wtorek, 10 sierpnia 2010

#528 - Piłka w kadrze

Ostatnio rozmawialiśmy z Danielem o komiksie kobiecym, teraz czas na coś odrobinę bardziej męskiego. A jak męskiego to oczywiście piłka nożna, toteż o komiksach futbolowych będzie dziś mowa. Nie będę tutaj czarował i przyznam się bez bicia, że ten tekst miał się pojawić na łamach Kolorowych Zeszytów sporo wcześniej. Najpierw na dzień przed otwarciem Mistrzostw Świata w RPA, potem na parę dni przed samym finałem. Trochę mi jednak ten sprytny plan nie wyszedł. Oh well. Obecnie okazjami, do której można podciągnąć to zestawienie są inauguracja Ekstraklasy oraz katastrofalne występy polskich drużyn w eliminacjach do europejskich rozgrywek. Nie sądziłem, że dożyję chwili, gdy ekipy z Malty i Azerbejdżanu okazują się wymagającymi rywalami dla naszych kopaczy. Tak czy owak, w redakcji Kolorowych Zeszytów jest paru kibiców, piłka nożna jest nam bliska, stąd też krótkie zestawienie komiksów o tematyce futbolowej.
Moja własna pamięć, podparta wnikliwym i długotrwałym internetowym researchem oraz konsultacjami ze znawcami historii komiksowych wydawnictw w Polsce - pozwoliła mi dojść do (nie do końca) szokujących wniosków. Otóż, komiksy w których główną rolę odgrywa futbol są... niebywałą rzadkością. Twórcy komiksowi nieczęsto sięgają po ten temat, sami fani komiksu (to określenie ostatnio ryzykowne do używania) również zdają się niezbyt zainteresowani tym zagadnieniem. W zasadzie prawie wszystkie produkcje, jakie pojawiają się w tym zestawieniu, powstały na zamówienie i przeznaczone były/są dla szerszej publiczności, która niekoniecznie zajmuje się historiami obrazkowymi na co dzień. A szkoda, bo zdawałoby się, że futbol, z całą swoją bitewną esencją i pozaboiskową otoczką to dobry temat na artystyczne rozważania. Być może jednak dynamizm meczu piłkarskiego nie do końca przystaje do statycznych komiksowych kadrów. Być może komiksiarze są w większości za dużymi nerdami by się emocjonować czymś takim prostackim jak futbol - chociaż w środowisku jest sporo fanów piłki nożnej. Być może znowu chrzanię od rzeczy, więc przejdę od razu do zestawienia.

Trzeba było zeskrobywać z dna, trochę tytułów udało się jednak uzbierać, przede wszystkim z polskiego podwórka. Skoncentrowałem się przede wszystkim na albumach i seriach w pełni poświęconych piłce nożnej, darowałem sobie zatem krótkie formy i np. Tytusy i Kajki, gdzie futbol był od czasu do czasu wzmiankowany. Zresztą, taki sympatyczny przegląd piłkarskich epizodów w komiksach zrobiła kiedyś chociażby moja macierzysta „Esensja”. Oni nie poszli na łatwiznę, ja niestety tak. No to, jak to mawiał jeden z wybitnych polskich szkoleniowców kiełbasy w górę jedziemy z tym koksem:

* Od Walii do Brazylii - legendarny komiks Grzegorza Rosińskiego (ponoć, bo niepodpisany przez mistrza), dokumentujący drogę polskich orłów do trzeciego miejsca na zachodnioniemieckich mistrzostw świata w 1974 roku. Doczekał się niechlubnej, miażdżącej recenzji w książce Stanisława Barańczaka "Książki najgorsze", która dokumentowała peerelowski kicz. Znakomity poeta krytyk literacki wykpiwał drewniane, nierealistyczne dialogi boiskowe w stylu "Ależ ten Polak gra! A jaką bramkę nam strzelił", powykrzywiane gęby graczy przeciwnych drużyn, mocny szowinizm narodowy w scenariuszu. Faktycznie, "Od Walii do Brazylii" arcydziełem nie jest, ale koniec końców to dość sympatyczne czytadło.

* Biało-Czerwoni - kolejny komiks okolicznościowy. W tym wypadku wydaniem komiksu uczczono już sam awans na Mistrzostwa Świata w Korei w 2002. To wydawnictwo ze wszech miar niezwykłe - cartoon, w którym polscy piłkarze nie przypominają samych siebie, trener Engel staje na głowie (i to dosłownie), jeszcze wtedy wielbiony prezes Listkiewicz z wiceprezesem Bońkiem tańczą na stole w nocnym klubie (bez spodni!), Jolanta Kwaśniewska wciąż ma fryzurę na Shazzę, zaś urywki z meczowych akcji są totalnie nierealistyczne. Dodatkowo, daje się tu wyczuć lekką protekcjonalność wobec Emanuela Olisadebe (żeby nie powiedzieć głośno - "rasizm"). Wydano „część pierwszą”, która przedstawiała zwycięskie eliminacje, roztropnie kończąc fabułę tuż przed meczem z Białorusią (przegranym 1:4 w Mińsku). Jak wynika z zapowiedzi na ostatniej stronie, autorzy planowali część drugą, przedstawiającą ewentualną wiktorię polskich piłkarzy w Korei. Życie jednak zweryfikowało te śmiałe plany i druga część nie miała już po co się ukazywać.

* Kazimierz Górski. Piłka jest okragła, a bramki są dwie - ósmy odcinek komiksowej serii "Słynni polscy olimpijczycy" wydawanej przez Agorę w 2008 roku, z okazji igrzysk olimpijskich w Pekinie. Rysownikiem tego albumu był Sławomir Kiełbus, zaś tematem - poza medalami polskich piłkarzy na igrzyskach olimpijskich w Monachium i Montrealu również historia występów polskich reprezentacji piłkarskich na pozostałych igrzyskach. Seria miała popularyzować legendy polskiego sportu i przy okazji może też i polskich twórców, spotkała się jednak z mieszanymi uczuciami fanów komiksu.

* Wszystko co chcielibyście wiedzieć o piłce nożnej - antologia Kultury Gniewu, wydana w okolicach Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Notabene ostatnia antologia opublikowana przez tę oficynę ever. W projekcie wzięła udział śmietanka polskich twórców komiksowych, zaś koncept albumu został oparty na przebiegu meczu piłkarskiego - pierwsza połowa, przerwa, druga połowa, dogrywka, karne. Dotykano różnych aspektów piłki nożnej, nie tylko boiskowych, chociaż po latach w pamięci mam głównie "Porady Trenera Kazimierza".

* Captain Tsubasa - serial na Polonii 1 znali chyba wszyscy, o istnieniu japońskiej mangi słyszał prawie każdy fan "Kapitana Hawka". Jej autorem jest Yoichi Takahashi, w różnych wersjach i edycjach ukazuje się ona w Japonii z przerwami od 1980 roku. Komiksowy tasiemiec przedstawia historię młodego piłkarskiego geniusza, Tsubasy Ozory i jego drogę na futbolowy szczyt – od gry w prowincjonalnej ekipie aż po karierę w Europie i trofea zdobywane z japońską drużyną młodzieżową, co było chyba wybitnie życzeniowym myśleniem jeżeli chodzi o japoński futbol w latach 80. Plus sporo odniesień do rzeczywistych piłkarzy i klubów. W ogóle Japończycy mają całkiem sporo piłkarskich mang, m.in.: „Whistle!”, „Ganbare, Kickers!”, „Giant Killing” albo „Aoki Densetsu Shoot!” Jak widać większość z obowiązkowymi wykrzyknikami w tytułach.

* Supa Strikas – komiksowy serial produkcji południowoafrykańskiej, sprzedawany w wysokich nakładach w kilkunastu krajach Afryki, Ameryki Południowej i Europy. Podobno to opowieść o drużynie najlepszych piłkarzy świata z najlepszej drużyny świata i ich zmaganiach z innymi pretendentami do tytułu najlepszych piłkarzami świata. Komiksowi towarzyszy również serial animowany, emitowany również w Polsce. Komiksu w Polsce się raczej nie uświadczy, bo to cykliczna zeszytówka. Niewielka to strata chyba, bazując na opisie tego tytułu.

* piłkarski komiks braci Minkiewiczów - to akurat wydawnictwo nieistniejące, aczkolwiek swego czasu zapowiedziane na łamach dziesiątego "WILQ'a". Miało być podobno jak najbardziej serio, poważnie i realistycznie, jako że twórcy to wielcy kibice piłkarscy. Do tej pory jednak nic nie ukazało się w temacie. Szkoda.





• Mistrzostwa Europy 2012 - no dobrze, tutaj w zasadzie nic nie powstało jeszcze. Przypuszczam jednak, że i to wydarzenie zaowocuje wysypem komiksów. Czy to będzie komiks okolicznościowy na kształt "Od Walii do Brazylii", czy kolejny konkurs na zadany temat, a może jakaś przewrotna zinowa antologia albo też powieść graficzna stworzona parę lat po tym wydarzeniu - zobaczymy. Na pewno czymś tam obrodzi.



