środa, 7 stycznia 2026

#2528 - DC Compact: najlepsze, co spotkało komiksy o superbohaterach

Autorem poniższego tekstu jest Wiktor Lewandowski, który wraz z Antkiem Strojnym zawiaduje Komiks ON. Nie pierwszy raz na łamach Kolorowych rekomenduje Wam ten zakątek komiksowej sieci, ale naprawdę warto, bo Wiktor i Antek wykonują kawał dobrej roboty. 

Jeśli chcecie być bardziej na bieżąco z tym, co komiksowego dzieje się za Oceanem, co tam w Marvelu i DC się wyprawia, to trudno o lepszą rekomendację. Chłopaki mają solidny warsztat, piszą z RiGCzem i nie gonią za chamskim clickbaitem. Czegoż można chcieć więcej? Z tego miejsca zapraszam do lektury oraz do lajkowania i śledzenia Komiks On.

A przechodząc do samego tekstu...

Linia DC Compact w październiku 2025 wystartowała w Polsce, z miejsca stając się jednym z największych komiksowych wydarzeń minionego roku. Czy albumy wydawane w niepozornym, niewielkim formacie uratują komiks superbohaterski na rodzimym rynku? Czy w ogóle ten segment takiego ratunku potrzebuje? 

Narodziny linii DC Compact w USA 

W czerwcu 2024 roku pierwszy rzut linii DC Compact Comics wywołał sporo szumu na amerykańskim rynku. Dziesięć pozycji, będących jednymi z najbardziej znanych komiksów DC ostatnich dekad - w tym takie tytuły, jak „Batman: Hush”, „Watchmen” czy „All-Star Superman” - zostało wydanych w pomniejszonej, prawie że kieszonkowej formie. Bez kolorowych obwolut, bez bogatej galerii dodatków. Wszystko to w jednym celu: miało być tanio i przystępnie. 




Komiksy o superbohaterach słyną z wysokiego progu wejścia. W internecie znaleźć można dziesiątki list komiksów Marvela i DC będących „właściwymi” punktami startowymi, zwykle stanowiącymi zamkniętą historię, bez większych nawiązań do szerszego uniwersum. Nierzadko są to również genezy danego herosa czy złoczyńcy. Dlaczego tak trudno „zacząć” czytać super-hero? Do czynienia mamy przecież z postaciami fikcyjnymi, które już dawno osiągnęły wiek emerytalny, mającymi za sobą występy na łamach dziesiątek tysięcy komiksów, w setkach historii. Nietrudno zauważyć, jak bardzo może to przytłaczać nowych czytelników. Chociaż niektórym ciężko to przed sobą przyznać, medium nie będzie się rozwijało, jeśli odbiorcami pozostaniemy wyłącznie my, starzejący się kolekcjonerzy. 

Format DC Compact Comics okazał się doskonałą odpowiedzią na ten problem. 

Linia kompaktowych komiksów wreszcie rozruszała znajdujący się w stagnacji rynek amerykańskich wydań zbiorczych, od lat coraz bardziej marginalizowany przez wciąż rosnący w siłę segment komiksu wschodniego. W wykazie ICv2 najlepiej sprzedających się powieści graficznych 2024 roku, aż cztery tytuły z DC Compact Comics trafiły do pierwszej dziesiątki, wyprzedzone zostały jedynie przez pierwszy tom „Ultimate Spider-Mana” Jonathana Hickmana, „Something is Killing the Children” i „Teenage Mutant Ninja Turtles: The Last Ronin”. Każda kolejna pozycja wydawana w ramach Compact Comics zwykle również ląduję wysoko w podsumowaniu danego miesiąca. 

