Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Lewandowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Lewandowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

#1232 - Zamach na prezydenta

„Zamach na prezydenta” to kolejny komiksowy zeszyt autorstwa Sławomira Lewadowskiego. I tak, jak poprzedni – „Mikrokosmos. Mały zbiornik komiksowy” – został wydany przez Wydawnictwo Ważka z Tylicza. Podobno, bo informacji o tym, że Ważka jest wydawcą próżno szukać na karach publikacji, w książce nie ma żadnej stopki, loga wydawnictwa, daty i miejsca wydania, numeru ISBN.  
Jest okładka, dwie czyste kartki oraz czterdzieści osiem kolorowych (sic!) plansz. Nie jestem pewien, ale mam wrażenie, iż jest to świadomy zabieg (komunikat) ze strony autora i wydawnictwa. Odczytuję go tak: Liczy się tylko historia, którą ma do opowiedzenia autor.

Dodatkowo nie należy zapominać, że „wyrósł” on z undergroundu, gdzie zasadniczo nie zwraca się uwagi na takie banalne szczegóły. Lewandowski, swoim kolejnym albumem, daje do zrozumienia, że nie ma zamiaru tego undergroundu porzucać na rzecz „oficjalnego obiegu” (używam tego określenia na zasadzie wytrychu, skrótu myślowego).

Czym jest „Zamach na prezydenta”? Mówiąc jednym słowem: gawędą. W omawianym zeszycie (chyba pierwszym epizodzie, może będą następne, bo historia nie zostaje opowiedziana do końca, a w ostatnim kadrze widnieje skrót „c.d.n.”) głównym bohaterem jest płatny morderca, który w pierwszym kadrze zwraca się do słuchacza/czytelnika: „Witam”. I dalej: „Opowiem ci o pewnym bardzo dziwnym kraju który miałem okazję poznać”. Pierwsza plansza kończy się słowami: „A więc było to tak…”. I trzeba przyznać narratorowi (i, oczywiście, autorowi), że opowiadać to on potrafi.

A kraj, w którym miał do wykonania zlecenie (nie trudno wykombinować, że chodzi o zabicie, aktualnie sprawującego urząd, prezydenta) bezimienny kiler, jest faktycznie kuriozalny. Nie mam zamiaru zdradzać szczegółów, co tak osobliwego jest w zleceniu i w prezydencie, ale zapewniam ze strony na stronę jest dziwniej. I wcale nie chodzi o ufoludki czy jakieś inne paranormalne sytuacje. W polowaniu na prezydenta króluje absurd i purnonsens. Gdybym miał podać jakieś literackie odniesienia, do których blisko pomysłom Sławomira Lewandowskiego, to przywołałbym nazwiska takich autorów, jak: Roland Topor, Edward Lear czy Ogden Nash.

Otwierając „Zamach na prezydenta” należy spuścić z tonu, zluzować się, gdyż to czysta rozrywka i zabawa. Autor bawi się swoją opowieścią, zapewniając dobrą zabawę czytelnikowi. W pierwszym odruchu można „Zamach…” uznać za parodię serii „Zabójca” autorstwa panów Matza (właściwie. Alexis Nolent) i Luca Jacamona. Jednakże mam wrażenie, że autorowi bardziej chodzi o polityczną satyrę, w której stara się dać pokrętną odpowiedź na pytania: Po co w kraju prezydent? Czy jest potrzebny? Do czego i komu służy?
To pierwsza produkcja Lewandowskiego w kolorze. Dlatego w tym miejscu warto się zastanowić nad tym, czy kolor mu służy? Wcale nie jestem tego taki pewien. Być może to wina drukarni, ale kolory są przytłumione, np. żółtemu brakuje jaskrawości, a czarny świeci się jak psu jajca. Dodatkowo rysownik bardzo często rezygnuje z tła, zostawiając biały drugi plan, co sprawia wrażenie niedoróbki. Lubię u Lewandowskiego, że mimo wyrysowanych kadrów (nieregularnych prostokątów, nierówno dzielonych na stronie) pozwala niektórym rekwizytom „wpaść” do karu poniżej lub obok, jak to ma miejsce na stronach 26 i 27, gdy lufa rewolweru (wielgaśnej giwery) znajduje się w innych kadrach.

Czekam na zapowiedziany „c.d.n.”.

środa, 23 maja 2012

#1040 - Mikrokosmos

Seledynowa ważka lecąca na tle nocnego, rozgwieżdżonego nieba, zdobi okładkę najnowszej komiksowej produkcji Sławomira Lewandowskiego, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Ważka. Oto mam przed sobą czterdziestostronicowy zeszyt z komiksami – to mimowolne skojarzenie jakie się pojawia, gdy patrzę na okładkę, pewnie przez wpisanie nazwiska autora i tytułu w ramkę, użycie do tego odręcznego pisma, a także ze względu na format i sposób zszycia (za pomocą dwóch zszywek).

Pełen tytuł brzmi „Sławek Lewandowski przedstawia mały zbiornik komiksowy Mikrokosmos” i trafnie oddaje zawartość zeszytu. Ponieważ mamy do czynienia z pierwszą oficjalną publikacją tego autora. Pisząc „oficjalną” mam na myśli, posiadającą numer ISBN. Wszystkie pięć poprzednich produkcji Lewandowskiego to były ziny i ukazały się, z wyjątkiem jednego, w ubiegłym roku. Autor nie był wcześniej znany, dlatego Łukasz Chmielewski z Alei Komiksu przyznał mu tytuł najlepszego debiutanta 2011, tak argumentując swoją decyzję: „W drugim obiegu niekwestionowanym królem jest Sławomir Lewandowski. Wydał cztery ziny, ale wystarczyłaby sama «Cała prawda o Dzikim Zachodzie», żeby wygrał – nomen omen – w cuglach. Absurdalny humor, surrealistyczne fabuły, sprawna, karykaturalna kreska w połączeniu z umiejętnością robienia komiksów sprawiają, że mamy nowego króla andergrandu”.

„Mikrokosmosem” autor przedstawia się i swoje komiksy szerszej publiczności czytelniczej. Książka składa się z trzech historyjek. Dwie pierwsze nie mają tytułów, natomiast trzecia, moim zdaniem najsłabsza, nosi nazwę „Życie”. Podobają mi się te dwie pierwsze nowele.

W pierwszej bohaterem jest osobnik „nie karany, apolityczny, kawaler, portier, szanowany w sąsiedztwie, niepijący, czysty, zadbany”, który korzysta z dobrodziejstwa demokracji i publicznie zabiera głos w miejskim Hyde Parku. Publiczna mównica ma jedynie jedno surowe, ścigane prawem obostrzenie – „Nie wolno obrazić Królowej”. Wystąpienie portiera uruchamia ciąg absurdalnych zdarzeń. Trudno się nie śmiać, czytając kolejne kadry. Właściwie przez całą historię nie wiemy, dlaczego portier zachowuje się w taki sposób. Pointa także nie przynosi rozwiązania. I chyba o to chodziło. Mi się podobało, lubię oklęty i absurdalny humor.

Druga nowela to powiastka kryminalna. Mimo pozorów normalności także została oparta na surrealistycznej fabule. W pewnej zabitej dechami wiosce zostaje znalezione martwe ciało Juzka Malinowskiego. Zaradny sołtys udaje się do gminnego miasteczka, by na posterunku policji zgłosić morderstwo. Do wioski zostaje wysłany inspektor śledczy, aby na miejscu odkrył, kto i dlaczego zabił Malinowskiego. Nie będę zdradzał, czy mu się udało. Warto samemu się przekonać.

„Mikrokosmos” uważam za udaną prezentację komiksów Sławomira Lewandowskiego. Ciekaw jestem kolejnej książki tego autora, która będzie nosiła tytuł „Zamach na prezydenta”. Wydawnictwo Ważka ma zamiar wydać ja w październiku na MFKiG w Łodzi.