Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bohdan Butenko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bohdan Butenko. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2013

#1281 - Alfabet z dymkiem: B

Się powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Zatem kolejna część alfabetu.

Bande dessinée – Francuzi nie mogą inaczej. Cały świat mówi computer (może oprócz Czechów, ale to przecież Czeczeni). Cały świat mówi comics. A Francuzi nie mogą. Rysowane taśmy. Można i tak. Niech mówią, jak chcą. Byle dalej tak rysowali i tak wydawali. Choćby tylko komiksy na B. Jak Biały Lama, Bouncer, Blueberry albo Blacksad.


Bang! Boom! – onomatopeje, pochodzące z języka angielskiego, które za pośrednictwem komiksów zakorzeniły się już chyba na dobre również w języku polskim. I nic na to nie poradzimy. Choć tak samo lubię Bach! Bum! Bim-bam-bom! Brrrum! Beee!

ilustracja :: stąd ::

Tadeusz Baranowski – Mistrz. Jeden z wielkich twórców polskiego komiksu. Jeden z dwóch Polaków, którego komiks (Antresolka profesorka Nerwosolka) znalazł się w książce Paula Gravetta 1001 komiksów, które musisz przeczytać przed śmiercią. Już same tytuły rozczulają. Podróż smokiem Diplodokiem, Skąd się bierze woda sodowa?, Na co dybie w wielorybie czubek nosa eskimosa, To doprawdy kiepska sprawa, kiedy bestia się pojawia. Genialny, oryginalny rysunek i arcycudne poczucie humoru. Poza tym, kto nie chciałby się dowiedzieć Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady?

Batman – to chyba oczywiste? Nawet jeśli nie czytacie komiksów, potrafilibyście rozpoznać tę postać. Obok Supermana i Spider-Mana – najbardziej rozpoznawalny superbohater. Przez wielu uważany także za najbardziej złożoną i mroczną postać spośród tych „dobrych”. A jeśli ktoś go nie zna (w co nie wierzę), niech sięgnie po ostatni, 15. numer Zeszytów Komiksowych, albo zajrzy na stronę Batcave.

Battle Royale – jedna z najlepszych, kontrowersyjnych zresztą, mang, powstała na podstawie powieści Kōshuna Takamiego. Mocne. I nie dla dzieci.


Berlin – z jakiegoś powodu umiłowane przez twórców komiksów miasto. Swoje albumy poświęcili mu Marvano oraz Jason Lutes. Nie dziwię się, bo to miasto piękne, intrygujące i o ciekawej, burzliwej historii. A te powieści graficzne warto znać. Ba! Trzeba znać!


Wojciech Birek – krytyk, tłumacz i twórca komiksowy, a także wykładowca akademicki. Jedna z osób, bez których polski komiks z pewnością nie byłby w tym miejscu, w jakim jest w tej chwili. Warto znać to nazwisko, bo wiele mu polscy miłośnicy opowieści obrazkowych zawdzięczają.

zdjęcie :: stąd ::

Bosonogi Gen (Hiroshima 1945) – arcydzieło, które w latach sześćdziesiątych XX w. stworzył Nakazawa Keiji. Epicka (i poniekąd autobiograficzna) historia chłopca, który przeżył piekło Hiroszimy. Absolutnie nie dla dzieci. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce myśleć, kto nie chce zapomnieć, kto chce poznać to potworne wydarzenie z punktu widzenia dziecka, którego część rodziny zginęła w wyniku wybuchu bomby atomowej.


Bohdan Butenko – kto go nie zna, ten trąba. Znów Mistrz. Znów Arcymistrz. Twórca genialnych, prostych, momentalnie rozpoznawalnych ilustracji i komiksów (dla przedszkolaków – Gapiszon, dla nieco starszych – Kwapiszon). Chciałem kiedyś zbierać wszystkie książki z jego ilustracjami. Zresztą, dalej chcę.

zdjęcie :: stąd ::

Aneks do literki A

Ależ wodzu, co wódz? – jeden z kultowych cytatów z komiksów Tadeusza Baranowskiego. Chcecie wiedzieć, z którego? Powodzenia! :)

A’Tomek – nie mówcie, że nie wiecie... Nie? To ja przepraszam...

