W ostatnim czasie na naszym rynku pojawiło się kilka komiksów, w których ważną rolę pełni muzyka, tworzona przez bohaterów. Jakoś tak się dzieje, że w przeważającej większości są to tytuły zagraniczne. A jako, że wielkimi krokami zbliża się publikacja następnego, wraz z premierą filmowej wersji – mówię tu oczywiście o komiksie "Scott Pilgrim" Bryana Lee O’Malleya, postanowiłem pokrótce rzucić na nie okiem.
Myślę, że dużo z nas miało w swoim życiu (lub wciąż ma) okres gdy próbowało ze znajomymi, bądź samotnie tworzyć i nagrywać utwory, po cichu pewnie marząc o zostaniu gwiazdą i zarabianiu na życie graniem muzyki. I na ogół niewiele z tego wynikało. Ale hej! Patrząc wstecz z perspektywy lat przecież nie o to chodziło! Ważniejsza była swoista więź z członkami kapeli, radość ze spotykania się, grania, śpiewania, wywrzaskiwania do mikrofonu swoich frustracji i żali i poczucie jakiejś tam wyjątkowości. Uczucia, którego pewnie w "dorosłym", zabieganym życiu wielu z nas brakuje.
I mniej więcej o tym traktują takie komiksy, jak "
Bend"
Mawila czy "
Sala Prób" Gipiego. Młodzi ludzie, którzy mimo różnych trudności jak choćby brak dobrych instrumentów, brak wielkich umiejętności spotyka się by móc się wyszaleć, by móc być sobą, by w pewien sposób spełniać swoje marzenia. Oczywiście muzyka nie jest jedynym tematem tych komiksów, bowiem autorzy pokazują także różne osobiste zawirowania dotyczące członków zespołów a jak wszyscy doskonale wiemy życie nastolatka w takie zawirowania obfituje. Myślę, że warto zwrócić uwagę jak Mawil i Gipi pokazują młodych muzyków w momencie grania. Główny bohater "Bendu" raz jest wesoły innym razem z całej jego postury bije frustracja spowodowana niewiarą we własne umiejętności. Natomiast u Gipiego, gdy zespół daje czadu, to ten czad jest mocno odczuwalny dla czytelnika. Włoskiemu twórcy udało się narysować muzykę i uniesienie jej towarzyszące. Gdy chłopaki grają to są prawdziwie wolni – cokolwiek to znaczy.

"
Solanin"
Inio Asano to historia nieco innego typu. Tutaj nie ma już nastolatków, którzy bawią się muzyką w czasie wolnym od szkoły. Tutaj muzyka jest dla bohaterów odskocznią od codziennej dorosłości. Frustrujące prace, zawiłości związków i wszystkie inne problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie, którzy kończąc edukację nagle muszą zacząć na siebie zarabiać i radzić sobie z problemami, do rozwiązywania których nie przygotowuje żadna szkoła. Jednak te krótkie momenty, gdy Taneda z kolegami może grać, to jedyne chwile prawdziwej beztroski, zresztą wystarczy spojrzeć na zawarte w komiksie sceny z koncertów. Zakompleksieni, niepewni siebie ludzie na scenie zmieniają się nie do poznania.
Aż szkoda, że nie doczekaliśmy się jeszcze polskiego komiksu, w którym wątek zespołu byłby tak istotny. A przynajmniej ja się takiego nie doczekałem bądź do niego nie dotarłem. Z rodzimych dzieł podejmujących temat muzyki warto zwrócić na pewno uwagę na krótką nowelkę "
Jazz" ze scenariuszem
Tomasza Kontnego i rysunkami
Daniela Gutowskiego, zawartą w antologii "Opowieści Tramwajowe" (można ją także przeczytać
na stronie scenarzysty). Autorzy podejmują tu intrygujący temat wielkości artysty i kompleksów marzącego o takiej wielkości. Choć podana w anegdotycznej i metaforycznej formie, refleksja jest zaiste bardzo celna.
Marek Turek w cyklu "Fastnachtspiel" również przedstawia muzykę. W historii "
Opera mundi" pokazuje w bardzo ekspresyjny sposób sam akt "grania", zaś w pełnej czarnego humoru nowelce "
Śpiewacze" sugeruje, że muzyka ma różne mocno "alternatywne" skutki. Zresztą gra z muzyką ma miejsce nawet w jednej z finałowych, bardzo przewrotnych scen cyklu.

Wkrótce polski czytelnik dzięki wydawnictwu Kultura Gniewu będzie się mógł zapoznać ze wspominanym już bardzo popularnym cyklem "Scott Pilgrim", w którym wątek zespołu również się pojawia. Myślę, że najbliżej mu do sposobu, w jaki granie przedstawia Asano, aczkolwiek w komiksie O’Malleya nad wszystkim dominuje bardzo charakterystyczne poczucie humoru. A zresztą, ci którzy nie znają jeszcze tego cyklu niedługo będą mogli się o tym sami przekonać. Osobiście czekam na polski album, podejmujący temat młodocianych zespołów. Kto wie? Może będzie to nostalgiczna autobiograficzna historia, wesoła komedia, a może bardzo poważne dzieło? Ja oczekuje na komiksowy odpowiednik filmu "Wszystko co kocham", pokazujący radość towarzyszącą szaleństwom z instrumentami, ale jednak opisujący także naszą bardzo specyficzną rzeczywistość.
A Wy? Chcielibyście coś takiego przeczytać?