wtorek, 23 lutego 2010

#381 - RoboGil: Antologia bez jaj!


Robert Wyrzykowski: Antologia lesbijska była chyba jednym z bardziej wyczekiwanych projektów w 2009 r. Już samo ogłoszenie naboru przez Sylwię "Louise" Kaźmierczak wzbudziło gorące emocje wśród komiksiarzy (pamiętna polemika Karola "KRL-a" Kalinowskiego z Michałem Radomilem Wiśniewskim), później środowisko komiksowe wzburzył wyjątkowo przeciętny wstępny projekt okładki. "Bostońskie małżeństwa" miały swoją premierę w listopadzie 2009... i od tamtej pory cisza. Żadnej reakcji na blogach i w serwisach (z wyjątkiem dość ciepłej recenzji na Komiksomanii), jedynie parę demonstracyjnych facepalmów na twitterze.

Daniel Gizicki: Wyczekiwana?

RW: Wyczekiwana w tym sensie, że ludzie swego czasu zdawali się emocjonować tym wydawnictwem nie mniej niż "Łaumą" Karola Kalinowskiego.

DG: No nie wiem, szczerze mówiąc jakoś niespecjalnie mnie ten projekt interesował. Pośmiałem się z tych wszystkich fikołków w sieci i tyle. Może to jest kwestia tego, że ja nie jestem miłośnikiem dzieł, których wymowa jest mocno podporządkowana jakiejś ideologii. Poza tym ja mam chyba przesyt komiksu obyczajowego. Serio, doceniam tak świetne tytuły jak np. "Opowieści z Hrabstwa Essex" ale wolę poczytać jakieś akcyjniaki np. spod szyldu Vertigo niż kolejne komiksy o "zwykłych codziennych problemach". Zwłaszcza w antologiach. Antologii to mam już serdecznie dość...

RW: To prawda. Antologii komiksowych w ostatnich latach mieliśmy wiele, zwłaszcza jeżeli brać pod uwagę tematyczne ziny. Ta jednak jest szczególna - dotyka ważnej i delikatnej kwestii społecznej i bez wątpienia miała na celu przekazać jakąś ideę. Tylko jaką? Przedstawienia różnych punktów widzenia na środowisko queerowe? Uświadomienie społeczeństwu istnienia tego środowiska i jego problemów? Nakreślenie portretu lesbijki polskiej? Trochę zabrakło mi słowa wstępnego albo posłowia od redaktorki naczelnej całego przedsięwzięcia.

DG: No właśnie w sumie nie wiadomo jakiej idei ma to tyczyć. Tytuł wskazuje, że chodzi o tolerancję ale dostajemy komiksy, które tak naprawdę w większości przypadków nie dotykają tego tematu. Ja poza tym, tak generalnie, jestem mocno zażenowany poziomem stricte warsztatowym twórców występujących w tej antologii. Tak jakby redaktorka projektu nie zwracała uwagi jak komiks jest wykonany, a tylko na to czy jest "zgodny z linią partii". Nie ważne jaki, wystarczy, że o lesbijkach. A to mi przeszkadza. Bo ja chce dostawać komiksy dobrze wykonane.

RW: Antologię można stworzyć na dwa sposoby. Albo zebrać już wcześniej publikowane komiksy, aby pokazać pewien przekrój twórczości konkretnego twórcy lub całej sceny (vide Witold Idczak) - albo ogłosić pospolite ruszenie, zadać temat wypracowania i zebrać od twórców wyniki pracy domowej. Tutaj mamy do czynienia z drugim przypadkiem, trochę z konieczności - osobiście nie pamiętam wielu polskich komiksów dotykających tematyki lesbijskiej. Tak na szybko kojarzy mi się tylko praca Wojciecha Stefańca i Pawła Timofiejuka na konkurs na komiks o Powstaniu Warszawskim. Wydawałoby się, że trzymając rękę na pulsie i mając tak znaczący wpływ na treściowy kształt antologii, redaktorka mogłaby pełniej ingerować w jej zawartość, podsuwając twórcom interesujące tematy do poruszenia, przy dużym poszanowaniu dla ich wolności artystycznej rzecz jasna. Tymczasem mam wrażenie, że Sylwia Kaźmierczak przyjęła po prostu wszystko jak leci, często gęsto przymykając oko na wykonanie graficzne...

DG: Być może nic innego nie dostała. Myślę, że większość "środowiska" na projekt antologii położyła lachę po prostu. Z drugiej strony temat wydaje się być dość śliski, w sensie, że nie jest łatwo stworzyć historię, która nie powielałaby stereotypów, nie była uproszczona i nie traktowała tematu powierzchownie. I była przy okazji sprawnie wykonanym komiksem, który czyta się z przyjemnością.

