poniedziałek, 8 lutego 2010

#368 - Strażników Dwóch?

W ostatnim tygodniu, jedną z najciekawszych informacji była wiadomość, o rzekomej kontynuacji losów legendarnych do szpiku kości "Strażników" Allana Moore'a i Dave'a Gibbonsa - zarówno tych komiksowych, jak i filmowych. News obiegł wiele zagranicznych serwisów filmowych oraz komiksowych, i w szybkim czasie dotarł również do polskiego zakątka www, pojawiając się między innymi na FilmWebie czy Komiksomanii. A kto dał początek tej (z pozoru) niewiarygodnej informacji?

Oczywiście, że Rich Johnston z komiksowo-plotkarskiego serwisu Bleeding Cool. W minioną środę, trzeciego lutego, twórca "Watchmensch" i "Civil Wardobe" (komiksowych parodii "Strażników" i "Wojny Domowej" Marvela) opublikował informację o Wielkiej Tajemnicy szefów DC, którzy za wszelką cenę, chcą wyciągnąć możliwie jak największą ilość pieniędzy z uniwersum "Watchmen". Czyli komiksu, który dzięki ubiegłorocznej ekranizacji dorobił się statusu najlepiej sprzedającej się historii spod szyldu DC. A czy może być na to lepszy sposób, niż ewentualny firmowy prequel/sequel, oraz komiksowe serie, mini-serie czy one-shoty? Przez długi czas pomysły tego typu torpedował Paul Levitz, który całą swoją komiksową karierę spędził w DC Comics, i który od roku 2002 był najważniejszą osobą w tym wydawnictwie. Levitz uważał, że każda próba wskrzeszenia "Strażników" będzie niezgodna z wolą twórców tego komiksu, i między innymi przez szacunek do nich, jak również widząc w tym dosyć ryzykowny krok, który mógłby zostać różnie odebrany przez nie tylko czytelników, ale i samą społeczność twórców komiksowych, wszelkie takie idee były od razu wyrzucane do kosza. Jednak w 2009 roku, po wcieleniu DC Comics do nowo powstałego DC Entertainment, Levitz stracił posadę prezesa DC i bardzo możliwe, że od tego właśnie momentu, redaktor naczelny wydawnictwa Dan DiDio potajemnie zaczął kombinować nad wprowadzeniem w życie planu kontynuacji "Strażników". Szczególnie, że we wstępnej umowie dotyczącej pierwszej ekranizacji, zawarta została klauzula o możliwości nakręcenia kolejnych filmów z tego uniwersum.

Johnston powołuje się na źródła, które naturalnie chciałyby pozostać anonimowe. Podobnie jak i rozmówcy innych dziennikarzy, którzy po artykule na Bleeding Cool na własną rękę postanowili doszukać się choćby ziarna prawdy w tych rewelacjach. Nikki Finke z Deadline Hollywood dotarła ponoć do osoby, która absolutnie zaprzeczyła, jakoby miał powstać sequel "Watchmen", jednak jeśli chodzi o komiksy: "(...) wszystko jest możliwe". Potwierdzałyby to słowa twórcy komiksowego Richarda Pace'a ("Starman", "Batman: The Doom that Came to Gotham"), który podpytał nieco swoich kumpli komiksiarzy i dowiedział się, że rzeczywiście coś jest na rzeczy i prace nad sequelem, oraz prequelami ruszyły jakiś czas temu. Jednak nie udało mu się wyciągnąć od nikogo jakichkolwiek szczegółów. Nie podał on też żadnych nazwisk osób, które rzekomo mogły by być zaangażowane w ten sekretny projekt.

Wracając do tekstu, który rozpoczął cały temat - Johnston pisząc o możliwej komiksowej kontynuacji przygód Silk Spectre i spółki wspomniał, o grafice, która znalazła się w jednym z numerów komiksowego magazynu "Wizard" i na której znajduje się m.in. Rorschach walczący z samym Mrocznym Rycerzem Franka Millera. Jego zdaniem miał to być znak, że rzeczywiście coś jest na rzeczy. W tym wypadku śmiało można powiedzieć, że nie miał racji - przedstawiony obrazek, na którym oprócz wspomnianego duetu znaleźli się inni superbohaterowie DC z różnych rzeczywistości, nie dość, że nie znalazł się w żadnym komiksie, ale również nigdy nie miał się znaleźć. Rzeczona grafika autorstwa Arthura Adamsa stworzona została w 2007 roku na potrzeby artykułu, traktującego o nadchodzącej mini-serii "Countdown: Arena" w której pojedynki różnych wersji bohaterów z Multiversum DC, zostały zaaranżowane przez niejakiego Monarcha. Jednak Rorschach, ani żadna inna postać z serii Moore'a i Gibbonsa się w niej nie pojawiła. Jak podkreśla Sean T. Collins z bloga Robot6, który pracował w tamtym czasie w redakcji magazynu, grafika ta nie miała żadnego związku z treścią mini-serii, a jej ostateczny kształt nie był nawet uzgadniany z włodarzami DC Comics i był tylko fantazją Adamsa i twórcy artykułu - Matta Powella. Jednak umieszczenie na niej Rorschacha sprawiło, że już wtedy czytelnicy zaczęli spekulować na temat powstających możliwych spin-off'ów głównej maxi-serii z 1986 roku, jak również uznali świat znany z "Watchmen" jako jeden z 52 alternatywnych uniwersów DC. Co nie było jednak prawdą, jednak umieszczona na stronie magazynu adnotacja na ten temat, nie jest już dostępna.

Czy cokolwiek wynika z powyższych plotek, anonimowych przecieków i domysłów? Szczerze powiedziawszy niezbyt wiele. Wydaje się, że coś może być na rzeczy, ale za wcześnie na jakiekolwiek obwieszczanie światu, że "Watchmen 2", "Watchmen: The Year One" czy "Rorschach Strikes Back" kiedykolwiek powstaną. Biorąc jednak pod uwagę odwieczną wojnę między DC Comics i Marvelem na jak najlepsze, jak najciekawsze i wzbudzające jak największy nerdgasm wśród czytelników projekty, wydawnictwo Dana DiDio musi się starać, aby Quesada i spółka nie uciekli im jeszcze bardziej (biorąc pod uwagę chociażby comiesięczne listy sprzedaży). Marvel w tym roku robi dużo hałasu przy okazji nowych/starych "Avengers", a w zanadrzu ma jeszcze chociażby "Nemesis" Millara i McNivena, zrestartowany niedawno świat Ultimate (All Starowe DC od jakiegoś czasu praktycznie nie istnieje) oraz kilka innych ciekawie zapowiadających się projektów takich scenarzystów jak Bendis czy Millar. DiDio i spółka mają natomiast to szczęście, że w ich szeregach są tacy scenarzyści jak Johns czy Morrison, których serie zawsze okupują najwyższe miejsca list sprzedaży. Można więc uznać, że pod względem komiksowym oba te wydawnictwa dysponują mniej więcej takim samym orężem. Jeśli zaś chodzi o kwestie filmowe, to ekranizacje komiksów Marvela pozostawiają w tyle konkurencję - planowany na ten rok "Iron Man 2", czyli kolejna część filmowego uniwersum Marvela, czy "Kick Ass" są skazani na sukces. Niestety DC Entertainment może się co najwyżej pochwalić animowanymi wersjami przygód swoich największych bohaterów, kierowanymi prosto na DVD, czy też ekranizacją "Jonaha Hexa" i "Losers".

Czy jest więc jakiś inny projekt komiksowy niż "Strażnicy", który mógłby odwrócić nieco ten rozkład sił?

niedziela, 7 lutego 2010

#367 - Trans-Atlantyk 75


Kolejny tydzień i kolejne wieści odnośnie do marvelowych "Mścicieli". W ostatnich dniach ujawnieni zostali twórcy, którzy odpowiadać będą za kształt pierwszych numerów "Avengers", startujących w maju - będzie to Brian Michael Bendis (zero zaskoczenia) oraz John Romita Junior, którego nominacja na rysownika nowej serii spotkała się raczej z umiarkowanym optymizmem. Fakt faktem, że Romita najlepsze lata ma już za sobą, ale najwidoczniej włodarze Domu Pomysłów uważają, że ma on jeszcze w łapie tyle dynamitu, że - mówiąc krótko - "da radę". Oprócz tej informacji, zaprezentowano pięć promocyjnych grafik, na których umieszczono bohaterów wchodzących w skład "Mścicieli" i będą to (w kolejności ogłaszania): Captain America (Bucky Barnes!), Spider-Woman, Iron Man, Hawkeye i Thor. Jak widać, obyło się bez większych zaskoczeń, a teraz pozostaje tylko czekać i przekonać się na własne oczy, czy powyższy skład to jedyni członkowie supergrupy, czy też tylko ich "pierwsza linia". Oprócz tych obrazków, pod koniec tygodnia zaprezentowany został teaser autorstwa Hitcha i Kesela prezentujący Hawkeye'a wraz z grupą innych bohaterów (Wasp/Hank Pym, Luke Cage, Black Widow, Mockingbird i Gorilla Man), jednak bez jakiejkolwiek informacji co tak naprawdę on prezentuje - czy jest to nowy team (ale co wtedy robił by tu Clint Barton?), czy też może coś innego. Wszelkie odpowiedzi pojawią się zapewne najwcześniej przy okazji zapowiedzi Marvela na miesiąc maj, chociaż bardziej obstawiałbym chwilę, kiedy pojawi się w sklepach ostatni numer "Siege" (kwiecień). Jedyne czego można być pewnym, to tego, że postaci te przeżyją "Oblężenie". Dobre i to. (ŁM)

