czwartek, 21 października 2010

#590 - Kulturalne Czwartki (2): polskie TOP10!

W drugiej odsłonie naszego cyklu poświęconemu dziesięcioleciu Kultury Gniewu postanowiliśmy wybrać dziesięć najciekawszych pozycji wydawnictwa stworzonych przez rodzimych twórców. Do naszej redakcyjnej Fantastycznej Czwórki (Kuba Oleksak, Janusz Topolnicki, Robert Wyrzykowski, Łukasz Mazur) zaciągnęliśmy Tomasza Pstrągowskiego z Komiksomanii i po podaniu przez każdego swoich typów wyłoniliśmy gniewne TOP10! Ozdobą wpisu jest grafika Przemka "Surpiko" Surmy, autora wydanego w zeszłym roku albumu "HMMARLOWE i niedole Julitty", przedstawiająca głównego bohatera "Samotności rajdowca" Nicolasa Mahlera. Oba te tytuły ukazały się oczywiście pod szyldem KG. Przemku, dziękujemy! A Kulturze po raz kolejny życzymy lat stu!

10. "Człowiek Paroovka vs. Grand Banda" (Marek Lachowicz, Tomasz "TJFK" Kuczma; marzec 2006)
Jeden z pierwszych albumów Kultury Gniewu, jaki kiedykolwiek nabyłem. I jeden z najzabawniejszych, do którego wiele razy chętnie wracałem. Świetna i lekka kreska Marka Lachowicza, podkreślona cudownymi kolorami Tomasza Kuczmy. Ten komiks to właściwie dwa mniejsze albumy – skrzące się błyskotliwym humorem przygody garmażeryjnego herosa oraz absurdalne perypetie dwóch krewkich emerytek, które dążą po trupach do celu. Na uwagę zasługuje oryginalne i unikalne wydanie – z obydwu stron mamy do czynienia z pierwszą stroną okładki, komiks można zacząć czytać "od tyłu" po odwróceniu go do góry nogami, obydwie części łączą się ze sobą w środku. Bardzo zmyślny koncept. (RW)

9. "O zmroku" (Jean Dufaux, Tadeusz Baranowski; 2005)
"O zmroku" jest o tyle ciekawą pozycją, że stoi za nią niezwykła historia. Stworzony przed dwudziestoma laty miał się stać dla Tadeusza Baranowskiego biletem do kariery we Francji. Niestety, z planów zawojowania największego z europejskich rynków komiksów z różnych przyczyn nic nie wyszło. Polski czytelnik nigdy nie miał okazji poznać tej opowieści w jej pierwotnej wersji, ze scenariuszem Jeana Dufauxa, bowiem do albumu, który ukazał się 2005 roku, Baranowski dopisał własny scenariusz. Skrypt ten, mocno nasycony ówczesnymi aluzjami politycznymi może uchodzić dziś za nieco nieczytelny, ale jego dowcip wciąż daje radę. (KO)

8. "Wszystko źle" (Janek Koza; grudzień 2007)
Po drugim, i jak do tej pory ostatnim albumie Janka Kozy rewolucji spodziewać się nie należy. "Wszystko źle" utrzymane jest w charakterystycznej dla niego brudnej, antyestetycznej stylistyce graficznej, a krótkie formy jak zawsze balansują na granicy wulgarnych krotochwil i chropowatej poezji. I jakby więcej tu kiczu, brzydoty, białych kozaczków, tabloidowych sensacji, gnijącego na półkach supermarketu mięsa i budzącego obrzydzenie seksu, a autor jeszcze bardziej pogrywa sobie ze swoim czytelnikiem niż w pierwszym zbiorku swoich prac. Jeszcze więcej Kozy? Dla mnie jak najbardziej! (KO)

7. "Erotyczne zwierzenia" (Janek Koza; 2003)
Zanim Jan Koza zaczął kupczyć swoimi pracami w reklamach, tworzył komiksy, którymi dosłownie powalał mnie na kolana i nie pozwalał się długo z nich podnieść. Pamiętam, jak o jego "Erotycznych zwierzeniach" bardzo ciepło w "Produkcie" wypowiadał się Śledziu, a więc twórca z zupełnie innej bajki, bowiem Koza reprezentuje tzw. "komiks artystyczny". W swojej kategorii na głowę biję zbrojne w pędzle zastępy studentów ASP bawiących się w komiks, pretensjonalnego Sieńczyka, hardkorowego Mazola, milczącą Endo czy eksperymentującego Woynarowskiego. "Erotyczne zwierzenia" to ironiczny traktat obnażający ludzką nędzę i kpiący w żywe oczy ze swojego odbiorcy. Jakkolwiek odstraszająco dla tzw. "przeciętnego czytelnika" taki opis może zabrzmieć, komiks Kozy jest poruszający, przeraźliwie zabawny i boleśnie prawdziwy. (KO)

