Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mateusz Skutnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mateusz Skutnik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2026

#2536 - Współczesny komiks polski trafi do Portugalii

Polski komiks tworzony przez współczesnych twórców już wkrótce trafi na Półwysep Iberyjski. W ramach linii wydawniczej Bursztyn (z portugalskiego Âmbar) nakładem wydawnictwa A Seita na rynku portugalskim ukaże się pięć albumów komiksowych rodem z naszej ojczyzny. Tak się przyjęło, że o komiksie z polskim rodowodem, który ukazuje się poza granicami naszej ojczyzny regularnie i dość często piszę na łamach profilu FB Kolorowych w ramach cyklu pod roboczym szyldem "Polska GUROM!". W tym jednak przypadku uznałem, że sprawa jest o tyle duża i na tyle ważna, że warto jej poświęcić osobny wpis na blogu.

Komiks portugalski na polskim rynku jest obecny (przynajmniej!) od 2008 roku, gdy nakładem wydawnictwa Taurus Media ukazała się "Najgorsza kapela świata" autorstwa Jose Carlosa Fernandesa. Z wydawnictwa spod znaku byka dostaliśmy jeszcze dwa inne tytuły - "Kobieta mego życia, kobieta moich snów" Pedro Brito i Joao Fezendy oraz drugi tom "Najgorszej kapeli świata" - a następnie temat został przejęty przez wydawnictwo Timof Comics (która wówczas nazywało się jeszcze Timof i cisi wspólnicy). Częściej lub rzadziej, ale regularnie, od wielu już lat ta warszawska oficyna wydaje kolejne komiksy z kraju ze stolicą w Lizbonie.

Dzięki zaangażowaniu Timofa polski czytelnik mógł całkiem dobrze poznać komiks portugalski. Teraz portugalski czytelnik dostanie szansę zapoznania się z komiksem polskim. Stanie się to znów, dzięki zaangażowaniu wydawnictwa Timof Comics.


wtorek, 14 stycznia 2014

#1486 - Ludzie rysują Blera: sezon pierwszy (1)

Dzięki uprzejmości Rafała Szłapy na łamach Kolorowych publikować będziemy prace polskich rysowników z cyklu Ludzie rysują Blera. Na początku odgrzejmy kilka kotletów z sezonów pierwszego i drugiego - akurat na coraz chłodniejsze, styczniowe wieczory. W niedzielę natomiast ruszamy z absolutnie świeżutkimi delicjami z najnowszej, trzeciej edycji tej niezwykle sympatycznej zabawy. Miłego oglądania!


#1485 - Rok 2013 według twórców (1)

Dziś czas na twórców. W pierwszej trójce czwórce zameldowali się Maciej Pałka, Wojciech Stefaniec, Mateusz Skutnik i Daniel Gizicki. Każdy z nich na swój sposób rozprawia się z 2013, a wszystkim im bardzo dziękuje za przesłanie tych kilku słów.


Maciej Pałka (klik klik):

Coroczne podsumowania na Najkolorowszych są dla mnie bardzo przydatne. Zerkam sobie co tam napisałem rok temu i mogę się do tego ustosunkować z perspektywy czasu.

Rok temu zasygnalizowałem, że największym obecnie dylematem jest dla mnie wybór między „byciem twórcą, a byciem działaczem”. Tak więc w 2013 dziarsko chwyciłem w dłoń tablet i... rysowałem. Pocisnąłem trzy fabuły o Sztukmistrzu z Lublina. Dwie ukazały się drukiem: zeszyt „Lublin. Location 2.0” pojechał na targi technologii CEBIT do Hanoweru jako reklamujący Lubelszczyznę folder. Z kolei albumik „Sztukmistrz z Lublina?” posłużył za materiał promocyjny dwóch letnich lubelskich festiwali (Carnavalu Sztuk-Mistrzów i Festiwalu Śladami Singera).

wtorek, 4 czerwca 2013

#1307 - Tetrastych

Tetrastych, albo bardziej po polsku – czterowiersz jest to typ strofy poetyckiej składający się z czterech wersów. Najczęściej izosylabicznych, połączonych ze sobą rymami. W poezji znany jest już od czasów antycznych, w literaturze polskiej pozostaje wciąż najpopularniejszym typem strofy, stosowanym również w tekstach epicko-lirycznych, na przykład w balladach. Tetrastych to również tytuł nowego albumu Mateusza Skutnika.

 Nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że mieszkający w Gdańsku artysta jest jednym z najbardziej interesujących i najwybitniejszych współczesnych twórców komiksowych. Swoje pierwsze szlify zdobywał na łamach niskonakładowych zinów. W „Vormkfasie” czy „Ziniolu” debiutował Blaki, pojawiły się pierwsze historie z cyklu „Morfołaki”, które później wydane w albumach ugruntowały pozycję, jaką Skutnik wywalczył sobie dzięki „Rewolucjom”. Ta seria utrzymanych w oryginalnej oprawie graficznej opowieści ze swoją wyrafinowaną kompozycją i steampunkowym klimatem zachwyciła czytelników i krytyków. Jednak „Tetrastych” nie ma nic wspólnego z żadną z tych pozycji.

Nowy album Skutnika to zbiór czterokadrowych pasków, które powstały w ramach konkursu na forum Gildii, strony skupiającej największą komiksową społeczność w polskim internecie. Rzecz cała polegała na tym, że w tydzień trzeba przemyśleć i przygotować krótką historyjkę na zadany temat. Potem twórcy wraz z czytelnikami wybierali najlepszą pracę w głosowaniu. Zwycięzca, który otrzymał najwięcej głosów, zadawał nowy temat. I tak z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc – gdy piszę te słowa trwa właśnie 263. edycja konkursu. W założeniu ta zabawa miało stanowić platformę wymiany doświadczeń między komiksiarzami, miejsce rzeczowej krytyki, stać się okazją, aby szlifować swój komiksowy warsztat i uczyć od bardziej doświadczonych kolegów „z branży”. Oprócz tego konkurs wydał dość nieoczekiwane owoce, które przybrały kształt albumów komiksowych – wystarczy wspomnieć o „Ruchomych paskach” Marka Lachowicza czy albumie „Blaki. Paski” Skutnika właśnie. Kolejnym jest „Tetrastych”. Pomieszczone w nim zostały 52 paski na 52 różne tematy, które powstały podczas 52 tygodni rysowania.

Trzeba żelaznej konsekwencji, aby tydzień po tygodniu wysilać zarówno głowę, jak i ołówek, aby na czas dostarczyć nowy komiks. W „Tetrastychu” pojawia się okazja zobaczenie artysty mierzącego się z kieratem ściśle ustalonego harmonogramu. Efekt tych skutnikowych zmagań jest różny. Niekiedy wychodzi z nich zwycięsko, a czasem efekt jego pracy rozczarowuje. Jak to się mówi w sportowym żargonie – decyduje forma dnia.

Jakościowy rozstrzał „Tetrastychu” jest niesłychany – trafiają się w nim szorty, które trzeba postawić obok najlepszych osiągnięć Skutnika. Przewrotnie przynosząc na myśl wielkich klasyków europejskiego komiksu Bilala i Moebiusa, ale do szpiku w swej polskości wibrująca Raczkowskim „Entropia”, wywołujące napad niekontrolowanego śmiechu „Zimno”, na wskroś niepoprawny „Islam”, absolutnie fantastyczna „Książka” czy równie znakomita „Polska” – to tylko kilka przykładów z brzegu, pokazujących komiksowy kunszt swojego autora. Niestety, na każdy czterokadr zapadający w pamięć przypada przynajmniej jeden nieudany. Taki, którego puenta była niecelna, żart nieśmieszny, pomysł nieudany. W tych przypadkach często bywa, że Skutnik za bardzo kombinuje. Siląc się na oryginalny koncept, ostateczne ponosi klęskę, gdzieś gubiąc efekt, jaki chciał uzyskać.

