

Grant Morrison zrobił komiks, na którego kartach sacrum spotyka się z profanum, niskie dotyka wysokiego, a czarny kryminał miesza się ze średniowieczną tradycją religijnego przedstawienia. To wreszcie Morrison na jakiego czekałem i po bełkotliwym „Azylu Arkham”, słabym „New X-Men” i trochę surowym „WE3” pokazał cały swój komiksowy kunszt, o który go posądzałem. Dodatkowym atutem „Misterium” są przepiękne ilustracje autorstwa Jon J. Mutha. Dostosowując się do poziomu obu autorów, nawet złą sławą owiany Krzysztof Uliszewski stanął na wysokości zadania.

Daniel Clowes dał upust swoim lękom, fobiom i nie do końca chyba zdrowej wyobraźni na kartach „Rękawicy…”. To zdecydowanie najbardziej efektowny z komiksów, które wyszły spod jego ręki i chyba najpłytszy w tym gronie, przynajmniej według mnie. Chociaż nie wiem czy określenie „płytki” jest w przypadku komiksów Clowesa odpowiednie, bo im dłużej czytałem o przygodach Claya Laudermilka, tym bardziej jego autor zasługiwał (trochę na wyrost, przyznam) na miano amerykańskiego Witolda Gombrowicza. Kulturo, chcemy „Davida Boringa”, najbardziej pytującego komiksu Clowesa!

To jedyny komiks, który powtarza się w zestawieniu moim i arcza, więc siłą rzeczy w dziele Chometa i de Crecy`ego coś musi być. Chwała obu autorom, że potrafili znaleźć złoty środek między zaangażowaniem w krytykę społeczeństwa postindustrialnego, a czysto artystyczną jakością swojego komiksu. Te dwie sfery są doskonale pogodzone na odpychających i agresywnych kartach „Dziadka Leona”. Właściwie takiego komiksu powinniśmy spodziewać się bardziej po Kulturze Gniewu, gustującej w tytułach niszowych i artystycznych, niż po Egmoncie, który celuje raczej w cieszący się uznaniem mainstream. Wielki plus dla Tomka Kołodziejczaka, czekam na drugi tom z niecierpliwością.

To był dziwny rok dla „Calvina i Hobbesa”. Egmont od ósmego z kolei zbioru pasków przywrócił komiksowi Billa Wattersona odpowiedni format i barwy, wydał sporo, bo aż cztery tomiki w tym roku, mieszając trochę w ich kolejności. Więcej komiksów z niepokornym ośmiolatkiem (proszę o poprawkę, jeśli w tym miejscu się mylę) i jego pluszowym tygrysem nie uświadczymy. I właściwie nie wiem czy dobrze to, czy źle – przyznam, że chyba większej dawki „Calvina…” bym nie zniósł, bo zaczynał mnie powolutku, powolutku męczyć.

Obyczajowe mangi stały się znakiem rozpoznawczym wydawnictwa Hanami, a „Dynia z majonezem” jest najlepszą w tym doborowym gronie. Komiks Kiriko Nananan jest gorzką pigułą do przełknięcia. To opowieść o miłości wypranej z miłości, pozbawionej romantyzmu, która mieni się wieloma uczuciami, ale miłością na pewno nie jest. Nananan opowiada o ludziach epoki postromantycznej, którzy kochać się już nie umieją, a Miho i Seiichi, głównym bohaterom „Dyni”, bardzo daleko od Romea i Julii.

Potencjalny zwycięzca w kategorii największego zaskoczenia roku. Chciałoby się powiedzieć, ze „Józek” jest może i mały formatem i liczbą stron, ale wielki treścią. Opowieść Nicolasa Robela o chłopcu z nienaturalnie wielkimi dłońmi obudziła we mnie spektrum najróżniejszych emocji, a wcale nie jest to łatwe zadanie, bo im więcej człowiek czyta, tym staje się twardszy. „Józek” to mały majstersztyk, pełen przewrotnej ironii, dziecięcej naiwności i rubasznego humoru. Komiks o dzieciach, ale raczej dla dorosłych.

