niedziela, 23 stycznia 2011

#677 - Trans-Atlantyk 122

Dziwnym nie jest, że Marvel przy okazji premiery filmowego "Thora" (amerykańska premiera już 6 maja 2011 roku) będzie chciał przyciągnąć nowych czytelników do komiksów z udziałem nordyckiego Boga Piorunów. Według zarządu najlepszym na to sposobem będzie zrobienie zamieszania wokół numeracji i tytułów oraz restart serii pogrzebanej w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. I tak, Matt Fraction, scenarzysta obecnego on-goinga pod tytułem "Thor", od kwietnia będzie pisał do zupełnie nowy miesięcznik zatytułowany "The Mighty Thor". W założeniach ma to być seria przyjazna dla czytelników, którym film przypadł do gustu i chcieliby zapoznać się z komiksową wersją przygód Odinsona. Pierwszą historia będzie opowiadała o przybycia Galactusa do Asgardu. Na stanowisku rysownika Pasquala Ferry'ego zastąpi Olivier Coipel, który wraz z J. Michealem Straczynskim restartował "Thora" w 2007 roku. Ten tytuł natomiast zostanie przemianowany na "Journey Into Mystery", pisane przez Kierona Gillerna i rysowane przez Douga Braithwaite'a. Seria powróci do zarzuconej numeracji i zeszyt pierwszy będzie oznaczony numerem #622. To już drugie podejście Gillena do Thora, a jego krótka, trwająca zaledwie jedenaście numerów wcześniejsza historia przypadła do gustu czytelnikom. W "Journey Into Mystery" pierwszoplanowe role mają odgrywać mieszkańcy Asgardu, szczególnie Loki, a sam tytuł ma ciążyć ku fantasy. (KO)

Dwudziestego września, na dzień przed swoimi 36. urodzinami, Craig Thompson zaprezentuje światu dzieło nad którym pracował od około siedmiu lat. "Habibi" będzie niemal siedmiuset stronicową powieścią graficzną w klimatach fantasy, opowiadającą m.in. o romansie prostytutki z eunuchem, niewolnictwie i religii. Tak jak w "Blankets" autor rozprawiał się z chrześcijaństwem, tak teraz weźmie się za islam. Jak sam przyznał powodem tego jest "chęć aby uczłowieczyć (w świecie zachodnim) kulturę islamu, zamiast nieustannie ją oczerniać (jak ma to miejsce)". Wydawcą tego ogromnego dzieła będzie Pantheon Books - za 672 strony w twardej oprawie trzeba będzie zapłacić 30$ bez pięciu centów. Komiks w wersji anglojęzycznej pojawi się za niecałe osiem miesięcy - ciekawe ile trzeba będzie czekać na jego polskojęzyczną wersję? Przy okazji informacji o dacie premiery, Craig zaprezentował finalną okładkę oraz kilka innych jej projektów. (ŁM)

Kwestią czasu było kiedy Matt Fraction będzie musiał zrezygnować z któregoś pisanych przez siebie tytułów. W zeszłym tygodniu padło na "Uncanny X-Men". Pałeczkę przejmie po nim Kieron Gillen, który w ostatnim czasie pomagał Fractionowi w pisaniu skryptów do "UXM". Będzie to już drugi, obok "Generation Hope", mutancki tytuł w rękach autora "Phonogramu". Gillen pracę nad flagowym miesięcznikiem z charakterystycznym iksem na okładce rozpocznie w kwietniu, wraz z numerem #534.1 (rysunki – Carlos Pacheco). Historia ma skupić się na postaci Magneto i wiązać z wydarzeniami przedstawionymi w historii "Fables of the Reconstruction" na kartach "X-Men: Legacy". Potem mają pojawić się motywy znane z "Astonishing X-Men” – fabuła skupi się na Kitty Pryde i Collossusie, wrócą watki S.W.O.R.D. i Breakworldu. Grafiką ma zająć się Terry Dodson. Fani mutantów wiążą z tą zmianą spore nadzieje. (KO)

Darren Aronofsky w roli scenarzysty komiksowego? Wiele na to wskazuje. Reżyser, pracujący obecnie nad drugim filmem z Wolverine'm w roli głównej, pisze ponoć komiksowy skrypt, który ma stać się podstawą jego przyszłej, filmowej adaptacji. Po co? Jak widać hollywoodzcy bonzowie wolą inwestować w rzecz znaną choćby na rynku komiksowym, niż w najlepszy, ale kompletnie nieznany tekst. Redaktorzy Bleeding Cool przypuszczają, że tym tajnym projektem może być historia biblijnego Noego, o którym kiedyś Aronofsky wspominał w wywiadzie. Ile w tych pogłoskach prawdy, a ile podgrzewania atmosfery i spekulacji, dowiemy się pewnie już wkrótce. (KO)

Tak jak to było w ostatnich latach, pierwsza sobota maja należeć będzie do akcji Free Comic Book Day. Jednym z wielu komiksów, które tego dnia powędrują za darmo do czytelniczych rąk będzie "Green Lantern/Flashpoint FCBD2011 Special Edition" zawierający reprint #30 serii "Green Lantern" oraz obszerny materiał z pierwszego zeszytu crossovera "Flashpoint". Za obie historie odpowiada scenarzysta Geoff Johns, a rysunki do nich wykonali Ivan Reis i Andy Kubert. Reedycja jednej z części "Secret Origin", pokazująca jak i dlaczego Hal Jordan wszedł w posiadanie Zielonego Pierścienia, związana jest z premierą filmu, który do kin zawita kilka tygodni później. Data jego premiery w USA to 16 czerwca - u nas póki co nie wiadomo kiedy to nastąpi. (ŁM)

Wychodząca u nas kolekcja figurek przedstawiających superherosów z Marvel Comics zakończy swój żywot w czerwcu tego roku przy okazji sześćdziesiątego zeszytu (co i tak jest nadspodziewanie dobrym wynikiem). Co innego edycja z Wielkiej Brytanii/USA, którą rozszerzono do 180 figurek. Równie dobrze trzyma się odpowiednik z postaciami z DC Comics, którym nie dość, że zapowiedziano przynajmniej 100 edycji to jeszcze od stycznia dokooptuje się swego rodzaju spin-off w postaci figurek z "Blackest Night"! Do tej pory przedstawiono pierwszych osiem postaci (m.in. Black Hand, Parallax/Hal Jordan, Agent Orange), ale plotki głoszą, że w planach jest kolejnych osiem oraz sam Nekron jako figurka specjalna. Od jakiegoś czasu miałem zamiar sprowadzić sobie jedną z ikon DC jako ozdobę komiksowych półek - myślałem o Batmanie, może Green Lanternie... Teraz jednak numerem jeden jest zdecydowanie Black Hand! (ŁM)

W zeszłym tygodniu DC Comics zaprezentowało serię teaserów rzucających nieco światło na treści eventu "Flashpoint". Ale pięć ilustracji pod wspólnym tytułem "Co stało się z Najwspanialszymi w Świecie Bohaterami?", które zachęcają do dywagacji, o jakich herosów chodzi, więcej komplikuje, niż wyjaśnia. Bruce Wayne spędzający całe dnie na doglądaniu kasyn, małżeństwo Aquamana i Wonder Woman, które zapobiegło wojnie pomiędzy mieszkańcami Atlantydy, a Amazonkami. Ale co stało się z tym, którego kapsuła nigdy nie wylądowała na Ziemi (Superman?) i z obcym, na którym eksperymentowano latami (Martian Manhunter?). Wreszcie, o jaki zagubiony pierścień chodzi – Flasha czy Green Lanterna? Wiele wskazuje na to, że Geoff Johns będzie dłubał przy linii czasowej uniwersum DC, niebezpiecznie igrając sobie z obecnym status quo. Boję się, że może skończyć się to absolutną klęska, która wprowadzi jeszcze większy zamęt w i tak nieuporządkowanym timeline. (KO)