Pozostając jeszcze przez moment przy "Siege" - w piątek ujawniono twórców odpowiadających za pięć kwietniowych one-shotów, poszerzających wiedzę o poszczególnych uczestnikach tego wielkiego wydarzenia. "Siege: Captain America" skupiać się będzie na obydwu Kapitanach, którzy obecnie biegają w świecie Marvela - numer ten napisze Christos Gage, a zilustruje Federico Dallocchio. Za "Siege: Young Avengers" odpowie duet Sean McKeever i Mahmud A. Asrar, natomiast za "Siege: Secret Warriors" Jonathan Hickman i Alessandro Vitti. Nie obędzie się również bez udziału Pająka, który po raz kolejny zmierzyć się będzie musiał z Venomem, a potyczkę tą przedstawi Brian Reed wraz z Marco Santuccim. Ostatni z łonszotów będzie się skupiał na postaci, której machinacje doprowadziły do wojny pomiędzy Asgardem, a Normanem Osbornem - "Siege: Loki" napisze Kieron Gillen, a zilustruje Jamie McKelvie. Jak podkreśla Tom Breevort, te pięć komiksów łączy tylko fenomenalna grafika Marco Djurdjevica, której poszczególne części stanowić będą okładki zeszytów. A tak można je czytać spokojnie, bez znajomości wszystkich pięciu. (ŁM)

* "With No Power Comes No Responsibility" czyli nowy trailer "Kick Ass" *

Nie ma cienia wątpliwości, że obecnie na pierwszym planie w Marvelu znajdują się tytuły z Mścicielami w rolach głównych i wydarzenia związane z "Siege". Mutanci natomiast są trochę na uboczu. Mniej więcej równolegle z nadejściem "Heroic Age", radykalne zmiany dotkną także serie z X-em w tytule. Historia "Second Coming" ma być zamknięciem pewnej epoki, która miała swój początek wraz ze słynnym "No more mutants" wypowiedzianym przez Scarlet Witch. Wraz z nią nastąpi gruntowna przebudowa x-świata, porównywalna z Reloadem z roku 2004. Wątki zostaną dokończone, niektóre serie dobiegną swojego kresu, a inne wystartują, jednak ponad to niewiele wiadomo. Na razie zaprezentowano jedynie trzy teasery promujące "Drugie Przyjście", które rozpocznie się ostatniego dnia marca. I jak to w każdym, szanującym się crossoverze bywa – ktoś musi zginąć, ktoś zmartwychwstać, a także ktoś musi zapanować nad tym całym bałaganem. (KO)

* czarno-biały i pozbawiony dymków preview do pierwszego numeru "Nemesis" oraz alternatywna okładka Leinila Yu *

DC Comics na maj zaplanowało start nowego on-goinga ze skąpo odzianą i mówiącą wspak iluzjonistką Zatanną. Serią mają zająć się scenarzysta Paul Dini, którego osiągnięć w komiksowym przemyśle nie trzeba chyba przedstawiać i francuski rysownik Stephan Roux, znany główne z pracy nad okładkami. Zatanna, choć jest bardzo popularną heroiną drugiego szeregu, nigdy nie doczekała się własnej serii. Dini cieszy się, że będzie mógł przedstawić historię postaci obecnej od prawie pięćdziesięciu lat w DCU - z tej okazji obiecuje on wyjaśnić sporo tajemnic z jej przeszłości i rozbudować wątek rodzinny, zapoczątkowany wprowadzeniem jej młodszego kuzyna Zachary'ego przez Geoffa Johnsa. Tytuł zapowiada się interesująco - nie przypominam sobie, żeby Dini napisał jakiś wyraźnie słabszy komiks, a szkice prezentują się zacnie. (KO)

* Taniec z gwiazdami - w roli głównej Brian Bendis *

Luty w Vertigo będzie należał do Briana Wooda. Zaczynając od końca - dwudziestego czwartego ukaże się jubileuszowy, 25 numer "Northlanders", dziesiątego "DMZ" dobije do pięćdziesiątego zeszytu, w którym znajdzie się kilka, krótszych historii będących reportażami młodego reportera z samego serca ogarniętej wojną domową Ameryki. Jednak najważniejszą wiadomością jest powrót serii "Demo", która prawie pięć lat temu miała swój wybuchowy finał. Drugi run, która wystartowała trzeciego lutego zamknie się w sześciu numerach, scenariuszem zajął się oczywiście Brian Wood, a rysunkami - Becky Clonan. Pierwsze "Demo" było dwunastoczęściową maxi-serią wydaną przez niezależne studio AiT/Planet Lar w latach 2003-2004. Jej przyjęcie było tak dobre, że DC Comics zdecydowało się wznowić historię w ramach imprintu Vertigo cztery lata później w jednym trejdzie, a z jej autorami podpisało ekskluzywny kontrakt. Wood w nowej serii zamierza opowiedzieć kompletnie nową historię, pozostawiając wątki z pierwszej serii w spokoju. Z obszernego materiału, w którym scenarzysta opowiada o swojej pracy nie można wyłowić zbyt wiele ciekawych szczegółów odnośnie drugiego woluminu "Demo", ale z pewnością będzie to jedna z najlepiej zapowiadających się pozycji w 2010 roku. (KO)

* Teaser do nadchodzącego "Viltrumite War" - czyżby po raz kolejny Conquest miał solidnie obić młodego Niezwyciężonego? *

Jeszcze kilka lat temu, całkiem popularne były gry planszowe z serii HeroClix, które skupiały się głównie na uniwersach Marvela i DC (ale był też i Hellboy, i Invincible). Setki malutkich figurek, przedstawiających postaci z obydwu wydawnictw, ładowanych było po kilka sztuk do pudełek i często znalezienie poszukiwanego herosa wiązało się ze sporymi kosztami - piszę to z pozycji jedynie fana samych figurek, bo graczem nigdy nie byłem. Jednak w czasach niedawnego kryzysu, Topps, właściciel marki Wizkids w której skład wchodziły HeroClixy, postanowił zamknąć ich produkcję i na jakiś czas świat zapomniał o małych plastikowych bohaterach. Po półtora roku z odsieczą przyszła Neca, która nabyła prawa do marki i listopadzie ubiegłego roku wypuściła pierwszy set o nazwie "Hammer of Thor", nawiązujący do obecnych wydarzeń w świecie Marvela. W przygotowaniu znajdują się jeszcze gry ze świata DC "The Brave and the Bold" oraz "The Blackest Night starter". Prezentowane w galerii figurki wyglądają całkiem sympatycznie, ale póki co, nie znalazłem w niej takich postaci, które przebiłyby Hulka czy Kapitana Ameryki w wersji zombie sprzed kilku lat (ceny powalają!). (ŁM)

* jak z jaskiniowcy stać się łowcą wiedźm, czyli okładki dwóch pierwszych zeszytów serii "Batman: Return of Bruce Wayne" *

Stan Lee, o którym ostatnio pisałem przy okazji jego 87 urodzin, czy też gościnnym występie w "Big Bang Theory", jest współautorem mangi "Ultimo", która właśnie debiutuje na amerykańskim rynku. Wydawcą tego tytułu jest VIZ Media, a współtwórcą Hiroyuki Takei ("Shaman King"). Historia zaprezentowana na łamach tej serii jest ponoć klasyczną walką dobra ze złem, i - jak podkreśla Lee - superbohaterzy są uniwersalnym tematem zarówno dla czytelników komiksów z USA, jak i tych z Japonii. Jednak przy pisaniu "Ultimo" Stan musiał zapomnieć o sposobach pisania komiksów rodem z Marvela i przerzucić się na konstruowanie typowo mangowych historii co było "zupełnie inne od tego co kiedykolwiek robił". Jednak w dalszej części wywiadu, udzielonego serwisowi CBR, żyjąca legenda komiksów nurtu super-hero podkreśla, że jego zadaniem był jedynie ogólny koncept, a za spisanie właściwej historii i narysowanie jej odpowiedzialny był pan Takei. Wygląda więc na to, że Stan jest czymś w rodzaju dobrej przynęty na czytelników dla których jego nazwisko to gwarant jakości i dobrej zabawy. (ŁM)

* interesująca grafika Jima Lee, stworzona na potrzeby włoskiego Napoli Comicon (30 kwiecień - 2 maj) *

Coś ostatnio cicho było w świecie krwawiących kwasem Obcych i honorowych, acz bezlitosnych Predatorów. Po ubiegłorocznym restarcie ich komiksowego uniwersum zapowiadany na kwiecień "Aliens: Fast Track to Heaven" będzie dopiero drugim tytułem ze stajni Dark Horse. Historia napisana i narysowana przez Liama Sharpa będzie bardzo klasyczną fabułą z Alienami w roli głównej. Oto, podczas misji ratunkowej na Europie, jednym z księżyców Jowisza, coś poszło nie tak i odcięci od świata i pomocy główni bohaterowie rozpoczynają swoją walkę o przetrwanie. Sharp obiecuje, że jego opowieść będzie nawiązywała do klasycznych wątków i schematów znanych z pierwszego "Obcego". To dobrze, bo nie ma to jak duszne i kameralne spotkania z xenomorphami, w samotnej stacji kosmicznej. Format albumu, co może być nieco zaskakujące, ma być bardzo zbliżony do europejskiego - cała historia zamknie się w jednym tomie, liczącym sobie 40 stron. Zapowiada się smakowicie. (KO)

* cała śmietanka z Asgardu na jednym "zdjęciu"! Ciekawe ilu z nich nie przetrwa "Oblężenia"? *

