Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alison Bechdel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alison Bechdel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2014

#1774 - Przybij piątkę komiksowi

Na Alei Komiksu zainaugurowano akcję "Przybij piątkę komiksowi". Wzorem popularnych łańcuszków wśród raperów (Hot16Challenge), fanów literatury pięknej, którzy na Facebooku opowiadali o najważniejszych książkach w swoim życiu czy celebrytów, charytatywnie oblewających się wodą z lodem (ALS Ice Bucket Challenge), komiksiarze również bawią się w układanie list i wyzywanie znajomych. Bawię się i ja!


środa, 19 czerwca 2013

#1313 - Alfabet z dymkiem - C (ciąg dalszy ciągu dalszego)

Nie dość, że zalegam, nie dość, że opóźnienia, to jeszcze ciągle coś nowego się pojawia, wyskakuje, przypomina. Jeśli kiedyś skończę literkę C, a do tego przestaną do mnie wracać A i B, trzeba to będzie jakoś uczcić. Chałwą. Kawą. I papierosem.

Do rzeczy. Dziś końcówka literki C (chyba że w przyszłości coś się przypomni, albo ktoś coś słusznie wytknie).

Howard Cruse - urodzony w 1944 roku w Alabamie, w południowo-wschodniej części USA, twórca związany z pismem Gay Comix. W Polsce ukazał się dotąd tylko jeden tytuł jego autorstwa, ale też jest to bardzo ciekawy, jeśli nie jeden z najciekawszych komiksów wydanych w naszym kraju. Stuck Rubber Baby to opowieść o odkrywaniu i budowaniu tożsamości homoseksualisty w trudnych latach sześćdziesiątych XX w. Cała opowieść została ukazana na tle ogromnych przemian, które w owym czasie miały miejsce w USA - walka z segregacją rasową, epoka dzieci kwiatów, a w to wszystko wpisany los człowieka, który początkowo nie może się pogodzić z własną seksualnością (a pamiętajmy, że być homoseksualistą w latach sześćdziesiątych XX w., a być nim dziś to dwie (jednak) bardzo różne sprawy. Komiks Cruse'a jest niezwykły zarówno w warstwie fabularnej, jak i graficznej. Na tym przykładowym kadrze widać, jak bardzo Cruse przy swoim opus magnum się napracował. Strona Cruse'a :: tutaj ::

stuck-rubber-baby-plansza-3
:: stąd ::

Cubitus - humorystyczny komiks belgijski autorstwa Luca Dupanloupa (pseudonim, pardon, Dupa - serio) o wielkim, charakterystycznym psie Cubitusie i jego panu, Semaforze. Po śmierci twórcy w 2005 roku serię przejęli dwaj inni autorzy (Pierre Aucaigne i Michel Rodrigue) i była publikowana odtąd pod tytułem Nowe przygody Cubitusa (Les nouvelles aventures de Cubitus). Cubitus jest szalenie sympatycznym, antropomorficznym psem, który zamieszkuje na przedmieściach ze swym panem. Jego najgorszym wrogiem jest mieszkający po sąsiedzku czarno-biały kot Sénéchal. Ukazało się 39 albumów autorstwa Dupanloupy i 5 duetu Aucaigne i Rodrigue. Co ciekawe, fanowską stronę zrobili mu Niemcy. W Polsce niestety Cubitus się nie przyjął (może jakieś wznowienie?...). w 1990 roku ukazały się cztery odcinki nakładem nieistniejącego wydawnictwa Orbita, a w latach 2002-2003 Podsiedlik, Raniowski i Spółka wydali tomy 1-3. Szkoda, że się nie przyjął. Bo to bardzo sympatyczny psiak. Do tego pierwowzór amerykańskiej kreskówki Wowser.

Cubitus
:: stąd ::

Czarodziejka z Księżyca - przyznaję się bez bicia - nie czytałem i (trochę) wstyd mi, że nie czytałem. Ale popularność tej serii przypadła na czasy, gdy miałem inne rzeczy na i w głowie, niż nastolatki przemieniające się w superbohaterki i walczące ze złem (a właściwie ze Złem). Seria, w Polsce znana również pod angielskim tytułem Sailor Moon, została stworzona przez japońską mangakę (czyli twórczynię mang) Naoko Takeuchi. Zastanawiało mnie, dlaczego w tytule pojawia się słowo sailor i, jak się okazuje, źródłem są mundurki szkolne głównych bohaterek, na których Takeuchi wzorowała mundury wojowniczek. Seria w Polsce znana chyba przede wszystkim z serialu anime, który z pewnością był pierwszym impulsem dla wielu młodych osób (chyba szczególnie dziewcząt) do zainteresowania się Krajem Kwitnącej Wiśni i udaniu się w efekcie na japonistykę. A jeśli chcecie, możecie dołączyć do społeczności Sailor Moon. Motyw dla bibliotekarzy - trzy koty, Luna, Artemis i Diana - doradcy dzielnych wojowniczek.

