Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Pomian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Pomian. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2011

#811 - CMP: Konstrukt #1-3

Jak twierdzi Jakub Kiyuc, wydanie trzeciego numeru (a czwartego zeszytu) "CMP: Konstrukt" jest swego rodzaju cezurą. Wraz z nim zamyka się pierwszy etap tej psycho-matematycznej serii, a wraz z numerem czwartym rozpocznie się następny. Tym samym zdaje się, że właśnie teraz przyszła najodpowiedniejsza pora na ocenę dotychczasowych tworów wyobraźni Kiyuca.

Ale zanim przejdę do rzeczy, wypadałoby zaznaczyć, że wszystkie zeszyty "Konstruktu" sprawiłem sobie dopiero teraz. Przeczytałem je właściwie na raz, odczuwając to satysfakcję z lektury, to zwykłe zmęczenie. Odłożyłem na kilka dni, ale nie na półkę z komiksami, a na stoliku obok łóżka, by mieć je ciągle pod ręką. Póki nie zabrałem się do ponownej lektury, w kółko kartkowałem je, na zmianę zachwycając się ich formą i zastanawiając się co ja mam o tym w ogóle myśleć. Minęło kilka dni, kolejną lekturą mam już za sobą i ciągle mam problem z uporządkowaniem myśli na jej temat. Ale może uda się już coś napisać.

Połączenie szeroko pojmowanego nadrealizmu z matematyką skojarzyło mi się z "Alicją w krainie czarów", ale szybko okazało się, że nie tędy droga. To, co u Carolla podyktowane było żelazną logiką, u Kiyuca jest dosyć irracjonalne, bo matematyka z kart jego komiksu okazuje się nie do końca tym przedmiotem, jakiego uczono nas w szkołach. Autor tworzy abstrakcyjny świat, a może i światy, z jednej strony pragnąc, abyśmy w nie uwierzyli, ale z drugiej stale nas do nich dystansując, poprzez częściową ich dekonstrukcję. Ciekawy paradoks. Dodajmy do tego liczne cytaty i parafrazy - od "Odysei kosmicznej 2001" przez "Mechaniczną pomarańczę" po, oczywiście, "Supermana" - i otrzymujemy dzieło na wskroś postmodernistyczne. Ale pozostaje kilka pytań. Wspomniany wcześniej paradoks to zaleta czy wada? Czy nawiązania do innych dzieł są dla komiksu czymś istotnym czy jedynie zbędnymi dodatkami? Tak jak bardzo zaciekawiło mnie wykorzystanie monolitu z filmu Stanleya Kubricka, sympatyczny uśmiech na twarzy spowodowała parafraza obrazu Edwarda Hoppera, ale w ogóle już nie spodobał się "gościnny występ" Doomsdaya, tak nie mam pojęcia jak na te pytania odpowiedzieć. Jeśli autor to odpowiednio z czasem rozegra, to mogą to być duże atuty "Konstruktu". Ale może być zupełnie na odwrót.

Całość wydaje mi się bardzo nierówna. Kolejne części opowieści charakteryzuje ta sama enigmatyczność, ale to nie zawsze działa na korzyść serialu, czasem wprost przeciwnie. Pierwszy zeszyt jest dzięki niej odpowiednio niepokojący i zaciekawiający, aż ciężko oderwać się od lektury. Jak to zwykle bywa, okazuje się, że to dopiero rozgrzewka przed zeszytem drugim, gdzie autor nie tylko przyspiesza tempo opowiadania, ale i dorzuca więcej znaków zapytania odnośnie przedstawianych historii. I moim zdaniem strzela sobie w stopę, powodując nazbyt duży mętlik, a komiks czyniąc po prostu przytłaczającym. Na ratunek przychodzi numer 2.5, w którym następuje zmiana tonu opowiadania. Osobiście ten zeszyt podoba mi się najbardziej. Wprawdzie z kolejnych wydarzeń czyni farsę, ale bardzo ironiczną i zabawną, stanowiącą bardzo przyjemne uzupełnienie serii. Śladowe ilości zgrywy tego kalibru szybko odnaleźć można w czwartym zeszycie, ale jako całość okazuje się on jednak rozczarowaniem, bo autor tak bardzo skupia się na eksperymentowaniu z narracją, że powoduje klasyczny przerost formy nad treścią.

