czwartek, 20 września 2012

#1133 - Batman: Rok Pierwszy

Jest taka scena w "Batman Forever", w której Bruce Wayne zauważa na ścianie w biurze Dr Chase Meridian pewien obraz. Zadaje jej wówczas pytanie czy lubi nietoperze? Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to typowa plama z pierwszej części Testu Rorschacha. Każdy widzi to, co chce. Można pomyśleć, że nieświadomie zdradził sekret swojej mrocznej tajemnicy. Na szczęście większość zdrowych osób widząc tą kartę ma jednoznaczne skojarzenia z nietoperzami. Ale czy na pewno Bruce jest zdrowy? Sam przecież stwierdza w "Batman Początek" że "facet, który przebiera się za nietoperza, musi mieć jakieś zaburzenia."

Pewne jest jedno: Batman to bardzo złożona postać, jedna z najciekawszych w świecie komiksowym. Nie tylko dlatego, że nie posiada żadnej nadludzkiej mocy. Ta cecha wyjątkowa ważna jest szczególnie teraz - w okresie, w którym panuje moda na bohatera z krwi i kości, naszpikowanego wadami i moralnie niejednoznacznego (nowy Bond, seria o Jasonie Bournie). Zapotrzebowanie to odzwierciedla się także w sprzedaży. Batman to nadal najlepiej sprzedająca się marka komiksowa w DC. On sam jest bohaterem czterech różnych serii zeszytowych (kolejne siedem opowiadają o bohaterach ze świata Batmana), nie wspominając już o mini-seriach, występach gościnnych i członkostwie w Justice League.

Oczywiście, Mroczny Rycerz nie zawsze był taki mroczny, niejednoznaczny i zniuansowany. W okresie Złotej i Srebrnej Ery, Batman był raczej kolejnym, sztampowym zamaskowanym herosem uganiający się za złoczyńcami. Więcej w tamtych zeszytach było komedii aniżeli choćby gotyckiej grozy. Na szczęście przyszedł rok 1986 (to był dobry rok dla komiksu), a wraz z nim doskonały, nazywany (słusznie!) komiksowym arcydziełem "The Dark Knight Returns" Franka Millera. Legenda Zamaskowanego Krzyżowca została przez Millera dosłownie zniszczona i narodził się Mroczny Rycerz. Twórca "Sin City" wyszedł daleko poza schemat typowego komiksu super-hero. I to właśnie tutaj, po raz pierwszy pokazał, jaką niebanalną postacią jest Batman. Dwa lata później zabrał się za kolejne definiowanie Batmana. Przedstawił dobrze wszystkim znane narodziny nietoperza stwarzając legendę Bruce'a Wayne'a na nowo, ze zdwojoną siłą.

Tak, ojcze. Mam wszystko, poza cierpliwością. Wolałbym umrzeć, niż czekać jeszcze godzinę. Czekałem już osiemnaście lat... Osiemnaście lat... Od czasu "Zorro". "Maski Zorro". Od tamtego nocnego spaceru. Od spotkania z mężczyzną o szalonych, rozbieganych oczach. Z głosem brzmiącym jak brzdęk tłuczonego szkła... Wtedy moje życie straciło sens.

Osoby, które widziały "Batman Początek" Christophera Nolana zauważą już przy pierwszych stronach jakim komiksem wzorowali się twórcy przy tworzeniu filmu. Frank Miller jest jednym z niewielu komiksiarzy, których można bez problemu przenieść na język kina, choć niektóre walory jego kunsztu są nieprzekładalne na celuloidową taśmę.

Surowa historia w „Roku pierwszy”, przedstawiona została bez typowej komiksowej maniery. Brudne rysunki Davida Mazzucchelliego sprawiają, że postać Batmana staje się wyjątkowo realna. Historia o pierwszym roku prób stawienia czoła przestępczemu światu Gotham jest przedstawiona na zasadzie ukazania Bruce'a, jako nowicjusza - niedoświadczonego, pełnego wewnętrznych konfliktów i fobii. Jego postać jest zestawiona z innym nowicjuszem - Jamsem Gordonem, wtedy jeszcze porucznikiem, który przeniesiony z Chicago do Gotham sprawia wrażenie postaci wykreowanej na przykładzie legendarnego Serpico. Jedynego sprawiedliwego, niezłomnego i nieprzekupnego glinę w mieście. Takiego, który nie tylko musi walczyć z przestępczością, ale także z kolegami z komisariatu. Postać Gordona w pewnym momencie wychodzi na pierwszy plan całej historii, jego problemy są nakreślone najwyraźniej - romans, konflikt ze współpracownikami, strach przed narodzinami niechcianego wręcz dziecka.

