Pierwszy kontakt z grecką mitologią miałem gdzieś w połowie podstawówki. Nie pamiętam jak, ale w moje ręce wpadły „Mity greckie” Wandy Markowskiej. Pamiętam, że był paskudnie wydana, lecz mimo, że miała nieprzyjemną w dotyku, brązową okładką i pożółkłe ze starości strony otworzyła mi bramę do magicznego świata herosów, bogów i potworów. W taki sposób ukształtowany przez semikowskie zeszyty dzieciak znalazł nową miłość.
