wtorek, 21 maja 2013

#1294 - Snapshot


Dzisiaj na naszych łamach debiutuje Paweł Szczygielski. Na stronę Pawła zwrócił mi uwagę Krzychu (za co z tego miejsca serdecznie dziękuje, a was zachęcam do sprawdzenia, czy kule są piękne), a od wymiany maili był już tylko krok od recenzji, którą zaraz przeczytacie. Pawle, witamy na Kolorowych!


Wydaje się niekiedy, że komiksowa mini-seria nie może mieć za sobą wyjątkowo długiej genezy. Często tego rodzaju wydawnicza formuła sprawia wrażenie złapania twórczego oddechu po  on-goingowej zadyszce. Z drugiej strony to rezerwuar pomysłów nigdzie wcześniej niewykorzystanych, które częściej powinny jednak zostać w szufladach niż trafić do drukarni.

W końcu mini-seria to także dobre miejsce na debiut – wystarczająco pojemne, żeby pokazać potencjał twórców i wystarczająco krótkie, żeby nie poczuć do nich żalu, jeśli jednak zmarnują temat. Snapshot, ukończona właśnie mini-seria znanego i dobrze rozpoznawalnego duetu Andy Diggle/Jock nie tylko wyłamuje się z powyższych schematów, ale po raz kolejny udowadnia, że krótkie historie to dobre historie. Sam komiks nie pojawił się znikąd, pierwsze pomysły na scenariusz trafiły na papier (jak twierdzi Diggle) już osiem lat temu z myślą o przeniesieniu na ekran, do czego nie po raz pierwszy przyznaje się ten scenarzysta. Po licznych perturbacjach i uporze Jock'a Snapshot, ostatecznie jako komiks, trafił do wydawnictwa Image, a na półki sklepów w lutym tego roku. Życie tej mini-serii jest wprawdzie krótkie, bo tylko czteroczęściowe, ale za to bardzo intensywne.

Historia głównego bohatera, pracownika comic shopu, zaczyna się od odkrycia – prozaicznego, ale niecodziennego zarazem. W końcu każdy z nas może znaleźć porzucony telefon komórkowy – na ulicy, w parku, gdziekolwiek pośród miejskiej struktury. Jake Dobson w drodze do pracy został tym szczęśliwcem. A przynajmniej tak mu się wydawało do momentu, kiedy jego ciekawość wzięła górę i ostatecznie przekonał się, co zawiera w owym telefonie folder ze zdjęciami – fotografie zwłok zamordowanego mężczyzny. Pech chciał, że właśnie wtedy ktoś na ten telefon zadzwonił, a Jake odebrał, ale w końcu od tego są przecież telefony... Odtąd nasz bohater staje się celem do zlikwidowania. Następuje więc lawina nieoczekiwanych zdarzeń, a wkrótce u boku Jake'a stanie także Callie, dziewczyna znacząco wplątana w całą intrygę. Powyższe nakreślenie wątku to właściwie jedynie zawiązanie akcji komiksu, zaledwie kilka jego początkowych stron. Być może o samej fabule dałoby się napisać coś więcej, oznaczałoby to jednak odebranie czytelnikowi całej zabawy jaką można czerpać z tego komiksu.

Snapshot swoją lekturą przypomina momentami jazdę rollercoasterem. Czysta akcja, napięcie, fabularne zwroty i cliffhangery to esencja tego komiksu – pod względem narracyjnym jest on więc bardzo skondensowany. Andy Diggle poszedł chyba na pisarskie zawody i na maksymalnie krótkiej przestrzeni wykorzystał zapewne wszystkie pomysły jakie tylko mogły być wykorzystane. Słowem – nie zmarnował pod tym względem ani jednej strony swojego scenariusza. Jak każą w podręcznikach, przypadkowy świadek morderstwa to niewygodny świadek, dlatego Jake będzie miał masę kłopotów, narracyjnie jednak dobrze pomyślanych.


W efekcie tego wszystkiego Snapshot jest modelowym przykładem thrillera, może nawet – pójdźmy dalej – conspiracy thrillera, ponieważ z biegiem akcji, kiedy mamy coraz więcej odkrytych kart okazuje się, że intryga jest piętrowa, a myśliwym nie jest tylko jedna osoba, ale cała instytucja. Jake wpadając w jej tryby nie ma szans na ucieczkę, a przynajmniej nie powinien mieć. I w ten sposób dochodzimy do miejsca gdzie scenariusz nazbyt jest wspaniałomyślny dla swoich bohaterów. Komiksowi nie brakuje świetnego szkieletu fabularnego, ale z pewnością brakuje mu niekiedy najzwyklejszego w świecie realizmu. Jake Dobson, który jest przecież tylko sprzedawcą i komiksowym geekiem, czasem zbyt łatwo wyzwala się z opresji, a dodatkowo biorąc pod uwagę jak łatwo wkrótce zacznie pociągać za spust, daje to wrażenie zbyt mocno naciąganej historii. Jak to jednak zwykle bywa w tego typu opowieściach, zbyt refleksyjne podejście do tematu może tylko zaszkodzić lekturze.

O wizualną oprawę tej opowieści zadbał Jock, któremu z pewnością nieobca jest praca z Andy'm Diggle – widać to i czuć w zetknięciu z rysunkami tej mini-serii. Na marginesie warto wspomnieć, że pomysłodawcą przeniesienia scenariusza Snapshot na komiksowe karty był właśnie Jock – dostrzegł potencjał opowieści tam gdzie jeszcze nie widział go Diggle. Jego intuicja okazała się bezbłędna. Artysta świetnie poczuł klimat scenariusza i oddał akcję komiksu tak, jak potrafi najlepiej. Genialnie odnajduje się w poszczególnych scenach, kiedy trzeba operuje wręcz wzorową dynamiką kadrów, natomiast jego kreska to z kolei dodatkowy sznyt całości – ten pozbawiony regularności, kanciasty, ale drobiazgowy styl dodaje komiksowi drapieżności, a czarno-biała i uboga w półtony estetyka dopełnia reszty. Ten komiks po prostu świetnie się ogląda, do samego końca.

