Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jim Valentino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jim Valentino. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2013

#1419 - Krótki zarys historii Image Comics cz.3: Highbrow i Shadowline

Dziś na „historyczną” rozkładówkę biorę nie jedno, ale aż dwa studia Image Comics, ale poniższy tekst i tak będzie najkrótszy w cyklu. Dlaczego? Zarówno Highbrow Entertainment, jak i Shadowline przez lata robiły po prostu swoje, wydając komiksy. Ich historia obyła się bez większych skandali i innych tego typu wydarzeń.


Studio założone przez Erika Larsena, czyli Highbrow Entertainment jest obecnie najspokojniejszym „zakątkiem” Image. Pierwotnie twórca ten planował stworzyć całe uniwersum w swojej części wydawnictwa i początkowo nawet mu się to udawało. Do Image Larsen sprowadził swoje postacie, które stworzył dla krótko istniejącego Megaton Comics, a byli to Savage Dragon i Vanguard. Po dużym sukcesie mini-serii z tym pierwszym herosem, Highbrow oficjalnie ruszyło z kopyta w 1992 roku. W ofercie imprintu znalazł się wydawany do dziś „The Savage Dragon”, a także serie „Vanguard”, „Freak Force”, „Star” czy „Super Patriot”. W obliczu początkowego sukcesu wydawało się, że każde z nich zdobędzie sporą popularność i na dłużej zadomowi się w ofercie Image, lecz z czasem wyniki sprzedaży zweryfikowały te śmiało założenia. Komiksy z  Highbrow były tymi, które najmocniej ucierpiały na nieporozumieniach ze sklepami komiksowymi. Po 1996 roku Larsen tylko dwukrotnie zdecydował się na opublikowanie czegoś poza kolejnymi przygodami Dragona, ale bohaterowie wszystkich spośród wyżej wymienionych serii nie zostali zapomniani. Każde z nich do dziś okazyjnie pojawia się w kolejnych numerach „The Savage Dragon”. Vanguard był nawet częścią planowanego na 2006 rok przez Roba Liefelda odrestaurowania „Youngblood”, lecz krótki żywot tej serii poskutkował powrotem do gościnnych występów w autorskiej serii Larsena.

Sam twórca wsławił się tym, że jako pierwszy pośród założycieli Image Comics opowiedział się przeciwko ścisłemu, komiksowemu uniwersum w charakterystycznym dla Marvela albo DC stylu. Powodem takiej postawy było to, co stało się na łamach "WildC.A.T.S." vol.1 #14, gdzie gościnnie wystąpili Freak Force i Savage Dragon. Studio Highbrow próbowało zaistnieć również na małym ekranie. Podobnie, jak Spawn i WildC.A.T.S., Savage Dragon został w 1995 bohaterem serialu animowanego, ale nie odniósł zbyt wielkiego sukcesu. Powstało jedynie 26 odcinków.

Aż do 2004 roku Erik Larsen po cichu funkcjonował sobie na boku wydawnictwa Image, ograniczając się do tworzeniach kolejnych przygód swojego zielonoskórego bohatera. W tym czasie został też nominowany na naczelnego Image Comics, ale nie można powiedzieć, że jako editor-in-chief miał jakiś znaczący wpływ na rozwój wydawnictwa. Nie powstrzymał on powolnych spadków wyników sprzedaży, a dziś zapamiętany zostanie pewnie z tego powodu, że to on pozwolił powrócić na łamy Image Robowi Liefeldowi. W końcu, nie mogąc pogodzić obowiązków naczelnego z tworzeniem „The Savage Dragon”, Larsen zrezygnował z posady, co okazało się świetną decyzją. Jego następca – Eric Stephenson – znów uczynił z Image trzecią siłę na rynku.


Pod koniec 2013 roku Highbrow Entertainment wydaje jedynie kolejne numery „The Savage Dragon”, który pomału zbliża się do 200 numeru. Larsen próbował jeszcze reanimować „Supreme” dla studia Extreme, ale o tym dowiecie się więcej z kolejnych wpisów. 