W połowie ubiegłego roku Joe Quesada z dumą ogłosił, że jego Marvel nabył prawa do legendarnej postaci Marvelmana/Miraclemana, której przygody w drugiej połowie lat 80-tych pisał Alan Moore, a na początku kolejnej dekady Neil Gaiman. Od tego czasu nie pojawiła się żadna informacja na temat planów Marvela co do tej postaci, reprintów jego starych historii, czy ewentualnej daty, kiedy można się spodziewać pojawienia się herosa w uniwersum Spider-Mana i spółki. Taka cisza jest przyjazna wszelkim spekulacjom, a najciekawszej z nich dopuścił się redaktor serwisu IGN - Jesse Schedeen - i na łamach nowej rubryki "Conspiracy Theory" przedstawił poszlaki jakoby Marvelman już od jakiegoś czasu egzystował w świecie Marvela pod postacią... Sentry'ego! Przemawiać za tym mógłby fakt, że obaj herosi posiadają podobny zestaw mocy, przez co ich wspólne bytowanie na Ziemi 616 mogłoby być nieco problematyczne. Podobnie ma się rzecz z ich pochodzeniem (eksperymenty rządowe), jak i problemami z własną osobowością. Po szczegóły odsyłam do materiału źródłowego i muszę przyznać, że ta teoria do mnie jak najbardziej trafia. Przyjmowany raczej z obojętnością Sentry przeistaczając się za jakiś czas w Marvelmana, mógłby zyskać nieco punktów wśród czytelników, a cała to ewentualne "istnienie" MM w uniwersum Marvela, jeszcze przed zakupem praw do postaci, byłoby naprawdę cwanym zagraniem ze strony Quesady i spółki. (ŁM)

"Geek Honey of the Week"
(dosyć niespotykany - acz pożądany - widok / Melisa Andrade)

sobota, 6 lutego 2010

#366 - Komix-Express 25


Przyznam, że nie spodziewałem się, że komiksowy 2010 rok powitamy z takim wykopem. Ledwo człowiek zdążył dojść do siebie po Sylwestrze (piszę to z przekąsem, bo ostatnią noc starego roku spędziłem przy pizzy i "Gwiezdnych Wojnach"), a na Motywie Drogi gruchnęła wiadomość o rychłej ekranizacji "Thorgala". Niestety, jak się wkrótce okazało droga kruczowłosego Wikinga na kinowe ekrany będzie trudna i wyboista. O ile w ogóle możliwa. Zaraz potem na sklepowe półki trafiło "Komiksowe Becikowe", antologia zrobiona przez komiksiarzy dla komiksiarzy. A właściwie dla ich dzieci. Dla mnie jest to jedna z najfajniejszych inicjatyw od lat i (wiem, że zabrzmi to nieco pompatycznie) jestem dumny, że należę do naszej komiksowej rodzinki. Cieszy przebudzenie wydawnictwa Mucha Comics, na którym wielu zdążyło już postawić krzyżyk. Kilka tytułów duńskiej oficyny trafiło do sklepów, a Marcin Rustecki udzielił pokrzepiającego wywiadu, dającego nadzieję na trochę komiksów super-hero w Polsce. Wreszcie, sieć obiegła sensacyjna wieść o sprzedaniu praw do ekranizacji "Łaumy", najlepszego polskiego komiksu zeszłego roku. W całym tym zamieszaniu nie można zapomnieć o poznańskiej Ligaturze, pierwszym konwencie w 2010 roku. Sporo się dzieje, a to dopiero początek lutego - co będzie dalej? (KO)

W ostatnią niedzielę Kultura Gniewu ujawniła część swoich planów na 2010 rok. Najważniejsza informacja - data wydania integrala "Osiedla Swoboda" - niestety nie okazała się zbyt radosną. Ten od dawna wyczekiwany komiks zagości na sklepowych półkach dopiero w (bliżej nie sprecyzowanym) marcu. Śledziu żałuje, że cena nie będzie diabelsko niska, a fani, że jeszcze ponad miesiąc czekania przed nimi. Na osłodę jednak lada moment będzie można zapoznać się z artbookiem Jakuba Rebelki "Element Chaosu" (to już w lutym), a do marcowych premier dołączył "Gang Wąsaczy. Ruchome paski" Marka Lachowicza. Oprócz tego w nadchodzących miesiącach można spodziewać się "Ran Wylotowych" autorstwa Rutu Modan, "Szlurpa i Burpa" od Baranowskiego, "Samotności Rajdowca" Nicolasa Mahlera, a także "Niedoskonałości" od Adriana Tomine i "Bośniackiego Płaskiego Psa" Anderssona. Wrak podejrzewa, że właśnie w takiej kolejności będzie można spodziewać się tych komiksów. Na potwierdzenie tego przyjdzie zapewne jeszcze trochę poczekać, a w między czasie pozostaje nam odliczanie do marca z nadzieją, że "Osiedle Swoboda" nie zaliczy kolejnej obsuwy.... (JT)

Gildia opublikowała podała dwudziestkę najlepiej sprzedających się tytułów z kategorii komiks w Sklepie Gildii w roku 2009. Nie wiem na ile miarodajnie może być takie zestawienie, bo ja na przykład na Gildii nie robię moich komiksowych zakupów, ale warto pochylić się nad jego dość zaskakującymi wynikami. Największym bestsellerem okazali się "Marvels", stając w poprzek teorii, że w Polsce super-hero się nie sprzedaje. Nigdy bym się nie spodziewał, że akurat komiks Busieka i Rossa, którego cena nie należy do najniższych, będzie się tak dobrze sprzedawał - chyba, że nie doceniłem siły nabywczej miłośników Marvela. Oprócz tego tytułu, z komiksów super-bohaterskich na liście znalazł się również all-starowy Batman, którego dobra sprzedaż zapewne upewni Egmont w przekonaniu, że co by się nie wydało z Gackiem, to się sprzeda. Kolejne miejsca nie są już tak zaskakujące - na drugim znalazło się "Fun Home" Alison Bechdel (doczeka się dodruku w 2010 roku), na trzecim "Przybysz" Shauna Tana, a potem pewniaki - Andreas ("Arq") oraz "Wieczna Wojna". Honoru Polaków broni kolekcjonerska edycja "Wilq'a", która zajęła szóstą pozycję. Nieco zdziwił mnie brak polskich tytułów w zestawieniu, choćby "Łaumy", która ponoć sprzedawała się rewelacyjnie. Oczywiście, w rankingu nie podano żadnych liczb, więc komiksowe nakłady wciąż pozostają wstydliwą tajemnicą wydawców, dystrybutorów i handlowców. (KO)

Dramat okupowanego przez Chiny Tybetu trafi na karty komiksu. Album "Tybet. Historie prawdziwe" będzie opartą na raportach, dokumentach i relacjach Tybetańczyków opowieścią obrazkową traktującą o łamaniu praw dzieci w kraju Dalajlamy. Celem ambitnej publikacji fundacji Inna Przestrzeń jest uwrażliwienie polskiego czytelnika na los tybetańskich dzieci, ale ma również - wskazując na konkretne działania - zachęcać do czynów na rzecz poszkodowanych. W projekt zaangażowali się rysownicy Nikodem Cabała i Ryszard Długi. Komiks "Tybet. Historie prawdziwe" będzie dostępny na stoisku wydawnictwa Atropos podczas targów "East Cover", odbywających się właśnie w podziemnej sali Empik Megastore, w samym centrum Poznania - przy ulicy Ratajczaka 44 - z okazji trwającego Festiwalu Kultury Komiksowej "Ligatura". (KO)

Wśród zapowiedzi Hanami pojawił się kolejny komiks Jiro Taniguchiego. Tym razem padło na czterotomowy cykl "Mój rok", do którego scenariusz napisał Jean David-Morvan, na polskim rynku znany głównie z "Armady". Pierwotnie wspólna praca Taniguchiego i Morvana została wydana na rynku europejskim przez Dargaud. Pierwszy tom, "Wiosna", na rynku polskim ukaże się już w czerwcu. Będzie liczył 64 strony w kolorze, zamknięte w twardej oprawie w cenie 39.90 zł. W przeciwieństwie do innych komiksów Taniguchiego głównym bohaterem będzie ośmioletnia dziewczyna z zespołem Downa. Capucine ma kochającą rodzinę, która stara zapewnić jej normalne życie, co jest bardzo trudnym zadaniem i nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem i akceptacją ze strony innych ludzi. (KO)

W przyszłą sobotę (13 lutego, samo południe) w Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie (ul. Mikołajska 2) odbędzie się spotkanie z Sebastienem Chrisostome, autorem komiksu "Nage Libre", który w zeszłym roku został zwycięzcą konkursu "Angoulême 2009: polski wybór". Tym samym dołączył on do takich albumów jak "Lupus" (tom 1), "Niebieskie pigułki" czy "Trzy cienie", które były laureatami w latach poprzednich i które znajdują się już na półkach polskich czytelników komiksów. Spotkanie z autorem, które poprowadzi Adam Gawęda, będzie wiązało się z premierą albumu, który wydany zostanie przez krakowski Post, jak również z ogłoszeniem tegorocznego zwycięzcy konkursu, którego wybierze jury składające się licealistów 10 szkół dwujęzycznych z całego kraju. Natomiast dwa dni wcześniej, w Instytucie Francuskum w Krakowie (Stolarska 15) zostanie otwarta wystawa, na której zaprezentowanych zostanie "(...) 35 plansz przygotowanych na postawie oryginalnych rysunków, (...) ukazujących poszczególne etapy rozwoju sztuki, która zdobywa coraz większe uznanie.". I, o dziwo, cały czas chodzi tu o komiksy. To co? Po Poznaniu prosto do Krakowa? (ŁM)