Oprócz świetnego humoru, za największy plus "CMP: Konstrukt" uważam wszystkie te odjechane postaci, jakie wypełniają jego strony. Ale wydaje mi się, że potencjał w nich tkwiący jest zdecydowanie niewykorzystywany. Ich losy niby stanowią podstawę opowieści i tej szalonej narracji, która ją dyktuje, ale w natłoku kolejnych wydarzeń i niewiadomych, pozostają jakby potraktowane instrumentalnie. Fascynują, ale na dłuższą metę pozostają tylko marionetkami w rękach autora, który zdaje się nie pozwalać im żyć własnym życiem. Szczególnie odczułem to w czwartym zeszycie, gdzie Kiyuc stawia na akcję. Z jednej strony widać tam, iż podstawy dramaturgii nie są mu obce, ale z drugiej sam neutralizuje napięcie, które próbuje osiągnąć. Bo podstawą są niewiadome tyczące się bohaterów. Niewiadome, zbyt rzadko wyjaśniane i zbyt często mnożone, sprawiają, że losy kolejnych postaci pozostają mi obojętne. Chciałbym się nimi przejąć, ale nie potrafię. A nie mam wątpliwości, że mógłbym się tym wszystkim zachwycać, gdyby proporcje poszczególnych elementów komiksu były nieco inne.

"CMP: Konstrukt" jest rzeczą bardzo ciekawą, chyba jednym z najoryginalniejszych tytułów, jakie w życiu czytałem. Ale jego enigmatyczność koliduje moim zdaniem z klarownością, a jego oryginalność neutralizuje samą jakość. Nie mniej jednak w swoich najlepszych fragmentach komiks jest dowodem na to, że Jakuba Kiyuca stać na wiele, więc wypatruję kolejnych odcinków. Szkoda, że podobno nie będą już miały tej specyficznej oprawy hołdującej zeszytówkom TM Semic, bo ma to w sobie sporo uroku. Ale swoje już i tak to zrobiło: jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiłem po lekturze, było odpalenie Allegro i natychmiastowy zakup zeszytu "Batmana", którego nie widziałem na oczy od ponad 10 lat. Jestem wdzięczny. I na koniec, niejako na usprawiedliwienie powyższego tekstu, zabójczy cytat z "Konstruktu" #2: "(...) Ich domeną jest szeroko pojmowana nadinterpretacja. Szukanie ukrytych treści tam, gdzie nikt normalnie nie spodziewałby się ich istnienia. Są biegli we wszystkich niekonwencjonalnych przekazach, które mogą, ale nie muszą wpływać na Twoje pojmowanie świata. (...) Ich zadanie to patrzeć, obserwować i recenzować. I nie daj Boże, jeśli połączą w swej nieodgadnionej imaginacji nocne mazy młodego artysty z [tajną] pracą naukowca (...)" Nie daj Boże!

poniedziałek, 14 marca 2011

#715 - Konstrukt po raz drugi

Pewnie nie tylko ja z rozrzewnieniem wspominam czasy gumy Turbo, kaset VHS z trzeciorzędnymi filmami akcji i epokę pierwszych elektronicznych zabawek. Cudowne lata dziewięćdziesiąte, w których po szarudze ludowej demokracji, do Polski zawitały zakazane produkty wprost z ojczyzny kapitalizmu. Wśród nich były także komiksy, które można było znaleźć co miesiąc, prawie w każdym kiosku. Kolorowe zeszyty z logiem wydawnictwa TM-Semic na okładce dostarczały odpowiednią dawkę niesamowitości i eskapizmu dla spragnionych popkultury czytelników.
Niestety, u progu nowego tysiąclecia te komiksy zniknęły. Popyt na przygody ubranych w kolorowe kostiumy superherosów ratujących w każdym numerze swoje miasto przed złowieszczymi superłotrami zmalał właściwie do zera. Niektórzy czytelnicy wyrośli ze swojej infantylnej fascynacji, inni szukali nieco dojrzalszych pozycji, ale już nie w kioskach, tylko najpierw w drugim obiegu, a potem w księgarniach i sklepach specjalistycznych. Popularne zeszytówki zniknęły z pola widzenia przeciętnego czytelnika, a lata dziewięćdziesiąte zaczęły uchodzić za mityczny złoty wiek rodzimego rynku, gdy komiksy były tanie i szeroko dostępne.

