Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie 2012. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2013

#1243 - Rok 2012 zza lady

Epilog do naszego podsumowania 2012 roku dopisują, którzy są ostatnim ogniwem cyklu dostarczania komiksu do rąk klienta. Właściciele sklepów komiksowych, dystrybutorzy, czy jak elegancko nazywają ich za Oceanem - retailerzy - głos należy do nich.

Oto pytania, na które odpowiadali:

1) Jaki był ten 2012 rok dla sklepów komiksowych?
2) Co sprzedawało się najlepiej, co było największym zaskoczeniem pozytywnym a co negatywnym?
3)  Jakie są perspektywy stabilizacji/rozwoju rynku?

Paweł Masłowski (Atom Comics)

1. Wystartowaliśmy pierwszego września, więc nie mamy porównania z poprzednimi latami, ale jesteśmy zadowoleni z pierwszych miesięcy naszej działalności. Udało nam się wprowadzić szereg unikalnych usług, takich jak cotygodniowe dostawy komiksów dzień po premierze w USA, czy darmowe zabezpieczenie każdego zeszytu profesjonalną folią i tekturką, ale to co najczęściej słyszymy od klientów, to pochwała wysokiej jakości obsługi, dobrego kontaktu i dużej elastyczności. Te elementy nas wyróżniają i dzięki temu z optymizmem patrzymy w 2013 rok.

2. Przede wszystkim z rozmów, korespondencji, czy nawet samych zamówień wynika, że polscy czytelnicy mają bardzo sprecyzowane gusta i dysponują sporą wiedzą na temat komiksów. Hitem w komiksach amerykańskich był bez wątpienia Marvel NOW!, czyli restart najważniejszych serii Domu Pomysłów. Większość nowych tytułów prezentuje naprawdę wysoki poziom i widać to po naszych wynikach sprzedaży.

Lekkim zaskoczeniem było to, że w pojedynku zdecydowanie najpopularniejszych bohaterów DC i Marvela, czyli Batmana i Spider-Mana, zwycięsko wyszedł Pająk. Kontrowersyjne zakończenie "Amazing Spider-Man" i początek nowej serii przebiło trwające starcie Batmana z Jokerem, które zbiera pochwały od wszystkich recenzentów.

Z negatywów mogę wymienić tylko subiektywne odczucie, że fani przywiązani są trochę za bardzo do DC i Marvela. Mniejsze wydawnictwa oferują obecnie świetne historie i to na dodatek często tańsze, wydane na lepszym papierze lub z większą objętością. Z naszej strony staramy się zachęcać do otwarcia się na Image, Dark Horse, Boom itd., publikując co miesiąc rekomendacje najciekawszych serii z mniejszych wydawnictw - liczymy, że stopniowo będzie to procentować.

3. Naszym zdaniem rok 2013 zapowiada się dobrze. Dużo pozytywnego zainteresowania wywołała Wielka Kolekcja Komiksów Marvela; cieszą też zapowiedzi Egmontu na temat nowości ze świata DC. Na froncie komiksów amerykańskich dzieje się coraz lepiej i z optymizmem patrzymy na najbliższe miesiące. Realizujemy swoje plany i przygotowujemy szereg niespodzianek dla naszych klientów.

Wojciech Szot (Sklep Gildia)

1. Okazało się, że 5 procent stawki VAT na książki to nie jest zbrodnia i rynku nie zabiło.

Nie chcę generalizować, ale ten rok był chyba lepszy niż poprzednie. Ukazało się dużo komiksów, które może nie zawsze najwyższej jakości, po prostu dobrze się sprzedają. Niestety brakuje wspólnej promocji komiksu – trochę takiej jak się promuje wieprzowinę czy produkty lokalne. Czytelnik komiksów nam się chyba starzeje, stąd wszelkiego rodzaju re-edycje dawnych komiksów to w tej chwili oczywisty sukces sprzedażowy.

Myślę, że wzrasta świadomość iż należy ze sobą współpracować. Póki co wśród sklepów komiksowych, mam nadzieję, że niedługo też wydawcy odkryją, że wspólne ustalanie kto, co i kiedy wyda się opłaci. To brzmi trochę jak fantastyka, ale by się opłaciło. Po co 70 nowości w październiku i 5 w styczniu?

2. Ranking sprzedaży opublikowaliśmy - więc chyba wszystko jasne. Jak zawsze – Egmont, ale i kilka zaskoczeń w czołówce jest.

Pozytywne zaskoczenie – nadal sprzedają  się tytuły drogie i bardzo drogie. Mimo narzekań, negatywnych głosów – można dać cenę okładkową ok 100 zeta. Inne pozytywne – zwłaszcza dla klientów – wydawcy jednak obniżają ceny.
Rośnie w sklepie grupa stałych klientów w różnym wieku. Naszą ulubienicą jest np. Pani, której dzieci zamawiają  komiksy za pobraniem i za każdym razem dzwonimy z pytaniem czy wie ile będzie musiała zapłacić, bo zdarzało się, że dzieci przekraczały sensowne limity. Staramy się jak najbardziej dopasować do potrzeb klienta, co w handlu internetowym nie jest łatwe – przez telefon ludzie bywają agresywniejsi niż w realu.

Negatywne zaskoczenie – to, że wydawcy, zwłaszcza nowi mają gdzieś sklepy komiksowe. To zabawne, że większość komentujących uważa, że świetnym krokiem jest kolekcja Hachette, bo trafi do szerszej publiczności, ale problem w tym, że trudności z jej kolekcjonowaniem ma klasyczny czytelnik/czytelniczka komiksów. Podobnie negatywnie oceniam zabawy wydawców z wyłącznościami w Empikach, a takich gier jest co raz więcej. No i brakuje mi aktywności promocyjnej wydawców innej niż wysyłanie mailingów, egzemplarzy recenzenckich i targi. Sklepy nie są angażowane w promocje, bo wszyscy myślą, że my to musimy robić – jasne, że musimy, ale wtedy pretensje, że kogoś promujemy bardziej są mało uzasadnione.

3. Patrząc na zapowiedzi – będzie super, chyba kryzys póki co nas szczęśliwie omija. Co prawda boję się  kilku pomysłów wydawniczych, jak np. serii dla dzieci, której w sklepach komiksowych raczej  nie sprzedamy, bo do tego jest potrzebna szeroka dystrybucja i angażowanie innych metod sprzedaży, żeby trafić  do rodziców, ale trzymam za nią kciuki. Moje obawy budzi też  fakt, że Hachette w jakimś stopniu zabije Muchę i w mniejszym stopniu Egmont, który i tak już nie wydaje tyle co kiedyś. Jedyna droga dla sklepów komiksowych to wydawać – od dawna robi to Centrum Komiksu, od tego roku my. To najlepsze rozwiązanie by nie tylko przyciągać ludzi ale uzupełniać rynek.

Wojciech Głuszek (FanKomiks)

1. Fankomiks jest księgarnią stacjonarną i tylko niewielką część stanowi dystrybucja internetowa, dlatego pewnie będzie to rzutować na ocenę. Jak sądzę, ocena rynku przez księgarnie stricte internetowe może być zupełnie inna. Cóż … Czarne prognozy nie sprawdziły się – to dobrze. Rok nie był zły, ale trudno także nazwać go dobrym. Po prostu nie było drastycznych zmian ani na lepsze ani na gorsze. Jedni wydawcy wydawali na poziomie, do którego nas przyzwyczaili, jak Kultura, Timof ... i Egmont. Ten ostatni zdążył  nas przyzwyczajać do coraz mniejszej ilości tytułów, reedycji, powtórek. Rozkręciła się Centrala, Taurus, zastopowało Hanami. Taki polski rynek komiksowy...

2. Ilościowo najlepiej sprzedaje się manga. To chyba nie jest dla nikogo niespodzianką. Megahitów nie było, ale dobrze sprzedawały się komiksy  o Batmanie, Yorgi, Wilq 18,  Thorgale, i (tu punkt o zaskoczeniu pozytywnym) frankońskie komiksy Taurusa. Mimo relatywnie wysokiej ceny są miłośnicy takich komiksów. To cieszy - tym bardziej, że odkąd Egmont zaprzestał wydawania francuskich komiksów (Thorgal  jest kategorią sam dla siebie), one praktycznie zniknęły z naszego rynku. Nie było negatywnych zaskoczeń o których warto pisać.

3. Perspektywy nie są dobre. Rynek się nie rozwija i nie widać światełka w tunelu. Kto kupuje komiksy? Kto jest najlepszym klientem? To klient wieku 30+ (jedynym wyłomem w tym stwierdzeniu to klienci kupujący mangę, ale to już zupełnie inna historia). Ma pieniądze, wie co chce. To wciąż ci sami ludzie - nowych twarzy mało, bardzo mało. Dla nastolatka czy studenta komiksy są za drogie, nie interesują się nimi  - kupują mało, lub wcale. Ukazuje się sporo tytułów komiksowych, niestety w niewielki sposób  przekłada się to na rozwój rynku. Są to niewielkie, niekiedy wręcz niszowe nakłady (nawet robiąc założenie, że sam rynek komiksowy jest niszą) Ta duża liczba wydanych komiksów nie ma nic wspólnego z liczbą sprzedanych egzemplarzy.

Tytułów jest sporo, ale który z nich przebił się do czołówki sprzedażowej? W większości są skierowane do wąskiej grupy odbiorców. Wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży – jakie tam są pozycje, to komiksy popularne: Thorgal, Batman, Wilq.....  Tego typu pozycje  stanowią o sile rynku - one mają/mogą mieć większe nakłady.  Tylko ilość tytułów jest nieproporcjonalna, stosunek ilości tytułów popularnych, mainstream-owych do komiksów „poważnych”obyczajowych „moralnego niepokoju”  jest zachwiany. Czy to źle? Takie komiksy są potrzebne, jest zainteresowanie, jest wśród nich dużo dobrych pozycji (jak  mój ulubiony „Skład główny,  czy ciekawe „Małe zaćmienia” i sporo więcej), chodzi tylko o zachwianie proporcji która świadczy o słabości rynku. Nawet przyciągnięcie przez te komiksy kobiet do grona czytelników nie poprawiło obrazu naszego słabego rynku.  Może tak już  ma być i inaczej nie będzie?

Kolejna sprawa to dystrybucja. W księgarniach tradycyjnych komiksów jest mało lub wcale (WkkM Hachette to wyjątek o którym sam nie wiem co sądzić, ten rok to pokaże). Komiksy sprzedają się w specjalistycznych księgarniach lub przez internet( też w specjalistycznych sklepach), kupują tam „wtajemniczeni”. Przypadkowy „empikowy”  klient do nich nie dociera. A co widzi taki klient – mały wybór, ceny które przerażają (89 złotych, 99...  to już norma, brak obsługi która zna się na temacie. I polityka cenowa – stali klienci kupują  w sklepach w których mają zniżki, tam cena wygląda nieco lepiej, to zdrowe podejście, ale przez to księgarnie tradycyjne sprzedają mniej komiksów, mniej zamawiają, traktują komiks po macoszemu, komiks nie dociera do szerszego odbiorcy... chyba zatoczyłem koło. Właśnie. Tylko czy byłoby inaczej gdyby ta dystrybucja wyglądała inaczej? Tego też nie jestem pewien, może nic się już nie zmieni i trzeba przyzwyczaić  się do takiego rynku komiksowego? Dlatego teraz, w najbliższych latach, nie widzę  szans na rozwój rynku. Będzie to raczej bunkrowanie już zdobytej pozycji. Obym się mylił, oby ten i najbliższe lata były dobre dla komiksu w Polsce.