Jak już mogliście dowiedzieć się z poprzednich wpisów, Shadowline jest studiem założonym przez Jima Valentino. Oficjalnie powstało ono w grudniu 1992 roku, gdy małe, lecz znane do dziś logo, pojawiło się na wewnętrznej stronie okładki komiksu „Shadowhawk” #3. Właśnie ten tytuł miał być wiodącą pozycją imprintu, oczywiście tworzoną przez samego Valentino. Jakież musiało być zdziwienie twórcy, gdy okazało się, że jego flagowa kreacja okazała się jednym z najgorszych (pod względem wyników sprzedaży) tytułów w ofercie Image. „Shadowhawk” w krótkim odstępie czasu zaliczył trzy krótkie serie (łącznie osiemnaście numerów), po czym odszedł w zapomnienie.

Valentino publikował także prace innych twórców, ale w były one w większości przypadków po prostu kiepskie. W końcu przyszedł rok 1997, gdy twórca wymyślił sposób na ratowanie swojego tworu. Oficjalnie ogłoszono, że Shadowline przestaje istnieć, a w jego miejscu pojawi się „Non-line” – zarządzany przez Valentino imprint, nie będąca osobnym studiem, który publikować będzie wybrane komiksy zdolnych twórców, a od czasu do czasu sam twórca coś napisze i narysuje. Oznaczało to również kres istnienie uniwersum Shadowline i od tamtego czasu każda seria istnieje „sama dla siebie”, bez powiązań z innymi tytułami. Może Non-line nie odniosło spektakularnego sukcesu, ale jego założenie pozwoliło jednemu z założycieli Image przetrwać.


Jim Valentino jednak nie był zbyt zadowolony z tego, co osiągnął w wydawnictwie. Gdy w 1999 roku nominowano go na naczelnego Image, Non-line jako osobny twór de facto przestaje istnieć. Owszem, wciąż ukazywały się komiksy „bez studia”, lecz nie było jednej osoby sprawującej nad nimi pieczę. Spekuluje się nawet, że Valentino został naczelnym, by ponownie poczuć się ważnym w Image, skoro większość jego kolegów-współzałożycieli odnosiło zdecydowanie większe sukcesy. Miał on ogromnego pecha, ponieważ na samym początku to właśnie jemu przyszło posprzątać po odejściu Jima Lee, gdy ten przeniósł Wildstorm do DC Comics. Cała kadencja twórcy polegała na tym, by ustabilizować pozycję wydawnictwa po zdarzeniu, które rozwaliło wspólne uniwersum Image. Efekt rządów Valentino jest widoczny do dziś, ponieważ to właśnie za jego czasów wydawnictwo przebranżowiło się i otwarło na autorskie projekty młodych, zdolnych twórców. W 2004 roku, Jim zostaje zastąpiony przez Erika Larsena.

W tym też okresie dwudzieste urodziny obchodził Normalman – jeden z herosów stworzonych przez Valentino. Specjalny komiks z jego udziałem był jednocześnie odrodzeniem się Shadowline. W 2005 roku pojawia się pierwszy zeszyt, który znów posiada charakterystyczne logo na okładce. Jest nim (oczywiście) „Shadowhawk” vol. 2 #1. Tradycji stało się jednak zadość i seria nie przetrwała zbyt długo (tym razem 15 numerów), lecz pociągnęła za sobą całą falę tytułów do scenariusza swojego twórcy. Gdy ta przeszła, Shadowline skupiło się na publikacji 3-5 tytułów miesięcznie, za powstanie których rzadko kiedy odpowiada sam Valentino. Tak studio funkcjonuje do dziś, wydając między innymi takie hity jak „Peter Panzerfaust” czy „Rebel Blood”. Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o Silverline – założonej przez Valentino linii wydającej od czasu do czasu powieści graficzne.

Autorem tekstu jest Krzysztof Tymczyński, a to już trzecie miejsce w sieci, gdzie jest publikowany. Najpierw był Kazet, a potem autorski blog Krzyśka, na który wszystkich serdecznie zapraszam.