Od stycznia 2011 roku DC Comics rezygnuje z oznaczanie swoich komiksów symbolami Comic Code Authority. Od kwietnia komiksy będą oznaczane według wewnętrznego systemu wydawnictwa, a wszystkie historie wydane pod szyldem Vertigo pozostaną przeznaczone wyłącznie "Dla Dojrzałego Czytelnika". Podobną decyzję podjęto w Archie Comics, które od lutego będzie również pozbawione oznaczeń słynnego Komiksowego Kodu, który wprowadzono w 1954 roku w odpowiedzi na rewelacje Frederica Werthama. Narzędzie, służące ochronie niewinnych dziecięcych umysłów służyło de facto cenzurze obyczajowej. Wraz z decyzją szefów DC i Archie Comics ten relikt lat pięćdziesiątych słusznie odchodzi do lamusa. (KO)

"Geek Honey of the Week"
(dzisiaj, ponownie dzięki motywowemu Pawłowi, prezentujemy Megan, która wcieliła się w Ultimate ShadowCat!)

sobota, 22 stycznia 2011

#676 - Komix-Express 72

Jedną z premier zaprezentowanych na festiwalu Komiksowa Warszawa będzie "Gniazdo światów" - antologia szortów komiksowych do scenariuszy Bartka Biedrzyckiego. Popularny godai, znany z wydawniczej i publicystycznej działalności, zbiera swoje twórcze dokonania z ostatnich kilku lat. W sumie kilkadziesiąt stron materiału znanego z różnych źródeł, część z tego to plon z publikacji w "Kolektywie". Za rysowniczym sterem kilka znanych nazwiska (au, Łukasz Okólski, Sara Sapkowska, Biram Ba), za wstęp odpowiedzialny jest niżej podpisany redaktor Kolorowych. Okładkę narysował Maciej Pałka i mamy przyjemność zaprezentować ją jako pierwsi. Żart z odmianą zrozumiały tylko dla wtajemniczonych w pewne meandry forumowo-blogowych debat. (RW)

Jak donosi Aleja Komiksu do wydania "Stuck Rubber Baby" przymierza się Centrala. Znakomity komiks autorstwa Howarda Cruse'a opowiada o losach odkrywającego swoją homoseksualną tożsamość przedstawiciela klasy robotniczej. Historia rozgrywa się w burzliwych latach sześćdziesiątych, na południu Stanów Zjednoczonych. Fabuła, mimo że fikcyjna, została oparta jest na doświadczeniach Cruse'a. "Stuck Rubber Baby” uchodzi za jedno z najważniejszych dzieł poruszających problematykę homoseksualną. Jeśli Michałowi Słomce uda się rzecz całą doprowadzić do końca byłby to już drugi, po "We Włoszech wszyscy są mężczyznami", tego typu tytuł w ofercie Centrali. (KO)

Dobra wiadomość dla wszystkich spragnionych filmu "
Scott Pilgrim vs. the World"! Już 10 lutego za sprawą TIM Film Studio do sprzedaży trafi DVD z ekranizacją komiksu Bryana Lee O'Malleya w reżyserii Edgara Wrighta ("Hot Fuzz", "Wysyp żywych trupów"), którą można było u nas zobaczyć jedynie pod koniec października na American Film Festival we Wrocławiu. Co prawda były zapowiedzi co do pokazywania przygód Scotta, Ramony i spółki w normalnych kinach, jednak ze względu na bardzo słabą oglądalność filmu za granicą, polski dystrybutor zdecydował się wycofać ze swoich planów. Wersja na krążku ("Scott Pilgrim kontra świat") jest pewnym pocieszeniem i teraz tylko czekać na sam komiks, do którego przymierza się Kultura Gniewu. (ŁM)

Jarosław Kopeć na stanowisku redaktora naczelnego komiksowego działu Poltera nie wytrwał zbyt długo. Obowiązki, które przejął w październiku 2009 roku od Macieja "Repka" Reputakowskiego, awansującego w polterowej hierarchii, teraz będzie piastował Jakub Jankowski. Entuzjasta i tłumacz komiksu portugalskiego, bloger, publicysta znany z łam "Zeszytów Komiksowych", ostatnio bardzo aktywnie współpracujący z "Ziniolem" został głównodowodzącym czołowego serwisu komiksowego. Kubie życzymy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! (KO)

W podsumowaniu 2010 roku okiem twórców, które już wkrótce pojawi się na Kolorowych Zeszytach, Marcin Podolec zdradził, że pod koniec grudnia rozpoczął pracę nad projektem wraz z jedną z najzdolniejszych rysowniczek w komiksowie. Pierwsze plansze z tego komiksu robione na cztery ręce pojawiły się już w sieci, a ową tajemniczą partnerką Kolca okazała się artystka ukrywająca się pod pseudonimem Lagu i Lagu. Na razie nie wiadomo nic, oprócz tego, że Podolec zajmie się scenariuszem i tuszem, a tajemnicza Lagu szkicem i kolorem. (KO)

"
Żywe trupy" mają się u nas nadzwyczaj dobrze. Wielokrotnie nagradzana seria równie wielokrotnie nagradzanego Roberta Kirkmana posądzana jest co prawda często o to, że jest przegadana, że ciągnie się niemiłosiernie i co jakiś czas zatacza koło, ale mimo to sprzedaje się na tyle dobrze, że w połowie lutego ukaże się jej dwunasty tom, o tytule "Życie pośród nich". Czytając opis albumu (znaleziona nadzieja w postaci miasta wolnego od umarlaków, które zapewne posiada jakiś sekret) można powiedzieć "nic nowego", ale scenarzysta równie hitowego (niestety polscy czytelnicy nie mieli okazji się jeszcze o tym przekonać) "Invincible" potrafi z czegoś wtórnego zrobić kawał porządnej historii. W wydatkach na luty należy również uwzględnić czwarty tom serii "Torpedo" E.S.Abuli i Jordiego Berneta (15 lutego) oraz drugie wydanie pierwszego tomu "Żywych trupów", za które w drugim obiegu trzeba było do tej pory wyłożyć nieco grosza. (ŁM)

Plebiscytów czas. My mamy swoje środowiskowe, blogerzy też mają - m.in. organizowany już od paru lat onetowski Blog Roku. Do 20 stycznia trwał etap głosowania SMSowego, wśród kategorii można znaleźć "Foto, video, komiks", gdzie teoretycznie powinny się łapać komiksy internetowe. Za wiele jednak ich tam nie ma. Pamiętam, że ze dwa lata temu kilku komiksowych blogerów brało aktywny udział w Blogu Roku (kategoria Kultura chyba), zachęcało do słania SMSów, wstawiało banerki na strony itp. W tym roku chyba sobie darowali - i dobrze, bo w sumie w tym plebiscycie w szranki stają przeważnie blogi drugo- i trzecioligowe - znaczących polskich blogerów raczej tam ze świecą szukać. Z komiksowych rzeczy wyczaiłem m.in.: 366 kadrów, Dumb, Chatę Wuja Freda, Zucha, Andrzeja co rysuje, Krótką Serię, Piksele no i Na plasterki!!! - dla mnie jedno z objawień 2010 roku w blogosferze komiksowej. Do laurów startują też m.in.: blog kolekcjonera zeszytówek, komiks o Polsce, komiksy o głuchych i słabosłyszących, komiksy o kotach oraz bezkompromisowy fotokomiks. Plus kilkanaście-kilkadziesiąt blogów o popkulturze, gdzie wzmianki o komiksie czasem trafiają się. Sprawdziłem sytuację w sobotni poranek - do III etapu awansowali: Zuch, Andrzej Rysuje i bezpuenty. Komiksowy akcent można też dostrzec w nazwie innego finalisty.
(RW)