Rafał Palacz (Multiversum)

1. Z perspektywy rynku komiksów amerykańskich rok 2012 był zdecydowanie udany, zarówno dla sklepów działających w USA, jak i w innych obszarach globu, w tym dla Multiversum, które od wielu lat wspiera rozwój komiksu amerykańskiego w Polsce. Największe amerykańskie wydawnictwa komiksowe (Marvel i DC) dbały o to, żeby sklepy branżowe miały pełne ręce roboty - zarówno w zakresie samych komiksów, jak i bardzo istotnego elementu promocyjnego wprowadzającego na rynek nowych czytelników - filmów, które z roku na rok osiągają rewelacyjne wyniki w box office`ach. Cyfrowa sprzedaż komiksów, która miała być gwoździem do trumny dla komiksów papierowych, nie zaszkodziła tradycyjnej sprzedaży, stanowiąc rynek równoległy w stosunku do klientów preferujących kolekcjonowanie tomów na półkach, a nie gigabajtów na dysku twardym lub w systemie chmurowym. Gdyby oceniać zjawisko kryzysu, o którym słyszy się niemal na każdym kroku z perspektywy branży komiksów amerykańskich w 2012 roku można stwierdzić, że kryzys nie miał miejsca.

Na przykładzie Multiversum, w żadnym z poprzednich lat na przestrzeni 12 miesięcy nie pozyskaliśmy tylu nowych klientów, co w roku 2012. Efektem poczty pantoflowej bardzo zadowoleni z naszej oferty klienci podsyłają do nas swoich znajomych, którym ciężko uwierzyć w to, że w Polsce może działać sklep z tak dużą ofertą produktów dostępnych od ręki (wielokrotnie w przypadku produktów dostępnych w naszym magazynie klienci wolą i tak upewnić się co do ich dostępności telefonicznie lub mailowo, można domyślać się, że na skutek złych doświadczeń w innych sklepach, gdzie większość oferty jest wyłącznie wirtualna).

Poza potężnym rozbudowaniem bazy produktów dostępnych od ręki (na chwilę obecną w naszym magazynie jest ponad 15 tysięcy komiksów) testowaliśmy w 2012 roku wiele nowych rozwiązań, m.in. związanych z uruchomieniem nowej wersji sklepu internetowego oraz odpowiednim zbalansowaniem różnego rodzaju stałych promocji, takich jak gratisowa przesyłka czy rabaty wynikające z wartości składanego zamówienia. Efektem tych wszystkich zmian było ogromne zainteresowanie nasza ofertą, zwłaszcza w okresie świątecznym.

2. Bezsprzeczna dominacja wydawnictw DC i Marvel to od wielu lat stały element gry - to są konie pociągowe całego komiksowego przemysłu w USA. Chociaż - tu zaskoczenie - najlepiej sprzedającym się globalnie komiksem 2012 roku był "Walking Dead" #100 (sumując jego niemal nieskończoną ilość wariantowych okładek) z wydawnictwa Image. W rankgingu Top 5 najlepiej sprzedających się serii w przypadku DC są serie z New 52: "Batman", "Justice League", "Detective Comics", "Action Comics", "Green Lantern". Jeżeli chodzi o Marvel, próbujący powtórzyć sukces swojego konkurenta z nowymi seriami w ramach Marvel NOW, które wystartowały w ostatnim kwartale ubiegłego roku do Top 5 zaliczyć można: "All New X-Men", "Uncanny Avengers", "Avengers", "Thor: God of Thunder" i "Captain America". W przypadku innych wydawnictw, zamiast rankingu tytułów, lista 5 wydawnictw, z których oferty najczęściej korzystają nasi klienci: Image, Dark Horse, Dynamite, Boom i Avatar.

Pozytywnie w 2012 roku zaskoczyła zdolność branży do utrzymania widocznego gołym okiem renesansu komiksu amerykańskiego. Branża, która pod koniec lat 90-tych wyglądała jak pobojowisko w tej chwili przeżywa rozkwit wspierany zarówno wysokim poziomem publikowanych pozycji, jak i skutecznym wykorzystywaniem innych mediów. Z krajowego podwórka, bardzo pozytywnie należy ocenić ubiegłoroczną edycję festiwalu MFKiG w Łodzi, gdzie można było na własnej skórze odczuć wzrost zainteresowania komiksem w postaci ogromnej ilości fanów, którzy odwiedzili m.in. nasze stoisko. Niewiele negatywnych rzeczy wydarzyło się w ubiegłym roku, więc w tym wypadku pozostaje wymienić jedną, która zasmuciła mnie osobiście - odejście Scotta Snydera z serii "Swamp Thing".

3. Dla komiksu amerykańskiego perspektywa na rok 2013 jest wyłącznie jedna - obydwa kciuki w górę i dalej z impetem do przodu.Styczeń 2013, który można już śmiało poddać ocenie, przynosi kolejne pozytywne zaskoczenie jeżeli chodzi o zainteresowanie ofertą naszego sklepu. Jest to najlepszy styczeń w historii działania firmy. Z wieloletnim doświadczeniem, największą w Polsce ofertą dostępnych od ręki obcojęzycznych komiksów i trwającymi na okrągło w sklepie różnego rodzaju promocjami będziemy podobnie, jak inne sklepy branżowe na całym świecie, działać na rzecz umocnienia branży w tym roku, na czym skorzystają wszyscy fani komiksów.

Łukasz Stokowski (Komikslandia)

1. Niewątpliwie ciekawy. Daje się zauważyć coraz większe zainteresowanie klientów zakupami w internecie. Powstają i padają kolejne księgarnie internetowe i to powinno trwać również w 2013 roku. Innych znaczących wydarzeń nie odnotowałem.

2. Cieszę się , że dobre i ambitne tytuły sprzedawały się naprawdę przyzwoicie (na przykład "Habibi" Craiga Thompsona). Z drugiej strony martwią spadające nakłady. To troszkę wstyd, że w 38 milionowym kraju komiks ma 1000 egzemplarzy nakładu.

3. Wydaje się, że raczej pozytywne. Mali wydawcy rosną w siłę i publikują coraz więcej tytułów. Jednak już pod koniec roku obserwowałem rosnącą wstrzemięźliwość klientów przy podejmowaniu decyzji o zakupie nowego komiksu, dlatego wielkich wzrostów sprzedaży w nadchodzącym roku się nie spodziewam. Możliwe iż nastąpi jeszcze ostrzejsza walka między wydawcami o klienta.


Ciekawy również jestem jak wpłynie na rynek pojawienie się kolekcji Marvela. To jest wydarzenie dekady i mam nadzieję, że Hachette, zgodnie z obietnicami, zdoła wydać całą kolekcję. Zobaczymy też co się stanie, jak do naszego kraju zdecyduje się wejść Amazon. Ta firma może zmienić układ sił.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

#1219 - Rok 2012 oczami krytyków (część druga)

Szykuje się dość nieoczekiwany zwrot akcji. Może okazać się, że druga partia wypowiedzi krytyków wcale nie będzie ostatnią w tegorocznym cyklu. Pojawił się bowiem pomysł, żeby jeszcze jedna grupa komiksiarzy wypowiedziała się w tej materii. Jak wszystko dobrze pójdzie ich opinie pojawią się jeszcze w tym tygodniu.

Jakub Syty (prowadzi Thorgalverse):

Minął rok 2012, a świat się nie skończył. Ale gdyby był się skończył, zostałby "zapisany w pamięci" jako kolejny dobry rok na polskim rynku komiksowym.

Przede wszystkim w minionych dwunastu miesiącach w komiksowych sklepach pojawiło się bardzo dużo tytułów. Tylko na postawie ilości wydanych komiksów trudno było mówić o zapowiadanej recesji. Podobnie rzecz się ma chociażby na rynku franko-belgijskim, to znaczy ilość wydawanych we Francji i Belgii tytułów rośnie z roku na rok, nawet pomimo tego, że nie przestaje się mówić o nadprodukcji. Wniosek, jaki przychodzi mi na myśl, to dążenie do jak największej dywersyfikacji, ponieważ im szersza jest oferta, tym łatwiej zainteresować komiksem granicznego klienta, który z reguły jest bardziej wybredny.

Wśród tak dużej ilości pozycji szczególnie doceniłbym następujące: "Daytripper. Dzień po dniu", "Goliat", "Habibi", "Zagubione dziewczęta", "All-Star Superman", "Rewolucje: We mgle", "Batman: Zabójczy żart", antologia "Niczego sobie. Komiksy o mieście Gliwice", "Dzieci i ludzie", kolejne tomiki serii "Pluto". Ich kolejność jest przypadkowa. Najważniejsze, że naprawdę dobrze bawiłem się podczas ich lektury i z czystym sumieniem poleciłbym je każdemu, bez względu na gust. Oczywiście dobrych komiksów było zdecydowanie więcej, a też nie wszystko to, co chciałem, udało mi się przeczytać.

Jednym z bardziej medialnych wydarzeń na rynku był bez wątpienia start "Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela", to znaczy wejście na rynek francuskiego wydawnictwa Hachette ze sprawdzonym w innych krajach projektem. Być może ponowne pojawienie się tego typu komiksów w kioskach będzie w stanie zachęcić do ich czytania jakiś procent tych, którzy po komiksy sięgają nieczęsto, albo w ogóle o nich nie pamiętają. W moim odczuciu, dobór tytułów i cena kolejnych tomów serii gwarantują "dobrą rozrywkę w dobrych pieniądzach". W ogóle Marvel zdaje się gwarantować to, czego można oczekiwać po przygodach superbohaterów w trykotach, szczególnie w kinie.

Dla mnie z kolei najważniejszym wydarzeniem roku 2012 było zobaczenie retrospektywnej wystawy Grzegorza Rosińskiego, największej z dotychczasowych wystaw mistrza ilustracji i komiksu. Najpierw w Stalowej Woli, a potem w Krakowie, do obejrzenia były setki oryginalnych prac autora takich tytułów, jak "Thorgal", "Szninkiel", "Zemsta Hrabiego Skarbka". Niezapomniane przeżycie!

O ile cieszy mnie widoczna stabilizacja lub wyraźna ofensywa takich wydawców jak Taurus Media, Kultura Gniewu, Timof Comics czy Centrala, o tyle wyraźnie w tyle zostali Egmont i Hanami. Przetasowania na rynku wydawniczym to może nic nadzwyczajnego, ale przypomina to, że mamy przecież do czynienia z rynkiem, na którym wcale nie tak łatwo funkcjonować. I chociaż życzyłbym wszystkim samych trafionych decyzji wydawniczych, to jednak zasobność portfeli czytelników komiksu jest po prostu ograniczona, a ich liczba zdaje się być wciąż za mała, by gwarantować wszystkim wydawcom oczekiwane zyski...