środa, 6 listopada 2013

#1413 - Krótki zarys historii Image Comics

Na początku było... wydawnictwo Marvel Comics. Historia Image Comics rozpoczyna się w 1991 roku, gdy do biura Terry’ego Stewarda – ówczesnego prezydenta Domu Pomysłów – przychodzi grupka twórców niezadowolonych z tego, w jaki sposób są traktowani przez swoich szefów. W większości rysownicy mają pretensje o to, że ich prace traktowane są jako taśmowy wyrób, nie mają żadnego wpływu na proces twórczy, a najbardziej chyba boli ich fakt, że nie posiadają praw autorskich do stworzonych przez siebie postaci i historii.


Na czele grupy, która domagała się zmian w funkcjonowaniu Marvela stali Todd McFarlane oraz Rob Liefeld, twórcy w tamtym czasie z absolutnego topu. Niestety, Steward pozostał głuchy na ich prośby, więc obaj panowie postanowili odejść z wydawnictwa. Przy okazji pociągnęli za sobą innych niezadowolonych - Jima Lee, Erika Larsena, Marca Silvestriego, Jima Valentino, Whilce`go Portacio oraz Chrisa Claremonta. Rok później ósemka uciekinierów ogłosiła otwarcie wydawnictwa Image Comics. Nowa, założona przez artystów oficyna miała przede wszystkim zapewnić pełną wolność twórczą. Nikt już nie mógł powiedzieć Jimowi Lee, żeby kolejne numery pisanej przez niego serii mają być częścią większego crossovera. Kolejny fundamentem Image miało być to, że prawa autorskie do wszystkiego, co stworzyli poszczególni twórcy miały zostać w ich rękach. Jedyną „częścią” wydawnictwa będącą jego własnością okazało się znane już od dwudziestu lat logo, stworzone przez Hanka Kanalza

Od początku głównym założeniem twórców Image Comics było stworzenie osobnych studiów dla każdego z nich, aby w jego ramach mogli realizować swoje własne, nie narzucane przez nikogo, komiksowe pomysły. I tak każdy z twórców zrzeszonych w wydawnictwie stworzył swoją markę. Wyjątkami byli Chris Claremont, który wolał pozostać freelancerem i przeżywający w tym czasie zawirowania rodzinne Whilce Portacio. Ostatecznie Image dorobiło się sześciu imprintów:

Extreme Studios – założone przez Roba Liefelda. Tu publikowano takie tytuły jak „Youngblood”, „Prophet” czy „Supreme”.

Highbrow Entertainment
– którego twórcą był Erik Larsen, twórca „The Savage Dragon” oraz „Freak Force”.

Shadowline – stworzone przez Jima Valentino. Na początku największym hitem studia była seria „Shadowhawk”.

Todd McFarlane Productions – tu raczej nie trzeba pisać kto był założycielem, prawda? W tym studiu powstał „Spawn”.

Top Cow Productions – „dziecko” Marca Silvestriego i dom takich serii jak „Witchblade” czy „The Darkness”

Wildstorm Productions – gdzie swój dom znalazły wszystkie pomysły Jima Lee, na czele z „WildC.A.T.S.” oraz „StormWatch”.

Losy każdego z tych studiów, a także tych, które powstały w późniejszym okresie, zasługują na osobne notki. Ale wróćmy do Image. Na samym początku swojego funkcjonowania, nowy gracz na rynku podczepił się pod wydawnictwo Malibu Comics i korzystał z jego kanałów dystrybucji, marketingu oraz administracji. Trwało to tylko do 1993, ponieważ Image bardzo szybko stało się poważnym graczem na rynku i mogło się już ostatecznie usamodzielnić. Jak do tego doszło? Niemal każdy z opublikowanych przez nowe wydawnictwo komiksów stawał się rynkowym hitem. Tak było z historycznie pierwszą pozycją od Image – „Youngblood” #1, a także właściwie z każdym kolejnym komiksem. Przykładowo, „Spawn” #1” sprzedał się w nakładzie 1.7 miliona egzemplarzy, co do dziś jest rekordem wśród komiksów spoza Marvela i DC. Część spośród ojców-założycieli uznało, że warto stworzyć coś na kształt uniwersum Image i, przy zachowaniu swobody twórczej, niektóre serie zaczęły się przenikać. Dzięki temu czytelnicy mogli być świadkami team-upu Spawna z Youngblood czy Wild C.A.T.S. z Savage Dragonem. Erik Larsen oraz Jim Valentino obawiali się, że doprowadzi to do przekształcenia Image w korporację podobną do tej, którą z hukiem opuścili i z czasem zaczęli się wycofywać ze idei wspólnego uniwersum.