Snapshot to także komiks w pewnym stopniu odnoszący się do aktualnych wydarzeń – zauważalnym elementem, zwłaszcza na ostatnich stronach mini-serii, jest atmosfera społecznego niezadowolenia obywateli z sytuacji politycznej i gospodarczej swojego kraju. Niezależnie od tego w którym punkcie fabuły się znajdujemy, na jej horyzoncie cały czas majaczy widmo ogólnej kontestacji i próby walki z zastanym porządkiem politycznym – miejscami przemycane do komiksu obrazy manifestacji i ulicznych zamieszek są wymownym tego przykładem. Z pewnością ma to odniesienie do obecnej doby globalnego kryzysu, gdzie masowe demonstracje na ulicach wielkich miast stają się coraz częściej codziennością. Snapshot, jak na komiks gatunkowy przystało, traktuje to zjawisko jedynie na zasadzie rekwizytu, a finansowy kryzys portretuje jako efekt pewnych celowych i potajemnych giełdowych manipulacji. Ze źródłami światowej recesji rozprawia się Diggle w sposób pop-kulturowy, bez cienia pretensjonalności.

Ostatecznie, przymykając oko na pewne drobne niedoskonałości o których wspominałem, Snapshot nadal pozostaje solidną rozrywką, a ta w żadnym wypadku nie jest pozbawiona swoich ambicji. Jeśli więc ktoś szuka sprawnie zrealizowanej, wolnej od kompleksów, elektryzującej fabuły z pewnością ją tutaj znajdzie. Twórcom wypada życzyć ponownej kooperacji – po lekturze ich najnowszego komiksu trudno nawet pomyśleć, że mogliby coś razem zepsuć.

poniedziałek, 20 maja 2013

#1293 - Komix-Express 184

Festiwal Komiksowa Warszawa dobiegł końca i tradycyjnie, już po oraz czwarty, Polskie Stowarzyszenie Komiksowe przyznało swoje doroczne nagrody dla wyróżniających się twórców i najlepszych komiksów na polskim rynku. W sumie nagradzano w pięciu kategoriach i z większością wyborów członków PSK nie sposób się nie zgodzić, choć pewnym zaskoczeniem jest uznanie Tomasza Samojlika za najlepszego scenarzystę. Drukiem zwykłym prezentujemy nominowanych w danej kategorii, a wyłuszczonym – zwycięzców. Ale oprócz tego mamy jeszcze innego zwycięzcę FKW, a jest nim Sebastian Skrobol, który został laureatem stypendialnego konkursu Sklepu Gildia.pl dla komiksowych debiutantów/debiutantek. Czekamy na album, bo to już czas najwyższy!

Najlepszy komiks polski:

"Rozmówki polsko-angielskie (Agata Wawryniuk - Kultura Gniewu) 
"Kzionz I" (Dominik Szcześniak, Marcin Rustecki - Ważka)
"Prosiacek X" (Krzysztof Owedyk - Kultura Gniewu)
"Polaków uczestnictwo w kulturze. Raport z badań 1996-2012" (Janek Koza - Centrala)

Najlepszy komiks zagraniczny:

"Zagubione dziewczęta" (Alan Moore, Melinda Gebbie - Mroja Press) 
"Goliat" (Tom Gauld - Centrala)
"Daytripper. Dzień po dniu" (Gabriel Ba, Fabio Moon - Mucha Comics)

Najlepszy scenarzysta:

Dominik Szcześniak
Janek Koza
Tomasz Samojlik

Najlepszy rysownik:

Marcin Rustecki
Mateusz Skutnik
Craig Thompson 

Najlepsza okładka:

Habibi (Craig Thompson - Timof Comics)
Kiki z Montparnasse'u (Catel - Kultura Gniewu)
Long John Silver 2: Neptun (Mathieu Lauffray - Taurus Media)

Maciej Sieńczyk nominowany do Nagrody Nike - w kontekście "wychodzenia z getta" czy innego nobilitowania sztuki komiksowej w kulturalnym światku to z pewnością najważniejsza wiadomość ostatnich kilku miesięcy. Sieńczyk został doceniony przez jury za swój ostatni album, czyli "Przygody na bezludnej wyspie", które są pierwszym komiksem, który doczekał się takiego wyróżnienia. Wątpię, żeby Sieńczyk okazał się lepszy od swoich literackich konkurentów, ale dostrzeżenie komiksu w takim kontekście to duża sprawa. Nawet, jeśli pod uwagę weźmiemy zastrzeżenia, które słusznie czyni Sebastian Frąckiewicz, pisząc, że doceniono nie tyle komiks, jako taki, co konkretnego, bardzo wyjątkowego twórcę, będącego ewenementem w polskiej kulturze.

Bardzo ciekawie zapowiada się  nowa wystawa, której kuratorem będzie Kuba Woynarowski. W krakowskiej Galerii Zderzak, od soboty 8 czerwca pokazywane będą prace w ramach ekspozycji "Katalog wypadków. Sztuka współczesna w polskim komiksie." Wystawę będzie można oglądać do 15 sierpnia. Zapraszamy na ulicę Floriańską 3. 

