poniedziałek, 19 grudnia 2011

#926 - Trans-Atlantyk 167

W zeszłym tygodniu Mark Millar powiedział, że w 2012 roku wydarzy się coś, co całkowicie zmieni oblicze amerykańskiej branży komiksowej. Ale nie chciał powiedzieć, co to będzie – z pewnością nie będzie to cyfrowa rewolucja. O jakie wydarzenie Millarowi może chodzić? Pospekulujmy. Nie jest żadną tajemnicą, że sieć Diamonda, która jest monopolistą w zaopatrywaniu sklepów komiksów, cienko przędzie. To właśnie firma należąca do Steve`a Geppiego najbardziej ucierpi, jeśli wydawcy zdecydują się na wydanie zeszytówek tylko w wersji cyfrowej. Ale Diamonda może dobić "po prostu" malejąca sprzedaż i wydawcy szukający nowych kanałów sprzedaży, na przykład w zwyczajnych księgarniach. Trudno nawet przewidywać co mogłoby się stać z rynkiem, gdyby upadłby taki gigant. A może Millar miał na myśli postępujący exodus najlepszych twórców, którzy rezygnują z pisania super-hero pod banderą DC i Marvela, aby móc realizować swoje własne projekty i zarabiać podobne pieniądze? Właśnie – pieniądze. Nie jest chyba żadną tajemnicą, że utrzymanie takiego giganta, jak Dom Pomysłów kosztuje krocie – od biur na Manhattanie, przez wynagrodzenia dla twórców, aż po zapas kubków do kawy. A kryzys szaleje. Pomysłem na radykalne ograniczenie kosztów może być zrzucenie całej roboty przy tworzenie, wydawaniu i promowaniu komiksów na jakąś zewnętrzną firmę, a dysponowanie jedynie licencją na wykorzystanie postaci, wątków itd. Urojony pomysł? Niewiele brakowało, aby do czegoś podobnego doszło w latach osiemdziesiątych, kiedy rynkiem rządziło DC Comics. Może w roli totalnego ousourscingu sprawdziłaby się taka platforma, jak Kickstarter? I wreszcie, ostatnia sprawa – w obliczu coraz gorszych wyników wydawnictwa próbowały ratować sprzedaż masową produkcją eventów. Jeszcze za czasów „Civil War” (a więc nie tak dawno przecież) zdarzało się, że komiks będący częścią crossovera potrafił się sprzedać w dwukrotnie wyższym nakładzie, niż zazwyczaj. Niestety, taka taktyka działała tylko na krótką metę. Ostatnie wielkie wydarzenie, czyli „Fear Itself” na listach przebojów zostało wyprzedzone przez... „Flasha”. Dziś, na szumne zapowiedzi twórców i redaktorów o historii, która zmieni wszystko, nabiera się coraz mniej osób. I, pomimo impulsu danego przez „Nową 52”, coraz mniej osób będzie kupować komiksy… (tekst opracowałem na podstawie wpisu Richa Johnstone`a)

Droga do 700 numeruThe Amazing Spider-Mana” rozpocznie się już w #682 zeszycie serii pisanej przez Dana Slotta. Już w marcu 2012 roku wystartuje historia zatytułowana „End of the Earth”, której przynajmniej cztery odcinki zostaną narysowane przez Stefano Caselliego. W rolę głównego villaina wcieli się dawno nie widziany Doctor Octopus, który ma ostatnią szanse, aby wcielić swój największy plan w życie. Jeszcze w grudniu na scenie pojawi się nowa Sinister Six w składzie Chameleon, Rhino, Mysterio, Electro i Sandman, a aby ich powstrzymać Spider przygotuje nowy, specjalny kostium. W historii pojawią się również Iron Man i Avengers, a w temacie Mary Jane również coś ma się ruszyć. Slott zapewnia, że jeszcze nie pisał tak epickiej historii, jak „End of the Earth”. Najlepszym tego dowodem tego ma być fakt, że była planowana jeszcze za czasów „Brand New Day”, kiedy Steve Wacker i Tom Brevoort przez prawie rok zakazali scenarzystom korzystać z głównych wrogów Spidey`a.

