Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Juszczuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Juszczuk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 września 2010

#566 - Karton 5!

Rok mija od czasu kiedy na komiksowych półkach pojawił się pierwszy numer magazynu "Karton". I dziwię się, że to dopiero rok, bo w przeciągu ostatnich 12 miesięcy ukazało się 5 odsłon tego periodyku, co jak na nasze warunki jest sporym sukcesem. W każdym razie kartonowa ekipa nie zwalnia i na Międzynarodowy Festiwal Komiksu przygotowała numer piąty.Jest solidnie - do czego przy okazji ostatnich odsłon można się było przyzwyczaić. To co bardzo podoba mi się w "Kartonie" to to, że redaktorzy nie osiedli na laurach i cały czas zaskakują czymś nowym - czy to w środku pisma, czy w działaniach marketingowych... W przypadku #3 była to nowa, fenomenalna seria "Rubino" Patricio Didlo, a w #4 może niespecjalnie oryginalny acz sympatyczny jednorazowy (póki co) wyskok w postaci "Nerdówka" Karola Konwerskiego i Pawła Zycha oraz nowej serii pasków "Robić nie ma komu" Tomasza Kontnego i Tomasza Zycha. W piątce nowością jest seria autorstwa magistra Macieja Łazowskiego "Odpowiedzi na palące pytania", która jest zdecydowanie najmocniejszym punktem numeru, któremu nie postawił się nawet różowy jednorożec ze swoimi dwiema nowymi planszami przygód. Magister Łazowski w jednoplanszowych przerywnikach pomiędzy regularnymi kartonowymi seriami, z mądrością i humorem odpowiada na dręczące kolejne pokolenia pytania pokroju "dlaczego kobiety są głupsze od mężczyzn?" (pokochacie tę planszę!) czy też "dlaczego dzieci nie mówią?". Chylę czoła i proszę o więcej.

Nie jest to jednak jedyny komiks Maćka w "Kartonie" bowiem w środku znajduje się jeszcze jedna plansza "Cyberdetektywów z kosmosu". Jedna jedyna i będąca finałem tej sympatycznej (szczególnie w dwóch ostatnich numerach) serii. Szkoda, tym bardziej, że ostatnia strona wygląda jakby była zrobiona na siłę, ot, żeby już zakończyć przygody K.R.Y.S.T.I.A.N.A. i spółki.

No ale w zamian jest Łazowski solo.

Nieustannie wysoką formę prezentują "Ćmy" Tomasza Pastuszki, "Flatties" tego samego pana oraz Ewy Juszczuk (chociaż tutaj mówiąc o wysokiej formie mam na myśli warstwę graficzną) oraz komiks Marka Lachowicza (tym razem kolejne perypetie Grand Bandy!). Podobnie jak w poprzednich numerach raczej średnio wypada "Byle do piątku trzynastego" Bartosza Sztybora i Piotrka Nowackiego - po lekturze nowego epizodu ciężko powiedzieć mi cokolwiek innego ponad to, że był. Podobnie ma się rzecz z "168" Marcina Surmy oraz "Diogenesem" Przemysława Surmy. Tyle tylko, że przy tych seriach zaczęła mi przeszkadzać konieczność zapoznania się z poprzednimi ich epizodami aby zrozumieć (bądź przynajmniej mieć wrażenie, że się zrozumiało) sens dotychczas opublikowanej części historii. O ile w przypadku poprzednich odsłon miałem jeszcze siły na te "powroty do przeszłości", o tyle teraz jedynie przeczytałem, a ze zrozumieniem poczekam do ostatniego epizodu (ewentualnie jakiegoś albumowego wydania). Paskowe "Wyjście" i "Robić nie ma komu" na plus.

Jak co numer jest również gość zagraniczny. Prawie co numer, bo w czwórce nie było. Za to w najnowszym numerze jest dwóch - i to jakich! Tym razem Szczypta Realizmu należy do Filipe Andrade, który ma na swoim koncie m.in. pracę dla Marvela (!), a dwie plansze skradł znany w naszym kraju z "Trupa i sofy" oraz "Nokturno" Tony Sandoval!

