Joss Wheadon przejmuje X-Menów po małej rewolucji, jaką urządził im Grant Morrison i wraca do korzeni. Na topie znowu są kolorowe trykoty, super-bohaterskie wyczyny, ratowanie świata przed inwazją kosmitów, a w przerwach zwyczajnie utarczki z super-łotrami. Scenarzysta "Buffy" bardzo wyraźnie nawiązuje do najlepszego okresu Chrisa Claremonta, puszczając oczko czytelnikom "Dark Phoenix Sagi" (Kitty w roli "It's payback time" Wolverine'a z kanałów), pisząc historię o podobnym, kosmicznym rozmachu, nawiązując do najlepszego dla tego typu opowieści schematu. Od pierwszego trejda, aż do wybuchowego finału będzie przewijał się wątek Breakworldu, przetykany licznymi, pomniejszymi przygodami.
W porównaniu z nieco przegiętym (i nie do końca dopracowanym) "New X-Men" Morrisona czy zbyt uproszczonymi (i obdartymi z tradycji) "Ultimate X-Men" Millara, Wheadon wie, co jest esencją komiksów o mutantach z super-mocami, strzelającymi promieniami z różnych części ciała. Uszczuplając drużynę, skupia się na małej grupce najbardziej interesujących postaci. Świetnie prowadzi konflikt między wspomnianą Shadowcat, a Emmą Frost, pod jego piórem Cyclops wreszcie stał się przywódcą grupy z jajami, a nie płaskim harcerzykiem. Związkom w reszcie ekipy (Beast, Collossus, weteran Logan i nieopierzona Armor) nadają nową dynamikę. Papierowe zwykle postacie pod piórem Whaedona nabierają sporo charakteru i "mięsa". Autor z respektem wraca do szacownych murów Instytutu Xaviera, które przetrwały tylu super-łotrów, co scenarzystów, którzy, podobnie jak mutanci nie wierzący w pokojową koegzystencję z ludźmi, zostawili często tylko zgliszcza i ruiny. Dla wielu fanów x-serii "Astonishing X-Men" będzie komiksem, na który z wytęsknieniem czekali od wielu, długich lat, ale dla innych może okazać się jedynie kolejną, przeciętną rajtuzową nawalanką, może nieco lepiej narysowaną i sprawnie napisaną."AXM" jest klasycznym komiksem super-hero, w którym nie może braknąć klasycznych elementów sztandarowego x-komiksu. Będzie zatem spektakularny powrót poległego w boju herosa i ostateczne poświęcenie w dramatycznym finale, wątek nietolerancji ludzi wobec mutantów zostanie ponownie podniesiony, nie obejdzie się bez wielkiej rządowej intrygi i licznych gościnnych występów. Wszystko to już było dziesiątki razy, ale Wheadon na każdy z tych elementów ma jakiś pomysł, dzięki czemu fabuła ma przysłowiowe ręce i nogi. A podczas nieuniknionych scen okładania się promieniami z dupy, scenarzysta potrafi nieco rozluźnić atmosferę, zażartować z konwencji i mrugnąć okiem do czytelnika.
Nie można również przejść obojętnie wobec oprawy graficznej. Zdobywca nagrody Eisnera w 2006 roku, John Cassaday jest jednym z moich ulubionych mainstramowych rysowników. Jego styl jest prosty, pozbawiony niepotrzebnych ozdobników i detali, a przy tym bardzo realistyczny – stanowi w pewnym sensie anty-tezę kreski Jima Lee. Kobiety wreszcie wyglądają, jak kobiety (choć nieco gorzej rysownik radzi sobie z ich twarzami), a mężczyźni nie składają się wyłącznie z mięśni. Cassaday świetnie, w iście filmowy sposób prowadzi narrację – jego kadry są zdekompresowane, dynamiczne, a dzięki nim komiks "oddycha" i znakomicie się go czyta. No i te smakowite okładki!
Cóż więcej mogę dodać w ostatnim akapicie tego tekstu? Setnie się ubawiłem przy trzecim woluminie "Astonishing X-Men" autorstwa Jossa Wheadona i Johna Cassadaya. Przyznam, że czytając pierwsze tomy nie byłem zachwycony, ale kiedy po lekturze "Niepowstrzymanych" wracałem do pierwszych trejdów, w pełni doceniłem "Zadziwiających". Teraz przymierzam się do kontynuacji, do której Marvel zatrudnił samego Warrena Ellisa i Simona Bianchiego, która podobna tak dobra, jak jej poprzednik może nie jest, ale trzyma solidny poziom, wśród większości miernych x-serii.
2 x skomentowali:
Przybijam pionę.
Z "Astonishing" znam pierwszy trejd, reszta jest na liście do nadrobienia. Po dzisiejszym tekście wszystkie tomy poszły o kilka oczek w górę.
Od dawna mam ochotę na coś z X-menami. Jeszcze takie pytanie:
jak to jest z Ultimate X-Men? To co wydał u nas DK weszło mi gładziuchno, czytałem jeszcze tom o team upie Wolviego, Spideya i DareDevila, też fajny, ale głównie przez połączenie w jednej historii owych trzech bohaterów, bo x-menów za wiele tam nie było.
pozdro
X-Meni Whedona byli bardzo bardzo super. Kusiło mnie sprawdzenie jak dalej toczy się ta serial.
Prześlij komentarz