Komiks – medium do niedawna marginalizowane przez instytucje kultury i artworld - odważnie wkracza w przestrzenie galeryjne. W związku z rosnącym zainteresowaniem tą formą narracji ze strony polskich instytucji sztuki nasuwa się pytanie, w jaki sposób współczesny artworld odbierany jest przez samych twórców opowieści graficznych, którzy zdołali wytworzyć własny, niezależny obieg wydawniczo-wystawienniczy.

Projekt „Katalog wypadków” stanowi próbę prezentacji krótkich form komiksowych, mniej lub bardziej bezpośrednio opowiadających o najnowszej historii sztuki, zarówno w jej lokalnym, jak i globalnym wymiarze. Wystawa kontynuuje tym samym tradycję komiksowych komentarzy do życia sceny artystycznej, w światowej sztuce kultywowaną m. in. przez Dana Perjovschi’ego i Adama Danta, a w Polsce – przez Wilhelma Sasnala, Marcina Maciejowskiego (komiks towarzyszył już jego debiutanckiej wystawie w Zderzaku pt. „Sport i pielęgnacja”, 2000), czy Polę Dwurnik.

Do udziału w wystawie zaproszono dwudziestu dwóch polskich scenarzystów/scenarzystek i rysowników/rysowniczek komiksowych, funkcjonujących nieraz na pograniczu wielu rozmaitych środowisk: artystycznego, literackiego, komiksowego, designerskiego, dziennikarskiego. Dzięki temu będzie okazja do zaprezentowania różnorodności stylów i postaw charakterystycznych dla tej grupy twórców.

Zgromadzone na wystawie komiksy poruszają różnorodną tematykę (od środowiskowych anegdot po ogólne refleksje natury filozoficznej), w oparciu o szeroki wachlarz konwencji narracyjnych (dokument, wywiad-ankieta, scenka rodzajowa, portret psychologiczny, groteskowa przypowieść, współczesna baśń, satyra). Klamrą, spinającą rozbudowaną narrację tego symbolicznego „katalogu”, jest kuratorski komiks, pojawiający się w miejsce klasycznego tekstu informacyjnego.

Uczestnicy: Bolesław Chromry, Krzysztof Gawronkiewicz, Renata Gąsiorowska, Justyna Gryglewicz, Daniel Gutowski, Tymek Jezierski, Alex Kłoś, Janek Koza, Tomasz Kwaśniewski, Mariusz Libel, Patryk Mogilnicki, MiCa, Agnieszka Piksa, Monika Powalisz, Michał Rzecznik, Helena Siemińska, Victor Soma, Michał „Śledziu” Śledziński, Jacek Świdziński, Mikołaj Tkacz, Przemysław „Trust” Truściński, Dennis Wojda


Swoją premierę miał album "Romowe" Sławomira Zajączkowskiego (scenariusz) i Huberta Czajkowskiego (rysunek), który jest pierwszym tomem serii fantasy "Lux in tenebris". Komiks ukazał się nakładem wydawnictwa Unzipped Fly Publishing, liczy sobie 60 czarno-białych stron, a kosztuje 30 złotych. Tak wygląda jego opis:

Pierwsza połowa XI wieku - najmroczniejszy i zarazem najbardziej tajemniczy okres w dziejach początków Państwa Polskiego. Dynastia Piastów traci tron, a jego dziedzic, młody książę Kazimierz zostaje wygnany z kraju. Kraj pogrąża się w chaosie, wpływowe rody walczą o władzę, a ludzie zaczynają wracać do dawnych pogańskich wierzeń. Ostateczny cios państwu Polan zadają hordy czeskiego władcy Brzetysława - najeżdżając kraj od południa, mordują, palą i grabią. Leśne trakty wypełniają uciekinierzy ze spalonych grodów... Jedynym miejscem, które wydaje się być w tym czasie bezpieczne, jest Mazowsze - kraina rządzona silną ręką komesa Miecława, dawnego sojusznika Piastów.

Z katedry w Gnieźnie Brzetysław wywozi wojenne łupy załadowane na sto wozów. Między nimi znajdą się najcenniejsze dla całego chrześcijańskiego świata relikwie: olbrzymi złoty krzyż, ciała pięciu męczenników, a przede wszystkim sarkofag ze szczątkami Świętego Wojciecha. Czy jednak na pewno? Wieść niesie, że zapobiegliwi mnisi, gdy Brzetysław zbliżał się do Gniezna, zdołali wykraść głowę Świętego. Miała zostać przewieziona na Mazowsze - by ukryć ją u panującego tam Miecława.

Kazimierz przebywający na wygnaniu w Niemczech nie przestaje myśleć o powrocie do kraju. Chce odzyskać tron i połączyć na powrót rozbity chrześcijański kraj. Wierzy, że warunkiem połączenia jest odszukanie Głowy Świętego. Dlatego wysyła na Mazowsze z tajną misją rycerza Wojmira i mnicha Jakusza. Mają oni odszukać relikwię. Pierwsze kroki, Wojmir i Jakusz kierują do leżącego na granicy z Prusami grodu Suły. Suła, to stary kompan Wojmira, jeszcze z czasów wspólnych wypraw wojennych pod wodzą Chrobrego.

W pogoni za relikwią, los rzuci naszych bohaterów w najdziksze ostępy pogańskich Prus, do serca tajemniczego świętego gaju - Romowe. Czy naszym bohaterom uda się wypełnić powierzoną misję?


Wydawnictwo Komiksowe przedstawiło swoje dalekosiężne (barzo - aż do stycznia 2015 roku!) plany. I już wiadomo, kto wyda integralną edycję "Kota Rabina". A oprócz tego - Seth, Stassen, Pekar, Tardi, Dufaux. Zacny zestaw!