Stereotypowo wyobrażenie o komiksach z wczesnego Image równa się zbiorowi wszystkiego, co najgorsze w komiksie superbohaterskim lat dziewięćdziesiątych, ale pamiętać należy, że wydawnictwo nie publikowało jedynie pozycji napakowanych nawalankami kolorowych trykociarzy. Przejrzyste zasady funkcjonowania i stawianie artystów na pierwszym miejscu zaczęło stopniowo przyciągać kolejnych twórców, którzy chcieli stworzyć coś całkowicie po swojemu. I tak wkrótce Image zaczęło publikować takie tytuły jak „The Maxx” Sama Kietha, „Pitt” Dale’a Keowna czy „Astro City” Kurta Busieka oraz Alexa Rossa. Ale już wkrótce sielanka miała się skończyć...

Pierwsze kłopoty Image Comics pojawiły się w połowie lat 90-tych, gdy sklepy komiksowe dość mocno okroiły ilość zamawianych u wydawcy komiksów. Wszystko ze względu na dość niekorzystne dla nich zasad współpracy, przez które sprzedawcy zostawali z ogromną ilością komiksów, których nikt nie chciał kupować. To zabolało poszczególne studia, zwłaszcza pod względem finansowym. Rozwiązaniem okazało się zatrudnienie Larry’ego Mardera, który nawiązał nowe kontakty z poszczególnymi dostawcami komiksów i ustalił  jasne oraz korzystne zasady dla obu stron. Po jakimś czasie zamówienia na komiksy od Image znów zaczęły wzrastać, a kolejne serie pokroju „Witchblade” czy „Gen13” znowu lądowały na liście bestsellerów. Image wyprzedzając upadające już Malibu Comics oraz Valiant Comics stało się trzecią siłą na rynku, sadowiąc się tuż za plecami wielkiej dwójki.

Niestety, gdzie kucharek sześć tam... spore kłopoty. Jak to zwykle bywa sukces okazał się przyczyną upadku. Jak to się potocznie mówi, sodówka uderzyła do głowy. Pomiędzy ojcami-założycielami projektu, zaczęły pojawiać się spięcia. Rob Liefeld został naczelnym całości wydawnictwa i zaczął wykorzystywać swoją pozycję do promowania Maximum Press – autorskiego wydawnictwa komiksowego, którego nie włączył w struktury Image. Jako pierwszy zaprotestował Marc Silvestri, któremu nie podobały się próby podkupienia Michaela Turnera z jego studia przez Liefelda. Pierwszym odszczepieńcem okazało się Top Cow. Te wydarzenia odbiły się na całym Image. Po wielu naradach w 1996 roku postanowiono wyrzucić twórcę „Youngblood” z wydawnictwa. Ten zabrał ze sobą całość studia Extreme, połączył z Maximum Press i przekształcił w wydawnictwo Awesome Comics. Silvestri w reakcji na te wydarzenie powrócił z Top Cow w struktury Image. Gdy wydawało się, że nastały spokojniejsze czasy, w 1998 roku prawdziwą bombę zrzucił Jim Lee. Jego WildStorm zostało sprzedane DC Comics i można powiedzieć, że w tym momencie nastąpił faktyczny koniec „uniwersum Image”, co sprawiło sporo kłopotów poszczególnym twórcom i ich komiksom. Już odejście Liefelda sprawiło, że Todd McFarlane musiał dość poważnie zmienić origin Spawna, lecz zniknięcie WildStormu wpłynęło na takie serie jak „Cyber Force”, „Hunter Killer”, a także na miesięcznik, którego bohaterem był Al Simmons.