Gwizdek, kończymy. Dziękuję państwu za uwagę, dobranoc.

niedziela, 8 sierpnia 2010

#527 - Trans-Atlantyk 99

Wiadomość, że CrossGen znalazł się w rękach Marvela było jednym z najciekawszych newsów ogłoszonych na Comic-Conie San Diego. Pomimo tego, że ograniczono się jedynie do pokazania odświeżonego loga wydawnictwa założonego przez Marka Alessiego, komiksowi miłośnicy spekulują na potęgę, jaki będzie dalszy los historii które, jak mogło by się wydawać, już nigdy nie zostaną dokończone. Czy twórcy, tacy jak Ron Marz, będący obecnie jednym z najważniejszych scenarzystów w Top Cow lub Mark Waid, mozolnie budujący potęgę BOOM! Studios mieliby dokończyć dla Domu Pomysłów swoje serie? "Nie, nie sądzę. Nie widzę możliwości, abym miał rzucić moją pracę nad "The Incredible Hulk, aby wrócić do tytułu, który realizowałem dla CrossGenu" - mówi rysownik Paul Pelletier. O najnowszym nabytku Marvela mówi pracujący w DC Comics Tony Bedard  - "To świetna informacja i jestem ciekaw, w jakiej formie te serie pojawią się na rynku". Czyżby niektóre z nich miały dołączyć do regularnego uniwersum Marvela? "Czemu nie" - kontynuuje Pelletier - "Dan Abnett i Andy Lanning pewnie świetnie poprowadziliby kilka kosmicznych tytułów". Czy przerwane serie doczekałby się kontynuacji? "Niestety, straciłem wszystkie notatki" - mówi Marz, scenarzysta "Sojourn" i "Mystic". A według Barbary Kessel ("Meridian" i "Sigil") nie byłby to zbyt dobry pomysł - jej zdaniem rynek od czasów upadku CrossGena bardzo się zmienił i z całym szacunkiem dla fanów, czekających na dokończenie swoich ulubionych serii, raczej wątpi by było to w ogóle możliwe. (KO)
 
Mark Millar, niewątpliwie jedna z największych komiksowych gwiazd komiksu superbohaterkiego, wie jak zrobić wokół siebie dużo zamieszania i jak skupić uwagę czytelników. W minionym tygodniu miał on podać do publicznej wiadomości pewną sensacyjną, większą niż jego "Kick-Ass" czy "Old Man Logan" informację, która przyćmiłaby wszystkie inne tego typu ogłoszenia z ostatnich miesięcy. I owszem, po przekładaniu kilku terminów i niedotrzymywaniu obietnic, zrobił to - Tony Scott, odpowiedzialny m.in. za takie filmy jak "Top Gun" czy "True Romance" został reżyserem kolejnej adaptacji komiksu Millara. Tym razem padło na "Nemesis" i podobnie jak to było w przypadku "Kick-Ass" prace nad wersją filmową rozpoczną się najprawdopodobniej jeszcze w trakcie wydawania serii (do tej pory ukazały się dwa z czterech zeszytów, przy czym część trzecia i czwarta jest co chwila przekładana na odleglejsze terminy). Dodatkowo Mark zapowiedział, że najprawdopodobniej scenarzystą zostanie osoba odpowiedzialna za jeden z pięciu najlepszych jego zdaniem filmów, a odtwórca głównej roli będzie jedną z większych gwiazd. Czy tak będzie dowiemy się w najbliższych tygodniach/miesiącach. Millarowi trzeba pogratulować niesamowitej umiejętności "sprzedania się" (nic negatywnego nie mam tu na myśli), bo przypomnę, że już zaledwie po ogłoszeniu tylko tytułu (!) wspomnianej serii, zgłosiło się do niego kilku agentów chętnych nabyć prawa do ekranizacji. Brawo Mark! (ŁM)
 
W zeszłą środę ukazał się drugi numer "Shadowland", eventu "ulicznego", w którym Daredevil ma przekroczyć wszystkie linie dzielące superherosa, od villaina, aby móc zapewnić bezpieczeństwo w Hell`s Kitchen. Dom Pomysłów, aby jeszcze bardziej podgrzać atmosferę wokół Matta Murdocka, opublikował serię teaserów pod wspólnym tytułem "Who Will Be The New Man Without Fear?" (Kto będzie nowym Człowiekiem bez Strachu?). Do tej pory poznaliśmy tożsamość piątki kandydatów. Są nimi władca afrykańskiej Wakandy Black Panther, który sam przeżywa ciężkie chwile podczas "DoomWar", Gambit z X-Menów, któremu znowu źle z oczu patrzy, Nova, najświeższy nabytek Secret Avengers, politycznie poprawny pomocnik Kapitana Ameryki Falcon oraz Kraven Myśliwy, który spoczywał spokojnie w grobie, aż do "Grim Hunt". Wszystkie ilustracje da się złożyć w jeden obrazek i okazuje się, że jest jeszcze miejsce na szóstego kandydata. Jak widać, Marvel chce przekonać fanów, że po "Krainie Cienia" coś z Mattem się stanie - może zginie, może zrezygnuje z maski DD albo zostanie superprzestępcą na cały etat. Wkrótce dowiemy się ile w tym prawdy, a ile komiksowego marketingu, mającego podbić kulejąca sprzedaż zeszytów. (KO)
 
"Zenith" jest jedną z wczesnych produkcji Granta Morrisona. Tytułowy, brytyjski superbohater występował we własnej serii na łamach kultowego magazynu "2000 A.D.", w latach 1987-1992. Pomysł na bohatera generacji X krążył po głowie Morrisona już od 1982 roku, ale dopiero po szoku, jakim była dla niego lektura "Strażniców" i "DKR", postanowił zrealizować swój pomysł. Nie bez pomocy dwóch rysowników - Brendana McCarthy`ego ("Skin", "Shade, the Changing Man") i Steve`a Yeowella ("The Red Seas", "New Adventures of Adolf Hitler"). Angielskie wydawnictwo Titan Books wydało pierwsze trzy trejdy "Zenitha" tylko na terenie Zjednoczonego Królestwa. Prawa do tytułu są obecnie w posiadaniu firmy Rebellion, która chce wznowić cykl w całości (poprzedniemu edytorowi nie udało się opublikować finałowego, czwartego tomu) w USA. Keith Richardson, szef Rebellionu, planuje również pokazać amerykańskiemu czytelnikowi co lepsze rzeczy z "2000 A.D.", w serii albumów/powieści graficznych pod wspólnym szyldem "2000 A.D. Presents". (KO)
 
Do zespołu pracującego nad najnowszą, animowaną wersją przygód Człowieka Pająka dołączył Paul Dini, scenarzysta i producent stojący za tak udanymi serialami, jak kultowy "Batman: The Animated Series", "Duck Dodgers" czy "Justice League". Projektowi szefuje Brian M. Bendis, a wśród jego współpracowników są między innymi Joe Kelly ("JLA", "Amazing Spider-Man"), Joe Casey ("Wild C.A.T.S. 3.0", "Cable) i Steven T. Seagle ("It`s a Bird", "American Virgin"). Trzeba przyznać, że Jephowi Loebowi, którego niedawno mianowano na szefa animowanego Marvela, udało się zebrać prawdziwą drużynę gwiazd. Premiera "Ultimate Spider-Mana" zapowiedziana jest na bliżej nieokreślony termin w 2011 roku. (KO)
 
Johny Byrne, jeden z najwybitniejszych amerykańskich rysowników komiksowych, współautor klasycznych runów w "Uncanny X-Men" i "Fantastic Four", mający na swoim koncie nieprzebraną ilość nagród i wyróżnień, stwierdził na swoim forum, że najlepszym kandydatem do stworzenie kontynuacji "Strażników" będzie... Rob Liefeld. Twórca budzący nie mniejsze kontrowersje w środowisku, niż Alan Moore, miałby być idealnym scenarzystą/rysownikiem ewentualnego sequela, bądź prequela kultowego komiksu. I tak, jak Moore`owi udało się uwolnić amerykańskiego superherosa "ze szponów miernoty", odzierając go z infantylności i wprowadzając w wiek męski, Liefeld bez problemu przeprowadziłby operację odwrotną, dekonstruując zdekonstruowany już poprzednio mit. Trzeba przyznać, że jest to dość odważna i wręcz perwersyjna teza. (KO)
 
W październiku ukaże się wydanie specjalne "Batman: Hidden Treasures". Komiks będzie zawierał dwie historie narysowane przez Berniego Wrightsona, a napisane przez Rona Marza i Lena Weina. Pierwsze będzie przedrukiem historii znanej z siódmego numeru "Swamp Thinga", z nowymi kolorami nałożonymi przez Alexa Sinclaira. Druga historia, opowiadająca spotkaniu Batmana i Solomona Grundy`ego, powstało dobre piętnascie lat temu. Miało zostać opublikowano na łamach nieistniejącej już serii 'The Legends of the Dark Knight", lecz niestety ówczesny redaktor bat-tytułów Archie Goodwin zmarł i komiks wylądował na dnie szuflady w jednym z biur DC Comics. Później, żaden z późniejszych redaktorów nie bardzo wiedział w jakiej serii puścić tak nietypową historię z Mrocznym Rycerzem w roli głównej i dopiero teraz, dzięki zaangażowaniu Marka Chiarello komiks ujrzy światło dziennie. (KO)
 