Z ziemi amerykańskiej do Polski 

Mimo sukcesu za oceanem kwestia przeniesienia tego formatu na polski rynek nie była niczym pewnym. We wrześniu tego roku Egmont ujawnił informację o sprowadzeniu Compactów do Polski. Zrobiono to bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi, obiecując jedynie, że więcej detali zdradzonych zostanie na tegorocznym MFKiG w Łodzi. Na łódzkim festiwalu opublikowana została lista sześciu tytułów, które dwa tygodnie później trafiły do polskich księgarni jako pierwsi reprezentanci linii DC Compact (u nas już bez „Comics”): „Batman: Rok pierwszy”, „Batman: Trybunał Sów”, „Batman. Zabójczy żart/Człowiek, który się śmieje”, „Lobo: Portret bękarta”, „Strażnicy i V jak Vendetta”. 

Batmanocentryczny roster inauguracyjnego rzutu Compactów pozytywnie zaskoczył faktem, że niektóre z wybranych tytułów nie zostały wydane w tym formacie w USA. Egmont zapowiedział, że polscy czytelnicy mogą liczyć na kolejne takie niespodzianki, dobrane specjalnie pod kątem rodzimej edycji DC Compact. 


Polskich czytelników komiksowych jednak niełatwo zadowolić. Na MFKiG ogłoszono również wydanie „Zabójczego żartu” w powiększonej formie inspirowanej, amerykańską linią Absolute, ideowo będącej dokładnym przeciwieństwem budżetowych Compactów. Tymczasem od ręki możliwe jest również zakupienie regularnego wydania komiksu Alana Moore`a i Briana Bollanda. W momencie pisania tego tekstu nie ma również problemów z zamówieniem i to w paru największych księgarniach internetowych „Roku pierwszego”, „Strażników”, „V jak Vendetta” i „Lobo. Portret bękarta” w ich regularnych edycjach, w standardowym formacie i w twardej okładce. Gorzej jest z „Trybunałem Sów” i „Człowiekiem, który się śmieje”. Te pozycje od dawna są niedostępne w szerszej sprzedaży, na rynku wtórnym osiągają ceny, od których można osiwieć. Pierwsza fala oburzenia tyczyła się właśnie tego: czy te tytuły będą w takim razie dostępne tylko w pomniejszonym, „gorszym” formacie? Dodruków nie widać na horyzoncie. A co jak, nie daj boże, Egmont wyda kiedyś dany tytuł, niedostępny dotąd w Polsce, wyłącznie w formie Compactu? Kolekcjonerskie serca pękały. 

Moim zdaniem DC Compact nie ma jednak służyć rozwiązaniu problemu niedostępności tak powszechnie kojarzonych i lubianych historii. Na możliwość zakupu od ręki „All-Star Supermana”, być może najbardziej znanej historii z Człowiekiem ze Stali, jaka kiedykolwiek powstała, czekać trzeba było latami. Pytania „a po co to?”, „a dla kogo?” były głośną reakcją wielu starych wyjadaczy z półkami pełnymi wydań Deluxe, Limited czy Omnibusów. Kluczowe jest zatem zrozumienie, kto ma być targetem DC Compact. Odpowiedź jest bardzo prosta: nie my. Nie ci, którzy mogą chwalić się miesiąc w miesiąc haulami zakupowymi. Nie ci, którzy cyklicznie kupują w Ikei nowe regały Billy, nie stali bywalcy komiksowych imprez, forumowi podżegacze czy domorośli recenzenci. 

Mroczny Rycerz Kontratakuje

W tym roku, dzięki prowadzonemu przez Tomasza Kołodziejczaka kanałowi Otwarte Komiksy, nastąpił przełom: we współpracy z NielsenIQ BookData udało się wypracować (niedokładne, ale przynajmniej miarodajne) top 100 najchętniej kupowanym komiksów pierwszej połowy 2025 roku. Podobne dane do tej pory nie były dostępne. Bez twardych danych dotyczących sprzedaży poszczególnych tytułów mogliśmy jedynie spekulować, jak wygląda struktura polskiego rynku. 