Pisząc o "Konstrukcie" nie sposób nie wspomnieć chociaż o ambarasie towarzyszącym intensywnej akcji reklamowej zaordynowanej przez Jakuba Kiyuca, autora i wydawcy komiksu. Machina promocyjna mocno spolaryzowała środowisko. Na premierową serię Czarnej Materii czekało się z zapartym tchem i z dobrym słowem za pazuchą albo "zionęło się nienawiścią", szykując pełne jadu repliki, ewentualnie zadowalając się wyniosłym desinteressment. Szkoda tylko, że spierając się o sensowność całego przedsięwzięcia, wytykając nieznajomość rodzimych warunków, brakło już sił i chęci na dyskusję o samym utworze, o tym czy jest dobry, czy też nie.
Jakub Kiyuc tylko formatem wpisuje się w semikowe tradycje – pod każdym innym względem jego pracy bardzo daleko od schematycznych opowiastek, o ubranych w kolorowe kostiumy superherosach. "Konstrukt" to nie jest przystępne i lekkostrawne czytadło na kibelek, o którym zapomina się tuż po zakończonej lekturze, tylko komiks trudny, wręcz odpychający w odbiorze. Skonsternowany czytelnik zostaje wrzucony w środek akcji, czy raczej dostaje kłębek splątanych wątków (dwóch? trzech?), wypełniony niedomówieniami, odwołaniami do nie przedstawionych wydarzeń. Nie wiem zupełnie gdzie panowie Stix, Aumbach i "mięsna kobieta-potwór" się znajdują, kim są, co ich łączy. Trudno przezwyciężyć hermetyzm "Konstruktu", tym bardziej, że komiks napisany jest dość topornie. Narracji brakuje lekkości, przydługie dialogi trącą grafomanią i gruncie rzeczy niewiele z nich wynika. Raczej pogłębiają poczucie zagubienia, niż cokolwiek wyjaśniają. Oprawa wizualna jest na tyle specyficzna, że trzeba się często zastanawiać, co przedstawiają rysunki. Nie do końca wierzę w celowość tego zabiegu, który mocno utrudnia płynną lekturę. Wydaje mi się raczej, że to zwyczajne niechlujstwo, spowodowane pośpiechem przy realizacji i brakiem wprawy autora. Ratowanie grafiki porównaniami do Teda McKeevera czy Mike'a Mignoli, do których Kiyucowi jeszcze bardzo daleko, uważam za spore nadużycie.

W utworze postawiono na tajemnicę, majaczącą gdzieś na horyzoncie fabuły. To zagadka ma przyciągać i podtrzymywać zainteresowanie czytelnicze, a nie kolejne perypetie bohaterów. To bardzo ryzykowny ruch pod względem rynkowym i obawiam się, że nie niekoniecznie może spotkać się z aprobatą "przeciętnego czytelnika". A w takiego, jak sądzę, "Konstrukt" ze swoim nakładem celuje. Chce wierzyć, że fabuła skonstruowana jest z matematyczną precyzją. Po skończonej lekturze wszystkie kawałki trafią na swoje miejsce, tworząc spójny i satysfakcjonujący obraz. Chyba, że stawką w grze Jakuba Kiyuca jest coś innego. Tak czy siak – zobaczymy jak długo można grać ową tajemnicą i trzymać odbiorcę w niepewności.

czwartek, 6 stycznia 2011

#661 - Czarna Materia prezentuje: Konstrukt

Chyba nie ma w Polsce komiksiarza, który nie wspominałby z rozrzewnieniem lat dziewięćdziesiątych i ery zeszytówek TM-Semica. Ci odpowiedni wiekiem pamiętają to wszędobylstwo komiksu, a ci za młodzi żałują, że nie byli częścią tego niespotykanego zjawiska. Pojawiające się co chwilę akcje i "dyskusje" pokroju "tęsknie za tobą zeszytówko" potwierdzają tylko siłę tej nostalgii. Uczucia, na którym gra również Jakub Kiyuc ze swoim "Konstruktem".

I trzeba mu przyznać, że robi to w świetnym stylu. Okładka imitująca komiks wymęczony od wielokrotnego czytania i kartkowania, doskonale wkomponowuje się w półkę z zeszytami TM-Semica. Środek również nie odbiega od standardów tamtych lat, a to znaczy, że nie mogło zabraknąć gazetowego papieru marnej jakości i kolorów, które są zbiorem kropek, a nie jednolitą warstwą. No i nie sposób zapomnieć o odpowiedniku stron klubowych. Co prawda nie jeden powie, że list od Maszyny czy akcja poszukiwania Jerycho nie jest tym samym co kiedyś serwował nam Arek Wróblewski, ale to chyba dobrze, że nie mamy tu do czynienia z tm-semicowym klonem, tylko ukłonem w jego stronę?