:: stąd ::

środa, 8 kwietnia 2009

#158 - Gapiszon i Korniszon

Bohater ubrany w charakterystyczną czarno-żółta czapę z pomponem po raz pierwszy wystąpił ponad 50 lat temu na ekranie telewizora w serialu animowanym. Dopiero w lutym 1965 roku Gapiszon pojawił się na kartach historyjek obrazkowych publikowany na łamach "Misia". Szybko zdobył sobie popularność wśród najmłodszych i stał się prawdziwą maskotką magazynu.

Gapiszon jest przedszkolakiem, który zaczyna poznawać świat, który go otacza. Skorym do pomocy, jak i do płatania figli, w których wykazuje się nie lada inwencją. Jest pełen dziecięcej werwy, ciekawski, nieco gapowaty, skąd zresztą jego imię. Ze szczególną atencją zajmuje się sadzeniem drzew i lepieniem bałwanów. W jego licznych przygodach wiernie towarzyszu mu pies, Korniszon. Komiksy z jego udziałem z albumu "Gapiszon i Korniszon" zbierającego wszystkie odcinki opublikowane w "Misiu" w latach 1991-2005 mają bardzo prosta budowę. Składają się jedynie z dwóch kadrów (rozpoczynającego i zamykającego) i w większości pozbawione są dialogów. Gapiszon jest raczej małomówny. Wielką sztuką jest zawrzeć całą treść tylko w dwóch ilustracjach i Bohdanowi Butence, będącego członkiem dość niewielkiego panteonu klasyków polskiego komiksu, zwykle się to udaje. Pod względem graficznym "Gapiszon i Korniszon" utrzymany jest w dziecięcej estetyce, ilustracje przypominają przedszkolne rysunki właśnie. Kreślone obłą kreską, pozbawione głębi, przedstawiające bohaterów głównie z profilu. Autor stara się mówić komiksowym językiem zrozumiałym dla swojego odbiorcy.

Ale historyjki obrazkowe Butenki tak naprawdę pozbawione są ograniczeń wiekowych. Polacy może nie doczekali się komiksu wybitnego, na miarę "Fistaszków" albo "Calvina i Hobbesa", ale mamy za to Gapiszona, bawiącego starych i młodych swoją bezpretensjonalnością, pogodnością i humorem. Są pełne radości, której trochę w tym dorosłym życiu brakuje. A momentami wykazują zadziwiające podobieństwo do dzieł Schulza i Wattersona, na co wskazuje choćby fascynacja wspomnianymi bałwanami. Gapiszon jako młodsza wersja Calvina? Hmm…

W przeciwieństwie do "Kubusia Piekielnego", Gapiszon, który jeszcze do niedawna pojawiał się w "Misiu", wciąż bawi swoich czytelników. Ponadto komiks Szarloty Pawel, dotykający ówczesnych spraw społeczno-politycznych dzisiaj się straszliwie zdezaktualizował, co zupełnie nie grozi dziełu Butenki uciekającemu od topornej rzeczywistości PRL-u do krainy dziecka. Co więcej, lektura komiksu jest również wskazana dla osób mniej lub bardziej dojrzałych, czego jestem najlepszym przykładem. I o ile w przypadku komiksu Kubusia mój powrót do lat dzieciństwa niezbyt się udał, o tyle dzięki Gapiszonowi i Korniszonowi myślami na pewien czas przeniosłem się do tego czasu, kiedy kochałem się w pani przedszkolance. Wypada mi jedynie podpisać się pod celną opinią Kamila Śmiałkowskiego, że Butenko rządzi. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Pozostaje tylko oczekiwać na kolejne twardookładkowe tomy zbierające kolejne perypetie Gapiszona.