Piąty numer trzyma poziom i ten piątak, który trzeba na niego wydać nie jest żadną kwotą! Jednak jeśli komuś za mało będzie komiksowych wrażeń to za kolejne 3zł może zaopatrzyć się w pierwszą kartonową zeszytówkę "Terror na wizji" Tomka Niewiadomskiego, którego pierwszą recenzję można przeczytać na Komiksofilii. Za to jutro odbędzie się wernisaż wystawy z pracami twórcy m.in. Nerwolwera, na którym bardzo możliwe, że będzie można zakupić ową zeszytówkę z nowymi przygodami Ratmana. W naszym kolorowym imieniu zapraszamy i do Kawangardy i do zakupienia nowych wydawnictw od Jaszcza i spółki - jak zawsze warto!

środa, 21 kwietnia 2010

#428 - Karton po raz trzeci

O komiksowym kwartalniku Piotra Nowackiego, Tomasza Pastuszki i Bartosza Sztybora szersza publiczność miała okazję dowiedzieć się podczas ubiegłorocznej beefki. Po wyjściu na światło dzienne szczegółów projektu, w tym głównie listy twórców mających odpowiadać za historie w nim zamieszczone, wiązano z "Kartonem" spore nadzieje, przebąkując gdzieniegdzie o nadchodzącym następcy "Produktu". Jednak pierwsze dwa numery (wrzesień 2009, luty 2010) spotkały się głównie - przynajmniej z tego co kojarzę po recenzjach, czy rozmowach - z mniejszym lub większym rozczarowaniem. Jak jest więc z "trójką", która na zbliżającej się wielkimi krokami Komiksowej Warszawie będzie mieć swoją premierę?

Rozwiewając już na samym wstępie wątpliwości powiem, że jest dobrze. Ba, bardzo dobrze!* Po lekturze najnowszego numeru nie było mowy o niedosycie, czy zawodzie, który towarzyszył mi przy wcześniejszych częściach. Hitami trzeciego "Kartonu" są dwie serie - debiutujący "Rubino" oraz "Cyberdetektywi z kosmosu". W komiksie Karola Kali... W komiksie Patricio Didlo tytułowy jednorożec borykać się musi nie tylko z elfami i trolami, ale też z malejącym zapotrzebowaniem wśród czytelników na jego przygody. Jednak z każdym z tych problemów radzi sobie z wyjątkowym wdziękiem i klasą. Jest przy tym tak sympatycznym stworzeniem (wiadomo - legendarny jednorożec), że tylko kwestią czasu jest, kiedy trafi na koszulki czy badziki (jedną stronę już zaatakował). Natomiast kolejny odcinek serii Łazowskiego i Szymkiewicza to nie tylko pełnokrwista zagadka kryminalna z którą zmierzyć się może sam czytelnik, ale i kilka innych łamigłówek rodem z "Kaczora Donalda" czy innych periodyków dla tych nieco młodszych komiksiarzy. Stałą (czyt. wysoką) formę trzymają "Ćmy" Tomasza Pastuszki oraz "Flatties" tego samego pana i fantastycznie rysującej Ewy Juszczuk. Widniejący na (uznawanej przez wielu za najlepszą dotychczas) okładce Człowiek Paroovka znalazł swoje miejsce i w środku numeru, w historii, gdzie głównym miejscem akcji jest Bar Bara, a gościnny występ zalicza jedna z ciekawszych postaci stworzonych przez Marka Lachowicza (wcześniej można było ją zobaczyć w wydanym w 2007 roku albumie "Człowiek Paroovka. Dorysuj mu wąsy"). Po lekturze "Gangu Wąsaczy" nieco zwątpiłem w trójmiejskiego twórcę, ale ten jeden odcinek przywraca mą wiarę i wzmaga apetyt na kolejny album przygód tego bohatera (i spółki).

