Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lipca 2012

#1089 - Polaków uczestnictwo w kulturze. Raport z badań 1996-2012

Prawdopodobnie przynajmniej co drugi Polak choćby od czasu do czasu narzeka na to, jak bardzo absurdalną jest rzeczywistość jego ojczyzny. Niewątpliwie w mniejszym czy większym stopniu zdarza się to i obywatelom innych krajów, ale przysłowie "Cudze cenicie, swojego nie znacie" znajduje tu diabelsko przewrotne zastosowanie. Dla tych, którzy na absurdalność szarej codzienności patrzą pobłażliwiej, zapoznanie się z pracami artysty podpisującego się pseudonimem mgr Janek Koza będzie zapewne przypominać otrzymanie policzka w twarz. Tych drugich zaś utwierdzą one w przekonaniu, że różowe okulary to mit spłodzony przez wyjątkowo złośliwych. 


"Polaków uczestnictwo w kulturze..." to tytuł retrospektywnej wystawy dzieł Kozy, która miejsce miała podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Komiksowej Ligatura w Poznaniu. Ciągle jeszcze świeżo wydany katalog tejże wystawy zawiera głównie autonomiczne rysunki i kilkukadrowe stripy, okazjonalnie nieco dłuższe komiksy czy okładki płyt, wreszcie wywiad z autorem i bardzo specyficzną recenzję (tego właśnie zbioru) na zakończenie. Koza jest jednak twórcą bardziej różnorodnym, dał się też bowiem poznać jako poeta czy autor animacji (żeby tylko wymienić całkiem popularny swego czasu serial telewizyjny "Szczepan i Irenka" emitowany przez stację Canal+). Niezależnie jednak od tego, na kanwie którego medium by się akurat "wyżywał", jego styl jest bardzo łatwo rozpoznawalny. Ale o tym za chwilę.

"Czytelnictwo w Polsce spada" - mówi do nas pewien profesor. "Po prostu mamy za dużo liter" - dopowiada po chwili, odsłaniając nam tablicę ze skreślonymi "ą", "ę" czy "rz". "Polska, mieszkam w Polsce" - chciałoby się na ten widok ironicznie zaśpiewać pod nosem piosenkę wiadomego zespołu Kazika Staszewskiego. Nie jest to zresztą jedyne skojarzenie, jaki przyszło mi do głowy podczas lektury. Twórczość Kozy to swego rodzaju mieszanka - jest w niej też coś, co znamy z filmów Stanisława Barei, coś z utworów Bielizny czy wreszcie z rysunków innego popularnego satyryka, Marka Raczkowskiego. Aczkolwiek, jak pisałem wyżej, Koza to Koza. Elementy znane z twórczości jego poprzedników (czy też "poprzedników") przefiltrowane zostały przez jego własną, jakże charakterystyczna wrażliwość. Choć wśród jego prac nie brakuje i takich, które z miejsca wywołują salwy śmiechu (i niekoniecznie jest to zaraz śmiech przez łzy), za jego slogan służyć mogłoby hasło "Niech żyje turpizm i pesymizm".

Wystarczy zresztą rzut okiem na do bólu brzydką, niechlujną kreskę autora, abym jasnym było, czego się po jego dziełach spodziewać. Nie jakoś szczególnie częsta, ale zostawiająca w odbiorcy trwały ślad dawka perwersji i brutalności nie czyni go jednak twórcą pod każdym kątem bezlitosnym - częstym towarzyszem obrazów prezentujących mentalne wieśniactwo oraz istną masową schizofrenię jest bowiem empatia. Zdarza się, że na swoich bohaterów patrzy on z góry, jednakże przeważnie nie ocenia ich. Przedrzeźnia prawie tylko po to, aby dane aspekty polskiej rzeczywistości uwypuklić, nie wyśmiać. Prezentowane przezeń postaci mogą więc być żałosne i głupie, ale zapoznanie się z ich losami nie pozwoli nam wcale poczuć się lepiej. Bo przecież jesteśmy jednymi z nich. Nawet, jeśli nie mamy akurat ochoty wykorzystać piły mechanicznej, aby z ciała trenowanego przez nas sportowca wyciąć prawie-pluszowego misia.

Absurd, choć jest tym, co pierwsze przychodzi na myśl do głowy po zapoznaniu się z pracami Kozy, nie jest wcale jego najczęstszym narzędziem. Nierzadko ukazane nam zostają obserwacje z życia wzięte, którym przejaskrawienie (jeśli nie liczyć strony wizualnej) nie jest wcale potrzebne. Cokolwiek podobnie jest w kwestii satyrycznego charakteru kolejnych rysunków czy komiksów - okazjonalnie bowiem celem jest czystej wody nonsens. Z drugiej strony należałoby jednak zapytać - czyż nonsens nie jest kolejnym składnikiem rzeczywistości?

piątek, 30 września 2011

#868 - Black And White. Niepoprawny komiks i animacja - relacja z wystawy

Autorską poniższego tekstu jest Joanna Janowicz, literacko-komiksowa publicystka, znana z łam Kopca Kreta, Lektur Reportera, Przystani Literackiej, czy Archipelagu.