sailormoon

Czas Komiksu - wydaje mi się, że zupełnie nieznany poza środowiskiem komiksowym magazyn, który ukazywał się w latach 1995-1998, czyli w czasie tzw. "wielkiej smuty" na polskiej scenie komiksowej. To między innymi dzięki takim miejscom, takim publikacjom, takim inicjatywom, jak założony przez Waldemara Jeziorskiego Czas Komiksu. Antologia mogli publikować młodzi twórcy, którzy niebawem stać się mieli najważniejszymi autorami (wówczas) młodego pokolenia, jak Krzysztof Gawronkiewicz, Przemysław Truściński, Jerzy Ozga, Jakub Rebelka i wielu innych. Wśród autorów pojawiają się także tak znane nazwiska jak Janusz Christa, Jerzy Szyłak, Wojciech Birek czy związany z "Fantastyką" Maciej Parowski.

czaskomiksu4

Aneks
Carl Barks - słusznie mi wytknięto, że to nazwisko się nie pojawiło. Jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszy twórca, związany z disneyowską serią o Kaczogrodzie, którego zresztą był "stwórcą". Wykreował takich bohaterów, jak Sknerus McKwacz, Bracia Be czy Goguś Kwabotyn (boskie imię). Will Eisner, legenda światowego komiksu, człowiek, który był jednym z twórców zmieniających oblicze opowieści obrazkowych, nadając im bardzo poważny rys (graphic novel), nazywał Barksa "Andersenem komiksu". Jak można wyczytać w bardzo ciekawym artykule w Wikipedii (polecam do kawy), Carl Barks, gdy zmarł w wieku 99 lat (w 2000 roku), pozostawił po sobie 7500 stron komiksów, 190 okładek oraz 396 scenariuszy.  I mnóstwo roześmianych dzieciaków.

Carl_Barks_San_Diego_Comic_Con_1982 
:: stąd ::

Alison Bechdel - gdy dzisiaj zdałem sobie sprawę, że nie napisałem o tej urodzonej w 1960 roku autorce, pacnąłem się w me wysokie czoło. Co ciekawe, nikt mi tego braku (skandalicznego) nie wytknął. A podobnie jak wspomniany wyżej Stuck Rubber Baby Cruse'a, tak i komiks, świetny komiks Alison Bechdel Fun Home. Tragikomiks rodzinny porusza problem homoseksualizmu, budzenia się tożsamości, a przede wszystkim trudnych relacji z ojcem. Fun Home uznany został (słusznie) za jedną z najważniejszych powieści graficznych, jakie ukazały się na polskim rynku. To także jeden z tych komiksów, które doczekały się wielu omówień i recenzji nie tylko na portalach komiksowych, ale także literackich i poruszających problemy szeroko rozumianej kultury. Co więcej, gdy tytuł ten ukazał się w 2006 roku, niemal z miejsca został uznany za najważniejsze lub jedno z najważniejszych wydarzeń literackich. Mam wrażenie, że jest to także jeden z nielicznych komiksów omawianych na zajęciach ze studentami. Nie mogę się doczekać, kiedy w Polsce ukaże się jej kolejne dzieło, tym razem poświęcone relacjom między Bechdel a matką Are you my mother? A Comic Drama. Myślę, że podobnie jak Fun Home, będzie sporym wydarzeniem.

fun-home-plansza

I znów mi się przypomniało coś na "B". Ale to może następnym razem...

środa, 10 sierpnia 2011

#830 - Fun Home

Smutna informacja o zamknięciu wydawnictwa Abiekt.pl, spowodowała, że jeszcze raz przeczytałem dwa komiksy tego wydawnictwa, które mam w swoich zbiorach. Czyli "Mężczyzna – przedmiot pożądania" oraz "Fun home. Tragikomiks rodzinny". Co prawda, w wypadku tego drugiego albumu Abiekt jest tylko współwydawcą, ale przypuszczam, że współ-wydawanie ograniczało się przede wszystkim do korzystania z siatki dystrybucyjnej oraz siły promocyjnej Timofa i Cichych Wspólników, a także z doświadczenia i pomocy edytorskiej. Tłumacze związani są z wydawnictwem Abiekt, a Wojciech Szot, był jego szefem. O żadnym z w/w komiksów nigdy nic nie napisałem. Sprawdziłem swoje notatki, dziennik – nic, kompletna cisza, żadnych wzmianek, żadnego komentarza, poza oceną, którą wystawiam dla każdego przeczytanego komiksu. Ocena dla komiksu Alison Bechdel – scenariusz: 6-, rysunki: 5, kolory/cienie: 5-. Uznałem, że w ramach działań in memoriam Abiekt napiszę kilka słów o tym właśnie komiksie.

Na podstawie tytułu można wysnuć błędne wnioski odnośnie zawartości albumu, ponieważ ów "dom" to wcale nie "dom zabawy" czy też "dom zabaw", owo "fun" jest skrótem od "funeral" – czyli od domu pogrzebowego. Skojarzenia, jakie mogą się nasuwać po rozszyfrowaniu tytułu – np. Tim Burton – są jak najbardziej błędne. Niewiele, jeśli nie wcale, w tej książce humoru i żartu. Jest ironia, ale ma ona raczej cierpki smak.

