzieciaków do magazynu skupionego na tematyce ekologicznej. Powstały już dwa odcinki, ale nie wiem nawet czy ten magazyn jest już na rynku czy jeszcze nie. Być może w najbliższym czasie zaczną się jakieś pierwsze przymiarki do pełnego metrażu. Do Kwazia chętnie bym jeszcze kiedyś wrócił, bo to jest bohater, którego sam wymyśliłem i fajnie byłoby go umieścić w jakiejś nowej, ciekawej historii. "Mutująca teczka" to dla mnie raczej zamknięty temat. Szkoda, że Irkowi Mazurkowi nie udało się pociągnąć tej serii dalej z innym rysownikiem, bo ciekaw jestem, co spotkałoby jeszcze Sępa Foldera i Kretkę z Dali.

Na pewno będę cały czas rysował, bo kocham to robić i nie specjalnie się nawet zastanawiam czy jest zapaść na rynku, czy ktoś czeka na komiksy z moimi rysunkami, czy też uważa je za kicz i tandetę. Dopóki nie wysiądzie kręgosłup i będzie starczało kasy na ołówki i cienkopisy, komiksiki made by Jaszczu będą powstawały.

wtorek, 7 września 2010

#553 - Konkurs Kolorowych Zeszytów i Dolnej Półki

Premiera siódmego numeru magazynu "Kolektyw" już na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu, który odbędzie się w dniach 1-3 października 2010. Jest szansa, że niektórzy szczęśliwcy zapoznają się z najnowszą odsłoną tego pisma podczas przedpremierowego spotkania, które być może odbędzie się tradycyjnie w jednej ze smutnych warszawskich kawiarni, gdzie gremialnie knuje się i pluje. Ale największy szczęśliwiec przeczyta nowy "Kolektyw" już w tym tygodniu. I to świeżutkie papierowe wydanie, prosto z drukarni. I to za darmo!
Jak to możliwe? Otóż Dolna Półka, wydawnictwo odpowiedzialne za magazyn "Kolektyw", oraz Kolorowe Zeszyty, które objęły patronatem medialnym nadchodzący numer tego periodyku, organizują konkurs, gdzie nagrodą jest właśnie ww. przedpremierowy egzemplarz. Aby zdobyć go na własność, wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie:

Proszę wymienić autorów okładek do wszystkich dotychczasowych siedmiu numerów "Kolektyw", trzeba konkretnie wskazać, który twórca odpowiadał za który numer

Za podpowiedź niech posłuży notka z bloga Bartka Biedrzyckiego, myślę że wytrawni uczestnicy piątkowych Batmanów bez pudła odgadną twórców po stylu.

Odpowiedzi prosimy wysyłać mailem na redakcyjny adres - kolorowezeszyty@gmail.com - wygrywa osoba, która jako pierwsza poda prawidłową i kompletną odpowiedź. Nagrodę można odebrać z rąk własnych godai'ego bądź też otrzymać pocztą - wszystko po 9 września.

Pamiętajcie, że nie wystarczy wymienić tylko projektantów okładek jak leci, trzeba też ich odpowiednio dopasować do kolejnych numerów.

Zatem - powodzenia!

EDIT: No i mamy zwycięzcę. Jako pierwszy prawidłową odpowiedź nadesłał Marcin Łuczak, znany również jako iron. Serdecznie gratulujemy, zaś poniżej prezentujemy zestawienie okładek do kolejnych numerów:

#1 - Konrad Okoński
#2 - Łukasz Okólski i Konrad Okoński
#3 - Tomasz Zych
#4 - Unka Odya
#5 - Artur Sadłos
#6 - Tomasz Grządziela
#7 - Igor Wolski

poniedziałek, 6 września 2010

#552 - Patronujemy!

Wspieramy polskich komiksiarzy! Kolorowe Zeszyty objęły swoim patronatem sześć zbliżających się premier komiksowych. W najbliższym czasie należy spodziewać się obszernych zapowiedzi, ekskluzywnych materiałów, wywiadów z twórcami, a także przedpremierowych recenzji. Bomba pójdzie w górę już jutro, a na razie przedstawiamy całą szóstkę.