Bezpośrednie następstwa "Age of Ultron" mają zostać zaprezentowane na łamach czteroczęściowej mini-serii "Hunger" pisanej przez Joshuę Hale Fialkova z rysunkami Leonarda Kirka. Zaczęto spekulować, że może ona dotyczyć Galactusa, który słynie z tytułowego głodu. Axel Alonso wprost nie zapowiada, że tak właśnie będzie, ale mówi, że będzie to opowieść, która odpowie na te pytania, które pozostawi ostatni, wielki event Bendisa. Czy da się przywrócić Ziemię 616 do stanu sprzed inwazji Ultrona? I jaki będzie tego koszt? Redaktor naczelny Domu Pomysłów podkreśla, że to co oglądamy na łamach "AoU" nie dzieje się w żadnej alternatywnej rzeczywistości, to nie kolejne "Age of Apocalypse" - konsekwencje dotyczą "naszje" lini czasoprzestrzennej. Trudno jednak mi uwierzyć w to, że nie skończy się zwykle na odkręcaniu całego tego bajzlu za pomocą jakiegoś deus ex machina. Jak to w Marvelu bywa...

czwartek, 16 maja 2013

#1292 - Komiksowa Warszawa według Sztybora i Nowackiego

Na pokładach wielu pociągów i autobusów zmierzających obecnie w kierunku stolicy znajdziemy fanów komiksu i powieści graficznej. Można się domyślać, iż w torbach mają już zakreślony neonowym mazakiem, program Festiwalu Komiksowej Warszawy, a w telefonie wbitą mapkę ze Stadionem Narodowym, jako punktem docelowym. W czwartek o 12.00 oficjalnie otwierają się Warszawskie Targi Książki, a wraz z nimi możliwości spotkań z komiksowymi autorami, obejrzenia wystaw, uczestnictwa w wykładach i panelach dyskusyjnych. I tak, jak okolice Alei Poniatowskiego z pewnością będą przyjazne komiksiarzom, tak w innych rejonach łatwo o zgubę. Ratunkiem niech będzie podręczny i subiektywny przewodnik po stołecznych miejscach przyjaznych komiksowi, autorstwa Bartosza Sztybora i Piotra Nowackiego.

Po pierwsze, nie bójcie się podróżować warszawskim metrem. -Od poniedziałku do piątku spędzam w wagonach metra około 50 minut dziennie. Słucham muzyki, czytam książki, komiksy, obserwuję ludzi. Metro jest w porządku, chociaż działa też lekko depresyjnie z powodu braku normalnych widoków za oknami.- mówi Piotr Nowacki.

Po drugie, nie zapomnijcie o rozrywce. W tej kwestii radzimy polegać na zdaniu Bartosza Sztybora, który podpowiada: Plac Zbawiciela. Nie taki smutny, jak w filmie Krzysztofa Krauzego. Raczej pełen pozytywnej energii i twórczych rozmów, które często zapomina się - z wiadomych przyczyn - na drugi dzień. Cała masa różnych ludzi sprawia, że Plac Zbawiciela (a dokładniej knajpy Plan B i Warszawska) jest ogromną kopalnią pomysłów. Podsłuchane tu rozmowy i zaobserwowane sytuacje często trafiają później do moich scenariuszy. Tutaj też zazwyczaj z kolegami komiksiarzami odpoczywamy i witamy wiosnę. A witamy ją wielokrotnie...

To jednak nie koniec. W ciągu weekendu powinniście również zahaczyć o Beirut i Kraken. Dwie knajpy na ulicy Poznańskiej 12. Świetne jedzenie, bardzo dobre piwa i przede wszystkim sami przyjaciele za barem. To tutaj spotykamy się w większym gronie z innymi twórcami komiksów, by porozmawiać tak o kolejnych projektach, jak i wszystkim innym, czyli po prostu o życiu. Czasami spotykamy się tutaj o 12 w południe i siedzimy (czasami prawie leżymy) do samego końca, by na drugi dzień znowu tu wpaść kilka minut po otwarciu. Kilka takich wypadów było przyczyną, że niektóre komiksowe premiery w tym kraju uległy opóźnieniu, ale o wiele więcej tego typu spotkań sprawiło, że narodziły się kolejne projekty i współprace. – kontynuuje Bartosz Sztybor.

Gdzie jeszcze komiksiarze czują się jak ryby w wodzie? Odpowiedź brzmi: u siebie. Moje mieszkanie na Bielanach. A dokładnie sypialnia, przez domowników nazywana pokojem taty, czyli moim. Tu powstają rysunki plansze, bazgroły. Tu na półkach zalegają sterty komiksów. Tu też oglądam często kreskówki z moim synkiem, z których często czerpię inspirację. No i śpię, wiadomo.- mówi Piotr Nowacki.

Wiadomo również, iż autora można często zastać w mieszkaniu Bartosza Sztybora w Śródmieściu. Oficjalna nazwa - Studio Studnia. W tym klimatycznym miejscu najczęściej spotykamy się i omawiamy skończone i planowane projekty. Do klimatycznej kawalerki w starej kamienicy co chwilę wpadają jacyś mniej lub bardziej komiksowi przyjaciele, znajomi, a czasem nawet psy. Stąd też jest blisko na ulicę Poznańską, gdzie w fajnych knajpach lubimy napić się piwa albo wódki. Albo piwa i wódki.

Wersję tę potwierdza sam Bartosz Sztybor: Moje mieszkanie na Alejach Jerozolimskich. Bardzo ciemne - bo nie dochodzi tu światło słoneczne - ale i bardzo klimatyczne. Wcześniej mieszkał tu Jakub Rebelka, później jego miejsce zająłem ja, a w międzyczasie dołączył do mnie na pół roku Michał Śledziński. Nie ma tygodnia, a zdarzało się, że nie było i dnia, żeby nie przyszedł tutaj jakiś komiksiarz (często w obstawie kilku innych twórców). By porozmawiać, pośmiać się, napić, a i często - pod wpływem tego picia - zanocować. To tutaj piszę swoje scenariusze, tutaj też wpadłem na pomysł i napisałem "It's Not About That", które - także tutaj - omawiałem z Piotrem Nowackim. I w końcu to tutaj miało miejsce pierwsze (a później drugie i trzecie) oblewanie wyżej wymienionego komiksu. – wspomina właściciel.