Wraz z odejściem Lee, poszczególne studia zmieniły nieco taktykę wydawniczą. Komiksy z Top Cow stały się praktycznie osobnym uniwersum, podobnie jak wspomniane już prace McFarlane’a. Erik Larsen skupił się wyłącznie na „The Savage Dragon”, co zresztą robi do dziś, a Shadowline zostało zamknięte. W 1999 roku z pracy odszedł Larry Marder, a zastąpił go Jim Valentino. Od tego czasu Image postanowiło zdywersyfikować swoją ofertę i skupić się na publikowaniu komiksów określanych jako „non-studio”, oczywiście nie zabraniając poszczególnym twórcom publikować pod własnym szyldem. Valentino ustąpił w 2004 roku, zastąpiony przez Erika Larsena. Ten nie wsławił się niczym, ponieważ kontynuował dzieło swojego poprzednika. Nie był to najlepszy okres dla Image, które osiągało coraz gorsze wyniki sprzedaży i musiało rywalizować z Dark Horse Comics oraz IDW Publishing o miano trzeciej siły na rynku. Wszystko miało zmienić się jednak w 2008 roku.

Wtedy też w Image pojawił się Eric Stephenson. Nie tylko namówił on Jima Valentino do wskrzeszenia Shadowline, ale przede wszystkim postawił na scenarzystę, który nazywał się Robert Kirkman. Chyba bez przesady można powiedzieć, że to właśnie ojciec „The Walking Dead” oraz „Invincible” uratował Image przed popadnięciem w całkowitą przeciętność i (być może) rychłym upadkiem. Komiksy Kirkmana wpłynęły na zmianę profilu wydawnictwa – superherosi zeszli na bok, a w cenie zaczęły być komiksy o znacznie bardziej różnorodnej tematyce. Niesamowitym przebojem okazały się „Żywe trupy”, ale znowu – ich fenomen to materiał na osobną notkę.

W Image znów wzrosła rola poszczególnych studiów, lecz komiksy „non-studio” nie straciły na swojej ważności. Dziś można śmiało powiedzieć, że aktualna oferta Image to w połowie pozycje studyjne, a w połowie komiksy wydawane pod wspólnym szyldem. W połowie 2010 roku Kirkman zakłada własny imprint Skybound, a w 2012 roku John Michael Straczynski reaktywuje Joe’s Comics. Wcześniej była to mała część Top Cow, dziś pełnoprawne studio Image. Wspomnieć należy także, że w 2007 roku do Image wraca Rob Liefeld. Próbuje on reanimować markę „Youngblood”, a w 2012 roku ze średnim skutkiem przywraca do życia studio Extreme.

Pomimo tego, rok 2012 ogólnie był pasmem sukcesów wydawnictwa. Z okazji dwudziestolecia istnienia Image, nie tylko przyciągnięto masę uznanych twórców, ale także ruszono ze sporą ilością nowych pozycji. Wśród nich „Saga”, „The Manhattan Project” czy „Fatale”. Image odzyskało pozycję trzeciej siły na rynku, a rok 2013 pokazał, że na tym wydawnictwo nie ma zamiaru poprzestać.

Autorem powyższego tekstu jest Krzysztof "Lokus" Tymczyński. Pierwotnie ukazał się on na  ostatnio założonym przez niego blogu poświęconym Image Comics. Wpadajcie tam, jak chcecie poczytać coś fajnego o wydawnictwie, które wydaje Spawna, Żywe trupy i przygody pewnego zielonego smoka.  

wtorek, 8 września 2009

#244 - Nadchodzi niebezpieczeństwo!

O zbliżającym się wielkimi krokami pierwszym w siedemnastoletniej historii wydawnictwa Image Comics crossoverze "Image United" przez długi czas nie było wiadomo nic ponad to, że ma się ukazać w bieżącym roku. Jednak im bliżej pojawienia się w sklepach pierwszego numeru tym szum medialny coraz większy, a języki twórców zamieszanych w całe przedsięwzięcie jakby bardziej rozwiązłe. Ostatnio nieco szczegółów wyjawił Robert Kirkman serwisowi Comic Book Resources.