Na konwencie w San Diego Marvel zaprezentował długi, pięciominutowy fragment/teaser z filmowej adaptacji "Thora". Szeroko komentowano jego zawartość, ale najwięcej chyba emocji wzbudziło obsadzenie w roli Heimdalla, jednego z nordyckich towarzyszy Boga Piorunów czarnoskórego aktora, Idrisa Elbę, znanego choćby z ekranizacji "Losersów". Rzecz rozchodzi się o kolor skóry, bo nie dość, że każdy wie, że bóstwo strzegące Tęczowego Mostu miało nie tylko jasną karnację, ale było wręcz określany, ponoć jako "Najbielszy z białych" mieszkańców Asgardu. Więcej nie było trzeba. Na amerykańskich forach pojawiły sę głosu oburzenia nie tylko wśród przeciwników bardzo pokrętnie pojmowanej poprawności politycznej, ale również wśród ceniących sobie czystość rasy miłośników mitologii, którzy widzą w działaniach producentów żydowski spisek, mający na celu ubliżyć ich tradycji. (KO) 
 
"Geek Honey of the Week"
(dzisiejszą geek honey zawdzięczamy Pawłowi Deptuchowi, który w deviantartowych odmętach znalazł taką perłę! Dzięki!)

sobota, 7 sierpnia 2010

#526 - Komix-Express 49

* Zanim przejdziemy do komiksowych informacji z rodzimego rynku to chcielibyśmy pogratulować naszemu redakcyjnemu koledze, Januszowi Topolnickiemu, pierwszego potomstwa - córeczki Wiktorii, która przyszła na świat w czwartek przed południem! Pozdrowienia dla całej familii! *

W zeszłą niedzielę na świat przyszło również blogowe dziecko Koki Skowrońskiej i Bartosza Sztybora - The Comic Roids Project - jeden z ciekawiej zapowiadających się "wybryków" komiksowych w ostatnim czasie. Koka i Sztybor postanowili połączyć swą miłość do komiksów oraz zapomnianych już w erze cyfrówek zdjęć z polaroida i przez kolejnych sto niedziel (począwszy od jutra) prezentować osoby przez nich cenione i warte przedstawienia - zarówno z Polski jak i zza granicy. Każdemu zdjęciu (przyozdobionemu autografem osoby nań uwiecznionej i często drobnym rysunkiem) towarzyszyć będzie również krótki wywiad. Na chwilę obecną materiału jest mniej więcej do sierpnia 2011 roku, więc nie ma obaw, że po kilku edycjach autorom znudzi się cała zabawa. Komiksiarze najczęściej bywali uchwyceni w swoim naturalnym środowisku, czyli festiwalach komiksowych takich jak MFK czy Angouleme (żeby wymienić co większe). A jak niektórzy może pamiętają, pod koniec czerwca w Gdańsku zaszczyt ten spotkał Rutu Modan oraz Oliviera Schrauwena. W imieniu swoim oraz autorów projektu zapraszam do odwiedzin w każdą niedzielę! Co najmniej! (ŁM)

Do częstego zaglądania zapraszam również na bloga o uroczej nazwie Nienawidzę Ludzi, za którego odpowiada Łukasz Kowalczuk. Jak sam pisze w krótkim wstępie: "(...) ostatnio popełniam coraz więcej komiksów. Założyłem bloga, żeby jakoś to poukładać i informować zainteresowanych". Do tej pory opublikował on u siebie kilka pasków z cyklu o tytule takim samym jak nazwa strony, jak również pokusił się on o nieco komiksowo-mundialowych refleksji. Natomiast na papierze prace Łukasza można podziwiać w komiksie "Obiad" będącym jednym z albumików tegorocznego Projektu 24h, jak również w "Komiksowni 2: W hołdzie Januszowi Chriście". Oprócz tego niekomiksowe prace byłego wokalisty Biletów do Kontroli można podziwiać na stronie Ugly Design - Kolorowe Zeszyty polecają! (ŁM)

Nowości od wydawnictwa Mroja Press! Wczoraj wieczorem na Facebooku zapowiedziano dwa nowe tytuły, które ukażą się we wrześniu. Jeden to druga część rewelacyjnego "RG" Pierre'a Dragona i Frederika Peetersa, druga to zbiorek komiksowych szortów o miłości, autorstwa Bartka Sztybora i Piotra Nowackiego - "Tainted". Historie z "Tainted" pojawiały się wcześniej w komiksowych zinach i konkursie MFK, tutaj zaprezentowane zostaną w odświeżonej, pokolorowanej formie. Planowany jest również premierowy, dwudziestostronicowy materiał (a anglojęzyczna nazwa pozwala sądzić, że album, podobnie jak ostatni tom "Rewolucji", skierowany będzie również na zachodnie rynki - ŁM). Oby do września zatem. (RW)

Hans Lijklema poinformował na forum Gildii, że wydawnictwo Ladida Books nie planuje publikacji żadnych komiksów w najbliższym czasie. Powodem nie są ponoć względy finansowe, a chęć skoncentrowania na książkach dla dzieci. Lijklema również zauważa, że w Polsce wydawane jest zbyt dużo komiksów alternatywnych, zwłaszcza w porównaniu do wydawnictw mainstreamowych. Ladida Books wydała do tej pory w Polsce takie tytuły z obszaru niemieckojęzycznego jak jak "Pragnienie" Nicolasa Mahlera, "Józek" Nicolasa Robela, "Niewinny pasażer" Martina tom Diecka czy "Spacedog" Henrika Dorgathena. Mamy nadzieję na zmianę polityki wydawniczej w niedalekiej przyszłości. (RW)

Biuro Wystaw Artystycznych w Jeleniej Górze, po prezentacji prac Jakuba Rebelki, przygotowało kolejną komiksową wystawę. "Czas na komiks" reklamuje się jako "przegląd dokonań wybitnych rysowników działających w obszarze komiksu realistycznego" oraz "(artyści, biorący udział w projekcie) tworzą komiksy wysublimowane graficznie i narracyjnie, przełamują schematy fabularne, przebudowują język komiksu i przemycają do medium przeznaczonego dla masowego odbiorcy treści artystyczne". Na ścianach galerii w Jeleniej Górze zawisną prace Olafa Ciszaka, Jacka Frąsia, Krzysztofa Gawronkiewicza, Adriana Madeja, Krzysztofa Ostrowskiego, Macieja Sieńczyka, Aleksandry Spanowicz, Benedykta Szneidera, Jakuba Rebelki i Przemysława Truścińskiego. Wernisaż miał miejsce wczorajszego dnia, 6 sierpnia, a ekspozycję będzie można oglądać do końca ostatniego miesiąca wakacji. Potem "Czas na komiks" odwiedzi Zieloną Górę i Wrocław. Kuratorem wystawy jest Piotr Machłajewski, a więcej można przeczytać na stronie Ziniola, który patronuje przedsięwzięciu. Wystawie będzie towarzyszył niemal stustronicowy katalog, wydany przez Timofa i cichych wspólników wydany w ograniczonym nakładzie. Jako rzecz przeznaczone głównie dla kolekcjonerów, jego cena również będzie kolekcjonerska - za to ekskluzywnie wydawnictwo trzeba będzie zapłacić 80 złotych. (KO)

Pozostając w temacie komiksowych wystaw - w najbliższy piątek, 13 sierpnia, w Galerii N+U (Warszawa, ul. Francuska 11) odbędzie się wernisaż wystawy prac Papcia Chmiela na który składają się plansze z albumu "Tytus, Romek i A'Tomek w Bitwie Warszawskiej 1920 roku". Rozpoczęcie wystawy, która trwać będzie do końca sierpnia, uświetni sam Papcio, który przez godzinę rozdawać będzie autografy i wpisywać się do albumów. Natomiast kolejną historyczną przygodą jaką odbędzie jego najbardziej znane dziecko, będzie wyprawa pod Grunwald. Zmagania Tytusa z krzyżakami trafią do sklepów prawdopodobnie na początku przyszłego roku. (ŁM)

piątek, 6 sierpnia 2010

#525 - The Batmans: Track 51 - Grzegorz Nita

Drugą pięćdziesiątkę muzycznych wcieleń Batmana otwiera Grzegorz Nita. Popularny Gino jest rysownikiem/scenarzystą związanym z częstochowskim zinem "CzkaFka", który w podziemnym obiegu pojawił się w roku 2000, debiutując na II. Wuesce. W sumie ukazało się 6 numerów, a zwieńczeniem losów "CzkaFki" okazał się album, czy raczej zeszyt "Banzaj. Dorwać fileta". Autorem słowiańskiego westernu kung-fu był właśnie Gino, który na swoim blogu sukcesywnie publikował kolejne strony "Kniaziówny Eryki", będącej kontynuacją pierwszego "Banzaja". Oprócz tego, jego prace pojawiły się na łamach dwóch numerów "Jeju" (czwartego i ósmego). Jest również członkiem wytwórni filmowej Chacifde, z którą przygotowywał animowany teledysk dla zespołu Nefre. (KO)
Całkiem szybko z odgadnięciem twórcy najnowszego Batmana poradził sobie Jacek Jastrzębski, który tym samym dołożył piąty punkcik do swojego konta i od teraz jest jedynym zawodnikiem z miejsca numer dwa. Gratulacje!