Minął rok 2012, a świat się nie skończył. I dobrze, bo komiksowe zapowiedzi polskich wydawców na rok 2013 wyglądają naprawdę interesująco...

Maciej Reputakowski (nad-redaktor serwisu Poltergeist):

W cieniu kryzysu i problemów dystrybucyjnych dostaliśmy sporo świetnych komiksów, także polskich autorów. Chociaż martwią wysokie ceny, to w kwestii poziomu publikacji od lat polscy wydawcy nie schodzą poniżej bardzo solidnego poziomu. Jako feministę ogromnie cieszy mnie to, że najważniejsze premiery tego roku były właśnie udziałem kobiet. Olga Wróbel, Agata Wawryniuk, do tego - z mojej perspektywy zdumiewająco niedoceniany - ogromy sukces Marzeny Sowy za granicą. I wreszcie "Polski Komiks Kobiecy", czyli rewelacyjna publikacja z gatunku "robimy swoje, nie oglądamy się na facetów".

Jako szefa serwisu, który zajmuje się także komiksem, cieszą zmiany w strukturze Gildii (nawet bardziej niż fakt powstania Wydawnictwa Komiksowego, któremu oczywiście również kibicuję). Każdy, kto bawił się w fanowskie media zajmujące się niszowymi zjawiskami (jak komiks właśnie), wie, jak ważne jest stabilne zaplecze. Mam nadzieję, że Gildia na tym skorzysta i tym samym my wszyscy.

Komiksowi, jak rzadko kiedy, udało się też dokonać tego, do czego stworzona i potrzebna jest sztuka - sprowokować dyskusję, podrażnić społeczeństwo, zmusić do zajęcia stanowiska. Szkoda, że efekt był taki, jak zawsze w naszym przepięknym kraju. Boli mnie to tym bardziej, że jako lubliniak na wygnaniu poczuwam się trochę patriotycznie do tego, co dzieje się w Kozim Grodzie.

Ale bilet drąży skałę, jak mawia trener Piechniczek...

Łukasz Gręda (redaktor Esensji, współpracuje z Kolorowymi Zeszytami):

W 2012 roku kupiłem trzy komiksy - poza obowiązkowymi „Fistaszkami”, „Złoty dom w Samarkandzie” z serii o przygodach Corto Maltese. Wybór nieprzypadkowy, bo nie wyobrażam sobie lepszej lektury na czasy kryzysu niż komiks Charlesa Schulza do spółki z awanturniczą serią Hugo Pratta.

Po całym dniu spędzonym na użeraniu się z rzeczywistością i bezowocnych próbach uczynienia swojego życia znaczącym „Fistaszki” są niczym balsam dla mojej umęczonej duszy. Nikt nie rozumie mnie lepiej niż Charlie Brown, który całe życie strawił na beznadziejnej walce z latawcami. Poczciwy Charlie Brown! Wszystkim, którym kryzys daje się we znaki polecam lekturę komiksu Schulza, bo to leksykon ludzkich lęków, które targają nami, na co dzień. „Fistaszki” nie są receptą na całe zło tego świata, ale pozwalają oswoić się z myślą, że życie to właśnie ten nieustający ciąg upokorzeń i rzadkich chwil szczęścia, który przypadł nam w udziale.

Pratt to obok Schulza kolejny wielki mag komiksu. Jego seria o przygodach Corto Maltese to eskapizm w czystej postaci. U Pratta ciągle coś się dzieje, a to spisek na życie cara, a to wyprawa po zaginiony skarb, a wszystko w romantycznej scenerii rodem z powieści Kiplinga. Każdorazowe spotkanie z Corto przywraca mi apetyt na życie, którego zwykle nie mam w nadmiarze. Jaka szkoda, że komiksy z nim wydawane są w Polsce tak rzadko. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że kolejnego tomu doczekam w tym roku.

W 2012 roku kupiłem trzy komiksy, ale poza wyżej wymienionymi przeczytałem ich znacznie więcej. Całkiem prawdopodobne, że nigdy w życiu nie przeczytałem ich tak wiele. A to wszystko dzięki wspaniałej instytucji, jaką jest Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu, a w szczególności Czytelnia Zbiorów Specjalnych, gdzie można zapoznać się z przebogatym zbiorem komiksów. W ciągu ostatniego roku spędziłem tam więcej czasu niż gdziekolwiek. Było to jak powrót do dzieciństwa, do czasów, gdy buszowałem po bibliotecznych półkach w poszukiwaniu komiksów z Kajkiem i Kokoszem. Małopolskie Studio Komiksu, z którego zbiorów teraz korzystam, nie może pochwalić się taką ilością komiksów, co biblioteka w Poznaniu, ale i tak osładza mi gorsze dni. Nic mnie tak nie podnosi na duchu jak widok półki z wymiętymi komiksami.

Inicjatywy MCKu i Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu przywracają mi wiarę w to, że komiks służy przede wszystkim do czytania i że jego miejsce jest w rękach czytelników, a nie sfiksowanych kolekcjonerów.

Kino z kolei uczy, że komiks jest w stanie powiedzieć o współczesności więcej niż byśmy chcieli. Dowodzi tego przykład ostatniej części trylogii o Batmanie Christophera Nolana. „Mroczny Rycerz Powstaje” był najbardziej oczekiwanym filmem roku, ale nie odniósł równie spektakularnego sukcesu, co „Mroczny Rycerz”. Publiczność pokochała za to „Avengersów”. Amerykanie szturmowali kina, żeby zobaczyć jak Nowy Jork po raz kolejny staje się polem bitwy. Ale tym razem, w odróżnieniu od spektaklu, któremu jedenaście lat temu cały naród przypatrywał się z przerażeniem, Ameryka nie była bezbronna. Przeciwstawiła się najeźdźcy i odparła jego atak.

Radosna rozwałka, jaką Joss Whedon serwuje widzowi ma charakter terapeutyczny, przekonuje, że Ameryka pozbyła się traumy z 9/11 i jest gotowa do działania. „Mroczny Rycerz Powstaje” pokazuje, że taka diagnoza jest zbyt optymistyczna. Strach u Nolana kryje się głęboko, znacznie głębiej niż u Whedona i trudniej go wyplenić. Jedynym wyjście jest nauczyć się z nim żyć, ale to żmudny i czasochłonny proces. Nietrudno zrozumieć, dlaczego Amerykanie wybrali właśnie „Avengers”. Ja wybieram „Mroczny Rycerz Powstaje” z tego samego powodu, dla którego sięgam do komiksów Charlesa Schulza.

To był rok Mrocznego Rycerza i wszystko wskazuje na to, że 2013 nie przyniesie w tej materii żadnej zmiany. Na czasy „Avengersów” przyjdzie nam jeszcze poczekać. Tymczasem możemy zacząć odliczanie do premiery „Człowieka ze Stali”, który zapowiada się na najważniejsze wydarzenie nadchodzącego roku. Czy Superman wyciągnie nas z kryzysu? Zwiastuny nie pozostawiają żadnych złudzeń. Będzie mrocznie, ciężko i depresyjnie. Zupełnie jak w „Fistaszkach”.

Tymczasem możemy zacząć odliczanie do premiery „Człowieka ze Stali”, który zapowiada się na najważniejsze wydarzenie nadchodzącego roku. Czy Superman wyciągnie nas z kryzysu? Zwiastuny nie pozostawiają żadnych złudzeń. Będzie mrocznie, ciężko i depresyjnie. Zupełnie… jak w „Fistaszkach”.

#1218 - Rok 2012 oczami krytyków (część pierwsza)

I to już ostatnia część naszych podsumowań za rok 2012. Tym razem wypowiadają się szeroko pojęci krytycy. A miniony rok żegnamy. Było miło, ale minęło!

 Przemysław Pawełek (dziennikarz Polskiego Radia):

Jak na czas kryzysu, to można chyba powiedzieć, że był to niezły rok, czyż nie? Ani medialne szopki, ani podniesienie VAT-u, ani cięcia budżetowe tu i tam, ani spowolnienie polskiej gospodarki nie zmieniły faktu, że działy się (i wychodziły) fajne rzeczy.

Na pewno wycofał się nieco Egmont, przestawiając się głównie na kontynuację znanych serii oraz reedycje ich starszych tomów (a jest tego trochę). Natura nie znosi jednak próżni. Centrala cały czas sprawia wrażenie nabierania wiatru w żagle, Timof i Kultura Gniewu świetnie sprawdzają się w tym, z czego są dobrze znani, a Taurus wziął na celownik rynek frankofoński. Nie poddają się mniejsze wydawnictwa, dalej swoje robią ziniarze. I bardzo dobrze. Ciekawych propozycji – ani z kraju, ani z za granicy – na pewno nie brakowało.

Ograniczę się tu tylko do paru tytułów, bo lista mogła by być zdecydowanie dłuższa. W końcu doczekaliśmy się "Zagubionych dziewcząt", jednego z ostatnich wielkich dzieł Alana Moore’a, którego brakowało na naszym rynku. Świetną rzeczą jest "Goliat" – prosty, lakoniczny, ale przewrotny, perełka dla tych fanów wizualnej narracji, którzy oczekują obrazkowej zabawy historią, nie akcji. Przypomniało o sobie wydawnictwo Mireki z "Wenus w futrze", co warto odnotować, bo na nadmiar Guido Crepaxa nigdy nie mogliśmy narzekać. Pojawił się "Dziki Gon" – jeden z najlepszych albumów o Hellboy`u. Są kolejne Batmany. Świetne debiuty zaliczyły Olga Wróbel i Agata Wawryniuk, udowadniając że nie trzeba histeryzować o komiksowej dyktaturze patriarchatu, bo miejsce dla kobiet na naszym wątłym poletku jest, wystarczy że zaproponują one coś wartościowego. Tak też jest w tych przypadkach. Rafał Szłapa domknął trylogię "Blera", przekonując że klimaty superbohaterskie nie muszą być tak oderwane od polskiej kultury, wystarczy wiedzieć jak je ugryźć. Z drugiej strony doczekaliśmy się też konwencjonalnego podejścia do trykociarstwa po polsku, pod postacią "Białego Orła". Zobaczymy, co dalej z tego wyniknie.

Rok 2012 nie miał dla niektórych litości. Z rynku papierowych wydań znikł "Konstrukt" i "Henryk Kaydan". Do histerii niektórych doprowadziło wydawnictwo Hachette, najpierw zapowiadając cykl komiksów Marvela za ludzką, jak na nasze warunki cenę, potem ograniczając się do wąskiej dystrybucji w wyselekcjonowanych miastach, by zniknąć i odrodzić się w całej Polsce niczym mityczny, czy też marvelowski, Feniks. Niepocieszeni fani zeszytówek smarczący po kątach, nieutulone w żalu sieroty po TM-Semic, w końcu mają swoją stałą porcję historyjek o superherosach, i pozostaje mieć nadzieje, że nie skończy się jak z Dobrym Komiksem. Nie mogło oczywiście zabraknąć skandalu – lubelskie bilety przywróciły wiarę, że tematyką komiksu mogą się zająć mainstreamowe media. Fajnie jednak by medialna szopka mogła się kiedyś skupić też na pozytywnych walorach tego typu akcji. Można dostrzec tu jednak pozytyw – Maciej Pałka i Dominik Szcześniak wysoko ustawili poprzeczkę w temacie nakładów. Kolejna sprawa to nieszczęsne ceny. Ja rozumiem, że rynek, że nakłady, że objętość komiksów, ale albumy powyżej 50 złotych, albo nawet i za 100, stały się już normą. To boli.

Moja wyliczanka wydaje mi się przydługa i nużąca. Prawda jest taka, że sporo się działo, pojawiły się fajne albumy, polscy komiksiarze nie zrażają się niszowością medium i dalej robią swoje, ale niczym szczególnym ten rok się dla mnie nie wyróżniał. Obawiam się tylko, że mógł to być ostatni tak dobry rok dla polskiego komiksu (i komiksu w Polsce) w ostatnim czasie. Jak prognozują ekonomiści, starzy górale i świstaki, dopiero teraz ma w nas pieprznąć kryzys. Odczują to wydawnictwa, odczujemy to my, czytacze, a potem jeszcze bardziej odczują to wydawnictwa. I będzie krucho.

Obym był w błędzie.

Paweł Deptuch (komiksowy publicysta "Nowej Fantastyki"):

Pomimo czarnowidztwa, jakie towarzyszyło w roku 2011, 2012 był pod wieloma względami lepszy i ciekawszy na naszym rynku. Po pierwsze otrzymaliśmy do rąk chyba rekordową ilość publikacji, a po drugie, ich jakość wcale nie ustępowała ilości i różnorodności. Co prawda mam jeszcze spore zaległości czytelnicze za tamten rok, ale kilka tytułów bardzo utkwiło mi w pamięci. Przede wszystkim "Szkicownik" Śledzia od chłopaków z ATY. Kolejny znakomitej jakości artbook, będący jednocześnie olbrzymią skarbnicą wiedzy. "Orbital" od Taurusa, bardzo zgrabnie narysowane i opowiedziane s-f w klasycznym wydaniu. Ostatni "Bler" od Rafała Szłapy, czyli superhero w bardziej interesującej odsłonie, niż marvele czy dc. Oraz „House of M”, czyli pierwszy ważny event z Marvela.

Cieszy fakt, że szczęśliwego końca doczekuje "Pluto" i "Battle Royale", że nadal wydawane są rewelacyjne "Baśnie", "Żywe Trupy" i "Hellboy", że od czasu do czasu pojawiają się takie tytuły jak "Pictures that Tick", "Daytripper", "Yorgi", a za chwilę do kiosków zawitają komiksy Marvela. Miłym zaskoczeniem był też kolejny "Koziorożec" od Manzoku, które albo ma pośmiertne drgawki, albo próbuje wrócić do życia.

Po raz kolejny napomknę też o wydawnictwach mangowych, które coraz częściej starają się wyjść poza własny krąg. Mam tu w szczególności na uwadze JPF, które w roku 2012 co prawda dało na tym polu ciała, ale w 2013 uderzy w moje ulubione struny, czyli grozę (kolejne tytuły Junji Ito – "Gyo" i "Black Paradox") i s-f ("7 Billion Needles"), by zaraz potem zaprezentować nam twórczość Tsutomu Nihei i kolejne tytuły Masamune Shirow. Szkoda jedynie "Domu" Otomo, który zablokował wydania swoich mang poza Japonią… Warto też zwrócić uwagę i porównać popularność, jaką cieszy się u nas komiks wschodni i zachodni na przykładzie takiego Facebooka. Profile JPF i Waneko mają po ok. 10 tyś. obserwatorów a tymczasem Mucha, Timof, Taurus, Ważka razem wzięte ledwo przekraczają 1 tysiąc (wyjątkiem jest Kultura Gniewu).Ot, taka zwykła obserwacja, ale o czym to świadczy?

Jeśli chodzi o rynek zagraniczny, to nadal głęboko siedzę w "Invincible" Kirkmana, który wciąż dostarcza mi najwyższej jakości rozrywki super-hero. Do tego stopnia, że praktycznie przestałem sięgać po inne tytuły tego gatunku. Bardzo miło zaskakuje mnie cały czas Image Comics, które co rusz wydaje bardzo interesujące tytuły. Ostatnio jaram się "Prophetem" Brandona Grahama, "Planetoidem" Kena Garinga, "Sagą" Vaughana, "Manhattan Projects" Hickmana, "Fatale" Brubakera, "Lutherem Strode" Jordana. Większość z nich to science-fiction najwyższej próby, a kolejka z następnymi nie maleje. Ciekawym doświadczeniem są też dla mnie tytuły ze zrestartowanego Valiant Comics. Nie są to co prawda jakieś nadzwyczajne pozycje, ale przyznam, że na tyle interesujące, że nadal po nie sięgam. Zgrabnie narysowane i przyzwoicie opowiedziane. Najciekawsze w tej chwili to "Harbinger", "Archer & Armstrong" i "Shadowman".

Żałuję, że tak marnie IDW radzi sobie z revampowanymi "Żółwiami Ninja". Jedne z najciekawszych postaci niezależnych trafiły w trybiki wielkich machin korporacyjnych i już nie są tym, czym były w runie Jima Lawsona pod pieczą Petera Lairda. Co prawda do ich współtworzenia powrócił Kevin Eastman, ale tak naprawdę niewiele ma do powiedzenia w temacie (tyle, że robi fajne okładki). Obecnie komiksowe "TMNT" to taka mieszanka oryginalnych pomysłów z vol.1 z „oryginalnymi” pomysłami z serialu animowanego z przełomu lat 80-tych i 90-tych. Widać, że twórcy nie mogą się zdecydować czy uderzyć w poważne tony czy te bardziej młodzieżowe. Znacznie lepiej na ich tle wypada serial robiony przez Nickelodeon, który ma określony target a przy tym jest fantastycznym widowiskiem, pełnym akcji i humoru.

W 2012 swoje 35-lecie obchodził kolejny z moich ulubionych bohaterów, a mianowicie Sędzia Dredd. Z tej okazji IDW postanowiło przygotować swoją wersję przygód stróża prawa z przyszłości i wydawać go, jako zeszytowy on-going na rynku amerykańskim. Po dwóch odcinkach mogę stwierdzić jedynie, że Amerykanie kompletnie nie rozumieją i nie czują tej postaci. Jest to żenująco słabe i w ogóle nie nadaje się do czytania. Po zakończeniu pierwszej opowieści podziękuję i wrócę do kompletowania "Complete Case Files".

Ten komiksowy rok był równie udany w kinach. Pojawiło się siedem adaptacji ("Ghost Rider 2", "Amazing Spider-Man", "Avengers", "Mroczny Rycerz Powstaje", "MiB3", "Dredd", kolejny "Asterix i Obelix") i dwa tytuły około-komiksowe ("Kronika" i "Comic-Con"). Dla mnie filmem roku został Dredd, niestety mocno niedoceniony i raczej z marnymi szansami na sequel. Świetnie zrealizowane, piękne, męskie, proste kino. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem była też "Kronika" Maxa Landisa – niskobudżetówka o chłopaczkach z mocami i ze scenami, jak z Akiry. "Avengersi" też byli fajni. "Batman" też. I "Spider-Man".

Rok 2013 na pewno zapadnie w pamięć miłośnikom peleryniarzy. Hatchette wydaje Marvela, a Egmont wraca do DC. Zapowiedzi wydawców niezależnych są jeszcze ciekawsze i zdaje się, że trwający już rok będzie znowu lepszy od minionego.

Tomasz Pstrągowski (redaktor naczelny Komiksomanii):

Zgadzam się z Karolem Konwerskim, że 2012 rok był przede wszystkim rokiem kobiet. Dwa najgłośniejsze i najbardziej ambitne artystycznie albumy tego roku są ich autorstwa. Mowa oczywiście o "Ciemnej stronie księżyca" Olgi Wróbel i "Rozmówkach polsko-angielskich" Agaty Wawryniuk. I choć komiks Wróbel mi się nie podobał, to doceniam zamysł i szczerość. Za to komiksowi Wawryniuk nic zarzucić nie można i jest to dla nie tylko polski komiks 2012, ale i jedno z największych zaskoczeń w karierze.

Poza tym mamy jeszcze "Polski komiks kobiecy" pod redakcją Kingi Kuczyńskiej (trochę nie wypada mi komplementować, bo to moja przyjaciółka, ale wiedzcie, że jest co komplementować), drugi album Agaty Bary, świetne "Dzieci i ludzi" Marzeny Sowy, w końcu album Slo na papierze (niestety jeszcze nie czytałem, mam nadzieję, że dobre), wystawę i album kobiecych komiksów autobiograficznych od Centrali…

Dla odmiany, mężczyźni głównie mnie w tym roku rozczarowywali. Nie spodobały mi się nowe "Rewolucje" Skutnika i Szyłaka, całkowicie nie trawię pierwszego samodzielnego albumu Marcina Podolca, rozczarował mnie "NeST", zasmuciły "Bezdomne wampiry", a "Bler" zranił niemal fizycznie (taki potencjał!). Boli mnie także przedłużające się milczenie dwóch najzdolniejszych twórców "Produktu" - Karola Kalinowskiego i Michała Śledzińskiego. O ile pierwszy przynajmniej niczego nie obiecywał, to Śledziu zaliczył kolejny rok bez "Na szybko spisane 3".

Jeżeli chodzi o rynek, to cieszy mnie, że moje pesymistyczne prognozy z poprzedniego podsumowania się nie sprawdziły. Rodzimi wydawcy poradzili sobie z kryzysem zaskakująco dobrze. Wysoką formę utrzymują Timof Comics i Kultura Gniewu (wydawanie ciężkich, drogich arcydzieł gatunku widocznie się opłaca), naprawdę ciekawe rzeczy zaczęła wydawać Centrala, Post wciąż atakuje rzadko, ale jak już to perełką w stylu "Parentezy" (obcojęzyczny komiks roku!), nie rozumiem trochę wyborów Taurus Media, ale widocznie ktoś oszacował, że wydawanie europejskich średniaków się opłaca. Nawet propozycje Muchy w 2012 były jakieś takie bardziej strawne dla kogoś, kto facetów w trykotach niespecjalnie rozumie (zwłaszcza "All-Star Superman"). I tylko Egmontu żal, który coraz bardziej zwija swoje komiksowe skrzydło. Może ewentualny sukces kioskowych superherosów odwróci ten trend?

