wtorek, 7 lutego 2012

#963 - Mistrz i czarownice: Alejandro Jodorowsky

W naszym kraju Alejandro Jodorowsky znany jest przede wszystkim jako eksperymentalny filmowiec związany z kinem magicznym i klasyk komiksu europejskiego. Jego związki z teatrem odchodzą na dalszy plan. Oprócz garstki oddanych miłośników mało kto zdaje sobie też sprawę, że w innych krajach ma status badacza historii tarota, terapeuty i w końcu mistrza duchowego blisko związanego z buddyzmem. Najnowsza publikacja z katalogu Okultury umożliwia nam wejrzenie właśnie w tę część jego życia.

Sugerując się notkami wydawcy podchodziłem do książki myśląc, że będę obcował z quasi-biografią. Sądziłem, że dowiem się dużo o rzeczach, które działy się np. na planie filmowym, czy w bogatym życiu prywatnym autora. Okazuje się jednak, że nie do końca jest to książka o Jodorowskim. Raczej o jego drodze duchowej związanej z praktykowaniem buddyzmu i ludziach, których na niej spotykał. Narracja, uchwycenie myśli w ramy powieści, wspomnień, staje się tu dla Jodorowskiego pretekstem do przybliżenia czytelnikowi koanów - związanych z zen paradoksalnych pytań, mających ukazywać słabość racjonalnego myślenia, które według zwolenników tej szkoły buddyzmu przeszkadza człowiekowi w osiągnięciu oświecenia. Znajdziemy tu jednak też inne nurty duchowe i filozoficzne - co ciekawe, czasem dość od siebie oddalone. Jednak nie ma w tym wszystkim jakiegoś synkretyzmu czy religii, brak tu też właściwie filozofii zachodu, a jeśli nawet byśmy jej szukali, to jej jedynym przedstawicielem byłby chyba sam Jodorowsky.

To, że autor odchodzi od formy eseju, ma na pewno korzystny wpływ na poszerzenie grona odbiorców, jednak patrząc na tę książkę od strony warsztatu, trudno jest ją w jakiś rozsądny sposób ocenić. Posługuje się kilkoma stylami literackimi, niekiedy przypisanymi do różnych postaci występujących w kolejnych rozdziałach. Najlepiej wychodzi mu chyba surrealizm we fragmentach o związanej z tym nurtem brytyjskiej malarce Leonorze Carrington. Nie ma co ukrywać - odrealnienie to najmocniejsza strona prozy Jodorowskiego. Takie elementy, jak opowieści o waginach śpiewających pieśni Pradawnej Matki, nie pozwalają nam zapomnieć czyją książkę czytamy. Trzeba też przyznać, że autor sprawnie żongluje atmosferą i że potrafi zabrać czytelnika czy to do ubogiego zendo, w meksykańskie slumsy, gmachy burleskowych teatrów, czy w medytacyjną podróż wgłąb swojej jaźni. Jednak zbyt często i zbyt intensywnie przygniata fabułę długimi filozoficznymi wywodami, które zdecydowanie źle wpływają na rytm opowieści - choć z drugiej strony są przecież jej duszą. Również opisy zachowań ludzkich nieraz nie robią dobrego wrażenia, bo bywają zbyt ekspresyjne. Malkontent powiedziałby, że jest to pisane jak sceny dla mimów czy sytuacje rodem z komiksu... ale warto wtedy pamiętać o tym, że Jodorowsky jest mimem i pisze komiksy.

Dla mnie jednak nie w tym leży główny problem tej książki. Jodorowsky we wstępie kpi ze współczesnych zachodnich "mędrców" zen - prezentujących ten system filozoficzny jako bezbolesny, miły, new age'owy sposób na życie - gdy sam przez niemal całą książkę posuwa się do tanich, postmodernistycznych sztuczek. Każdy rozdział zaczyna cytatem z westernu, stylizuje jeden z rozdziałów na coś, co mogłoby posłużyć Mario Bavie na scenariusz do filmu, w końcu przedrukowuje swój artykuł, w którym interpretuje komiks z Kaczorem Donaldem w kontekście koanów. Jodorowsky zawsze łączył sacrum z profanum i ja bardzo dobrze rozumiem jego intencje, ale niestety, z racji tego, że atakuje innych, wyczuwam w tej - jakby nie patrzeć - komercyjnej postawie wobec zen sporo hipokryzji i egocentryzmu (który Jodorowsky w książce świadomie obnaża kilka razy).