Wspominałem już kiedyś, że czasami ciężko wymyślić te kilka zdań wstępu, które i tak pewnie mało kto czyta, tylko od razu zabiera się do zgadywania. Podobnie jest i dzisiaj, bo ile można pisać o tym, że niezmiennie prowadzi Maciej Pałka (co jakiś czas powiększając swoją przewagę nad "grupą pościgową") czy o tym, że zabawa jeszcze trochę potrwa, więc może jeszcze stanie się cud i ktoś dogoni obecnego lidera? Kiedyś może się to znudzić. Zacytuję więc błyskotliwy pomysł na wstęp Ystada i tyle. Uwaga, oto on: "Kocham dotykać się lubieżnie, a oto nowy Batman"! (ŁM)

czwartek, 5 sierpnia 2010

#524 - Baśnie t.7: Arabskie noce (i dnie)

Zanim przemysł filmowy na nowo odkrył potencjał drzemiący w formacie serialu telewizyjnego, amerykański rynek opowieści obrazkowych został podbity przez ich komiksowe odpowiedniki. Z wielkim powodzeniem wykorzystywały tę samą formę, podobne chwyty i niejako przy okazji udowodniły, że gatunek komiksu, którego trudno określać mianem powieści graficznej, może być inteligentną rozrywką dla dorosłego czytelnika. Przed znanymi z małego ekranu hitami, których popularność często przekładała się na ilość sezonów, przed "Zagubionymi" i "Prison Break", a nawet przed "Rodziną Soprano", był "Sandman" Neila Gaimana, "Kaznodzieja" Gartha Ennisa, a także "Hellblazer" i twory Granta Morrisona (przede wszystkim "Animal Man" i "The Invisibles").Te wielokrotnie nagradzane i cenione zarówno przez krytyków, jak i czytelników tytuły pokazały siłę tkwiącą w komiksowym medium. Ustaliły pewną poetykę, do której nawiązują kolejne tasiemcowe przeboje – "Y: Ostatni z ludzi" Briana K. Vaughana, "Żywe trupy" Roberta Kirmana i właśnie "Baśnie" Billa Willinghama. Ale jak to zwykle z nagradzanymi, cenionymi przez krytyków i odbiorców tytułami bywa, także i "Fables" padły ofiarą własnego sukcesu.
Scenarzysta kolejny raz zwalnia akcję, rozwijając wątki poboczne. Pod względem fabularnym jest to jak najbardziej uzasadnione po wydarzeniach z tomu poprzedniego, w którym odkryto tożsamość Adwersarza. W praktyce wychodzi to całkiem nieźle, ale niedosyt po skończonej lekturze pozostaje.

Szczególnie, że historia przybycia delegacji z krajów Orientu miała potencjał stać się czymś więcej niż tylko serią zabawnych nieporozumień pomiędzy reprezentacją Baśniogrodu, a delegacją Sindbada. Pochodzący z Virginii autor wielokrotnie udowadniał, że potrafi fantastycznie rozegrać dość klasyczne, ograne tematy (rewolucja społeczna) i gatunki (kryminał, romans, opowieść wojenna) w wykreowanym przez siebie świecie. Jego pomysł na umieszczenie postaci znanych z dziecięcych bajek i baśni w skomplikowanej rzeczywistości XXI wieku stanowił prawdziwą wizytówkę serii. Niestety, w najnowszym tomie tych atutów brakuje. Oczywiście Willingham nie zapomniał jak się pisze, a Buckingham – rysuje, więc opowieść o zderzeniu cywilizacji Wschodu i Zachodu w ich "baśniowym" wydaniu trzyma poziom. Podobnie, jak dokooptowana do albumu romantyczna historia pewnego drewnianego żołnierzyka, narysowana przez Jima Ferna. Ale niedosyt…Nie mogę się również oprzeć wrażeniu, że "Arabskie noce" to kolejna retardacja, napisana jak najmniejszym nakładem sił, byle tylko dobić do pięćdziesiątego odcinka (siódmy tom to zbiorcze wydanie zeszytów od 42 do 47). Komiksowi brakuje intensywności, oryginalności i błyskotliwości, a więc cech, które wyróżniały poprzednie albumy. Najnowsze "Baśnie" są niewyraźne i rozwodnione, brak im tej świeżości, którą tak czarowały swoich czytelników w poprzednich tomach.

Na pierwszy plan wysunięto członków nowej administracji Baśniogrodu, Księcia Uroczego, Piękną i Bestię. Swoją rolę do odegrania ma również były władca baśniowej społeczności i kilka innych postaci, które do tej pory zadowalały się poślednimi rolami. Wciąż nie wiadomo, co z Bigbym Wilkiem i jak rozwinie się jego związek ze Śnieżką, wciąż czekamy na kolejny ruch Adwersarza. W "Arabskich nocach (i dniach)" zostaje zasygnalizowany kolejny, intrygujący wątek, który od razu ląduje w tej samej poczekalni. Najbardziej interesujące treści zeszły na dalszy plan, a wyeksponowano te mniej interesujące. Jestem bardzo ciekaw, co w kolejnym tomie zafunduje nam bajarz Willingham?

środa, 4 sierpnia 2010

#523 - Powstanie '44 w komiksie (2009)

To już szósta antologia komiksowa traktująca o Powstaniu Warszawskim, a druga wydana przez Egmont. Pierwsze trzy zostały opublikowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego wraz z pomocą oficyny Print Partner, a mecenasem projektu „PW 44” było firma Ciech. To setki, jeśli nie tysiące stron, dziesiątki nazwisk, niekiedy ze ścisłej krajowej czołówki i ogrom komiksów poświęconych tematyce ostatniego z wielkich zrywów narodowych. Wydawałoby się, zatem, że tematyka Powstania świetnie przyjęła się na komiksowej glebie i wydała znakomite frukta.


Mówienie o Powstaniu to rzecz trudna, wymagającego sporego przygotowania merytorycznego, popartego solidnymi badania u źródeł. Ale nie wystarczy wiedzieć, jak powstańcy byli umundurowani, jakimi karabinami strzelali, na jakich ulicach ścierali się z Niemcami i jakie mieli pseudonimy, bo komiks to nie obrazkowa kronika wydarzeń z 1944 roku. Na opracowanie materiału historycznego trzeba mieć jeszcze pomysł, poparty najlepiej solidnym, komiksowym warsztatem. Pomniki o wiele lepiej wyglądają wykute w marmurze, niż w kadrach i dymkach. Niestety, nie wszyscy twórcy raczą o tym pamiętać.

Powstanie Warszawskie wciąż budzi żywe kontrowersje, a historycy diametralnie różnią się w jego ocenie. Wciąż pozostaje przedmiotem sporów, zarówno wśród ideologów z lewa i prawa oraz w środowiskach literackich. Można powiedzieć, że linia frontu wśród pisarzy rozciąga się od Jarosława Marka Rymkiewicza po Sylwię Chutnik. W zażartym, ale pobudzającym sporze padają argumenty za i przeciw, ścierają się różne propozycje artystyczne, postawy etyczne, podejścia do naszej historii i tradycji. Ja chciałbym, aby i komiks mógł doszlusować do tej dyskusji.


Nie wiem jednak czy jest to możliwie w proponowanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego formule dorocznego konkursu. Celem, jaki organizatorzy wyznaczyli całemu przedsięwzięciu jest propagowanie pamięci o Warszawie walczącej, epizodzie w polskiej historii przez wiele lat przemilczanym. Jak sądzę, ten zamiar udało się w pełni zrealizować. O Powstaniu jest głośno, o Powstaniu się pamięta, oddając hołd jego bohaterom i ofiarom. Nieco mniej się o nim dyskutuje i spiera, a to – jak pisałem – powinno być najlepszym materiałem dla twórcy.

Wymogi formalne odnośnie objętości, które mają mieć prace, nie pozwalają na zbyt wiele, a formuła konkursu wręcz wymusza na autorach coraz bardziej karkołomne pomysły na zaskoczenie jurorów. Dążenie do tego, aby prace wyróżniały się czymś, wśród dziesiątek innych, prowadzi do powstawania prac, które gubią gdzieś istotę i problematykę Powstania. Tak jest na przykład w "Ostatnim…" Arkadiusza Lorenca (stylizowanym na grę platformową w stylu „Mario Bros”), estetycznie powalającym "Golemie" Tomka Pastuszki i Pawła Sambora czy przedziwnie kolorowym "Przewodniku" Romka Gajewskiego. Niestety, czasem takie "eksperymentalne" podejście ma opłakane skutki – tematyka Powstania niekoniecznie musi sprawdzić się w sensacyjnym ujęciu (kiepskie graficzne "Na ratunek" Pawła Lulewicza) czy w estetyce superhero ("Bohaterowie nie przegrywają" Istvana Hromko i Zoltana Kormendi).