Wzorem największych amerykańskich wydawnictw, dozujących napięcie przed ważnymi ogłoszeniami, szefujący "Kolektywem" Bartek Biedrzycki w ostatnich dniach po kawałeczku odsłaniał tajemnice nadchodzącego szóstego numeru, którego tematem przewodnim jest "Potwór". Oprócz nazwisk twórców, których komiksy znajdą się w środku magazynu, zaprezentowana została okładka autorstwa Tomka Grządzieli, którą można podziwiać na stronie wydawnictwa (tył ma natomiast należeć do Artura Sadłosa). Podobnie jak w przypadku poprzedniego numeru, oprócz krótkich, jednostrzałowych historii, znajdzie się miejsce dla serii komiksowych. Co prawda odpadła "Miska owoców" Jebskiego i Wolskiego, ale zamiast niej pojawiły się dwie nowe - "Sarkis" duetu Gizicki/Trejnis i "Drużyna A.K." tria Sienicki, Mazur, Wolski. "Recours" (Sienicki/Okólski) i "Najwydestyluchniejszy" (Sztybor/Pałka) bez zmian. Oprócz tych zespołów, swoje kilka groszy dorzuciła Ewa Jędrzejczak, Karol Kalinowski, Bartek Kuczyński, Maciej Łazowski, Paweł Grześków, Piotrek Nowacki, Bartek Biedrzycki, Lucjan Pakulski i Kajetan Wykurz. Szczegółowy spis treści ma zostać zaprezentowany w najbliższy poniedziałek. Duża ilość zgłoszeń do nadchodzącego numeru i ograniczone w nim miejsce spowodowało, że w środku nie znajdą się komiksy m.in. Olgi Wróbel, czy też duetu Konwerski/Zawadzki. Na szczęście w internecie nie ma ograniczeń i na blogach autorów można podpatrzeć, co też nie znajdzie się w potwornym "Kolektywie" numer sześć. Natomiast na Gnieździe Światów można przeczytać kilka słów od Godai'ego odnośnie do trudnych wyborów jakich musiał wraz z zespołem dokonać. Data wydania - nieznana. (ŁM)

Dużo dobrego dzieje się ostatnimi czasy na internetowym przedłużeniu papierowego "Ziniola". Dominik Szcześniak zdążył już przyzwyczaić czytelników do sporej dawki recenzji i wywiadów, które od początku pojawiają się na stronie/blogu magazynu - tym razem padło między innymi na kolejny tom "Baśni" czy też "Historie okupacyjne", natomiast w ogniu pytań postawiony został Robert Zaręba oraz Dennis Wojda. Oprócz tego można zapoznać się z ewolucją logo "Ziniola", która dokonywała się na przestrzeni lat, jak również zapoznać się z "Przygodami Leszka". A przy odrobinie chęci można również samemu zmierzyć się z uniwersum tego bohatera - szczegóły w tym wpisie. Jednak najciekawszą nowością jest nowy cykl o nazwie "Piguła, czyli komiksowa prasówka" w którym Szcześniak omawiać ma miniony tydzień w prasie komiksowej oraz stronach www i jak można sądzić po pierwszym wydaniu, może być momentami gorąco zarówno w samej treści jak i komentarzach. Kolejne odsłony w każdy poniedziałek o 7-mej rano (!). A już niedługo można się spodziewać rozwiązania konkursu na nowe logo i design "Ziniola" - czekam z niecierpliwością, mimo, że sam zajęty sesjami nie dałem rady nic od siebie podesłać. (ŁM)

piątek, 5 lutego 2010

#365 - The Batmans: Track 26 - Piotr Kamiński

Piotrowi Kamińskiemu pozwoliłem samemu napisać parę słów od siebie, oto one: "Kilka zdań to może być nawet za dużo. Mój staż zarówno w rysunku, jak i komiksie jest niewielki. Tym pierwszym zajmuję się od czterech lat, a webkomiksem od około roku. Pełen nadziei i całkowicie zielony w świecie komiksu internetowego ruszyłem z projektem "Long Story", który był całkowicie nieprzemyślany i szybko upadł. Następnie urodziłem kilka plansz "Orka", którego zawiesiłem, ale zamierzam do tego wrócić w formie pasków, gdy skończę "Blanka". No właśnie, aktualnie zajmuje się projektem "Akta: Blank", nad którym pracuje razem z Arturem Dominem. Do tej pory nic spod mojej ręki nie pojawiło się na papierze, jednak jakiś stary nie jestem, więc mam nadzieję to jeszcze zmienić. Wszystko jeszcze przede mną, a nie za mną. Moje pracę można obejrzeć na blogu. Konta digartowego nie podaje bo w sumie go praktycznie nie używam." (KO)

Wykorzystując fakt, że cała potencjalna konkurencja siedzi w Poznaniu, oraz popisując się zdolnością obsługi google'a, Mariusz "Wonder" Ciechoński, jako pierwszy człowiek na Ziemi ustrzelił w naszej zabawie klasycznego hattricka! Gratulujemy!

Minęły 24 godziny, a prawidłowej odpowiedzi jak nie było tak nie ma. Pora wiec na małą podpowiedź, która mam nadzieję ułatwi rozwiązanie zagadki (choć ta, przyznaję, nie jest łatwa). Nasz dzisiejszy twórca oprócz tego, że ma do czynienia z orkami, to prowadzi jeszcze pewne akta.

Dzisiaj muzyczna zagadka atakuje z samego rana, tak aby jak najwięcej osób mogło się na nią załapać jeszcze przed wyjazdem do Poznania na pierwszą edycję tamtejszej Ligatury. Kolorowozeszytowa redakcja zostaje niestety w domach, więc sobotnio-niedzielne cykle newsów z kraju i ze świata powinny o czasie pojawić się na naszej stronie. Ale zanim to nastąpi należy uporać się z dzisiejszą zagadką, którą tradycyjnie przygotował twórca z Polski. Czas na rozwiązanie - 24h. Do boju! (ŁM)

czwartek, 4 lutego 2010

#364 - KRL: Tak jakoś wyszło.

Zgodnie z zapowiedzią, naszym dzisiejszym gościem jest Karol "KRL" Kalinowski - twórca o którym z czystym sumieniem można powiedzieć, że w ostatnich miesiącach jest "na topie". Ubiegłoroczny sukces jego kolejnego albumu - "Łaumy" (Kultura Gniewu), wydaje się dopiero początkiem drogi ku wiecznej chwale. Wczoraj środowisko komiksowe rozpaliła informacja o prawdopodobnej ekranizacji przygód Dorotki, a z poniższego wywiadu można się między innymi dowiedzieć, że komiksowa kariera "Łaumy" nie jest jeszcze zakończona. Po szczegóły zapraszam poniżej!

Wygląda na to, że polski czytelnik nieprędko zapomni o Twoim ostatnio wydanym albumie - nie dość, że "Łauma" sprzedaje się jak świeże bułeczki, nie dość, że pojawiają się jej kolejne, zwykle bardzo pozytywne recenzje, to najwyraźniej czeka ją jeszcze filmowa przygoda. Sporo się u Ciebie dzieje w ostatnich miesiącach.
Tak jakoś wyszło. Sam jestem zaskoczony. Wmawiam sobie, że to normalna kolej rzeczy, że po tylu latach rysowania komiksów w końcu na to zapracowałem. Czasami też pomaga takie przysłowie, że nawet ślepej kurze czasami się trafi.

Jak w ogóle doszło do tego, że przygodami Dorotki i spółki zainteresowali się filmowcy? Decyzja o ekranizacji to kwestia ostatnich tygodni, czy może rozmowy prowadzone były jeszcze zanim trafiła ona do szerszego obiegu?
"Łauma" otarła się wcześniej o dwie filmowe opcje. Zaraz po MFKiG dostałem pierwszą propozycję - przyjaciel Śledzia kończy Łódzką Filmówkę i chciał zrealizować "Łaumę" jako swój debiut reżyserski. W tym czasie Szymon Holcman lobbował u Bagińskiego, który nie powiedział co prawda stanowczego NIE, ale też nie pozostawił żadnych złudzeń. Firma pracuje już nad paroma projektami i nie ma szans na nowe rzeczy - nie teraz. I nagle zgłosili się ludzie z Lava Films. Pracowali wcześniej przy kilku filmach, a teraz chcieli wyprodukować większą rzecz pod swoim własnym szyldem. Zaproponowali film aktorski. Podczas pierwszej rozmowy przedstawili swoją wizję i pomysły. Nie ukrywam też, że aktorska wersja "Łaumy" najbardziej mnie zainteresowała. Ja wiem jak będzie wyglądał film animowany - to będą moje rysunki, które się ruszają, a wizja filmu z aktorami do tej pory mnie nurtuje. Co ciekawe - film w zamierzeniu jest projektem międzynarodowym, co daje również spore szanse na jego rozpowszechnienie w innych krajach Europy.

Jaka będzie Twoja rola przy tej ekranizacji?
Postawiłem kleksa na umowie. Na dzień dzisiejszy na tym się moja rola kończy. Mówię - na dzień dzisiejszy, gdyż istnieje możliwość mojej pracy przy concept artach i tym podobnych. Ale na razie cisza.

Zastanawiałeś się może, kto mógłby zagrać rolę głównych postaci? Chciałbyś, wzorem np. Stana Lee, wystąpić w jakimś epizodziku?
Broń boże - żadnych epizodów. Ja się nadaję co najwyżej na wspólne zdjęcie podczas wigilii. O obsadzie myślę cały czas - to zupełnie naturalne. Nie mam jednak wpływu na takie rzeczy – z czego bardzo się cieszę, bo gdybym miał, to postać ojca zagrał by Ben Affleck.

Sukcesy "Łaumy" to raczej dosyć mocny prztyczek w nos dla wszystkich narzekających na miernotę współczesnego komiksu znad Wisły...
Polskie środowisko komiksowe to bardzo skomplikowany twór. Już dokładnie wiem jakie będą reakcje na wiadomość o ekranizacji. Ci, którym komiks się podobał będą zadowoleni, natomiast osoby, które postawiły na mnie krechę, zdążą nie raz jeszcze skrytykować i wrzucić w sieć stosowną ilość marudzenia, narzekania i niezadowolenia. Tak więc pstryczka nie będzie.

Czy jest szansa, że kiedyś w przyszłości usiądziesz nad kontynuacją, bądź prequelem, przygód Dorotki i spółki?
Mam taką umowę z Szymonem, że nie siądę do drugiej części jeżeli "naprawdę" nie będę miał na nią pomysłu. A ten już jest. Wszystko jest możliwe, ale nie zamierzam w najbliższym czasie do tego siadać.

Promocja "Łaumy" zaczęła się ponad pół roku przed jej publikacją, kiedy to na blogu Kultury Gniewu, co kilka dni, pojawiały się kolejne plansze z pierwszego rozdziału. Czy podobna akcja będzie miała miejsce przy okazji Twoich kolejnych projektów?
Bardzo bym chciał. Przy "Łaumie" oszczędziłem w ten sposób komentarzy ludzi, którzy kupili komiks, który ich zupełnie nie interesuje, a takie fikołki miały wcześniej miejsce.

Znany jesteś z tego, że często zmieniasz swoje plany (np. "Ostatnia Kronika", "Planet of the Robots"), więc czy podczas tworzenia "Łaumy" dopadły Cię wątpliwości czy jest sens tworzyć tę historię dalej, czy może skupić przy czym innym?
Oczywiście, że tak. Każdy album jest na starcie kupą zabawy, potem jest już tylko męka pańska. To jest swoisty filtr - mechanizm selekcji. Tylko najlepsze pomysły przechodzą próbę czasu i rypania w krzyżu. Publikacja pierwszego rozdziału "Łaumy" w sieci i komentarze pod planszami były takim motorem, kiedy przychodził kryzys, więc bardzo możliwe, że podobny zabieg zastosujemy przy moich następnych projektach.

Rogate bóstwo jest moją ulubioną postacią z tego komiksu. Tak więc, chociażby dla samego siebie, muszę spytać: wyjaśnisz kiedyś na łamach przyszłych komiksów jaka jest jego przeszłość i jak brzmi jego imię?
Nie wydaje Ci się , że gdybyś poznał historię bezimiennego, ta postać przestałaby Cię interesować?

Ciężko powiedzieć - wszystko zależy od tego jak sprawnie poradziłbyś sobie z tym zadaniem. Ale wydaje mi się, że tak, kiedyś chciałbym poznać jego przeszłość bez względu na to jak wpłynęłoby to na mój odbiór postaci. Idziemy dalej - zanim "Łauma" trafiła do szerszego obiegu, zdobyła największą ilość głosów w MFK'owym konkursie na najlepszy komiks roku, którym ostatecznie została jednak reedycja albumu Jeża Jerzego - czujesz się moralnym zwycięzcą tego konkursu?
Cieszyłem się, że komiks był zauważony, ale zwyciężyć można tylko w ramach określonych zasad i regulaminu. To nam pokazało jedynie, że mieliśmy dobrą promocję. I w tym sensie wygrałem - na promocję komiksu w tym roku.

Skoro mówisz już o wygranych - w wielu podsumowaniach minionych dwunastu miesięcy "Łauma" określana była najlepszym polskim komiksem 2009 roku. Tak szczerze i bez zbędnej skromności - czy Twoim zdaniem był jakiś poważny kandydat, który mógłby zagrozić Twojemu albumowi?
Faktycznie nie było zbyt wiele polskich komiksów w 2009. Mało, ale przecież i tak "wszyscy mają w dupie polski komiks". Myślę, że "Hmmarlowe i niedole Julitty" jest cholernie dobrym komiksem, to srogi kandydat do tytułu polskiego albumu roku.

Wysyp wszelkich podsumowań o którym wspomniałem wyżej, jest już co prawda za nami, ale nie mogę Cię nie spytać o Twoje wrażenia z 2009 roku i o nadzieje na ten obecny. Zarówno te komiksowe jak i poza komiksowe.
Dla mnie rok 2009 to przede wszystkim "Uzbrojony Ogród", "Trzy Cienie" i "Łajka". Jedne z ważniejszych komiksów jakie czytałem wyszły właśnie w ostatnich dwunastu miesiącach. Piękny rok. Poza tym z bananem wspominam BFK i MFKiG - dwie bardzo dobre imprezy, które przywróciły mi wiarę w sens organizowania konwentów, bo ostatnio zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej w tym czasie nawalić się piwem w domu oszczędzając kasę i zdrowie na PKP. Teraz też myślę, że "Komiksowe Becikowe" powinno się zaliczyć do 2009, bo chyba tylko ja i Jaszczu dowiedzieliśmy się o tym albumie w styczniu. Tak - to był największy strzał minionego roku. 2010 kojarzy mi się z moją córką. Ale tata już planuje zaliczyć BDK, Komiksową Warszawę, BFK i MFKiG. I jakiś nowy komiks zrobić między zmienianiem pieluch.

Kiedyś myślałeś o podbiciu zachodnich rynków z "Yoelem", ale nic z tego nie wyszło. A jak będzie z "Łaumą" - planujesz jakiś wyskok z Dorotką poza granice Polski?
Odezwał się wydawca z pewnego bałtyjskiego kraju i trwają rozmowy. Poza tym Kultura Gniewu odwiedziła Angoulême i poza podrywaniem hostess i smakowaniem miejscowych alkoholi, prowadziła rozmowy z wydawcami. Podobno było zainteresowanie. Teraz musimy uzbroić się w cierpliwość i grzecznie czekać. Życie mnie już nauczyło, żeby się zbytnio nie nastawiać. Wolę miłe niespodzianki, niż przykre rozczarowania. Poczekamy, zobaczymy.

Cofnijmy się na chwilę do Twoich początków. "Produkt" pojawił się w kioskach ponad 10 lat temu i był dla wielu pierwszym miejscem gdzie mogli się natknąć na Twoją twórczość. Dziesięć lat później wydajesz "Łaumę", najbardziej docenione Twoje dzieło, któremu wszyscy w zasadzie nie szczędzą pochwał. Jak rozumiem, jest to dla Ciebie pewne ukoronowanie tych wszystkich lat podczas których ciskałeś kolejne kadry, plansze i albumy..
Życzę wszystkim twórcom komiksowym takiego kopa jakiego ja dostałem z "Łaumą", kiedy z dnia na dzień okazało się, że z tego całego rysowania może coś jednak grubszego wyjść. To takie prozaiczne i żałosne, ale dla nas komiksiarzy pieniądze, które się kręcą dookoła komiksu są jednak pewną wyrocznią dla dalszej pracy, zwłaszcza kiedy pojawia się w życiu własna rodzina: żona, dziecko. Kiedy byłem jeszcze studentem to wszystko pięknie się układało, nawet jeżeli rysowało się za darmo. Dzisiaj każda minuta poświęcona na komiks jest ważona z czasem, który mógłbym poświęcić roli męża (i już ojca). Często komiks przegrywa. No i wtedy pojawia się coś takiego jak telefon z wytwórni filmowej. Kop w dupę jakich mało.

Po upadku "Produktu" ciężko było znaleźć twórczość Product Crew na łamach zinów, czy wydawnictw zinopodobnych. Jaki był/jest tego powód?
Nie wiem co powiedzieć. Może tak pół serio - Produktywni mierzyli w autorskie albumy? Ale tak całkiem serio - mi się wydaje, że nie było aż tak źle. Ja się udzielałem. Chyba. Może chłopaków nie zapraszano? Sam miałem kilka razy takie dziwne sytuacje, kiedy dowiadywałem się, że ktoś chciał kiedyś mnie o coś poprosić, ale nie miał śmiałości, bo to wiesz - Produkt Crew. Jak byśmy byli jakimiś kosmitami. Chociaż... Gdybym miał o coś poprosić Minkiewiczów to bym chyba ze strachu popuścił. Dopiero niedawno oswoiłem taki strach przed Skutnikiem i Adlerem. (śmiech)

Gdybyś miał dzisiaj okazję tworzyć coś w rodzaju "Produktu 2.0", z pozycji jedynie redaktora, to kogo byś z chęcią widział przy takim projekcie?
Były takie przebłyski nowego "Produktu" w rzeczywistości. I na liście był między innymi Asu, Jaszczu, Kirkor i jeszcze kilka osób. Ale trzeba powiedzieć, że sama technika i warsztat nie były warunkiem. Produkt Crew to osobowości. Nie ma tu miejsca dla drewnianych person, choćby rysowały jak sam Mike Mignola. Poza robieniem komiksów, trzeba też umieć dogadać się z takimi mistrzami dialogu jak Simson czy Marian i mieć przy tym wytrzymałą wątrobę. Osoby które zapychają forum postami o hermetyczności polskiego środowiska, które piszą o jakichś klikach i klubach wzajemnej adoracji, byłyby przekreślone na starcie. Z prostego powodu – nie dałyby się nam poznać, bo nie są w stanie podejść do stolika gdzie taka banda siedzi. A każdy z nas musiał kiedyś do takiej zgrai podejść i wyciągnąć łapkę na dzień dobry. Każdy. Bez wyjątków.