Tak się dziwnie złożyło, że w roku, w którym ukazał się ostatni pasek z „Calvinem i Hobbesem”, rozpoczęto publikację innego, równie wyśmienitego, jeśli nie lepszego nawet, komiksu prasowego. Mowa oczywiście o „Fistaszkach” Charlesa Schulza, którego pierwszy tom zbierający paski z lat 1950-52 został opublikowany przez Naszą Księgarnie. Ot, taka symboliczna zmiana warty – można mieć tylko nadzieję, że z ogromnego dzieła, jakiego się podjęła NK będzie wywiązywała się równie sumiennie, co wydawcy oryginału, czyli Fantagraphics.

Szkoda byłoby pominąć w moim podsumowaniu komiks, który ukazał się na początku roku, bo Jason Lutes wykonał kawał solidnej roboty na kartach pierwszego tomu „Berlinu”. „Miasto Kamieni” to historia o niemieckiej stolicy z lat Republiki Weimarskiej, nakreślona z wielką dbałością o historyczny i obyczajowy szczegół. Ale to nie wielka historia znana z podręczników odgrywa tu główną rolę, tylko ludzie, o losach których „Berlin” traktuje. Lutes znowu dał nam się pokazać jako sprawny komiksiarz, tym razem nawiązując w swoim komiksie do najlepszych tradycji wielkiej, europejskiej powieści realistycznej.

Grupę pościgową zamyka Paul Hornschmeier. Za pośrednictwem Kultury Gniewu możemy poznać kolejną, jedną z najjaśniej świecących gwiazd amerykańskiego komiksu niezależnego. „Trzy Paradoksy” to obrazkowy quest w poszukiwaniu własnej tożsamości, to próba rekonstrukcji siebie samego ze wspomnień i przeszłości za pomocą komiksu. Liczę, że to pierwsze z wielu dzieł Hornschmeiera w Polsce i Szymon Holcman ze swoimi współpracownikami już negocjują zasady, na jakich sprowadzą do Polski „Mother, Come Home” tego autora.

Typowany na przebój roku, takim też przebojem się stał. Monumentalne dzieło Alana Moore`a i Eddiego Campbella okazało się nie tylko najlepszym komiksem mijającego roku, lecz jednym z najlepszych komiksów wydanych w Polsce w ogóle. I doskonale potwierdza opinię, jaką miałem o jego autorze – „człowiek genialny, lecz pycha szalona”, cytat niedokładny z pewnego klasyka polskiej literatury. Nie chce się za bardzo w tym miejscu rozpisywać o komiksie, nad którego recenzją intensywnie pracuje, dodam jeszcze tylko, że Timof wraz ze swoimi „cichymi” wykonał kawał świetnej roboty przy opracowywaniu polskiej edycji. Pozycja obowiązkowa, niekoniecznie w twardej oprawie.
7xUSA, 2xEU, 1xJAP
3xKG, 2xEgmont, 1xTimof, 1xNasza, 1xLadida, 1xHanami, 1xManzoku

Niestety, nie udało mi się przeczytać do tej pory „Niewinnego pasażera” od Ladidy, ale wnosząc po zapowiedziach i pierwszych recenzjach jest bardzo prawdopodobne, że znalazłby się na liście, spychając w otchłań dzieło Moebiusa. Rok 2008 obfitował w znakomite tytuły i bardzo wiele z tych, które przypadły mi do gustu, nie zmieściły się na liście. W tym miejscu warto wspomnieć o czterech komiksach od Kultury Gniewu, na które ostrzyłem sobie zęby w ubiegłym roku. Kontynuacje wielkich przebojów roku 2007, czyli drugi tom „Na Szybko Spisane” Śledzia, nowe straszydło Otta, „Możemy zostać przyjaciółmi” Mawila i travelog Delisle`a z Birmy były w komplecie świetnymi komiksami, ale nie aż tak dobrymi, jak ich poprzednicy. A może się mylę i brakło im tylko elementu zaskoczenia, który wybornie wykorzystali ich poprzednicy? Może za rok będą podobać mi się bardziej?
I jeszcze kilka wyróżnień oraz przegląd najważniejszych wydarzeń mijającego roku:






Seria Słynnych Polskich Olimpijczyków w moim podsumowaniu mogłaby się znaleźć najbliżej kategorii „rozczarowanie roku” (w której, nota bene, nikogo nie wyróżniłem), jednak chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie przypuszczał, że „olimpijczycy” okażą się komercyjnym czy artystycznym sukcesem. Fajnie jest móc kupować, co środę w kiosku nowy komiks i to właściwie wszystko, co dobrego, można napisać o obrazkowym projekcie „Gazety Wyborczej”.