Z grona prac tego typu wyróżniłbym dwie – "Zrzuty" Michała Romańskiego (według mnie jedna z najlepszych prac w całym zbiorku) oraz "Czarno to widzę" Michała Makowskiego i Rolanda Cabana. Oba utwory tragizmowi powstania przeciwstawiają pogodną ironię, rubaszny humor, czarny, często purenonsensowy dowcip i groteskowe przerysowanie, a do tego stoją na bardzo wysokim poziomie warsztatowym. Uderzają w zupełnie inne tony, niż typowe utwory o charakterze martyrologicznym.


Tych jest chyba w zbiorze najwięcej. Rzadko są nieznośnie patetyczne i wyświechtane ("Nie damy się" Samiego Kiveli, oryginalny w formie, choć wtóry w treści "Syn Warszawy" Bartłomieja Stefanowicza), a niekiedy dobry pomysł psują kiepskim wykonaniem ("Warszawskie dzieci" Szymona Kaźmierczaka). Znacznie częściej trzymają dobry poziom ("`44 Powstanie Bohaterów" świetnie narysowane przez Krzysztofa Brynieckiego, solidne "5 Dni" Pawła Hupy, niezła "Litost" Łukasza Chmielewskiego, intrygujące "Taubstumm" zespołu Serkowski-Pitura-Gościniak).

Spośród prac wyróżnionych, najsłabiej prezentuje się "Film" Tomasza Beraźnickiego, zwycięzcy jednej z poprzednich edycji. Gwiazdorzy Hollywood dyskutujący o potrzebie upamiętnienia herosów Warszawy na taśmie filmowej graficznie prezentują się świetnie, ale w swoim symbolizmie są niezrozumiali i niewyraźni. "Dziady" Andrzeja Łaskiego szokują swoim konceptem. Grzegorz Janusz i Ernesto Gonzales podarowali sobie powstańczy sztafaż i skupili się zagadnieniu pamięci o Powstaniu. "Wyście" to dobra, metaforyczna przypowieść o losach trudnej, historii najnowszej. Zwycięska praca Mirosława Urbaniaka prezentuje się świetnie. Dobrze narysowana, świetnie przykrojona do formy szorta "Biedronka" traktuje o miłości podczas powstania. Fajnie, że jest skupiona na głównych bohaterach, a walki o Warszawę stanowię jedynie konieczny, wojenny kontekst. Jest lekka, bardzo przewrotna, fantastycznie spuentowana i troszkę odbrązawia mit powstańca.

Niestety, wśród dziesiątek najróżniejszych prac powstałych na konkurs, w natłoku silenia się na oryginalne i niekonwencjonalne ujęcie tematu gubi się znaczenie Powstania Warszawskiego (jakiekolwiek by ono nie było). Zbyt często ginie dyskusja o potrzebie ostatniego, wielkiego zrywu Polaków, jego skutkach, jego kontrowersjach. Dobre (i dobrze zrobione) komiksy stanowią niestety mniejszość w antologii konkursowej z 2009 roku. Choć może jest to spowodowane wyczerpaniem się tematu? Bo ile można opowiadać o jednym powstaniu i ciągle wałkować jedną i tą samą tematykę?

wtorek, 3 sierpnia 2010

#522 - Bat-zmiany

Kiedy Mroczny Rycerz został zabity przez promienie Darkseida na łamach "Final Crisis", jego powrót zza grobu pozostawał jedynie kwestią czasu. Po jego śmierci, która w rzeczywistości okazała się jedynie wysłaniem bat-świadomości w przeszłość, na ulicach Gotham City rozgorzała walka o jego dziedzictwo (traktuje o tym trzyczęściowa mini-seria "Battle for the Cowl" Tony'ego Daniela). Pelerynę nietoperza przejął w końcu Dick Grayson, pierwszy z nastoletnich pomocników oryginalnego Batmana. W towarzystwie nowego Robina, Damiana Wayne'a, syna Bruce'a, stara się jak najlepiej wypełniać obowiązki swojego mentora (seria "Batman & Robin" pisana przez Granta Morrisona). "Odrodzenie się" Mrocznego Rycerza będzie obchodzone z wielką pompą i rozmachem. W zapowiedziach DC Comics aż roi się od nowych tytułów, mini-serii i wydań specjalnych opisujących triumfalny powrót jednego z najpopularniejszych komiksowych superherosów. Będzie to również świetna okazja do zrobienia małej rewolucji w tytułach z Batmanem w roli głównej.
Wszystko zaczęło się już w maju 2010 roku, kiedy zagubiony w czasie i przestrzeni Bruce Wayne rozpoczął mozolną podróż do swojej teraźniejszości. Sześcioczęściowa historia "The Return of Bruce Wayne" jest kolejnym rozdziałem wielkiej opowieści o Batmanie Granta Morrisona, która rozpoczęła się w 2005 roku wraz z albumem "Batman i Syn". W swoich peregrynacjach Gacek odwiedzi erę prehistoryczną, czasy polowań na czarownice, zostanie piratem, a potem kowbojem, zatrzyma się w latach pięćdziesiątych, by we wrześniu, w finałowym numerze mini-serii, dotrzeć do współczesnego Gotham. Tymczasem jego tropem wyruszyła ekipa ratunkowa zebrana przez podróżnika w czasie, Ripa Huntera. Czy Supermanowi, Green Lanternowi i Booster Goldowi uda się odnaleźć zagubionego w czasie Batmana? Na to pytanie odpowiedz można znaleźć w innej mini-serii "Time Masters: Vanishing Point" autorstwa Dana Jurgensa.

Reperkusje powrotu Mrocznego Rycerza zostaną pokazane w serii one-shotów pod wspólnym tytułem "Bruce Wayne: The Road Home". W komplecie ukażą się w październiku. W ośmiu 32-stronnicowych zeszytach zobaczymy jak wrogowie i przyjaciele, Gotham i reszta świata, zareagują na pojawienie się Zamaskowanego Krzyżowca. Kolejne numery będą poświęcone Dickowi i Damianowi (scenariusz Fabian Nicieza, rysunki Cliff Richards), Red Robinowi (Nicieza, Ramon Bachs i John Lucas), Batgirl (Bryan Q. Miller i Pere Perez), Catwoman (Derek Fridolfs i Peter Nguyen), grupie The Ousiders (Mike Barr, rysownik jeszcze nieznany), Oracle (Marc Andreyko i Agustin Padilla), Ra's Al Ghulowi (Nicieza, rysownik nieznany) oraz komisarzowi Gordonowi. Ostatni z one-shotów, napisany przez Adama Beechena, zostanie narysowany przez Polaka, Szymona Kudrańskiego. Okładki do wszystkich przygotuje Shane Davies, a odpowiedź na pytanie co stanie się z "nowym" Batmanem po powrocie "starego" poznamy w "Batman: The Return" przygotowanym przez Granta Morrisona i Davida Fincha. W tym 56-stronnicowym bat-specjalu zostanie ustalony nowy status quo uniwersum Mrocznego Rycerza. Wkrótce potem zmiany dotkną właściwie wszystkie tytuły komiksowe, w których występuje.

W trzech, najważniejszych miesięcznikach ("Detective Comics", "Batman", "Batman & Robin") pojawią się nowi twórcy. "Detective" przejmie Scott Snyder, który niedawno podpisał ekskluzywny kontrakt ze stajnią DC. Scenarzysta, którzy zabłysnął na rynku dzięki "American Vampire", przejmie tytuł w październiku, kiedy Bruce już na dobre zadomowi się w Gotham. Na początku miał pisać tylko co-feature z komisarzem Gordonem w roli głównej, ale Dan DiDio i Geoff Johns zdecydowali się powierzyć mu cały tytuł. Snyder zapowiada, że w swoim runie wróci do koncepcji Batmana-detektywa, porównując charakter swojego runu do dokonań Brubakera i Rucki oraz serialu "CSI". Pisarz docenia to, co Grant Morrison zrobił z Mrocznym Rycerzem, ale chce opowiadać historie bardziej w klimacie "crime/noir". Nie wiadomo jeszcze, kto zajmie się oprawą graficzną w "DC". W listopadzie za sterami "Batmana" zobaczymy Tony'ego Daniela. Już wcześniej występował w tej roli i jak widać, sprawdził się całkiem dobrze. Będzie zarówno rysownikiem, jak i scenarzystą serii, a po jego historiach można spodziewać się nieco więcej kolorowych trykotów i efektownej akcji. Najmłodszym z bat-on-goingów zajmie się duet znany z pracy nad "Green Lantern Corps", czyli Peter Tomassi i Patrick Gleason. Mają już w swoim dorobku kilka innych, nietoperzastych pozycji ("Nightwinga", "Batman: Blackest Night" i "Batman and The Outsiders") i, jak obaj przyznają, praca nad "Batman & Robin" jest spełnieniem ich marzeń. Bez zmian pozostaje właściwie tylko "Batman: Streetes of Gotham", z Paulem Dinim i Dustinem Nguyenem na pokładzie.

