środa, 7 listopada 2012

#1178 - Habibi

Rok 2012 na rynku komiksowym bezapelacyjnie należy do Timof Comics. Wydawnictwo jeszcze dobrze nie pozwoliło nam ochłonąć po rewelacyjnych "Zagubionych Dziewczętach", a już wprowadza na nasz rynek kolejne wielkie dzieło. Wydanie "Habibi" Craiga Thompsona to bez dwóch zdań najlepsze, co mogło spotkać polskich czytelników. Zarówno tych zafascynowanych powieściami graficznymi i tych, którzy od nich stronią. Thompson kolejny raz wyniósł komiks na piedestał sztuki i udowodnił, że nie ma pod tym względem sobie równych.

Prawie siedmiuset stronicowe "Habibi" to przypowieść o parze niewolników połączonej ze sobą miłością i przeznaczeniem. Historia Dodoli i Zama to piękna panorama kultury islamu, może zbyt często przepełniona bólem wyrzeczeń i okrucieństwem, ale nadal zapierająca dech w piersiach. Thompson zabiera nas w podróż po arabskich pustyniach, haremach i pałacach Sułtanów. Obdarowuje nas opowieściami niczym z Księgi tysiąca i jednej nocy. Wszystko precyzyjnie przypieczętowane długą, siedmioletnią pracą nad tym albumem.

Autor "Blankets" w swoim nowym komiksie chciał przybliżyć kulturę islamu zachodnim czytelnikom. Oczywiście, jako mistrz opowiadania swoją "naukę" o religii Mahometa odział w piękną miłosną historię. Thompson rozprawia się również z nieodwracalnie destrukcyjnym wpływem kapitalizmu na kraje Trzeciego Świata. Brutalność dawnych arabskich czasów, w których handel ludźmi był na porządku dziennym, zestawia ze współczesną machinerią wielkich korporacji, dla których ludzkie życie jest nic nie warte. Oczywiście, autor nie ma zamiaru wybielać tamtych okrutnych czynów, raczej chce pokazać, że żadna ze stron nie jest bez skazy. Udowadnia, że tak naprawdę niczego nie można zamknąć w szkatule schematu. Thompsonowi zależy także na pokazaniu pomostu łączącego religię islamu z chrześcijaństwem. W przypowieściach opowiadanych przez Dodolę podkreśla wspólne dziedzictwo tych dwóch religii, przypomina nam o wspólnych cechach Koranu i Biblii. Zaznacza, że księgi te nie mają dzielić, a łączyć i powinny być traktowane jako nauki o poznawaniu samego siebie i życiu z godnością.

Natomiast wątek miłosny komiksu i baza całej opowieści to gorzka historia o dojrzewaniu, poznawaniu swojego ciała, przeznaczeniu i wyrzeczeniach, a także o ludzkiej seksualności i wstydu z nią związanym. Thompson z freudowską precyzją pokazuje przemianę ludzkich relacji z macierzyństwa przez przyjaźń aż do namiętności. Stosunek Dodoli i Zama to bodajże najbardziej niebanalna miłosna historia, z jaką się spotkałem i chyba żadna nie chwyciła mnie tak mocno za serce.

"Habibi" to także nic innego jak hołd dla kaligrafii, liczb, arabesek, symboli i tego wszystkiego, w czym sztuka Bliskiego Wschodu jest najlepsza. Siła rysunków Thompsona jest nie do opisania. Mnogość detali, niczym nie ograniczone kadry, miliony ornamentów, idealnie zgeometryzowane plansze. W "Habibi" dokładnie tak, jak w sztuce islamu, każdy element ma znaczenie i nawet najbardziej abstrakcyjne wzory mają do przekazania jakąś treść. W komiksie także bardzo ważna jest symbolika liczb - szczególnie mistyczna liczba 7, która paradoksalnie jest liczbą lat pracy nad tym komiksem. Co ciekawe, cyfra ta to kolejny mianownik łączący religie świata - przecież dla wielu wyznań 7 jest liczbą doskonałą. Rysunki Thomspona hipnotyzują, widać w jego stylu spuściznę Willa Eisnera. Wyobraźcie sobie 700 stron komiksu, wszystkie, bez wyjątku, wypełnione idealnymi kadrami. Całość zamknięta w twardej oprawie i wsunięta w slip-case - wydawniczy majstersztyk.