piątek, 21 stycznia 2011

#675 - The Batmans: Track 73 - Unka Odya

Najnowszy Gacek męczący uszy postronnych słuchaczy jest dziełem Unki Odyi, która, jak sama mówi, zawsze chciała być fryzjerką, ale tak wyszło, że trafiła na Akademię Sztuk Pięknych. Kobieca podpora magazynu "Kolektyw" (jej komiksy pojawiły się w trzecim i czwartym numerze, do którego przygotowała również okładkę), dołożyła swoją cegiełkę do albumu-antologii "Sceny z życia murarza" do scenariusza Jerzego Szyłaka, a na swoim koncie ma również występ w "Maszinie" i kolory w zeszycie z serii "Słynni Polscy Olimpijczycy" (tym, o Bogdanie Wencie). Na potrzeby Motywu Drogi recenzowała (recenzuje?) filmowe blocbustery, a w sieci produkuje się na swoim blogu oraz deviancie. (KO)Prawidłowa odpowiedź padła już w pierwszych minutach, a udzielił jej Leszek "grubas" Wicherek, zdobywając tym samym trzeci punkt! Serdecznie gratulujemy!

Po ponad miesiącu bez aktualizacji udało mi się doprowadzić do porządku podstronę dotyczącą batmaniego konkursu. Tak więc aktualna punktacja i pełna lista twórców, którzy do tej pory wzięli udział w zabawie do wglądu w tym miejscu. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy i mało kogo to pewnie zaskoczy, ale póki co najwięcej prawidłowych odpowiedzi uzbierał Maciej Pałka! Zaraz za nim Piotr Nowacki i nieco dalej Jacek Jastrzębski. A dzisiaj, jak co piątek, okazja do zdobycia kolejnego punktu - zapraszamy! (ŁM)

czwartek, 20 stycznia 2011

#674 - Alan Moore. Wywiady

Tak, jestem wielkim fanem twórczości najwybitniejszego komiksowego artysty naszych czasów. I trudno jest mi zrozumieć tych, którzy nie oddają należytej czci Alanowi Moore'owi, regularnie nie omdlewając w niemym zachwycie nad geniuszem zaklętym w jego dziełach. Ale odkładając mój pensjonarski zachwyt nad własnym idolem, wcale nie muszę się silić na obiektywizm, aby móc napisać, że autor "Strażników", "V jak Vendetta", "Z piekła rodem" czy "Ligi Niezwykłych Dżentelmenów" jest jednym z najwybitniejszych artystów naszych czasów.Zapis dwóch, słusznej długości rozmów Mistrza z Northampton z dziennikarzem i krytykiem komiksowym Billem Bakerem, wydanych w jednym tomie przez Miligram & Viral, jest dla mnie prawdopodobnie jedyną okazją na tak bliskie spotkanie z Moore'em. Nie tylko z twórcą, który zrewolucjonizował (i nie ma w tym określeniu ani krztyny przesady) komiksowe medium, ale również z fascynującym człowiekiem, o nietuzinkowej osobowości i niezwykłym harcie ducha.

Odsłaniając tajniki procesu twórczego, które stoją za jego arcydziełami, Moore ogranicza się do lapidarnego stwierdzenia, że należy siąść i pisać. Tę instrukcję uzupełniają jeszcze trywialne wskazówki, aby nie bać się eksperymentu, próbować nowych technik, wciąż uczyć się czegoś nowego, dużo czytać i mieć otwarty umysł. Tyle. W słowach autora dzieł porażających swoim wyrafinowaniem, znamionujących fantastyczną erudycję i perfekcyjnie przepracowanych pod względem formalnym daje się wyczuć pewną filuterność. Nie do końca wierzę, że tworzenie arcydzieł przychodzi tak łatwo, nie wierzę, że tacy "Strażnicy" nie wymagali tytanicznej pracy, niesamowitego wysiłku, aby w najdrobniejszym szczególe dopracować utwór o tak złożonej anatomii. Odnoszę wrażenie, że Moore w tym momencie igra sobie ze swoim mitem twórcy genialnego, któremu wszystko przychodzi ot tak, łatwo i przyjemnie, w natchnieniu tworzącego swoje najwybitniejsze dzieła.

Pomimo całej swojej ekstrawagancji nie ma u Alana Moore'a nic pretensjonalnego, żadnej pozy. Jego decyzje o pozostawaniu na uboczu, odcięciu się od hollywoodzkiego Babilonu, ciągłe utarczki z DC Comics traktujące jego pracę wyłącznie, jako produkt, z którego można wyciskać dolary, to nie zwariowane zachowania kogoś, komu sława i własny geniusz uderzyła do głowy. Nie potrafię dostrzec w angielskim scenarzyście przekonanego o własnej wielkości, bucowatego, aroganta, jakim chcieliby go widzieć niektórzy. Widzę natomiast kogoś, kto szanuje swoją pracę. Widzę twórcę, który nie chce odwalać fuszerki i ma śmiałość wymagać od swojego czytelnika, co w czasach kultury (głównie popularnej, ale nie tylko) łatwej i przyjemnej może uchodzić za coś wyjątkowego. Nie nazwałbym tego, co mówi o DC, kontaktach z branżą filmową i doświadczeniach z przemysłem rozrywkowym monologami nienawiści. Trudno żeby gorzko doświadczony przez mechanizmy rynkowe, jakimi rządzi się kultura masowa, nie miał prawa być rozzłoszczony i rozczarowany. W jego jednostronnej relacji (trudno wymagać od niego, aby bronił DC!) jest sporo przesady, szczególnie wtedy, gdy sarka na filmowców, ale nie sposób odmówić mu racji. Dla Moore'a jego dzieła są celami samymi w sobie, a nie trampoliną do dalszej „kariery”. To nie produkty przykrojone do gustów przeciętnych pożeraczy kinowych blockbusterów, których wartość można przeliczać na zyski ze sprzedanych biletów. Swoich komiksów nie tworzył dla sławy, dla miłości własnej, z chciwości, aby móc się lansować w mediach. Mówiąc o tym, o czym wielu twórców pracujących "w branży" dla swojej wygody milczy, Moore jest bezlitośnie szczery, choć niekiedy przekornie chce wzbudzić kontrowersje.

Mimo wszystkich swoich rozczarowań, Moore ciągle wierzy w potęgę medium komiksowego i szerzej – w potęgę sztuki, w sens robienia literatury, która się nie opłaca, którą nie każdy potrafi docenić. Mimo słusznego, jak zresztą sam mówi, przed-emerytalnego wieku, ciągle da się w nim wyczuć ten głód, to pragnienie tworzenia. Pomimo licznych przeszkód chce wciąż pracować w przemyśle komiksowym, będącym lennikiem szych Hollywood i zakładnikiem oddziałów księgowych, którym muszą zgadzać się słupki. Choć niewiele zostało mu już do zrobienia…

Jeśli chodzi o samą książkę, to największe zarzuty można mieć do fatalnie opracowanej bibliografii, która w istocie za żadną bibliografię uznana być nie może. To po prostu alfabetyczne wyliczenie tytułów, projektów, tekstów i innych utworów współtworzonych lub tworzonych przez Alana Moore'a. W sekcji komiksowej brakuje podstawowych informacji ułatwiających dotarcie do konkretnych pozycji – ograniczono się jedynie do podania roku wydania i nazwisk rysowników. Uzupełnienie tych wpisów o szczegóły dotyczące edycji (pojedynczy zeszyt, część serii on-going, projekt autorski, wydanie zbiorcze, spin-off etc.) i dane wydawcy, z pewnością pomogłoby w poszukiwaniach konkretnych tytułów. A tak wiem tylko, że oprócz "Zabójczego Żartu" ukazał się inny komiks z Mrocznym Rycerzem napisany przez Moore'a, który nazywa się "Mortal Clay". W jego poszukiwaniach jestem jednak zdany na siebie – sam muszę znaleźć, w którym numerze i w jakiej serii, sprawdzić czy istnieje możliwość dostania go w wydaniu zbiorczym.