"Laleczki" w dorobku Macieja Pałki zapowiadają się na komiks wyjątkowy. Lubelski komiksiarz kojarzony głównie z brudną estetyką undergroundu, znany ciężkich "Wacianych Kafflików Żyttu", obyczajowych "10 Bolesnych Operacji" (do scenariusza Dominika Szcześniaka), zinowej epopei "Najwydestyluchniejszy" (ze skryptem Bartosza Sztybora) czy nieco lżejszych "Strange Places" (napisanych przez Jerzego Szyłaka). I właśnie w takich, bardziej głównonurtowych klimatach będą utrzymane "Laleczki". Spodziewajcie się pulpy - bezsensownej przemocy, mutantów-zombie, kanibali, sodomizacji i taniego sztafażu postapokaliptycznego sci-fi. Główna historia zostanie zremasterowana przez Bartka Sztybora, a do albumu trafią również szorty: "Ostatnia wyspa" (scenariusz: Daniel Gizicki) i "Ze skrajności w skrajność" (scenariusz: Irek Mazurek). Ze względu na swoją mainstreamowość "Laleczki" nie ukażą się nakładem Timofa i cichych wspólników oficyny, w której Pałka wydawał swoje poprzednie prace. Album zostanie opublikowany przez Wydawnictwo Roberta Zaręby pod szyldem "Strefa Komiksu". Więcej? Sprawdźcie ten adres.

Jeszcze we wrześniu swoją premierę będzie miał album "Tainted", zbierający w jednym woluminie wszystkie wspólne prace Bartosza Sztybora i Piotra Nowackiego. Rozproszone po antologiach, magazynach, zinach i emefkowych katalogach komiksy jednego z najaktywniejszych tandemów twórczych ukażą się w odświeżonych wersjach. Nowe kolory zostaną położone przez rodzimą czołówkę w te branży – Radosława Czyża, Ewę Juszczuk, Tomasza Pastuszkę, Sebastiana Skrobola i Tomasza Zycha. Jak powiedział popularny Jaszczu na łamach "Ziniola" – "Ten album jest ładnym podsumowaniem naszej kilkuletniej współpracy, pewnego jej etapu. W pewnym momencie obejrzeliśmy się za siebie i zobaczyliśmy, że udało nam się wspólnie stworzyć kilka dobrych szortów, które łączyły dwie rzeczy - wszystkie były komiksami niemymi oraz opowiadały o miłości." Oprócz reprintów w "Tainted" znalazło się również miejsce na całkowicie premierową historię, a także kilka rysunkowych niespodzianek.

O "Blerze" komiksowy światek zdążył już zapomnieć, ale w końcu, po licznych perturbacjach album autorstwa Rafała Szłapy ma szansę ujrzeć światło dziennie. "Lepsza wersja życia", pierwsze część planowanej trylogii, dosłownie na dniach trafi (o ile już się tam nie znalazła) do drukarni. Premiera komiksu została zaplanowana na 21. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Dwie kolejne części mają się ukazać odpowiednio w czerwcu 2011 ("Zapomnij o przeszłości") i w październiku 2012 ("Ostatni wyczyn"). Komiks, będący połączeniem estetyki superhero z nutami obyczaju i horroru, zapowiada się na nie lada gratkę dla miłośników rasowego mainstreamu. Pierwszy tom przedstawi narodziny Blera, superbohatera potrafiącego spowalniać czas. Skąd wzięły się jego niezwykłe umiejętności? Dlaczego jego twarz jest owinięta bandażami i co stało się, kiedy wracał do domu? Na odpowiedzi na te pytania trzeba będzie jeszcze poczekać, ale już teraz można odwiedzać stronę projektu pod adresem bler.szlapa.com.