6. "HMMARLOWE i niedole Julitty" (Przemek "Surpiko" Surma; październik 2009)
Twórczość Przemka Surmy od dłuższego czasu podziwiać można w różnego rodzaju zinach, wydawnictwach zinopodobnych czy magazynach (m.in. "Maszin", "Jeju", "Karton"), ale dopiero ten komiks jest jego albumowym debiutem. Sympatyczny i nierozgarnięty detektyw Hmmarlowe musi rozwiązać tajemnicę pięknej Julitty, pomóc w problemach sercowych inspektorowi Demoralesowi i odgadnąć jaką rolę w tej łamigłówce odgrywa ponętna Ążella. Wszystko to w czerni i bieli ("(...) wygląda tak, jakby był kolorowy" jak to stoi w opisie na stronie wydawcy), podlane charakterystycznym dla Surpiko "ciepłym" (nie wiem jak inaczej to określić) poczuciem humoru. Obecnie trwają prace nad drugim tomikiem przygód Hmmarlowe'a pod tytułem "Honolulu Club" i trzymam kciuki, żeby ukazał się on jak najszybciej, bo te kilka plansz twórczości Surpiko, które w ciągu roku można zobaczyć w "Kartonie" to zdecydowanie za mało! (ŁM)

5. "Pierwsza brygada: warszawski pacjent" (Tobiasz Piątkowski, Krzysztof Janicz, Janusz Wyrzykowski; grudzień 2007)
Dla mnie to nie jest komiks, a inicjatywa. Inicjatywa, która wyrosła na steampunkowym hype'ie i fantastycznym serwisie Krzysztofa Janicza. Powodem dla którego, w moich oczach, zasłużyła sobie ona na wyróżnienie, nie jest fakt, że to świetna postmodernistyczna zabawa z polską literaturą, a do tego rewelacyjnie narysowana, tylko jej żywotność. Niejeden już komiks w Polsce miał cykl wydawniczy - eufemistycznie rzecz ujmując - bardzo nieregularny, albo też zupełnie umarł "gdzieś po drodze", ale jedynie "Pierwsza Brygada" nigdy w mojej świadomości nie dołączyła do grupy niedokończonych opowieści. I nie mówię tego ze względu na coraz realniejszego "Tokijskiego Łącznika". Po prostu Tobiasz Piątkowski, Krzysztof Janicz i Janusz Wyrzykowski stworzyli świat tak fascynujący, że ani przez chwilę nie byłem w stanie wyobrazić sobie, iż prędzej czy później nie doczekam się ciągu dalszego. I choć może taki argument może wydawać się dziwnym, to właśnie za tę moją "wiarę" w ten komiks, należy mu się miejsce na tej liście. (JT)

4. "Łauma" (Karol "KRL" Kalinowski; październik 2009)
Przyznam szczerze, iż mocno trzymałem kciuki żeby ostatni (póki co) album KRLa wskoczył do pierwszej trójki rankingu, ale niestety nie udało się. Wydany na MFK 2009 komiks opowiadający o niezwykłych losach małej Dorotki i jej rodziny z miejsca stał się hitem. Pomogła mu w tym nietypowa (jak na nasz rynek) promocja w postaci publikacji w sieci całego pierwszego (z trzech) rozdziałów, ale przede wszystkim była to po prostu zasługa świetnego scenariusza i rysunków. Ze względu na nieścisłości w regulaminie emefkowego konkursu na album roku, tytuł ten w 2009 - pomimo oddania większości głosów właśnie na "Łaumę" - przypadł innemu komiksowi, ale już podczas obecnej edycji dzieło Karola Kalinowskiego otrzymało zasłużoną statuetkę. Jeśli dodać do tego świetną sprzedaż, przyjęcie wśród czytelników i - co chyba najważniejsze - bardzo możliwą ekranizację, to KRL chyba wybaczy, że "Łauma" nie wskoczyła u nas na "pudło". (ŁM)

3. "Ósma czara" (Krzysztof "Prosiak" Owedyk; luty 2007)
Postapokaliptyczna "Ósma czara" Krzysztofa "Prosiaka" Owedyka to legenda polskiego undergroundu – po pierwszych dwóch podziemnych wydaniach doczekała się reedycji w Kulturze Gniewu. Owedyk stworzył znakomicie skonstruowaną historię o żmudnej podróży do Raju w celu odzyskania ukochanej, w warunkach Europy zniszczonej Armagedonem. Prosiak z rozmachem kreśli opowieść z bogatymi odniesieniami biblijnymi i kulturowymi, nie bojąc się przy tym zadawania bardzo odważnych i trudnych pytań o wiarę (zwłaszcza chrześcijańską), szczęście i miłość. Powstało dzieło odważne, trudne, zapadające w pamięć. W moim odczuciu najlepszy polski komiks, jaki kiedykolwiek przeczytałem od Kultury. Chociaż z doświadczenia wiem, że nie przemawia do wszystkich. (RW)

