Na drugi album serialu "Krucjata" Wydawnictwo Komiksowe kazało nam czekać prawie dziesięć miesięcy. Nie jest to znów tak dużo czasu, aby zapomnieć o wydarzeniach przedstawionych w poprzedniej części. Tym bardziej, że podczas lektury jedynki najbardziej przypadł mi do gustu zarówno czas, jak i miejsce akcji oraz stylizacja na średniowieczne wyprawy krzyżowe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phillipe Xavier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phillipe Xavier. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 lipca 2014
wtorek, 25 marca 2014
#1563 - Krucjata #1: Simoun Dja (polemicznie)
Szybkimi krokami zbliża się premiera kolejnego albumu Wydawnictwa Komiksowego, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to już za trzy tygodnie na "półki księgarskie" w internetach trafi drugi tom serialu produkcji Jeana Dufaux (scenariusz) oraz Philippe Xaviera (rysunki). Dlatego pomyślałem, że to dobry czas, aby przypomnieć pierwszy zeszyt, noszący tytuł "Simoun Dja".
środa, 7 sierpnia 2013
#1347 - Krucjata t.1: Simoun Dja
No i mamy drugą, po „Rycerzu Ciernistego Krzewu”, poważną wpadkę Wydawnictwa Komiksowego, a pierwszą – tak spektakularną. O ile projekt jednego marnego scenarzysty i dwudziestu rysowników od samego początku, cytując klasyka, „śmierdział kupą”, o tyle do serii autorstwa Jeana Dufaux i Philippe Xaviera byłem tak samo entuzjastycznie nastawiony, jak do innych pozycji w portfolio wydawcy „Ostatnich dni Stefana Zweiga” i „Córki Mendla”, których wcześniej nie znałem.
Do przeczytania premierowego tomu „Krucjaty” zatytułowanego „Simoun Dja” Wojciech Szot udowadniał, że zna się na rzeczy i potrafi wygrzebać wartościowe rzeczy w zalewie różnorodnego chłamu. Niestety, lektura tego komiksu nieco podkopała moją wiarę w gusta szefa Wydawnictwa Komiksowego…
Pierwotnie, na rynku francuskim pierwszy album serii ukazał się we wrześniu 2007 roku, nakładem wydawnictwo Le Lombard. W sumie całość zamyka się w szczupłej liczbie czterech albumów. Co ciekawe, już w maju 2008 „Croisade” ukazało się również w wersji angielskiej, dzięki brytyjskiej oficynie Cinebook specjalizującej się w przekładaniu na język Szekspira komiksów z ojczyzny Moliera.
Historia „Krucjaty”, zgodnie z obietnicą składaną przez tytuł, osnuta jest wokół motywu wypraw krzyżowych. Scenarzysta Jean Dufaux nie pisze jednak komiksu historycznego – to raczej regularne, konwencjonalne fantasy umieszczone w krucjatowym settingu. Są więc pustynne demony, magiczne zwierciadła, nieśmiertelni assasyni, ale także perełka w postaci Świętego Grobowca, w którym spoczywa świątobliwy X3, z którego chrześcijanie zrobili Boga, a muzułmanie mają jedynie za proroka. Fabuła opowiada o powrocie Abdula Razima do Jerozolimy (w komiksie nazywanej Hierus Halem) i kolejnej próbie zdobycia świętego miasta przez Grzegorza z Arcos.
W tle tego wielkiego konfliktu między światem wschodu i zachodu przeplatają się inne wątki – tajemniczego Sar Mitry, klątwy demon qua`dja ciążącej na rodzie Syrii z Arcos i blondwłosego herosa Waltera, który chyba ma być głównym bohaterem historii. Piszę chyba, bo w pierwszym tomie zdążył jedynie przemknąć na drugim planie i tyle go widzieli, bo powróci pewnie w kontynuacji.
Może scenarzysta nieco bardziej sprawny, niż Dufaux potrafiłby to wszystko poukładać w jakąś sensowną całość, bo autorowi całkiem sensownej „Mureny” to zupełnie nie idzie. Fabuła pozbawiona jest jakiejkolwiek dramaturgii, coś niby się dzieje, ktoś tam kogoś szuka, mowa jest o jakichś przepowiedniach, ale wszystko to razem zebrane bez składu i ładu do kupy zupełnie nie przekonuje. Historia nie ma rozmachu, bohaterom brakuje głębi, a rysunkom…
…graficznie rzecz biorąc – jest marnie. Philippe Xavier uosabia wszystkie słabości europejskiego komiksu seryjnego ze swoją bezpłciową, pozbawioną jakiegokolwiek charakteru i absolutnie nudną kreską. Nie ma chyba nic gorszego, niż rysownik wierny mainstreamowej ortodoksji nie mający nic do zaoferowania swojemu odbiorcy. Może i potrafi (raczej lepiej, niż gorzej) narysować plecy konia, ale cóż z tego, jak wizualnie „Krucjata” nie sprawia żadnej przyjemności. Nawet w porównaniu z Piotrem Kowalskim, któremu do jakiejkolwiek wirtuozerii jeszcze daleko, Xavier wypada okropnie blado.Kluczem Gwoździem do jego trumny jest scena walnej bitwy pomiędzy armią Grzegorza, a siłami Abdula Razima. Do tej pory sądziłem, że taki poziom komiksowego kiczu zarezerwowany jest wyłącznie dla produkcji superbohaterskich, ale „Krucjata” wyprowadziła mnie z błędu. I, niemal tradycyjnie, trzeba wrzucić kamyczek do ogródka kolorysty, Jean-Jacquesa Chagnauda, który dość nieumiejętnie korzysta z możliwości komputera.
