czwartek, 24 stycznia 2013

#1229 - Kwiatuszku/Miłość

Na łódzkim konwencie zadebiutowało nowe komiksowe wydawnictwo. Smallpress.pl Łukasza Kowalczuka postawiło na młodych, polskich twórców. Obie premierowe publikacje - „Kwiatuszku” i „Miłość” - to pozycje mocno gatunkowe. Maciej Czapiewski napisał i narysował komiks utrzymany w stylistyce postapokaliptycznej, a Łukasz Godlewski poszedł w horror. I ten pierwszy robi wszystko, aby uniknąć ogranych klisz, ten drugi natomiast – inspirując się jak sam mówi „grami video” – powiela standardowe dla gatunku schematy.
W „Kwiatuszku” jest mnóstwo niedomówień. Nie wiemy, co spowodowała zagładę świata. Nie wiemy gdzie rozgrywa się akcja (sądząc po imionach bohaterów i nazwach miast – można przypuszczać że to Rosja lub jakiś kraj byłego bloku komunistycznego). Nie wiemy, który jest rok, nie wiemy skąd wzięły się psie mutanty szlajające się po ulicach wyludnionych miast – Czapiewski nie skupia się na kreacji świata przedstawionego tylko… No właśnie o czym? Co tak naprawdę jest kluczowe w tej sprawnie warsztatowo i całkiem oryginalnie poprowadzonej historii? Czy są to perypetie głównej (bardzo sympatycznej, zresztą) bohaterki, wędrującej po toksycznych pustkowiach? Czy jest to skupienie się na relacjach pomiędzy grupką ocalałych? Akcja? Dyskurs o przywiązaniu człowieka (kobiety?) do atawistycznego odruchu kopulacji, który zostaje pod sam koniec utworu (w dość banalny sposób) skompromitowany? Nie przeczę, że Czapiewski napisał fajną opowiastkę, utrzymaną trochę w konwencje niskobudżetowego kina klasy B, ale pomijając urokliwą estetykę trudno mi powiedzieć, o czym ona tak naprawdę jest. Możecie wybrać dowolną odpowiedz z przytoczonych, bo żadna z nich nie doczekała się (według mnie!) satysfakcjonującego rozwinięcia.

Jeszcze gorzej sprawa pod tym względem ma się w przypadku „Miłości”. Godlewski pomieścił swoją historię na zaledwie 28 stronach. Mam wrażenie, że autor samemu sobie nie dał zbyt wielkiego pola do popisu próbując pomieścić w swoim komiksie zbyt wiele wątków i motywów równocześnie, które ostatecznie nie zagrały, tak jak zagrać powinny. Wyszło bardzo niezbornie, a momentami po prostu fatalnie. Zamiast mrożącej krew w żyłach historii dostaliśmy bryka, który można zatytułować "jak nie robić horrorów". Tytuły poszczególnych rozdziałów -  "nieumiejętne budowanie atmosfery", "obyczajowe klisze - jak nie stosować", "czego unikać przy pisaniu zakończeń" czy "101 chwytów, które przeszły do historii (i bardzo dobrze)". Dramat dziewczynki, której codzienne, szkolne życie jest regularnie zamieniane w koszmar wydaje się momentami tak zły, że aż... dobry. Niektórych zagrań Godlewskiego po prostu nie można brać na poważnie!

Jeśli miałbym porównać warsztat obu twórców to powiedziałbym, że Maciej Czapiewski to twórca na tu i teraz - o określonych komiksowych kompetencjach i umiejętnościach. Jasne, można mieć pewne zastrzeżenia do pewnych detali. W oczy razi rozplanowanie dymków i źle dobrana (choć charakterystyczna) czcionka, kuleje momentami kadrowania no i rysowanie kobiet(y) jest do poprawki. Pozytywnie wyróżnia się sposób rozplanowani scenariusza. O Łukaszu Godlewskim niestety nic wiążącego powiedzieć się nie da, bo swoją pracę pozostawił w... szkicu. Jest to dla mnie decyzji z zupełnie niezrozumiała, dla której artystycznej zasadności nie jestem w stanie wymyślić żadnej. W sporej dość oprawa graficzna przypomina ledwie wstępny story-board do samego komiksu, ale gdzieś tam da się dostrzec jakiś potencjał...

Warstwa edytorska obu komiksów stoi na bardzo wysokim poziomie. Zarówno „Kwiatuszku”, jak i „Miłość” są zinami tylko z nazwy, tj. sposobu wydania. Pod względem jakości w niczym nie przypominają kserowanych na kolanie przed festiwalem gazetek. Łukasz Kowalczuk dopilnował, aby oba wydawnictwa prezentowały się schludnie i elegancko, a także atrakcyjnie pod względem cenowym. Zresztą (tak mi się wydaje) jego rola w powstaniu „Miłości” i „Kwiatuszku” nie ograniczała się jedynie do złożenia, wydrukowania i sprzedawania. Przypuszczam, że bez jego zaangażowania oba komiksy nie powstałaby lub (o zgrozo!) ich autorzy uniknęli by publikacji na papierze.

2 komentarze:

Agnes pisze...

"Miłość" mi się nie podobała, ale "Kwiatuszku" zyskuje przy każdym kolejnym czytaniu.

jaszczu pisze...

"Kwiatuszku" bardzo spoko. Właśnie sobie wczoraj przeczytałem. Tylko ten font nie leży mi zupełnie.