Oczywiście, jak to w przypadku tego autora, trudno tu krzesać z recenzenta jakiś obiektywizm. Pewne jest natomiast to, że dla ludzi zainteresowanych jego twórczością jest to zdecydowanie pozycja obowiązkowa. "Mistrz i czarownice" stanowi dopełnienie jego projekcji na inne media - w książce odnajdujemy te same motywy i symbole, które prześladują jego wszelkie artystyczne kreacje. Przekazane w formie literackiej pozwalają Jodorowskiemu dopowiedzieć wiele szczegółów, a nam - widzom i czytelnikom - pełniej rozumieć, łatwiej odczytywać to, z czym obcujemy na ekranie czy na kartach komiksu. Jestem pewien, że dzięki lekturze tej książki inaczej spojrzycie na "Białego Lamę", "Świętą Krew" czy "Oczy Kota". Co ciekawe, nie tyczy się to tylko jego twórczości. Dzięki tej pozycji popatrzyłem diametralnie inaczej na obecny ostatnio w kinach film "Drive" Nicolasa Winding Refna. Sam reżyser mówił, że spotykał się ostatnio z Jodorowskim, któremu zresztą dedykował ten obraz. Teraz dopiero widzę, jak bardzo odbiło się to na jego fabule.

poniedziałek, 6 lutego 2012

#962 - Trans-Atlantyk 174

Na Kolorowych Zeszytach jako pierwsi pisaliśmy o tym, że DC Comics rozważa możliwość przygotowania kontynuacji „StrażnikówAlana Moore`a i Dave`a Gibbonsa, jednej z najważniejszych i najwybitniejszych powieści graficznych w historii komiksu. Niemal równo dwa lata temu, na początku lutego 2010 roku, Rich Johnston dotarł do sensacyjnych informacji, jakoby DC na fali kasowego sukcesu filmowych „Watchmenów” i utrzymującej się na wysokim poziomie sprzedaży komiksowej wersji rozważało zarobienie jeszcze kilku dodatkowych dolców na marce Moore`a i Gibbonsa. Wkrótce sprawa ucichła na jakichś czas i długo sądzono, że była to po prostu medialna spekulacja. Coś jednak musiało być na rzeczy, skoro kiedy latem tamtego roku tuż po włączeniu DC Entertainment w struktury Warner Bros, nowi przedstawiciele wierchuszki Dan DiDio i Jim Lee zjawili się u Alana Moore`a z propozycją napisania kontynuacji. Propozycję oczywiście artysta odrzucił. Nie zrażone taką odpowiedzią, mające w garści prawa do komiksu, wydawnictwo w tajemnicy pracowało nad projektem. Kolejne informacje wypłynęły jesienią zeszłego roku zeszłego, kiedy ten sam redaktor Bleeding Cool dotarł do twórców, którzy mieli rzekomo pracować nie przy jednym, ale przy całej serii prequeli. Padły nazwiska (które dziś się potwierdziły), opublikowano próbne grafiki, które DC wkrótce kazało zdjąć. Wreszcie, w zeszłym tygodniu pojawiła się oficjalna zapowiedz – „Strażnicy” doczekają się cyklu mini-serii, poświęconych originom poszczególnych postaci. Będzie nazywał się "Before Watchmen"

Można zadać pytanie – dlaczego tak długo to trwało? Żadną tajemnicą nie jest, że jeden z najwybitniejszych współczesnych artystów komiksowych nie pała sympatią do drugiego największego wydawnictwa w USA. Pozbawiony praw do rynkowego dysponowanie marką swojego dzieła był jednak, z prawnego punktu widzenia, bezsilny. Mógł tylko ciskać gromy ze swojego domu w Northampton, słysząc o pomysłach Dana DiDio. I to właściwie były EIC DC on jest „evil mastermindem” całej operacji „Before Watchmen”. Dopóki jego stanowisko piastował Paul Levitz, nie było mowy o zrobieniu czegoś wbrew woli Moore`a. Niestety, po zmianie władzy w DC tylko kwestią czasu pozostawało kiedy pojawią się wyroby watchmanopodobne. Przy okazji medialnego zamieszania przy okazji przy okazji ACTA, SOPA, PIPA bardzo wiele mówi się o ochronie praw autorskich, o większej kontroli artysty, nad jego dziełami - myślę, że jest to ciekawy kontekst, w jakim można myśleć o tej sprawie.