Grant Morrison, po opuszczeniu "B&R" (#18 numer będzie ostatnim jego autorstwa) wciąż będzie pracował przy Gacku i dostanie nowy miesięcznik zatytułowany "Batman, Inc". Będzie to rzecz nieco w stylu serialu animowanego "Batman: The Brave and the Bold", w którym Mroczny łączy swoje siły z innymi herosami, aby powstrzymać zagrożenia, którym sam nie mógłby podołać. Morri obiecuje w dalszym ciągu rozwijać mitologię Batmana, a pomagać mu w tym będzie rysownik Yanick Paquette. Drugą nową serią w bat-ofercie będzie "Batman: The Dark Knight". Kiedy David Finch postanowił związać się kontraktem na wyłączność z DC Comics liczył, że w niedalekiej przyszłości będzie mu dane pisać przygody Batmana. W październiku dostanie swoją szansę. Jako scenarzysta i rysownik "B:TDK" chce nawiązywać do klasycznych przygód Długouchego z lat siedemdziesiątych, do czasów Dennisa O'Neila i Neala Adamsa. Na razie może powiedzieć tylko tyle, że w premierowej historii pojawi się Killer Croc, a w niedalekiej przyszłości Birds of Prey zaliczą gościnny występ.

Pojawi się równie nietoperz przyrządzony po brytyjsku. Angielski scenarzysta Paul Cornell ("Action Comics", "Captain Britain and the MI: 13") i jego rodak, rysownik Jimmy Broxton przygotują sześcioczęściową mini-serię "Knight and Squire". Komiks skupi się na dwóch tytułowych członkach bat-rodziny z drugiego planu, którzy pojawili się w runie Morrisona. Rycerz i Giermek to londyński odpowiednik klasycznego, gothamskiego Dynamicznego Duetu, pilnującego porządku na Wyspach. Cornell zapowiada, że w jego pracy znajdzie się duża dawka brytyjskości – od charakterystycznego humoru, przez francuskich superprzestępców, aż po uwypuklenie różnic w klasowym pochodzeniu bohaterów (Knight to prawdziwy angielski arystokrata, z zamkiem i służbą, natomiast Squire jest typową przedstawicielką "working class"). "Jeśli podoba wam się koncept mleczarza walczącego z dinozaurem ubranym w trykot, mój komiks powinien przypaść wam do gustu" – tak swój projekt reklamuje scenarzysta. Brytyjscy ninja? Powrót Ryszarda III zza grobu? Piszę się na to, jak cholera! Pierwszy numer w listopadzie.

To z grubsza tyle, jeśli chodzi o zmiany wśród bat-tytułów, które pojawiły się w okolicach Comic-Conu w San Diego. Cóż można dodać w podsumowaniu? Rok 2010 miał należeć do Supermana. Człowiek ze Stali dostał swój event ("War of the Supermen"), a do jego serii desygnowano fantastycznych twórców (między innymi, takie tuzy, jak Straczynski, Cornell, Woods), ale jednak oczy wszystkich czytelników były skierowane na Mrocznego Rycerza. I nic nie wskazuje na to, aby do końca roku miało się coś w tej kwestii zmienić.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

#521 - Robogil #4 - komiks kobiecy samczym okiem

Robert Wyrzykowski: Czym właściwie jest komiks kobiecy - ta dyskusja rozgorzała w komiksowym zakątku polskiej sieci parę miesięcy temu, sprowokowana sławetnym panelem podczas Komiksowej Warszawy. Powstały zaangażowane wpisy na blogach, pod którymi jak grzyby po deszczu wyrastały sążniste komentarze, podobnie gorąco bywało na Twitterze. Zwolenników i przeciwników tego określenia można znaleźć wśród przedstawicieli obydwu płci. Część panów daje przyzwolenie na istnienie takiego gatunku, niektóre panie natomiast ostro się temu sprzeciwiają, bojąc się niewygodnej łatki. W tym momencie kurzawa nieco opadła, chociaż i teraz zdarzają się nowe głosy w tej debacie. Możemy się zatem przyjrzeć temu z pewnego dystansu, zebrać do kupy spostrzeżenia i przeanalizować zarówno samo zagadnienie "komiksu kobiecego" jak i argumenty padające z obydwu stron barykady.

Daniel Gizicki: O rany. Skończyło się dociekanie czym jest underground i czy opłaca się wydawać zeszytówki, to wyciągnęli spod kołdry komiks kobiecy. Pamiętam jak na starym forum Wraka była jakaś taka mocna dyskusja co to jest ten komiks kobiecy z czym to się je i jakoś nie uzyskano konkretów. A teraz wszystko się od nowa bełta, jeno jedna strona to traktuje tak rozpaczliwie serio, że trochę strach się odzywać. A przecież, że zacytuję Lucka: "spokojnie, to tylko komiksy".

RW: W dyskusji na Wraku nie brałem udziału. Myślę, że nie było tam też wielu dyskutantów i dyskutantek, obecnie udzielających się w temacie, a dla których to wciąż jest świeży i atrakcyjny temat. Mam jeno wrażenie, że "komiks kobiecy" to chwytliwa marketingowo etykietka, dająca szansę na zaistnienie poza środowiskiem - albo też zaistnienie w innym środowisku poprzez zajęcie się tak niszową działalnością jak komiks. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie, obserwując część dziewczyn z dumą noszących się z taką metką, zwłaszcza w pozakomiksowych mediach... a później patrząc na jakość ich prac.

DG: W sensie, że tytuł, który można wcisnąć głównie niekomiksowym czytelniczkom i czytelnikom dzięki łatce, bez łatki nie miałby żadnych szans, bo często gęsto jest po prostu słaby?

RW: W rzeczy samej. W momencie, w którym promowana jest przede wszystkim idea, samo sedno twórczej ekspresji, zaś na tzw. "stronę techniczną" przymyka się oko. Przypomina mi się w tym momencie taki komiks jak "Kochać zbyt mocno" Rosalind B. Penfold. W środowisku komiksiarzy raczej mało ceniony i dostrzeżony, dość często pojawiał się jednak w różnych niekomiksowych mediach, zwłaszcza w prasie kobiecej, gdzie i jego ocena była znacznie cieplejsza.

DG: Może i tak ale wiesz co Rob? Dla mnie jednak od czasu dyskusji na Warku, która jakoś się w końcu przerodziła w śmichy chichy, termin "komiks kobiecy" funkcjonuje jako taki mem jak choćby "plecy konia", to znaczy śmiać mi się chce z tego. Uważam, że to takie bajdurzenie jest, bo dla przeciętnego czytelnika, to czy komiks stworzyła kobieta czy facet, czy opowiada on o kobietach, facetach, robotach z kosmosu itd. nie ma znaczenia bo i tak się wybiera to co się lubi, i zwraca uwagę po prostu czy to jest dobry komiks czy nie. Zresztą jak czytam te "definicyje" na comixrgrllz czy jak tam się ta zabawna strona nazywa, to wiesz, trochę śmiech na sali. Z jednej strony komiks kobiecy to komiks o kobietach z ich perspektywy ale i też na wszelki wypadek zawłaszczono każdy komiks stworzony przez kobiety. No to ja bardzo przepraszam, ale nikt mi nie wmówi, że można postawić znak równości między "Fun Home" i komiksami o Kleksie Szarloty Pawel i je razem wrzucić do wora z napisem "Komiks KOBIECY".

RW: "Komiks dobry czy zły" to niby taka oczywistość, ale raczej nie do końca. Są ludzie, którzy z zasady nie trawią pewnych gatunków/tematów - komiksu bohaterskiego, Gwiezdnych Wojen, komiksów dla dzieci, kryminałów - nawet jeżeli dany tytuł będzie absolutnym klasykiem danego gatunku, tacy czytelnicy po prostu skrzywią się i tyle. Tak jak ja na przykład kompletnie nie czuję płyt Wu-Tang Clan i Public Enemy, mimo że są to ponoć szczytowe osiągnięcia hip-hopu.

DG: No ale co z tego? To po prostu taki czytelnik nie przeczyta i tyle.

RW: Tak, tylko że na określenie "dobry/zły" składa się również tematyka, która jednemu czytelnikowi z automatu podejdzie a innemu nie - i to już wpłynie na ogólny odbiór, nieważnie jak błyskotliwie i doskonale technicznie by nie było. Ludzie bardzo często kierują się gatunkami w doborze dóbr kultury - szerokim łukiem omijają jedne, za to lgną do innych. Wszystko to jest wysoce zsubiektywizowane. Tak samo z komiksami. Dla kogoś ten nieszczęsny "komiks kobiecy" to będzie jak woda święcona dla diabła, a inny kupi tylko i wyłącznie z tego powodu. Ale masz rację - stawianie Bechdel i Pawel w jednym rzędzie jest trochę głupie, a to właśnie proponują dziewczyny z CG, twierdząc w ogólnym artykule, że: "Do komiksu kobiecego można zaliczyć każdy wytwór, także tych artystek, które nie chcą być z tym nurtem utożsamiane. Klasyfikacja, kategoryzacja i interpretacja to domeny czytelnika i recenzenta" - nawet jak budzi to sprzeciw konkretnych twórczyń.

