czwartek, 24 listopada 2011

#908 - Czasem

Grzegorz Janusz oraz Marcin Podolec to twórcy, których nie ma konieczności nikomu specjalnie przedstawiać. W wypadku pierwszego wystarczy wspomnieć takie jego książki, do których napisał scenariusze, jak: dwa tomy „Przebiegłego dochodzenia Ottona i Watsona” czy wydany w ubiegłym roku album „Wykolejeniec”. Natomiast Marcin Podolec publikując swój długometrażowy debiut – album „Kapitan Sheer” – dał się poznać, jako jeden z najciekawszych rysowników „młodego pokolenia” (tfu, nie znoszę takich określeń, ale fakt faktem twórca jest młody, zdolny i ambitny, no i nade wszystko diabelnie pracowity). W bieżącym roku panowie połączyli swoje siły pod sztandarem Kultury Gniewu i opublikowali album „Czasem”. Komiks powstał w iście ekspresowym tempie. Marcin narysował go w ciągu 7 (słownie: siedmiu!) miesięcy.



Książka jest zbudowana w formie diariusza, spisanego post factum przez głównego bohatera. Narracja, przedstawiona na zasadzie retrospekcji z minionych wydarzeń, obejmuje cały rok życia trzydziestopięcio letniego Adama Ostatko – narrator w swoim sprawozdaniu kwestionuje/neguje zarówno swój wiek, jak i dane personalne – oraz jego małżonki. Nie ma innych bohaterów. Akcja rozpoczyna się w styczniu od kupna domu i próbie rozbudzenia nadziei, „że w nowym miejscu wszystko ułoży się lepiej”. Ale, jak nietrudno się domyśleć, wcale nie układa się między nimi lepiej – w życiu tak właśnie bywa. Adam odkrywa w domu „kanciapę” – znajdujące się pod schodami magiczne pomieszczenie – gdy jest wewnątrz, to czas na zewnątrz się zatrzymuje. Z biegiem kolejnych miesięcy zaczyna traktować to miejsce niczym azyl, do którego ucieka, gdy chce się ukryć przed rzeczywistością. Uciec przed żoną, pracą, obowiązkami domowymi. W swoim królestwie wolnego czasu może spać do woli, przeczytać wszystkie książki odłożone „na potem”, napisać planowaną powieść. Notabene zamiast powieści zaczyna pisać książkę pod tytułem „Śnię baśnie”.


Pomysł i sposób wizualizacji onirycznych opowieści spisywanych przez Ostatko, bardzo mi się podoba. W snach Ostatko, pojawia się biblijna opowieść o stworzeniu Ewy, utworzonej przez Boga w czasie snu Adama z jego żebra. Biblijnych odwołań jest więcej, imię i nazwisko bohatera przywodzi mi na myśl pewien cytat z 1 Listu do Koryntian – „Tak też napisano: Pierwszy człowiek Adam stał się istotą żywą, ostatni Adam stał się duchem ożywiającym. Wszakże nie to, co duchowe, jest pierwsze, lecz to, co cielesne, potem dopiero duchowe. Pierwszy człowiek jest z prochu ziemi, ziemski; drugi człowiek jest z nieba” (1 Kor 15:45-47). Cytat może i jest całkowicie nietrafiony, ale jak dla mnie tłumaczy, powołanie do życia bohatera o taki imieniu i nazwisku.


Mimo alternatywnej rzeczywistości dostępnej dzięki „kanciapie”, album nie jest opowieścią fantazy. Jest raczej dramatem obyczajowym, rozpisanym przez Grzegorza Janusza na parę bohaterów. Opowiada o kolejnych etapach rozpadu emocjonalnego związku partnerskiego. Można go potraktować jako studium przypadku samotności z wyboru. Próbę zrozumienia psychologicznych motywów, które kierują człowiekiem w sytuacjach granicznych. Scenarzysta stara się dać odpowiedzieć na pytania: Co powoduje, że ludzie odsuwają się od siebie? Dlaczego rezygnują z życia i wybierają samotność? Jakie emocje kierują ludźmi w najmroczniejszych chwilach?



Inny trop interpretacyjny podsuwa sam Janusz w odautorskim komentarzu, opublikowanym na stronie Kultury Gniewu: „Zawsze fascynowały mnie historie o bezludnych wyspach. Gdy byłem przedszkolakiem, ojciec czytał mi Robinsona Crusoe Defoe, a ja słuchałem z wypiekami na twarzy. (…) W wieku lat trzydziestu poznałem Wyspę dnia poprzedniego Eco. A gdy skończyłem czterdzieści lat, postanowiłem sam napisać coś o bezludnej wyspie. Owocem tego postanowienia jest scenariusz albumu Czasem. Coś mi się zdaje, że doszedłem do zupełnie innych wniosków niż Defoe”. Diagnoza jaką stawia twórca nie jest pozytywna, nie niesie ze sobą żadnego pocieszenia ani przyjaznego poklepywania. Autor próbuje wmówić nam, że w odpowiednich warunkach, czyli gdy człowiek będzie miał pod dostatkiem wolnego czasu, gdy będzie mógł przebywać cały czas jedynie sam ze sobą, to wtedy jego człowieczeństwo zanika. Zmysł empatii, solidarność, chęć niesienia pomocy, szlachetność i inne odruchy wyuczone podczas socjalizacji obumierają. Człowiek przestaje być zwierzęciem stadnym, zamienia się w niedźwiedzia-samotnika, który występując w obronie własnego terytorium, jest zdolny zabić.


Marcin Podolcec świetnie wczuł się w intymną narrację Grzegorza Janusza. Wyczuł eskapizm i ironię zawarte w scenariuszu. Komiks jest czarno biały, jednak ilość różnych odcieni szarości, jakie udało się Marcinowi wydobyć, jest imponująca. Miękką, rozedrganą kreską bardzo sprawnie ukazał fizyczną przemianę głównego bohatera, który ze zwykłego, niczym specjalnie nie wyróżniającego się człowieka, w finale zamienia się tłustego, obleśnego, zarośniętego i odpychającego neandertalczyka. Dodatkowym smaczkiem albumu jest zaprojektowanie przez rysownika okładek książek, etykiet lekarstw, napitków oraz paczek papierosów pojawiających się w kadrach. Intrygująca jest również “gęstość rysunkowa” – mamy wizualne cytaty z Polańskiego i Rembrandta, zakodowane wydarzenia sportowe z ligi NBA, a na stronie 46, gdy bohater ma problemy z ostrością widzenia, to na rękawku T-shirta jest Oko Opatrzności Bożej. Rysunkowych żartów Marcina jest jeszcze kilka, wystarczy dokładnie przyjrzeć się ścianie na stronie 56 – lista lektur od Prousta po Remarque’a, wycinek z gazety przedstawiający kapsułę czasu, ulotka maści na grzybicę o nazwie „Piętaszek”, etc. Bardzo dobrym przedsięwzięciem ze strony ilustratora jest także „udźwiękowienie” opowieści, poprzez umieszczenie w osobnych dymkach dużej ilości wyrazów onomatopeicznych. Ten pomysł przypadł mi do gustu.


„Czasem” jest nowelą graficzną, którą należy przeczytać, aby przyjąć albo zanegować punkt widzenia scenarzysty na kondycję człowieczeństwa. „Czasem” jest nowelą graficzną, którą należy przeczytać, aby zachwalać kreskę rysownika, bo nie zachwalać się nie da. Czekam na kolejną, wspólną książkę obu panów.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

onomatopeicznych raczej;)

godai pisze...

Rzecz dobra, ja nie mam wyrobionego zdania, bo czytałem raz. Ale trzeba przyznać, że to mocna rzecz - chociaż z tym scenarzystą zdziwiłbym się, gdyby było mniej duszno i straszno. Taka marka już. Podolec wiadomo.

A na marginesie - "fantazy", to był w liście lektur na polskim w moim liceum.

A słowo "fantasy" z angielskiego, nijak się ma do tego albumu i polskiego określenia "fantastyczny" czy też "fantastyka" i nie transplantujmy go, bo potem będzie jak w tej książce, że "Powrót do przyszłości" to "film fantasy". ;)

Maciej Gierszewski pisze...

dzięki za uwagi.

Marcin Zembrzuski pisze...

Nie znam kontekstu, bo powyższą recenzję chcę przeczytać dopiero po lekturze komiksu, ale fantastyka to dziedzina obejmująca science fiction, horror i fantasy.

godai pisze...

@Maciej - chodzi o to, że w Ameryce "fantasy" używane jest do określenia "fantastyki". Kiedyś w jakiejś książce był przywołany przykład z PDP i tutaj Maciek użył tego w tym właśnie znaczeniu, jak sądzę.

A "Czasem" nie jest komiksem fantasy, tyle mogę powiedzieć, bez spojlerów ;)

godai pisze...

@Marcin oczywiście. Poranna kawo, przybywaj...