Bill Baker nie jest zbyt wyrafinowanym rozmówcą. Jego pytania nie wychodzą poza schemat, ale na szczęście w niczym nie przeszkadza to Alanowi. Nie wiem czy dobrym pomysłem nie byłoby przeredagowanie obu wywiadów na potrzeby książkowej publikacji. W kilku pytaniach poruszono podobne kwestie, a Moore parę razy powtarza swoje odpowiedzi – może należałoby kilka linijek opuścić, dopytać o niektóre rzeczy (na przykład o wątki magiczne albo o pracę nad "Miracle-Manem" – tego mi najbardziej brakowało), a całość uczynić bardziej spójniejszą, przejrzystą. To niewiele roboty, a efekt byłby jeszcze lepszy.

W swoim podejściu do twórczości Alan Moore jawi się, jako staroświecki artysta z innej epoki, przypominający tego modernistycznego kapłana sztuki, dla którego pisanie jest aktem magicznym (nota bene traktując swoje teksty, jak zaklęcia, otwiera zupełnie nowe pole do ich interpretacji). Z wyjątkiem tego wydaje się strasznie zwyczajnym kolesiem, który chce jedynie robić komiksy i pisać książki. Pomijając oczywiście to, że jest czynnie uprawiającym magię szamanem Northampton, jednym z najwybitniejszych twórców przełomu wieków, autorem rewolucyjnych dzieł dla sztuki komiksowej i zamiast chodzić w każdą niedzielę do kościoła, czci pierzastego węża czy inne mistyczne stworzenie w swojej piwnicy.

wtorek, 18 stycznia 2011

#673 - 12x2010, czyli dwanaście mgnień minionego roku

Zeszły rok minął w cieniu kryzysu. W komiksowych dyskusjach przez wszystkie przypadki odmieniano słowa "zapaść", "Empik", "złodziejstwo", "recesja", "długi", "zastój". W kuluarach pojawiały się astronomiczne sumy, które pewna sieć sklepów jest winna polskim wydawcom komiksowym. Minorowych nastrojów wśród rodzimych edytorów nie poprawiły kolejne podatkowe obciążenie, jakie spadły na ich produkty, a których koszta poniosą czytelnicy. Ci znowu narzekają na ubogą ofertę i wysokie ceny, a wydawcy na spadające obroty. Wszyscy jadący na jednym, komiksowym wózku zastanawiają się "i co dalej?".

A wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Entuzjastyczne wypowiedzi, które padły na panelu wydawców podczas festiwalu Komiksowa Warszawa w kwietniu dawały nadzieję, że rynek opowieści obrazkowych się ustabilizował. Może niezbyt liczna, ale pewna grupa czytelników, zapewniała solidną bazę pozwalająca myśleć o dalszej ekspansji i poszukiwaniu nowych odbiorców. Niestety, wszystko to załamało się wraz z konfliktem na linii Empik-wydawcy. Wystarczyło, żeby główny komiksowy pośrednik przestał płacić za sprzedane komiksy – niewiele było trzeba, aby zatrzeć tryby całkiem nieźle funkcjonującej maszyny. Nie wiem jak wiele jeszcze pozostało, by móc mówić o widmie bankructw, a potem i całkowitego załamania rynku, ale na razie nic nie wskazuje na to, żeby koniunktura miała się wkrótce poprawić. Ale czy naprawdę jest aż tak źle? Przecież rok 2011 zaczął się mocnego uderzenia – Kultura Gniewu uderzyła długo oczekiwanym "Pinokiem", a Post przygotował wznowienie "Mausa". Komiks nie przestaną się nagle ukazywać, nawet jeżeli znikną z Empików i staną się dostępne tylko w specjalistycznej dystrybucji. A że będą drogie? Tanie nigdy nie były – za czasów Semika, kiedy Mandragora dzieliła trejdy na mniejsze kawałki i kiedy Egmont zbierał je w edycje integralne – teraz po prostu będą jeszcze droższe.

Kryzys to również czas, kiedy szuka się nowych rozwiązań – Egmont umocnił pozycję komiksów spod znaku "Star Wars" w kioskach i chciał dotrzeć do jeszcze szerszego spektrum odbiorców wysokonakładowym magazynem fantasy. Niestety, nie można powiedzieć, aby "Fantasy Komiks" okazał się sukcesem, ale jeśli wierzyć Egmontowi naprawdę niewiele brakło. Kioski również szturmuje Jakub Kiyuc, który grając na semikowych sentymentach rzucił ponad dwadzieścia tysięcy egzemplarzy pierwszego numeru "Konstruktu". Odważny i ryzykowny ruch. Czy uda się do komiksów zachęcić masowego odbiorcę – trudno powiedzieć. Na razie ukazał drugi numer.

Komiks kobiecy był drugim, obok zapaści rynku komiksowego, najczęściej dyskutowanym tematem w komiksowym środowisku. Chyba nikt nie spodziewał się, że temat kobiecej twórczości podniesiony podczas Komiksowej Warszawy, odbije się aż tak szerokim echem. Dyskusja o sensowności terminu "komiks kobiecy" i potrzebie (bądź jej braku) wskazywania na płeć tekstów komiksowych wyszła daleko poza hermetyczne środowisko, docierając do mainstreamowej prasy. Odpryskiem tych deliberacji, które często zmieniały się w agresywne pyskówki, było kuriozalne wystąpienie "artystek" z grupy "Ściętej głowy Marii Antoniny", piętnujących seksizm rodzimych wydawców. Nie brakowało również autorek, które chciały się pozbyć się takiej etykietki. Koniec końców nie mogę pozbyć się wrażenia, że z tej dyskusji nic (dobrego) nie wynikło – ci, którzy nie wiedzieli, o co z tym komiksem kobiecym chodzi, wciąż nie wiedzą, a z drugiej strony żadna z autorek nie popłynęła na fali zainteresowania tematem i nie wydała albumu.

Nasi za granicą. Brak komiksowego rynku w Polsce wcale nie oznacza, że brakuje u nas utalentowanych artystów. Z coraz większym powodzeniem próbują oni swoich sił na dużych rynkach zachodnich. We Francji po licznych perturbacjach wydawniczych do sprzedaży trafił album ""Doc Jackal & Miss Hype: Recto" (pierwotnie "London Thing") Mirosława Urbaniaka. W Ameryce Szymon Kudrański awansował na regularnego ilustratora serii "Spawn", a dla DC Comics rysuje tytuły z batmańskiej rodziny. Amerykański debiut Marka Oleksickiego, album "Frankenstein's Womb", został napisany przez samego Warrena Ellisa, a Robert Adler dla BOOM! Studios narysował "Do Androids Dream of Electric Sheep? Dust to Dust". "Harbor Moon" Pawła Sambora zebrało dużo pozytywnych recenzji, a Anna Wieszczyk, której prace pojawiały się w antologii "Popgun", pracuje nad mini-serią "Lucid" do skryptu Micheala McMilliana. Seria "Biocosmosis" Edvina Wolińskiego i Nikodema Cabały, której trzy albumy ukazały się na polskim rynku, znalazła uznanie redaktorów kultowego magazynu "Heavy Metal". To tylko kilka przykładów ilustrujących trend, który z pewnością w 2011 się utrzyma, a być może i nasili.