DG: No ale czy to nie jest z góry skazane na porażkę? Rozpętywać batalie o komiks kobiecy, podczas gdy komiks jednak jest głównie skierowany do płci niezbyt pięknej? Być może gdyby w historii komiksu euro-amerykańskiego było tak jak w Japonii, że są komiksy i dla tych i dla tych i jest tego sporo z obu stron barykady, to to by miało sens. Ale historia jest inna i komiksy czytają głównie chłopcy, którzy potem dorastają i albo porzucają komiks albo sięgają po tytuły dla dojrzalszego czytelnika. Tu się nie ma co oszukiwać, serie o Batmanie czy X-Menach są skierowane do chłopców. Oni się na tym wychowują. Niech dziewczyny zamiast pitolić o definicjach i o tym co ma prawo być czym, zaczną robić historie, którymi sobie wychowają grono czytelniczek i niech potem sobie gadają o komiksie kobiecym i definiują, dzielą i kategoryzują ile dusza zapragnie. Bo na razie dla mnie to to jest zabawne bicie piany i tworzenie definicji w związku z ideologią podczas gdy te definicje ani nie mają większego merytorycznego znaczenia, ani nie przekładają się na rzeczywistość (Bechdel vs. Pawel).

RW: Dobra, jednak taki termin istnieje, został ukuty, zebrała się grupka osób go promująca i tworząca komiksy w tym duchu i w sumie głupotą jest odmawianie im praw do tego. Skoro ktoś sobie takie określenie wymyślił i pod taką banderą wygodnie mu tworzyć - ich wola, nam nic do tego. Gwałtowne sprzeciwy wobec tworzenia takich nazw trącą zazdrością - w końcu nie lubimy, gdy ktoś tworzy kluby, do których z automatu nie mamy wstępu. Także mamy jako taki prąd twórczy... tworzący... właśnie... oddajmy głos ponownie CG, które wszystko wykładają jak na tacy: "Komiks kobiecy - w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to komiks stworzony przez kobietę, o kobietach (dziewczynkach, dorosłych, trans) i do nich skierowany. Chodzi przede wszystkim o perspektywę, z jakiej ukazany jest świat. Kobieta jako autorka to warunek sine qua non, aby można było mówić o kobiecej perspektywie. Punkt widzenia kobiety jest uwarunkowany jej specyficznymi doświadczeniami, których mężczyzna nigdy nie będzie z nią dzielił." No dobrze. Sztuka raczej nie ma płci i trudno z samego stylu poznać kim jest autor, zaś samo baczenie na męsko czy kobieco brzmiące imię może być mocno zdradzieckie. Zresztą - podobno że nikt nie zna kobiety lepiej niż ona sama. Punkt widzenia mężczyzny jako zewnętrznego obserwatora może być równie celny i ciekawy dla czytelników płci obojga – a myślę nawet, że takie tytuły "Kobiety" Tatsumiego, "Ghost World" Clowesa, "Lost At Sea" O’Malleya, "Strangers in Paradise" Terry Moore'a czy też "Szpinak Yukiko" Boileta mogłyby zostać uznane za sztandarowe dzieła komiksu kobiecego… gdyby nie to, że stworzyli je mężczyźni. Ale wróćmy do powyższej definicji. Konkretna jest, ale w praktyce mam wrażenie, że dobitnie wskazuje ona miejsce komiksu kobiecego jako jednego z podgatunków komiksu obyczajowego, często gęsto opartego na osobistych doświadczeniach autorek. Zaskakuje mnie też mocno lansowana tematyka, może trochę na przekór - poza sferą uczuć i ducha to m.in.: menstruacja, fizyczna miłość lesbijska, zwielokrotnione orgazmy łechtaczkowe (chociaż ostatnie to akurat wyimek z komentarza zwolenniczki, nie oficjalne stanowisko)... strasznie to wszystko skoncentrowane na fizjologii. Czy "American Widow" albo "4 na pokładzie" w ogóle się tu kwalifikuje jako komiks kobiecy?DG: A cholera wie. Menstruacja, miłość lesbijska, zwielokrotnione orgazmy łechtaczkowe? Sorrito, ale jeśli te komiksy mają się tylko na tym skupiać to ja dziękuję i wracam do kąta. Mówię zdecydowane "nie" takim parówkowym skrytożercom. Ja chcę ciekawych historii i jeśli będzie o tym ciekawie opowiedziane to może, ale po raczej mizernym przykładzie takiego typu czyli pompowanym przez comixgrllz "Bostońskich małżeństwach" to ja nie chce, nie tykam; i możecie mnie nazywać mizoginem komiksowym.

RW: Teraz to tak hardo gadasz, mizoginie komiksowy a sam parę lat temu własnym sumptem wydałeś komiks, który miałby pewne prawo zwać się komiksem kobiecym - czyli "CentralFabrik" Anki Miśkiewicz, dzieło, które pod wieloma względami niewiele się różni od tego, co obecnie robi Olga Wróbel.

DG: Eeeee panie dzieju, ale w "CentralFabrik" to o menstruacji i zwielokrotnionych orgazmach niewiele było. Poza tym czy to był komiks kobiecy? Moim zdaniem równie dobrze takie paski mógłby robić facet. A co do Olgi wróbel to ja się nie wypowiadam.

RW: Dlaczego? Olga jest jedną z czołowych twarzy "komiksu kobiecego".

DG: A niech sobie będzie. Ja mam bardzo mieszane uczucia jeśli chodzi o jej twórczość po prostu. Nie podoba mi się. Nie rusza mnie. Nie czaję hype'u wokół tych jej komiksów.

RW: Olga Wróbel jest inteligentną twórczynią - potrafi w bardzo sprytny sposób wybraną przez siebie konwencją maskować (prawdopodobne) braki techniczne w rysunku. Lubię jej cyniczno-gorzkawe poczucie humoru i życiowe obserwacje oraz świetną kolorystykę jej prac - chociaż z szorciaka na szorciak coraz bardziej to wszystko jednostajne, a maniera pokazywania prawie wszystkiego w en face tylko to uczucie pogłębia. Nie wiem czy zdzierżyłbym cały album w takiej formie, ale trzymam kciuki za ewentualną antologię.

DG: No ja raczej nie zdzierżyłbym. I pewnie bym nie kupił. Zresztą ja ostatnio prawie w ogóle komiksów nie kupuje ale to temat na inną rozmowę zapewne.

RW: Kończmy zatem... Jakkolwiek komiks w Polsce to wciąż domena mężczyzn, to wbrew pozorom kobiet rysujących historie obrazkowe w naszym kraju nie jest wcale tak mało, zwłaszcza wśród młodego pokolenia twórczyń. Niewiele jest natomiast takich, które tworzyłyby wyłącznie scenariusz - do głowy przychodzą mi w tym momencie jedynie Joanna Sanecka, Monika Powalisz, Dominika Węcławek oraz scenarzystki z antologii "Bostońskie małżeństwa". Wśród tych wszystkich dziewczyn bardzo mało akcentuje swoją kobiecość w jakiś szczególnie dobitny sposób – zarówno we własnej twórczości jak i poza nią. I w większości raczej nie tak napastliwie i bojowniczo, jak się czasem zdarza w różnych felietonach albo podnotkowych komentarzach/forumowych wypowiedziach. To z pewnością nie przysparza temu ruchowi zwolenników – zarówno wśród panów jak i spokojniejszych pań. Ale jeżeli w ten sposób przekaz nabiera wyrazistości i lepiej trafia do zakutych głów adwersarzy – cóż, każdy sposób jest dobry, jeżeli służy słusznej sprawie. Chyba.

niedziela, 1 sierpnia 2010

#520 - Trans-Atlantyk 98

Konwent w San Diego za nami, podobnie jak dziesiątki spotkań, paneli i tym podobnych atrakcji. SDCC, podobnie jak i większość dużych festiwali za wielką wodą, jest komiksowy tylko z nazwy - oprócz fanów kolorowych zeszytów zjeżdżają się również pasjonaci gier, seriali, figurek czy filmów, żądni podobnych wrażeń jak komiksiarze. Okazuje się, że to co dla rodzimych fanów kadrów i dymków wydaje się komiksowym rajem (o SDCC mowa), dla sporej ilości amerykańskich czytelników nie jest aż tak atrakcyjne. Głównie ze względu na jego wielkość i rozrośnięcie się do popkulturowego festiwalu, którego komiksy są tylko dodatkiem (tak przynajmniej można sądzić po niektórych komentarzach) często ginącym wśród zalewu trailerów seriali i filmów. Fakt faktem, że w tym roku obyło się bez wielkich komiksowych rewelacji (rok temu było np. przejęcie praw do postaci Marvel Mana przez Marvela), ale żeby od razu tak narzekać? Wszystkim rozczarowanym festiwalowiczom z USA proponowałbym przybycie na któryś z rodzimych konwentów - tutaj, kisząc się podobno we własnym sosie, są tylko i wyłącznie komiksy i komiksiki. A najlepsza do tego okazja będzie równo za dwa miesiące, kiedy wystartuje Międzynarodowy Festiwal Komiksu w Łodzi! (ŁM)