Również na łódzkiej międzynarodówce swoją premierę będzie miał ponad stustronnicowy album "Sprane dżinsy i sztama". Komiks będzie obyczajową opowieścią o paczce kumpli wychowanych na jednym z warszawskich ulicach. Tłem ich przyjaźni będę lata osiemdziesiąte zeszłego wieku, trudne czasy PRL`owej szarzyzny i solidarnościowego zrywu, który miał dać wolność Polsce. Autorami "Dżinsów" będzie międzypokoleniowa spółdzielnia syn-ojciec. Jarosław Płóciennik przygotował scenariusz, a Paweł Płóciennik odział jego opowieść w komiksową formę. Popularny "Szaweł" chciał pokazać jak zmieniały uliczne tradycje przez te dwadzieścia lat, kiedy on dorastał na osiedlu Za Żelazną Bramą. Oprócz tego, jak mówi "Ziniolowi" wierzy, że każdy człowiek ma do opowiedzenia pasjonującą historię. Zależało mu na utrwalenia historii swojego ojca, bo jak mówi – "ludzie czasem odchodzą w niespodziewanym momencie. Ludzie, którzy niosą ze sobą treść całego swojego życia. Zdałem sobie sprawę, że niezwykle ważne jest kultywowanie rodzinnych przekazów, opowieści." Zapraszamy na blog poświęcony projektowy pod adresem sprane.blogspot.com.

Pierwszy numer "Kolektywu" ukazał się w 2007 roku, z okazji Warszawskich Spotkań Komiksowych. Magazyn, który był niejako organem polskie sceny web-komikswej, zrobił na mnie wtedy fatalne wrażenie. Ale dziś, periodyk redagowany przez tercet Bartek Biedrzycki-Jan Mazur-Robert Sienicki, zaliczył niesamowity progres i obok "Kartonu" jest najlepszym komiksowym magazynem na rynku. A dokładniej antologią tematyczną. Siódmy numer "Kolektywu" będzie miał swoją premierę na łódzkim Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier. Oprócz kontynuacji "Recours" (Sienickiego i Łukasza Okólskiego), "Miski owoców" (Jakuba Dębskiego i Igora Wolskiego, który jest również autorem efektownej okładki), "Kapitana Minety" (Bartosza Sztybora i Piotra Nowackiego), "Drużyna A.K." (Sienickiego, Mazura, Wolskiego) i "Najwydestyluchniejszego" (Sztybora i Macieja Pałki) w albumie swoje prace zaprezentują między innymi Tomasz Pastuszka ("Karton", "Jeju"), Maciej Łazowski ("Boska Tragedia") czy Konrad Okoński. Pełen spis treści można znaleźć na stronie wydawnictwa Dolna Półka.
Magazyn "Karton" wspieramy nie od dziś. Od pierwszych zapowiedzi, które pojawiły się na Bałtyckim Festiwalu Komiksu w 2009 roku kibicujemy przedsięwzięciu dowodzonemu przez trzech ojców-redaktorów: Tomka Pastuszkę, Piotrka Nowackiego i Bartka Sztybora. "Karton" pięknie przyjął się na naszym rynku, stając się przy tym najlepszym zinem. Do tego dostępnym za przysłowiowego piątaka. Premiera najnowszego numeru będzie miała miejsce rzecz jasna na łódzkiej Międzynarodówce. Notka jest krótka, bo na razie treść "piątki" owiana jest nimbem tajemnicy. I rozwiejemy go, jak tylko będzie to możliwe!

niedziela, 5 września 2010

#551 - Trans-Atlantyk 103

Marvel zdradził, jakie komiksy wyda wkrótce w Omnibusach, ulubionym formacie komiksowych kolekcjonerów. Na pierwszy ogień pójdzie legendarny run Walta Simonsona w "Thorze". W sumie integral będzie zawierał 48 zeszytów ("Mighty Thor"337-355, #357-369, #371-382; "Balder the Brave" #1-4), co daje zawrotną liczbę 1192 stron. Cena w dolarach nie została jeszcze podana, wiadomo natomiast, że w Wielkiej Brytanii to tomiszcze będzie kosztować 100 funtów, bez pięciu pensów. Na luty zaplanowano o ponad połowę chudszego Omnibusa (liczącego "zaledwie" 568 stron) ze Steve'm Rogersem w roli głównej. "The Captain America By Jack Kirby" ma kosztować 75 dolarów i zbierać numery #193-214 serii regularnej, dwa Annuale (#3-4) oraz "Captain America's Bicentennial Battles". Natomiast w "Captain America Lives!" znalazło się miejsce dla numerów #43-50 oraz #600-601 po zmianie numeracji, mini-serii "Reborn" i cyfrowy prolog. Razem to 456 stron w cenie 65 dolców. Thor będzie również bohaterem innego Omnibusa, zatytułowanego po prostu "The Mighty Thor", w którym poznamy pierwsze przygody nordyckiego boga piorunów. W wydaniu znajdą się numery #83-120 "Journey Into Mystery" oraz jeden Annual. Tego Omnibusa przy okazji filmowego "Thora" będzie można kupić za 100$. O zawartości drugiego zbioru klasycznych "X-Men" nic jeszcze nie wiadomo, oprócz tego, że będzie sobie liczył 912 stron i kosztował sto dolarów. Oprócz tego zostaną wydane dwa dość dużych gabarytów crossovery –"The Atlantis Attacks" (544 strony, 75$) oraz "X-Men: The Fall of Mutants" (824 strony, 100$). Oj, będzie w czym wybierać! (KO)