W "Image United" główne role grają tacy herosi jak Spawn, Savage Dragon, Witchblade, Shadowhawk, członkowie grup Youngblood i Cyberforce oraz zupełnie nowa postać o imieniu Fortress. Dzięki połączonym siłom mają oni stawić czoła wielkiemu niebezpieczeństwu, zagrażającemu istnieniu świata w którym żyją, jednak czym ono jest, jak działa i kto za nim stoi - tego póki co nie wiadomo. Za stronę graficzną odpowiada sześciu (z siedmiu) założycieli wydawnictwa, czyli Todd McFarlane, Erik Larsen, Marc Silvestri, Whilce Portacio, Jim Valentino i Rob Liefeld. Brakuje jedynie Jima Lee, który ma podpisany kontrakt na wyłączność z DC Comics, ale czynione są starania, żeby mógł on chociażby stworzyć okładkę do jednego z sześciu numerów mini-serii. Scenarzystą serii mianowano Roberta Kirkmana, który od dobrych kilku lat z powodzeniem tworzy hitowe serie dla Image jak "Żywe Trupy" czy "Invincible".

Wyczekujący listopadowego terminu będą mogli już miesiąc wcześniej zacząć przygodę z "Image United" - na łamach czterech regularnych serii zostanie przedstawiony prolog do eventu, określanego przez Kirkmana jako "świetny, duży, mega-crossover". Wstęp ten skupi się nieco na herosie stworzonym przez Whilce'a Portacio (Fortress), który przyodziany w tajemniczy skafander nie wie skąd go ma, co się z nim ostatnio działo, jakie ma moce i jak to jest być superbohaterem. Wydarzenia przedstawione w prologu poprowadzą prosto do numeru pierwszego, który rozpocznie się wizją nowego bohatera dotyczącą zbliżającego się niebezpieczeństwa, któremu czoła będzie musiał stawić zarówno on jak i reszta tych "dobrych". Oprócz wymienionych wyżej herosów możliwe są występy gościnne innych postaci z Image Comics - Kirkman zapowiada w prologu występ kogoś, kogo czytelnicy się nie spodziewają, ale na pytanie czy będzie to jego Invincible odpowiada "Bez komentarza". Wszystko to co wydarzy się na łamach mini-serii ma odbić się na uniwersum Image, jak i na samych głównych bohaterach. Scenarzysta omówił z każdym z twórców postaci co może on zrobić ich "dzieciom" i należy się spodziewać, że zarówno Spawn, Witchblade, Dragon i reszta zapamiętają to wydarzenie na nieco dłużej.

"Image United" zapowiada się przede wszystkim jako świetny wizualnie komiks, będący swego rodzaju graficznym jam session. Już kilka razy pisaliśmy na czym będzie to polegać, ale nie zaszkodzi raz jeszcze - każdy z twórców rysuje tylko i wyłącznie swojego bohatera, więc jeśli na jednym kadrze występuje i Spawn i Fortress to można być pewnym, że nad obrazkiem pracował zarówno McFarlane jak i Portacio. Jeśli zaś chodzi o tła to będą one głównie zasługą Erika Larsena.

Szczerze przyznam, że o ile jestem bardzo zainteresowany tym crossem ze względu na udział Dragona i jego stwórcy, to nie specjalnie przyciąga mnie (na razie!) do niego dość sztampowa historia (wizja nadchodzącego niebezpieczeństwa) i chwyt z wprowadzeniem nowego herosa, który okaże się zapewne głównym rozgrywającym. Mam jednak nadzieję, że Kirkman stanie na wysokości zadania i w przeciwieństwie do swojego jednonumerowego crossoveru (jak określano sześćdziesiąty numer "Invincible") poradzi sobie o niebo lepiej z całą tą zgrają bohaterów. Jak na razie bowiem, całe to wydarzenie wygląda mi na dobrze się graficznie zapowiadający skok na kasę w stylu "chodźcie zobaczcie jak sobie świetnie radzimy po połączeniu sił!". Obym się mylił.

Pierwszy numer "Image United" trafi do sklepów 25 listopada, a prolog do tego wydarzenia rozegra się w październikowym "Savage Dragon" #153, "Witchblade" #131, "Invincible" #67 i "Spawn" #197.

(wszelkie nowości odnośnie tego wydarzenia można śledzić na imageunited.info)