Na takim schemacie scenariusza Miller stwarza dwa mocne i niebanalne charaktery, które w pewnym momencie staną się partnerami mimo różnic w działaniu (partnerami dużo ciekawszymi niż Batman i Robin). Dzięki przejęciu przez Gordona narracji, postać Batmana wydaje się jeszcze bardziej mroczna i tajemnicza. Przypomina cień, który wkrada się w każde zakamarki niebezpiecznego Gotham. A taki powinien być od zawsze ten bohater. Śmiało możemy wszyscy podziękować Millerowi - to on pokazał nam prawdziwą twarz Batmana - czy tą w masce czy pod nią.

12 komentarzy:

godai pisze...

Co taki krótki ten tekst?

Spence pisze...

Ale jaki fajny. Ten motyw z plamą tuszu też był w "Arkham Asylum" Morrisona i McKeana.

Kuba Oleksak pisze...

Krótki? Mnie się wydaje w sam raz na reckę - nie jest zbyt ? po łebkach< ale też nie wikła się w analizę.

godai pisze...

No ja optymalnie lubię takie na dwa razy tyle (bez grafiki).

Bartłomiej Basista pisze...

godai: też wychodzę z założenie że o takim komiksie można pisać książki tylko, że pewnie czytaliby je wtedy jedynie komiksowi fani.

Może taką krótką recką uda się ściągnąć do tego komiksu nowych czytelników? :)

Rob pisze...

Teksty Bartka Basisty są spoko, mocne wzmocnienie Kolorowych.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"Frank Miller jest jednym z niewielu komiksiarzy, których można bez problemu przenieść na język kina, choć niektóre walory jego kunsztu są nieprzekładalne na celuloidową taśmę."

Musi jeszcze popisać*, co by lepiej formułować co ma na myśli (pewnie kwestia 50 tekstów:) ale zgadzam się z Robem, że to dobry materiał na Kolorowego. Tekst o Swamp Thing "Święto wiosny" jest znakomity. Zazdroszczę mu go bo to jeden z moich ulubionych zeszytów.

*Tudzież czytać kilka razy to co naskrobał, nie spieszyć się i zastanowić się czasem nad tekstem. Dyslektyk czy dysortograf nie pisze tekstu w jeden wieczór. Przynajmniej nie te dobre - sad but true.

Bartłomiej Basista pisze...

dzięki za ciepłe słowa i spostrzeżenia!

Krzyśku co do cytowanego przez Ciebie fragmentu to akurat niedopatrzenie przy korekcie. W tekście na moim blogu napisałem to trochę inaczej:


"Osoby, które widziały "Batman Początek" Christopher Nolana zauważą już przy pierwszych stronach jakim komiksem wzorowali się twórcy przy tworzeniu filmu. Frank Miller jest jednym z niewielu komiksiarzy, których można bez problemu przenieść na język kina."

nie zmienia to faktu, że masz w zupełności rację! Cały czas ćwiczę aby moje teksty były bardziej czytelne. Jestem osobą diabelnie niecierpliwą i czasem wrzucam tekst pospiesznie. Czasem wręcz odchodzę od zmysłów jak myślę, że jakaś notatka jest zapisana jako kopia robocza ;)

Obiecuje dalej walczyć nad jakością postów!

Anonimowy pisze...

w okresie złotej ery Batman byl totalnym skurwysynem zabijajcym bandytow bez mrugniecia okiem. Azrael przy nim to harcerzyk - radze najpierw poczytac np Batman Chronicles vol 1 a potem pisac i nie powtarzac czegos bez sprawdzenia za obiegowymi opiniami

Bartłomiej Basista pisze...

czy ja gdzieś napisałem że Batman wtedy nie był brutalny dla oprawców?

ok całości Chronicles #1 nie czytałem (i chyba nie mam sił) ale zapoznałem się z wieloma zeszytami z tamtego okresu i mogę stwierdzić jedno, cała krucjata Batmana przeciwko złu z tamtego okresu może jedynie rozśmieszać.

i nawet jeśli czasem przekraczano granie brutalności to i tak jego cały wizerunek można sprowadzić do komediowej sztampy!

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście nie czytałeś "Batman Chronicles". Bo w żadnym wypadku nie można mówić o tym etapie jako komediowej sztampy. Mimo wszytsko proponuję zebrać siły i przeczytać. Wbrew pozorom nie jest tak źle.

Bartłomiej Basista pisze...

Tak też zrobię.