Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Kolekcja Komiksów Marvela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Kolekcja Komiksów Marvela. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2019

#2485 - Co dla polskiego rynku komiksowego zrobiła WKKM?

Oficjalnie Wielka Kolekcja Komiksów Marvel ruszyła 5 grudnia 2012 roku wraz z publikacją "The Amazing Spider-Man: Powrót do domu" Straczynskiego i Romity. Wcześniej miał jednak miejsce tzw. "rzut testowy", od 15 sierpnia 2012 roku ukazały się cztery pierwsze tomy rozdzielone dwutygodniowymi odstępami. Było one dostępne jedynie lokalnie, nie w całej Polsce. W ten sposób Hachette miało badać zapotrzebowanie na całą kolekcję. 


piątek, 28 grudnia 2012

#1204 - The Amazing Spider-Man: Powrót do domu

J. Micheal Straczynski zastał Pająka w fatalnej kondycji. Kiedy przejmował flagowy miesięcznik z jego udziałem, czyli „The Amazing Spider-Mana” wraz z numerem 30, musiał posprzątać bałagan, jaki narobili przed nim pozostali marvelowscy edytorzy i scenarzyści, z Howardem Mackie`m na czele i ratować sprzedaż tego uznanego tytułu.

JMS żwawo zabrał się do roboty. Wyprostował niektóre wątki, odstawił do lamusa inne i zabrał się za prawdziwą rewolucję w świecie Człowieka Pająka. Na warsztat wziął pajęczą genezę, poddając w wątpliwość coś, co od czasów Stana Lee uchodziło za niemożliwy do podważenia pewnik. A jednak Straczynski ustami Ezekiela Simsa zadając pytanie za przysłowiowy milion dolarów wywrócił do góry nogami świat Petera Parkera. Stawiając pod znakiem zapytania kwestę pochodzenia pajęczych super-mocy nadał zupełnie nową dynamikę „Amazingowi”. Majstrowanie przy originie konstytuującym daną postać zawsze wiąże się z ogromnym ryzykiem – historia komiksowa zna mnóstwa przykładów wpadek na tym polu. Ale JMS`owi udało się jej uniknąć. Dlaczego? Ponieważ wszystkie zmiany, jakie wprowadził miały organiczny charakter. Były głęboko przemyślane, oryginalne, ciekawe, przekładały się na interesujące historie i przede wszystkim – były utrzymane w pajęczym duchu. Po prostu – zostały dobrze zrobione i nie ograniczały się tylko do marketingu. Ot, cała tajemnica.

Nie ma się co oszukiwać – przynajmniej od czasów Todda McFarlane`a na Spider-Mana brakowało świeżego pomysłu. „Powrót do domu” stanowi otwarcie nowego rozdziału w życiu Petera Parkera. To moment, na który czekano od bardzo, bardzo dawna – Pajęczakowi pozwolono wreszcie dorosnąć. Postać, która od samego początku była definiowana, jako nastoletni super-bohater wreszcie dojrzała. I po wielu latach Peter dał się znowu lubić. Nie stracił nic ze swojego uroku, ale będąc doświadczonym życiowo singlem pod trzydziestkę stał się o wiele bardziej wiarygodny i interesujący. I według mnie to, a nie zabawa w „a co było pierwsze?” zdecydowało o sukcesie runu Straczynskiego w „Amazing Spider-Manie”, dzięki któremu scenarzysta złotymi zgłoskami zapisał się historii nowojorskiego ścianołaza.

Wielka szkoda, że szefowie Domu Pomysłów zrobili wszystko, aby cofnąć Petera w ewolucji do czasów pre-JMS`owych. Kontrowersyjne wątki, które pojawiły się w „One More Day” i „Brand New Day” w jednym momencie zniszczyły wszystko to, co udało się zbudować scenarzyście „Babylon 5” i jednocześnie stały się równią pochyłą, po której Spider-Man stacza się coraz niżej i niżej. I w kontekście całego zamieszania wokół 700. numeru „Amazing Spider-Mana” nic nie zapowiada, żeby ta tendencja miała się odwrócić…

Oprawę graficzną „Coming Home”, jak i sporej części runu JMS`a, przygotował John Romita Jr, jeden z autorów współczesnego wizerunku Spider-Mana. To rysownik bardzo charakterystyczny, który budzi wśród czytelników skrajne emocje. Jego rozpoznawalną na pierwszy rzut oka, bardzo oryginalną kreskę można kochać lub nienawidzić. Choć w „Amazing Spider-Manie” szczyt formy miał już za dość dawno sobą, to od czasów jego współpracy z Straczynskim nie narysował nic tak dobrego, więc rysunki wypadają zdecydowanie na plus, choć nie spodziewajcie się takich delicji, jak w „Daredevil: The Man Without Fear” czy „Punisher: Warzone”.  

Nie można nie pochwalić Hachette za edytorski standard. Okładka jest twarda, kreda pachnąca i odpowiedniej grubości, czerń jest naprawdę czarna a co najważniejsze - album wydany jest naprawdę solidnie, co ostatnio (nawet w Marvelu!) niekoniecznie jest standardem. Pod względem dodatków Hachette bije nie tylko polskich wydawców, ale również edycje oryginalne - coraz rzadziej różnej maści bonusy goszczą w zwykłych trejdach. W „Powrocie do domu” mamy zatem słowo wstępne od redaktora kolekcji, krótkie streszczenie poprzednich przygód, szkicownik J. Scotta Campbella, galerię rysowników, którzy kreowali wizerunek Człowieka-Pająku w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat i wizerunki kilku jego przeciwników. Obrazu dopełniają krótkie noty o obu autorów i przybliżenie genezy głównego bohatera - niby nic, czego nie można by znaleźć na wikipedii, ale jako czytelnik czuje się dopieszczony. Jest jeszcze plakat, ale ze względu na dość nieumiejętne dobranie ilustracji autorstwa Leinila Francisa Yu i ogromnej wielkości piksele, nie wypada o nim wspominać. Do tej litanii zalet dochodzi jeszcze śmiesznie niska cena, lecz nie mogę nie przyczepić się do dość drewnianego tłumaczenia (to z „Dobrego Komiksu” było znacznie lepsze) i drobnych literówek.

„Powrót do domu” to znakomita pozycja nie tylko na inaugurację Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, jak i świetny punkt startowy dla nowych czytelników na rozpoczęcie przygody z Pajączakiem. Sprawnie napisana, wciągająca i trzymająca w napięciu historia starcia z Morlunem, która zmieniła na zawsze (no, przynajmniej do czasu) życie Petera Parkera to jednak tylko początek