Łukasz J. Chmielewski (redaktor naczelny Alei Komiksu):

Wśród wielu ciekawych i ważnych wydarzeń, jakie miały miejsce w 2012 roku, na szczególną uwagę zasługują zmiany oferty wydawniczej. Największy wydawca na rynku, czyli Egmont, ograniczył swój katalog, ale inne wydawnictwa nie zwolniły kroku. Widać to zwłaszcza po zapowiedziach na 2013 rok. Efektem tych zmian może być nowy rozkład sił na polskim rynku komiksowym, który zaczął powoli rysować się już w 2012 roku. Egmont zaczął tracić mocarstwową pozycję. Odzyskać będzie mu ją trudno, bo ani Kultura Gniewu, ani Timof, ani Centrala, ani Taurus Media, które przejęło tytuły, z których wielki E zrezygnował, nie odpuszczą i powalczą o to, żeby ich działalność była jeszcze bardziej komercyjna.

Na rynku pojawił też się niespodziewanie nowy gracz. Hachette, z tanimi komiksami z oferty Marvela, może również sporo namieszać. Ciekawe, czy Musze uda się to przetrwać i czy zrobi się trochę więcej miejsca na rynku dla super-hero? Na zeszytówki bym jednak nie liczył, rynek odrzucił je w polskiej wersji dość wyraźnie. Ten format nie zniknie jednak w 100%. Choć Egmont wycofał się z mang, to ten segment rynku dobrze się trzyma. Około 1/4 wydanych wszystkich komiksów w Polsce w 2012 roku stanowił ten rodzaj komiksu. Powstały dwa nowe, specjalistyczne wydawnictwa. Wymowne spowolnienie Hanami, które kontynuuje jedynie zaczęte serie, wskazuje jednak, że manga dla dorosłych nie przyjęła się.

Bardzo ciekawym zjawiskiem, jakie można było zaobserwować w 2012 roku, było efektowne przełamanie maskulinizacji polskiego komiksu. Kobiety sięgnęły po mazaki i tablety zdecydowanie i w bardzo dobrym stylu. Nie dziwne, że okupują pierwsze miejsca mojego rankingu polskich komiksów. Najlepszy komiksem 2012 roku jest dla mnie "Ogród" Agaty Bary, albumową debiutantką roku i największym wydarzeniem zaś "Rozmówki polsko-angielskie" Agaty Wawryniuk.

niedziela, 13 stycznia 2013

#1217 - Rok 2012 oczami twórców

W kolejnej odsłonie cyklu teksów podsumowujących miniony rok o sytuacji w komiksowym światku wypowiadają się twórcy. I wychodzi, że pomimo pesymistycznych prognoz 2012 był całkiem dobry.

Jan Sławiński:

To był dobry rok. Nawet nie chodzi o ilość wydanych komiksów, których liczba prawie o setkę przekroczyła liczbę tych wydanych w roku 2011 i była największa od 2007 roku. Ukazało się sporo ciekawych, intrygujących czy zwyczajnie bardzo dobrych komiksów, choć nie zabrakło również tych słabszych. Nie chciałbym się jednak na tym skupiać, bo rok 2012 w komiksowie to dla mnie głównie spotkania z komiksiarzami. Zresztą niedługo lista zbierająca najlepszą dziesiątkę kolorowych zeszytów wydanych w 2012 ukaże się na moim blogu, więc nie chcę tu spoilerować.

Pierwszy raz w życiu udało mi się być na więcej, niż jednym komiksowym festiwalu w ciągu roku. Po raz pierwszy odwiedziłem Komiksową Warszawę i po raz drugi zwiedziłem Łódź. O ile pierwszy z festiwali nieco mnie rozczarował, tak MFKiG po raz kolejny zachwyciło rozmachem, organizacją, ciekawymi spotkaniami i zaproszonymi gośćmi. Jednak powiedzmy sobie szczerze – nie dla giełdy, ani zaproszonych gości jeżdżę na komiksowe festiwale. Moim głównym celem w tego typu wyprawach jest spotkanie z komiksiarzami. W tym roku udało mi się spotkać wreszcie Norberta Rybarczyka – człowieka, z którym od jakiś dwóch lat niemal codziennie wymieniam maile, uwagi i pomysły. Który zawsze służy mi radą i dzieli się doświadczeniem. A przede wszystkim, Norbert to gość, który jak mało kto potrafi zmobilizować mnie do pisania. Bez niego nie powstałby scenariusz do "Immortal Suicide", a shorty z Kiwi Kidem pewnie wciąż błąkałyby mi się jedynie po głowie. Stary, jeśli to czytasz, to wielkie dzięki za tego pozytywnego kopa, którego dostaje po każdej wymianie pomysłów czy obgadaniu tematu. Piona.

Jak już jesteśmy przy projektach komiksowych – w tym aspekcie rok 2012 był dla mnie raczej rokiem rozczarowań – podobnie jak i kilka poprzednich lat. Mimo wielu zapisanych stronic, kilku pozytywnych opinii i kilku przybitych piątek i słów: "Spoko, narysuję to od kopa" powstało niewiele komiksów, pod którymi mógłbym się podpisać. A jak coś już powstawało to albo – cytuję – "jest chujowe" albo moje nazwisko gdzieś zaginęło w akcji (jak podczas konkursu na krótką formę). Cóż, bywa, powoli się przyzwyczajam, że chęć opublikowania czegoś dłuższego, niż cztery strony pozostaną na zawsze niedoścignionymi marzeniami.

Rok 2012 to również pisanie dla Alei Komiksu, Valkirii Network i Poltera. To również odświeżenie i dość regularna aktualizacja bloga, z którego współprowadzenia zrezygnowali Rafał Kołsut i Damian Bogunowicz, przez co miałem okazję nadać stronie bardziej osobistego klimatu, co chyba – sądząc po komentarzach – wyszło na dobre.

Nie można zapomnieć o kilku premierach filmów na podstawie komiksów. Praktycznie wszystkie większe produkcje bazujące na opowieściach obrazkowych były udane. Począwszy od dobrego remake'u Spider-Mana, przez dających mnóstwo frajdy "Avengersów", aż po kozackie zakończenie trylogii o Mrocznym Rycerzu. Wszystkie trzy wyżej wymienione filmy mogły się podobać, bądź nie, jednak były wyczekiwane z niecierpliwością, a po premierze dały sporo okazji do długich dyskusji. Nie można też zapomnieć o nieco mniej udanych, acz wciąż porządnych filmach jak "Dredd" czy trzecia część "Facetów w Czerni". Trafiło się oczywiście kilka kiepskich obrazów ("Ghost Rider 2", "John Carter"), jednak trzeba przyznać, że dla miłośników komiksowych blockbusterów był to zdecydowanie udany rok.

Wreszcie 2012 to również copiątkowe spotkania z komiksem w ramach cyklu spotkań organizowanych przez Małopolskie Studio Komiksu, najpierw w budynku Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, a później w Artetece Małopolskiego Ogrodu Sztuki. MSK może pochwalić się zorganizowaniem około trzydziestu spotkań. Większość tychże wieców zaszczyciłem swą obecnością, nie bez przyjemności zresztą, i mogę chyba powiedzieć, że chłopaki odwalają kawał świetnej roboty, mimo że robią to całkowicie za darmo. Warto docenić ich wysiłki, zwłaszcza, że spotkania są ciekawe, różnorodne (od warsztatów komiksowych, przez wspólne czytanie komiksów, aż po seanse komiksowych filmów w Kinokawiarni Kika), sprawnie prowadzone, napawają pozytywnym klimatem i przede wszystkim – odbywają się regularnie i często. Może frekwencja nie jest powalająca, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Warto wspomnieć, że w otwartej niedawno Artetece mieści się również pokaźny zbiór komiksów do wypożyczenia, ponad 1800 tytułów. Jeśli tylko macie wolny piątek i czas od 18:30 do 20:00 – wpadajcie do Ogrodu Sztuki, wejście od ulicy Szujskiego. Warto.

Wydaje mi się, że wyczerpałem temat. Nie chcę pisać o zagranicznym rynku (choć kilka wydarzeń zza Wielkiej Wody elektryzowało), bo nie znam go na tyle dobrze. Opowieść, jak biegałem po kioskach i bezskutecznie szukałem Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela też nie jest niczym szczególnie zajmującym. Co tu dużo mówić – jestem ciekaw jak wypadnie rok 2013 w komiksowie, jakie komiksy będą miały swoje premiery, jaki skandal wybuchnie, kto przyjedzie na MFK. Szczególnie uważnie będę się przyglądał Wydawnictwu Komiksowemu, bo wydaje mi się, że to inicjatywa, za którą warto trzymać kciuki. Kibicuję również polskim komiksiarzom, by znów wydali sporo świetnych rzeczy.

Olga Wróbel:

2012 był dla mnie pracowitym rokiem. Moje komiksy pojawiły się w „Komiksie kobiecym" pod redakcją Kingi Kuczyńskiej (opatrzone świeżym wywiadem), w „Portrecie podwójnym" Centrali, w „Wielkim Atlasie Ciot Polskich" Ha!Artu, w „1 zine" Marty Nieznayu. Nadal pomyślnie układa się współpraca z „Zadrą", gdzie oprócz komiksów opublikowałam własnoręcznie ilustrowany artykuł. Co tam jeszcze? Trzy wystawy, z czego jedna indywidualna (Góry Tarnowskie), jedna hula po Europie („Portret podwójny”), a jedna MFKowa. Udział w Bella Women in Art Festival. Oczywiście 2012 jest też rokiem mojego pełnometrażowego debiutu. „Ciemna strona księżyca" ukazała się w październiku i nakładzie 500 egzemplarzy, po czym wyprzedała się w trzy miesiące. Cieszę się, że udało się ten album pokazać trochę poza komiksowym obiegiem. Muszę jednak przyznać, że jestem całkowicie rozczarowana jego odbiorem w środowisku.

Komiksowo nadal jest w ogromnej mierze skupione na zabawie w „kto najładniej narysuje" i na tym skoncentrowała się większość uwagi (że narysowałam brzydko), natomiast reszta komiksu została potraktowana kilkoma zdaniami-wytrychami, od których mi już samej niedobrze. Zresztą świetnym przykładem takiego podejścia są recenzje „Wielkiego Atlasu…", gdzie mój komiks wymieniany jest jako „klasyczna forma" i na tym koniec, i trzeba było Michała Abla Pelczara z portalu Reflektor żeby zauważyć, że narysowałam torebkę bohatera w specyficzny sposób i to jest znaczącym elementem komiksu, a nie podział planszy na prawomyślne kadry.

Rok 2012 kończę jednak zadowolona. Wydałam komiks, wiem już jak to jest, i mogę spokojnie obserwować środowisko z wewnętrznej emigracji, bez większych złudzeń pracując nad swoimi projektami. Żeby dorzucić jeszcze wesołe nuty, bardzo podobała mi się w minionym roku działalność grupy Maszin, od czasów pierwszego "Mydła" z podziwem spoglądam na Maję Demską, a sam koniec roku spędziłam kiwając z zachwytem głową nad wywiadem z Wojciechem Szotem, szczególnie nad jego uwagami o stosunku ceny do objętości komiksu i o tym, jak ważne jest dobre tłumaczenie.