środa, 15 maja 2013

#1291 - Alfabet z dymkiem: C (część pierwsza)

Kolejna odsłona alfabetu z dymkiem, czyli hasłowy i alfabetyczny wybór najważniejszych moim zdaniem autorów, tytułów, zjawisk związanych z komiksem polskim i światowym. Ot, taki poradnik, żeby móc błysnąć w towarzystwie, od niechcenia rzucić nazwiskiem podczas rodzinnego zjazdu, zaskoczyć dyrektora/kę i zdobyć fundusze na zakup komiksowych nowości do biblioteki, a może i samemu się czegoś dowiedzieć.

Gdy wybierałem hasła do tego odcinka, zebrało się ich tak wiele, że zdecydowałem się podzielić literkę C na dwie części. Ciąg dalszy za tydzień.

Calvin i Hobbes - komiks o przygodach sześcioletniego Calvina i jego najlepszego przyjaciela, pluszowego tygrysa Hobbesa (ich imiona pochodzą od Jana Kalwina i Thomasa Hobbesa). Hobbes ożywa wyłącznie w wyobraźni Calvina, w której chłopiec spędza zresztą większość czasu. Śmieszy, bawi, smuci. Świetny dla dzieci. Pierwotnie ukazywał się w postaci pasków w gazetach, w Polsce wydawany w formie albumów. Niegdyś ukazywał się także pod "Kelvin i Celsjusz". Uznawany za arcydzieło komiksu prasowego i często stawiany obok kultowych "Fistaszków". Twórcą przygód chłopca i pluszowego tygrysa jest Bill Watterson. Paski online (w języku angielskim) można obejrzeć np. :: tutaj ::

calvin-and-hobbes
:: stąd ::

Cat Shit One - manga autorstwa Motofumiego Kobayashiego opowiadająca o dziejach oddziału SOG. Akcja dzieje się w Wietnamie, podczas wojny amerykańsko-wietnamskiej. Kobayashi zastosował ten sam zabieg, z którym spotkaliśmy się w "Maus" Arta Spiegelmana. Bohaterowie przedstawieni są jako zwierzęta (różne narodowości jako inne zwierzę, np. Amerykanie to króliki, Chińczycy - pandy, Wietnamczycy - koty itd.). Świetny dla nastolatków zainteresowanych historią. W przystępny sposób manga ta opowiada o dziejach jednego z najważniejszych konfliktów drugiej połowy XX w., wojny, która odmieniła przecież oblicze USA.

CatShitOne

Mike Carey - jeden z najbardziej znanych brytyjskich twórców komiksowych. Urodzony w 1959 roku Carey jest twórcą wydawanej również w Polsce i nominowanej do Nagrody Eisnera serii Lucyfer. Tworzył także historie w seriach Fantastyczna CzwórkaHellblazer oraz X-Men Legacy. Ciekawostką jest, że zanim zaczął rysować komiksy przez 15 lat pracował jako nauczyciel... Ciekawe, ile w jego późniejszych pracach jest traumy wyniesionej z pracy w szkole...

Mike_Carey
:: stąd ::

Carnage - arcyłotr, superprzeciwnik Spider-Mana. Powstał w wyniku połączenia czerwonego symbiotu (takie coś z kosmosu, w ostatnich filmach o Człowieku Pająku pojawił się czarny symbiot) z seryjnym mordercą, Cletusem Kasadym. Przyznaję, że zarówno Carnage, jak i Venom (ten od czarnego symbiotu) budzą grozę. Przynajmniej we mnie. Jest w nich coś dzikiego, nieokiełznanego, potwornego. A z pewnością wyrazistego.

Carnage-marvel
:: Spider-Man w towarzystwie dżentelmenów - po lewej waść Carnage, po prawej imć Venom; il.  stąd ::

Catwoman - superbohaterka, początkowo przeciwniczka Batmana, z czasem stała się jego sojuszniczką w walce ze złem w Gotham City. Jej postać stworzyli Bob Kane i Bill Finger. Wielokrotnie pojawia się także w filmach o Człowieku Nietoperzu. Za rolę Kobiety Kota Hale Berry otrzymała Złotą Malinę. Podobnie jak Wonder Woman Catwoman poddawana jest analizie w gender studies.

Catwoman_0007:: stąd ::

Giorgio Cavazzano - obecnie jeden z najważniejszych rysowników komiksów o Donaldzie i Myszce Miki. Zdecydowałem się go zamieścić, bo gdy padają nazwy serii Kaczogród, Myszogród, Gigant itd., pierwszym naszym skojarzeniem jest (i słusznie) Walt Disney. Twórca potęgi amerykańskiej animacji nie żyje jednak od ponad czterdziestu lat i dobrze jest znać nazwiska wybitnych osób, które kontynuują jego dzieło. A kimś takim bez wątpienia jest rysownik o włoskich korzeniach.