Pod szyldem “Before Watchmen” ukaże się siedem mini-serii. Oto one:

- „Rorschach” (cztery części) - scenariusz: Brian Azzarello, rysunki: Lee Bermejo
- „Minutemen” (sześć części) - scenariusz i rysunki: Darwyn Cooke
- „Comedian” (sześć części) - scenariusz: Brian Azzarello, rysunki: J.G. Jones
- „Dr. Manhattan” (cztery części) - scenariusz: J. Micheal Straczynki, rysunki: Adam Hughes
- „Nite Owl” (cztery części) - scenariusz: J. Micheal Straczynki, rysunki: Andy i Joe Kubert
- „Ozymandias” (sześć części) - scenariusz: Len Wein, rysunki: Jae Lee
- „Silk Spectre”(cztery części) - scenariusz: Darwyn Cooke, rysunki: Amanda Conner

Poszczególne zeszyty będą ukazywały się naprzemiennie co tydzień i każdy z nich będzie zawierał dwustronnicową dodatkową historię „Curse of the Crimson Corsair” pisaną przez twórców, którzy mieli udział w powstawaniu oryginalnych „Strażników”. Scenariusz przygotuje ówczesny redaktor komiksu Len Wein, a oprawą graficzną zajmie się John Higgins, który nakładał kolory na szkice Dave`a Gibbonsa. Całość zwieńczy one-shot „Before Watchmen: Epilogue” przygotowany przez oddział różnych artystów oraz historia „Crimson Corsair” Weina i Higginsa. Wkrótce, na Kolorowych ukaże się więcej materiałów poświęconych "Before Watchmen". Bądźcie czujni.

Do sprzedaży trafiło właśnie pierwsze wydanie zbiorczeDaredevila” pisanego przez Marka Waida z rysunkami Paolo Riviery. Zresetowanie przygód Matta Murdocka okazało się wielkim sukcesem – Waid z hukiem wrócił do pierwszej ligi, a seria przebojem zdobyła serca krytyków i czytelników. Ci ostatni, najwidoczniej zmęczeni nieco kryminalno-mistycznym klimatem „DD” z entuzjazmem powitali jaśniejszą, utrzymaną w tradycyjnej konwencji super-hero, wersję Śmiałka. Scenarzysta dał trochę odetchnąć Mattowi, któremu przez ostatnie kilka ostatnich miesięcy nie zdarzyła się żadna życiowa tragedia, żadne nerwowe załamanie. Co Waid planuje dalej? Po team-upie Spider-Mana z Daredevilem, do akcji wkroczy klasyczny wróg Fantastycznej Czwórki, Mole Man, który podobnie, jak ubrany w szkarłatny trykot heros, jest niewidomy. Aby zmierzyć się z niewysokim królem podziemnego świata Matt będzie musiał odbyć prawdziwie dantejską podróż w głąb ziemi. Po numerze „Point One” rozpocznie się crossover „The Omega Effect”. Waidowi świetnie współpracuje się z Gregiem Rucką, który specjalizuje się w nieco innym typie komiksu, niż on.

„Daredevil” to jednak nie jedyny komiks pisany przez Marka Waida, o który w ostatnim czasie zrobiło się głośno. Dwie autorskie serie jego autorstwa, które ukazują się pod szyldem Boom! Studios – „Irredeemable” i „Incorruptible” równocześnie dobiegną swojego kresu. Dwie historie – o herosie, który przestał nim być i łotrze, który stał się bohaterem – będą miały wspólny finał. Zostanie on zaprezentowany na łamach „Irredeemable” #34-#37 i „Incorruptible” #27-#30. Pierwszy crossover pomiędzy tymi dwoma on-goingami miał miejsce w styczniu 2012 roku, a ich drugie spotkanie będzie tym ostatnim. Choć Waid mógłby obie serie pociągnąć nieco dłużej, bo sprzedaż utrzymuje się na dobrym poziomie, a fani wciąż domagają sie kolejnych zeszytów, autor uznał, że to dobry moment na finał. Ale być może na ostatnich numerach się nie skończy - krążą plotki o serialowej wersji obu pozycji...

Niedawno informowaliśmy, że Rob Liefeld przejmie stery w trzech tytułach Nowej 52. Teraz, DC Comics ogłosili jacy twórcy będą mu pomagali w pisaniu tych serii. I tak, Frank Tieri, najlepiej znany ze swojej pracy dla Marvela („Weapon X”, „Deadpool”) został mianowany współscenarzystą „Griftera”. Rysownik on-goinga, Scott Clark, pozostanie na swoim stanowisku. Mark Poulton, który obecnie opiekuje się postacią Avengelyne stworzoną przez Liefelda, pomoże przy „The Savage Hawkmanie”. Oprawą graficzną tego komiksu zajmie się Joe Bennet, który do tej pory ilustrował „Deathstroke`a”. Natomiast ten ostatni tytuł pozostanie pod pełną, autorską kontrolą Liefelda, co nie wróży nic dobrego. Przetasowania w Nowej 52 trwają i nic nie wskazuje na to, aby w przyszłości coś miało się w tym temacie zmienić.