W końcu komiks ten to także pochwała sztuki opowiadania baśni. Prawdziwa tęsknota za historiami pokroju Alladyna czy Ali-Baby. Opowieści mnożą się w komiksie niczym w "Rękopisie znalezionym w Saragossie". Mimo natłoku historii i retrospekcji ani przez chwilę nie tracimy wątku - dowód na to, że Thompson jest mistrzem w swojej dziedzinie. Autor udowadnia, że sztuka komiksowa ma w sobie potencjał wielkich epickich powieści i że jeszcze w jej dziedzinie można naprawdę wiele zrobić. Zdobył za ten komiks nagrodę Eisnera w kategorii "Najlepszy Artysta" - to chyba dobry dowód na jakość jego pracy.

Komiks polecam wszystkim szczególnie dlatego, że może doskonale służyć jako podręcznikowy przykład, że komiksy w dzisiejszych czasach to nie tylko kolesie w trykotach. Na mojej półce znalazł zaszczytne miejsce obok "Mausa" Arta Spiegelmana. Timof Comics trafił właśnie na moje podium najlepszego polskiego wydawcy i mimo tego, że wydaje czasem rzeczy, którymi nie jestem zainteresowany to zmieniam podejście i biorę od nich wszystko w ciemno (oczywiście jak mnie będzie stać)!

31 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"Rok 2012 na rynku komiksowym bezapelacyjnie należy do Timof Comics"

Ja bym jednak ośmielił złożyć apelacje, bo oferta Muchy (m.in. "Ród M", "All-Star Superman"), Egmontu ("Kajtek i Koko w Kosmosie", "Batman: Najlepsze Opowieści") i Ongrysa (trzy części Tajfuna) moim zdaniem znokaułtowała zarówno Timofa jak i Kulturę, w tym roku wyraźnie "zaspane" wydawnictwa.

Anonimowy pisze...

Jakby się zastanowić i podsumować 2012 rok, dla conajmniej kilku wydawców był to bardzo udany rok - przynajmniej oceniając pod kątem tego co wydali. Egmont, mimo, że to już nie jest ten Egmont sprzed kilku lat, to jednak wydał aż cztery Batmany, czy kolejnego Blueberry'ego. Mucha Comics bardzo dobre tytuły jak All Star Superman, Daytripper, czy Opowieści wojenne 2. Kultura Gniewu tak totalnie, to rozjebaua mnie dotąd dwoma pozycjami, Kiki, oraz Rozmówki polsko-angielskie. Ale Timof zaspany w tym roku? Chyba tylko dla miłośników mainstreamu. Bo pozostali niemal co miesiąc otrzymywali jakąś znakomitą lekturę. Od Dzieczyny i murzyna, Małe zaćmienia, Zagubione dziewczyny, Habibi, Dzienniki ukraińskie, oraz komiksy Zapico. Dla mnie też rok 2012 należy do Timofa.

Agnes pisze...

Uch, Habibi mam już na liście mikołajowej.

kendo pisze...

Ten komentarz pierwszego anonima jest prowokacyjny, bo nie chce mi się wierzyć, że jest idiotą, piszą o tym, że ktoś znokautował Timofa.

Nie tylko nie znokautował, ale jest wręcz przeciwnie. Same Zagubione dziewczęta, Habibi i Dzienniki ukraińskie to już przewaga nad konkurencją. A są jeszcze np. Dublińczyk, Śladami Joyce`a, Profesor Bell, Rewolucje ...