Komiks na wystawie. Z jednej strony "kolorowymi zeszytami" próbowano dotrzeć do czytelnika niewybrednego, którego gusta w pełni zaspokajają "Fantasy Komiks", "Star Wars Komiks" i prawdopodobnie "Konstrukt", z drugiej natomiast proponowano "sztukę komiksową" przeznaczoną dla bywalców galerii. Pomysł na komiks, jako dobra artystycznego, wyznacza drugi biegun prób poszerzania potencjalnego rynku zbytu. Już w 2009 nie brakowało interesujących wystaw, ale wydaje mi się, że dopiero w roku zeszłym chciano pokazać komiks światku artystycznemu. Niekiedy przypominało to wywarzanie dawno otwartych drzwi (seria wystaw "Czas na Komiks" organizowanych przez BWA w Jeleniej Górze, Zielonej Górze i Wrocławiu), innym razem bawiono się (to słowo zdaje się najbardziej adekwatne) z materią narracji obrazkowej, jak miało to miejsce na wystawie "Pusty komiks" przy gdańskim Bałtyckim Festiwalu Komiksu. Bezpośrednią próbą wejścia do handlowego obiegu artystycznego były krakowskie targi komiksu "Krótkie historie". Niektórzy krytycy (między innymi Sebastian Frąckiewicz) w mariażu ze art-środowiskiem upatrują wielkiej szansy dla rynku komiksowego.

Rok pod znakiem Śledzia. To był dobry rok dla Michała Śledzińskiego. Udało mu się doprowadzić do szczęśliwego końca pierwszy sezon "Wartości Rodzinnych", zaliczył udział w portugalsko-polskich warsztatach "City Stories", jako gość moskiewskiego festiwalu Kommisja promował wystawę rodzimego komiksu, a w Łodzi jego prace pokazywano pod szyldem "Mistrzowie polskiego komiksu". Wreszcie, po dziesięciu latach od premiery pierwszego docinka, ukazało się zbiorcze wydanie "Osiedla Swoboda", jednego z najważniejszych, najwybitniejszych i najciekawszych osiągnięć polskiej kultury ostatnich dwudziestu lat. I nie ma w tym stwierdzeniu ani krztyny przesady. To sporo, jak na kogoś, kto w 2009 roku chciał zrezygnować z tworzenia komiksów...

Polski rynek konwentami stoi. Jak co roku miłośnicy opowieści spod znaku kadru i dymka mieli mnóstwo okazji, aby spotkać w swoim towarzystwie, nakupić komiksów i dobrze się bawić. Szkielet kalendarza konwentowicza wyznaczają cztery duże imprezy – stołeczna Komiksowa Warszawa, poznańska Ligatura, gdańska BeFKa i łódzka eMeFKa. Każda z nich ma nieco inny charakter i oferuje inne atrakcje - premierowa FKW wyszła bardzo kameralnie, eMeFce nie brakowała rozmachu, BeeFKa postawiała na warsztatowość, silną interakcję z uczestnikami, a Ligatura powinna kojarzyć się z akademickością i naukowością. Głównie przy okazji konwentów Polska odwiedzana jest przez znamienitych komiksowych gości – w 2010 do przyjechali do nas tacy artyści jak Neil Gaiman, Rutu Modan, Olivier Schrauwen, Norm Breyfogle, Alex Robinson, Marjane Satrapi, Igor Baranko, Yves Swolfs czy Mawil.

Akcja "Tęsknie za Tobą, zeszytówko" może śmiało kandydować do miana największego kuriozum roku. Grupka komiksowych fanów zrzeszonych w Nieformalnym Froncie Fanów Komiksu w swoich wystąpieniach zaczęła domagać się powrotu zeszytów komiksowych do kiosków. Tanie, powszechnie dostępne, pulpowe historyjki miały stać się panaceum na niszowość komiksu i uratować rynek przed kryzysem. Kategorycznym żądaniom skierowanym głównie do wydawców brakowało jednak racjonalnych argumentów. Bogata oferta kioskowych tytułów, które obejmuje tak zróżnicowane tytuły, jak "Star Wars Komiks", "Fantasy Komiks", rodzinę tytułów "Kaczora Donalda" czy szereg magazynów wykorzystujących popularne licencje (Człowieka Pająka, Scooby-Doo, postacie znane z Cartoon Network) przez tęskniących została zupełnie niezauważona. I to zdemaskowało Front jako małą grupkę czytelników nostalgicznie wspominając złote czasy Semika, które już nigdy nie powrócą.

Dziesięć lat Kultury Gniewu. W październiku 2000 roku Jarek Składanek pod szyldem wydawnictwa Kultura Gniewu własnym sumptem opublikował zbiorcze wydanie "Zakazanego Owocu" Dariusza Palinowskiego. Dekadę później historia zatoczyła koło i na półkach wylądowało piękne wznowienie punkowej klasyki. Przez ten czas KG z jednoosobowej inicjatywy stała się triumwiratem – do Składanka dołączyli Paweł Tarasiewicz i Szymon Holcman, a wraz z nimi zmienił się profil wydawnictwa. W 2005 roku po raz pierwszy wydano produkt importowany ("Damskie dramaty" Anny Sommer), a później Kultura przebierała wśród undergroundowej klasyki, najwybitniejszych osiągnięć komiksu niezależnego, nie zapominając przy tym o rodzimych twórcach. W katalogu warszawskiego edytora można znaleźć takie nazwiska, jak Daniel Clowes, Charles Burns, Thomas Ott, Rutu Modan, Michał Śledziński, Janek Koza czy Jacek Frąś. Kultura Gniewu przez te dziesięć lat poszerzała horyzontu polskiemu czytelnikowi pokazując, że komiks nie kończy się tylko na "kolorowych zeszytach". Sto lat!

Upadek papierowego "Ziniola". Legenda xeroprasy, zin "Ziniol" został reaktywowany w połowie 2008 roku, w formie mainstreamowego magazynu komiksowego. Te, jak wiadomo, lekko na rynku nie mają. Jubileuszowy, dziesiąty numer, który ukazał się właściwie już w 2011 roku był tym ostatnim. Na szczęście "Ziniol" nie zniknie całkowicie – wszak pozostanie jego internetowe wcielenie, redagowane przez niestrudzonego Dominika Szcześniaka i Macieja Pałkę.

Polskie Stowarzyszenie Komiksowe zawiązało się w 2009 roku. Inicjatywie, której celem było integrowanie komiksowego środowiska, od początku towarzyszyły liczne kontrowersje. Nadziei związanych z PSK było dużo – Stowarzyszenie miało promować sztukę komiksową, wspierać rodzimych twórców i godnie reprezentować komiks wszędzie tam, gdzie będzie to potrzebne. Sprawą dyskusyjną jest na ile te cele udało się zrealizować, niewątpliwie jednak zorganizowany przez Stowarzyszenie Festiwal Komiksowa Warszawa okazał się sukcesem. Mniejszym lub większym, podobnie jak akcja publicznego czytania komiksów, której udało się przebić do mediów. Co dalej z PSK? Martwi cisza w eterze i notoryczny brak nawet najprostszej strony internetowej, ale wypada mieć nadzieję, że PSK obudzi się z zimowego snu akurat w czasie przygotowań do drugiej FKW.