Początek roku 2012 okazał się bardzo dobry dla amerykańskiego rynku. Sprzedaż zeszytówek i powieści graficznych w sieci dystrybucyjnej Diamonda wzrosła w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku o 27.5%. Pierwszy miesiąc tego roku był najlepszym styczniem od czasów 2008. Mocno w górę poszły albumy (aż o 32%), nieco słabiej rosła sprzedaż miesięczników (tylko 18%). Tak dużych wzrostów nie notowano od maja 2006 roku, kiedy rynek oszalał na punkcie rozpoczęcia "Civil War" i startu serii "52" z DC - kreska zatrzymała się wtedy na 32 procencie, w stosunku do maja 2005. Bessy powyżej 20% w ciągu ostatnich kilku lat zdarzyły się tylko dwukrotnie - w listopadzie 2006 i styczniu 2007 roku. W zaciętym pojedynku pomiędzy Marvelem, a DC Comics idą łeb w łeb - Dom Pomysłów wygrywa w ilości udziału finansowego o 1.62% (warto pamiętać, że średnia ich komiksów cena jest wyższa), ale przegrywa w sprzedaży liczonej na sztuki o 2.53%. W czołowej dziesiątce najlepiej sprzedających się komiksu Dan DiDio zmiażdżył konkurencję zajmując 100% miejsc - na czołowych lokatach znajdują się piąte numery "Justice League", "Batman", "Action Comics", "Detective Comics" i "Green Lantern".

niedziela, 5 lutego 2012

#961 - Komix-Express 125

Luty miesiącem komiksowych remanentów. Spoglądając wstecz Śledziu stwierdził, że nie licząc dodruku "Osiedla Swoboda" przez ostatnie półtora roku nie ukazał się żadna pełnometrażowa produkcja jego autorstwa. Co nie znaczy, że były redaktor "Produktu" sobie folguje - wciąż pojawiają się nowe paski na Bears of War, a współpraca z KRL`em przy "Nas Jedno Pub" i "Play`em" kwitnie w najlepsze. W pierwszym półroczu 2012 ukażą się przynajmniej trzy komiksy z nazwiskiem Michał Śledziński na okładce - przede wszystkim swoją premierę będzie miał trzeci tom "Na Szybko Spisane". Oprócz tego nakładem ATY ukaże się "Szkicownik", a w cyberprzestrzeni zadebiutuje pierwszy tom "Strange Years", zrobiony z Arturem Kurasińskim. A tymczasem w Lubline Maciej Pałka pisze o statusie swoich trzech tajemniczych projektów, ukrytych pod literkami D, E i F. I jeśli nie został przysypany przez stosy materiałów źródłowych i referek, to skończyło się (przynajmniej na razie) na "pracy koncepcyjnej". Tajemnicze projekty na razie znalazły się w stanie hibernacji (to z pewnością można powiedzieć o dwóch pierwszych komiksach), ale na horyzoncie pojawiają się nowe pomysły. Śledziu i Pałka patrzą w przyszłość, a KRL pokazuje plansze z komiksu, który nigdy nie powstanie. Część z pomysłów została przetransferowana do innego projektu, ale te sześć przykładowych plansz robi spore wrażenie! (KO)

Już 11 lutego, w sobotę, przyznana zostanie Nagroda dla najlepszego komiksu francuskojęzycznego festiwalu w Angoulême: Polski Wybór. Już po raz jedenasty uczniowie z francuskojęzycznych liceów wybiorą komiks, który uznają za najlepszy. W zeszłym roku taki zaszczyt spotkał "Parentezę" Elodie Durand, która będzie gościem Instytutu Francuskiego w Krakowie. Oprócz tego, że nakładem Postu ukaże się jej komiks, wraz z Rafałem Szłapą poprowadzi warsztaty dla młodych twórców. Na ogłoszenie wyników zapraszamy do siedziby Instytutu na ulicy Stolarskiej 15 na godzinę 18:30. (KO) 

A tymczasem we Wrocławiu odbędzie się kolejna, ósma już edycja Komiksofonu. 22 lutego, tradycyjnie w klubie Puzzle pojawią się dwaj komiksowi artyści, opowiadający o swoich muzycznych inspiracjach - Robert Służały i Konrad Czernik. Roberta pamiętamy z pierwszego zeszyty "Benka Dampca", a Konrad to artysta koncepcyjny pracujący w Techlandzie przy takich produkcjach, jak "Dead Island" czy "Call of Juarez". Obecnie pracuje nad własnym komiksem. W programie przewidziano sesję rysowania na żywo i prezentację prac obu twórców z dobranym przez nich podkładem dźwiękowym. (KO)