Bardzo rzadko zdarza mi się, żeby komuś odradzać zakup jakiegoś komiksu, ale w tym przypadku nie jestem w stanie znaleźć jakiegokolwiek racjonalnego argumentu do sięgnięcia po „Krucjatę”.
Do przeczytania premierowego tomu „Krucjaty” zatytułowanego „Simoun Dja” Wojciech Szot udowadniał, że zna się na rzeczy i potrafi wygrzebać wartościowe rzeczy w zalewie różnorodnego chłamu. Niestety, lektura tego komiksu nieco podkopała moją wiarę w gusta szefa Wydawnictwa Komiksowego…
Pierwotnie, na rynku francuskim pierwszy album serii ukazał się we wrześniu 2007 roku, nakładem wydawnictwo Le Lombard. W sumie całość zamyka się w szczupłej liczbie czterech albumów. Co ciekawe, już w maju 2008 „Croisade” ukazało się również w wersji angielskiej, dzięki brytyjskiej oficynie Cinebook specjalizującej się w przekładaniu na język Szekspira komiksów z ojczyzny Moliera.
Historia „Krucjaty”, zgodnie z obietnicą składaną przez tytuł, osnuta jest wokół motywu wypraw krzyżowych. Scenarzysta Jean Dufaux nie pisze jednak komiksu historycznego – to raczej regularne, konwencjonalne fantasy umieszczone w krucjatowym settingu. Są więc pustynne demony, magiczne zwierciadła, nieśmiertelni assasyni, ale także perełka w postaci Świętego Grobowca, w którym spoczywa świątobliwy X3, z którego chrześcijanie zrobili Boga, a muzułmanie mają jedynie za proroka. Fabuła opowiada o powrocie Abdula Razima do Jerozolimy (w komiksie nazywanej Hierus Halem) i kolejnej próbie zdobycia świętego miasta przez Grzegorza z Arcos.
W tle tego wielkiego konfliktu między światem wschodu i zachodu przeplatają się inne wątki – tajemniczego Sar Mitry, klątwy demon qua`dja ciążącej na rodzie Syrii z Arcos i blondwłosego herosa Waltera, który chyba ma być głównym bohaterem historii. Piszę chyba, bo w pierwszym tomie zdążył jedynie przemknąć na drugim planie i tyle go widzieli, bo powróci pewnie w kontynuacji.
Może scenarzysta nieco bardziej sprawny, niż Dufaux potrafiłby to wszystko poukładać w jakąś sensowną całość, bo autorowi całkiem sensownej „Mureny” to zupełnie nie idzie. Fabuła pozbawiona jest jakiejkolwiek dramaturgii, coś niby się dzieje, ktoś tam kogoś szuka, mowa jest o jakichś przepowiedniach, ale wszystko to razem zebrane bez składu i ładu do kupy zupełnie nie przekonuje. Historia nie ma rozmachu, bohaterom brakuje głębi, a rysunkom…
…graficznie rzecz biorąc – jest marnie. Philippe Xavier uosabia wszystkie słabości europejskiego komiksu seryjnego ze swoją bezpłciową, pozbawioną jakiegokolwiek charakteru i absolutnie nudną kreską. Nie ma chyba nic gorszego, niż rysownik wierny mainstreamowej ortodoksji nie mający nic do zaoferowania swojemu odbiorcy. Może i potrafi (raczej lepiej, niż gorzej) narysować plecy konia, ale cóż z tego, jak wizualnie „Krucjata” nie sprawia żadnej przyjemności. Nawet w porównaniu z Piotrem Kowalskim, któremu do jakiejkolwiek wirtuozerii jeszcze daleko, Xavier wypada okropnie blado.
Bardzo rzadko zdarza mi się, żeby komuś odradzać zakup jakiegoś komiksu, ale w tym przypadku nie jestem w stanie znaleźć jakiegokolwiek racjonalnego argumentu do sięgnięcia po „Krucjatę”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