Mówisz, że przebłyski były – czego więc zabrakło, żeby P2.0 znalazł się na sklepowych półkach?
Kogoś kto wziąłby na siebie te wszystkie nieprzyjemne sprawy związane z wydawaniem magazynu, jak: reklama, skład, promocja, kolportaż i kasa dla rysowników. Brakowało kogoś, kto pozwoliłby Produkt Crew tylko i wyłącznie rysować komiksy i wydawać kasę na nich zarobioną.

Co dalej z Twoją komiksową karierą? Można spodziewać się jakiegoś nowego projektu w tym roku, czy będziesz chciał się bardziej skupić na swoich poza komiksowych planach?
Co kilka miesięcy mówię sobie, że czas zmienić priorytety, że bardzo chciałbym na przykład zająć się ilustracją książkową i prasową, no i zaraz potem siadam do nowego komiksu. Tak więc mam już małe plany na komiksową przyszłość. Cały czas też chodzi za mną jakiś wspólny komiks ze Śledziem. Jak tyko spotkam się z nim po powrocie do kraju, znów będę go namawiał. Poza komiksami naprawdę chciałbym ugryźć ilustracji książkowej. Tylko nie wiem jak.

A czy przy kolejnych komiksowych projektach masz zamiar trzymać się stylu wypracowanego przy "Łaumie"?
Według mnie można zachować styl przy jednoczesnym kombinowaniu z kreską. Nie chcę powtarzać kreski z "Łaumy" w innych projektach, ale mój styl na pewno zostanie zachowany. To jest jak kod genetyczny - nie oszukasz.

Kadry i dymki to nie jedyna Twoja pasja - na swoim świętej pamięci blogu rozpisywałeś się czasem o tworzeniu własnymi rękami noży, znany również jesteś jako twórca muzyczny. Masz jeszcze czas na te wszystkie pasje?
Oczywiście, że nie mam. Brzdąkam sobie tak czasami na gitarze, mam nawet kilka piosenek, które chciałbym sobie nagrać. A noże czekają na wiosnę.

A jak idą przygotowania do roli taty? Podpytywałeś innych ojców-komiksiarzy jak to jest, kiedy w życiu pojawia się mały berbeć?
Kilka rad od nich dostałem. Poza tym moje szykowanie do roli ojca wygląda zupełnie tak samo jak milionów innych mężczyzn w podobnej sytuacji. To jest mieszanka zniecierpliwienia, zdenerwowania i rozmyślania o przyszłości - ogólnie pozytywnie. (w czasie korekty tego wywiadu przyszła na świat Dorotka Kalinowska.)

Nadal zbierasz kamienie z całego świata i myślisz o użyciu ich do fundamentu pod dom?
Z kamieniami jest o tyle fajnie że nie ja je zbieram, a one zbierają się u mnie. Mam już fragmenty całkiem pokaźnej części naszej planety. Mam kamień z Himalajów, z Bombaju, Florencji, Puerto Rico i wiele, wiele innych.

A z Rodos jakiś kamyk masz?
Z Rodos jeszcze nie (śmiech).

No to szykuj miejsce pomiędzy tym z Bombaju, a tym z Himalajów. Ostatnie pytanie i jesteś wolny – co słychać u Sylwii Sputnik?
Sylwia Sputnik zamknęła się w domku na Mazurach i zajęła się swoją poezją. Czeka na smutniejsze czasy polskiego komiksu. Może kiedyś znowu napisze komuś w komentarzach: "Więcej uśmiechu!".

No właśnie: Więcej uśmiechu!

środa, 3 lutego 2010

#363 - Łauma The Movie

Tak jak przez wiele tygodni środowisko komiksowe utrzymywało w tajemnicy przed Piotrem Nowackim i Karolem Kalinowskim "Komiksowe Becikowe", tak ten drugi przez długi czas miał swój własny sekret, który z dniem dzisiejszym postanowił (wraz z Kulturą Gniewu) wypuścić na światło dzienne. Panowie i Panie! Przygody Dorotki, Ajwara i spółki za czas jakiś będzie można podziwiać na wielkim ekranie (i w dolby surround)! Przy czym ekranizacja hitowego komiksu KRLa "Łaumy" nie jest pobożnym życzeniem, jak może się to wydawać w przypadku planowanych ponoć filmowych przygód Funky Kovala czy Thorgala. Kilkadziesiąt godzin temu jej twórca złożył podpis na opcyjnej umowie – na której podstawie, producenci mają półtora roku na przygotowanie projektu do produkcji - i od teraz można zaciskać kciuki za powodzenie tego planu i jak najszybsze pojawienie się "Łaumy" na ekranach kin. Trzeba jednak mieć na uwadze, że to dopiero początek trudnej drogi.

O "Łaumie" po raz pierwszy można było usłyszeć niemal równo rok temu, kiedy to na blogu Kultury Gniewu zaczęto publikować kolejne strony z pierwszego rozdziału komiksu. Akcja ta spotkała się z bardzo pozytywnym przyjęciem wśród czytelników, którzy po lekturze "Węża, szeptuchy i starego kredensu" musieli poczekać jeszcze kilka miesięcy na możliwość zapoznania się z pozostałymi dwoma rozdziałami. Premiera "Łaumy" miała miejsce podczas XX Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi i z miejsca stała się hitem, który w komiksowych podsumowaniach ubiegłego roku wielokrotnie mianowany był "polskim albumem roku". A teraz przyszła pora na film. Za przeniesienie losów Dorotki z papieru na taśmę celuloidową odpowiedzialna będzie firma Lava Films, za którą stoi czwórka absolwentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, posiadających kilkunastoletni staż przy filmach fabularnych, dokumentalnych, animowanych, jak również teledyskach. Współpraca przy różnych projektach zaowocowała założeniem własnej firmy, której jednym z pierwszych dzieł ma być właśnie ekranizacja "Łaumy" Karola Kalinowskiego. Jak podkreślają producenci, komiks jest idealnym materiałem na "mądry i zabawny, atrakcyjny wizualnie, trafiający do szerokiej publiczności" film, który jest jednocześnie ogromnym wyzwaniem. Póki co, ekranizacja ta planowana jest jako film aktorski z wykorzystaniem efektów specjalnych (jak np. przy "Where the Wild Things Are"), a Lava Films ma półtora roku na nadanie sprawie oficjalnego toku. Oznacza to ni mniej, ni więcej, jak kilkanaście miesięcy mocnego trzymania kciuków. Ale wierzę, że będzie się to opłacało.

A jutrzejszym "daniem dnia" na Kolorowych będzie wywiad z KRLem, który pojawi się na naszych łamach w samo południe - będzie zarówno o filmowej jak i papierowej wersji "Łaumy", "Produkcie", komiksowych planach, jak i o.. Sylwii Sputnik. Zapraszamy!

wtorek, 2 lutego 2010

#362 - Largo Winch

Jean Van Hamme to jeden z najpłodniejszych i najlepszych scenarzystów komiksowych tworzących na rynku frankofońskim. Przeciętnemu polskiemu czytelnikowi jest znany głównie ze swojej współpracy z naszym Grzegorzem Rosińskim, czyli z "Thorgala", a także "Szninkla" i "Westernu". Ale belgijski scenarzysta ma na swoim koncie mnóstwo innych, nie mniej udanych tytułów. Żeby wymienić tylko kilka – "Władców Chmielu" (z grafikami Francisa Valleese), "XIII" (narysowaną przez Williama Vance'a) czy "Histoire sans heroes" (wraz z Dany'm).

Na łamach "Largo Wincha" Van Hamme udowadnia, że doskonale zna się na swoim fachu. W drugim integralu, ukazującym się w egmontowym cyklu "Sensacja", zbierającym cztery kolejne tomy serii, poznajemy dalsze losy tytułowego bohatera. Largo, w wieku dwudziestu pięciu lat zostaje spadkobiercą bajecznej fortuny swojego przybranego ojca, Nerio Wincha, i staje na czele jednego z najpotężniejszych holdingów finansowych na świecie. Taka sytuacja nie jest na rękę największym udziałowcom firmy, którzy mieli chrapkę na całościowy pakiet przedsiębiorstwa i od pierwszego albumu nowy szef Koncernu wpada w sieć intryg, knutych przez jego współpracowników. Ten wątek będzie przewijał się przez kolejne albumy, a do tego Largo wykazuje wyjątkowy talent do pakowania się w dodatkowe tarapaty. W "H" i "Holenderskim Łączniku" będzie to afera narkotykowa, która ma pozbawić młodego Wincha firmy, a w "Twierdzy Makiling" i "Godzinie Tygrysa" rusza on na ratunek swojemu przyjacielowi, który wpadł w "małe" kłopoty w Birmie.

Jean van Hamme znakomicie opisuje świat wielkiej polityki i finansjery, znany czytelnikowi jedynie z wiadomości i doniesień prasowych. Każdy album przynosi kolejną rozgrywkę pomiędzy Largiem, cwaniakiem, jakich mało, będącym połączeniem Jamesa Bonda i Bruce'a Wayne'a, a jego przeciwnikami. To gra, w której wszystkie chwyty są dozwolone, a jej celem jest przechytrzenie przeciwnika. Scenarzysta dba o to, by jego opowieści były maksymalnie realistyczne, a do tego zwyczajnie wciągające. Van Hamme jak może unika klisz i ucieka od fabularnych schematów. Akcja stale trzyma w napięciu, czytelnik głowi się, jak tym razem bohaterowi uda się uporać z kłopotami, w które zabrnął. Sprawności scenarzysty wtóruje kunszt rysownika. Philippe Francq nie należy może do artystów komiksowej kreski, ale w swojej roli sprawdza się znakomicie.

Warto wspomnieć, że "Largo Winch" rozrósł się do małego, rozrywkowego przedsiębiorstwa. Na samym początku Van Hamme stworzył cykl powieści, które później zostały przerobione na serię komiksową, liczącą sobie na razie 16 tomów. Wraz z sukcesem serii nie trzeba było długo czekać na grę komputerową, serial telewizyjny, a wreszcie film kinowy, który nawiasem mówiąc okazał się taki sobie.

Pracę Van Hamme i Francq'a z otwartymi ramionami powinni przywitać wszelkiej maści malkontenci, których można spotkać w internecie, szwendających się po komiksowych forach. Ciągle narzekają, że na rynku brakuje dobrego komiksu środka, zapewniającego godziwą rozrywkę, a ukazują się jedynie jakieś udziwnione, artystowskie eksperymenty. W ogóle to komiksy są drogie, a wydawcy porzucają rozpoczęte serie, ku rozpaczy ich czytelników. Na szczęście Largo można kupić w przystępnej cenie, podczas lektury nie można narzekać na nudę i pewne jest, że Egmont nie przerwie jego publikacji.

poniedziałek, 1 lutego 2010

#361 - Rok 2009 okiem twórcy

W ostatnim akcie rozrachunków z minionym rokiem, po występie wydawców, oddajemy głos tym, bez których całej tej zabawy w komiksiki by nie było, czyli twórcom. Tak się głupio złożyło, że na moje wezwanie odpowiedzieli Ci, z którymi utrzymuje mniejszy lub większy kontakt internetowo-konwentowy. Wszystkim bardzo dziękuje za udział w naszej ankiecie i mam nadzieję, że za rok spotkamy się w tym samym miejscu, o tej samej porze. No, może nieco wcześniej.

Trudno ocenić ostatnie miesiące, kiedy patrzy się na nie z tak krótkiej perspektywy i w dodatku przez różowe okulary debiutanta, dla którego ten ubiegły rok i tak na zawsze zostanie Rokiem Hmmarlowe'a – wyjątkowym, i niepodobnym do żadnego innego. W zasadzie mógłbym zastąpić "rok Hmmarlowe'a" mniej bufonowatym i bliższym prawdy określeniem "rok drżącej ręki". Drżąca ręką bowiem kończyłem ubiegłej zimy "Niedole Julitty". Tą samą drżąca ręką, w czasie WSK, wręczyłem najlepszemu polskiemu wydawcy demo tego komiksu.

Po kilku miesiącach spędzonych mniej lub bardziej intensywnie na korekcie i dorysowywaniu antenek, wziąłem w dłonie (wiadomo jakie!) gotowy album. Apogeum trzęsiączki nastąpiło podczas rozdawania autografów w czasie łódzkiego festiwalu, kiedy cudem trafiałem w kartkę papieru. I to nie tylko dlatego, że tuż obok Grzegorz Rosiński zamaszystym rysowaniem blond pukli Aariki wprawiał w wibracje czekający w kolejce (do niego) tłum, jak i mój stolik. Nie muszę już chyba pisać, jaką ręka sięgałem po pierwsze recenzje. Podsumowując – "rok drżącej ręki" to był dla mnie bardzo ciekawy okres. Wszystkim przyszłym debiutantom takiego życzę.

A co z życiem "pozahmmarlołowym"? Wciąż niezwykle mnie cieszy nabierająca tempa pogoń za komiksowym światem, rosnąca ilość pojawiających się u nas albumów i coraz większy udział w tym komiksowym cieście ambitnych rodzynków. A ja, przyznaję, lubię wyjadać rodzynki. Z tego, co widzę w pojawiających się zapowiedziach w tym roku też będzie smakowicie. Jeśli o moje, komiksowe plany chodzi, to na dzień dzisiejszy zostało mi do przygotowania około 60 stron drugiego tomu Hmmarlowe'a. Jak skończę, to dam Wam znać.

Rok 2009 pod względem komiksowym oceniam bardzo wysoko, zwłaszcza, jako czytelnik. Jako twórca też nie mam powodów do narzekań. Było mniej intensywnie, niż w ciągu kilku poprzednich lat, ale jest to raczej ogólny trend. Zauważyłem, że czytelnicy są zaniepokojeni małą ilością polskich produkcji. Nie ma powodów do obaw - taki stan jest efektem opróżnienia szuflad. Wydawcy utrzymywali wysokie tempo, gdyż publikowali zaległości na równi z premierami. Podobnie jak w przypadku komiksu światowego, nadrabialiśmy opóźnienia z rodzimego podwórka. Teraz trzeba poczekać, aż twórcy zrobią nowe komiksy, które będą publikowane na bieżąco. Wiadomo, że narysowanie albumu to kwestia miesięcy, o ile nie lat. Myślę, że integral "Osiedla Swoboda" można potraktować, jako pewnego rodzaju podsumowanie. Wchodzimy w nowe obszary. Realizujemy nowe projekty. W przyszłość polskiego komiksu patrzę z optymizmem.

Osobiście rok upłynął mi pod hasłem "pełnoetatowy tata". Wydajność pracy nieco mi siadła i nie mam już możliwości, aby porywać się na stachanowskie wyczyny. Nie znaczy to, że spocząłem na laurach. Przystosowałem metodykę pracy do nowej sytuacji i już widzę pierwsze efekty. Na warsztacie mam 6 albumowych projektów w różnych fazach realizacji. Pomysłów, scenariuszy i materiałów źródłowych stale przybywa. Podobnie jest z rosnącym w oczach stosem storyboardów. To jest praca, której efekty będą widoczne w przyszłości.

W 2009 roku udało mi się sfinalizować dwie gry dla Pastelgames. Wyzwaniem i wspaniałą przygodą był dla mnie zwłaszcza MORBID, do którego napisałem scenariusz, zrobiłem grafikę i nagrałem muzykę. Chwila premiery, gdy nagle w nową grę zaczynają klikać miliony (sic!) ludzi z całego świata to dla mnie dzień wielkich emocji. W kwestii stricte komiksowej, wziąłem udział w projekcie Centrali "W sąsiednich kadrach". Była to dla mnie, jako twórcy spora nobilitacja. Ze współpracy jestem bardzo zadowolony. Przy okazji przełamałem się i wróciłem do pisania scenariuszy. Opinie czytelników utwierdzają mnie w przekonaniu, że chyba wyszedłem z tej próby obronną ręką. Cieszy mnie to.

Tymczasem "Najwydestyluchniejszy", czyli projekt, nad którym pracujemy z Bartkiem Sztyborem od 2006 roku, znalazł miłą przystań w "Kolektywie". Bardzo odpowiada mi publikowanie kolejnych odcinków w tym magazynie, jak również pozytywny ferment, który wytworzył się w środowisku związanym z tym pismem. Kolejne numery "Kolektywu" pokazują solidne skoki jakości prezentowanych prac. To nie jest okrzepły skład rutyniarzy, tylko ludzi mających nadal twórczy entuzjazm, a już prezentujących formę profesjonalistów.

Niestety, zaniedbałem nieco blogaska, ale za to znalazłem przytulny kącik na łamach "Ziniola", gdzie dla potomności gromadzę informacje na temat nowych komiksowych zinów. Oczywiście robię to z wyrachowania, gdyż liczę na miejsce w bibliografiach prac magisterskich. W 2010 mam zamiar ukończyć dwa ze wspomnianych sześciu albumów. W październiku na eMeFKa powinny mieć premierę reedycja "Laleczek" oraz antologia "Sceny z życia murarza" pod moją redakcją.

Nie podsumowałem minionych 365 dni na swoim blogu i również dla Was jakoś trudno mi to wyznanie z siebie wydusić. Bynajmniej nie, dlatego, że nie lubię Kolorowych Zeszytów, lecz dlatego, że w moich działaniach komiksowych nie wydarzyło się nic takiego, na co szczególnie chciałbym zwrócić uwagę. Może z wyjątkiem udziału w przypomnieniu twórczości Jerzego Wróblewskiego i narysowania Batmana grającego na skrzypcach ;)

Nie nakreśliłem też komiksowych planów na rok bieżący (choć wiszą nade mną pewne zobowiązania), ewentualnie dam się ponieść fali i dopasuję do rozwoju zdarzeń. Często mówię innym, że dobry plan to połowa sukcesu, ale zupełnie nie potrafię tej mądrości przekuć na własne postępowanie. Od dłuższego czasu zbieram i odświeżam swoje starsze historyjki, aby złożyć z nich album i szukam motywacji, aby zrealizować, któryś z nowszych scenariuszy. Jednak, tak naprawdę bardzo łatwo znajduję dziesiątki uzasadnień (niestety, niektóre z nich są bardzo prawdziwe) do nie robienia czegoś sensownego i konkretnego. Mam nadzieję, że w roku 2010 zmuszę się do aktywności wykraczającej poza prowadzenie dwóch blogów i rysowanie okazjonalnych ilustracji dla różnych znajomych, ale głowy za to nie dam.

W sferze bardziej ogólnej wydaje mi się, że komiksowy światek ponownie nabrał lekkich rumieńców za sprawą kilku udanych imprez, kilku dobrych komiksów polskich autorów, kilku lepszych komiksów autorów zagranicznych i... narodzin Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego. Czekam bardzo niecierpliwie na pierwsze poczynania PSK i daję temu przedsięwzięciu duży kredyt zaufania. Czy zatem zmierzamy ku normalności? Być może, chociaż obawiam się, że ta droga, podobnie jak wszystkie inne w naszym kraju, jeszcze długo będzie dziurawa i wyboista.