Jak podaje Jacek Jastrzębski z Alei Komiksu do sprzedaży pod koniec stycznia trafił nowy komiks Tadeusza Raczkiewicza, jednego z ostatnich klasyków komiksu epoki PRL`u, który pozostaje wciąż aktywny twórczo. Autor "Tajfuna" narysował "Asurito Sagishi", komiksową adaptację powieści pod tym samym tytułem, napisanej przez Mariusza Zielke, który jest również scenarzystą albumu. Zapowiedz tego liczącego 44 strony komiksu pojawiła się podczas ostatniego MFKiG w formie ośmiostronnicowej broszurki rozdawanej za darmo. Rzecz ukazała się nakładem wydawnictwa Principium i kosztuje 27,90 zł. Po przykładowe plansze odsyłam na stronę Alei. (KO)

Sebastian Frąckiewicz poinformował na swoim blogu, że pracuje nad książką o polskiej kulturze komiksowej.  Ma mieć ona formę wywiadów. Jak mówi sam autor - "zestaw rozmówców będzie obejmował nie tylko osoby z komiksowego getta. Książki nie wyda żaden wydawca komiksowy (będzie nim oficyna 40 000 Malarzy - dopisek Kuby) i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, powinna ukazać się w maju". O postępach pracy nad pozostającym jeszcze bez tytułu projektem będziemy informować na bieżąco. Szczególnie, że rzecz ma okazać się bardzo kontrowersyjna... (KO)

Szybki przegląd tego, co jeszcze się wydarzyło w komiksowie na zakończenie Komix-Expressu powoli staje się naszą nową tradycją. Paweł Timofiejuk poinformował, że na tegorocznym MFKiG pojawi się Igort, znany polskiemu czytelnikowi z albumu "5 to liczba doskonała". Stop. Dzięki temu, że Centrali udało się uzyskać państwowe dofinansowanie, kolejne dwa numery "Zeszytów Komiksowych" kosztować będą mniej niż 20 złotych. Oprócz tego pierwsze dziewięć numerów tego magazynu zostanie wznowionych, a tematem kolejnego, po "Mandze po polsku" wydania, będzie postać Michała Śledzińskiego. Stop. Na stronie Booklipsa można obejrzeć i przeczytać w jaki sposób Craig Thompson pracował nad "Habibi", a na Onecie pojawił się tłumaczony z niemieckiej prasy artykuł o Marjane Satrapi. Koniec tranmisji (KO)

czwartek, 2 lutego 2012

#960 - Ból

Piotr Harmaciński i Kamil Boettcher w swoim albumowym debiucie porwali się na komiks niemy. To forma, która powszechnie uchodzi za jedną z najtrudniejszych, ale obaj autorzy zdecydowali się na dość tradycyjną narrację, pozbawioną całkowicie jakichkolwiek znaków werbalnych.

Ale obyło się bez formalnego wyrafinowania czy jakichś nieszablonowych rozwiązań – to po prostu komiks bez słów. Podobnie jest w przypadku fabuły, która nie grzeszy oryginalnością, "Ból" jest opowieścią o inwazji z kosmosu opowiedzianą à rebours. Tym razem to ludzie przybywają na planetę, którą mieszkańcy mogą nazywać swoją ziemią, i zgodnie z tradycją praktykowaną od setek lat rozpoczynają inwazję. Zakuci w metalowe zbroje i uzbrojeni w wielkie spluwy, podbijając obcą planetę, dopuszczają się zachowań, o których nie można powiedzieć, że są ludzkie. Z perspektywy obcych jesteśmy bezosobowym złem przybyłym z gwiazd. Czytelnik poznaję fabułę z punktu widzenia jednego z autochtonów – najpierw zrozpaczonego świadka, w którym wkrótce zacznie budzić się bunt.

Po lekturze komiksu nie do końca jestem pewien powodów inwazji. Nie wiadomo, czy powodem masowych eksterminacji są jakieś złoża wartościowych surowców, znajdujące się na owej planecie, czy jest to po prostu radosna orgia zniszczenia. Niby w tle jednego z kadrów dymi jakaś fabryka, przemawiająca na rzecz pierwszej hipotezy, ale brakuje sceny mówiącej o tym wprost. Tak czy inaczej, poparte jakimiś mniej lub bardziej racjonalnymi przesłankami, działania ludzkich najeźdźców są po prostu złe.

