czwartek, 21 lipca 2011

#812 - Uzumaki - Spirala

Nie jestem fanem ani mangi, ani azjatyckiego horroru. Niewiele o nich wiem. Na szczęście pisząc o "Spirali" wcale nie muszę się taką wiedzą posiłkować. Szukając odniesienia najprościej jest mi wskazać po prostu na wczesną, fizjologiczną część filmografii Cronenberga - więc jeśli o estetykę idzie, z komiksowych skojarzeń poniekąd trafne będzie nazwisko Charlesa Burnsa. Przyjdzie mi też z pomocą odwołanie do Lyncha i jednego z największych arcydzieł telewizji XX wieku - serialu "Twin Peaks". Fani japońskiej popkultury zapewne wskażą jeszcze serię gier "Silent Hill". Pomysł opiera się na bardzo podobnych wzorcach: to umieszczona w prowincjonalnym miasteczku parada dziwności, niepokoju i obrzydliwości...

Motywem przewodnim niezwykłych wydarzeń dotykających małe senne miasteczko jest tytułowa spirala. Na początku zdaje się być obsesją, chorobą psychiczną, czymś, co trawi ludzi od wewnątrz... jednak dość szybko przybiera fizyczne kształty, w końcu zaczyna też wpływać na faunę i florę, a nawet na architekturę. Jeśli miałbym się skłaniać ku jakimś głębszym interpretacjom fabuły - co jednak wydaje mi się niepotrzebne - to powiedziałbym, że to komiks o przemianie, przeistoczeniu. Łączyłoby go to zresztą jeszcze mocniej z Burnsem i jego "Black Hole"... jednak epizodyczność i schematyczność, charakterystyczna dla mniej wyszukanych tworów, sytuuje go w trochę innym miejscu. Mimo, że "Uzumaki" to oczywiście komiks tożsamy z egzotyczną z pozoru mangą, to zdaje się być w odbiorze niezwykle łatwy i uniwersalny. Oprócz "kobiet-owadów" kojarzących się odrobinę z japońskimi demonami, nie dostrzegłem tu też szczególnych nawiązań do kultury Japonii. Mimo schematyczności, "Spirala" jest mniej osadzona w popkulturowych "strukturach", niż, dajmy na to - oparty w dużej mierze na cytacie - "Dylan Dog". Fabularnie jednak to rzecz do bólu pretekstowa, wulgarna w swej programowości, usprawiedliwiająca niedorzeczności konwencją i nie mająca aspiracji wykraczania poza gatunek - niemniej trzeba przyznać, że w kategoriach horroru jest niezwykle (jak na komiks) skuteczna i nie do końca bezwartościowa od strony artystycznej ...

Dla mnie najciekawsze plastycznie momenty to te, w których spirala jest jeszcze chorobą duszy i w warstwie graficznej staje się pewnym łącznikiem z pracami malarzy, na których twórczości piętno odcisnęła choroba psychiczna (Van Gogh, Louis Wain, Munch)... Oprócz tego znajdziemy tu kilkukrotnie odwołania do różnych nurtów w sztuce: od ekspresjonizmu, przez impresjonizm, surrealizm, po secesję. Odwołania te - w późniejszych epizodach co prawda mniej widoczne, a pod koniec zastąpione przez powodujące wyobcowanie lovecraftowskie zagrywki z krajobrazem i architekturą - dość kontrastująco zostały połączone z typowym realistycznym mangowym rysunkiem. Autor posiłkuje się tymi na wskroś europejskimi i jakby wyrwanymi z innych epok stylistykami ( egzotycznymi już nawet nie tylko dla Japończyka, a dla "przeciętnego czytelnika") , gdy chce sportretować rzeczy - dla świata opisywanego - niezwykłe. Dym lecący z krematoriów jest jak niebo z "Krzyku" Muncha, złowieszcze grzyby przypominają secesyjne lampy, a wykręcane przez "chorobę spirali" oczy przywodzą na myśl "Psa andaluzyjskiego". Trzeba w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że artyzm nie jest jednak celem nadrzędnym autora i owe stylistyki stanowią funkcje stricte użytkową!