Cavazzano1 
:: stąd ::

Centrala  - wahałem się, czy zamieszczać informacje o obecnie działających polskich oficynach. Skoro jednak pisze z myślą o bibliotekarzach, to warto, by znali nazwy wydawnictw komiksowych. Pierwsza - Centrala, poznańskie wydawnictwo, działające od kilku lat na rynku. Publikuje przede wszystkim komiksy z Europy Środkowo-Wschodniej. Początkowo oficyna skupiona na tytułach poruszających problemy społeczne i historyczne (Alois Nebel, We Włoszech wszyscy są mężczyznami, Stuck Rubber Baby), obecnie poszerza ofertę o komiksy mocno alternatywne, niszowe (np. komiksy grupy Maszin) oraz komiksy dla dzieci (seria Centralka). Organizator Międzynarodowego Festiwalu Kultury Komiksowej Ligatura. Często współpracuje z Biblioteką Uniwersytecką na niwie wystawienniczej, wydawniczej oraz popularyzatorskiej.
Centrala 
:: stąd ::

Charlie Brown - kto go nie zna, ręka w górę! Naprawdę nie znacie Charliego Browna?! Jeden z najsłynniejszych bohaterów komiksu prasowego. Stworzone przez Charlesa Schulza "Fistaszki" to klasyka klasyki i absolutny kanon kultury Zachodu. Choć "Fistaszki" kojarzą się najczęściej z psem Snoopym albo ptaszkiem Woodstockiem, to właśnie Charlie Brown jest głównym bohaterem zabawnych, a jednocześnie często gorzkich opowieści. Absolutnie genialny cykl, obecnie wydawny przez Naszą Księgarnię (w przekładzie Michała Rusinka, pierwszego sekretarza Wisławy Szymborskiej). O "Fistaszkach" i Charliem Brownie pisał m.in. Umberto Eco.

charlie_brown-1366x768 
:: stąd ::

Chip i Dale - ha! Zaskoczeni? Tak, tak. Znani z telewizyjnych kreskówek, Chip i Dale, czyli dwie wiewiórki (a właściwie pręgowce amerykańskie), będące utrapieniem Kaczora Donalda, są także bohaterami komiksów o Kaczo- i Myszogrodzie. Narodziły się w 1943 roku, i zadebiutowały w filmie Private Pluto. Ta data nie jest pomyłką. Gdy w Europie trwał koszmar drugiej wojny, w USA powstawały kreskówki w studiu Disneya. Świetnie o tym (najwięcej o Królewnie Śnieżce) pisze Lidia Ostałowska w Farbach wodnych.
Chip_5_WP 
:: stąd ::

Henryk Jerzy Chmielewski vel Papcio Chmiel  - geniusz polskiego komiksu dla dzieci, twórca najsłynniejszej chyba harcerskiej trójcy w Polsce, czyli Tytusa, Romka i A'Tomka. Tak naprawdę nie wiem, co jeszcze mogę dodać. Może tyle, że skorzystam z okazji i podziękuję Papciowi za śmiech mojego syna, za mój śmiech w dzieciństwie, za Wtem!, za Pif-Paf City, za kopalnię zegarków, za slajdolot, wannolot, żelazkolot, za Rozalię, za profesora T'Alenta i jego myszki i za wszystkie tomy, które bawiąc, uczyły. Niech nigdy nie staną się lekturą w szkole, będąc jednocześnie w każdej bibliotece szkolnej. Papcio Chmiel stworzył wyrazisty element współczesnej kultury popularnej. I za to niech będą mu dzięki.

Henryk_Jerzy_Chmielewski 
:: stąd ::

Aneks

AQQ - jak mogłem zapomnieć... Słusznie mi to wytknięto w komentarzach - poznańskie AQQ musi być. Najważniejszy periodyk komiksowy lat dziewięćdziesiątych XX w. W założonym i prowadzonym przez Witolda Tkaczyka magazynie publikowali zarówno twórcy ówczesnej sceny komiksowej, jak również publicyści, fani oraz znawcy tematu, którzy pisać nie mieli za bardzo gdzie (przesadzam, wiem, ale jednak...). W epoce transformacji takie inicjatywy podtrzymały polski komiks przy życiu i stworzyły podwaliny pod to, z czym mamy możliwość obcować w pierwszych dwóch dekadach XXI w. Gdyby nie AQQ polska scena komiksowa z pewnością wyglądałaby zupełnie inaczej. Zapewne o wiele gorzej. Obecnie AQQ funkcjonuje już wyłącznie jako magazyn online.

aqq23 
:: stąd ::

Belgia - kolejne poważne przeoczenie. Belgia komiksem i frytkami stoi. I wcale się tego nie wstydzi. Wydaje na świat coraz to nowych wybitnych twórców, zaś innych, jak nasz Grzegorz Rosiński, przyjmuje pod swój dach. I daje pieniądze na budowę i utrzymanie niezwykłego Centre Belge de la Bande Dessinée. A przypomnę tylko, że Belgia jest dziesięć razy mniejsza od Polski i ma trzy razy mniej mieszkańców. A jednak znalazło się i miejsce i pieniądze na stworzenie Centrum Komiksu, uważanego za dobro narodowe, którym należy się chwalić (i czerpać z niego profity).

Centre_Bande_Dessinee
:: stąd ::

Wilhelm Busch - jeden z najważniejszych ilustratorów, karykaturzystów niemieckich, uznawany za prekursora komiksu. Twórca wielu satyrycznych historii obrazkowych (skomponowanych jak nasz Koziołek Matołek, czyli rysunek a pod nim krótki tekst). Doczekał się zarówno swojego muzeum, jak i nagrody swego imienia. Najsłynniejszymi stworzonymi przez niego postaciami są Max i Moritz.

busch.0300 
:: stąd ::
C.d.n.

wtorek, 14 maja 2013

#1290 - Emigracja

Wydawnictwo Widnokrąg to kolejna mała oficyna, która zwróciła moją uwagę, gdyż ma w swojej skromnej ofercie interesujące książki obrazkowe dla dzieci. Takie, w których narracja wizualna odgrywa główną rolę, a nawet nadrzędną, jak to ma miejsce w wypadku publikacji pt. „Czarna książka kolorów” autorstwa Menena Cottin (tekst) i Rosana Faría (ilustracje). Jednakże zamierzam napisać kilka zdań o innej książęce. Dokładnie o „Emigracji”, do której tekst napisał meksykański pisarz José Manuel Mateo, natomiast ilustracje (a właściwie jedną, ogromną ilustrację) przygotował artysta Javier Martinez Pedro.