Komiks polski do kin? Na palcach jednej ręki można policzyć rodzime ekranizacje komiksów. Powszechna hollywoodzka praktyka bardzo opornie przyjmuje się nad Wisłą. Już niedługo do kin trafi animowana wersja przygód Jeża Jerzego, temat filmowego "Funky Kovala" czy "Thorgala" powraca co jakiś czas. Ale wieści o planowanym przeniesieniu "Łaumy" Karola Kalinowskiego na taśmę celuloidową, które pojawiły się na początku roku, były prawdziwą bombą. Studio Lava Films w zaledwie kilka miesięcy po premierze komiksu, która miała miejsce w październiku 2009 roku, na XX. Międzynarodówce w Łodzi, nabyło prawa do "Łaumy", dostrzegając filmowy potencjał w pracy KRL'a. Niestety, od tamtej pory brak jakichkolwiek wieści w tym temacie.

A co w 2011? Przyszły rok zapowiada się całkiem owocnie, jeśli idzie o rodzimy komiks. Wiele wskazuje na to, że 2011 może znów należeć do Śledzia, tym razem za sprawą finałowego, trzeciego tomu "Na Szybko Spisane". Z niecierpliwością czekam również na wielki powrót Karola Kalinowskiego, który po spektakularnym sukcesie "Łaumy", zamknął swojego bloga, odciął się od komiksowego bagienka i być może w zaciszu swojej pracowni pracuje nad kolejnym świetnym komiksem. Ciekaw jestem jak z "drugim albumem" poradzą sobie Marcin Podolec (o ile uda mu się coś wydać w tym roku) i Przemysław Surma (którego prace nad drugim "Hmmarlowem" są już bardzo zaawansowane). Bardzo interesująco zapowiada się autobiograficzna "Silva Rerum" Olgi Wróbel. Maciej Pałka ma niezwykle ambitne plany, podobnie zresztą, jak Daniel Chmielewski, któremu robota nad "Zapętleniem" zejdzie pewnie aż do 2012 roku. Wreszcie coś ruszyło się w temacie "Pierwszej Brygady", w kuluarach chodzą nawet wieści o trzecim tomie serii. Kończąc tą wyliczankę warto jeszcze wspomnieć o "Scientii Occulty" Sienickiego i Okólskiego, kontynuacji "Siedmiu Tygodni" Januarego N. Misiaka, drugim "Diefenbachu" Benedykta Szneidera i sequelu "Straine'a" Krzysztofa Tkaczyka. Dla każdego coś dobrego…

poniedziałek, 17 stycznia 2011

#672 - Najlepsze z najlepszych 2010

Co prawda w zeszłym tygodniu na Kolorowych Zeszytach wspólnymi siłami podsumowaliśmy miniony rok, wybierając nasze Top 10, ale nie mogłem odmówić sobie swojego subiektywnego spojrzenia na rok 2010. Licząc moje retro-podsumowania, rankingi najlepszych komiksów wydanych na polskim rynku sięgają 2002 roku i trochę szkoda było mi zaprzepaścić taką fajną (jaki mi się wydaje) tradycję. Szczególnie, że w 2010 roku nie brakowało świetnych komiksów, choć w porównaniu z 2009 (moim zdaniem) było nieco słabiej. Z różnych powodów, ale to już temat na odrębny wpis. Nie przedłużając już tego wstępu, zabieram się do dzieła:

10. "Ikigami" (Motoro Mase, Hanami, JAP)
Hanami ma dobrą rękę do mangowych serii. Po przebojowym "Balsamiście" i nie gorszym, ale nie docenionym należycie przez publiczność "Suppli", Radosław Bolałek sięgnął po "Ikigami". W 2010 roku ukazały się zaledwie trzy albumy, ale tyle wystarczyło, by Motoro Mase pokazał, jak wielki potencjał drzemie w prostym koncepcie opowieści o ludziach, którzy właśnie dowiedzieli się, że mają umrzeć i człowieku, który im tą wieść oznajmił. Już nie mogę się już doczekać kolejnych tomików. Najlepsza seria 2010 roku, o kilka długości wyprzedzająca smętne "Baśnie" i przegadane "Żywe Trupy".

9. "Skład Główny" (Regis Loisel i Jean-Louis Tripp, Egmont, EU)
Największe zaskoczenie roku. Egmont w ramach kolekcji "Plansze Europy" wydał tytuł praktycznie nieznany, choć autorstwa komiksiarza nad Wisłą cenionego i lubianego. Ale "Skład Główny" to rzecz zupełnie inna od "Pelissy" czy "Piotrusia Pana" - Regis Loisel wraz z Jean-Luisem Trippem stworzyli obyczajową opowieść o kanadyjskiej wiosce, do której pewnego dnia przyjeżdża obcy. Przepięknie narysowany komiks nawiązuje do najlepszych tradycji francuskiej prozy. Po literacku wysmakowany, ale i pełen komiksowych smaczków.

8. "Fistaszki Zebrane 1955-1956" (Charles M. Schulz, Nasza Księgarnia, USA)
Nasza Księgarnia kontynuuje wielkie dzieło przedstawienia polskiemu czytelnikowi jednego z najważniejszych amerykańskich komiksów. Trzeci tom jest tak samo znakomity, jak drugi, a ten jest tak samo dobry, jak pierwszy. Kultowe paski komiksowe autorstwa Charlesa M. Schulza przez te pięćdziesiąt lat nic, a nic się nie zestarzały. Pełne ciepłego, a niekiedy cierpkiego humoru krótkie, gazetowe opowiastki tworzą swój własny świat, do którego zapraszają swojego czytelnika. I kiedy raz się już do niego wejdzie, chce ciągle wracać. Tym bardziej cieszą pogłoski, że NK ma zamiar zwiększyć częstotliwość ukazywania się albumów z Charliem Brownem i spółką.

7. "Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecie - 1910" (Alan Moore i Kevin O'Neill, Egmont, USA)
Komiksowemu geniuszowi, jednego z najwybitniejszych twórców przełomu XX i XXI wieku znowu się udało. Właściwie należało się tego spodziewać, bo nie przypominam sobie komiksu Alana Moore'a, który by mnie rozczarował. Pierwsza część "Stulecia", kontynuacji znakomitej "Ligi Niezwykłych Dżentelmenów", nie jest tylko czczym popisem literackiej erudycji swojego autora. To nie tylko zabawa z ogranymi schematami, to nie tylko postmodernistyczne igranie z literackimi motywami i postaciami czy eksperymentowanie z przykrajaniem "Opery za trzy grosze" do komiksowej konwencji - przede wszystkim nowa "Liga" to kawał pełnokrwistej i smakowitej literatury, zdolna zadowolić najbardziej wyszukane gusta.

6. "Profesor Bell" (Joann Sfar, Mroja Press, EU)
Joann Sfar to kolejny komiksowy wirtuoz, którego prace regularnie pojawiają się przy okazji moich rokrocznych podsumowań. W 2009 jego "Klezmerzy" uplasowali się na siódmej pozycji, w 2006 album "Malka i Lwi Król" był szósty, a w 2004 pierwszy "Kot Rabina" zajął drugie miejsce w moim retro-podsumowaniu. "Profesor Bell" to prawdziwy popis sfarowej maestrii, który w swoim postmodernizmowaniu, wikłaniu się nie tylko w literaturę, ale również w metafizykę i religię, przebił nawet mojego ulubieńca z Northampton. Owacja na stojąco i czapki z głów!