Kreskę Kamila Boechttera umieściłbym gdzieś pomiędzy najbardziej turpistycznym Maciejem Pałką a stylem Jakuba Kiyuca. Ciosane grubymi konturami rysunki są komunikatywne – to plus. Minus – pozbawione są wszystkiego, co zmusza czytelnika do dłuższego zatrzymania się na danej stronie. Oprócz tego oprawa wizualna momentami jest mało czytelna. Fabuła graficznie poprowadzona jest poprawnie – tylko i aż. Jest płynnie i bez zgrzytów, ale trudno o zachwyt.

Biorąc do ręki album Harmacińskiego i Boechttera, byłem zaskoczony jego wysokim standardem edytorskim. Czasy ksero, kleju i domowego samizdatu już dawno minęły – satysfakcjonującej jakości druk, odpowiednio nasycona czerń, miły w dotyku papier. Hej, niektóre zeszytówki z Semika były wydane znacznie gorzej!

Autorzy "Bólu" zaczęli z wysokiego pułapu i właściwie udało im się z grubsza osiągnąć to, co chcieli – opowiedzieli całkiem zgrabną historyjkę science fiction. Schematyczną do bólu, nieprzełamaną żadnym oryginalnym akcentem, ale zawsze. I właściwie na tym muszą skończyć się pochwały – Harmaciński ma jakiś warsztat, umie rozplanować historię, ale na razie nie ma za wiele do powiedzenia. Konwencja s.f. może być metaforą – nie inaczej. Ludzi są źli i okrutni – naprawdę? Przed Boettcherem jeszcze sporo pracy, jeśli ze swoim stylem chce prowadzić narrację, a nie malować obrazy.

środa, 1 lutego 2012

#959 - Biały Orzeł #01

Reklamowana jako „pierwszy komiks o polskim superbohaterze” seria „Biały Orzeł” to kolejna polska próba zaadaptowania amerykańskiego modelu superherosa na rodzimym rynku. Bez parodystycznego ujęcia w stylu „Wilq”, robiona całkiem na poważnie.

Komiks autorstwa Macieja i Adama Kmiołków wspomaganych przez Darię Wiedermańską-Spalę napisany jest zgodnie z regułami superbohaterskiej konwencji. Mamy zatem pozytywnego bohatera, Aleksa Poniatowskiego, któremu przydarzył się wypadek i tylko eksperymentalna kuracja mogła uratować mu życie. Jest wątek straconego rodzica (zaginiony ojciec), nastoletniego side-kicka (komputerowy geniusz Hudini), nie braknie wreszcie arcyłotra z armią pomagierów, w dodatku stojącego na czele potężnej korporacji. Pomimo tych wszystkich boleśnie wytartych klisz, rzecz opowiedziana jest całkiem poprawnie, w dynamicznym tempie.

Nie jestem tylko przekonany, czy sposób, w jaki fabuła została poszatkowana i podzielona na trzy epizody (które składają się na premierową historię zatytułowaną "Pierwszy lot"), jest odpowiedni. Kmiołek, prowadząc dwie równoległe narracje (jedną jest origin Orła, a drugą – jego współczesne przygody), ciągnie kilka wątków, mnoży tajemnice, słowem – łapie kilka srok za ogon. Wolałbym, żeby postawił na jeden z nich i na nim się skupił. Zresztą rozwiązania zagadek z przeszłości, które mają pojawić się w kolejnych zeszytach, można się domyślić albo zostały one wyjaśnione na ostatniej stronie okładki, która… zdradza przyszłe (czy raczej przeszłe) wydarzenia. Wiemy, że Aleks przeżyje i dzięki surowicy stanie się bohaterem, wiemy, że będzie walczył ze swoim przyjacielem Wiktorem Rossem, wiemy, że jego ojciec zaginie w dziwnych okolicznościach – a to, jak przypuszczam, będzie tematem przyszłych odcinków.

Adam Kmiołek to zaginiony brat Jima Lee i Roba Liefelda, który po wielu latach odnalazł się gdzieś w Polsce, na początku drugiej dekady XXI wieku. Graficznie rzecz biorąc, Biały Orzeł to rzecz wyjęta żywcem z początku lat dziewięćdziesiątych, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Wśród tych wszystkich kwadratowych szczęk, niepotrzebnych kieszeni (sprawdźcie kombinezony sługusów Wiktora) i niemożliwie anatomicznie zgrabnych kobiet zabrakło mi umiłowania szczegółów. Kmiołek, w przeciwieństwie choćby do Jima Lee z jego najlepszego okresu (przełom "X-Men" i "Wild C.A.T.S."), idzie bardziej w uproszczenie. Nieźle radzi sobie z opowiadaniem obrazem, choć mógłby nieco bardziej urozmaicić wybór kadrów, pograć perspektywą, zrobić coś nieoczywistego. Mógłby również popracować nad tłami.