Jest to książka nieszablonowa. Samo słowo książka niezbyt pasuje do tej publikacji, ponieważ nie mamy do czynienia z „przedmiotem do kartkowania”, prędzej z prospektem czy poskładanym plakatem. Okładka wykonana została z dwóch, bardzo grubych kartonowych płacht w czarnym kolorze. Na tylnej wytłoczono logo wydawnictwa, natomiast na przedniej we wtłoczeniu wklejono ilustrację przedstawiającą jadący pociąg, do którego próbują wsiąść ludzie, przeważnie mężczyźni. Aby książka się sama nie otworzyła, jest zasznurowana czarną tasiemką.

Wewnątrz, po rozwiązaniu kokardki, uniesieniu górnej okładki, znajdziemy ponad metr papieru w jednym kawałku, który został złożony w harmonijkę. Książka ukazuje swoje bogactwo za każdym kolejnym przewróceniem, przekartkowaniem zagięcia papieru. Opowieść rozwija się analogicznie: po przekartkowaniu (do góry!) stron, na jednym panelu, a jest ich łącznie dziewięć, mamy fragment/segment historii. Oczywiście można czytać książkę także inaczej, nie bawić się w przewracanie kartek, tylko od razu na podłodze lub na dużym stole rozłożyć całość.

Fenomen tej publikacji polega na tym, że można ją czytać na kilka różnych sposobów, zaręczam, każdy z nich będzie fascynujący. Można zignorować ilustrację i przeczytać jedynie tekst José Manuela Mateo. Wówczas poznamy historię chłopca, nie wymienionego z imienia, którego życie dzieli się na trzy etapy. Czas szczęścia, gdy żył z całą rodziną w swojej wiosce, tam ojciec uprawiał ziemię, a on biegał po polu oraz bawił się z siostrą w chowanego, a pies imieniem Gazul zdradził miejsce, w którym się ukrył. Następnie przyszedł czas trwogi, gdy ojciec wyjechał, a on wraz z siostrą i mamą, są zmuszeni opuścić rodzinną wioskę i wyruszyć w ślad za zaginionym ojcem; nie jest to podróż dla przyjemności. Ostatnia faza to okres niepewności, gdy już przybywają do nowego, dużego miasta, gdzie wszystko jest nieznane, a nadzieje na lepsze życie jest nikła.

Możemy także czytać małe fragmenty tekstu i następnie na zatłoczonym obrazie wyszukiwać odpowiadające im sytuacje. Mała podpowiedź, dzięki której w gąszczu postaci można odnaleźć głównego bohatera, ma na głowie czapkę z daszkiem. Warto w tym miejscu wspomnieć, że rysunek Javiera Martineza Pedro pełen jest szczegółów, o których nie ma mowy w tekście, albo które są jedynie zasugerowane przez narratora.

Można także zbudować (opowiedzieć) swoją historię. Pomijając wydrukowane zdania, dobudować alternatywne opowieści o innych bohaterach lub pozwolić głównemu bohaterowi przeżyć więcej przygód niż tylko te opisane w tekście. Takiemu odczytaniu ilustracji sprzyja także nielinearne prowadzanie narracji wizualnej na panelach.

Jest coś ludowego w rysunkach postaci: rzadko ukazane są frontalnie (en face), zwykle głowa z profilu, a ciało w półobrocie, dodatkowo zaburzone są proporcje ciała, głowa jest za duża a ręce za długie i często uniesione. Dodatkowo obraz Javiera Martineza Pedro ma w sobie coś ze sztuki naiwnej czy też ze średniowiecznych kodeksów. Efekt ten artysta uzyskał poprzez mnogość szczegółów, na każdym centymetrze jest coś narysowane. A także przez fantazyjne przedstawienie roślinności i zwierząt (konie stojące w zagrodzie bardziej przypominają jednorożce a świnie, jaszczurki i psy są jakby żywcem wyjęte z „Bestiariusza z Rochester").

Książka „Emigracja” zdobyła nagrodę New Horizons Award na Targach Książki Dziecięcej w Bolonii w 2012 r. Dlatego nie należy zapominać, że przeznaczona jest dla dzieci. Jednakże mam wrażenie, że aby dziecko w pełni zrozumiało sens opowieści, musi być ona czytana z dorosłym, który będzie pełnił rolę przewodnika i tłumacza. Nie jest to książka łatwa i przyjemna, ze względu na temat, jednakże autorzy zadbali, aby historia nie była traumatyczna, jej odbiór jest możliwy dzięki wczuciu się w rolę narratora.