Na wystawie w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej Black and White. Niepoprawny komiks i animacja zaprezentowano eklektyczny zbiór prac polskich i zagranicznych artystów. Wśród nich znaleźli się m.in. Robert Crumb, Aya Ben Ron, Dan Perjovschi, William Kentridge, Phil Mulloy, Marek Raczkowski i Piotr Dumała. Ostre, kontrowersyjne, nie raz niesmaczne rysunki i filmy bawią, szokują i wywołują pytanie o skalę naszej tolerancji – czasem zbyt niskiej, czasem tak rozległej, że dziwnie przypomina niewrażliwość.

Pół-komiks, pół-graffiti Dana Perjovschiego, rumuńskiego komiksiarza, wypełnia całą ścianę przy wejściu. Kryzys w Grecji, upadek muru berlińskiego, śmierć projektanta mody – połączyć je może sąsiedztwo w tym komiksowym szkicowniku o niestandardowych wymiarach. Perjovschiego interesuje bowiem wszystko, co dzieje się na pograniczu kultury i polityki. Słynie z satyrycznych komentarzy do rzeczywistości, przeplatanych rysunkami budynków i wież o fallicznych kształtach. Może nie wszystkie kreski prowadzą do seksu – ale z łatwością by mogły.

Z sąsiednich ścian krzyczy do nas Robert Crumb. Hey, I am Dying Here!– imprezujący, szczerzący zęby tłum uzbrojony w kieliszki i cyniczny dystans nie zwraca jednak najmniejszej uwagi na mężczyznę przybitego do ściany. Nic nie widzący poza wyznaczonym sobie celem będą też mszczący się na białych czarnoskórzy Amerykanie, kiedy przejmą kontrolę nad USA (When the Niggers Take Over America!).

Zero współczucia dla innych ma również zgniły kapitalista – bohater animacji MineWilliama Kentridgea. Tęgi mężczyzna z wyniosłą, surową miną wyleguje się w łóżku. Służący przynosi mu do łóżka śniadanie. Kiedy on pije kawę podparty poduszkami, daleko poniżej szarpią się już z ciężką pracą jego robotnicy – ci, których rękoma i nogami porusza za pociągnięciem niewidzialnych, ekonomicznych sznurków. Jakby niechlujne, ale pełne mrocznej wymowy klisze rysowane węglem, potężną jak głos kapitalisty krechą, działają na wyobraźnię. Tym bardziej, że kawiarka staje się tu tunelem do podziemia, a kołdra – placem zabaw dla miniaturki nosorożca.

Przez życie jak przez plac zabaw idą też kowboje-kościotrupy, ożywione w cyklu animacji Phila Mulloya. Czarne gibkie postaci jak z makabreski jedzą, piją, kopulują rubasznie się śmiejąc z siebie nawzajem, zwłaszcza gdy się potkną. Realia saloonu, w których dreptają, przypominają pierwszy lepszy pub – z wesołkowatością jako rodzajem maski lub, co gorsza, jedyną dostępną, z dawna przyuczoną emocją.

Postaci Guernici Aya Ben Rona też wyglądają na zadowolone. Narysowane cienkimi i precyzyjnymi liniami, płynnie przyjmują do wiadomości, że stały się rozsypanymi puzzlami. W przeciwieństwie do Picassa, Izraelczyk ukazuje uśmiechnięte sylwetki z nogami w gipsie nijak mające się do wykrzywionych bólem czy strachem pierwszego obrazu. Czy wymiar cierpienia stał się bardziej płaski? Czy cierpienie, tak jak wiele innych słów, stało się stępiałym wytrychem? Może w czasach gdy co drugie zjawisko kwituje się masakra, Guernica maleje – do rozmiarów układanki, którą zakończy powszedni happy end bez wzruszeń.


Jest w tych czarno-białych rysunkach coś niepokojącego. Są jak brud za paznokciami, do którego nie chcemy się przyznać sami przed sobą.

Oprócz opisanych, na wystawie były jeszcze prace wielu innych artystów – przyznam jednak, że po upływie tego krótkiego czasu, jaki dzieli moją wizytę w muzeum od pisania tego tekstu, nie pamiętam ich zbyt dokładnie. Nie mam też zrobionych do nich notatek. Bez wrażeń.

Wystawa jako całokształt jednak bardzo mi sie podobała – nie tyle jako zbiór różnorodnych czarno-białych czy kontrowersyjnych prac, co jako mnogość spojrzeń na ogólną sflaczałość społeczeństw: ni to tolerancyjnych, ni to krytycznych, ni to siakich owakich. Wszystko można i nic nie wolno. Najbezpieczniej nie mieć poglądów, tylko spopielać się w codzienności.

-

Black and White. Niepoprawny komiks i animacja

Muzeum Sztuki Nowoczesnej

15 lipca – 18 września 2011