wtorek, 27 stycznia 2026

#2529 - 4000 znaków. O tym, że nie wieszczę bankructwa Marvelowi, ale...

Andrzeju, to może jebnąć.

Pod "to" wstawcie amerykański rynek komiksowy opierający się wyłącznie na kruchym fundamencie kolekcjonerskiej zajawki pompowany bez umiaru i bez końca przez zapatrzonych w komórki w Excelu decydentów w DC i (szczególnie!) Marvelu.

Tak, wiem, jeszcze nie jest aż tak źle. Właściwie, to jest nawet całkiem dobrze, o czym pisałem w jednym ze swoich tekstów o kondycji branży w USA. Wiele wskazuje na to, że w ostatnich miesiącach 2025 roku kilka tematów zażarło. Fajne komiksy się fajnie sprzedawały. Przedstawiciele branży od lewa do prawa wypowiadali się w optymistycznym tonie w kwestii przyszłości rynku, sprzedaży i czytelników. 

Właśnie, czytelnicy. Młodzi ludzie, ci sami, co to niby nie potrafią oderwać wzroku od białego światła swoich smartfonów, potrafili jednak zauważyć te cienkie, kolorowe książeczki z papieru, z rysunkami i dymkami. Zauważyć i nawet kupić w pobliskim sklepie komiksowym. I fajnie.





Tymczasem komiksowi majorsi za Oceanem dostrzegli potencjał w kopiowaniu najgorszych, niemal patologicznych praktyk znanych z branży elektronicznej rozrywki, czyli loot boxów. Udało się w przypadku gier wideo. Wszelakiej maści popkulturowe mystery boxy także świetnie się przyjęły, a Labubu okazało się globalnym fenomenem. Czemu zatem nie miałoby się udać w przypadku komiksów? Zrestartowany we wrześniu 2025 on-going "Batman" Matta Fractiona i Jorge Jimeneza, okazał się wielkim sukcesem. Sprzedaż przekroczyła 500 tysięcy egzemplarzy, a na tym się pewnie nie skończyło. Ile zeszytów sprzedano w wersji Blind As A Bat? To trudne (niemożliwe?) do określenia, ale faktem jest, że amerykańskie wydawnictwa coraz chętniej odwołują się do tego gimmicku.

Pogrążony w twórczym marazmie Marvel zaczyna wiązać z tym formatem sprzedażowym coraz większe nadzieje. Martwi mnie to. Nie mając zbyt ciekawego produktu, przegrywając ze swoją ofertą z konkurencyjnym DC, drepcząc w miejscu i zjadając własny ogon pod kątem ciekawych historii, redaktorzy Domu Pomysłów, zamiast zakasać rękawy i wziąć się porządnie do roboty zdają się iść na skróty stawiając jeszcze mocniej na blind bagi.

31 grudnia 2025 premierę miał pierwszy numer "Ultimate Endgame" Deniza Campa, Terry'ego Dodsona i Jonasa Scharfa. To bez wątpienia jedna z ważniejszych premier Marvel minionego roku, wielki event i finał kolejnej inkarnacji świata Ultimate. Zresztą, nakład sięgający pół miliona zeszytów mówi sam za siebie. Spośród tych 500 tysięcy sztuk cztery zeszyty będą wyjątkowe - ich okładki zostały naszkicowane przez Roberta Downey`a Jra, a dwa z nich dodatkowo zostały przez aktora wcielającego się w Doktora Dooma w najnowszych "Avengers" podpisane.

Wszystkie będzie można trafić, kupując "Ultimate Endgame" #1 właśnie w blind bagu.


Premierowy numer "Ultimate Endgame" rozejdzie się jak świeże bułeczki? Rozejdzie. Pion marketingu zaraportuje zwiększoną sprzedaż, dzięki zastosowaniu innowacyjnych rozwiązań? Ani chybi tak będzie. Wydawnictwo zyska również dodatkowe punkty za synergię z kinowo-serialowym MCU, gdzie buduje się potężny hype pod "Doomsday". Na krótką metę Marvel w podobny sposób będzie mógł pompować nakłady i zwiększać zyski? Jestem o tym przekonany. Ale czy to przyczynia się do budowy zdrowego rynku komiksowego w dłuższej perspektywie? Szczerze wątpię.

Czy Marvel upadnie przez blind bagi? Byłbym głupi, gdybym tak napisał, bo nie jest to takie proste. Ale zbytnie skupienie się na wyciąganiu hajsu od osób, którzy kupują po kilka sztuk tego samego komiksu, czy to w celach czysto spekulacyjnych, czy żeby trafić wymarzony wariant, nie jest dobrą polityką wydawniczą w średniej perspektywie i na dłuższą metę.

Obserwując sytuację na amerykańskim rynku mam przysłowiowe flashbacki z Wietnamu. Z czasów, gdy polski rynek zbudowany przez TM-Semic i opierający się na superbohaterskiej zeszytówce załamał się i na długie lata nie potrafił się podnieść. Z czasów, gdy Marvel, jak się wydawało komiksowy gigant u szczytu potęgi, który sprzedawał pojedyncze numery komiksów z rodziny "X-Men" i "Spider-Mana" w milionowych nakładach, po prostu zbankrutował.

"Takie predatoryjne praktyki konsumenckie to zawsze droga do coraz większej monetyzacji FOMO i napędzanie bańki spekulacyjnej. Kto jak kto, ale Marvel powinien dobrze wiedzieć, że takowa kiedyś pęka" - jak we wpisie "Ultimate Endgame" sytuację bardzo trafnie opisał Wiktor Lewandowski z Komiks ON.

Żeby było jasne - nie jestem przeciwnikiem per se ani wariantów okładkowych, ani tych, którzy je kolekcjonują. To fajny gimmick, który przyjął się także w Polsce, a w USA to bardzo istotny segment rynku. Każdemu jego porno. Nie podoba mi się idea blindbagów, nie będę tego ukrywał. To moja osobista opinia, ale jednocześnie rozumiem, że po prostu taki mamy klimat. Taki jest rynek, taki jest klient. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Co najwyżej mogę o tym napisać tutaj, na Kolorowych. Napisać, że uciekanie się do para-hazardowych praktyk i sztuczne kreowanie "rynku kolekcjonerskiego" nie skończy się niczym dobrym...

Brak komentarzy: