Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtycki Festiwal Komiksu 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtycki Festiwal Komiksu 2010. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lipca 2010

#516 - (Mocno spóźniona) relacja z BFK 2010!

Bałtycki Festiwal Komiksu miał miejsce co prawda miesiąc temu, ale ze względu na różne zawirowania, przeprowadzki oraz (nie)przyjemności życia dopiero teraz mogę na spokojnie napisać co nieco o gdańskiej imprezie. Przy czym postaram się skupić bardziej na merytorycznych kwestiach, bo te towarzyskie zostały omówione w wielu innych miejscach. Zastanawiałem się czy po tak długim czasie od imprezy jest jeszcze sens, żeby o niej wspominać, ale brak jakiejś konkretniejszej, nie skupiającej się właśnie na kwestiach towarzyskich relacji utwierdził mnie w przekonaniu, że owszem jest. Czy mi się to uda to inna sprawa.

Niestety nie dane mi było uczestniczyć w programie BFK od samego początku, tj. od wernisażu wystawy "Pusty komiks" Jacka Frąsia, która odbyła się w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia. Z późniejszych rozmów, relacji i zdjęć wnioskuję, że jest czego żałować (szczególnie, że egzamin, który uniemożliwił mi wcześniejsze przybycie z radością muszę powtarzać we wrześniu). Bardzo jestem ciekaw co wyjdzie z improwizowanego komiksu, do którego każdy mógł dołożyć swoje kilka groszy i które to grosze w postaci rysunków w jedną logiczną całość miał następnie złożyć twórca komiksów "Glinno" czy "Stan". Po wernisażu przyszedł czas na pierwszą imprezę integracyjną, która odbyła się w klubie "Buffet" - kto był, ten wie jak było (a kto nie był niech wie, że było świetnie), a ja z chęcią za rok widziałbym ten lokal jako oficjalne miejsce wieczornych spotkań komiksiarzy.
Spotkanie z wydawcami - od lewej: Szymon Holcman z Kultury Gniewu, Radosław Bolałek z Hanami i Tomasz Pastuszka z "Kartonu".

Sobota była pierwszym dniem podczas którego większość czasu spędzono w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego, gdzie trwały spotkania, prelekcje i warsztaty. Jednym z pierwszych punktów programu była dyskusja z tradycyjnego bfkowego cyklu "Mówić i pisać o komiksie" o tytule "Czy warto rozmawiać o komiksie?". Jej uczestnicy (m.in. Przemek Pawełek, Karol Kalinowski, Jacek Jastrzębski) doszli do wniosków, że owszem, o komiksach warto rozmawiać/pisać lecz niekoniecznie w takiej formie jak ma to często miejsce w komiksosferze, co dla nikogo z obecnych nie było raczej zaskoczeniem. Kolejnym punktem było tradycyjne spotkanie z wydawcami, które przyznam szczerze (już chyba któryś raz) jest dla mnie zawsze jedną z ciekawszych atrakcji każdego z komiksowych festiwali. Tym razem wydawców reprezentował Radek Bolałek z Hanami, Szymon Holcman z Kultury Gniewu oraz Tomasz Pastuszka z "Kartonu". Jednym z głównych tematów rozmowy były pojawiające się od jakiegoś czasu prognozy o słabszej formie rynku komiksowego. Co prawda podczas Komiksowej Warszawy wydawcy wyrażali się o nim w samych superlatywach, jednak były to pochwały odnoszące się do poprzednich dwunastu miesięcy. W 2010 nie jest już tak różowo i optymistycznie. Zdaniem Holcmana szczyt możliwości naszego rynku przypadł na Międzynarodowy Festiwal Komiksu w 2008 roku, kiedy to do Łodzi przyjechał m.in. Moebius, Manara czy Liberatore - od tamtego czasu mamy regres. Co do przewidywań jak może wyglądać nasz rynek za kilka/kilkanaście miesięcy to zdaniem Szymona może być tak (to jedynie teoria i jak zaznaczono - pesymistyczna!), że Egmont stopniowo będzie wycofywał się z wydań albumowych na rzecz magazynów komiksowych (można już to teraz zauważyć patrząc na wakacyjną ofertę wydawnictwa), co z kolei doprowadzi do likwidacji działów komiksowych w Empikach - było nie było najważniejszych miejscach zbytu dla wydawców. W takim wypadku rynek powróci do stanu z połowy lat 90-tych, oferta ulegnie znacznemu uszczupleniu a do łask wrócą komiksy i ziny wydawane własnym sumptem. Czy tak rzeczywiście będzie, przekonamy się zapewne już niebawem. Kolejną kwestią poruszoną na panelu były nowe możliwości w pozyskaniu kolejnych czytelników, które przy ziszczeniu się przewidywań reprezentanta KG mogłyby się okazać bezcenne dla dalszego funkcjonowania niektórych wydawnictw. Podobnie jak w przypadku oficyn zagranicznych, głównej szansy upatruje się w anglojęzycznych wersjach rodzimych komiksów wypuszczanych na iPady - nad takimi rozwiązaniami pracuje i Kultura (w całości przetłumaczona jest już "Łauma") i redakcja "Kartonu", a efekty tych prac można będzie poznać prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Ponadto "Karton" oprócz wersji anglojęzycznej na ekranach tych zmyślnych urządzeń zadebiutuje również na papierze poza granicami naszego kraju - pierwszy przystanek to prawdopodobnie Holandia. Swoją ofertę w inne rejony świata skierowało również Hanami, które póki co wypuściło na czeski rynek dwa komiksy, "Księgę Wiatru" ("Kniha větru") oraz pierwszy tom "Balsamisty" ("Balzamovač"). Kolejne w drodze, a docelowo to co będzie się ukazywać u nas, od razu w wersji czeskiej ma lądować za południową granicą. Z ciekawszych informacji warto jeszcze odnotować, że kartonowa ekipa przy pomocy tysięcy wlepek ma zamiar wkrótce "zakleić ten kraj".

Kolejnych kilka festiwalowych godzin spędziłem na przygotowywaniu się do spotkania z kolekcjonerami komiksów, Jackiem Jastrzębskim i Matuszem Trąbińskim, które miałem przyjemność poprowadzić. Ominęły mnie tym samym spotkania z wszystkimi zagranicznymi goścmi, tj. Rutu Modan ("Rany wylotowe"), Olivierem Schrauwenem ("Mój syn") oraz panem Yoshimasa Mizuo. Co do samego spotkania z kolekcjonerami to dosyć niezręcznie mi się wypowiadać, acz nie było najgorzej - dopisała i publika i pytania od niej, które wypełniły w zasadzie całą drugą połowę przeznaczonego dla nas czasu. Było to pierwsze spotkanie z kolekcjonerami, którzy - sądząc po niektórych pytaniach - jawią się jako pewnego rodzaju cuda natury. Było to też pierwsza dla mnie okazja, żeby wystąpić w roli prowadzącego - ciekawe doświadczenie, ale nie spieszy mi się, żeby zmierzyć się z tym ponownie.

Chwilę przed i chwilę po kolekcjonerskim spotkaniu odbyły się warsztaty Piotrka Nowackiego i Bartosza Sztybora (któego w pierwszych minutach zastąpił Tomasz Pastuszka) "Przepis na bohatera komiksu" oraz prezentacja Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego, na których w dyskusję wdał się siedzący wśród publiczności Mateusz Skutnik ("Rewolucje", "Pan Blaki"). Tego typu "wybryki" nie są częste, więc zawsze warto je odnotować (i w przyszłości brać przykład). Po spotkaniu z PSK przyszła kolej na krótkie wystąpienie redaktorów oraz twórców magazynu "Karton", a pierwszy dzień zakończono rozdaniem GDAKów oraz rozwiązaniem konkursu na "Pasek w pomorskich klimatach". Z tego co udało mi się zapamiętać w kategorii Komiks dla Młodzieży GDAKa 2010 dostała wydana przez Kulturę Gniewu "Łauma" Karola Kalinowskiego, a Szymon Holcman został wybrany GDAKowym "Jokerem". Natomiast w paskowym konkursie zwyciężył podobnie jak rok temu Jakub Babczyński, a jedno z wyróżnień przypadło duetowi Jacek Jastrzębski (scenariusz) / Piotr Bartosiak (rysunek), których "kibicowski" pasek mamy przyjemność prezentować poniżej.Interparty odbyło się w pobliskim klubie "Odlot" w którym brać komiksowa przeniosła się z wnętrza lokalu do betonowego "ogródka", gdzie została do wczesnych godzin porannych. Tam też odbyły się tradycyjne bitwy komiksowe, prowadzone przez Przemka Pawełka, do których zgłosiło się kilkunastu (!) uczestników. Po wielu walkach i na szczęście niezbyt wielu dogrywkach w trzyosobowym finale (KRL, Bizon, Jaszczu) zwyciężył podobnie jak rok temu Piotrek Nowacki! Serdeczne gratulacje raz jeszcze! Początkowo bitwy przyciągnęły przed wejście do lokalu spore tłumy, jednak im dłużej one trwały tym ludzi ubywało a pod sam koniec zostały jedynie osoby ściśle związane ze środowiskiem (a przynajmniej odniosłem takie wrażenie). W przyszłości warto by pomyśleć nad usprawnieniem formy bitew, ewentualnie ograniczeniem liczby uczestników, tudzież wprowadzeniem eliminacji do "głównych" walk na pomysły i markery. Zresztą to nie tylko problem pojedynków przy okazji BFK, ale również Ligi Bitew Komiksowych, gdzie pod koniec zostawali już najbardziej zainteresowani, czyli często znajomi uczestników. Po bitwach przyszedł czas na integrację środowiska, której znacznie pomagał komiks "Ostatni najazd Jaćwingów" Romana Gustawa Woźniaka przy którym zbierały się większe i mniejsze grupki i podziwiały fantastyczne trapezoidalne kadry. Albumem zafascynowany był również Olivier Schrauwen, który od Olgi Wróbel dostał swój własny egzemplarz! Zabawa trwała do wczesnych godzin porannych, przez co niedzielne uczestnictwo w Bałtyckim Festiwalu Komiksu dla wielu (w tym dla mnie) ograniczało się głównie do snucia po terenie biblioteki i relaksie na pobliskim "kwadracie TeO".
Interparty - Olga Wróbel, January N. Misiak oraz Jakub Babczyński i ich radość podczas przeglądania "Ostatniego najazdu Jaćwingów".

Tym bardziej szkoda, że ominęła mnie przez to około połowa półtoragodzinnego wykładu Tomka Pastuszki "Wydaj się sam. Czyli od Internetu do offsetu" czy też wcześniejsza prelekcja Daniela Chmielewskiego dotycząca komiksowej interpretacji wiersza. Za stary byłem, aby wziąć udział w warsztatach Olgi Wróbel z najmłodszymi, więc tylko zerkałem co też przyszły kwiat polskiego komiksu (oby!) wyprawiał z pracami Bohdana Butenko. Z krótkich obecności na paru innych punktach programu zapadła mi w pamięć fatalistyczna przepowiednia dotycząca filmowego "Scotta Pilgrima", mówiąca o tym, że w przypadku niepowodzenia ekranizacji za wielką wodą wielce wątpliwy jest jego występ w naszych salach kinowych. Brzmiało to o tyle dziwnie i kuriozalnie, że data polskiej premiery znana jest już od dłuższego czasu i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić. Im dłużej trwał dzień, tym więcej osób zbierało się we wspomnianym pod koniec zeszłego akapitu miejsca (łącznie z organizatorami).

Bałtycki Festiwal Komiksu zakończył się w niedzielę o 15.00 i zapewne zapisał złotymi literami w pamięci większości uczestników. Ostatni weekend czerwca (który to termin został zarezerwowany już i w przyszłych latach) jest idealną datą na zakończenie komiksowego "sezonu" trwającego umownie od MFK do BFK właśnie. A sam Gdańsk to świetne miejsce od którego można rozpocząć wakacyjne wojaże. W przypadku tegorocznej edycji ciężko mi określić czy było lepiej czy gorzej w porównaniu z poprzednią. Z jednej strony, mając w pamięci zapewnienia organizatorów z zeszłego roku, spodziewałem się - nie umniejszając Rutu Modan czy Olivierowi Schrauwenowi - dużej zagranicznej gwiazdy pokroju Davida Lloyda, która przyjechałaby do miasta Neptuna niekoniecznie przy okazji premiery swojego komiksu. Ale to może za rok. Z drugiej odniosłem wrażenie, że imprezą zainteresowanych było nieco więcej osób niż w 2009 roku, co szczególnie było widać przy punktach programu poświęconych mandze czy też anime, gdzie specjalnie na te atrakcje ściągały całkiem konkretne grupy zapaleńców.

A już teraz warto zapamiętać, że w przyszłym roku 24-26 czerwca wypada spędzić w Gdańsku.

środa, 23 czerwca 2010

#486 - Karton 4

Podczas ubiegłorocznej BeeFKi jedną z ciekawszych informacji, która "wyciekła" podczas imprezy, była zapowiedź nowego magazynu komiksowego o nazwie "Karton", który miał być pierwszą od czasu "Produktu" tego typu profesjonalną i cykliczną publikacją. Równo rok później, jedną z premier Bałtyckiego Festiwalu Komiksu będzie czwarty numer magazynu prowadzonego przez Piotra Nowackiego, Bartosza Sztybora i Tomka Pastuszkę i tym samym dobry to moment do podsumowania tej prawie rocznej (pierwszy numer miał premierę we wrześniu) obecności "kwartalnika kultury kartonowej" na naszym rynku (tudzież w świadomości czytelników).

Patrząc po nazwiskach osób zaangażowanych w "Karton" spodziewałem się mocnego uderzenia od samego początku - co jak co, ale trio ojców założycieli, bracia Surma, Karol Kalinowski czy Marek Lachowicz powinni gwarantować dobrą zabawę od pierwszej do ostatniej strony. W przypadku debiutu i numeru drugiego jednak tak nie było (przynajmniej w moim przypadku). O ile przy pierwszym "Kartonie" mógłbym to tłumaczyć niezaznajomieniem z bohaterami i seriami, o tyle w przypadku "dwójki" powinno być już nieco lepiej. A cały czas nie było, czemu "przysłużył" się również długi (prawie półroczny) okres oczekiwania na kontynuację przygód Flitlicza i całej reszty kartonowych bohaterów.

Zawiedzeni kibice z mniejszą werwą dmuchali w wuwuzele i z lekkim niepokojem czekali na "drugą połowę" w której dream-team powinien w końcu strzelać gole.

I zaczął! Trzeci "Karton" był co najmniej o klasę lepszy od poprzedników (o czym pisałem już w kwietniowej recenzji) - z ławki rezerwowych wyskoczył nagle przesympatyczny jednorożec Rubino (autorstwa Patricio Didlo), a "Cyberdetektywi z kosmosu" (duetu Szymkiewicz/Łazowski) bez problemu rozmontowali ponurą obronę przeciwnika, zostawiając na jej obliczu sporej wielkości uśmiech. O świetnej okładce (Jakub Tschierse), "Ćmach" (Tomasza Pastuszki) i bardzo dobrym występie Człowieka Paroovki (Marka Lachowicza) wspominać nie będę - KCTW (Kto Czytał, Ten Wie). Po dwóch miesiącach przyszedł czas na numer czwarty, który swoją premierę będzie miał właśnie na zbliżającej się beefce. Przechodząc z terminologii piłkarskiej w muzyczną - o klasie zespołu można się ponoć przekonać dopiero przy czwartej płycie. O ile debiut, drugi album czy nawet trzeci mogą być nie wiadomo jak dobre, o tyle właśnie po czwartej pozycji w dyskografii można stwierdzić, czy wcześniejsze były "chwilowym" wybrykiem czy też dany band ma rzeczywiście pomysł na swoją twórczość.

Od razu zdradzę, że kartonowa ekipa jak najbardziej te pomysły ma. Czwarty numer jest równie dobry, jak nie lepszy od swojego kwietniowego poprzednika!Dla wszystkich znanych z poprzednich numerów serii znalazło się miejsce również w najnowszej odsłonie magazynu. Marek Lachowicz, wspomagany w szarościach przez Tomka Kuczmę, zaprezentował kolejny epizod z życia psotnej "Grand Bandy" i przy okazji po raz kolejny pokazał, kto znajduje się w czołówce polskiego cartoonu. "Ćmy" Tomasza Pastuszki zaliczyły nieco spokojniejsze chwile, co nie znaczy, że obyło się bez śmiechu - najnowszy epizod, chwalonej chociażby przez Tomasza Pstrągowskiego serii, spotkał się u mnie z najbardziej entuzjastyczną reakcją. Ciężko powiedzieć coś konkretnego o nowym odcinku innej serii do której scenariusz napisał Asu, bowiem "Flatties" tym razem zajmuje tylko jedną planszę. Acz na rysunki Ewy Juszczyk zawsze miło się patrzy. Coraz lepiej radzi sobie wspomniany już Flitlicz i reszta kompanów, która w kolejnym epizodzie "Byle do piątku trzynastego" musi poradzić sobie z wydarzeniami z poprzedniej części. A sądząc po ostatniej stronie serii Bartosza Sztybora i Piotrka Nowackiego na horyzoncie czają się kolejne problemy (z Domatorem i jego nowym wyglądem w roli głównej). Po poszukiwaniu złodzieja obrazu, "Cyberdetektywi z kosmosu" stają przed kolejnym zadaniem - tym razem muszą sprawdzić czy pewien jegomość zdradza swoją żonę. Jako że obserwacja to dosyć żmudna i nieciekawa sprawa, to bohaterzy próbują wypełnić sobie czas przyjemniejszymi rzeczami - jednak cały czas zachowując czujność i uwagę. Kolejny epizod komiksu twórców odpowiedzialnych za "Hell Hotel" to taka futurystyczna wersja przygód Pierre'a Dragona ("RG: Rijad nad Sekwaną") pokazująca, że praca detektywa nie jest tak obfita w adrenalinę jak można by się tego spodziewać. W przypadku "168" Marcina Surmy nadal niezbyt wiele wiadomo i domyślam się, że cała zagadka zostanie rozwiązana dopiero w ostatnim epizodzie, po którym to będzie można właściwie ocenić całą serię. Gwiazdą numeru, podobnie jak w poprzednim numerze, jest widniejący również na okładce "Rubino" za którego przygody odpowiada niejaki Patricio Didlo. Tym razem na czytelników czeka aż sześć epizodów jego perypetii - w tym spotkanie twarzą w twarz z trolem Karolem, czy... własnym bratem! A jak wiadomo z komiksów (i nie tylko), nagłe pojawienie się takiej persony musi oznaczać jeszcze większe niż zwykle kłopoty. Szczególnie, jeśli brat ów uznany był za zmarłego! Przy okazji rozkoszny jednorożec potwierdza, że mógłby stanąć do pojedynku na bucowatość z samym WilQ'iem! A wynik nie musiałby być tak oczywisty jak to się wydaje.

Oprócz rzeczy dobrze już znanych czytelnikom "Kartonu", w środku numeru czwartego znajdują się także dwie nowości za których warstwę graficzną odpowiadają bracia Zych. Tomek (znany również jako Titos) wraz ze swoim imiennikiem, Tomaszem Kontnym, co numer, w kilku kadrach nowej serii "Robić nie ma komu" będą przedstawiać "zmagania pewnego człowieczka ze sprawdzaniem się w różnych zawodach". Na pierwszy ogień poszła fucha trenera psów. Drugi z braci Zych, Paweł, wraz z Karolem Konwerskim postanowili przedstawić losy trio Dejzi, Makrela i Promyczka, którzy są głównymi bohaterami "Nerdówka" - dosyć stereotypowo i niezbyt zaskakująco przedstawiającego losy twórców gier. Mimo tego, dobrze by było zobaczyć jeszcze ową trójkę w kolejnych numerach "Kartonu", chociaż przypisanie Konwerskiemu i Zychowi roli gości numeru oznacza raczej, że to jednorazowy wyskok. A szkoda.Oprócz tego w środku tradycyjnie znajduje się "Szczypta realizmu" za którą tym razem odpowiada Wojtek Stefaniec; Zuzanna Kochańska powraca z rubryką "Kar://Net" i prezentuje komiks "The Meek" Der-Shing Helmera; Karol Kalinowski prezentuje kolejną część "Wyjścia" - komiksu z życia wziętego, którego wszystkie epizody (oby jak najwięcej) za kilka lat z chęcią zobaczyłbym w osobnym wydawnictwie. Dwie ostatnie strony okładki to tradycyjnie komiks sponsorski, który tym razem jest komiksem-prezentem, oraz czwarta plansza "Diogenesa" Przemka Surmy, w której podobnie jak w "168" jego brata niezbyt wiele wiadomo ponad to, że jest ona półmetkiem komiksu.

W numerze zabrakło tym razem komiksowego występu gości z zagranicy, ale wspomniany "Nerdówek" bardzo dobrze wypełnia tę lukę. Jednak co swoi to swoi.

Dwa ostatnie numery "Kartonu" to zdecydowany progres jeśli chodzi zarówno o sam kształt magazynu, jak i serie w nim występujące. Widać, że twórcy za nie odpowiedzialni mają pomysły na zaskakiwanie swoich czytelników i w przypadku samych komiksów (w zasadzie z każdym odcinkiem coraz lepszych) i promocji samego magazynu/całej jego "otoczki". Przy pierwszym numerze sympatycznym doń dodatkiem była karta kolekcjonerska, a przy wystawie "Kartonowe ludziki" odbywającej się w Lorelei (z okazji Komiksowej Warszawy) można było dostać/zakupić piwo "Krew Vladymira" z etykietą autorstwa Tomka Pastuszki - niby drobiazgi, ale cieszą. Dużym plusem jest również strona magazynu na której pojawiają się wszelkie informacje kartonowe (i około kartonowe), a od jakiegoś czasu można na niej również podziwiać kolejne epizody (póki co dwa) z życia sympatycznego generała znanego z komiksów sponsorskich.

I pomyśleć, że tyle dobrego można dostać za piątaka.

wtorek, 22 czerwca 2010

#485 - "Lubię taki nieśmieszny humor" - wywiad z Marcinem "Kolcem" Podolcem

Bosman i Kapitan Sheer szturmem wzięli siedzibę redakcji Kolorowych Zeszytów. Swoimi pirackimi sposobami przymusili nas do zmiany wyglądu strony oraz przeprowadzenia wywiadu z Marcinem Podolcem, współscenarzystą i rysownikiem albumu, w którym te dwa sympatyczne szczury odgrywają główną rolę. Popularny Kolec opowiada nie tylko o pracy nad "Kapitanem Sheerem", który (przypominamy!) ukaże się 26 czerwca 2010 roku, na Bałtyckim Festiwalu Komiksu, ale i o wypalaniu się, przyszłych planach jak i koszykówce. Zapraszamy na wywiad!


Kolorowe Zeszyty: Skąd wziął się w Twoim życiu komiks? Od czego zaczynałeś?
Marcin Podolec: Rysowanie na poważnie zaczęło się w gimnazjum, kiedy założyłem bloga i dwa miesiące później narysowałem dziesięciostronicowy komiks o Piłsudskim. Zaproszono mnie do Warszawy, było z tym dużo zamieszania i ekscytacji, i teraz z sił rozpędu po tym pierwszym sukcesie już tak sobie rysuję od ponad trzech lat. Zaczynałem od uszu powyżej oczu, wielkich, rozpłaszczonych nosów i kolorów z photoshopowego próbnika. W 2008 roku Wojtek Birek powiedział, że wyrobię sobie własny styl pod koniec liceum. Stylu ciągle szukam, ale coś już się klaruje i jestem zadowolony z coraz większej ilości rzeczy.

Masz na koncie kilka triumfów w konkursach komiksowych. Powiedz, ile tych konkursów w ogóle było? Jest jakaś uniwersalna recepta na wygrywanie?
Właściwie wygrałem tylko jeden z konkursów, w których startowałem. A nawet w tym jednym jedynym było "coś ponad", czyli grand prix dla dziewczyny, która namalowała olejny portret Piłsudskiego. Oczywiście przyjemnie wygląda ta lista "wyróżnienie, drugie miejsce, drugie miejsce...", ale tkwi w tym jakiś niedosyt. Nie nagród, ale rozwoju, bo od razu czuję, że mogłem lepiej. Miesiąc-dwa temu skończyłem liceum z paskiem i kilkoma nagrodami, mimo to czuję się niesamowicie tępy. Tak samo miewam z konkursami. Ale polecam je, jako formę treningu, młodszym ode mnie komiksiarzom, bo powoli zaczynają się tacy ujawniać. I wkurza mnie, jak małe wsparcie dostają od środowiska.

Co masz na myśli mówiąc, że młodzi twórcy dostają małe wsparcie od środowiska? Chodzi o jakichś konkretnych twórców i brak jakichś konkretnych działań?
Znajomy wysłał do wydawcy swój komiks i długo czekał w napięciu na odpowiedź. Miał wszystko porządnie opracowane na miarę swoich możliwości, cieszył się na ten komiks, bo poświęcił mu trochę życia. Zapytałem wydawcy, czy dostał od niego materiały i otrzymałem odpowiedź, że postanowił "popierdolić" mojego znajomego. Kto ma mówić młodym rysownikom, co robią dobrze, a co źle? Goście na forach? Głupio było mi przekazać nawet, że "wydawca nie jest zainteresowany". Kurde, rzadko zdarza się, żeby ktoś w wieku 16-17 lat usiadł i narysował album od początku do końca. Myślę, że jeśli nie na wydanie (o wydaniu z zapłatą nie wspominając), autor, szczególnie tak młody, zasługuje przynajmniej na szeroki komentarz i szacunek. Ktoś w końcu (PSK?) powinien otworzyć dla młodych rysowników specjalny adres mailowy plus stronkę z tutorialami, informacjami o narzędziach, ogłoszeniami o konkursach, kontaktami do scenarzystów, którzy szukają współpracowników.
Może przejdziemy do "Kapitan Sheera"", bo o nim najbardziej chciałem z Tobą porozmawiać. Wydaje mi się, że jest to dość nietypowy komiks – niby cartoonowe jednoplanszówki, ale nie do końca humorystyczne, zabawne. A właściwie anty-humorystyczne...
Lubię taki, hm, nieśmieszny humor. Słyszałem już przez to, że te historyjki są nudne albo nie spuentowane jak należy. Zobaczymy, co wymyślą recenzenci. Liczę na dużo opinii po premierze, niekoniecznie muszą być one pozytywne. Ważne, by o komiksie mówiono i dyskutowano, niech każdy pisze, jak potrafi. Jeśli coś może mnie teraz zniechęcić do pracy, to przemilczenie "Kapitana Sheera".

… co w polskim bagienku komiksowym zdarza się dość często. Czy podczas pracy nad "Sheerem" miewałeś już jakieś chwile zwątpienia, dramatyczne spadki formy?
"Kapitan Sheer" to komiks, do którego jestem przywiązany bardziej, niż do innych. Nie miałem spadków formy, rysowałem chętnie, ale zdarzały się przerwy w tworzeniu. Przeważnie zajmowałem się wtedy jakimiś szortami na konkursy. Kiedy rysowałem szczury, wieczorami brałem zapas słodyczy, herbatkę i barykadowałem się w pokoju. W godzinę miałem gotowy tusz, w drugą cały odcinek. Najdłużej rysowałem "Labirynt" - trzy dni. Podczas rysowania nauczyłem się niemal całego "Mojego wydafcy" Kultu na pamięć. Czy wątpiłem? Nasz bohater był chętnie publikowany i zbierał właściwie same pochlebne recenzje, według mnie często nawet niezasłużenie i na wyrost. Nie licząc słabo przyjętego odcinka "Przystań" (obecnego w antologii "Bostońskie małżeństwa"), który w albumie jest jedynie ½ mojego zdania w podjętym temacie, jedyną konkretną krytyką, jaka spadła na Sheera, był głos Szymona Holcmana na Motywie Drogi. Myślę, że wydanie tego komiksu w Kulturze Gniewu to całkiem urocza puenta i odpowiedź na to, czy warto w ogóle wątpić.

No właśnie, Twoim właściwym debiutem będzie "Kapitan Sheer", wydany w oficynie publikującej prace Clowesa, Hornschemeiera, Tomine. W dodatku pojawił się on na stronie Top Shelf 2.0, słowem - zaczynasz z bardzo wysokiego pułapu. Jak się z tym czujesz? Co dalej - album dla Fantagraphics, seria dla Glenat?
Coraz częściej czuję się jak Pan Blaki w "O sławie". I mówię to z przymrużeniem oka z racji pełnej świadomości puenty tego epizodu.

Pytam o to także w kontekście tego, co powiedziałeś przedtem. Nie boisz się, że wymagania wobec "Kapitana Sheera" będą mocno wyśrubowane z różnych powodów? Przyznam, że ja mam bardzo duże oczekiwania po tym, co zobaczyłem. No i fetyszyzuje trochę KG, bo wiem, że Szymon Holcman i jego współpracownicy byle czego by nie wydali…
Wydaje mi się, że gdyby cały komiks był na takim poziomie, jak plansze publikowane w sieci, Kultura Gniewu nie wydałaby tego komiksu. Poważnie, najlepsze dopiero przed wami. Dziękuję w tym miejscu wszystkim, którzy wsparli nasz projekt gościnnymi rysunkami. Myślę, że wszystkie prace w galerii zrobią na was odpowiednie wrażenie.Nasz współredaktor z Kolorowych Zeszytów, Robert Wyrzykowski, anonsowany jest jako współscenarzysta. Powiedz, jak Ci się z nim współpracowało? Jak wyglądał Wasz podział obowiązków?
Robert maczał palce w jakiejś 1/4 scenariuszy (pisał własne lub pomagał przy moich), krytykował i wychwalał odcinki, które robiłem samodzielnie, pomógł w zdobywaniu guestartów do albumowej galerii i dzielnie tłumaczył odcinki na Top Shelf 2.0. To był mój pierwszy tak poważny projekt komiksowy, więc fakt, że mogłem mu pokazać każdy odcinek i pogadać o bohaterach, pozytywnie wpływał na mój komfort psychiczny. Zaprosiłem Roberta do współpracy, kiedy jeszcze nie przypuszczałem, że "Kapitan Sheer" będzie albumem. Mimo że miał teoretycznie dużo mniejszy wpływ na wygląd całości niż ja, nie wyobrażam sobie, by zabrakło go na okładce. Na pewno jeszcze zrobimy razem jakiś komiks, niekoniecznie nowego "Kapitana Sheera".

Parafrazując tytuł jednej z pierwszych antologii wydanej przez Kulturę Gniewu - "I co dalej z Kapitanem?" Czy planujecie pracę nad nowymi odcinkami "Kapitana Sheera", czy to już zamknięty rozdział?
To, czy powstanie nowy "Kapitan Sheer", uzależniam głównie od reakcji czytelników na pierwszą część. Chętnie wrócę do tych postaci, ale raczej przejdę na kilkustronicowe historie. Myślę, że dobry wynik sprzedaży tomu, który wyjdzie w czerwcu, będzie oznaczał zielone światło dla drugiej części. Gdyby jednak czytelnicy odrzucili szczury, mam już pomysły na kilka innych albumów. Zobaczymy, jak będzie z motywacją.

"Kapitan Sheer" to zaledwie początek. Co dalej, zatem? W jakim komiksowym kierunku zamierzasz udać się teraz?
Chciałbym pozbyć się niedojrzałości w kresce i dialogach. Zacząłem już rysowanie drugiego albumu, który tym razem piszę i rysuję w 100% samodzielnie. Znów będzie o beznadziei, ale w zupełnie innej formie. Tym razem bohaterami są ludzie (w "Kapitanie Sheerze" nawet nie pada słowo "człowiek"), a jeśli chodzi o warstwę formalną komiksu, jest on czarno-biały, gęsto kreskowany. Bardzo go lubię. Małe fragmenty z pola boju wrzucam co jakiś czas na bloga, ale nie cieszą się one szczególnym zainteresowaniem. Na szczęście osoby, którym podsyłałem kilka gotowych plansz wyrażały się o nich niesłychanie ciepło. Mam już 1/5 albumu.

Możesz już coś więcej na ten temat powiedzieć, czy jest na to jeszcze za wcześnie?
Mogę zdradzić, że w dedykacjach do "Kapitana Sheera" zawarliśmy z Robertem tytuł mojego nowego albumu.

Współpracowałeś do tej pory z wieloma komiksiarzami - zarówno jako rysownik i jako scenarzysta. Stworzyłeś też wiele komiksów w pojedynkę. Jakie wskazałbyś zalety i wady poszczególnych rozwiązań?
Tworzenie w duetach uczy pokory, nieraz zmusza do kadrowania innego, niż to, do którego przywykliśmy, narzuca upychanie tekstów tam, gdzie nam pasowałby niemy kadr. Nie wiem, gdzie byłbym teraz, gdyby nie kilka korekt do każdego komiksu, kiedy zaczynałem w 2007 roku rysować dla Roberta Wyrzykowskiego. Wada, która później często przestaje być wadą, to wpieprzanie się z rysowniczymi butami na teren scenarzystów. Osobiście robię tak bardzo często i przekręcam po swojemu to, co napisali inni. Później podziwiam ich cierpliwość, która jest w tym przypadku sumiennie wypracowaną zaletą. Nad kolejnymi albumami chcę pracować sam. Krótkie historie wolę robić w zespole.

Właśnie skończyłeś szkołę średnią i zdajesz na łódzką filmówkę. Jakie masz plany co do swojej przyszłości w bliższej i dalszej perspektywie? Jakie miejsce zajmuje w nich komiks? Chciałbyś zająć się nim "zawodowo"?
Jeśli dostanę się na animację, potraktuję ją jako źródło utrzymania, a komiksy będę robić takie, jakie chcę, a nie takie, które mi ktoś zleci. Myślę, że będzie to korzystne rozwiązanie. W to, że znajdę na wszystko czas, póki co nie wątpię. Jeśli nie dostanę się na animację, możliwe, że rzucę wszystko w cholerę.
Swoją przygodę z komiksem na poważnie zacząłeś bardzo wcześnie. Przed dwudziestką masz na koncie dwa albumy, szereg szorciaków i nieźle wyrobione nazwisko. Nie boisz się, że szybko się wypalisz, znudzisz się komiksem? Jest sporo komiksiarzy, którzy z różnych powodów rzucili w diabły tworzenie komiksów i trzymają się od nich z daleka…
Przez te trzy lata rysowania na poważnie wypaliłem się już kilka razy. Potrzebuję dużo bodźców z zewnątrz: lubię, kiedy ludzie mailują, zagadują na konwentach albo nabijają wejścia na bloga. Na pewno znów się wypalę, jeśli będę się brał za projekty, na które nie mam ochoty. Muszę nauczyć się selekcjonować pomysły i powinno być w porządku. Ostatnio czuję niemoc, kiedy rysuję poprawnie, ale nie zaskakuję sam siebie. Co ciekawe, podczas tworzenia 70 plansz "Kapitana Sheera" takiego problemu nie miałem ani razu.

I na zakończenie pytanie najważniejsze. Ja po zakończeniu każdego sezonu ocieram łzy patrząc na osiągnięcia New York Knicks i z coraz większym rozkrzewieniem wspominam dobre czasy zespołu z Madison Square Garden. Komu Ty kibicujesz i dlaczego?
Dawniej kibicowałem Milwaukee Bucks, bo mieli ohydne stroje. Byli fantastycznie kiczowaci i kiedy taki kiczowaty Michael Redd trafiał trójkę za trójką, było w tym coś mistycznego. Lubiłem też Los Angeles Clippers, ale prawie nigdy nie transmitowano ich meczy. Moim ulubionym zawodnikiem był świeżo wybrany w drafcie Dwight Howard. Sam nie gram już w kosza od trzech lat, więc aktualnie nie śledzę NBA tak jak kiedyś, nie mam ulubieńców, ale cieszę się, kiedy Gortat zagra dobry mecz.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

#484 - Bałtycki Festiwal Komiksu 2010!

Już w najbliższy piątek w Gdańsku rozpocznie się trzecia edycja Bałtyckiego Festiwalu Komiksu, spadkobiercy GDAKa. Jak pewnie spore grono komiksiarzy pamięta, ubiegłoroczna nadmorska impreza była największą festiwalową niespodzianką, po zakończeniu której nie było końca zachwytom i gratulacjom. I nawet nie przychodzi mi do głowy, żeby w tym roku mogło być inaczej. Kolorowe Zeszyty również zawitają w gości do Neptuna, więc w następnym tygodniu można spodziewać się obszernej relacji z imprezy. A póki co zapraszam na kilka przed festiwalowych słów!

Podobnie jak w zeszłym roku główna cześć imprezy odbędzie się w budynku Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego (ul. Targ Rakowy 5/6), która znajduje się kilka minut drogi od Dworca Głównego PKP. Program imprezy został podzielony na dwie sale, dodatkowo wygospodarowano miejsce na giełdę komiksową oraz kącik dla dzieci (w zależności od pogody będzie to albo placyk przed biblioteką albo wnętrza budynku). Sądząc po zeszłorocznej edycji większość rozmów towarzyskich podczas trwających spotkań czy warsztatów będzie odbywać się przed biblioteką, bądź tajemniczym miejscem nazywanym "kwardatem TeO". Zanim jednak przestrzenie biblioteki zapełnią się w sobotę fanami komiksowej twórczości, to w piątek w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia (ul. Jaskółcza 1; godzina 19.00) odbędzie się wernisaż wystawy "Pusty komiks" na której zostaną zaprezentowane prace Jacka Frąsia ("Glinno", "Stan", "Tragedyja Płocka"). Oprócz podziwiania prac urodzonego w Sieradzu artysty uczestnicy wernisażu będą mogli wziąć udział w happeningu, którego efektem ma być powstanie historii komiksowej, która zostanie włączona później do wystawy.

W tym roku do Gdańska przyjedzie trójka zagranicznych gości - Rutu Modan (autorka "Ran Wylotowych" wydanych w kwietniu przez Kulturę Gniewu), Olivier Schrauwen (autor "Mojego Syna", który będzie miał premierę właśnie na BFK) oraz znany już z zeszłego roku Yoshimasa Mizuo (producent m.in. "Ghost in the Shell"). Jeśli zaś chodzi o naszych rodzimych komiksiarzy to przede wszystkim będą to twórcy, których komiksy premierowo będzie można dostać na imprezie, czyli np. Marcin Podolec, Robert Wyrzykowski, January Misiak, Michał Śledziński jak również trzech ojców założycieli "Kartonu" - Piotr Nowacki, Tomasz Pastuszka i Bartosz Sztybor. Na pewno sporo rodzimych autorów pojawi się na BFK w rolach uczestników, więc łowcy autografów powinni być czujni!

Podobnie jak w zeszłym roku plan imprezy podam godzinowo, tak aby można było zobaczyć jakie atrakcje odbywają się w tym samym czasie i z czego będzie trzeba (niestety) zrezygnować. Sala pierwsza (główna) została zaznaczona na czerwono, sala druga przybrała kolor niebieski.

Sobota - 26 czerwca
9:00 - 9:30
Uroczyste otwarcie festiwalu

9:30 - 10:30
Mówić i pisać o komiksie - Czy warto rozmawiać o komiksie?
Od Rotmistrza Polonii do Kapitana Polski - historia superbohatera - Łukasz Kowalczuk

10:30 - 11:30
Spotkanie z wydawcami
Dynamizm w komiksie - Bartłomiej "Graphicus" Kuczyński

11:30 - 13:00
Spotkanie z Rutu Modan - autorką komiksu "Rany wylotowe"
Geeki w komiksie - Marta Tymińska i Paulina Szugalska (do 12:30)
Research w komiksie. Na co to komu i po co? - Karol "KRL" Kalinowski (do 13:30)

13:00 - 14:00
Różnorodność postaci w mandze i anime - Yoshimasa Mizuo producent "Ghost in the Shell"
Przepis na bohatera komiksu - Piotr "Jaszczu" Nowacki i Bartosz Sztybor (od 13:30 do 14:30)

14:00 - 14:30
Spotkanie z twórcami serii "Epizody z Auschwitz"

14:30 - 16:00
Spotkanie z Olivierem Schrauwenem - autorem "Mojego syna"
Alicja w Krainie Mangi - Joanna Zaremba-Penk (do 15:30)
Kolekcjonerzy - pasjonaci czy fanatycy? - Jacek "Ystad" Jastrzębski i Mateusz "TeO" Trąbiński vs. Łukasz "Arcz" Mazur (od 15:30 do 16:30)

16:00 - 16:30
Spotkanie z polskimi autorami nowości od kultury gniewu

16:30 - 17:15
Prezentacja Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego (do 16:55)
Projekt Karton - spotkanie z redakcją i twórcami Kartonu (od 16:55 do 17:15)
Superbohater komiksowy jaki jest, jaki być musi? Charakterystyka typu postaci na przykładzie Likwidatora - Ryszard Dąbrowski

17:15 - 17:30
Rozdanie GDAK-ów, wyłonienie zwycięzców konkursu "Pasek w pomorskich klimatach"
Żaden festiwal z prawdziwego zdarzenia nie obędzie się bez wieczorno-nocnej imprezy integrującej. W Gdańsku odbędzie się ona w Klubie Odlot (Wały Jagiellońskie 2/4; budynek Lotu wejście od Targu Węglowego) i trwać będzie od 19:00 w sobotę do bladego niedzielnego rana. Pierwszeństwo do wejścia mają uczestnicy festiwalu, którzy wpuszczani będą na podstawie karty festiwalowej wydawanej wraz z informatorem na recepcji biblioteki. O godzinie 20:30 rozpoczną się również tradycyjne Bitwy Komiksowe - może i w tym roku uda się do nich nakłonić zagraniczne gwiazdy (w 2009 był to Guy Delisle i David Lloyd)?

Niedziela - 27 czerwca
10:00 - 11:00
Komiksowa interpretacja wiersza (część teoretyczna) - Daniel Chmielewski
Jak powstaje komiks historyczny? Na podstawie serii "Epizody z Auschwitz" - Michał Gałek i Arkadiusz Klimek

11:00 - 12:00
Zakręcony świat Scotta Pilgrima - Marcin Andrys
Komiksowa interpretacja wiersza (część warsztatowa) - Daniel Chmielewski

12:00 - 14:00
Wydaj się sam. Czyli od Internetu do offsetu - Tomasz Pastuszka (do 13:30)
Superbohater ery YouTube.com - Jakub Syty (od 13:30 do 14:00)
Ruch i animacja w sztuce komiksu - Filip Bąk (do 13:00)
Niekonwencjonalność w komiksie - Marcin Podolec i Robert Wyrzykowski (od 13:00 do 14:00)

14:00 - 15:00
Motywy religijne w komiksie - Przemysław Zawrotny
Strip - najkrótsza forma komiksowa - January Misiak
Tak jak wspomniałem we wstępie, komiksiarze posiadający pociechy, będą mogli je zostawić pod opieką podczas trwania spotkań i warsztatów - w sobotę w godzinach 9:30-16:30, a w niedzielę od 10:00 do 14:30. Jak zapowiadają organizatorzy "na najmłodszych będą czekały gry, zabawy, malowanie twarzy, nauka rysowania, konkursy z nagrodami oraz inne atrakcje". Warto również zwrócić uwagę na warsztaty komiksowe dla brzdąców, które poprowadzi znana rysowniczka Olga Wróbel. Odbędą się one w niedzielę o godzinie 11:00 - jako że ilość miejsc jest ograniczona, to aby wziąć w nich udział należy wysłać swoje zgłoszenie na maila (komiks[at]wbpg.org.pl).

W okolicach Bałtyckiego Festiwalu Komiksu ukaże się kilka bardzo ciekawie zapowiadających się nowości wydawniczych. Chociaż patrząc na listę premier, które widnieją na stronie imprezy muszę przyznać, że zdecydowana większość z nich powinna pojawić się na moich półkach. Od Egmontu będzie to na pewno kolejny tom "Miasta Grzechu" w twardej oprawie - serii, do której wydawnictwo wraca po dłuższej przerwie. U Kultury Gniewu warto zwrócić uwagę na... wszystkie cztery pozycje - "Niedoskonałości" Adriana Tomine, na które czeka spore grono fanów kadrów i dymków; domykający pierwszy sezon czwarty albumik "Wartości Rodzinnych" Śledzia; "Siedem tygodni" - albumowy debiut Januarego Misiaka, który póki co więcej publikował za granicą niż w naszym kraju, jak również debiut Marcina Podolca i Roberta Wyrzykowskiego w postaci papierowych (w końcu!) przygód Kapitana Sheera (którzy jak dobrze widać zaatakowali naszą stronę). Podobnie ma się rzecz z ofertą timofa - "Mój syn" Schrauwena chociażby pod względem graficznym zapowiada się niezwykle interesująco, a powracający po dłuższej nieobecności "Ziniol" przyniesie od dawna zapowiadane zmiany oraz jak zawsze sporą ilość dobrej publicystyki i komiksów. Warto zwrócić uwagę na dwa komiksy od współorganizatora imprezy, wydawnictwa Hanami - "Ikigami" będzie pierwszym tomem nowej serii, za którą odpowiada Motoro Mase i która traktuje o doręczycielu tzw. "zawiadomień o śmierci"; natomiast "Mój rok - wiosna" to pierwsza z czterech części komiksu o ośmioletniej dziewczynce z zespołem Downa przy której do współpracy zasiedli Jiro Taniguchi oraz Jean-David Morvan. O czwartym numerze magazynu "Karton" pisaliśmy nieco w ostatnim Komix-Expressie, a w najbliższych dniach poświęcimy mu też nieco miejsca w osobnym wpisie. Warto pamiętać o tym, że tylko podczas Bałtyckiego Festiwalu Komiksu podobnie jak w zeszłym roku do dostania będzie zestaw mini-albumów "Projekt 24" (każdy z nich powstał w ciągu 24 godzin) oraz drugi numer "Komiksowni" poświęconej twórczości legendarnego Janusza Christy - za te wydawnictwa odpowiada Pracownia Komiksowa!

I to z grubsza tyle jeśli chodzi o zbliżającą się wielkimi krokami BeeFKę! Ten tydzień poświęcamy na pisanie o około imprezowych sprawach (premierach komiksowych), a dni do piątkowego rozpoczęcia odmierzać będą stosowne grafiki (jak ta na początku wpisu).

W weekend widzimy się w Gdańsku i nie ma zmiłuj!