Reszta może się bić w tym konkretnym roku o drugie miejsce.
Duży krok ku wicemistrzostwie zrobi jeszcze w tym miesiącu Kultura Gniewu, wydając - podobno znakomity - ponad 350-stronicowy album w A4 pt. "Epileptic" Davida B. A być może jeszcze w tym roku KG wyda dwa nowe komiksy Delisle (+ II wydanie Phenianu).

Egmont? KiK w kosmosie to któreś tam wydanie, które po prostu uzupełnili, Batmany to też w 3/4 drugie wydania. Poza tym nowe tomy znanych serii: Blueberry, Amerykański wampir, Lucyfer, Usagi, Thorgal, Hellboy, Armada, Lucky Luke, Baśnie, 44`, Liga Niezwykłych Dżentelmenów, Asteriks, Fantasy komiks, Star Wars i różnej grubości Giganty. I chyba jedynym zaskoczeniem Egmontu (czyli czymś całkowicie nowym), jest album McKeana, choć i twórca też już był wydawany. Czyli prawie nic nowego. Tak to same dodruki, albo kontynuacje (oczywiście nie narzekam na te kontynuacje:-) )

Mucha ciekawe rzeczy wydała w tym roku, to fakt.

Anonimowy pisze...

"Kultura" śpi snem niesprawiedliwego i nic nie wróży (a zwłaszcza oferta tego wydawcy z tegorocznego MFK), aby miała przebudzić się z letargu. "Timof" to przereklamowana "impreza", chociaż ma zaskakująco (choć nie wielką)grupkę forumowych admiratorów.

Właśnie dlatego, że "Kajtek i Koko w Kosmosie" doczekał się w końcu pełnej edycji palma zwycięzcy (oczywiście w moim osobistym przekonaniu) należy się właśnie temu wydawcy. Tym bardziej, że "KiKwK" to rzecz ponadczasowa, która ani trochę nie straciła na swej jakości. Poza tym wspomniana przez Kendo różnorodność gatunkowa publikacji Egmontu deklasuje wspomnianych dwóch wydawców, którzy od lat zdają się w doborze swojej oferty jakby monotematyczni.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"Ongrysa (trzy części Tajfuna) moim zdaniem znokaułtowała Timofa "


No tak. "Lost Girls" przy trzech częściach "Tajfuna" to małe miki.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"Właśnie dlatego, że "Kajtek i Koko w Kosmosie" doczekał się w końcu pełnej edycji palma zwycięzcy (oczywiście w moim osobistym przekonaniu) należy się właśnie temu wydawcy. "


Jestem pełen szacunku dla Christy, rozumiem też, że pewnie piszesz to z punktu widzenia "starej gwardii" ale to jeśli faktycznie KiK miał by byc komiksem roku to znaczyło by, że jest bardzo źle.

"różnorodność gatunkowa publikacji Egmontu"

Komercyjna papka, wznowienia i McKean. Też mi różnorodność. Już za samo zawieszenie tak istotnego dla historii medium "Swamp Thinga" (śmiem twierdzić że istotniejszego niż KiK - z czym się pewnie nie zgodzisz) a ciśnięcie na siłę nikomu niepotrzebnych serii pokroju "Amerykańskiego Wampira" Egmontowi należy się czerwona kartka. Nie mówiąc już o ostatnich konszachtach z Empikiem.

"którzy od lat zdają się w doborze swojej oferty jakby monotematyczni. "

Jeśli za tą "monotematycznością" idą same dobre i wybitne komiksy, na wysokim poziomie artystycznym to nie ma nic złego w tej monotematyczności.

Anonimowy pisze...

"Swamp Thinga" chętnie nabywałbym w wersji polskiej mimo, że od dawna mam już komplet dokonań Moore'a w wersji oryginalnej.