Podobnie, rzecz ma się z estetyką i stylistyką. Cartoon i zaledwie cztery kadry do zagospodarowania to nie jest środowisko sprzyjające Skutnikowi. To typ twórcy, który potrzebuje przestrzeni, aby rozwinąć swoje skrzydła, który potrafi umiejętnie budować nastrój i dramaturgie, a w pasku nie ma niestety na to miejsca. Wydaje mi się, że bardzo trudno jest mu zaprezentować mu wszystkie te walory w formie, na jaką zdecydował się w „Tetrastychu”, ale niewątpliwie te prace, którą skrzą się skutnikowym liryzmem należą do najlepszych w całym zbiorze. Trafiają się rzadko, ale jak już udaje się zamknąć na tych czterech kadrach to czytelnik zastyga w zachwycie.

Pod względem wizualnym Skutnik odwołuje się właściwie do wszystkich stylów graficznych, z jakich korzystał podczas swojej kariery. Od skrajnie minimalistycznej kreski znanej z „Blakiego”, przez estetykę zakorzenione w tradycji awangardowej („Morfołaki”) czy turpistyczną („Wyznania właściciela kantoru”), aż do malarskich pasteli (ostatnie „Rewolucje”). Pomimo tej różnorodności wszystkie prace zgromadzone w „Tetrastychu” łączy to, że odmalowane są bardzo swobodnie, niekiedy na granicy niedokładności. Autor nie ma czasy cyzelować szczegółów, bo trzeba zdążyć z terminem...

„Tetrastychem” Mateusz Skutnik chce umilić swoim czytelnik czas oczekiwania na kolejne „Rewolucje”. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to tylko przystawka, mając rozbudzić apetyt na coś znacznie większego.

środa, 30 stycznia 2013

#1237 - The Very Best OFF the Ziniols: Greatest Hits vol.1

Nigdy nie miałem szczęścia zetknąć się z kserowanym „Ziniolem” (czy też „Ziniem”), gdy ten ukazywał się w latach 1998-2005. Lektura pierwszego tomu „The Very Best OFF the Ziniols: The Greatest Hits vol.1 1998-2005” nie była więc dla mnie podróżą sentymentalną, tylko wycieczką w nieznane rejony komiksowej historii.

Zamojsko-lubelski magazyn redagowany przez Dominika Szcześniaka znany jest mi jedynie z jego sieciowego wcielenia i z restartu pod timofową banderą. No i z obfitych owoców, jakie wydał. Zasługi „Ziniola” dla dzisiejszego komiksowa są niezaprzeczalne. Na jego łamach wykuwał się warsztat twórców nierzadko stanowiących o obliczu współczesnego komiksu polskiego. Wspomniany Szcześniak, Mateusz Skutnik, Maciej Pałka, Marek Turek, Rafał Szłapa, Otoczak, Rafał Trejnis – wszyscy oni, w mniejszym lub większy stopniu współtworzyli kserowaną legendę komiksowego podziemia. Ich prace - „Blaki”, „Fastnachspiel”, „Morfołaki”, Bi-Bułka”, „Waciane Kaffliki Żyttu”, „Przygody Leszka” czy „Dom żałoby” - to serie, które publikowane były w "Z", aby potem ewoluować w stronę serii czy pojedynczych albumów. Nie wiem czy nie będzie to zbyt odważna teza, ale wydaje mi się, że obok ze wszech miar kultowego „Produktu” to właśnie „Ziniol” (obok nieco zapomnianego dziś „AQQ”) był największym inkubatorem talentów, które dziś mogą lśnić pełnym blaskiem.

Pomysł na zebranie w jednym, grubym tomiku tego, co najlepsze z tych 40 numerów sam w sobie jest znakomity, ale z dzisiejszej perspektywy trudno mi krytycznie oceniać komiksy, uchodzące niegdyś za największe przeboje „Ziniola”. I tak na przykład purnonsensowy i pornograficzny „Mocz w zupie” tercetu Wojda/Szcześniak/Pałka nijak mnie nie przekonuje, podobnie, jak „Latające szlugi” Szcześniaka solo, będące dla mnie kuriozum nie lada. Po latach nie dorastają do swojej zinowej legendy albo moje oczekiwania były zbyt wygórowane. Natomiast absolutnie znakomicie prezentuje się wczesne wcielenie „Blakiego”, zupełnie inne od tego, którą poznaliśmy w wydaniach zbiorczych. Bardziej odjechane, bardziej dziwaczne, formalnie nieokrzesane, w wykonaniu nieopierzonego jeszcze Skutnika. I dłuższe, bo licząca dobre 40 stron – choćby dla tego komiksu warto sięgnąć po ziniolową składankę. Tego, że „Blaki” będzie dobry mogłem się spodziewać, ale prawdziwym ciosem obuchem w łeb były dla mnie prace Mateusza Liwińskiego i Andrzeja Śmieciuszewskiego w ramach jednoplanszówek (choć nie zawsze) „Rosencranz i Santana”. Niepoprawne, osobliwe, ekscentryczne, niekiedy na granicy hermetyczności, często absurdalne, nierzadko okropnie śmieszne i w stu procentach undergroundowe. Trzeba się samemu przekonać.

Myślę, że twórcze poszukiwania Liwińskiego i Śmieciuszewskiego mogą być swoistym pars pro toto całego magazynu – rzeczy przysłowiowo jadące po bandzie, eksperymentalne, obsceniczne, dziwaczne, przekraczające granice nie tylko dobrego smaku, momentami niezjadliwie dla przeciętnego czytelnika „Thorgali” czy „Kaczora Donalda”. Myślę, że taka mogła być specyfika „Ziniola”. W przeciwieństwie do „Maszina” czy „Mydła” formalnie mniej skomplikowana, w porównaniu do „Profanum” mająca gdzieś „przeciętnego” i „masowego” odbiorcę i nie stawiająca na humor tak mocno, jak w przypadku „Jeju” czy nieodżałowanego „Kartonu”.

Pierwszy wolumin „Ziniolsów” był jednocześnie debiutanckim komiksem Wydawnictwa Ważka na naszym rynku. I do edytorskiej jakości edycji trudno się przyczepić. Wszystko jest w najlepszym porządku. Warto dodać, że żadna z praca obecnych w antologii nie była poddana procesom remasteringu, dzięki czemu poszczególne ko,miksu zachowały swój specyficzny undergroundowy posmaczek.

„The Very Best OFF The Ziniols: Greatest Hits vol.1 1998-2005” ucieszy przede wszystkim najbardziej hardkorowych fanów polskiego komiksu. To album o dużej wartości poznawczej, będący lekcją z komiksowej historii. Ten zapis pewnej epoki został podrasowany komentarzami redaktora naczelnego, pokazującego „Ziniola” od kuchni, ale i w nieco sentymentalnym tonie.

czwartek, 8 listopada 2012

#1179 - PKS 09: Mateusz Skutnik

W cyklu PKS pokazujemy,  jak wygląda warsztat polskiego komiksiarza. Czy przypomina kuchnie, w której z najróżniejszych składników artyści według swoich tajnych przepisów wyczarowują swoje dzieła, czy raczej warsztat, gdzie w mozole ciężkiej, codziennej pracy wykuwane są zeszyty i albumy, a może coś jeszcze innego? Zobaczycie sami! A jeśli jesteś twórcą i chciałbyś zaprezentować zacisze swojej pracowni - zgłoś się do nas! Dziś przed nami... Mateusz Skutnik!

... w zupełnie interaktywnym wydaniu.