Maciej Pałka:

To był bardzo intensywny rok. Ukazała się ogromna ilość komiksów, których większości jeszcze nie zdążyłem przeczytać i wątpię, abym szybko nadrobił zaległości. Co więcej, dotyczy to też albumów polskich autorów. Czytelnicy mają w czym przebierać. Doskonale widać to przy okazji podsumowań, gdzie okazuje się, że trudno ułożyć top 10 (a nawet top 50!) najlepszych komiksów minionego roku.

W środowisku podobnie: festiwale, konwenty, spotkania, warsztaty, działania artystyczne i stałe (choć ciągle pobieżne) zainteresowanie mediów. Decentralizacja komiksowej aktywności i wolontariatu (o czym pisałem w ubiegłym roku) zaczyna przynosić wymierne korzyści. Komiksowa mapa Polski tętni od ciekawych inicjatyw, wdrożono sprawdzone metody i mamy coraz mniej prowizorki. Tutaj wydarzeniem roku jest bez wątpienia informacja o powstaniu Łódzkiego Centrum Komiksu. Największy komiksowy festiwal wywalczył niepodległość i niezależność od ŁDK. Można się pokusić o stwierdzenie, że polski komiks wyszedł z getta, chociaż niedokładnie w takim sensie, jaki postulował Sebastian Frąckiewicz w swojej książce. Wspominam o tej publikacji, bo nadała ton dyskusji o polskim komiksie w pierwszej połowie 2012 i za kilka lat będzie świetnym świadectwem naszych czasów.

Druga połowa roku należała do Polskiego Komiksu Kobiecego w znaczeniu zarówno antologii pod redakcją Kingi Kuczyńskiej jak też szerzej: w postaci erupcji świetnych (i głośnych) albumów polskich autorek. Jeśli chodzi o ilość albumów, to był rok Dominika Szcześniaka, który jakoś tak mimochodem przekroczył stachanowskie normy o kilka tysięcy procent wydając bodaj dziewięć komiksów, z czego większość w twardej oprawie.

Osobiście, dla mnie, jako twórcy, pod względem artystycznym był to chyba najlepszy rok życia. Udało mi się wydać kolejny album. Udało mi się narysować najlepszy komiks do tej pory („Spacer” – do scenariusza Karola Konwerskiego). Udało mi się zrobić fajną autorską wystawę. Poprowadziłem niezliczoną ilość warsztatów – co dla mnie było nowym doświadczeniem. W ramach prowadzenia Domu Słów – Pracowni Komiksu zawodowo wszedłem w niszę komiksu historycznego, z której szybko nie wyjdę. Przy okazji miałem też swoje pięć minut przy okazji afery biletowej, co jest doświadczeniem na zasadzie „uważaj, czego sobie życzysz”. Z drugiej strony, z racji pracy w instytucji kultury stoję przed niezbyt oczywistym wyborem: czy być twórcą, czy działaczem? Dziś uważam, że obu funkcji nie można pogodzić i zaczynam mieć niedosyt... rysowania.

Marek Turek:

Miniony rok mogę podsumować na trzech (a właściwie czterech) poziomach. Na pierwszym, personalnym, skończyłem album (ufff), a przy okazji udał mi się (tradycyjnie), zrobić z siebie sieciowego błazna (cóż ja na to mogę poradzić, lubię te bełkotliwe błaznowanie na sieci). Dłubię nad czterema kolejnymi projektami, a zatem będę miał jeszcze sporo okazji, żeby sobie "potrollować".

Na poziomie regionalnym – coraz mocniejsza ekipa, która już nie ukrywa się w malutkiej powierzchni wystawowej galerii "Melina". Udana antologia "miejska" (i kolejny projekt już w końcowej fazie realizacji). Praktycznie cały rok duże ekspozycje komiksowe i parakomiksowe w centrum miasta. Czy to się przełoży, chociaż w minimalnym stopniu na "wyście z getta"? Mam nadzieję, że tak, szczególnie, że jest jeszcze poziom krajowy.

I tutaj dzieje się naprawdę sporo, bo zgodnie z ideą "myśl globalnie-działaj lokalnie" to już nie tylko Łódź i Warszawa, ale np. Lublin ostro "zamieszał w świadomości masowego odbiorcy". Regularnie coś się dzieje w Poznaniu i Trójmieście, pojawia się coraz więcej lokalnych, miejskich inicjatyw itd. itp. Odrobinę martwi mnie stagnacja Krakowa (chociaż jest jakieś światełko w tunelu, związane z MOCAKiem) i (szczególnie) Wrocławia (obawiałem się, że "Stolica Kultury" zakręci wszystkie kurki z dotacjami na coś tak niepoważnego jak "komiksiki" i chyba właśnie tak się dzieje).

Niemniej komiksowo mocno się nie tylko trzyma, ale rozkręca. Autorzy komiksów, wbrew oszołamiającym zyskom z publikacji albumów, "spinają poślady" i ciągle, sami sobie podnoszą poprzeczkę. Takiej ilości rodzimych albumów, zrealizowanych na poziomie, który pozwala na równorzędną walkę o serca (i portfele) krajowych czytelników, ze śmietanką wydawanych u nas zagranicznych publikacji, nie pamiętają chyba nawet najstarsi górale. Komiksy w galeriach, komiksy na biletach, "komiksy kobiece", adaptacje komiksów na duży ekran, o komiksach w gazetach, telewizji, radio i portalach internetowych, duży szum, który w końcu musi się przełożyć na coś więcej, niż tylko medialna papka. Z "małych rzeczy" warto również docenić kolejny renesans zinów, które, jak wydawało się przez moment, zniknęły, zabite przez "komiks internetowy".

Poziom czwarty – światowy. I tu jest zagwozdka, bo wszyscy jęczą, że kryzys, że jak zeszytówki z pierwszym Batmanem i Supermanem schodzą za miliony dolarów to tym bardziej kryzys, że jak Disney przejął Marvela... bla bla bla. A jednocześnie wciąż rośnie ilość wydawanych tytułów, duże wydawnictwa, po obu stronach oceanu, trzymają się mocno. Pojawia się coraz więcej małych, często wręcz lokalnych wydawców i nikt nie plajtuje (przypomnę, że kilka lat temu, jeszcze przed "kryzysem", Fantagraphics i Top Shelf były na granicy bankructwa). Dystrybucja cyfrowa, która podobno miała dobić edycje papierowe, doskonale wpasowała się w system i na chwilę obecną wydaje się, że nawet nakręca sprzedaż na "tradycyjnym nośniku". Komiks mocno się różnicuje, od totalnej awangardy do pastelowego mainstreamu i to dobrze, bo tylko żywy organizm rozrasta się w taki sposób. Jak to przeklinają Chińczycy, żyjemy w ciekawych (dla komiksowa) czasach.

piątek, 11 stycznia 2013

#1215 - Rok 2012 w naszej perspektywie

W kolejny wpisie poświęconym rozrachunkom z 2012 głos mają członkowie naszej szacownej "redakcji". Krzychu, Bartek i Giera wyliczają swoje ulubione albumy, wspominają minione 365 dni, rozwodzą się nad tym, co może przynieść kolejny rok. No, może ostatnie podsumowanie różni się od pozostałych, ale... przeczytajcie zresztą sami! 

Krzystof Ryszard Wojciechowski:

To był dobry rok dla komiksu w Polsce. Pojawiło się dużo dobrych (i kilka wybitnych) albumów zagranicznych, a publikacje polskich twórców osiągnęły spory sukces na naszym rynku wydawniczym.

Od razu zaznaczam, że nie czytałem dwóch ważnych pozycji: "Habibi" Craiga Thompsona i "Rycerzy Św. Wita" Davida B. - z prostej przyczyny - nie stać mnie na nie. Najlepsze komiksy wydane w Polsce, jakie trafiły w tym roku w moje ręce to: "Zagubione Dziewczęta", "Goliat" i "Parenteza". Chciałbym też wyróżnić kameralne "Podejdź Bliżej" - nie jest to komiks tego kalibru co wyżej wymienione, ale z pozycji stojących w drugim szeregu ta najbardziej zapadła mi w pamięć. Najlepszym komiksem ukazującym się w częściach był dla mnie "Long John Silver" (zaznaczam jednak, że nie miałem możliwości przeczytania żadnej mangowej serii - a przecież ukazuje się u nas ponoć znakomity "Pluto"). O każdej z tych pozycji pisałem, odsyłam więc po prostu do recenzji. Największym prywatnym odkryciem z pogranicza komiksu był dla mnie wydany dziesięć lat temu i kompletnie zapomniany "Smutek Miłości" Frederica Pajaka. Z opóźnieniem i w dość dziwnych okolicznościach trafił do mnie zeszłoroczny "Osobliwy gość" znakomitego Edwarda Goreya. W księgarniach pojawił się niedawno drugi zbiór jego prac - mimo tego, że jeszcze go nie mam, to na pewno pozycja warta odnotowania. Po polski komiks sięgałem w tym roku częściej, ale dalej nie tak często jak powinienem, a najważniejszych tegorocznych tytułów z braku okazji nie czytałem. Głównie nadrabiam zaległości, dlatego ominęły mnie między innymi dwa albumy, którymi wytapetowano internet - "Ciemna strona księżyca" i "Rozmówki polsko-angielskie". Mam nadzieję że będzie okazja przyjrzeć im się w przyszłym roku, już na spokojnie, bez presji i bez hajpu.

Kibicuję wszystkim wydawcom, ale najciekawszy katalog miał... (czytaj dalej)

Bartłomiej Basista:

Ciężko robić roczne podsumowanie na blogu, który jeszcze nie obchodził pierwszych urodzin. Ale jako, że ten rok pod względem komiksowym był dla mnie jednym z najlepszych to nie mogę się oprzeć.