"Fun home" to ponura, autobiograficzna powieść graficzna, w której Alison Bechdel (autorka & narratorka & bohaterka) przedstawia swoje dzieciństwo, dorastanie, młodość i wchodzenie w dorosłość. Autorka stosuje typowo literackie środki stylistyczne, jak retrospekcje czy retardacje. Powroty do zdarzeń już wcześniej opisywanych, bez płynnego przechodzenia od-do. Narracja prowadzona jest nielinearnie. Dzięki tym zabiegom, już po lekturze pierwszego rozdziału, wiemy jakie będzie zakończenie. Nie chodzi o sukcesywne przedstawianie kolejnych faktów z życia Alison, nie ma prostego wynikania między owymi faktami, a nawet dochodzi do sytuacji kwestionowania zdarzeń, które miały miejsce. Główna bohaterka pisze dziennik, opisuje minione dni, enumeracyjnie wymienia kolejne wydarzenia. Po jakimś czasie wstawia przed opisywanymi zdarzeniami słowo "chyba", następnie zastępuje to słowo kwantyfikatorem mającym oznaczać "prawdopodobieństwo", by w końcu całość wpisów poprzedzić "chyba".

Życie spędzone w tytułowym domu pogrzebowym, który od lat prowadzony jest przez jej rodzinę, nie jest ani sielankowe, ani zabawne. Szczególnie skomplikowana relacja emocjonalna łączy bohaterkę z jej ojcem. Zresztą ojcu, a nie matce, poświęca się w tej książce bardzo dużo uwagi. Przedstawia się go z różnych stron. Raz jako osobę zamkniętą w sobie, skrytą, despotyczną, dyrygującą całą rodziną, dziećmi, które muszą pomagać ojcu w domowym muzeum (ponieważ wystrój domu bardziej przypomina gabinet osobliwości z duża ilością eksponatów, rekwizytów i bibelotów, na których gromadzi się wszędobylski kurz, niż przytulny i bezpieczny dom). Innym razem jako nauczyciela literatury, chcącego zaczepić wśród swoich uczniów fascynację słowem drukowanym i potrzebę czytania. Ojciec nie jest osobą, która okazuje jakiekolwiek ciepłe uczucia bądź zainteresowanie swoim bliskim. Autorka charakteryzuje go w następujący sposób: "Był alchemikiem estetyki, erudytą przestrzeni, Dedalem wystroju", a także "ciotą, psycholem, maniakalno-depresyjnym pedałem". Alison opisuje jedynie dwie sytuacje ze swojego życia, w których była pewna, że miało miejsce coś na podobieństwo czułości. Do zbliżenia między córką a ojcem dochodzi jedynie na płaszczyźnie lektur, wzajemnego polecania sobie książek, które koniec końców okazują się "przewodnikami" po życiu.

Książki, powieści, wiersze, leksykony językowe, czytanie, autorzy, bohaterzy powieściowi, definicje słownikowe są ważnym elementem składowym konstruowania narracji. Poprzez lektury, ich czytanie oraz interpretację Alison Bechdel opowiada o sobie. Ta wysublimowana intertekstualna gra chwilami mi ciążyła, ponieważ nie wszystkie odwołania i przywołania, mimo odautorskich komentarzy, bibliografii, wstępu Izabeli Filipiak oraz ciekawego posłowia "Od tłumaczy", byłem w stanie złapać, zrozumieć. Miejscami czułem się jak na genderowym wykładzie z historii literatury. Nie jest to żaden zarzut w stosunku do Alison Bechdel, raczej przyznanie się do własnych niedostatków wiedzy i erudycji.

Główne wątki tej książki, które się ze sobą wciąż splatają, wiążą, wzajemnie na siebie wpływają: Alison odkrywa swoją seksualność i ujawnia się przed rodziną jako lesbijka, owo ujawnienie się, "wyjście z szafy" jest prawdopodobną przyczyną samobójstwa jej ojca, który, mimo posiadania żony i trójki dzieci, przez całe życie ukrywał swoje homoseksualne skłonności. Na przestrzeni 248 stron Alison Bechdel (wraz z czytelnikiem) próbuje zrozumieć swojego ojca, jej emocjonalne i uczuciowe relacje z nim, a także wpływ jaki wywarł na nią samą. Obwinia go za zmarnowane dzieciństwo, za brak "ojcowskiej ręki", za chłód i dystans panujący w całej rodzinie. Właściwie poczucie winy to jeden z czynników, będący motorem podjęcia działań, które mają doprowadzić do zrozumienia i zaakceptowania samej siebie.

Po powtórnym przeczytaniu tej książki, okazało się, że wystawionej półtorej roku wcześniej oceny, nie zmieniłem. Nadal uważam, że jest to jedna z najlepszych powieści graficznych, jakie udało mi się przeczytać. Taki sentymentalny powrót do "Fun Home" w ramach wspomnienia o Abiekcie polecam. A jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to po prostu musi.