Kolejnym tandemem twórców, którzy przejmą serię „Astonishing X-Men” będzie scenarzystka znana z pisania solowych przygód X-23 i Dakena Marjorie Liu oraz rysownik Mike Perkins. Swoją pracę rozpoczną wraz z 48. numerem serii i zgodnie z niepisaną tradycją „ASM” przedstawią nowy skład zespołu, który po „Schism” wziął stronę Wolverine`a. Oprócz Logana do drużyny trafi Gambit, Northstar, Iceman, Cecelia Reyes, Warbird i Karma. Zagrożeniem, z którym będą musieli się zmierzyć będzie nowe wcielenie The Marauders z Vanisherem i Chimerą w roosterze. W serii nie uświadczymy kolejnej odsłony starcia między Wolverinem, a Cyclopsem. Liu przyznaje, że chce skupić się bardziej na pokazaniu akcji, z czego bardzo cieszy się Perkins, którzy już ostrzy ołówki na zobrazowanie dynamicznych scen z Marauders i Icemenem. Redaktor x-serii Nick Lowe zaznacza, że komiks ma być przeznaczony dla dojrzałych czytelników, choć nie będzie zawierał tak brutalnych scen, aby kwalifikowały tytuł do imprintu MAX.

Do cyklu powieści graficznych pod szyldem „Season One” dołączyły kolejne tytuły. W specjalnej linii opowiadających na nowo klasyczne historie najważniejszych postaci Marvela, z jednej strony przystępnych dla nowego czytelnika, a z drugiej osadzonych w continuity dołączyły trzy albumy. Greg Pak wraz z Emmą Rios pracują nad opowieścią z Doktorem Strange`m, „Ant-Man: Season One” wyjdzie spod ręki Toma DeFalco i Horacio Dominguesa, a Hulkiem zajmą się Fred Van Lente i Tom Fowler. Wszystkie albumy ukażą się w lecie 2012 roku i wszystkie skupią się na esencji poszczególnych bohaterów. Wraz z Ant-Manem wybierze się w podróż w nieznane, Hulk pokaże jak trudno pogodzić jest tkwiącą w nim bestię z człowieczeństwem, a Doktor Straneg udzieli lekcji sztuk mistycznych. To już druga fala Season One, a jeszcze żadna z ikon Marvela, czyli ani Kapitan Ameryka, ani Thor czy Iron-Man nie doczekali się własnej publikacji...

Zmarł jeden z ostatnich twórców pamiętających amerykański Złoty Wiek, jeden z najważniejszych artystów komiksowych, przede wszystkim znany, jako współtwórca postaci Kapitana Ameryki. Joe Simon urodził się w Rochester w stanie Nowy Jork, w rodzinie żydowskiego krawca, który wyemigrował do Ameryki z Anglii osiem lat przed narodzinami swojego syna. Simon od samego początku ciągnęło do pracy w prasie – jeszcze w szkole średniej był redaktorem artystycznym szkolnej gazety. W latach trzydziestych zawitał do Nowego Jorku, gdzie pracował również dla Timely Comics. Dla protoplasty Marvela wymyślił postać uchodzącą za pierwszego superherosa – Fiery Mask. Wkrótce potem poznał Jacka Kirby`ego, swojego wieloletniego współpracownika i przyjaciela. Obaj w 1941 roku wymyślili postać Kapitan Ameryki, dzięki której przeszli do historii. Steve Rogers pojawił się na okładce „Captain America Comics” sprzedają cios samemu Adolfowi Hitlerowi. Warto pamiętać, że komiks został wydany zanim Ameryka przystąpiła do wojny, a jego autorami byli Żydzi. Obaj służyli w wojsku podczas II Wojny Światowej, a wkrótce potem ich drogi się rozeszły. Joe Simon w swojej karierze był scenarzystą, rysownikiem, wydawcą i redaktorem. Sporo miejsca zajęłoby wymienienie tytułów komiksów, nad którymi pracował. Żeby zadowolić się tylko kilkoma - oprócz Capa tworzył horrory ("Black Magic"), romanse ("Young Love"), kryminały ("Police Trap"), westerny ("Bullseye: Western Scout") czy komiksy wojenne ("Foxhole"). Miał 98 lat. Cześć jego pamięci.

Pomimo, że praca nad "Habibi" była dla Craiga Thompsona cholernie ciężka, twórca już zapowiedział, że pracuje nad kolejnymi projektami. Tak, projektami - nie jednym, nie dwoma, ale trzema nowymi komiksami, korzystając z rady udzielonej mu przez Davida B. Pierwszym z nich będzie album przeznaczony dla każdego czytelnika, niezależnie od jego wieku, w którym Thompson zamierza pobawić się materią komiksu. Przypomnieć sobie o tym, w czym zakochał się w latach młodzieńczych. Drugi projekt ma być przypominającą esej publikacją traktującą o globalnej gospodarce - jestem bardzo ciekaw jak z takim tematem poradzi sobie autor, który specjalizuje się raczej w twórczości, że tak to ujmę, introwertycznej, emocjonalnej, osobistej. I wreszcie ostatni z nich ma być publikacją przeznaczoną wyłącznie dla dojrzałych czytelników, ponieważ obecne w nim będą sceny erotyczne. W "Blankets" Thompson pokazał niewinność rodzącej się seksualności, w "Habibi" dotknął problemu seksualnej traumy, a w nowym komiksie pojawi się "seks narysowany". Cokolwiek miałoby to znaczyć.
Jason Aaron kończy swoją przygodę zWolverinem”. Scenarzysta zostawia Rosomaka w jubileuszowym numerze 300, który będzie finałem historii, w której Logan wybiera się do Japonii. Tam będzie musiał zmierzyć się z największą grupą superłotrów, jakiej do tej pory musiał stawić czoło. Aaron zaprezentuje również nowego Silver Samuraia, z którego ojcem Rosomak toczył wyrównane boje. To zupełnie ina postać, od kostiumu począwszy, na motywacjach i chakraterze skończywszy. 2012 rok dla jednego z najciekawszych scenarzystów będzie w pewnym sensie zakończeniem pewnego etapu jego pracy – oprócz runu w „Wolverinie” swoich (naturalnych) końców dobiegną również dwa on-goingi - „Scalped” i „PunisherMAX”.

Kolejnym po Jerry`m Robinsonie i Joe Simonie artystą komiksowym, który w ostatnim czasie odszedł od nas jest Eduarto Barreto. Rysownik znany najlepiej ze swojej pracy w DC Comics, główne nad „New Teen Titans” w latach osiemdziesiątych, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Pochodzący z Urugwaju artysta miał zaledwie 57 lat. Swoją karierę rozpoczynał od współpracy z legendarnym argentyńskim komiksiarzem Hectorem Germanem Oesterheldem w latach siedemdziesiątych, dzięki czemu mógł szybko zaistnieć na rynku amerykańskim. Dla DC rysował między innymi „Supermana”, „Action Comics” czy „Martian Manhuntera”. Sławę przyniósł mu jednak run w „Tytanach”, których przejął od George`a Pereza i Jose Luisa Garcii-Lopeza. Syn Barreto, Diego, poszedł w ślady ojca i rysuje znaną serię „The Irredeemable”, podobnie, jak jego córka Andrea, która jest kolorystką. Eduarto, spoczywaj w pokoju.

Dzięki sukcesowi „Batman: Arkham City” multimedialny oddział Warner Bros. z Montrealu będzie miał ręce pełne roboty. W niedalekiej przyszłości pojawi się jeszcze więcej gier opartych na licencji DC Comics, które powstaną (być może) kosztem filmów z tej samej stajni. Oprócz deklaracji nie padły żadne zapowiedzi konkretnych tytułów, wiadomo jednak, że developerzy współpracują bardzo blisko z ludźmi z komiksowego świecznika – konkretnie z Jimem Lee i Geoffem Johnsem. Reid Schneider, szef produkcji, słusznie zauważył, że segment gier z komiksowym rodowodem jest znacznie mniej zagospodarowany i w przeciwieństwie do branży filmowej nie trzeba konkurować z Marvel Studios, które obecnie utrzymują bardzo mocną pozycję. 

3 komentarze:

Marcin Zembrzuski pisze...

Scalped, mon amour :(

Krzysztof Cuber pisze...

Ja chcę Habibi PL. Patrząc jednak na to, jak długo nie ma Lost girls, można by się spodziewać, że w 2012, komiksu Craiga nie ujrzymy. Choć na MFKiG oba zapowiadano na 2012:-)

Kuba Oleksak pisze...

@Marcin

Diabelnie zacna seria, nie tylko Ty żywisz do niej ciepłe uczucia. Ale wszystko, co dobre, musi się skończyć - w odpowiednim momencie.

@Krzysiek

Cholera, brakło mi przeboju w 2011, ale w 2012 może braknąć miejsca na podisum - wyobraź sobie taki kwartet - Habibi, Lost Girls, Jimmy Corrigan i Kot Rabina 3. A do tego Prfesor Bell, Breakdowns, NSS... miazga!