piątek, 9 września 2011

#851 - Trzy Palce Gate

Egzemplarz recenzencki "Trzech Palców" trafił do mnie stosunkowo późno. Wiedziałem jednak wcześniej, że przyjdzie mi się nim zająć, próbowałem więc unikać czytania publikowanych w internecie recenzji. Nie udało się - ze szczątków docierających do mnie informacji domyśliłem się że opinie były raczej nieprzychylne. Z częścią krytycznych głosów nie sposób się nie zgodzić, ale ja osobiście nie do końca uważam ten album za zły... Wydaje mi się też, że warto go przeczytać, zwłaszcza teraz, gdy w Komiksowie królują afery, zazdrość, zawiść i dość nieciekawe, apokaliptyczne nastroje.


"Trzy Palce" to album w konwencji paradokumentu, w którym możemy się doszukiwać zarówno parafrazy życia prawdziwych postaci, takich jak Walt Disney czy Elia Kazan, jak i ikonicznych bohaterów amerykańskiej animacji - Myszki Miki czy Królika Bugsa. To bardzo trafna satyra, która dzięki wykorzystaniu kojarzonych z kreskówkami animorfów pozwala nam zdystansować się i odkryć niedorzeczności, jakie tkwią w ludzkim rozumowaniu na temat mechanizmów rządzących różnymi hermetycznymi środowiskami zawodowymi czy grupami etnicznymi. Koslowski, stawiając przed nami krzywe zwierciadło nabija się z pewnej histerycznej postawy, z demonizowania, które możemy zaobserwować również u naszych rodaków i w polskiej sferze życia publicznego.

Unika się tu (no, oprócz Marilyn Monroe) prawdziwych nazwisk, tak jak unika się bardzo istotnych w tym wszystkim słów pokroju "komunista", "żyd" czy "lewak". Jedną z funkcji tego albumu jest bardzo skuteczne przypomnienie nam, że owy "lewaczek" czy "żydek" to często dla ludzi synonim kogoś, kto wygląda czy myśli inaczej niż oni, lub - jak w tym przypadku - kogoś, komu się po prostu udało osiągnąć sukces. Trudno ludziom zaakceptować fakt, że pozycja, którą ktoś osiągnął to częściej kwestia farta, niż specjalnych zasług. Na tej płaszczyźnie to twór udany i muszę przyznać, że autor skutecznie dopiął swego. Wszystko zostało ujęte szyderczym (ale przez to dość trzeźwym i zdystansowanym) spojrzeniem na mentalność i historię Ameryki, przez co i my Polacy - czy nawet jeszcze hermetyczniej- komiksiarze w "czasach zarazy" możemy bez bólu popatrzeć w lustro.

We wstępie wspomniałem, że komiks zgarnął u nas sporo nieprzychylnych recenzji i fakt - formalnie jest to pozycja najzwyczajniej uboga, nieciekawa, stricte literacka, ale według mnie nie skreśla jej to całkowicie i uważam, że mimo tych niedostatków jest warta Waszej uwagi. Zaznaczam jednak, że postrzeganie jej w kategoriach komiksowych byłoby krzywdzące, bo Koslowski wykorzystuje zaledwie ubogi ułamek możliwości medium. Co prawda udało mu się utrzymać atmosferę paradokumentu, ale to, co zaprezentował w warstwie graficznej, to zaledwie minimum wysiłku i pójście na łatwiznę (używanie kilkukrotnie tych samych kadrów itd). Można oczywiście powiedzieć, że nie powinno się budować komiksu na gadających głowach, ale według mnie nie do końca w tym tkwi problem - "Niedoskonałości" Adriana Tomine to w końcu też głównie gadające głowy, a dla mnie to komiks, o którym myślę w kategoriach arcydzieła. Jestem przekonany, że da się z takiego komiksowego paradokumentu wycisnąć znacznie więcej i że twórca ambitniejszy czy lepiej rozumiejący język medium zrobiłby to ciekawiej.

1 komentarz:

Marcin Zembrzuski pisze...

Brzmi całkiem zachęcająco. Chętnie przeczytam, jak będzie okazja.