Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Mazucchelli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Mazucchelli. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2012

#1133 - Batman: Rok Pierwszy

Jest taka scena w "Batman Forever", w której Bruce Wayne zauważa na ścianie w biurze Dr Chase Meridian pewien obraz. Zadaje jej wówczas pytanie czy lubi nietoperze? Nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest to typowa plama z pierwszej części Testu Rorschacha. Każdy widzi to, co chce. Można pomyśleć, że nieświadomie zdradził sekret swojej mrocznej tajemnicy. Na szczęście większość zdrowych osób widząc tą kartę ma jednoznaczne skojarzenia z nietoperzami. Ale czy na pewno Bruce jest zdrowy? Sam przecież stwierdza w "Batman Początek" że "facet, który przebiera się za nietoperza, musi mieć jakieś zaburzenia."

Pewne jest jedno: Batman to bardzo złożona postać, jedna z najciekawszych w świecie komiksowym. Nie tylko dlatego, że nie posiada żadnej nadludzkiej mocy. Ta cecha wyjątkowa ważna jest szczególnie teraz - w okresie, w którym panuje moda na bohatera z krwi i kości, naszpikowanego wadami i moralnie niejednoznacznego (nowy Bond, seria o Jasonie Bournie). Zapotrzebowanie to odzwierciedla się także w sprzedaży. Batman to nadal najlepiej sprzedająca się marka komiksowa w DC. On sam jest bohaterem czterech różnych serii zeszytowych (kolejne siedem opowiadają o bohaterach ze świata Batmana), nie wspominając już o mini-seriach, występach gościnnych i członkostwie w Justice League.

Oczywiście, Mroczny Rycerz nie zawsze był taki mroczny, niejednoznaczny i zniuansowany. W okresie Złotej i Srebrnej Ery, Batman był raczej kolejnym, sztampowym zamaskowanym herosem uganiający się za złoczyńcami. Więcej w tamtych zeszytach było komedii aniżeli choćby gotyckiej grozy. Na szczęście przyszedł rok 1986 (to był dobry rok dla komiksu), a wraz z nim doskonały, nazywany (słusznie!) komiksowym arcydziełem "The Dark Knight Returns" Franka Millera. Legenda Zamaskowanego Krzyżowca została przez Millera dosłownie zniszczona i narodził się Mroczny Rycerz. Twórca "Sin City" wyszedł daleko poza schemat typowego komiksu super-hero. I to właśnie tutaj, po raz pierwszy pokazał, jaką niebanalną postacią jest Batman. Dwa lata później zabrał się za kolejne definiowanie Batmana. Przedstawił dobrze wszystkim znane narodziny nietoperza stwarzając legendę Bruce'a Wayne'a na nowo, ze zdwojoną siłą.

Tak, ojcze. Mam wszystko, poza cierpliwością. Wolałbym umrzeć, niż czekać jeszcze godzinę. Czekałem już osiemnaście lat... Osiemnaście lat... Od czasu "Zorro". "Maski Zorro". Od tamtego nocnego spaceru. Od spotkania z mężczyzną o szalonych, rozbieganych oczach. Z głosem brzmiącym jak brzdęk tłuczonego szkła... Wtedy moje życie straciło sens.

Osoby, które widziały "Batman Początek" Christophera Nolana zauważą już przy pierwszych stronach jakim komiksem wzorowali się twórcy przy tworzeniu filmu. Frank Miller jest jednym z niewielu komiksiarzy, których można bez problemu przenieść na język kina, choć niektóre walory jego kunsztu są nieprzekładalne na celuloidową taśmę.

Surowa historia w „Roku pierwszy”, przedstawiona została bez typowej komiksowej maniery. Brudne rysunki Davida Mazzucchelliego sprawiają, że postać Batmana staje się wyjątkowo realna. Historia o pierwszym roku prób stawienia czoła przestępczemu światu Gotham jest przedstawiona na zasadzie ukazania Bruce'a, jako nowicjusza - niedoświadczonego, pełnego wewnętrznych konfliktów i fobii. Jego postać jest zestawiona z innym nowicjuszem - Jamsem Gordonem, wtedy jeszcze porucznikiem, który przeniesiony z Chicago do Gotham sprawia wrażenie postaci wykreowanej na przykładzie legendarnego Serpico. Jedynego sprawiedliwego, niezłomnego i nieprzekupnego glinę w mieście. Takiego, który nie tylko musi walczyć z przestępczością, ale także z kolegami z komisariatu. Postać Gordona w pewnym momencie wychodzi na pierwszy plan całej historii, jego problemy są nakreślone najwyraźniej - romans, konflikt ze współpracownikami, strach przed narodzinami niechcianego wręcz dziecka.

Na takim schemacie scenariusza Miller stwarza dwa mocne i niebanalne charaktery, które w pewnym momencie staną się partnerami mimo różnic w działaniu (partnerami dużo ciekawszymi niż Batman i Robin). Dzięki przejęciu przez Gordona narracji, postać Batmana wydaje się jeszcze bardziej mroczna i tajemnicza. Przypomina cień, który wkrada się w każde zakamarki niebezpiecznego Gotham. A taki powinien być od zawsze ten bohater. Śmiało możemy wszyscy podziękować Millerowi - to on pokazał nam prawdziwą twarz Batmana - czy tą w masce czy pod nią.