Nieco lepiej (w porównaniu z poprzednimi odcinkami) jest w przypadku "Byle do piątku trzynastego" Sztybora i Nowackiego. Jednak o ile nie można się czepiać warstwy graficznej, o tyle sama historia jest nadal niezbyt wciągająca. Póki co wygląda na to, że oprócz tytułowej daty, główni bohaterowie nie mają za wiele do roboty. A przynajmniej nic takiego co mogłoby się równać z morderczym szałem, który ma zapewne miejsce kiedy już nadejdzie ten właściwy dzień. Chyba jednak oprócz perypetii związanych z szukaniem pracy, wolałbym, aby Flitlicz i spółka zajęli się tym co potrafią robić najlepiej - mordowaniem. Mam nadzieję, że ostatni kadr jest tego miłą zapowiedzią. Jeśli chodzi o dwie ostatnie stałe serie wchodzące w skład "Kartonu" to obie one wychodzą spod rąk braci Surma. Przy lekturze komiksu "168", warto by przypomnieć sobie poprzednie dwa odcinki, tak żeby wszystkie one mogły łączyć się w jedną, jeszcze nie do końca logiczną, całość. Obyczajowa seria Marcina Surmy wydaje się idealną historią do czytania za jednym razem, bo w przypadku rozpoczynania jej lektury załóżmy od tego odcinka, czytelnik będzie mocno zdezorientowany. Na szczęście, patrząc po numeracji poszczególnych stron, w przyszłości można się spodziewać takiego właśnie wydania zbiorczego. Co do komiksu drugiego z braci, Przemysława, zarzut jest od początku ten sam - za mało! A przymykając oko na ten fakt, pełen profesjonalizm - i kreska i kolor to najwyższy poziom rodzimego cartoonu. Chociaż nie miałbym nic przeciwko pomysłowi rzuconemu na spotkaniu z Surpiko podczas ubiegłorocznej emefki, aby przynajmniej w jednym numerze "Diogenes" zagościł na większej ilości stron. Nawet kosztem koloru.

To tyle jeśli chodzi o stałe serie komiksowe. Oprócz nich w środku znalazła się bardzo klimatyczna grafika Pawła Sambora (w ramach "Szczypty realizmu"), oraz cztery pozbawione słów i niezwykle zabawne jednoplanszówki zagranicznego gościa, Oscara Mediny Hernandeza (który jak dla mnie mógłby co numer dorzucać przynajmniej jeden taki smakowity kąsek do zawartości kwartalnika). Nie można też nie wspomnieć o paskach Karola Kalinowskiego z serii "Wyjście" traktujących o codziennych perypetiach wielbiciela mocnych trunków - przy ich lekturze niejeden czytelnik zaduma się i powie "tak było" (tudzież "tak właśnie jest"). Na trzeciej stronie okładki tradycyjnie znajduje się komiks sponsorowany i moim zdaniem - naszym redakcyjnym pewnie też - jest to najśmieszniejszy i najlepszy komiks, który póki co wszedł w skład tej umiejętnie łączącej wątki serii. W porównaniu z poprzednim numerem zabrakło tylko rubryki "Kar://Net" Zuzanny Kochańskiej i jej gościa, ale z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że wróci ona na łamy magazynu w przyszłym numerze (planowanym na Bałtycki Festiwal Komiksu)

Reasumując - trzeba ten "Karton" na swej półce mieć. Szczególnie, że za dodatkowe cztery strony komiksów (łącznie jest ich 40 + okładka) nie trzeba dopłacać ani grosza więcej do tych i tak już symbolicznych i niezmiennych od pierwszego numeru pięciu złotych.

A na dodatkową zachętę, która powinna rozwiać wszelkie wątpliwości (jeśli jeszcze jakieś są) prezentujemy wcześniej nigdzie nie publikowany pierwszy odcinek z serii "Rubino" Patricio Didlo (pozostałe przykładowe plansze z trzeciego "Kartonu" do wglądu na WRAKu).
* po przeczytaniu tej recenzji, a później też i całego magazynu, połączenie pewnych faktów wynikających z tych dwóch lektur, może skłonić do posądzenia mnie o nieobiektywność w całym swoim zachwycie nowym numerem "Kartonu". Zarzekam się jednak, że wspiąłem się na wyżyny obiektywności i stamtąd głoszę te wszystkie komplementy pod adresem "trójeczki".

poniedziałek, 12 października 2009

#271 - Karton

Magazyn "Karton", zgrabnie przez Łukasza ochrzczony, jako "kwartalnik kultury kartonowej" był dla mnie jedną z najbardziej (jeśli nie najbardziej!) oczekiwanych premier łódzkiego festiwalu AD 2009. Z kilku powodów. Po pierwsze, od dawna, czyli od czasów "Produktu", brakowało mi na rynku periodyku komiksowego z prawdziwego zdarzenia (niestety "Ziniol" nie spełnia moich oczekiwań). Miałem nadzieję, że "Karton" tę lukę wypełni.