Na moim nerdwoskim regale przybyło sporo komiksów, co prawda nadal nie mogę się pochwalić "Rycerzami Św Wita" Davida B, Supermanem od Morrisona, "Dziennikami Ukraińskimi" Igorta, czy też "Parentezą" Élodie Durand. Ale mimo tego, że brak mi tak świetnych tytułów to jestem wstanie wytypować mocną trójkę najlepszych komiksów 2012 roku. „Goliat” Toma Gaulda od Centrali, „Habibi” Thompsona i „Zagubione Dziewczęta” Melindy Gebbie i Alana Moore’a od Timof Comics to nie tylko najlepsze komiksy ubiegłego roku, ale także jedne z najlepszych, które miały szanse zostać wydane w naszym kraju. Tutaj oklaski i ukłony w kierunku wydawców! Do tej świętej trójcy dopisałbym także trzy wznowienia od Egmontu: "Zabójczy Żart" Bollanda i Moore'a, "Sin City: Trudne Pożegnanie" i "Batman: Powrót Mrocznego Rycerza" oba Franka Millera. Z przyjemnością wymieniłem stare wersję na twarde oprawy i kredowy papier a w przypadku Powrotu Mrocznego Rycerza także na dużo lepsze tłumaczenie Tomasza Sidorkiewicza. Wiele osób psioczy na to, że Egmont coraz bardziej skupia się na wznowieniach, osobiście sam też tego nie pochwalam, ale wcześniej nie udało mi się uzbierać całej serii Sin City i Hellboya a dzięki temu, że w księgarniach pojawiły się wznowienia to tym razem... (czytaj dalej)

Maciej Gierszewski:

Miało nie być żadnego podsumowania (patrz: poprzedni post), ale okazało się, że już napisałem. Dawno temu, bo rok temu na zaproszenie Dominika Szczęśniaka dla magazynu Ziniol:

Rok 2012 był rokiem dobrym dla komiksowa. Uważam, że właściwie był to rok przełomowy. Komiksy wychodzą z getta. Powoli, bo powoli, ale jednak. Nie tylko wydawnictwa i portale branżowe (wielbicieli kolorowych historii), ale także wydawnictwa komercyjne zaczęły "inwestować" w komiks. Bardzo dobrym przykładem jest seria „Powieść graficzna” wydawnictwa W.A.B. Dzięki takiemu działaniu i większej łatwości, jaką posiadają wydawnictwa komercyjne, w kontaktach z mediami, zaczęto pisać i mówić o "historiach obrazkowych" w gazetach codziennych i TV. Co spowodowało wytworzenie potrzeby obcowania z komiksem u osób, które jeszcze rok temu uważały go za historie przeznaczone dla dzieci i młodzieży. Drukowanie powieści graficznych przez duże wydawnictwa, a co za tym idzie, możliwość obniżenia ceny egzemplarzy, spowodowało, że wydawnictwa branżowe, takie jak timof i Centrala musiały co rusz obniżać ceny, przygotowywać atrakcyjne promocje dla swoich produktów.

Obfitość, ilość albumów, które się w bieżącym roku ukazały, ma niepokojący wpływ na małe i mniejsze wydawnictwa takie jak Ważka czy Ongrys. Stoją one nad przepaścią, nie jestem pewien, czy czasem w 2013 roku nie znikną, nie umrą śmiercią naturalną. Bardzo cieszy fakt, że komiks Grzegorza Janusza i Marcina Podolca ukazał się Wielkiej Brytanii, że zbiera pozytywne recenzje. Równie pozytywna jest informacja o wydaniu we Francji książki „Navires Polonais de Silence”. Cieszy tym bardziej, że książka powstała we współpracy... (czytaj dalej)

czwartek, 10 stycznia 2013

#1214 - Rok 2012 według wydawców - część druga

W drugiej serii ankiety dotyczące wydawców prezentujemy wypowiedzi kolejnych komiksowych dobrodziejów. Tym razem o roku 2012 wypowiadają się Radosław Bolałek (Hanami), Christine Mayer (Mucha Comics), Michał Słomka (Centrala).

I jeszcze przypominamy pytania:

1. Jaki był ten 2012 rok w Waszych oficynach?
2. Jaki będzie rok następny - plany, marzenia, życzenia?
3. Jest kryzys czy go nie ma - jeśli jest to, na Boga, co robić?
4. Jaki najlepszy komiks/publikację wydaliście w mijającym roku, jaki okazał się największym/niespodziewanym sukcesem?


Radosław Bolałek (Hanami)

1. Był to rok spokojnego rytmu wydawniczego. Kontynuowaliśmy wcześniej wydawane serie ("Pluto" i "Ikigami") oraz opublikowaliśmy tytuł Mitsukazu Mihary ("Nawiedzony Dom"), której "Balsamista" był największym sukcesem komercyjnym naszego wydawnictwa. Udało się przeprowadzić kilka udanych akcji promocyjnych, w tym największą promocję listopadową. Trudno jest obecnie porównywać sprzedaż do poprzednich lat, gdyż w 2011 wszedł VAT na książki, który zmienił zupełnie system rozliczeń. Sprawiło to, że 2012 w liczbach wygląda zupełnie inaczej, niż 2011, który wyglądał inaczej niż lata wcześniejsze. Do tego nie mamy kompletnych danych za grudzień, który zawsze był najlepszym miesiącem.

2. Najważniejsze, żeby był lepszy od tego i to wystarczy. Chcemy skończyć "Ikigami" i "Pluto" oraz wydać jedną książkę. Chcielibyśmy również wydać kolejny tom "Balsamisty", ale autorka musi go wreszcie skończyć. Co do nowych tytułów, takowe są w planach, ale na razie nie mogę nic więcej zdradzić.

3. Kryzys jest, ale nie do końca wygląda to tak, jak czytelnicy sobie wyobrażają. Sporo osób przestało kupować komiksy, a nowych czytelników nie przybywa tak szybko, jakbyśmy sobie tego życzyli. Powody są często bardzo prozaiczne - brak miejsca na półkach, powiększenie rodziny, bardziej mobilny tryb życia. Obecnie komiksiarze to nie dwudziestokilkuletni kawalerowie bez zobowiązań. To z reguły trzydziestolatkowie, a nawet czterdziestolatkowie, którzy często pieniądze mają, ale patrząc na komiks zadają sobie pytania: kiedy ja to przeczytam, gdzie ja to będę trzymał? Tutaj nie bardzo jesteśmy w stanie coś zdziałać - czasy się zmieniają.

Druga kwestia to dystrybucja. Czytelnicy przychodzą do sklepów sieciowych, nie znajdą towaru, później piszą w Internecie, że dystrybucja słaba. Wypisanie komentarza nie uznają za tak duży wysiłek, jak zamówienie z odbiorem własnym komiksu do sklepu. A wydawcy mają mały (a czasami nawet żaden) wpływ na dystrybucję. Nie zależy od nas ile komiksów trafi do dużych sieci, gdzie kupi je przypadkowy klient. Obecna sytuacja daje pole do popisu dla wydawnictw, które wydają w nakładach do 1000 sztuk - bo tyle można sprzedać alternatywnymi kanałami (sklepy specjalistyczne, konwenty, sprzedaż bezpośrednia i tak dalej). Z dystrybucją cały czas szukamy nowych kanałów, ale nie jest to takie proste.

4. W ciemno mogę polecić obie serie, które kontynuowaliśmy w roku 2012 – "Ikigami" oraz "Pluto". Zaskoczeń nie było, jeśli już to bardziej negatywne, bo tytuły trafiały do sklepów sieciowych z opóźnieniem (często kilkumiesięcznym!), co powodowało, że jakikolwiek akcje informacyjne czy promocyjne trafiały w próżnie, bo sprzedawcy informowali (a raczej dezinformowali), że tytuł się jeszcze nie ukazał...

Christine Mayer (Mucha Comics)

1. Dla Mucha Comics to był znakomity rok! Cieszymy się, że coraz więcej i więcej osób kupuje i czyta nasze albumy!

2. Zwalniamy nieco nasze wydawnicze tempo z powodu wejścia Hachette na rynek z albumami, które dostępne są w każdym kiosku. Chcemy zobaczyć, jak czytelnicy zareagują na tę inicjatywę. Mamy oczywiście nadzieję, że dzięki temu zainteresowanie komiksami się zwiększy, co przełoży się na wzrost poziom komiksowego czytelnictwa w Polsce.

3. W niektórych krajach rzeczywiście można mówić o poważnym kryzysie w branży. Jednakże inne rynki, które dotknięte są ogólną recesję gospodarczą (niech Hiszpania będzie tu przykładem), odnotowują wzrost komiksowej sprzedaży. Wszystko tak naprawdę zależy od konkretnego przypadku.

4. Największym sukcesem wydawniczym naszej oficyny był "Ród M" Briana M. Bendisa i Oliviera Coipela. Tuż za komiksem Marvela uplasował się "All-Star Superman" Granat Morrisona i Franka Quitely`ego. Generalnie wszystko poszło tak, jak zaplanowaliśmy i trudno mówić o jakichś nieoczekiwanych sukcesach, jako takich. Moim osobistym faworytem w ofercie Muchy jest "Daytripper", ale mam świadomość, że nie jestem typową czytelniczą komiksów.

Michał Słomka (Centrala):

1. Ciekawy. Z jednej strony był to pierwszy rok o ustalonym i podobnym do ubiegłego grafiku prac (Ligatura , wystawy, warsztaty, festiwale w Polsce i za granica), a z drugiej strony mam wrażenie coś drgnęło w postrzeganiu Centrali przez osoby traktujące dotąd komiks tradycyjnie. Otrzymaliśmy kilka wyróżnień, w tym ważną środowiskową nagrodę dla najlepszego wydawnictwa podczas MFKiG w Łodzi. Cały czas dużo się uczymy.

2. Plany wydawnicze podamy niebawem. Ruszamy z pierwszą w Polsce galeria komiksu, będzie sie nazywała Cheap East. Rozpoczynamy wydawanie nowego magazynu komiksowego. Nowych serii wydawniczych: Centralka - komiksy dla dzieci mądrych rodziców oraz książek poświęconych historii i teorii komiksu. Realizujemy międzynarodowe projekty.

3. Jest kryzys świadomości konsumenckiej. Paradoksem jest że bardziej opłaca się handlować książkami, niż je wydawać. Wydawca pierwszy wykłada pieniądze (prawa, przygotowanie do druku, tłumaczenie, druk, dystrybucja) a otrzymuje je ostatni. Ciężko mieć pretensje do ludzi, że kupują książki w miejscach, które nie rozliczają się z wydawcami. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że Polacy docenią małe księgarnie tak, jak do docenili małe browary.  Rynek jest ciekawy. I slogan Ligatury "wyjdź z ramek - czasy się zmieniają" jest ciągle bardzo aktualny.

4. Listę publikacji można znaleźć na naszej stronie, a cieszy nas każda książka nad którą pracujemy. 

#1213 - Rok 2012 według wydawców - część pierwsza

Coroczny blok tekstów podsumowujących minione 365 dni rozpoczynamy od spojrzenie z perspektywy tych, dzięki którym kolejne komiksowe albumy lądują w naszych rękach. Jaki ten 2012 był opowiedzą nam (w pierwszej części) Szymon Holcamn (Kultura Gniewu), Łukasz Turek (Wydawnictwo Ważka) oraz Łukasz Kuśnierz (Sine Qua Non).

Tradycyjnie, zadaliśmy im cztery pytania:

1. Jaki był ten 2012 rok w Waszych oficynach?
2. Jaki będzie rok następny - plany, marzenia, życzenia?
3. Jest kryzys czy go nie ma - jeśli jest to, na Boga, co robić?
4. Jaki najlepszy komiks/publikację wydaliście w mijającym roku, jaki okazał się największym/niespodziewanym sukcesem?


Szymon Holcman (Kultura Gniewu):

1.Bardzo pracowity (wydaliśmy aż 14 tytułów), pod wieloma względami przełomowy (o czym niżej). Udało nam się po prawie dwóch latach jazdy na niższych obrotach (wynikającej z rozmaitych czynników prywatno-zawodowych) wrócić do właściwego tempa wydawniczego, które mamy nadzieję utrzymać, a może wręcz podkręcić.