5. "Księga Genesis" (Robert Crumb, Wydawnictwo Literackie, USA)
Komiksowy symbol amerykańskiej kontrkultury, undegroundowy guru walący w kulturowy mainstream, a do tego ateista, prześmiewca, obrazoburca, seksualny dewiant adaptujący Biblię, jedną z najświętszych ksiąg naszej cywilizacji? Największe dzieło ludzkiej kultury, najważniejsze źródło kultury wysokiej przełożone na kiczowaty język kultury popularnej? To musiało się udać i się udało - prawdopodobnie pod koniec swojej kariery Robert Crumb stworzył chyba największe dzieło swojego życia. Artysta już przeszedł do historii dzięki "Panu Naturalnemu" czy "Kotowi Fritzowi", ale według mnie to "Księga Genesis" będzie uznawana za jego opus magnum.

4. "ARQ 2" (Andreas, Egmont, EU)
Wydany w 2009 roku pierwszy integral "ARQ", który w moim zeszłorocznym podsumowaniu zamykał listę, zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Nie sądziłem jednak, że Andreasowi w jego kontynuacji uda się stworzyć coś jeszcze bardziej wyjątkowego, niezwykłego i zachwycającego. A jednak, udało mu się. "ARQ 2" czaruje czytelnika swoją tajemniczością, powala precyzyjnie skomponowaną fabułą, zaskakuje z każdym kolejnym tomem, zachwyca kreacją fantastycznego świata i zapiera dech w piersiach swoją oprawą wizualną. W swojej kategorii - komiks z pewnością wybitny, który powinien spodobać się także tym, którzy za szeroko pojętą fantastyką niekoniecznie przepadają.

3. "Rany wylotowe" (Rutu Modan, Kultura Gniewu, USA)
Kiedy tylko "Exit Wounds" znalazły się w zapowiedziach Kultury Gniewu, komiks opromieniony glorią największego przeboju rynku amerykańskiego w 2007 roku, z miejsca stał się żelaznym kandydatem do mojej listy. I nie zawiodłem się na znakomitej pracy Rutu Modan. "Rany wylotowe" niesamowicie subtelnie i dyskretnie opowiadają o ludzkich emocjach. Izraelska artystka doskonale umie wykorzystać możliwości drzemiące w komiksowych środkach wyrazu, grać jego konwencją. Nie wierzcie tym, którzy twierdzą, że uhonorowany nagrodą Eisnera w 2008 roku album "jest brzydko narysowany" - "Rany wylotowe" to pod każdym względem komiksowy majstersztyk!

2. "Niedoskonałości" (Adrian Tomine, Kultura Gniewu, USA)
Adrian Tomine w swoich komiksach poszukuje nowej dykcji, aby móc wyrazić napięcia relacji międzyludzkich i sięga w tym celu po znany nie tylko z amerykańskiej literatury dyskurs etniczny i postkolonialny. Ale tak naprawdę nie to jest w jego komiksie najważniejsze i najciekawsze. Bo nie da się "Niedoskonałości" sprowadzić tylko do historii amerykańskiego Azjaty (azjatyckiego Amerykanina?) mającego problemy ze zdefiniowaniem swojej tożsamości w ponowoczesnym chaosie, a kto tak odczytuje "Shortcomings", strasznie zubaża swoją lekturę. Autor niezwykle dyskretnie, jakby poza fabułą, ustawia postrzeganie rzeczywistości swojemu czytelnikowi. Przynajmniej ja, po odłożeniu komiksu na półkę, nie mogłem się uwolnić od zaproponowanego przez Tomina sposobu patrzenia na świat.

1. "Osiedle Swoboda" (Michał Śledziński, Kultura Gniewu, PL)
Chyba już wszystko napisano o dziele Śledzia. "Osiedle Swoboda" jest jednym z niewielu polskich komiksów, który zasłużył sobie na przydomek kultowy, a co do tego, że jest to jeden z najważniejszych i najciekawszych komiksów ostatniego dwudziestolecia, nie ma żadnych wątpliwości. Oprócz tego, "OS", jak i "Produkt", miał olbrzymi wpływ na obecny kształt rynku komiksowego. Dla wielu "Matka Boska Extra Mocna" stała się impulsem do powrotu do młodzieńczej komiksowej pasji, a na "Produkcie" i "Osiedlu" wychowała się cała rzesza przyszłych komiksowych twórców. Nie bez powodu coraz częściej mówi się o pokoleniu post-produkcyjnym. Po dziesięciu latach od premiery pierwszego odcinka opus magnum Michała Śledzińskiego (przynajmniej do ukazania się ostatniego tomu "Na Szybko Spisane") wciąż sprawia znakomite wrażenie! Pozycja, której wstyd nie znać.

Wśród wydawców przodują Kultura Gniewu i Egmont, które solidarnie dostarczyły po trzy pozycje - w zeszłym roku było to odpowiednio jeden i pięć komiksów. Po jednym reprezentancie mają Mroja Press, Hanami, Wydawnictwo Literackie i Nasza Księgarnia. W porównaniu z rokiem poprzednim brakło komiksów Timofa i Taurusa. Pod względem geograficznym rządzi Ameryka (pięć tytułów), wyprzedzając Stary Kontynent (trzy pozycje), a Polska i Japonia mają po jednym komiksie na liście. W swoim podsumowaniu z oczywistych względów nie mogłem brać pod uwagę wywiadów z Alanem Moorem, które komiksem nie są i "Szninkla", bo to reedycja w ramach nowej kolekcji. Tuż za czołową dziesiątką znalazły się przede wszystkim "Samotność Rajdowca" Nicolasa Mahlera, "Dziennik podróżny" Craiga Thompsona i "Sceny z życia murarza" Jerzego Szyłaka wspomaganego tabunem polskich artystów. Gdyby dziesiątkę dało się rozciągnąć, te tytuły z pewnością załapałyby się do mojego podsumowania.

niedziela, 16 stycznia 2011

#671 - Trans-Atlantyk 121

W ostatnim czasie pojawiało się sporo informacji dotyczących ekranizacji komiksów, które coraz częściej goszczą na wielkich ekranach - w tym roku czeka nas chociażby "Thor" czy "Captain America: The First Avanger", których filmowe przygody zaprowadzą w roku kolejnym do zapowiadających się fantastycznie "Mścicieli". Nieco z boku tworzenia jednego wielkiego filmowego uniwersum Marvela znajduje się projekt "X-Men: First Class" (2011) oraz reboot Spider-Mana (oczywiście w 3D), z zupełnie nową obsadą, reżyserem i... kostiumem. W ostatnich dniach pojawiło się pierwsze promocyjne foto Pajęczaka w nieco zmodyfikowanej wersji czerwono-niebieskiego kostiumu. Grający Petera Parkera Andrew Garfield zaprezentowany został póki co bez maski, więc ciężko oceniać czy wprowadzone zmiany to dobry kierunek (wszak pajęcze "oczy" to znaczący element), ale póki co "jestem na tak". Podobnie jak w przypadku kostiumu Kapitana Ameryki, który również został zaprezentowany w ostatnich dniach - co prawda nie na klasycznym teaserze, a zdjęciu z planu. Jeśli dobrze kojarzę, to jest to pierwszy tego typu materiał na którym widać Rogersa w (niemal) całej okazałości. Pomimo umieszczenia akcji w czasach Drugiej Wojny Światowej przebranie bohatera wygląda bardzo nowocześnie - nie zrezygnowano jednak z charakterystycznych skrzydełek przy hełmie CA. Zrobiono to jednak na tyle sprawnie, że nie psują one efektu całości (chociaż wolałbym, żeby zrezygnowano z nich zupełnie, na podobieństwo wersji Ultimate tego bohatera). To tyle geekowskiego podniecania się drobnostkami dotyczącymi ekranizacjami przygód najpopularniejszych superbohaterów Marvela. Z filmowego obozu DC Comics póki co cisza, a to przecież właśnie "Green Lantern" może być czarnym koniem tegorocznych filmów w komiksowych klimatach... (ŁM)