Ponadto nie każdy dysponuje całością dawnych publikacji Egmontu Np. ja dopiero teraz mam odpowiednią kasą by skompletować "Sin City" i "Usagiego" na co w natłoku tytułów w latach 2002-2004 zwyczajnie nie było mnie stać.

To, że akurat Ty nie potrzebujesz "Amerykańskiego Wampira" nie oznacza, że jest to regułą w przypadku innych czytelników. A tak w ogóle to co oznacza "nikomu niepotrzebnego"? Z tego co mi wiadomo komiks znajduje spore grono nabywców. Rozumiem, że akurat Tobie bardziej odpowiadają "Muchy" do spółki z twórczością 0. Wróbel...

W kwestii przypisywanej komiksom K i T wybitności wstrzymam się od dalszego komentowania. Dodam tylko, że zdarzyło im się wydać co najmniej kilka gniotów vide "Babe's in Black" czy ostatni "Kolektyw".

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"Rozumiem, że akurat Tobie bardziej odpowiadają "Muchy" do spółki z twórczością 0. Wróbel... "

Zdaje się, że na półce nie mam ani jednego komiksu od Muchy. Jeśli jest coś z ich katalogu to mam to w oryginale. Prace Olgi szanuję ale znam tylko z netu a jej albumu nie czytałem.

"
To, że akurat Ty nie potrzebujesz "Amerykańskiego Wampira" nie oznacza, że jest to regułą w przypadku innych czytelników."

W kontekście zawieszenia "Swamp Thinga" jest na naszym rynku tytułem kompletnie niepotrzebnym . To jest też odpowiedź na pytanie o to dlaczego Timof wygrywa z Egmontem. Bo dba o to żeby ukazywały się pozycje które powinny się ukazać, które polski czytelnik powinien poznać.

"
W kwestii przypisywanej komiksom K i T wybitności wstrzymam się od dalszego komentowania. Dodam tylko, że zdarzyło im się wydać co najmniej kilka gniotów vide "Babe's in Black" czy ostatni "Kolektyw". "

Oferta KG w tym roku też mi mniej przypasowała. O ile się nie mylę "Kolektyw" to chyba jednak Dolna Półka, która jest podpięta pod Timofa tylko ze względu na sprawy podatkowe.


"Dodam tylko, że zdarzyło im się wydać co najmniej kilka co najmniej kilka gniotów "

Zastanów się ile Egmont wypuścił w tym roku rzeczy których kijem nie tkniesz*. WoW, średniaki z Vertigo (przypominam o zawieszeniu ST) i inne takie. Przy okazji, warto dodać że nawet w segmencie Disneja nie kontynuują wartego uwagi Kaczogrodu.

Wznowienia dobra rzecz, sam chętnie kupiłem Batmana w tłumaczeniu Sidorkiewicza. Ale podsumowując rok mówię o tytułach premierowych.

*Strzelam bo się nie podpisałeś, nie wiem kim jesteś, nie znam twojego gustu itd.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...



Przy okazji: nie padły tutaj nazwy dwóch wydawnictw które świetnie uzupełniły w tym roku uszczuploną zagraniczną ofertę KG i brak europejskich komiksów od Egmontu. Centrali i Taurusowi należą się duże brawa. To właśnie dzięki Timofowi i nim ten rok był udany. I o te wydawnictwa mogli byśmy się kłócić... a nie o Egmont i Ongrys, bo to jest żałosne i wynika z czyjegoś "widzimisie" a nie z trzeźwego spojrzenia na sprawę.

kendo pisze...

Krzysiek, jemu chodziło o "Muchy" od Timofa. Komiks, który jest takim żartem ze strony wydawcy, bo został narysowany przez masę osób przy jakimś tam piwie. Taki syfek z kutasami (ale ma fajną okładkę KRL`a.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...



OK. To "Muchy" mi odpowiadają bardziej niż "Wampir". Ich wydanie mniej mnie wkurwia.

Anonimowy pisze...