Rysownikowi Białego Orła nie można odmówić niezłego warsztatu w kategorii amerykańskiego mainstreamu. Potrafi rysować stopy, a to już coś – taki Liefeld po wielu latach pracy w branży wciąż ma z nimi problemy. Wciąż jednak wiele pracy przed nim, jeśli chce doszlusować do poziomu prezentowanego przez średniej klasy wyrobników zza Oceanu. Inna sprawa, że dziś już nie robi się komiksów tak, jak narysowany jest "Biały Orzeł". I nie bez przyczyny. Życzliwie polecam Kmiołkowi podpatrzenie, jak z materią komiksową radzi sobie na przykład John Cassaday, choćby w dostępnym na polskim rynku "Astonishing X-Men".

Zwykle w przypadku serii zeszytowych trudno jest oceniać historię po pierwszym odcinku, który często stanowi jedynie mniej lub bardziej zamknięty fragment większej całości. Ale żeby sięgnąć po kolejne numery, ten pierwszy musi mieć w sobie coś, co sprawi, że sięgnę po następne. Coś, dzięki czemu z pewną dozą niecierpliwości będę oczekiwał na premierę kolejnego zeszytu. W Białym Orle nic takiego nie znalazłem. W naszych specyficznych rynkowych warunkach to jednak żaden zarzut – tak samo było w przypadku innych serii zeszytowych, takich jak "Konstrukt", "Henryk Kaydan" czy stylistycznie całkiem nieodległy "Kamień przeznaczenia". Wspólne dzieło tercetu Maciej Kmiołek, Adam Kmiołek, Daria Widermańska-Spala wykonane jest zgodnie z prawidłami gatunku i jeśli tylko będzie wydawane regularnie, to z pewnością znajdzie sobie grono stałych czytelników, spragnionych superhero.   

poniedziałek, 30 stycznia 2012

#958 - Trans-Atlantyk 173

Wśród amerykańskich zapowiedzi na rok 2012 w w kategorii "graphic novel" można znaleźć kilku tytułów, nad którymi pracują najważniejsi współcześni artyści komiksowy. W pierwszym rzędzie należy wspomnieć o nowej książce Alison Bechdel, która w pierwszym rzucie ukaże się w nakładzie 100 tysięcy egzemplarzy. "Are You My Mother?" zostanie wydany w oficynie Houghton Mifflin i będzie bezpośrednią kontynuacją "Fun Home". Jak sam tytuł wskazuje utwór będzie skupiał się na relacjach narratorki/głównej autorki/bohaterki ze swoją matką. W Pantheonie ukaże się nowy zbiór komiksów Chrisa Ware`a "Building Stories", zbierających jego krótsze prace z "ACME Novelty Library" i "New York Timesie". Jego premierę zaplanowano na jesień. Kolejny z gigantów amerykańskiego przemysłu Eddie Campbell pracuje nad opowieścią o ludziach i pieniądzach zatytułowanej "The Lovely Horrible Stuff" (pozycja znajduje się w grafiku Top Shelf). Oprócz premierowych rzeczy nie braknie również reprintów, a wśród nich znajdzie "Skippy" vol. 1 Percy`ego Crosby`ego (IDW), którego wśród swoich najważniejszych inspiracji wymienia ojciec "Fistaszków", fanów vintage super-hero ukontentuje nie tyle kolejny, ile nieznany komiks Jacka Kirby`ego "Spirit World" (DC). Do sprzedaży trafi również wznowienie komiksu Chestera Browna "Ed the Happy Clown". Jest w czym wybierać, a tyo tylko wierzchołek góry lodowej!