Wszystko wskazuje na to, że "Holy Terror" Franka Millera o którym już kilkukrotnie wspominaliśmy na naszych łamach jednak ujrzy światło dzienne! Zapowiedziany w 2006 roku jako komiks o wojnie Batmana z Al Kaidą (i pierwotnie zatytułowany "Holy Terror, Batman!") na przestrzeni lat nieco ewoluował - Miller zrezygnował z udziału Nietoperza i zastąpił go zupełnie nową postacią, której nadał przydomek The Fixer. Jednym z powodów takiej zmiany był fakt, że w swojej historii twórca "Miasta grzechu" doprowadził postać Batmana do takiego momentu w którym przestał on być sobą. "Holy Terror" zdaniem Franka Millera ma ukazać się z pewnością w przyszłym roku, jednak póki co nieznany jest jeszcze wydawca tego albumu. Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki za dotrzymanie terminu oraz czekać na jakiekolwiek przykładowe plansze czy grafiki z nowego albumu żyjącej legendy komiksu. (ŁM)

Żywot wydawnictwa CrossGen założonego przez biznesmena Marka Alessiego był krótki i burzliwy. Po bankructwie formy działającej przez sześć lat (1998-2004), Disney przejął wszystkie prawa do jego produktów, chcąc opublikować cztery powieści oparte na motywach komiksu J.M. DeMatteisa i Mike'a Plogga "Abadazad". Podczas panelu Cup of Joe na zeszłotygodniowym Comic-Conie w San Diego, redaktor naczelny Marvela, Joe Quesada, opowiadając o długoterminowych planach Marvela pokazał charakterystyczne logo zmarłego wydawnictwa. Na razie można jedynie spekulować, co może to oznaczać. Nie tak dawno, bo w 2006 roku oficyna Checker Books opublikowała kilka wydań zbiorczych najważniejszych crossgenowych serii - czy włodarze Domu Pomysłów postąpią podobnie? Czy dokończą przerwane serie? Nic pewnego powiedzieć nie można. Komiksy CrossGenu w Polsce były publikowane przez Egmont, który wydał "Sojourn" ("Wyprawę"), "Sigil" ("Znak"), "Meridian" i "Scion" ("Dziedzic"). Na liście płac Alessiego byli tacy twórcy, jak Mark Waid, Chuck Dixon, Ron Marz, Greg Land, R.A Salvatore, Barbara Kessel, Steve McNiven, Brandon Peterson czy Aaron Lopresti. (KO)

Do Conana, którego komiksowe przygody publikowane są przez Dark Horse Comics, oprócz Kulla i Solomona Kane, których on-goingi i mini-serie zapowiedziano w San Diego, dołączy jeszcze jedna seria. W antologii "Savage Sword" będą występować bohaterowie znani z kart powieści Roberta E. Howarda tacy, jak Dark Agnes, El Borak, Bran Mak Mom czy Cormac Mac Art. Wśród twórców znaleźli się scenarzysta Paul Tobin (znany głównie z tytułów linii "Marvel Adventures") i rysownik Wellinton Alves ("War of Kings", "Lady Death"), którzy w pierwszych trzech numerach opowiedzą o kilku złodziejskich wyczynach czarnowłosego Cymmeryjczyka. W kontekście "Savage Sword" padają również nazwiska Tima Bradstreeta i Barry'ego Windsora-Smitha. W kolejnych numerach znajdą się zupełnie nowe historie, jak również adaptacje klasycznych opowieści Howarda oraz przedruki starszych komiksów. (KO)

W San Diego ogłoszono, że przełomowa powieść graficzna "A Contract with God" Willa Eisnera, doczeka się filmowej adaptacji. Opowieść, która udowodniła jak wielkie możliwości drzemią jeszcze w sztuce komiksowej zostanie przeniesiona na taśmę filmową przez kwartet reżyserów filmowych: Alexa Riverę, Tze Chuna, Barry'ego Jenkinsa i Seana Bakera. Każdy z nich zrealizuje jedną z czterech części składających się na "Umowę z Bogiem", w Polsce wydanej przez Egmont, jako pierwszy rozdział tytułowej trylogii, w której skład wchodziły również "Siła życiowa" i "Dropsie Avenue". Film zostanie wyprodukowany przez niezależnego producenta Darrena Deana, którego pierwszy obraz, będący opowieścią o nielegalnym imigrancie żyjącym we współczesnym Nowym Jorku ("Prince of Broadway"), trafi na ekrany jesienią. Projekt zapowiada się bardzo ciekawie. Zastanawiam się jak będzie wyglądała filmowa adaptacja twórczości Eisnera przygotowana nie przez wielkie, hollywoodzkie nazwiska, mające dostęp do potężnych zasobów finansowych, tylko przez grupę niezależnych twórców na dorobku. (KO)

Pogłoski o kontynuacji "Strażników" wciąż można wsadzać między bajki. Dan DiDio licząc na krociowe zyski, które można zarobić na legendarnej marce, zaproponował Alanowi Moore'owi prawa autorskie do jego własnego dzieła. W zamian za nie, DC Comics miało otrzymać koncesję na "Strażników", dzięki której mogłoby zasypać rynek sequelami i prequelami. Zapewne wątpliwej jakości. Prawa do legendarnego komiksu od wielu lat pozostają jedną z wielu kości niezgody pomiędzy wydawnictwem, a wybitnym twórcą. Propozycja DC jest kuriozalna. Na zdrowy, chłopski rozum – po co Moore'owi prawa do jego własnej kreacji, skoro i tak wydawca mógłby z nią zrobić co mu się żywnie podoba? Brytyjski scenarzysta oczywiście odmówił. (KO)

Jedną z najciekawszych informacji zeszłotygodniowego konwentu w San Diego było dla mnie ogłoszenie pierwszych informacji na temat drugiej serii marvelowego "Strange Tales" przy którym pracują tacy twórcy jak Jeff Lemire, Farel Dalrymple czy Rafael Grampa. Nazwisko tego ostatniego interesuje mnie najbardziej - śledząc od jakiegoś czasu jego karierę i mając za sobą lekturę "Mesmo Delivery" trzymam kciuki za każdy jego kolejny komiks i mam nadzieję, że kiedyś będzie on wymieniany wśród najlepszych z najlepszych. Do antologii "ST" Grampa przygotuje kilkustronicową historię o Rosomaku, który był jego ulubioną postacią za czasów dzieciństwa. Jak sam przyznaje, długo myślał nad wyborem głównego bohatera (a mógł wybrać kogo tylko chciał), aż w końcu padło na Logana. Zdaniem Grampy, który w tej historii będzie odpowiadał i za rysunek i za scenariusz, jego komiks będzie opowieścią jaką sam chciałby przeczytać. Zastrzega również, że jego wizja Wolverine'a jest zupełnie inna od tego co do tej pory można było zobaczyć w komiksach z udziałem tego bohatera. Oprócz tych kilku plansz, Brazylijczyk przygotował również okładkę do jednego z zeszytów mini-serii, którą w pełnej okazałości można podejrzeć na blogu autora. (ŁM)

Druga seria "Kick-Ass" wystartuje już za kilka tygodni, a w jakiś czas później rozpoczną się prace nad filmowym sequelem komiksu. W ostatnich dniach scenarzysta serii, Mark Millar, zdradził nieco szczegółów na temat przyszłych losów Hit-Girl i reszty ferajny. Jedenastoletnia zabójczyni, przygarnięta przez przyjaciela jej ojca, ma być niczym Clint Eastwood w "Bez przebaczenia" i przestanie zabijać oraz sięgać po broń. W końcu jednak chyba będzie musiała wrócić do starych "nawyków" bowiem na jej i Kick-Ass'a drodze stanie żądny zemsty Red Mist wraz ze swoją nową grupą zamaskowanych przestępców. Jednym z nich będzie zła wersja Hit-Girl, przybyła do Stanów z Rosji (a jakże, wszak stamtąd bierze się największych bad-assów...). Po rozczarowującej pierwszej części filmowych przygód Dave'a Lizewskiego nie nastawiam się na wielkie kino, ale może tym razem obędzie się bez "kaca" po wyjściu z kina. (ŁM)

W specjalnym wydaniu Trans-Atlantyka z newsami z SDCC wspominaliśmy tylko o startującej niedługo serii "Carnage", więc teraz pora na kilka konkretów. Pierwszy numer (z pięciu) pojawi się w sklepach w październiku, a za całość odpowiadać będzie duet Zeb Wells i Clayton Crain. Cletusa Kasady'ego, jak i samego czerwonego symbiota, po raz ostatni widziano w drugim numerze serii "New Avengers" w 2005 roku, kiedy to Sentry rozerwał go na pół w przestrzeni kosmicznej. Tym samym nosicielem będzie zupełnie inna osoba. Żeby było ciekawiej, będzie to kobieta, która prawdopodobnie od jakiegoś czasu znana jest już ze świata Marvela. Po powrocie na naszą planetę, Carnage w pierwszej kolejności trafi oczywiście na Spider-Mana, któremu pomagać będzie Iron Man. Gdzieś w sieci pojawiały się również plotki jakoby symbiot miał się w pewnym momencie połączyć również ze zbroją Tony'ego Starka... Może być ciekawie. (ŁM)

"Geek Honeys of the Week"
(dzisiaj podobnie jak tydzień temu prezentujemy panią Yaya Han, tyle, że w stroju Scarlet Witch i Tanyę Tate - aktorkę specjalizującą się w produkcjach dla dorosłych - która przywdziała strój Emmy Frost. Więcej zdjęć tej drugiej pani na Bleeding Cool!)