Po drugie, dostrzegłem w magazynie potencjał na choć niewielki sukces poza komiksowym grajdołem. Liczyłem, że ktoś zobaczywszy zachęcająco wyglądająca okładkę, po przejrzeniu kilku stron będzie gotów wysupłać te pięć złotych. Może to jest właśnie recepta na sukces? Po trzecie – no cóż, wystarczy spojrzeć na listę płac, aby poznać ostatni z moich powodów. Lachowicz, Kalinowski, Pastuszka, Nowacki, bracia Surmowie, coraz bardziej jaśniejąca gwiazda Sztybora – same uznane firmy, po których można i należy spodziewać się komisów na wysokim poziomie. Moje oczekiwania były dodatkowo podgrzewane przez hype wokół tego tytułu, do którego Kolorowe Zeszyty również przyłożyły rękę. Kończąc ten przydługi wstęp – czy "Karton" przysłowiowo daje radę?

Jeśli chodzi o prezentowane komiksy, to (głównie) "jest nieźle", ale "jak na pierwszy raz" mogło być lepiej. Czterokadrówki KRLa ilustrujące walkę ze zgubnym nałogiem alkoholowym należą właśnie do grupy "jest nieźle". Natomiast otwierająca numer i wracająca po dłuższej nieobecności "Grand Banda" Marka Lachowicza stanowi chyba najjaśniejszy punkt numeru. Tym bardziej boli, że kolejna absurdalna przygoda dwójki poczciwych staruszek, Kazi i Mirki, pozbawiona jest kolorów. O prymat najlepszego komiksu numeru mógłby ubiegać się jeszcze Tomek Pastuszka ze swoimi "Ćmami". Trzeba sporego kunsztu, by z tak wyświechtanego motywu, jak parodia super-bohatera, wycisnąć tak wiele, jak Asu. Tym bardziej dziwi obecność kilku końcowych kadrów, które wydają się zupełnie zbędne. A strony to towar deficytowy w "Kartonie". Pierwszy epizod "Flatties" wspomnianego już Pastuszki i Ewy Juszczyk przynosi na myśl "Atomówki" i stanowi niezłe wprowadzenie serii. Podobnie rzecz ma się w przypadku "Cosmocosmosis" Bartosza Szymkiewicza i Macieja Łazowskiego, którzy sprytnie poradzili sobie mając do dyspozycji zaledwie dwie strony. "168" pod względem graficznym prezentuje się wybornie - Marcin Surma ze swoim "realistic cartoon" stylem pozamiatał. Fabularnie – nieco zamotane. Jak na wstęp do dłuższej historii sprawdza się słabo i tematyką (historia obyczajowa?) nieco odstaje od przyjętej konwencji pisma. Na drugiej stronie okładki autorstwa jego brata, Przemka "Surpiko" Surmy ciężko cokolwiek napisać, napiszę więc – zapowiada się nieźle. Rewelacyjnie prezentuje się natomiast reklamowy szorciak, do którego rękę przyłożył każdy z trzech ojców założycieli. Gościa numeru, czyli Hiszpana Juanele jak dla mnie mogłoby nie być. Największy zgryz mam jednak z "Byle do piątku trzynastego" Bartosza Sztybora i Piotra Nowackiego. Humor, będący parodystycznym ujęciem slapstickowego żartu jest doprawdy uroczy, ale pod względem fabularnym Sztyborak poległ i jako wprowadzenie nowej serii jest dosyć nieskładnie i chaotycznie.

Lektura "Kartonu" pozostawia spory niedosyt. Nie wiem czy dobrym pomysłem jest upchanie na 38 stronach wstępów do historii zaplanowanych na kilka odcinków, które będą ukazywać się w rytmie trzymiesięcznym. A na tym, już niejeden się przejechał. Ja wolałbym zamiast tych wprowadzeń i introdukcji kilka konkretnych i zamkniętych szortów. Podsumowując ogólny poziom pierwszego numeru – jest nieźle. Muszę jednak napisać, że nieco się zawiodłem, bo moje oczekiwania nie miały zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Zamiast rasowego periodyku komiksowego, który ma koncept na trafienie do szerszego audytorium, dostałem coś na kształt "Jeju Bis". Zin, a nie magazyn, tyle że za piątkę i w nieco wyższym nakładzie (500 egzemplarzy). W ten sposób "Karton" będzie kolejnym tytułem, który zginie w konwentowej nawałnicy zakupów i innych zinów.