5 komentarzy:
Po pierwsze - będzie "David Boring", również moim zdaniem najlepszy komiks Clowesa. W przypadku tego autora świadomie zastosowaliśmy metodę "save the best for last" :-)
Po drugie - zdecydowanie wolałbym "kultura gniewu" zamiast "Szymon Holcman ze swoimi współpracownikami".
Po trzecie - nie wiem, jak może Ci się nie podobać "Wędrowiec z tundry" a podoba się "Dynia".
ooo, super dobra wiadomość! Przychylam opinię, że to najlepszy komiks Clowesa.
No cóż, Szymon Holcman czy tego chce, czy nie chce robi za twarz KG i jest najleiej kojarzonym nazwiskiem tego wydawnictwa, tak jak Wróbel, Bolałek, czy Pietrasik, bez wzegeldu na to, jakie stanowiska piastują.
No coż, "Dynia" mi się podobało, a "Wędrowiec" mniej. Taki już jestem.
To otwarte zaproszenie dla was wszystkich, aby stać się częścią największej organizacji na świecie i osiągnąć szczyt kariery. Gdy rozpoczyna się tegoroczny program rekrutacyjny, a nasza coroczna impreza żniwna jest już blisko. Wielki Mistrz dał nam mandat, aby zawsze docierać do ludzi takich jak Ty, więc skorzystaj z okazji i dołącz do wielkiej organizacji Illuminati, dołącz do naszej globalnej jednostki. Przyprowadź biednych, potrzebujących i utalentowanych do
Ważność sławy i bogactwa. Zdobądź pieniądze, sławę, moce, bezpieczeństwo, zdobądź.
uznany w swoim biznesie, karierze politycznej, awansuj na najwyższy poziom w tym, co robisz
Chroniony duchowo i fizycznie! Wszystko to osiągniesz w
błysk oczu
Iluminaci nie mają żadnego związku z satanizmem, lucyferyzmem ani żadną religią. Podczas gdy nasi poszczególni członkowie mogą podążać za dowolnym wybranym przez siebie bóstwem, działamy wyłącznie dla dobra i ochrony gatunku ludzkiego.
Czy akceptujesz przynależność do nowego porządku światowego Illuminati?
Call & WhatsApp +19735567426
📩 carlosmacdonald234@gmail.com
To otwarte zaproszenie dla was wszystkich, aby stać się częścią największej organizacji na świecie i osiągnąć szczyt kariery. Gdy rozpoczyna się tegoroczny program rekrutacyjny, a nasza coroczna impreza żniwna jest już blisko. Wielki Mistrz dał nam mandat, aby zawsze docierać do ludzi takich jak Ty, więc skorzystaj z okazji i dołącz do wielkiej organizacji Illuminati, dołącz do naszej globalnej jednostki. Przyprowadź biednych, potrzebujących i utalentowanych do
Ważność sławy i bogactwa. Zdobądź pieniądze, sławę, moce, bezpieczeństwo, zdobądź.
uznany w swoim biznesie, karierze politycznej, awansuj na najwyższy poziom w tym, co robisz
Chroniony duchowo i fizycznie! Wszystko to osiągniesz w
błysk oczu
Iluminaci nie mają żadnego związku z satanizmem, lucyferyzmem ani żadną religią. Podczas gdy nasi poszczególni członkowie mogą podążać za dowolnym wybranym przez siebie bóstwem, działamy wyłącznie dla dobra i ochrony gatunku ludzkiego.
Czy akceptujesz przynależność do nowego porządku światowego Illuminati?
Call & WhatsApp +19735567426
📩 carlosmacdonald234@gmail.com
Prześlij komentarz