2. Jeszcze bardziej pracowity i jeszcze bardziej przełomowy! Mamy listę z ponad 40 tytułami (już kupione licencje, komiksy dogadane z polskimi autorami), które chcielibyśmy w ciągu najbliższych 2 lat wydać. Więc tak naprawdę myślimy w tej chwili o następnych 24 miesiącach. To plany w takim bardzo ogólnym ujęciu. Marzenia - żeby wszystkie te plany wypaliły! Szczególnie seria komiksów dla dzieci i młodszych czytelników, na którą bardzo się cieszę. Myślę, że może to być swego rodzaju nowy początek. Życzenia - wszystkiego najlepszego.

3. Nie wiem, nie myślę. Patrzę jak sprzedają się wydawane przez nas komiksy i czy mamy pieniądze, żeby wydawać kolejne. Mamy, więc wydajemy. Z informacji ze sklepów, z rozmów z ludźmi z branży i spoza, z obserwacji rynku, mediów itp. zaryzykowałbym wręcz tezę stojącą w mocnej opozycji do kryzysu. Ale po co zapeszać...

4. Najcięższy: "Rycerze świętego Wita" Davida B. Jedna z najsłynniejszych powieści graficznych, komiksowy kamień milowy. Włożyliśmy w ten komiks masę pracy i cieszymy się, że jej efekt przypadł czytelnikom do gustu.
Największy sukces 1: "Rozmówki polsko-angielskie" Agaty Wawryniuk. Świetny komiks, o którym było niezwykle głośno. Za wszystkimi tekstami i recenzjami poszła też sprzedaż. Po 3 miesiącach została nam resztka nakładu, który wynosił 1000 egzemplarzy. Okazuje się, że komiksu Agaty zrobiliśmy jednak za mało.
Największy sukces 2: "Kiki" Catel i Bocqueta Tytuł, który trochę niespodziewanie mocno przebił się do tzw. mainstreamu. Radio, telewizja, wysokonakładowe gazety. I bardzo się podobał.
Największe wariactwo: "Yorgi" Dariusza Rzontkowskiego i Jerzego Ozgi. Pierwsza nasza dystrybucja w kioskach i reklamy w kinie. Wiele osób dowiedziało się, że takie wydawnictwo jak Kultura Gniewu w ogóle istnieje. Bardzo cenne doświadczenie.
Najbardziej niedoceniony: "Prosiacek X" Krzysztofa "Prosiaka" Owedyka. Powrót po blisko dekadzie mistrza polskiego komiksu z bardzo mocnym, kontrowersyjnym materiałem i... zero skandalu. Liczyliśmy na jedynki w "Fakcie" i "Superaku". A sam komiks znakomity.
Nasze ulubione: debiuty. Aż trzy wydane przez nas w 2012 roku komiksu to albumy debiutanckie: wspomniane "Rozmówki polsko-angielskie" Agaty Wawryniuk, "Bez końca" Pawła Garwola i Romana Lipczyńskiego, "Niedźwiedź, kot i królik" Marii i Michała Rostockich. Z nich jestem zadowolony najbardziej. A całą resztę niewymienionych tutaj naszych komiksów z 2012 też kocham.

Łukasz Turek (Wydawnictwo Ważka):

1. Pierwsze sześć miesięcy było dla Ważki bardzo dobre, a kolejne sześć przyniosły wiele rozczarowań. Niektóre publikacje przeszły kompletnie bez echa. Nie mogę powiedzieć, żeby grono czytelników jakoś się znacząco powiększyło, ale też rozumiem, że trudno jest konkurować z wydawnictwami komiksowymi działającymi na rynku od lat. Ważka nie ustrzegła się błędów, co także nie przyczyniło się do polepszenia jakości jej wizerunku. No i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że promocja komiksów Ważki była właściwie zerowa, co odbiło się na ich sprzedaży.

2. Wkrótce Ważka wypuści kilka zapowiedzi. Będą to trzy tytuły. Potem kolejne trzy - co razem daje sześć sztuk. To dobra liczba na 2013. Każdy już widział co szykują inne oficyny na przyszły rok, a trzeba brać pod uwagę kieszeń kupujących. W komiksowie nowy rok powinien przeminąć bez większych zmian. Fajnie by było jakby pojawiło się nieco więcej sklepów specjalistycznych, może jakiś "Jimmy Corrigan", "Asterios Polyp", Alan Moore na MFK? A marzeniem moim jest żeby Ważka już nie musiała już nigdy zawieszać działalności.

3. Według mnie, kryzysu jako takiego, nie ma. Owszem, jest problem, nawet nie jeden np. z dystrybucją, ale zawsze był i zawsze będzie. Zamiast mnożyć byty wystarczy policzyć przeciętne wynagrodzenie czytelnika komiksu. Ile taka osoba jest w stanie tych pieniędzy na komiksy przeznaczyć i już. Nowe, młodsze pokolenie nie wyda w ciemno tyle pieniędzy na komiks, którego tytuł nic mu nie mówi. Czytelnicy ze stażem muszą w końcu założyć rodziny, przez co tych pieniędzy będą wydawać mniej i tak, w dużym uproszczeniu, to wygląda. Polski czytelnik nie ma łatwego zadania, zatem wybiera produkt sprawdzonych graczy. Nie sądzę, żeby w 2012 nastąpił jakiś gwałtowny spadek czytelnictwa. Przecież tytuły takie jak "Lost Girls" czy "Habibi" sprzedały się bardzo dobrze. Więc rynek jest stabilny, ale taka sytuacja nie może wiecznie trwać, bo wydawnictwa nie mogą ciągle polegać na tego typu publikacjach. Osobiście wolałbym, aby komiksy przestały być wydawane jako dzieła kolekcjonerskie, bo to tylko zwiększa ich cenę. Jasne, że to wygląda cholernie ładnie na półce, ale czy o to chodzi? Taki pięknie wydany komiks spełnia standardy zachodnie, tyle, że czytelnik "stamtąd" nie ma problemu z gotówką na swoją pasję. Polski komiksiarz wmówił sobie, że komiks musi wyglądać "oh, ach" i zaakceptował ten fakt. Tym samym wydawnictwa raczkujące stoją z góry na przegranej pozycji. Nie ma mowy o tym, żeby mogły sobie na start na coś takiego pozwolić. Nie wiem, czy w związku z tym można prognozować znaczący wzrost publikacji w przyszłości.

No ale z drugiej strony... W 2012 pojawiło się SmallPress, Gildia wkroczyła na rynek, KG inwestuje w komiksy dla dzieci. Nie jest tak, że wydawanie komiksu w Polsce jest krokiem szalenie nierozważnym. Dla odmiany podam "Lampę" Dunina Wąsowicza albo Czarne Stasiuka. Ci wydawcy także tworzą dla swojego ryneczku, swojego getta i także mają swoje nazwiska, na których zarabiają i tytuły, takie które dochodu wcale nie przynoszą, wobec powyższego ich autorzy czekają w dłuższej kolejce na swoją publikacje. Czego to dowodzi? Ano tego, że trzeba mieć nosa, spory zapas energii, trzeba kochać to co się robi i małymi kroczkami podążać do celu. Mam wrażenie, że komiksowo wmówiło sobie, że jest nieszanowane, poniżane, olewane i nakręca się na każdy komentarz w którym słowo "komiks" nie jest wymawiane na klęczkach przez osobę "świecką".

4. Wiadomo, że nie podam publicznie żadnego tytułu poza jednym: "Bi Bułka i Profesor Sztuka"

Łukasz Kuśnierz (Sine Qua Non)

1. 2012 to rok przełomowy oraz okres bardzo szybkiego rozwoju. Wydawnictwo SQN powstało w 2010 roku, w 2011 stawialiśmy pierwsze kroki, a dopiero w roku 2012 rozwinęliśmy skrzydła (nasza oficyna wydała w tym roku 32 tytuły, a 40 wydaliśmy w sumie). Najważniejsze, że dobrze wykorzystaliśmy potencjał naszych tytułów, zostały dobrze odebrane przez rynek i czytelnika. Udało się nam również osiągnąć cele, które sobie postawiliśmy na ten rok. Rozwijamy się jako dostawcy tytułów o tematyce sportowej, przygotowaliśmy specjalną ofertę pod kątem Euro 2012, oferowaliśmy książki muzyczne, nasz dział beletrystyki dalej się rozwija (trzy nowe tytuły), nawiązaliśmy współpracę z Jakubem Ćwiekiem i dbamy o rozwój oferty komiksowej. To wszystko sprawia, że rok 2012 możemy uznać za bardzo pomyślny dla naszego wydawnictwa.

2. Rok 2013 na pewno będzie trudniejszy i nie liczymy na tak dynamiczny wzrost. Naszym największym życzeniem jest utrzymanie wysokiej jakości wydawanych pozycji. Jak dotąd jesteśmy za to chwaleni i oby tak pozostało. Jeśli zrealizujemy ten cel, to wierzymy, że również ten rok też będzie dla nas pomyślny. Oczywiście, jak każdy wydawca, marzymy o tym, aby Polacy chętniej sięgali po książki.

Mamy również plany wydawnicze na 2013. Mogę wspomnieć o kolejnych tomach komiksu "Assassin's Creed". Będzie on jeszcze lepszy, ponieważ zatrudniono nowego rysownika, a fabuła odejdzie trochę od gry. Ukaże się również powieść graficzna "Odd Thomas" autorstwa Deana Koontza. Autor przenosi nas w czasie, gdzie możemy poznać Odda takiego, jakim był bezpośrednio przed wydarzeniami prezentowanymi w serii książkowej. Premierę będzie miał komiks "Noe", do którego scenariusz napisał sam Darren Aronofsky ("Pi", "Requiem dla snu", "Zapaśnik", "Czarny łabędź"). Komiks nawiązuje do filmu, pod tytułem "Noah", który pojawi się w kinach w 2014. Wydamy też pozycję okołokomiksową, dotyczącą historii firmy Marvel (takie inside story z anegdotami). Pozycja obowiązkowa dla każdego wielbiciela komiksów Domu Pomysłów.

3. Na pewno czytelnictwo spada, ale nie dlatego, że jest kryzys, tylko zmienia się czytelnik. Młodzi ludzie szukają innego rodzaju książek, chcą czytać o sprawach bieżących i przede wszystkim treść musi być dostarczona w inny sposób – bardziej interaktywny. Jeśli ktoś potrafi dotrzeć w ten sposób do odbiorcy i przekonać go, że warto sięgnąć po jego tytuł, to nie będzie mówił o kryzysie. Oczywiście nie jest to rzecz łatwa do zrealizowania.

4. Poza tytułami sportowymi i muzycznymi bardzo dobrze został przyjęty zbiór opowiadań Jakub Ćwieka pod tytułem "Chłopcy" oraz komiks "Kłamca". Ćwiek z każdą książką buduje mocniejszą pozycję i zdobywa nowych fanów. Cieszy nas również sukces naszego komiksu opartego o grę "Assassin's Creed". Wydaliśmy jak dotąd trzy komiksy z tej serii i planujemy wydawać kolejne.