Po kolei:

Prace Olgi W. również znam tylko z netu i na tym kończą się nasze zbieżności... Nie wydam na nią złamanego szeląga.

Nie znałeś "Much"?!!!! Klasyki klasyków?!!! Swego czasu chwilowo znałem pewnego świra - uczestnika tego czegoś - silącego się nawet na próbę wybronienia - powtórzę się - tego czegoś. Marny z Ciebie znawca skoro się nie natknąłeś na to dzieło wiekopomne :)

Polska edycja "Swamp Thinga" to sprawa znacznie bardziej złożona. Po prostu zawitała do nas o jakieś pół dekady za późno. Obstawiałem, że Egmont (lub też Mandragora; przez moment w grę wchodził również Pruszyński i Ska tyle, że nie dogadali się z prawami) opublikuje ten tytuł najpóźniej w pierwszej połowie 2003 r. i chyba byłby to niezły moment. Wielki "E" (czy jak kto woli - TK - w sumie też wielki) nie zamierzał jednak przesycać rynku nadmiarem tytułów z Vertigo, aby zostawić sobie coś na późniejsze lata (wydawali wówczas "Sandmana" i "Preachera"). Niestety w 2007 r. ten, kto miał chętkę na "Swampa" już zdążył skompletować przynajmniej run Moore'a (np. ja - chociaż polskie wydania nabyłem w nadziei kontynuacji).

Finalizując wątek "Potwora z Bagien" proponowałbym nie strugać wybitnego znawcy twierdzeniami "co powinno, a co nie powinno zostać wydane". Na podstawie dalece więcej niż mglistych poszlak ośmielam się przypuszczać, że w Egmoncie pracują osoby przynajmniej trochę bardziej mądre i zorientowane w rynku niż Ty szanowny znawco. A i tak decyduje czytelnik. Akurat w kwestii "Swampa" zdecydował tak, że ciągu dalszego nie będzie...

Anonimowy pisze...

Timoff nie ma szans - jak to ująłeś - wygrywać z Egmontem z bardzo prostej przyczyny: publikuje w dostrzegalnie (nawet jak na nasze standardy) niższych nakładach (walor artystyczny rzecz względna). Stąd też horrendalne ceny mi.in. za komiksy czarno-białe, których druk (a często też i prawa do publikacji) nie uzasadniają aż takiego narzutu.

"Kolektyw" to rzeczywiście dolna półka (dosłownie...), ale wydawany przez Timoffa. Aby jednak redagującym go chłopcom było nieco milej określono to szumnym mianem imprintu...

Każdego roku Egmont wypuszczał sporo tytułów których nie tykałem (np. "Baśni" bo mi po prostu nie podeszły). Dziwnym trafem jednak to właśnie ich tytułów nabywałem najwięcej, bo mają najbardziej zróżnicowaną ofertę - nawet teraz, po wycięciu większości kolekcji. Chociaż Mucha też działa ok. No i szkoda, że "Pro Arte" raczej nie będzie kontynuowało działalności...

P.S. Preferując "Muchy" sam wystawiasz sobie świadectwo. Ja jednak wybrałbym cokolwiek innego (no, może poza wykwitami O. Wróbel)

Anonimowy pisze...

hahaha, a wszystko zaczęło się od stwierdzenia "Rok 2012 na rynku komiksowym bezapelacyjnie należy do Timof Comics". I jakie wnioski to za sobą pociągneło. Że Timof to przereklamowana impreza, że Egmont jest wydawca 2012 roku, bo w końcu, przy trzecim podejściu, wydał KiK w kosmosie jak należy, że Amerykański wampir jest nikomu niepotrzebną serią, że Baby's in Black to gniot, że Ongrys trzema Tajfunami zdeklasował konkurencję, no i przy okazji oberwało się Oldze Wróbel. Dobrze jest.

Anonimowy pisze...

Kolejny dowód jak dalece chybione stwierdzenie może mieć inspirujący wpływ na konstruktywny i obfitujący w szereg celnych wniosków rozwój dyskusji :)

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"Marny z Ciebie znawca skoro się nie natknąłeś na to dzieło wiekopomne :) "

Widocznie mam sporo szczęścia. Mało współczesnego polskiego komiksu czytam. Nie jestem znawcą, jestem świadomym czytelnikiem który chciałby żeby wydawano w Polsce komiksy przynajmniej dobre a najlepiej arcydzieła.

" Na podstawie dalece więcej niż mglistych poszlak ośmielam się przypuszczać, że w Egmoncie pracują osoby przynajmniej trochę bardziej mądre i zorientowane w rynku niż Ty szanowny znawco."

:) Tak dlatego strzelają sobie w stopę takimi komiksami jak "Martha Washington", "Sky Doll" albo publikując Jodorowskyego omijają jego bodaj najlepszy komiks (Juan Solo), wydając "Krzyk Ludu" zamiast "Bloody Streets of Paris" itd, itp.

Sami ostatnio udowodnili jak znają się na rynku. "Nie będziemy wydawac więcej Batmana, proszę nie pytac!". Przez lata nie słuchali czytelników którzy o nie prosili , a gdy w końcu doszło do dodruków i wydania nowych albumów to wszystko zeszło na pniu.

BTW.To rozczulające, że wszystkie te ochy publikuje anonim:).

Anonimowy pisze...

Wybacz Kolego, ale "Krzyk Ludu" to w swojej klasie perfekcyjna rzecz (nie licząc politykierskiej wymowy scenariusza), a do tego bardzo starannie przetłumaczona. Szczery szacun dla redaktorów polskiej wersji.

"Martha Washington" (choć osobiście wolę tytuł "Give My Liberty!") to też klasyk i to wcale nie tak zramolały. "Sky Doll" niestety nie czytałem, ale być może będzie jeszcze okazja.

Brak chęci publikacji "Batmana" w większej ilości wynikł paradoksalnie z nadmiaru tych chęci. W 2003 r. poważanie rozważano miesięczny tryb publikacji Netopera. Niestety polski czytelnik okazał się zbyt wysublimowany by wydać 9,90 zł na ładnie wydany "Black & White II" czy "Ego" i dlatego nic z tego nie wyszło. Ostrożność zrażonego wydawcy była jak najbardziej na miejscu, a i nakłady obecnie publikowanych "Batów" nie przyprawiają o zawrót głowy. Nic więc dziwnego, że prędko znikają z rynku.

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

"wybacz Kolego, ale "Krzyk Ludu" to w swojej klasie perfekcyjna rzecz (nie licząc politykierskiej wymowy scenariusza), a do tego bardzo starannie przetłumaczona. Szczery szacun dla redaktorów polskiej wersji.
"

Sam mówisz że "znają się na rynku" lepiej ode mnie. Gdyby wydali "Bloody Streets of Paris" w tym momencie całego nakładu prawdopodobnie by już nie było.

" to też klasyk i to wcale nie tak zramolały." Który kupiło 15 osób... i to pewnie od ludzi co sprzedawali egzemplarze recenzyjne. To wszystko są nieprzemyślane kroki wydawnicze.

" nakłady obecnie publikowanych "Batów" nie przyprawiają o zawrót głowy"

Co to ma do rzeczy? Wszystkie komiksy są wydawane w niskich nakładach. Takie są dziś realia rynku.

Anonimowy pisze...

Przynajmniej kilka ma się jednak całkiem nieźle. I co więcej nie są to tytuły tak sławionego w recenzji Timoffa czy "Kultury"...

Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze...

Tak. Witch, Thorgal, Fantasy Komiks i Star Wars. Egmont wydawnictwem roku! Grac orkiestra! http://www.youtube.com/watch?v=VebILeOd2CA

Anonimowy pisze...