W kwietniu do sprzedaży trafią kolejne numery komiksów, które "na zawsze" mają zmienić oblicze świata Ultimate Marvela. Mowa tu o 157. numerze "Ultimate Comics Spider-Man" i trzecim (z sześciu) mini-serii "Ultimate Comics Avengers vs. New Ultimates", których okładki zaprezentowano w minionym tygodniu. Tak jak już kiedyś pisałem w ramach niedzielnych newsów, twórcy tej historii - Bendis i Millar - zapowiadają ją jako "coś czego jeszcze nie było", a czego być częścią to zaszczyt. Rzeczywistość zweryfikuje te słowa, ale przyznam szczerze, że rezygnując powoli z comiesięcznego zbierania zeszytów, mimo wszystko dołączyłem obie serie do swoich zamówień. Już nawet nie patrząc na to, że przy UCSM za grafikę odpowiada Bagley, to może być to coś całkiem niezłego - a przynajmniej tak póki co się to zapowiada. I może w końcu Castle zestrzeli Pająka? (ŁM)

W marcu czytelnicy zadecydują, który z tytułów, "Deadpool Corps" czy "Deadpool Team-Up", zostanie zlikwidowany. Z jednej strony Marvel chce nieco odchudzić linię tytułów firmowanych przez Wade'a Wilsona, a z drugiej strony zapowiada na kwiecień "Deadpool Family" zapewniając, że "ludzie nie mają dość Deadpoolów!". W one-shocie poświęconym szalonej rodzince Deadpoola pojawią się postacie znane głównie z "Corps", czyli Lady Deadpool, Kidpool, Headpool, Dogpool no i sam "Merc with a Mouth". Trzy, krótkie historie, które zmieszczą się na 48 stronach, przygotują scenarzyści James Asmus, Cullen Bunn i Mary HK Choi oraz rysownicy Darnell Johnson, Dominike Stanton i Iren Strychalski, a okładkę narysuje Jason Pearson. (KO)

Czwarty miesiąc tego roku będzie początkiem trzyczęściowego "Identity Wars". Wszystko rozpocznie się w kwietniu w "The Amazing Spider-Man Annual" #38, gdzie Pająk trafi do alternatywnej rzeczywistości w której jego "brat bliźniak" jest bożyszczem tłumów. We wszystko wmieszany zostanie również Hulk i Deadpool, których majowe i czerwcowe annuale będą stanowić dwie kolejne części tej historii. Każda z nich stanowić będzie odrębną historię, do której prawidłowego zrozumienia nie będzie wymagana znajomość dwóch pozostałych. Scenarzystą crossovera jest John Layman - wielbiciel tworzenia alternatywnych wersji znanych postaci, a rysownikiem Lee Garbett. W kilku zaprezentowanych informacjach ani słowa nie ma o tym, aby miała to być historia "jakiej jeszcze nie było" i choćby z tego względu można na nią od biedy rzucić okiem. (ŁM)

Bruce Campbell, czy raczej Ash z "Army of Darkness", na swojej drodze spotkał wiele ponętnych kobiet przy okazji najdziwniejszych crossoverów. Tym razem jeden z najsłynniejszych herosów kultury popularnej spotka się z Danger Girl. Kiedy Abbey Chase rusza w poszukiwaniu Necronomiconu, kwestią czasu pozostanie, kiedy na scenie pojawi się najlepszy pogromca nieumarłych i innych stworów z piekła rodem. Mini-seria, która ukaże się nakładem Dynamite Entertainment i IDW Publishing, zadebiutuje w kwietniu. Scenariuszem zajmie się Andy Hartnell, współtwórca "Danger Girl", a rysunkami Chris Bolson. Okładki przygotują J. Scott Campbell, Paul Renaud i Nick Bradshaw. (KO)

Phil Jimenez wraca do DC Comics. Artysta, który podpisał kontrakt na wyłączność z wydawnictwem mającym w swojej ofercie komiksy z Nietoperzem, będzie rysował i wspomagał Paula Levitza w pracy nad skryptami do "Adventure Comics”. Jego przygoda z Legionem Superbohaterów rozpocznie się w lutym, wraz z #523. numerem serii. Wystartuje wtedy historia, w której główną rolę odegrają bohaterowie z Legion Academy. Kiedy w październiku Jimenez zaliczył gościnny występ w szóstym numerze "Legion of Super-Heroes", miał nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie miał jeszcze okazję powrócić do herosów z XXXI wieku. Jak widać, jego życzenie bardzo szybko się spełniło. Rysownik zapisał piękną kartę w DC, zdobiąc swoimi rysunkami, takie pozycje, jak "Infinite Crisis", "Wonder Woman" czy "The Invisibles". (KO)

Syn Hulka, Skaar, który zadebiutował na łamach "World War Hulk", próbuje odnaleźć swoje miejsce w uniwersum Marvela. Po walce ze swoim ojcem w "World War Hulks", w kwietniu na kartach mini-serii "Skaar: King of Savage Land" scenarzysta Rob Williams ("Judge Dredd", "Cla$$war") i rysownik Brian Ching ("Gwiezdne Wojny - Rycerze Starej Republiki", "Ascension") zabiorą szaroskóre monstrum do kraju rządzonego przez Ka-Zara i Shannę. Wraz z przybyciem Skaara do marvelowego prehistorycznego skansenu wybuchnie wojna (kto by się tego spodziewał…). Jej zwycięzca będzie rządził Dziką Krainą, w której nic już nie będzie takie samo (a to ci niespodzianka!). Okładki do historii, która zamknie się w pięciu częściach, przygotują takie tuzy, jak Ed McGuinness, Billy Tan i Michael Komarck. (KO)

Jedną z ciekawszych rzeczy jakie Geoff Johns wprowadził do świata DC i serii "Green Lantern" są inne różnokolorowe korpusy. Jednym z najpopularniejszych są Czerwone Latarnie, które w najbliższych miesiącach dostaną swój własny miesięcznik! Jego scenarzystą będzie Peter Milligan znany z takich komiksów jak "Hellblazer", "X-Statix" czy wydany u nas "Skin". Jak sam zapowiada, w pierwszej historii, którą będzie miał okazję napisać skupi się on głównie na trwającej od niepamiętnych czasów wściekłości Atrocitusa. Póki co nie podano dokładnej daty premiery, ani nawet rysownika, więc te kilka zamieszczonych na blogu DC zdań to jedyne informacje. (ŁM)

Superbohaterowie w Baśniogrodzie? Tego jeszcze nie było! Już w lutym, w #102. numerze serii "Baśnie", rozpocznie się pięcioczęściowa historia "Super Group". Zbyt wiele szczegółów dotyczących tej historii scenarzysta Bill Willingham zdradzić nie chciał – wiadomo, że pojawią się dawno nie widziane postacie, związek Pięknej z Bestią dotknie kolejny kryzys, a wiodącą rolę w formowaniu tytułowego super-zespołu odegrają Pinokio i Ozma (której, o ile się nie mylę, polski czytelnik nie miał jeszcze okazji poznać). Wszystkie okładki składających się na "Super Group" będą przeróbkami klasycznych coverów komiksów DC. I tak w pierwszym numerze ujrzymy nawiązanie do premierowego zeszytu mini-serii "Man of Steel" Johna Byrne'a, a drugi parafrazę "Justice League #1". Ich autorem będzie Joao Ruas. (KO)

"Geek Honey of the Week"
(Harley Queen w wersji z gry "Batman: Arkham Asylum", którą znalazł dla nas po raz kolejny motywowy Paweł !)