Jak rok 2008 był dla mnie okresem inicjacji w komiksowy świat, tak rok 2009 był dla mnie przełomowy, bo poczułem się zaakceptowany, nie jako "one hit wonder", ale jako pełnoprawny komiksiarz. Jest to spełnienie jednego z moich największych marzeń z dzieciństwa. Pamiętam, gdy na ASP wypowiadałem się o komiksach, pokazując kolejne plansze powstającego "Powidoku", jako pewnego rodzaju dowód na to, że jestem twórcą komiksowym i wolno mi się na temat tego medium wypowiadać; jednocześnie drżąc przed tym, że kiedy wydam swój album i zgarnę wyłącznie złe recenzje, lub co gorsze, zostanę zupełnie zignorowany, prawo uważania się za komiksiarza zostanie mi odebrane, że zostanie mi tylko nieszkodliwe hobby.

Miniony rok upłynął pod znakiem właściwie samych sukcesów zawodowych. Po kilku dość znaczących porażkach z roku 2008 wyliterowałem i złożyłem "Golema" i "Łajkę" dla Timofa, z których jestem ogromnie dumny, bo lepiej już zrobione być nie mogą. Jestem również zadowolony z mojej pracy jako redaktora graficznego "Ziniola". Nie uważam, bym był bardzo dobry w kwestii lejałtu pisma, ale dobrze się przy tym bawiłem, wiele nauczyłem i mam nadzieję, że czytelnikom swoją pracą nie zaszkodziłem. Niestety, po czterech numerach żegnam się z "Ziniolem", by się skupić na dyplomie, którego, mam nadzieję, będę bronił już w czerwcu.

Między pracą nad albumami odetchnąłem, tworząc krótkie formy komiksowe, z których również jestem dość zadowolony. Choć trochę mnie zasmuciło, że większym echem odbił się głupi żart w postaci "Kwadransu mesjanistycznego" dla Kolektywu, niż "Zakład" opublikowany w "Ziniolu". Tu bardziej, niż w jakimkolwiek innym swoim komiksie, zepchnąłem sam rysunek, jak i scenariusz (Timofa) na najdalszy plan, zostawiając na wierzchu to, co zazwyczaj jest właśnie na drugim planie, czyli treściową funkcję kompozycji rozkładówek, plansz i elementów na nich zawartych. Fascynuje mnie gramatyczny rozbiór chwil definiujących resztę życia i w dużej mierze o tym będzie mój następny album, więc niepowodzenie "Zakładu" nieco mnie martwi.

Ale tam, gdzie "Kwadrans", czy "Zakład" są pewnymi ekstremami, kolejny komiks do Kolektywu, "01010011-01101101-01101001-01110100-01101000", był dla mnie złotym środkiem między formą i treścią, moimi inklinacjami do eksperymentowania i przejrzystością. Wspaniale również wspominam pracę z Bartkiem Szymkiewiczem. Chętnie w przyszłości bym popróbował takiej pracy zespołowej - rysownik i scenarzysta/kolorysta (albo jeszcze bardziej rozbite, by każdy miał tylko jedną funkcję).

Oczywiście największym sukcesem minionego roku jest dla mnie nasz związek z Olgą Wróbel. Emo-komiksiarka jest dla emo-komiksiarza najlepszą partnerką, tak życiową, jak i twórczą. "Przeciwieństwa się przyciągają" to chyba hasło dla nudnych ludzi lub masochistów. Tak czy siak, po raz pierwszy od lat jestem szczęśliwy, co zaowocowało tym, że zamiast pisać pełne goryczy i smutku eseje na blogu, wolę wyjść na wspólny spacer po parku.

Na szczęście ta radość nie przysłania mi komiksowych obowiązków. Następny album, który zamierzam wydać w 2012 r. jest najbardziej przygnębiającą rzeczą, jaką kiedykolwiek napisałem. Takie stężenie skrajnej beznadziei będzie dla czytelników prawdziwym katharsis albo doprowadzi ich do depresji (lub będzie tak pretensjonalne, że odłożą po dziesięciu minutach). Już mam narysowane / naszkicowane pierwsze dwadzieścia ileś stron, czyli jakąś połowę prologu.

Miniony rok był dla mnie bardzo udany komiksowo. Nawet bardzo bardzo.

Przede wszystkim udało się nam, wspólnie z Tomkiem Pastuszką i Bartkiem Sztyborem, uruchomić magazyn "Karton". Pomimo raczej chłodnego przyjęcia ze strony krytyki komiksowej (bo od czytelników otrzymaliśmy raczej pozytywny feedback) wszyscy trzej, wspólnie z całą ekipą twórców zaangażowanych w projekt, wierzymy, że "Karton" może się bardzo ładnie wpisać w komiksowy krajobraz Polski. Są ciekawe widoki na rozwój naszego kartonowego dziecka, więc warto wyglądać kolejnych numerów. Przy okazji chciałbym oddać głęboki pokłon w kierunku gigantycznej wręcz roboty, jaką odwala Asu przy ogarnianiu wszystkiego co z "Kartonem" się wiąże. Jeśli ja jestem redaktorem naczelnym magazynu, to Tomkowi należy się tytuł HiperMegaGiga Naczelnego.

Drugą bardzo ważną sprawą w 2009 roku było dla mnie dopinanie pewnego przedsięwzięcia albumowego. Mam nadzieję, że wkrótce całość stanie się ciałem i zamieszka na półkach komiksomaniaków i nie tylko. Nie chcę zdradzać o co dokładnie chodzi, żeby zwyczajowo nie zapeszać. Nie zdziwi pewnie nikogo, że scenariuszowo rzecz ma związek z pewnym młodym fanem "Zmierzchu".

Podobnie jak w latach poprzednich popełniłem kilka szorciaków, które opublikowano to tu, to tam. W "Ziniolu" ukazały się dwa epizodziki, w których cofam się do mojego dzieciństwa. Mam nadzieję, że ten autobiograficzny cykl uda mi się pchać dalej, przy pomocy mojego Szanownego przyjaciela, który oprawia moje wspomnienia w komiksowe ramy.

Cieszę się, że udaje nam się z Bartkiem Sztyborem tworzyć kolejne szalone przygody Kapitana Minety, bo praca nad tym komiksem to frajda w najczystszej postaci. W zeszłym roku ukazały się dwa odcinki z perypetiami sympatycznego królika. Jeden na łamach "Kolektywu", drugi w magazynie-matce Minety, czyli "Hardkorporacji". Jestem również zadowolony z jednoplanszówki, którą wysłaliśmy ze Sztyborem na zeszłoroczny konkurs emefkowy. Mam nadzieję, że w przyszłości zrobimy jeszcze jakieś rzeczy z wykorzystaniem zabawy komiksową formą.

Rok 2009 to także znakomite imprezy w doborowym towarzystwie na konwentach mniejszych i większych. Z ogromnym sentymentem wspominam imprezki w Gdański i w Radomiu. Kameralność, znakomita organizacja, a przede wszystkim rodzinna atmosfera to atuty tych właśnie komiksowych spotkań. Co nie znaczy, że w Łodzi czy w Warszawie bawiłem się źle. WSK i MFK również dały radę.

Przyszły rok jawi mi się w tym momencie jako ogromny znak zapytania. Podobno w moim życiu ma się zmienić absolutnie wszystko. Mam jednak ogromną nadzieję, że odnajdę w tej nowej rzeczywistości czas i miejsce dla mojej pasji. Bo bez komiksików byłoby mi chyba trochę smutno.

Osiągnięcia: Poznałem wiele poczciwych, związanych z komiksem osób, z którymi kontakt mam do dziś, czasem wspólnie tworzymy historie. Największą dla mnie sprawą w minionym roku był chyba wywiad dla Motywu Drogi, ponieważ okazało się, że ktoś uważa moje tworzenie za wartościowe i nawet chce o tym ze mną porozmawiać na szerszym forum. Było mi bardzo miło, kiedy Konrad do mnie napisał i wydaje mi się, że ten wywiad zmobilizował mnie do dalszej pracy. Za nie lada osiągnięcie uważam wyzbycie się utopijnych wizji komiksowego środowiska, które roztaczałem sam przed sobą przez te lata. Zawsze chwaliłem się znajomym, jak super jest być komiksiarzem na konwencie, na konwentowym afterparty, między konwentami... A tu proszę, komiksiarz też człowiek i dureń. Oczywiście ciągle przeważa we mnie pozytywne nastawienie. To chyba też osiągnięcie, co?

Porażki: Komiksowych raczej nie mam, może nie licząc odłożenia produkcji kilku komiksów na czas bliżej nieokreślony. Z niekomiksowych porażek na pewno mogę wymienić zwichnięcie kolana, które wykluczyło mnie praktycznie z całego sezonu Niezobowiązującej Koszykówki Wakacyjnych Desperatów (NKWD), którego rozgrywanie co roku jest dla mnie wcale dużą przyjemnością.

Porównanie z poprzednimi latami: W tym roku pojawiłem się w większej ilości zinów, wspomniano o mnie parę razy w internecie. Miałem bardzo udane wakacje, bo nie musiałem siedzieć nad "Ser-cem", jak w roku 2008. Co do "Ser-ca", to ponoć ma być robiony dodruk...

Plany: Mam wyznaczone trzy cele na ten rok, gdy uda mi się któryś zrealizować, napiszę o tym na blogu. W ogóle bardzo lubię blogować, więc planuję kontynuować prowadzenie swojej strony. W tym roku będą trzy lata. Jeden z celów na pewno nie jest dla nikogo większą zagadką – chciałbym wydać album z Sheerem, prace trwają.