poniedziałek, 13 maja 2013

#1289 - Trans-Atlantyk 207

"Iron-Man 3" drugi tydzień okupuje szczyty kinowych box-office`ów. Obraz Shane`a Blacka w samych Stanach Zjednoczonych zarobił już 284.9 miliona dolarów. Razem z wpływami ze światowych kin, które wynoszą około 664.1 milionów, brakuje mu jeszcze kilku biletów do okrągłego miliarda zielonych dochodu. To drugi najbardziej kasowy film Marvel Studios i ma szanse pobić rekord należący do "Avengers" (kinowi Mściciele zarobili półtora miliarda). I w normalnych warunkach Disney/Marvel już dawno zapowiedzieli by sequel, ale kwestia kontynuacji wydaje się mocno skomplikowana. Przede wszystkim kalendarz filmowy Domu Pomysłów jest mocno zapchany. Właściwie do 2015 roku nie ma gdzie wcisnąć nowego Blaszaka. W Fazie Drugiej czekają nas "Thor: Dark World", "Captain America: Winter Solider", "Guardians of the Galaxy" i "Avengers 2", a potem swoją szansę dostaną "Ant-Man" i "Dr. Strange" (będący już częścią kolejnego marvelowskiego uderzenia). Jednak to nie filmowy harmonogram, ale kontrakt Roberta Downey`a Jra jest prawdziwym problemem. Jeśli wierzyć najnowszym doniesieniom gwiazdorska gaża filmowego Tony`ego Starka to kość niezgody w negocjacjach pomiędzy agentami aktorami, a Marvelem. Rzecz nie idzie już o "Iron-Mana 4", pal go sześć, ale o "Avengers 2". Przypuszczam, że właśnie teraz aferta musi znaleźć jakiś finał, aby Joss Whedon pracujący nad skryptem wiedział czy będzie pracował z Downey`em czy nie.

Rynek komiksowy w USA słynie z absolutnie niedorzecznych interwymiarowych i międzywydawniczych crossoverów. To piękna tradycja, którą zdaje się kontynuować DC Comics. Na lipiec zaplanowano spotkanie bohaterów New 52 z He-Manem i Władcami Wszechświata (o ile tak można spolszczyć termin Masters of the Universe). W sześcioczęściowej mini-serii pisanej przez Keitha Giffena z rysunkami Dextera Soy`a zobaczymy kto silniejszy. Historia ma skupiać się na Szkieletorze, który upokorzony kolejną klęską zadaną mu przez He-Mana udaje się na Ziemię. Oczywiście, tą z uniwersum DC. Obrońca Eternii rusza w pościg za swoim odwiecznym nemesis, który chce uczynić z Ziemią to, czego nie udało się w przypadku jego rodzinnej planety.

O ile transfery autorów w obrębie poszczególnych oficyn to nic szczególnego, o tyle przenosiny postaci z jednego wydawnictwa do drugiego należą raczej do rzadkości. Tym bardziej zaskakująca musi być informacja o pojawieniu się Angeli w uniwersum Marvela. To postać, która zadebiutowała w dziewiątym numerze „Spawna”, do którego scenariusz napisał Neil Gaiman. To właśnie on wymyślił tę bohaterkę, choć Todd McFarlane długo upierał się, że należy do niego i do uniwersum Spawna. Angela był przedmiotem trwającej 10 lat prawnej batalii, w wyniku której pełnia praw do tej postaci pozostała w rękach ojca „Sandmana”. I teraz ma pojawić się w barwach Domu Pomysłów, a co ważniejsze wraz z nią pojawi się sam Gaiman! Ma on pomóc Brianowi M. Bendisowi w pracy nad finałowym numerem „Age of Ultron”, w którym ma zadebiutować Angela. Czyby miało to być przygotowanie gruntu pod powrót Marvelmana?

Marvel zdradza coraz więcej z fabuły „Infinity”. Wiadomo, że całość zamknie się w sześciu częściach i wystartuje w lipcu. Cała historia ma organicznie wiązać się z tym, co dzieje się (lub będzie się działo) na łamach „Avengers”, „New Avengers”, „Thanos Rising”, „Guardians of the Galaxy”. Axel Alonso zapewnia, że jeszcze żaden inny event nie miał takiej skali, jak „Infinity”. Po raz pierwszy tak mocno zostanie wyeksponowana rola związków Ziemi z resztą resztą kosmosu Marvela. Natomiast Jonathan Hickman podkreśla jak dużą rolę w evencie odegra Black Bolt i Inhumans. „To świetnie postacie - zobaczycie dlaczego” - dodaje scenarzysta. Jeśli idzie o samą treść eventu Marvel w serii teaserów prezentował generałów i pułkowników Thanosa, z którymi Szalony Tytan rusza na wojnę z ziemskimi herosami. Oprócz wspomnianych Skrullów będą to powiązanie z organizacją Black Order istoty wymyślone specjalnie na potrzeby „Infinity”. Złowieszczy porucznik Corvus Glaive, psychopatyczna Supergiant, okrutna Proxima Midnight, potężny Black Dwarf i odpowiadający za wojnę psychologiczną Ebony Maw mają pomóc Thanosowi w zwycięstwie. Pod względem designu przypominają nieco to, co widzieliśmy już na łamach „Avengers”.

Stacja ABC zakontraktowała serial "The Agents of S.H.I.E.L.D." na pierwszy sezon - ta informacja wciąż pozostaje nieoficjalna, ale wszystko wskazuje na to, że w tej kwestii nic się już nie zmieni. Do sieci zdążyły już wyciec filmik przedstawiające Hulka. Oficjalną zapowiedzią nowej produkcji był trzydziestosekundowy teaser, który został pokazany po finałowym odcinku "Once Upon a Time". W serialu pierwsze skrzypce ma grać agent Phil Coulson, który zbiera małą grupkę agentów, mających podejmować się najtrudniejszych misji na całym globie, szczególną uwagę poświęcając temu, co niezwykłe i przekraczające kompetencje policji, wojska i rządowych innych agencji. W skład zespołu wejdą agent Grant Ward (Brett Dalton), znawczyni sztuk walki i wyśmienita pilotka Melinda May (Ming-Na Wen), błyskotliwy inżynier Leo Fitz (Iain De Caestecker) oraz Jemma Simmons (Elizabeth Henstridge), będąca genialną bio-chemiczką. Śmierdzi to trochę "N.C.I.S.", ale poczekajmy choćby na pilot.