RW: Masz rację z tym środowiskiem. Komiksiarze najpierw sarkali na pierwotny wymóg, że autorkami mogą być wyłącznie kobiety. Niestety, wydaje się, że zniesienie tego warunku chyba nie zaskutkowało zmasowanym napływem prac od panów. Prawie wszyscy autorzy w tej antologii to osoby kompletnie anonimowe, większość z nich nie jest w ogóle znana z tworzenia komiksów. Za w miarę rozpoznawalną gwiazdę robi tu jedynie Marcin Podolec - no i oczywiście Robert Adler, który przygotował pin-up na zakończenie albumu.

DG: Owszem ale moim skromnym zdaniem zdecydowanie najciekawszym komiksem w antologii jest "Coming out czy scrubbing In" Kasi Szaulińskiej, który co prawda narysowany jest fatalnie, ale za to czuć w nim lekkość fabularną i niewymuszony dowcip. Tu autorka nie sili się na jakieś śmiertelnie poważne prezentowanie treści, nie próbuje szokować, nie ukrywa treści za przekombinowanymi metaforami czy za niestrawną groteską jak to się dzieje w innych komiksach zawartych w "Bostońskich małżeństwach". Tu jest lekko, przyjemnie, dowcipnie i ogólnie fajnie, gdyby to jeszcze jakoś narysowane było, wtedy dziełko Szaulińskiej mogłoby być naprawdę niezłym szorciakiem. A tak mamy jedynie zaczątek czegoś ciekawego. Storyboard.

RW: Ten komiks jest najbardziej autentyczny ze wszystkich opublikowanych w tej antologii, prawdopodobnie dlatego, że jest oparty na osobistych doświadczeniach. Styl rysunków i sposób narracji TROCHĘ przywodzi mi na myśl "Persepolis" Marjane Satrapi, nie wiem czy to słuszny trop czy przypadkowe podobieństwo. Rysunkowo jest jednak dość słabo, miejscami niechlujnie. Chciałbym jednak w przyszłości przeczytać rozwinięcie historii Szaulińskiej.

DG: Nie lubię "Persepolis", więc się nie wypowiadam, ale wpadło mi do głowy coś innego teraz. Być może Sylwia Kaźmierczak powinna zadziałać jak bezwzględny (troszkę przejaskrawiam teraz) redaktor i wymusić by te wszystkie średnio narysowane i opowiedziane komiksy przerobić, przeredagować i przerysować. Może komiks Szaulińskiej powinien zostać od nowa narysowany przez jakiegoś rysownika z prawdziwego zdarzenia? Wtedy by to lepiej wyglądało i mocniej oddziaływało na odbiorcę. Dla mnie zresztą cała ta antologia to są takie zarysy, wprawki, storyboardy. Które miały opowiadać o czym właściwie? O tolerancji? O lesbijkach? Bo czytając te komiksy to ja się gubię...

RW: Na pierwszy rzut oka antologia pokazuje różne aspekty bycia lesbijką, unikając tych co bardziej kontrowersyjnych. Jest rodzące się uczucie i początki związku ("Para"), są potrzeby niewiele różniące się od tych, jakie mają heteroseksualne pary (komiksy Agaty Łaguniak), jest problem coming outu w polskiej rzeczywistości ("Coming out..."), jest takie bardziej genderowo-intelektualne podejście ("PL", chociaż irytują mnie tu te rymowanki)...

DG: No dobra ale tak naprawdę, to ja się nic nowego z tych komiksów nie dowiedziałem. Myślałem że czytając tę antologię dowiem się troszkę o różnych aspektach życia lesbijek a jak mi nawet zaserwują coś co "gdzieś czytałem", to w taki sposób, że to będzie świeże...

RW: A to takie mdłe i nijakie?

DG: Dokładnie. Mdłe i nijakie. A co mi tam, powiem to: BEZ JAJ!

RW: !!! ... ten no... Zatem... Co do tych jaj... w antologii swe komiksy prezentuje też trzech panów - Szymczak, Podolec i Atroszko (nie licząc Adlera). Jednak męski punkt widzenia na lesbijki w tych przypadkach mocno nie wypalił. Mamy tu, po kolei, przydługawą szkicowaną i chaotyczną historię o przyjacielu lesbijki; opowiastkę o Sheerze powielającą stereotyp, że lesbijki to antysamcze feministki; a także filuterny pasek rozciągnięty na trzy strony.

DG: Ja szczerze mówiąc w ogóle nie zauważyłem jakiejkolwiek różnicy czy dany komiks robi kobieta czy mężczyzna...

RW: Szczególnie te dwa ostatnie komiksy pasują do tej antologii jak pięść do nosa.

DG: No bo widzisz, "Bostońskie małżeństwa" to jeden z nielicznych przykładów - drugim takim przykładem jest "Komiksowe Becikowe" - antologii bardzo równej, gdzie wszystkie komiksy są na podobnym poziomie. Tylko, że w "Bostońskich małżeństwach" te komiksy są wszystkie raczej nieudane, (ok, Podolec rysuje zdecydowanie lepiej niż reszta), zaś w "Becikowym" wszystkie są dobre. To się rzadko zdarza - takie równe antologie - doceńmy to.