2. "Osiedle swoboda" (Michał "Śledziu" Śledziński; marzec 2010)
Typując zbiorcze "Osiedle Swoboda" do polskiego TOP10 Kultury Gniewu, czułem się odrobinę jakbym cofnął się w czasie i na MFK 2009 był jednym z tych, którzy wybrali reedycje "Jeża Jerzego" na najlepszy komiks roku. Na szczęście te delikatne uczucie zażenowania znika przy świadomości, że dla wielu czytelników (zaryzykuje nawet tezę, że mówimy tu o większości) ten komiks był właściwie premierą, a nie zbiorczą reedycją właśnie. A ponieważ ciężko uzasadniać ten wybór nie sięgając kolejny raz po argumenty wielokrotnie już używane, to wspomnę tylko o tym, że jestem Kulturze Gniewu zwyczajnie wdzięczny za te wydanie. Komiks, który dla wielu jest wręcz synonimem "Produktu" i w ekspresowym tempie dorobił się miana klasyka, został w końcu zebrany i wydany w sposób na jaki zasługiwał już od wielu lat. Ten integral to ukłon w stronę Śledzia i czytelników, za co bardzo dziękuję. (JT)

1. "Na szybko spisane 1980-1990" (Michał "Śledziu" Śledziński; marzec 2007)
Komiks-legenda, już w chwili premiery obwołany jednym z najlepszych i najważniejszych polskich komiksów w historii. Znawcy chwalili Śledzia za świetnie narysowany i pokolorowany album, sprawnie prowadzone tempo opowieści łączącej humor z goryczą, oryginalny sposób narracji – w komiksie nie pada ani jedno słowo poza monologiem z offu głównego bohatera. Czytelnicy pokochali "Na szybko spisane" za wspominkową podróż w przełom lat 80. i 90. XX wieku – dla wielu krainę sielskiego dzieciństwa - i przywołanie całej galerii gadżetów i symboli z tamtej epoki. Druga część, poświęcona dekadzie 1990-2000 cieszyła się już nieco mniejszym entuzjazmem, być może z powodu nie tak dużej uwagi, jaką Michał Śledziński poświęcił aspektom tej dekady. Obydwie odsłony NSS (a miejmy nadzieję, że niedługo dołączy do nich część trzecia dopełniająca trylogię) zasługują w pełni na uwagę, bo to doskonałe komiksy o klasie światowej. (RW)

A już za tydzień - zagraniczne Top 10!

14 komentarzy:

pjp pisze...

Moje top 10 bez wskazywania miejsc:

Bajki urłackie
Achtung Zelig
Glinno
Ósma czara
NSS #1
Śmiercionośni
Pierwsza brygada
Bajabongo
Łauma
Osiedle Swoboda

Wasze zestawienie sensowne, wiadomo - gusta różne - dziwi mnie tylko nieobecność "Achtung Zelig!".

Rob Wyrzykowski pisze...

Nasze zestawienie to wypadkowa pięciu różnych gustów.

pjp pisze...

Nie gadaj.

Rob Wyrzykowski pisze...

Powaga.

pjp pisze...

Myślałem, że zapytaliście Wróżbitę Macieja, żeby Wam z run podał ten top 10. Dzięki, że mi powiedziałeś!

Rob Wyrzykowski pisze...

Och nie.

Komiksy to zbyt poważna dziedzina nauki, żeby uciekać się do jakichś przesądów.

Tutaj potrzeba eksperckiego oka znawcy.

Kuba Oleksak pisze...

Panowie, panowie, cóż to za przepychanki? Potem znowu będą mówić, że poziom, jak na onecie!

Kozę w jednej pozycji, wywalić Baranowskiego (przyznać się, kto na to głosował?) dodać Glinno i Zeliga i będzie pięknie wg mnie.

Rob Wyrzykowski pisze...

Myślałem, że to Ty.

Jest wśród nas skrytobójca.

ramirez82 pisze...

Choć to nie mój Top 10, to fakt, Glinno i Achtung Zelig bardzo tu brakuje.

skil pisze...

Podbijam, musicie dorzucić Glinno, Bajabongo i Zeliga. Na przykład zamiast Paroovki, O zmroku i Łaumy. Musicie.

ramirez82 pisze...

A, bym zapomniał. Trudno nie zgodzić się z tym zdaniem: "...te kilka plansz twórczości Surpiko, które w ciągu roku można zobaczyć w "Kartonie" to zdecydowanie za mało!". O tak, zdecydowanie za mało! Tym bardziej zamieszczona tutaj grafika z bohaterem Mahlera cieszy!

holcman pisze...

Gdzie są "Bajki urłałckie"?!
Gdzie jest "Glinno"?!
Gdzie jest "Achtung Zelig"?!
Gdzie są "Śmiercionośni"?!
Gdzie jest "Archipelag duszy"?!

Kurde, gdzie jest reszta polskich komiksów?!

Skandaliczna ta lista!

Anonimowy pisze...

a gdzie "Mikropolis'?
a gdzie 'Esensja'?

Anonimowy pisze...

A gdzie kapelusz pana Anatola ?! Jak tak można ?!