Bo na pewno nie "Habibi" czy "Yorgi" (choć jako wielbiciel talentu Ozgi akurat tego tytułu żałuję). Jak na nasze realia i tak całkiem nieźle.

godai pisze...

Anonimie, timof nie wydaje "Kolektywu". Tak, jak zostało to tutaj określone, jest "nadrzędny" do DP ze względów podatkowych. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek merytorycznie się udzielił w naszej działalności. Gdybyś miał wątpliwości, czy wiem, co mówię, to owszem, wiem, bo to ja byłem współzałożycielem DP i to ja dogadałem współpracę z Timofem. Więc powtórzę: timoc (comics, i cisi, cokolwiek) nie wydawał nigdy "Kolektywu". Nawet na stopkach redakcyjnych nie był podany jako wydawca. To tyle w kwestii.

Maciej Pałka pisze...

Ze Swamp Thingiem to było tak, że przez lata Pan Kołodziejczak się zarzekał, że ten komiks jest ramotką, której nigdy nie wyda. Pewnie można to wyszukać gdzieś w archiwach forum Gildii.

W końcu puścili go, faktycznie za późno, za drogo i bez sensu na kredzie.

godai pisze...

No jak bez sensu! Ekskluzywny album, a nie coś, co się raz przeczyta i wyrzuci, że tu przytoczę gwiazdę retoryki ze spinki na fejsie :D

Swoją drogą, bez sensu, że pod tekstem dyskutowane jest wyrwane z kontekstu zdanie na zupełnie inny temat.

jaszczu pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
jaszczu pisze...

Usunąłem powyższy komentarz, bo w sumie nie chce mi się zaczynać kolejnych durnych flejmów. Pokój :)

Julka pisze...

Przyznam, że ja te strony dotyczące przypowieści z Biblii i Koranu ominęłam. Skupiłam się na samej opowieści. Myślisz, że dużo straciłam? Chyba jednak nie. Od strony wizualnej komiks jest świetny. A na pewno dla panów, w końcu rysownik rozbierał swoją bohaterkę bardzo chętnie.

Bartłomiej Basista pisze...

Powinnaś przeczytać razem z przypowieściami - one idealnie współgrają z cała historią. Podobno też komiks można przeczytać mieszając rozdziały wtedy historia ma się prezentować całkiem inaczej - nie próbowałem dlatego nie wiem i nie wiem też czy jest jakiś do tego klucz. Cortazar na takiej zasadzie stworzył swoją "Gre w klasy" - co prawda wątpię żeby w Habibi było to aż tak imponujące. Jak znajdę chwilę to śrubuje przeczytać w inny sposób ;)

Gwarantuję że nagość głównej bohaterki nie jest dla nas (facetów)żadnym wyznacznikiem jakości ;)

Kuba Oleksak pisze...

Ja tylko w uzupełnienie tego, co pisze Amciej - każdy, kto uważa "Swamp Thinga" za ramotkę, a nie klasyka wartego wydania w jednym rzędzie z "Krazy Katem", "Marvel-Manem" czy "Fistaszkami" ma słabe rozeznanie o tym, co w komiksie jest naprawdę dobre. To raz. Dwa - Egmont źle podszedł do edycji tego komiksu. Nie winą "ST" jest, że w Polsce się nie przyjął, a to czy to wina Egmontu to już nie mnie oceniać.

Rok 2012 należy do Egmontu - raczycie drogie anonimy żartować. Przy fantastycznej ofercie Timofa, Centrali i Taurusa (w tej właśnie kolejności)?

kendo pisze...

Habibi to arcydzieło.
Jest bardzo wciągającą genialnie narysowaną historią. + niesamowite wyczucie języka komiksu przez Thompsona i + to, że komiks można czytać nie po kolei (czego pewnie większość ludzi nie wie). To perła, jak najsłynniejsze komiksy Alana Moore`a, jest równie dobrze przemyślane. Blankets wymięka. Dla mnie każda negatywna opinia, to bełkot.