RW: Podsunąłeś tutaj dobry trop do porównania. Obydwa albumy, wbrew pozorom, mają ze sobą sporo wspólnego. Kryją się za nimi pewne idee, to nie są zbiorki szortów na jakiś abstrakcyjny temat typu "rzeki w Chinach", wydane wyłącznie dla radości wydania czegokolwiek na papierze. "Becikowe" są sympatyczną, środowiskową cegiełką na rzecz kolegów; w "Bostońskich małżeństwach" redaktorce zależało na ukazaniu bliskiej jej kwestii, co wyszło jednak mocno przeciętnie. Myślę, że kluczową różnicą pomiędzy "Becikowym" a "Bostońskimi" jest przede wszystkim organizacja redakcji na etapie selekcji. Tomek Pastuszka skontaktował się z konkretnymi twórcami prezentującymi przyzwoity poziom, Sylwia Kaźmierczak powiesiła ogłoszenie o naborze na stronie własnej (i w kilku innych serwisach chyba też) i czekała na to, co przyjdzie. Nie mam pojęcia, czy kontaktowała się z konkretnymi twórcami, ale zebrane komiksy sprawiają wrażenie mocno przypadkowych

DG: Może warto było poczekać z tą antologią, żeby się materiał uleżał niż tak go wydawać na łapucapu? Może Kaźmierczak za bardzo zależało? Albo może bardziej jej zależało, żeby tę antologię wydać i narobić szumu niż na faktycznej jakości komiksów?

RW: Chyba masz rację w obydwu przypadkach. Zabrakło srogiej redakcji, inicjatywy do kontaktu z fachowymi twórcami, takimi którzy wygładziliby nadesłane fabułki, nierzadko mające spory potencjał. Louise chyba trochę obraziła się na środowisko po flejmie na nieżyjącym już blogu KRL-a - a przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Trochę jej się nie dziwię, też bym się zirytował gdybym miał autorską wizję własnej antologii i spotkałbym się z takimi głosami krytyki jak ona - ale na dobre to temu zbiorkowi nie wyszło.

DG: No i co z tego? Mnie jako czytelnika nie obchodzą prywatne animozje pomiędzy redaktorką a twórcami, którzy zresztą w projekcie nie wzięli udziału. Dostałem słabiutką antologię i mam na to przymknąć oko bo ktoś tam się na kogoś obraził? Daj spokój...

RW: Oj, to tylko takie moje supozycje. Ale może podsumujmy.

DG: Jedziesz!

RW: Uważam, że temat jest niewątpliwie wart antologii, lepiej wykonanej i zredagowanej, szerzej rozreklamowanej. Być może Wojtek Szot z wydawnictwa Abiekt pokusi się o podobną inicjatywę w przyszłości, być może przy czynnym współudziale Louise. Można zaprosić do niej czołowych polskich twórców, przedyskutować z nimi możliwe tematy, sparować ich z ludźmi ze środowiska, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, a niekoniecznie dysponują talentami graficzno-fabularnymi. "Bostońskie Małżeństwa" to niewątpliwie przetarcie szlaku w tej materii, ale równocześnie wydawnictwo, które za parę lat raczej ulegnie zapomnieniu.

DG: No ja już niewiele z tego pamiętam, ale zgadzam się - temat ciekawy, potencjalnie mogący być impulsem do powstania wielu dobrych komiksów. Jednak nie w takim wykonaniu jak tu. Bo w przypadku "Bostońskich Małżeństw" mimo szczerych chęci wyszła straszna amatorszczyzna (z koszmarną, odpychającą okładką).

RW: Także komiksom o szeroko rozumianym życiu lesbijek mówimy tak...

DG: Ale nie w takim wykonaniu.
***
"Bostońskie Małżeństwa"
wydawnictwo: Comix Grrrlz / Dolna Półka
liczba stron/format: 56 / B5
oprawa: miękka
druk: czarno-biały
cena: 15 zł

autorzy: Agata Łaguniak, Szczepan Atroszko, Przemysław Szymczak, Marta Zabłocka, Katarzyna Szaulińska, Agnieszka Weseli, Beata Sosnowska, Marcin Podolec, Anna Czerwińska i Soizick Jaffre

5 komentarzy:

holcman pisze...

Mam wrażenie, że impulsem do powstania tej antologii było polskie wydanie genialnego "Fun Home".

Tylko efekt sytuuje się na drugim krańcu skali. Jak można wydawać takie koszmarki?

pstraghi pisze...

Nigdy nie podejrzewałem, że ktoś nazwie moją recenzję "Bostońskich" ciepłą. Toć ja ten komiks bardzo krytykuję

Rob pisze...

@pstraghi

Nie nazwałem Twojej recenzji "ciepłą" tylko "dość ciepłą". Jej wydźwięk był raczej pozytywny, chociaż bez zbędnych zachwytów, jako że w jednym akapicie wypunktowałeś słabości tej antologii.

pszren pisze...

ja wczoraj dostałem kopa w jaja.

weryfikacja słowa: faken

wonder pisze...

'Bostońskich' jeszcze nie czytałem, ale koszmarkiem to jest tytuł tego wpisu.