Jednak to nie "nostalgicznym wydaniem" wsławił się "Konstrukt" - jeszcze przed swoją premierą - tylko "kampanią reklamową", za którą moim zdaniem należą się Jakubowi Kiyucowi brawa. I nie przyklaskuję w tym miejscu tazosom, różnym wersjom okładek czy konkursowi na pojawienie się w samym komiksie, bo takie akcje są mi obojętne, a nauczony polskim rynkiem komiksowym nie wierzę, że wszystkie zostaną zrealizowane. Ale nie zmienia to faktu, że podziwiam samą odwagę i determinacje z jaką ta akcja została (i jest nadal) przeprowadzona. Bo choć reakcji środowiska na Czarną Materię nie nazwałbym tak dosadnie jak Dominik Szcześniak w Ziniolu, ani tak bezpośrednio jak Maciej Pałka na swoim blogu, to zgodzę się z nimi, że "Konstrukt" miał w komiksowie pod górkę. Rozumiem, że komuś mogą nie podobać się tazosy, ale zupełnie nie pojmuję tak negatywnej postawy wobec nich. W szczególności, że wielu komiksiarzy jest również gadżeciarzami (figurki, plakaty, koszulki - długo by wymieniać). Ale (banalizując) nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po pierwsze, równolegle obok kampanii Kiyuca, ruszyła anty-kampania, która może nawet bardziej rozgłośniła cały projekt, aniżeli sam twórca. A po drugie, na pewno większość tak zwanych "haterów" kupiło pierwszy numer (a może i kolejny?) by przekonać się o co chodzi z tym "Konstruktem". Może część z nich wsiąknie w ten psychodeliczny świat?

Na szczęście na komiksowie sprzedaż się nie kończy, a Kiyuc jest tego świadomy. Dlatego "Konstrukt" stara się dotrzeć do jak najszerszego grona potencjalnych czytelników. Miłośników horrorów i grozy, klimatów postapokaliptycznych, fantastyki czy nawet graczy RPG. Czarna Materia próbuje wyważyć jak najwięcej drzwi, bo jest (póki co) projektem ekonomicznie bardzo ambitnym. Przy tak olbrzymim nakładzie, by osiągnąć komercyjny sukces potrzebna jest niesamowita, jak na polską skalę, sprzedaż. Dziwi jednak taka różnica w nakładach pierwszego i drugiego numeru (spadek z 23 do 14,5 tysięcy). Bo choć chyba nikt, oprócz wydawcy, nie wierzy, że tak specyficzny w formie i treści komiks może sprzedać się w nastu tysiącach egzemplarzy, to nie rozumiem jak po jednym numerze można tak drastycznie zmieniać nakład. A gdzie czas na adaptację? Plan tak ambitny wymaga dużej dozy cierpliwości, i nie chcę mi się wierzyć, że Jakub Kiyuc nie założył tego w swoich planach. Bo choć jestem w stanie wybaczyć mu małe opóźnienia oraz natłok planów i pomysłów przyćmiewających sam komiks, to amatorskiego potraktowania "biznesowej" strony Czarnej Materii już nie wybaczę.

Ostatecznie jednak wszystko sprowadzi się do samego komiksu, choć o nim ciężko w tym momencie napisać coś konstruktywnego. Dlatego na razie nie pozostaje nic innego jak wykazać się odrobiną cierpliwości, dać autorowi mały kredyt zaufania i zapoznać się chociażby z pierwszymi czterema numerami "Konstruktu", by móc o tym komiksie powiedzieć coś więcej niż tylko kilka pozytywnych i negatywnych ogólników. A na gorąco mogę tylko wyrazić swoje zdumienie, że to co zapowiadało się na imitację McKeevera, nie jest nią praktycznie w ogóle. Kreska Jakuba Kiyuca jest bardzo charakterystyczna, ale i nierówna. Niektóre kadry są fantastycznie dopracowane, inne natomiast zupełnie chaotyczne. Pytaniem jest czy to wynik pośpiechu przy pracy, czy nie panowania nad materią?

Niecierpliwie wyczekiwałem "Konstruktu". Ten komiks, właściwie od pierwszej zapowiedzi, zafascynował mnie klimatem opowieści, nastrojową grafiką i nostalgicznym wydaniem. Na razie jestem zadowolony z tego co Czarna Materia mi zaoferowała, ale przyznaję, że jest to spowodowane faktem, że po raz kolejny mogę w kiosku kupić "zeszyt TM-Semica". Jeszcze chwila i przyjdzie sobie, oraz Jakubowi Kiyucowi, odpowiedzieć jak z tego wywiązuje się sam komiks....