Jak wspomniałem, cała fabuła, czasem wielce banalna lub pretekstowa, dąży tylko do wywołania w nas strachu czy obrzydzenia. Często są to uczucia w najprostszej postaci, dalekie od metafizycznego lęku. Fakt, że towarzyszą temu tak duże walory estetyczne stawia "Uzumaki" jako twór kultury w ciekawym miejscu... walory te bowiem pojawiają się w takim a nie innym kontekście gatunkowym i w tak dziwacznych formach, że możemy się zastanawiać, czy nie wymknęło się to twórcy spod kontroli, czy nie jest kiczem... ale nie wydaje mi się, by w gronie komiksiarzy takie rozważania miały sens. "Uzumaki" to po prostu komiks z krwi i kości, nie żadna elitarna, nadęta, quasi-artystyczna, pozerska papka i w moich oczach wystarczy mu status arcydzieła komiksowego horroru. Pewnikiem jednak jest, że w oczach malkontenta stałby się rzeczą całkowicie bezwartościową - aż się boję, co by np. taki Zanussi o tym powiedział.

W trakcie lektury doszło do mnie, że jak na kompletnego laika, pierwszy raz z komiksami Junji Ito o dziwo zetknąłem się dość dawno. Jego twórczością, jak i ogólnie dojrzałą, artystyczną mangą próbował mnie kilka lat temu zarazić mój bardziej obeznany w temacie kolega. Poniekąd mu się udało. Przepadłem bowiem całkowicie w twórczości innego chorego Japończyka - Suehiro Maruo, do którego przyciągnęła mnie perwersyjność, bezkompromisowość i skrajna artystyczność. Na jego tle twórczość Ito wydawała mi się wtedy zbyt grzeczna i zbyt gatunkowa... Dziś rewiduję swój pogląd - Zachary, miałeś 100% racji polecając mi jego komiksy. Nawet jeśli to, co robi jest tylko rzemiosłem, to bezsprzecznie Ito jest mistrzem w swoim fachu, a "Uzumaki" to najlepszy komiks wydany w Polsce AD 2011 jaki czytałem do tej pory... i chyba najskuteczniejsza, czy też najintensywniejsza komiksowa groza, z jaką w życiu miałem do czynienia...

13 komentarzy:

Maciej pisze...

Dla mnie jak na razie Uzumaki to również komiks roku 2011. A Zanussiego w to nie mieszaj.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Sam się miesza;). Zrobił zresztą film pod tym samym tytułem. Hehehe.

Widziałem kiedyś jak bredził o przemocy w mediach ... wypowiadał się nt Urodzonych Morderców.

To trochę tak jak by Bogusław Kaczyński (nie, nie z tych Kaczyńskich, ten pedryl od opery) wypowiadał się o "Raw Power" the Stooges.

pstraghi pisze...

"Nie jestem fanem ani mangi, ani azjatyckiego horroru. Niewiele o nich wiem."

Najgorsze rozpoczęcie jakie może wybrać recenzent. Na poziomie Co Jest Grane i Pawła Mossakowskiego. Po takim wstępie przestaję czytać tekst.

Slo pisze...

Uzumaki bardzo dobra rzecz, jeden z lepszych komiksow na mej polce :D A to ze momentami moze wydawac sie kiczowate to mysle, ze nawet o to chodzilo, niczym gesia skorka czy inne seriale tego pokroju :)

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

pstraghi@ Harry przeczytaj przynajmniej akapit do końca. Było to trochę zachowawcze z mojej strony, ale miało też podkreślić to, że nie trzeba tego komiksu pojmować w tych kategoriach... Bo nie trzeba.

A mangi czytam coraz więcej... możesz więc to "wyznanie" uznać za skromność.

godai pisze...

Mnie najmniej podeszła sama końcówka, ale generalnie całość dobra. Taka jazda bez trzymanki.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Ostatniego rozdziału powinno wcale nie być...Albo powinni upchać go gdzieś w środku. Acz to znowu przejście w inną konwencje, więc w jakiś sposób jest to ciekawe - no ale nie w tym miejscu...

A sama historia spirali została( moim zdaniem) całkiem sprawnie zamknięta...

godai pisze...

Ostatniego rozdziału, czyli tego bonusu, czy ostatniego rozdziału historii? Bo ten bonus to akurat całkiem był fajny.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Ostatniego rozdziału = tego bonusu...

No fajny ale nie w tym miejscu...

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

ps. najmniej mi się końcowe motywy z "wicherkami" podobały... sam finał jak najbardziej OK.

godai pisze...

A bo jego trzeba czytać w oderwaniu, jako taką alternatywną wersję. Mnie się nie podobało wytłumaczenie głównej historii, czyli ostatni rozdział właściwej opowieści. Takie jakieś...

Maciej Gierszewski pisze...

nie, "bonus" był do bani. zupełnie zbędny.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"nie się nie podobało wytłumaczenie głównej historii, czyli ostatni rozdział właściwej opowieści. Takie jakieś..."

...Lovecraftowskie:).

No widzisz. To mi się to "właściwe" znacznie bardziej podobało...