Dwa tygodnie temu pisałem o nadchodzącej śmierci Matta Murdocka (#7) na łamach ostatniego numeru "Shadowland" i tym samym zamknięciu jego własnej, regularnej serii, a dzisiaj, żeby było weselej, napiszę o jego powrocie. Na styczeń zaplanowano start mini-serii "Daredevil: Reborn", na którą składać się będą cztery numery za które będzie odpowiedzialny obecny scenarzysta DD, Andy Diggle oraz artysta Davide Gianfelice. Okładkami zaś zajmie się Jock. Trochę dziwne to zagranie (szczególnie, że na tę chwilę Matta jest jeszcze cały i zdrowy), ale już nie takie rzeczy działy się w Marvelu. Po co więc było całe to gadanie, że czytelnik musi odpocząć od postaci i zapragnąć jej na nowo? Eh, mejnstrim szmejstrim... (ŁM)

DC Comics zdradziło, że po powrocie Bruce'a Wayne'a do pracy strażnika Gotham na pełen etat, jego zastępca i były pomocnik, Dick Grayson nie zrezygnuje z peleryny Człowieka-Nietoperza. Słowem, będzie dwóch Batmanów. Widać Dick został na tyle ciepło przyjęty przez publikę, że redaktorzy postanowili nie degradować go do roli Nightwinga. Jako obrońca Gotham będzie występował wraz z Damianem Wayne'm, czwartym Robinem, na łamach "Detective Comics", "Batman" oraz "Batman i Robin". Bruce natomiast zagra pierwsze skrzypce w seriach "Batman Inc." oraz "Batman: The Dark Knight". Zasięg jego obowiązków nie będzie ograniczony tylko do rodzinnego miasta i Stanów. Grant Morrison obiecuje, że Mroczny Rycerz będzie działał bardziej globalnie. Żeby odróżnić jednego Batka, od drugiego, Bruce będzie nosił klasyczny symbol nietoperza na żółtej tarczy, a Dick czarny na szarym tle. Eksperyment z dwójką Kapitanów Ameryka wyszedł Marvelowi średnio, zobaczymy jak sprawdzi się dwóch Batmanów. (KO)

Seria "Teen Titans" pisana w latach osiemdziesiątych przez Marva Wolfmana i Georgea Pereza za Oceanem zaliczana jest do kanonu komiksu superbohaterskiego. Nastoletni Tytani jakoś nigdy nie mieli szczęścia zawitać do Polski. Premiera pełnometrażowego albumu "Teen Titans: Games", nawiązującego do najlepszych czasów tej drużyny, zapowiadana jest już niemal od 25 lat i zaliczyła właśnie kolejną obsuwę. Rysownik George Perez z powodu problemów zdrowotnych i pracy nad mini-serią "Legacies" nie ma czasu na dorysowania brakujących 25 stron komiksu. "Games" miało się ukazać jeszcze w tym roku, w listopadzie, ale niestety nie uda się dotrzymać tego terminu i publikację przełożono na początek stycznia 2011. I może właśnie wtedy wraz z grupą młodocianych herosów i side-kicków fani będą mogli przenieść się w komiksowe lata osiemdziesiąte, w których będzie rozgrywała się akcja utworu. (KO)

Pod koniec roku do universum Marvela powróci jeden z założycieli Avengers, Giant-Man. Co prawda Hank Pym cały czas obecny jest w świecie Domu Pomysłów, ale po śmierci (a raczej zniknięciu gdzieś hen w kosmosie) jego ukochanej ("Secret Invasion" #7), postanowił zrzucić swój kostium i przyjąć - ku czci miłości swego życia - pseudonim Wasp. Christos Gage, scenarzysta serii "Avengers Academy", uważa, że nastał już czas, żeby Pym powrócił do swojego starego kostiumu, z którym kojarzy go zdecydowana większość czytelników. Ponadto, powrót do pierwszej wersji przebrania idealnie wpisuje się w zamysł trwającego Heroic Age. Przemiana z Wasp w Giant-Mana nastąpi wraz z numerem siódmym wspomnianej wyżej serii, w którym zobaczyć będzie można również walkę pomiędzy Pymem a Absorbing Manem. (ŁM)

Podczas zeszłotygodniowego Baltimore Comic Con ukazał się drugi numer komiksu "THB: Comics From Mars" (AdHouse Books) za który odpowiada Paul Pope. Albumik artysty, na którego debiut w Polsce czeka chyba całkiem pokaźne grono czytelników, nie był wcześniej zapowiadany, więc jego nagłe pojawienie się na konwencie było całkiem miłą niespodzianką. Jak przekazał w wywiadzie dla CBR Pope, była to dla niego dobra odskocznia od wielomiesięcznej pracy nad komiksem "Battling Boy", jak również możliwość zaprezentowania nowych prac jego czytelnikom. Na 32 stronicowy zeszyt w czerni i bieli, składa się sześć krótkich historii poszerzających wiedzę o uniwersum THB. Koszt tego komiksu to pięć dolarów bez pięciu centów. Na stronie wydawnictwa do wglądu pdf z przykładowymi planszami. Warto! (ŁM)

Francuskie wydawnictwo L'Association w tym roku obchodzi dwudziestolecie swojego istnienia. Awangardowa oficyna założona przez grupę twórców, którzy chcieli realizować swoje autorskie projekty, miała ogromny wpływ na francuski jak i światowy komiks. Z grupy ojców założycieli (Lewisa Trondheima, Davida B., Patrice Killoffera, Stanislasa, Moked'ta i Jean-Christophe'a Menu) ostali się jedyni dwaj ostatni. O kulisach rozpadu L'Association i konflikcie z Menu komiksową opowieść zamierza przygotować Trondheim, wspomagany przez między innymi Joanna Sfara, Davida B., Killoffera czy Anne Baraou. Premiera komiksu zapowiedziana jest na styczeń 2011 roku. Zapowiada się obiecująco. (KO)

Obowiązkowy news filmowy - Warner Bros. nabywające prawa do ekranowej adaptacji "Sandmana" może stanowić zapowiedź rychłej wizyty Morfeusza na małym ekranie. Od kilku dobrych lat trwają podejścia do przeniesienia znakomitej serii Neila Gaimana na filmową taśmę. Obecnie na tapecie są plotki o mini-serialu reżyserowanym przez Erica Kripkego, najlepiej znanego z "Superntural". Natomiast sam Gaiman chętniej zobaczyłby jakąś adaptację spin-off ze Śmiercią, niż komiks, dzięki któremu uchodzi za amerykańskiego klasyka komiksu. (KO)

"Geek Honey of the Week"
(o X-23 w którą wcieliła się niejaka Riddle/Hime dał nam znać Paweł Deptuch - wielkie dzięki!)

sobota, 4 września 2010

#550 - Komix-Express 53

Już jutro warszawska Stare Praga, za sprawą festiwalu KulMixTura, co najmniej na kilka godzin stanie się najbardziej kulturalnym miejscem na mapie Stolicy Polski. A skoro o kulturze mowa, to nie może tam zabraknąć również komiksu! Coyot Presents wraz z Sensem Nonsensu zapraszają na ulicę Ząbkowską, gdzie mieć będzie miejsce wystawa prac znanych twórców komiksowych - m.in. Daniela Grzeszkiewicza, Tomasza Niewiadomskiego czy Sławomira Kiełbusa. Co ciekawe, grafiki wszystkich artystów będą również do kupienia! Oprócz tego odbędą się również warsztaty komiksowe dla najmłodszych, panele dyskusyjne, konkursy rysunkowe oraz wspólne rysowanie komiksu. Dodatkowo znani rysownicy zmierzą się w coraz popularniejszych bitwach komiksowych! Impreza potrwa od 10:00 do 18:00. Szczegółowy plan kulturalnej niedzieli do wglądu na stronie KulMixTury. Zapraszamy! (ŁM)

Zeszytówki wracają do kiosków! Tak przynajmniej utrzymuje nowo powstałe wydawnictwo Czarna Materia, które o swoim istnieniu poinformowało kilka dni temu na forum Gildii. Na początek CM wydawać będzie jedną serię o nazwie "Czarna Materia Prezentuje", której trzy pierwsze odsłony nosić będą nazwę "Konstrukt". W kioskach i salonikach prasowych ma się ona pojawić prawdopodobnie w drugiej połowie października i wychodzić co miesiąc (!) oprócz sezonu wakacyjnego, co w roku da równe 10 numerów. Na stronie projektu można przeczytać o różnych atrakcjach, które towarzyszyć będą nowej serii (limitowane warianty okładek, tazosy), jak również zobaczyć przykładową planszę i okładkę pierwszego numeru. No właśnie, okładka - czy będzie ona w stanie zachęcić do zakupu przypadkowe osoby? Śmiem wątpić. Chociaż jest to jedna z grafik limitowanych, więc może to co trafi na kioskowe półki będzie znacznie bardziej przyjazne dla oka? W każdym razie kibicuję przedsięwzięciu z całego serca. Po więcej szczegółów na temat komiksu i samego wydawnictwa zapraszam na Ziniola, gdzie Dominik Szcześniak przeprowadził wywiad z Jakubem Kiyucem - głównodowodzącym całym wydarzeniem! (ŁM)

W zapowiedziach Hanami pojawił się nowy komiks Jiro Taniguchiego. Mowa o "Podniebnym Orle", który wzbudził bardzo entuzjastyczną reakcję publiczności na Komiksowej Warszawie. Bo co może być lepszego od przygód dwójki samurajów na Dzikim Zachodzie, którzy zaplątują się w konflikt pomiędzy białymi, a Indianami? Colty, skalpy, samurajskie miecze, Szalony Koń i piękne, amerykańskie krajobrazy kreślone przez Taniguchiego - zapowiada się świetnie! Komiks będzie liczył 288 stron i kosztował 35 złotych. Jego premiera przewidziana jest na październik, więc zapewne ukaże się na łódzkim festiwalu komiksu. W 2010 roku komiks był nominowany do "Japan Expo Awards" w kategorii seinen (dla dorosłych). (KO)

W zeszłym tygodniu, za sprawą Galapagos, do sprzedaży trafiły 3 zestawy DVD z animowanymi przygodami "Fistaszków", kultowych bohaterów Charlesa Schulza. Każdy z tych zestawów zawiera po dwie płyty DVD na których znajduje się sześć zremasterowanych odcinków perypetii Charliego Browna i spółki z lat 60-tych i 70-tych. Scenariusze Schulza zostały przeniesione na ekrany telewizorów za sprawą Billa Melendeza, który na swoim koncie ma również wiele innych filmów z uniwersum Snoopy'ego i reszty ferajny. Dwa z nich zostały już wcześniej wydane (również za sprawą Galapagos) - "To twój psiak, Charlie Brown" oraz "Jesteś dobrym chłopcem, Charlie Brown". Wszystkie te filmy dostępne są za około 35-40 zł, więc cena to jak najbardziej przystępna. Swoją drogą ciekawe kiedy do sklepów zawita kolejny tom "Fistaszków" z Naszej Księgarni? (ŁM)

Tadeusz Baranowski skończył prace nad albumem wieńczącym przygody Bąbelka i Kudłaczka. Dzięki pomocy krakowskiego wydawnictwa Ongrys komiks, który został zatytułowany "Na wypadek wszelki WODA, SODA i BĄBELKI", ruszył do drukarni w piątek. Po jego wydrukowaniu, cały nakład wróci do Baranowskiego, który osobiście zajmie się jego dystrybucją. W pierwszej kolejności komiks dotrze do osób, które dokonały na niego przedpłaty. Bliższe szczegóły odnośnie jego zawartości, ceny i wydania nie są znane. Nie wiadomo czy komiks będzie dostępny w powszechnej sprzedaży, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. (KO)

Premiera najnowszego numeru "Wilq'a" zaplanowana została na na 10 wrzesnia 2010 roku. Album będzie nosił tytuł "Siedem dziur dla kominiarza" i w jego skład wejdą cztery, premierowe historie. Jak zapewniają autorzy, zarówno miłośnicy akcji, jak i koneserzy dobrego humoru czy fani wzruszających romansów znajdą coś dla siebie. Bohaterem tego ostatniego będzie sam Alc-Man! Oprócz tego Minkiewicze wśród atrakcji piętnastki wymieniają między innymi wojnę gangów, obraz satelitarny z Gruzji, hydraulika robiącego salto czy siejące zniszczenie potwory. Ma dostać się Warszawiakom i blogerom. Wszystko to za piętnaście złotych. Na Alei Komiksu można obejrzeć przykładowe plansze. (KO)

piątek, 3 września 2010

#549 - The Batmans Special Edition!: Track #1 - Bruce Wayne i jego pianino!

W tym miejscu zazwyczaj podajemy krótkie bio artysty, który wziął się za Muzycznego Batmana, ale co możemy napisać w momencie gdy sam Batman pojawił się na naszych łamach? Niezbyt wiele. Wszyscy wiedzą, że Batman to Bruce Wayne, któremu w dzieciństwie bandzior zabił rodziców, później zaadoptowały go nietoperze i tak dalej. Tak zwana wiedza potoczna (której jeśli nie posiadacie to warto się wybrać np. do DC Wikipedii i co nieco poczytać). Warto jednak wspomnieć o tym, że Bruce napisał nam przed chwilą jak bardzo podoba mu się w naszym komiksowym grajdołku (cytując: "I like!") i nie jest to ponoć jego ostatni występ w komiksowej, biało-czerwonej części internetu. Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że ze szczególną uwagą śledzi on poczynania kartonowej ekipy, więc może coś z tego będzie? A skoro już o "Kartonie" mowa - nowy numer już za kilka tygodni trafi w ręce czytelników (premiera na MFK w Łodzi) i cytując jeszcze ćwierknięcie redakcji magazynu: "Kraków, Warszawa i Wrocław mogą się już bać tego, co przygotował Karton na październik w tych miastach!". Z prawidłową odpowiedzią przybył Tomasz "Pstraghi" Pstrągowski i tym samym zdobył pierwsze punkty w naszej zabawie - i to od razu dwa! Tomku, ekipa Kolorowych i Bruce Wayne gratulują!

PODPOWIEDŹ! Do końca regulaminowego czasu zabawy zostało mniej niż 120 minut, a prawidłowej odpowiedzi nadal brak! Doceniamy wszelkie starania i wymyśle odpowiedzi, ale musimy wszystkich rozczarować - rozwiązaniem zagadki jest nazwa bardzo popularnego instrumentu (jak np. flet czy gitara, które były jednymi z propozycji w komentarzach). Mylący może być nieco fragment zdjęcia, bo zazwyczaj do grania na owym instrumencie potrzeba rąk dwóch, ale po puszczeniu w świat pełnej foty Batman zademonstruje, że można dać sobie radę i jedną. Czyli jest to...

Dzisiaj zapraszamy na małą odskocznię od naszych graficznych zgadywanek! Na naszą skrzynkę przyszedł mejl ze zdjęciami od prawdziwego Strażnika Gotham (!), któremu najwyraźniej na tyle spodobała się nasza zabawa, że sam postanowił w niej wziąć udział. Ponieważ nie orientuje się on za dobrze w nazwiskach rodzimych komiksiarzy, to w nieco inny sposób postanowił u nas "zaistnieć". Tym razem nie pytamy o to kto go stworzył, a na czym owy Batman gra! Aby nieco podkręcić tempo naszej zabawy dodam jeszcze, że tylko dzisiaj prawidłowa odpowiedź to nie plus jeden, a plus DWA punkty! Zapraszamy do zgadywania, niech Bruce Wayne zobaczy jak wielu ma fanów w naszym kraju! (ŁM)