Oprócz tego, że IDW Publishing będzie kontynuowała przygody najnowszej generacji Transformerów na łamach dwóch on-goingów "More than Meets the Eye" i "Robots in Disguise", wydawnictwo na prośbę fanów pozwoli Simonowi Furmanowi dokończyć uchodzącą dziś za klasyczną serię "Transformers" wydawaną przez Marvela i przerwaną w 1991. Jeszcze w tym roku poznamy zakończenie sagi, która została przerwana 21 lat temu. Scenarzysta podejmie wątek dokładnie w tym miejscu, w którym mu przerwano - wraz z numerem #81 (zaplanowanym na czerwiec). Nieco wcześniej, bo w maju, podczas Free Comic Book Day ukaże się numer 80.5, a całość ma zamknąć się w 100 zeszytach. Furman przyznaje, że praca nad tym projektem jest zaskakująco ekscytująca - wreszcie poznamy co stało się po bitwie o Cybertron. Losy Ratcheta, Megatron, Shockwave`a, G.B. Blacrocka, Grimlocka, Bludgeona, Circuit Breaker i innych zostaną wreszcie ujawnione. Na pokładzie "Transfomers" znajdą się również rysownik Andrew Wildman i inker Stephen Baskerville.

W kinach możemy się już cieszyć "Dziewczyną z tatuażem", natomiast już wkrótce na rynku ukażą się komiksowe adaptacje powieści Stiega Larssona. Prawa do trylogii Millenium wykupiło DC Comics i jej komiksowa wersja zostanie opublikowana w imprincie Vertigo pod tytułem "Girl with the Dragon Tatoo". Fani będą musieli uzbroić się jednak w cierpliwość - powieść graficzna autorstwa Denise Miny ("A Sickness in the Family", "Hellblazer"), Leonardo Manco ("The Executor", "DMZ") i Andrew Muttiego z okładką Lee Bermejo ("Batman: Noel", "Joker") ukaże się dopiero w grudniu 2012 roku. Myślę, że Mina i Manco to solidne firmy, prezentujący odpowiedni poziom artystyczny aby podjąć pracę nad Larssonem, a jako że nie są wielkimi gwiazdami w branży, nie będą próbowali przyćmić swoją inwencją oryginału. Joakim Larsson, brat pisarza, zapewnia, że Stieg był wielkim fanem komiksu i z przyjemnością zobaczyłby, jak jego opowieści wyglądałyby w takiej formie. Premiery kolejnych dwóch książek - "The Girl Who Played With Fire" i "The Girl Who Kicked the Hornets' Nest" - zaplanowano odpowiednio na 2013 i 2014. Nazwiska ich autorów nie są jeszcze znane. 

Marvel dalej zamyka słabo sprzedające się komiksy. W kwietniu, wraz z numerem #17 swojego kresu dobiegnie seria "Generation Hope". Obecny scenarzysta komiksu James Asmus przyznaje, że tytuł sprzedaje się poniżej oczekiwań redaktorów, ale tak się dobrze składa, że uda się doprowadzić fabułę do zadowalającego końca. Koniec serii nie będzie jednak oznaczał końca losów zbawczyni mutantów Hope i jej pięciu Światełek. Los "GH" podzieli również "Moon Knight" Briana M. Bendisa i Alexa Maleeva, która zamiast on-goingiem stał się 12-częściową mini-serią. Finał ma być wybuchowy. Nieco wcześniej, bo jeszcze w październiku, Marvel ogłosił zamknięcie serii "Daken: Dark Wolverine", którego 20 numer okazał się tym ostatnim. Myślicie, że po tych czystkach i po zakończeniu "AvX" pojawią się jakieś nowe serie?

Kiedy DC Comics zapowiadało serię "I, Vampire" w ramach Nowej 52 wszyscy zgodnie osądzili, że Dan DiDio chce skapitalizować popularność wampiryzmu w pop-kulturze. Nikt  nie spodziewał się, że będzie z tego konceptu wyjdzie dobry komiks - a jednak. Szybko okazało się, że Joshua Hale Fialkov ma pomysł na opowieść o krwiopijcach i komiks, zbierając dobre recenzje za Oceanem, okazał się jedną z najbardziej interesujących tytułów 2011 roku. I już wkrótce wampiry zaczną się panoszyć po innych tytuły DCnU. Najpierw, w piątym numerze gościnny występ Batmana będzie dwuczęściowym prologiem do "The Rise of the Vampires" historii, która rozegra się na łamach "I, Vampire" i "Justice League Dark". Ten mini-crossover rozpocznie się w Gotham, pełnym trupów pozbawionych całkowicie krwi. Fialkov mówi, że będzie to moment, w którym wampiry w pełni zamanifestują swoją obecność w świecie zamieszkałym w większości przez ubranych w kolorowe kostiumy bohaterów. I o ile w przypadku Marvela podobna operacja wyszła dosyć pokracznie, DC wydaje się lepiej przygotowane na taki debiut. Cóż, bladolicy krwiopijcy to nie będzie pierwszyzna ani dla Mrocznego Rycerza, ani dla Johna Constantine`a.