Co się okazało? Popularność superbohaterów, których twarze łypią na nas z billboardów przy premierach kolejnych filmów i których stale można spotkać w sekcjach z zabawkami, na koszulkach czy butelkach coli, nie znajduje odzwierciedlenia w gustach szerszej polskiej publiki komiksowej. Żaden tytuł Marvela czy DC nie wspiął się ponad dolną dwudziestkę listy, a i tam peleryniarze pojawiali się na niej bardzo sporadycznie. Triumfowała za to manga i komiks dziecięcy. Wbrew wszelkim pozorom, komiksy o superbohaterach, patrząc wyłącznie pod kątem danych sprzedaży, stanowią w Polsce niszę. Entuzjasta Batmana i Supermana może nie mieć pojęcia, że jego faworyci są wśród konsumentów bici na głowę przez Kapitana Majtasa. 

Ale dzięki DC Compact coś drgnęło. A potem ruszyło z kopyta. W momencie pisania tego tekstu, w listopadzie 2025 roku, Compacty dalej znajdują się w górnej trzydzieste bestsellerów księgarni Smak Liter, w której konkurować muszą nie tylko z komiksami, ale i z książkami czy grami planszowymi. We własnej kategorii wagowej, w sekcji z najlepiej sprzedającymi się komiksami danego miesiąca w Empiku, dalej trzymają się w pierwszej dwudziestce, jednocześnie będąc jedyni pozycjami super-hero w całym TOP 100, kompletnie otoczeni przez mangi, Wiedźmina i komiks dla dzieci. Jeśli zawęzimy kategorię do wyłącznie komiksów dla dorosłych, Compacty zajmują cztery z pierwszych sześciu miejsc, wyprzedzone jedynie przez komiksową wersję Geralta z Rivii.

Podobnie wygląda to w zestawieniu najpopularniejszych komiksów w księgarni Bonito - cztery Compacty w górnej dwudziestce, ponownie jako grupa reprezentatywna pośród samych mang, Gigantów czy Thorgala - lub na liście bestsellerów Gildii, w której Compacty, miesiąc po premierze, wciąż trzymają się w górnej trzydziestce, zaraz za nowościami od Studia Lain czy popularnymi premierami z rynku frankofońskiego. 

To oczywiście jednostkowe przykłady, ale wciąż imponujące i powtarzające się w większości największych księgarń sprzedających w Polsce komiksy. Na pełniejsze dane przyjdzie poczekać, jeśli Otwarte Komiksy z Nielsenem stworzą podsumowanie drugiej połowy roku - to myślę, że wyniki będą mogły być podobne. Komiksom z linii DC Compact udało się w ledwie miesiąc osiągnąć to, czego inne pozycje o superbohaterach przez lata nie potrafiły zrobić: dotrzeć do szerszej grupy odbiorców, takiej, która zwykle nie sięga po historie z przygodami superherosów. 


Komiksy na drogę 

Łatwo wypunktować dwa najważniejsze czynniki stojące za tym sukcesem: to niewielki format i jeszcze mniejsza cena. Chociaż sam często skuszę się na Omnibus bądź wydanie Absolute, ich wielkość i grubość sprawiają, że wygodniej czytać je na kościelnym pulpicie niż w domowym fotelu. Compacty łatwo trzyma się w jednej dłoni. Bez problemu zmieszczą się w torbie, w plecaku lub, jeśli ktoś jest miłośnikiem jeansów JNCO, w kieszeni spodni. 

Ich ceny okładkowe wahają się od 25 do 60 złotych, w zależności od tego, jak obszerny jest dany komiks. Ceny rzeczywiste, za które kupimy je nawet na stronie wydawcy, wynoszą od 15 do 40 złotych. Cieniutkie trejdy „Spider-Mana”, zbierające po cztery-pięć zeszytów, kosztują po regularnej trzydziestoprocentowej przecenie tyle samo, co najbardziej kobylasty Compact. Przelicznik ceny do ilości stron, mimo swojej arbitralności, to dla wielu - jeśli nie większości! - konsumentów jeden z najważniejszych czynników wpływających na decyzję o zakupie. Na rynku komiksów o superbohaterów DC Compact jest w tym kontekście absolutnie bezkonkurencyjne. 

Co ciekawe, ceny zależne od objętości danego Compactu odróżniają wydania rodzime od amerykańskich - w ich przypadku niezależnie od grubości zapłacimy za dany tomik dziesięć dolarów. Początkowo nie byłem pewien słuszności tego rozwiązania, ale po czasie oczywistym jest już dla mnie, że 59,99 na tylnej okładce imponujących rozmiarem „Strażników” w formie Compactu dużo łatwiej usprawiedliwić, niż potencjalne 39,99 na chudziutkim „Roku pierwszym” czy „Zabójczym żarcie…”, które należałoby przełknąć, gdyby do Polski z zachodu przypłynął też wypłaszczony cennik. 

To zresztą niejedyna duża zmiana w porównaniu z amerykańskimi wydaniami. Polskie Compacty drukowane są na papierze offsetowym, podczas gdy oryginały z USA korzystają ze znacznie gorszego jakościowo rozwiązania, papieru de facto gazetowego. Dostajemy więc produkt tańszy i lepszy jakościowo, a zatem też wytrzymalszy, od amerykańskiego oryginału. Ostatnimi czasy Egmont nie dawał opinii publicznej zbyt wielu powodów do pochwał (nikomu chyba nie trzeba przypominać nieszczęsnego „Superkwęka”), ale DC Compact jest dla wydawnictwa PR-owym strzałem w dziesiątkę. 

Jedynym, co mogłoby nawet bardziej pomóc Compactom, jest poszerzenie form dystrybucji. Teraz znaleźć je można w każdym Empiku i w licznych księgarniach internetowych, a w październiku Radosław Koch (Kacza Agencja Informacyjna) raportował na portalu X, że komiksy z linii DC Compact zostały zauważone nawet w Auchanie. Format Compactów wydaje się doskonale dostosowany do saloników prasowych i kiosków, w których przynajmniej w momencie pisania tego tekstu, jeszcze ich nie znaleziono. Widok Batmanów i „Strażników” koło Gigantów i kolekcji w swoim okolicznym Kolporterze rozczuliłby wielu - ale nawet bez tego DC Compact już teraz można śmiało nazywać największym triumfem komiksów o superbohaterach nie tylko tego roku, lecz również ostatnich lat. 



Superbohater uspołeczniony 

Może to dla niektórych zbyteczny idealizm, ale DC Compact wydaje się powrotem do rdzennej idei komiksów o superbohaterach, mających być historiami przede wszystkim powszechnie dostępnymi: tanimi, prostymi, od ludzi i dla ludzi. Przez lata medium ewoluowało i dorastało, oferując całemu spektrum czytelników wachlarz różnorodnych, dojrzałych i angażujących historii. Jednak zatraciło przy tym tę ludową tożsamość medium przystępnego dla wszystkich, skupiając się na rynku bezpośrednim, na kolekcjonerach czy wręcz spekulantach (z którymi znów próbuje romansować nieznośnymi blind bagami). 

Nie nazwałbym Compactów rewolucją. Batman nigdy nie wygra w starciu z mangą czy „Szkołą latania”. To jednak krok w bardzo dobrą stronę. Do tego, mimo wspomnianych, raczej pojedynczych malkontentów, entuzjastycznie przyjęty przez społeczność komiksową. Pomijając już wystrzelenie w górę wykresów sprzedażowych, to przede wszystkim zwycięstwo dla pasjonatów, którzy tą właśnie pasją chcą dzielić się z innymi. Może sprezentowany na Święta Bożego Narodzenia tomik z DC Compact pozwoli przekonać przyjaciela czy członka rodziny do dania szansy komiksowi, w przyszłości nie tylko temu o facetach w pelerynach. W końcu, mimo pogróżek na grupkach i kręcenia nosem na wydawnicze babole, o to chodzi, by tę sztukę sekwencyjną kochać i tą miłością zarażać.

Brak komentarzy: